czwartek, Październik 18, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Maj

Miesięczne archiwaMaj 2018

Ministerstwo Finansów przekazało do finalnych konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych zaktualizowaną wersję projektu ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych, będących jednym z najważniejszych filarów Programu Budowy Kapitału, zaprezentowanego przez rząd jako element Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Kluczowe założenia systemu PPK

Powszechne

Pracownicze Plany Kapitałowe to powszechny, obowiązkowy z punktu widzenia pracodawców a jednocześnie dobrowolny dla pracowników i w pełni prywatny system długoterminowego oszczędzania. W zamyśle projektowanych zmian PPK mają poprawić strukturę oszczędności emerytalnych Polaków, stanowiąc uzupełnienie dla całkowicie dobrowolnych Pracowniczych Programów Emerytalnych (dalej – PPE).

Uczestnicy

Uczestnikami nowego systemu mają być osoby w wieku poniżej 55 lat, które automatycznie zostaną zapisane do PPK z prawem do rezygnacji z uczestnictwa w programie (opcja – „opt out”) poprzez złożenie oświadczenia o odstąpieniu. Osoby między 55 rokiem życia a 69 rokiem życia (włącznie) będą mogły dobrowolnie przystąpić do programu.

Obowiązkowe

PPK mają być obowiązkowe dla wszystkich pracodawców zatrudniających pracowników oraz osoby wykonujące pracę nakładczą w rozumieniu Kodeksu Pracy, członków rolniczych spółdzielni produkcyjnych i spółdzielni kółek rolniczych, osoby fizyczne wykonujące pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług w rozumieniu Kodeksu cywilnego, jak również członków rad nadzorczych wynagradzanych z tytułu pełnienia tych funkcji.

Początkowo obowiązkiem utworzenia PPK objęci zostaną wyłącznie pracodawcy zatrudniający co najmniej 250 osób. Co istotne z obowiązku utworzenia PPK zwolnieni będą pracodawcy, którzy w dniu wejścia w życie ustawy o PPK posiadają już utworzone Pracownicze Programy Emerytalne w ramach swojej firmy, opłacając składkę podstawową na rzecz zatrudnionego w wysokości minimum 3,5% wynagrodzenia, jeżeli do PPE przystąpiło co najmniej 50% osób zatrudnionych w danym podmiocie zatrudniającym. Zwolnieniu z obowiązku utworzenia PPK podlegać będą również osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Ze zwolnienia mogą skorzystać także mikroprzedsiębiorcy, jeżeli w ustawowym terminie wszystkie osoby zatrudnione złożą deklarację o rezygnacji z dokonywania wpłat do PPK.

Zgodnie z zaktualizowanym projektem ustawy o PPK pracodawca, który zawarł umowę o zarządzanie PPK oraz umowy o prowadzenie PPK, a następnie utworzył PPE zgodnie z opisanymi wyżej zasadami może od miesiąca następującego po miesiącu, w którym PPE został zarejestrowany przez organ nadzoru, zaprzestać finansowania wpłat podstawowych i wpłat dodatkowych do PPK za osoby zatrudnione, które przystąpiły do PPE.

Składki

PPK mają opierać się na współudziale zarówno pracodawcy, jak i pracownika w tworzeniu długoterminowych oszczędności. Przy czym składka podstawowa pracownika miałaby wynosić 2% wynagrodzenia  z możliwością zwiększenia maksymalnie o dodatkowe 2%, zaś składka pracodawcy miałaby wynosić 1,5% wynagrodzenia z możliwością dobrowolnego zwiększenia o maksymalnie dodatkowe 2,5 %. Wpłata dodatkowa finansowana przez pracodawcę może być różnicowana ze względu na długość okresu zatrudnienia u pracodawcy albo na podstawie postanowień regulaminu wynagrodzeń lub układu zbiorowego pracy, obowiązujących u pracodawcy. Pracownicy, których wynagrodzenie nie przekracza w danym miesiącu 2 100 PLN mogą płacić składkę podstawową mniejszą niż 2%, ale nie mniejszą niż 0,5% wynagrodzenia.

Pracodawcy będą mogli samodzielnie dokonać wyboru instytucji finansowej (TFI, PTE, zakłady ubezpieczeń), w którym pomnażane będą oszczędności pracownika spośród instytucji, które zostaną dopuszczone do udziału w portalu PPK. Od momentu wpłaty pierwszej składki oszczędności pracownika uczestniczącego w PPK będą prywatne, przypisane do konkretnej osoby z imienia i nazwiska oraz podlegające dziedziczeniu. Zgromadzone w PPK środki mogą być wykorzystane na wpłatę udziału własnego przy zakupie pierwszego mieszkania, jak również do 25% zgromadzonych oszczędności można będzie wypłacić w przypadku ciężkiej, przewlekłej choroby samego pracownika, współmałżonka bądź dziecka.

Zachęty fiskalne

Oszczędzanie w ramach PPK ma wiązać się z zachętami fiskalnymi. Składki wnoszone przez pracodawcę nie będą bowiem wliczane do wynagrodzenia stanowiącego podstawę ustalenia wysokości obowiązkowych składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Składki te będą mogły być również zaliczone do kosztów uzyskania przychodów, podobnie jak pozostałe wydatki poniesione przez podmiot zatrudniający na zapewnienie prawidłowej realizacji obowiązków wynikających z przepisów o PPK. Z kolei składki dokonywane przez pracownika rozliczane będą z wynagrodzenia netto. Przewidziane jest również dofinansowanie ze strony Państwa do PPK w wysokości 250 zł tzw. składki powitalnej oraz dopłaty rocznej w kwocie 240 zł, które będą wolne od podatku dochodowego. W ściśle określonych przypadkach zwolniona z opodatkowania będzie również wypłata środków zgromadzonych w PPK.

Harmonogram wdrożenia

• Od 1 stycznia 2019 r. – obowiązkiem utworzenia PPK zostaną objęci wszyscy przedsiębiorcy zatrudniający co najmniej 250 osób

• Od 1 lipca 2019 r. – obowiązkiem utworzenia PPK zostaną objęte firmy zatrudniające od 50 do 249 pracowników

• Od 1 stycznia 2020 r. –  obowiązkiem utworzenia PPK zostaną objęte wszystkie firmy zatrudniające co najmniej 20 osób

• Od 1 lipca 2020 r. – obowiązkiem utworzenia PPK zostaną objęci pozostali pracodawcy oraz jednostki sektora finansów publicznych

MS, źródło i zdjęcie: PwC 

Nowe ośrodki mają  pomóc w rozwoju i badaniu potencjału sztucznej inteligencji w zastosowaniach konsumenckich, takich jak np. telewizory QLED czy urządzenia AGD.   POjawią się one m.in. w Cambridge, Toronto i Moskwie.

Samsung Research, ośrodek badawczo-rozwojowy działający w ramach Samsung Electronics SET, zapowiedział otwarcie trzech centrów Artificial Intelligence (AI) zlokalizowanych w brytyjskim Cambridge (22 maja), Toronto (24 maja) i Moskwie (29 maja). Samsung Research działa m.in. na rzecz zwiększania możliwości Samsung Electronics w zakresie sztucznej inteligencji. Wykorzystując specjalistyczną wiedzę, placówka była zaangażowana w tworzenie nowych centrów AI. Wcześniej Samsung Research  nadzorował powstanie analogicznych ośrodków w Seulu (listopad 2017 r.) oraz w Silicon Valley (styczeń 2018 r.). Obecnie Samsung Research będzie miał do dyspozycji aż pięć takich placówek na całym świecie. W związku z rozwojem sieci ośrodków w planach jest także zwiększenie liczby wykwalifikowanych badaczy sztucznej inteligencji. Do 2020 będzie to ok. tysiąc osób.

– Innowacja jest wpisana w DNA firmy Samsung. Cieszymy się, że naszą pasję i ogromne zaplecze technologiczne możemy wykorzystać do rozwoju AI – powiedział podczas ceremonii otwarcia nowego centrum AI w Cambridge Hyun-suk Kim, President and Head of Samsung Research. – Dzięki połączeniu eksperckiej wiedzy specjalistów i potencjału nowych ośrodków chcemy być organizacją, która zmieni oblicze rynku sztucznej inteligencji.

Największe talenty w dziedzinie AI pomogą prowadzić nowe centra

Centrum AI Samsung w Cambridge pokieruje Andrew Blake, który wcześniej był dyrektorem usytuowanego w tym samym mieście laboratorium firmy Microsoft. Jest on pionierem rozwoju teorii i algorytmów, dzięki którym komputery są w stanie zachowywać się niczym widzące maszyny. Dzięki współpracy z wybitnymi ekspertami, takimi jak prof. Maja Pantić z Imperial College, Centrum AI Samsung w Cambridge będzie odgrywało kluczową rolę w zaawansowanych badaniach nad sztuczną inteligencją w strukturze Samsung Research.

– Nowe centrum jest wyrazem naszego zaangażowania w rozwój AI ­– powiedział Andrew Blake. – Badania pozwolą nam lepiej zrozumieć ludzkie zachowanie. Skupimy się m.in. na analizie rozpoznawania emocji, co pozwoli rozwijać technologie, które realnie wpłyną na jakość życia.

Centrum AI Samsung w Toronto będzie działało pod nadzorem dr Larry’ego Hecka, starszego wiceprezesa Samsung Research America (SRA) oraz eksperta w zakresie technologii wirtualnego asystenta osobistego, a także lidera Centrum SRA AI. Zespół z tego ośrodka będzie kontynuować badania nad głównymi technologiami AI we współpracy z największymi kanadyjskimi uniwersytetami.

Z kolei Centrum AI Samsung w Moskwie skorzysta z wiedzy rosyjskich ekspertów z dziedziny matematyki, fizyki i innych nauk ścisłych. Ośrodek planuje nawiązać współpracę z wiodącymi ekspertami w zakresie sztucznej inteligencji, którzy będą prowadzić badania nad algorytmami AI.

Kluczowe zasady przyświecające wizji AI firmy Samsung

Swoją wizję AI Samsung buduje wokół pięciu kluczowych aspektów sztucznej inteligencji, które wpływają na kierunek badań. Zgodnie z tą wizją sztuczna inteligencja:

  • jest „skoncentrowana na użytkowniku”, co oznacza personalizację przy wykorzystaniu wielomodalnego interfejsu;
  • „ciągle się uczy” wykorzystując nowe dane;
  • jest „zawsze obecna”, jako usługa dostępna w każdym otoczeniu;
  • „niezmienne służy pomocą”, pozwalając ograniczyć interwencje użytkownika i odpowiadając na polecenia;
  • „niezmienne zapewnia ochronę”, czyli dba o bezpieczeństwo i prywatność użytkownika.

W realizacji prac nad tymi zagadnieniami centra AI będą wykorzystywały najnowocześniejsze środowiska badawcze, jak również atuty konkretnych naukowców i regionów.

Poprzez różne inicjatywy, w tym zorganizowane w ubiegłym roku Forum AI, firma Samsung blisko współpracuje ze znanymi naukowcami specjalizującymi się w dziedzinie sztucznej inteligencji. Wspólnie z nimi przygotowuje się do stworzenia baz badawczych w różnych dziedzinach eksperckich. Firma będzie rozwijać zarówno wiedzę, jak i technologię na całym świecie, w tym, co szczególnie istotne, na wschodzie Stanów Zjednoczonych.

W najbliższych latach urządzenia działające w obszarze Internetu Rzeczy (IoT) i wyposażone w sztuczną inteligencję będą generowały dane, które mogą dostarczyć fascynujących informacji, a co za tym idzie – umożliwią opracowanie inteligentnych usług. Aby stworzyć skoncentrowany na użytkowniku ekosystem, Samsung planuje zbudować platformę AI w ramach wspólnej architektury, która będzie nie tylko skalowalna, ale także zapewni prawdziwe zrozumienie zachowań i kontekstu użytkowania. Wszystko to sprawi, że sztuczna inteligencja stanie się lepiej dopasowana i bardziej przydatna.

Magda Strzykalsk, źródło: Samsung Media

Rozwój technologii, wprowadzanie co krok to nowych rozwiązań i innowacji, a także coraz większe wymagania konsumentów sprawiają, że branża transportowa musi bardzo uważnie słuchać potrzeb społeczeństwa. Bezprzewodowy internet w samochodzie, aktywowane głosowo aplikacje, samochody autonomiczne – to tylko niektóre z dominujących trendów ostatnich lat.

Według danych GfK, skupiając się na trzech najistotniejszych trendach – elektromobilności, technologiach IoT, pojazdach autonomicznych – można wyłonić właśnie te zmiany, które nieuchronnie zmienią branżę samochodową (lub szerzej: transportową). Głównymi powodami wyboru danego środka transportu są: poczucie niezależności (18%), potrzeba przemieszczania się (16%) oraz oszczędność kosztów i czasu (15%)*. Posiadanie samochodu jest więc całkiem atrakcyjną opcją, biorąc pod uwagę fakt, iż zaspokaja większość tych potrzeb. Samochód jest nadal dobrem luksusowym i nie zmieni się to przez dłuższy czas. Z tego też powodu aż 78% przedstawicieli pokolenia millennialsów oraz 68% konsumentów w wieku 36+ zamierza kupić samochód w ciągu najbliższych 5 lat*.

Kolejnym ważnym trendem jest elastyczność przy wyborze środku transportu. Wyniki badań GfK wskazują, iż starsze pokolenia oraz pokolenie millennialsów nie chcą ograniczać się w zakresie wyboru środka transportu. Wybierają ten, który jest dla nich najkorzystniejszy w danej sytuacji. Korki? Nie ma sensu jechać samochodem. Nieaktualny rozkład jazdy? Nie warto korzystać z pociągu.

Dla producentów samochodów oraz dostawców usług transportowych w tak złożonej i zmiennej sytuacji sprostanie oczekiwaniom konsumentów może nastąpić tylko poprzez ofertę innowacyjnych rozwiązań.

Magda Strzykalska, źródło: GfK, globalne badanie GfK 2017 – On the road again!*

Sztuczna inteligencja i wszechobecny dostęp do internetu determinują zmianę technologii także w kuchni. Z tego powodu, wielu producentów decyduje się na wyposażenie elektroniki w moduły do zdalnej komunikacji z użytkownikiem, bądź między samymi sprzętami podłączonymi do jednej sieci.

Technologie powoli wkraczają do naszych domów – piekarnik z Wi-Fi, klimatyzacja aktywowana z poziomu smartfonu, telewizor podłączony do internetu, inteligenta lampa, która pomaga oszczędzać energię czy też wideo-niania kontrolująca sen naszych dzieci. To już nie fikcja, tylko standard wielu sprzętów elektroniki użytkowej. Co więcej, zauważalna jest tendencja wzrostowa tychże sprzętów, które napędzają rynek i innowacje jednocześnie. Potwierdza to badanie GfK, które informuje chociażby o tym, że 33% konsumentów z grupy dojrzalszych millennialsów oraz 28% z grupy millenialsów młodszych planuje w ciągu najbliższych 2–3 lat zakup urządzenia łączącego się z siecią.
Urządzenia elektroniczne z każdym rokiem są coraz bardziej „inteligentne”. Łączą się miedzy sobą i pozwalają dokładniej zarządzać całym spectrum urządzeń elektrycznych i elektronicznych w naszym domu. Już dziś pojawią się pierwsze urządzenia, które reagują na ludzki głos, pozwalają też przeprowadzać naturalny dialog z człowiekiem. To właśnie AI (artifical inteligence) wpływa na rozwój rozwiązań z branży smart home, odgrywając przy tym znaczącą rolę w przemyśle rozrywkowym, stanowiąc 66% z 8 mld euro generowanych przychodów. Zgodnie z prognozowanymi trendami, technologia ta przeniknie do innych branż, zwiększając udział rozwiązań smart we wcześniej „nie-cyfrowych” kategoriach, takich jak np. artykuły gospodarstwa domowego, stymulując tym samym rozwój rozwiązań związanych z koncepcją smart living.

Magda Strzykalska, źródło: GfK Consumer Life 2011 i 2016, USA

Jak informuje organizator wydarzenia, Kongres AGD w Łodzi zgromadził 250 osób reprezentujących producentów, poddostawców, dystrybutorów, recyklerów oraz dostawców usług dla branży. Nie zabrakło także przedstawicieli rządu. Wśród nich m.in. wicepremier prof. Piotr Tadeusz Gliński, Minister Jadwiga Emilewicz oraz Wiceminister Tadeusz Kościński. W rozmowie z gośćmi oraz podczas przemówień otwierających wydarzenie potwierdzili oni, że przemysł AGD wnosi wiele do gospodarki krajowej.

Ponadto, nie zabrakło znanych osobistości z branży AGD. Spotkanie otworzył K. Pokutycki, prezez APPLiA Polska oraz BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego Sp. z o.o wraz z M. Michalikiem, prezesem Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA. O perspektywie AGD w Europie powiedział P. Falcioni – Dyrektor Generalny europejskiej organizacji producentów i organizacji branży AGD, APPLiA – Home Appliance Europe. Podczas wydarzenia, organizator – Związek Pracodawców AGD APPLiA Polska ogłosiła oficjalnie zmianę nazwy (dawniej CECED Polska).

Po prelekcjach powitalnych i uroczystym otwarciu przyszedł czas na panele dyskusyjne dotyczące gospodarki, handlu, HR, łańcuchu dostaw oraz gospodarki obiegu zamkniętego. Wśród ważnych prelegentów znaleźli się W. Orłowski z PwC, J. Rutkowski z Amica S.A., M. Witucki – Work Service, A. Malinowski – Prezydent Pracodawców RP oraz M. Kłoczko, Wiceprezes, Dyrektor Generalny Krajowej Izby Gospodarczej, Wiceprezes Eurochambers. Nie zabrakło M. Rosatiego, prezesa MSHP Media Saturn, M. Majewskiego, prezesa NeoNetu oraz H. Żarnowieckiej z Retail Service Manager w GfK Polonia.

Magda Strzykalska, zdjęcia: APPLiA Polska

Serwisy informacyjne przedstawiają przyszłość branży handlu detalicznego w ponurych barwach. Na szczęście statystyki są bardziej optymistyczne. E-handel rośnie z roku na rok w siłę, a detaliści obserwują, że klienci sklepów są coraz bardziej zaangażowani i komunikatywni, co wskazuje raczej na transformację, a nie upadek branży. Model handlu detalicznego zmienia się, by lepiej dostosować usługi do potrzeb klientów. 

Współpracujemy ze sprzedawcami w Polsce i na całym świecie. Wielu z nich odświeża i na nowo definiuje swoją działalność. Firmy wszystkich rozmiarów, działające w różnych sektorach, podejmują wyzwanie rzucone im przez zmieniające się wymagania konsumentów i środowisko branżowe. Niezależnie od wybranej metody — czyli zastąpienia całej technologii nowymi rozwiązaniami albo wprowadzenia drobnych zmian w działalności i strategii firmy — istnieje kilka uniwersalnych zasad, które dotyczą wszystkich sprzedawców. Dzięki inwestycji w dwa kluczowe filary nowoczesnego handlu detalicznego sklepy moga zapewnić sobie dochodową, „internetową” przyszłość.

Dokładne dane o zapasach

Zarządzanie zapasami to centralny element działalności każdego sprzedawcy, niezależnie od tego, czy prowadzi sklep internetowy czy tradycyjny. Odpowiednie zarządzanie stanem magazynowym ogranicza problemy w całym łańcuchu dostaw i ma wymierny wpływ na wyniki finansowe. Dotyczy to zarówno niezależnych sklepików, jak i wielkich sieci handlowych o milionowych dochodach, które dysponują rozbudowanymi sieciami dystrybucji. Ogromną rolę w wydajnym zarządzaniu zapasami odgrywa technologia. Bez niej to zadanie jest właściwie niewykonalne. Sprzedawcy, którzy chcą być konkurencyjni, muszą oferować klientom doskonałe doświadczenie związane z zakupami, niezawodną obsługę i informacje o dostępności i cenach oferowanych produktów dostępne w czasie rzeczywistym. Według sprzedawców, którzy wzięli udział w ankiecie „Zebra 2018 Retail Vision Study”, najczęstszą przyczyną niezadowolenia klientów są braki magazynowe oraz niższe ceny tego samego produktu w innym sklepie. To coś, czego obecne pokolenie wyposażonych w technologię kupujących, po prostu nie akceptuje. Dlatego sprzedawcy muszą wdrożyć platformy, które umożliwią im szybkie reagowanie na pozyskiwane na bieżąco dane z całego łańcucha dostaw.

Sprzedawcy, którzy chcą zarządzać zapasami w sklepie i stanem magazynu w formie cyfrowej i w czasie rzeczywistym, powinni zacząć od wdrożenia technologii identyfikacji częstotliwości radiowych (RFID). RFID zastąpi długopis i papier albo niestabilne urządzenia, a także szybko i sprawnie dokona przeglądu i połączy wszystkie elementy ścieżki zakupu. Platformy RFID umożliwiają podanie stanu zapasów z dokładnością do 95 proc., a dzięki tagowaniu RFID można zmniejszyć braki magazynowe o 80 proc. To inwestycja, która zapewni sprzedawcom szybki dostęp do dokładnych informacji z dowolnego miejsca, dzięki czemu poprawi się też doświadczenie związane z zakupami.

Handlowcy zaczynają korzystać z technologii Internetu Rzeczy (Internet of Things – IoT), by uprościć i wzbogacić proces zakupów, zmniejszyć koszty operacyjne i znaleźć nowe źródła przychodów. Automatyzują zadania do tej pory wykonywane ręcznie, na przykład instalują na półkach czujniki informujące o brakach w zapasach — głównej przyczynie frustracji kupujących.

Dlaczego warto postawić na dane?

Poprawnie i etycznie wykorzystywane dane to klucz do korzystnego dla obu stron — klienta i sprzedawcy — procesu zakupu. Gromadzenie i analizy danych umożliwiają rozwój innowacyjnych metod zaspokajania potrzeb klientów oraz dają sprzedawcom przewagę konkurencyjną.

Technologia oparta na danych zapewnia im widoczność każdego aspektu działalności, przekazuje opinie klientów oraz dostarcza informacji, które pozwalają zwiększać przychody i optymalizować wydajność. Przy okazji konsumenci otrzymują spersonalizowane oraz satysfakcjonujące doświadczenie związane z zakupami. Obie strony dostają to, czego szukały.

Badanie firmy Zebra wykazało, że sprzedawcy inwestują w technologie IoT — od beaconów, które wysyłają klientom spersonalizowane kupony po monitorujące zapasy tagi RIFD — by uprościć, ożywić i spersonalizować zakupy, generować przychody i zmniejszać koszty. Większość ankietowanych sprzedawców za najważniejszy czynnik decydujący o sukcesie uznało mobilność. Dlatego w ciągu najbliższych trzech lat planują oni zainwestować w mobilne drukarki kodów kreskowych lub drukarki termiczne, ręczne skanery kodów kreskowych i komputery mobilne. Nastały złote czasy dla handlowców, którzy zdecydują się wykorzystać potencjał platform Internetu Rzeczy i podejmować trafne decyzje oparte na danych pozyskiwanych w czasie rzeczywistym w całym łańcuchu dostaw.

Jaka przyszłość czeka branżę handlu detalicznego?

W 2018 roku sukces odniosą sprzedawcy nastawieni na klienta. Kluczowe będzie gromadzenie danych związanych z konsumentami i dostosowywanie usług do wyników analizy tych danych w celu polepszenia doświadczenia klienta związanego z zakupami. Od momentu pierwszej interakcji ze sprzedawcą ścieżka klienta musi być jasno określona. Fizyczne i cyfrowe punkty kontaktu powinny działać bez zarzutu, ale też bez rezygnowania z najważniejszych funkcji każdego z nich.

Sprzedawcy stale rozwijają działalność pod kątem spójnej strategii handlowej, nie mogą jednak zapominać o zapewnianiu nieznającym słowa „kompromis” dzisiejszym klientom angażującego i nowoczesnego doświadczenia związanego z zakupami. Z badania firmy Zebra przeprowadzonego przez IHL Group wynika, że budżety sprzedawców przeznaczone na technologię wzrosną w ciągu najbliższych kilku lat. Technologia rozwija się w błyskawicznym tempie. Sprzedawcy, którzy będą oszczędzać na inwestycjach w nowoczesne rozwiązania, niewątpliwie zostaną w tyle.

 

Autor: Jacek Żurowski, Dyrektor Regionalny na Europę Centralną, Zebra Technologies

Podział na humanistów i umysły ścisłe na rynku pracy jest coraz mniej uzasadniony. People, jedna z czołowych polskich firm doradztwa personalnego wśród najczęściej rekrutowanych specjalistów wymienia tych, którzy łączą wiedzę ścisłą i humanistyczną: programistów – managerów, inżynierów, digital managerów działających na styku technologii i marketingu  oraz pracowników znających języki obce na stanowiskach odpowiadających za finanse czy kwestie podatkowe w centrach usług wspólnych.

Pracodawcy poszukują m.in. inżynierów posiadających liczne kompetencje miękkie, jak umiejętność dostosowania się do nowych sytuacji, zdolności językowe, analityczne, komunikacyjne i interpersonalne oraz humanistów wykorzystujących narzędzia statystyczne, analizujących i przetwarzających dane – Big Data. Te dwa obszary, przez lata funkcjonujące w oderwaniu od siebie, obecnie w dobie gospodarki 4.0 przenikają się w coraz większym stopniu.

– Coraz powszechniejsza jest wielozadaniowość pracowników. Rozwój technologii i powstawanie coraz bardziej złożonych produktów sprawia, że korzystamy z zaawansowanych narzędzi technologicznych. Humanistyka i nauki ścisłe przenikają się i uzupełniają. Ścisły, bardziej matematyczny umysł łatwiej przetwarza i analizuje dane, z kolei humanista ma lepszą umiejętność syntezy tych danych.  Pracodawcy często poszukują osób, które łączą analizę i syntezę, umysł ścisły z humanistycznym. Przykładowo twórca aplikacji IT czy programista musi znać trendy rynkowe, przewidując oczekiwania i zachowania klientów, a jednocześnie analizować zbiory danych, tworzyć algorytmy. Wybieganie w przyszłość jest nieodłącznym elementem innowacji – mówi Sebastian Popiel, Członek Zarządu firmy doradztwa personalnego People.

KIERUNKI STUDIÓW

W odpowiedzi na potrzebę łączenia obu dziedzin: humanistyki z naukami ścisłymi, pojawiają się nowe kierunki z obszarów takich jak: marketing internetowy czy informatyka społeczna spajająca nauki społeczne z wiedzą informatyczną. Mają one na celu przygotowanie studenta do nowych zawodów pojawiających się na rynku w wyniku rozwoju technologii, jednak najczęściej pokrywają niewielki procent zapotrzebowania na praktyczną wiedzę.

Uczelnie wciąż nie nadążają za rozwojem rynku pracy. Również nowo tworzone kierunki studiów nawiązujące do big data czy digital marketingu w rzeczywistości przekazują elementarną wiedzę, natomiast konkretne umiejętności pracownicy nabywają w pracy, często także z e-szkoleń czy tzw. tutoriali dostępnych np. na YouTube, które w przystępny sposób uczą stosowania różnych nowoczesnych narzędzi – mówi Sebastian Popiel, Członek Zarządu People.

ŁĄCZENIE UMIEJĘTNOŚCI

Solidna wiedza inżynieryjno-techniczna kandydata do pracy to atut, ale w cenie są również: zdolność analizy zjawisk i procesów, tworzenia strategii w szerszym aspekcie niż tylko techniczny, a także umiejętność szybkiego przystosowywania się do zmian rynkowych i rozwiązywania problemów.

Twórca produktu zdany jest na współpracę z działami sprzedaży i marketingu przy tworzeniu strategii sprzedażowo-komunikacyjnej. Inżynierowie biorą udział w spotkaniach biznesowo-handlowych, reprezentując swoje firmy. Kontakt z klientami wymaga nie tylko wiedzy z danej dziedziny, ale przede wszystkim licznych umiejętności miękkich, jak zdolności komunikacyjne czy inteligencja emocjonalna.

Humanista zatrudniony w dziale sprzedażowym czy w komórce zajmującej się komunikacją może wykorzystywać narzędzia oparte na psychologii czy antropologii, ale musi też korzystać z narzędzi statystycznych, orientować się w kwestiach technicznych dotyczących produktu, który sprzedaje bądź reklamuje, a czasem również  mieć pewne rozeznanie w kwestiach księgowo-podatkowych.

Natomiast wieloletnie przekonanie, że humaniści są niepotrzebni i nie mają szans na rynku pracy jest nieprawdą. Coraz większa liczba pracodawców wyznaje zasadę, że twórcze myślenie liczy się nie mniej niż wąska, techniczna specjalizacja. Z tego założenia wychodził Steve Jobs, który mówił, że Apple opiera się na mariażu technologii ze sztukami wyzwolonymi i humanistyką. Podobnie jest w przypadku twórcy Facebooka –mówi Sebastian Popiel, Członek Zarządu People.

Dzięki nowej usłudze „Twój e-PIT” podatnik nie będzie już musiał wypełniać wniosków, ani składać deklaracji by rozliczyć swój podatek. Zamiast tego na Portalu Podatkowym będzie na niego czekał wypełniony „Twój e-PIT”. 

Już w 2019 r. Krajowa Administracja Skarbowa (w rozliczeniach za 2018 r.) przygotuje dla podatników i udostępni w wersji elektronicznej PIT-37 i PIT-38. W kolejnym roku nowa forma rozliczeń będzie wprowadzona dla osób prowadzących działalność gospodarczą (PIT-36 i PIT-36L). Elektroniczne rozliczanie rocznych deklaracji PIT z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością wśród podatników. W tym roku PIT-y składane przez internet stanowiły już 2/3 wszystkich złożonych zeznań i po raz pierwszy przekroczyły 10 milionów (11,4 mln e-deklaracji przy 5,6 mln papierowych).

„Polacy wybrali elektroniczne składanie PIT-ów. Wciąż jednak coroczne rozliczenie wymaga od nich wypełniania wniosstracji Skarbowej (KAS) oraz z rejestrów instytucji zewnętrznych.

Dla kogo „Twój e-PIT”

Usługa będzie dotyczyć podatników rozliczających się zarówno indywidualnie jak i wspólnie z małżonkiem, a ponadto osób samotnie wychowujących dzieci oraz tych, którzy chcą wesprzeć 1% podatku wybraną organizację pożytku publicznego. Będą mogli z niego skorzystać podatnicy, którzy są osobami fizycznymi nieprowadzącymi pozarolniczej działalności gospodarczej, jak też (od 2020 r.) prowadzący taki rodzaj działalności.

Według szacunków resortu finansów KAS udostępni „Twój e-PIT” łącznie ponad 25 mln podatników.

źródło: kurier.pap.pl

W Polsce nadal funkcjonuje atrybut ceny, jako najskuteczniejszy determinant wyboru sprzętu – to nie zawsze jest dobre, tym bardziej, że tanie sprzęty są zazwyczaj bardzo „energożerne”. Czasem warto wydać na urządzenie więcej, aby koszt eksploatacji zwrócił się po kilku latach użytkowania. Wyjdzie to na dobre i konsumentowi, i środowisku.

Edukacja konsumentów w zakresie wyboru najefektywniejszych energetycznie sprzętów, w dobie promocji sprzedażowych czy „gratisów” zachęcających do wyboru wybranych  urządzeń (niekoniecznie tych, pracujących w dobrych klasach efektywności energetycznej), to wyjątkowo trudne zadanie.  Nieustannie podejmuje się tego jednak Związek Pracodawców AGD APPLiA (dawniej CECED Polska), który rozpoczął ogólnopolską kampanię edukacyjną związaną z planowaną zmianą systemu etykietowania urządzeń AGD. Dodatkowo, w grę wchodzi także stworzenie krajowego programu wsparcia wymiany urządzeń AGD.

Ekoregulacje w walce z „energożernym” AGD

Trzeba przyznać, że świadomość konsumentów dotycząca poboru energii elektrycznej wciąż rośnie. Wszystko to za sprawą obowiązujących w UE etykiet energetycznych dołączonych do wybranych sprzętów. Ekoregulacje pozwoliły w ciągu ostatnich lat znacząco poprawić efektywność energetyczną sprzętu – dla przykładu lodówki czy zmywarki zużywają obecnie jedną czwartą energii w porównaniu do AGD z lat 90. XX wieku. Skala jest jednak nadal dość mała, bowiem w użyciu nadal są sprzęty stare, które działają często 24h/dobę, a na wymianę których konsumenci nie mają zbyt wiele środków.

CECED Polska, dziś APPLiA Polska szacował jakiś czas temu, że wymiana samych lodówek (ok. 10-letnich), na te najbardziej efektywne energetycznie, dałaby roczne oszczędność energii na poziomie 1,1 TWh, a konsumentom pozwoliłaby zaoszczędzić 700 mln zł. Oznaczałaby to też znaczne przychody VAT do budżetu, z tytułu sprzedaży nowych urządzeń. Dla przykładu, jeśliby porównać koszty dwóch podobnych pojemnościowo lodówek: jedna w klasie B (zużywająca średnio 450 kWh, koszt lodówki ok. 1000 zł) a druga w obecnie najwyższej: A+++ (cena zakupu ok. 2500 zł, eksploatacja 150 kWh) – wynik będzie jednoznaczny – po pięciu latach użytkowania lodówki w klasie B będzie ono 300 zł tańszym rozwiązaniem, ale już następne lata eksploatacji pokażą, że koszt poboru energii przez urządzenie klasy A+++ będzie mniejszy i model taki jest bardziej opłacalny.

Zmiana etykiet – po co?

Zmiana polega w głównej mierze na usunięciu liter z plusami i zastąpieniu ich samodzielnymi literami alfabetu. Może w związku z tym powstać spore zamieszanie, bo urządzenia o najwyższej obecnie klasie (A+++) otrzymają w przyszłości oznaczenie C, D lub E. Zmiana ta ma wejść w życie w pierwszym kwartale 2020 roku.

Dla przykładu, zmiany w segmencie zmywarek mogą spowodować całkowite wycofanie z rynku prawie połowy modeli, pracujących dziś w klasie A+. W chłodnictwie zaś, zaostrzenie wymogów może spowodować, że duża część modeli mogłaby zostać wycofana do 2023 r. – Znikną „plusy”. Urządzenie o najwyższej obecnie klasie A+++ otrzymają w nowej skali etykietę C. Tym samym puste pozostawiono oznaczenia A i B, co jest rozwiązaniem wychodzącym w przyszłość. Najmniej efektywne energetycznie urządzenia A+ zyskają oznaczenie G. Producenci będą mieli zaledwie dwa tygodnie na dokonanie zmian – wyjaśnia Radosław Maj, koordynator projektów ze Związku Pracodawców AGD, APPLiA Polska.

Komisja Europejska obecnie pracuje nad ekoregulacjami, w celu ustanowienia szczegółowych wymogów i sposobów etykietowania poszczególnych sprzętów. Jednak zbyt rygorystyczne podejście do parametrów eksploatacyjnych sprzętów może wiązać się z wycofaniem najmniej efektywnych urządzeń, a tym samym z rezygnacją zakupu sprzętów drogich i efektywniejszych energetycznie przez konsumentów w ogóle. A należy przypomnieć, że dziś nadal 70 proc. z 14 mln gospodarstw w Polsce nie ma zmywarki. Nowe etykietowanie nie budzi oporu branży, jednak niektóre regulacje Komisji już tak. Dla przykładu w 2018 roku, APPLiA przekazała swe stanowisko dotyczące poboru energii w trybie wyłączenia (standby). Dziś ekoregulacje zakładają próg 0,5 W – a ma on zostać zmniejszony do 0,3 W. APPLiA obliczyła potrzebną energię w tym trybie i wykazała, że odpowiednie dostosowanie sprzętu wymagałoby zużycia przez producentów więcej energii, niż wyniosą potencjalne oszczędności z użytkowania produktu przez kilkanaście lat.

 

MS, źródło: APPLiA Polska

Trwające do 5 czerwca b.r. wybory do Rady Wierzycieli w przyspieszonym postępowaniu układowym GetBack S.A. dają szansę, aby interesy najliczniejszej grupy wierzycieli, jaką są indywidualni obligatariusze firmy, były należycie reprezentowane. Warto teraz łączyć siły i w koalicji z innymi zagłosować w tym terminie na przedstawiciela w Radzie Wierzycieli, aby osiągnąć warunki układowe możliwie korzystne dla posiadaczy obligacji. To kwestia szybkiej decyzji, nie pociągająca za sobą żadnych opłat i zobowiązań z tytułu jakichkolwiek umów. Warto to wiedzieć! – apelują członkowie Porozumienia na dedykowanym sprawie portalu http://pogetback.pl

Porozumienie Obligatariuszy http://pogetback.pl powstało 21 kwietnia 2018 r. i było pierwszą tego typu inicjatywą jednoczenia indywidualnych posiadaczy obligacji GetBack S.A. Jego inicjatorami i członkami są właśnie osoby indywidualne posiadające obligacje Getback, a samo porozumienie jest niezależne od jakichkolwiek instytucji finansowych i kancelarii prawnych. Porozumienie liczy obecnie ponad 850 osóbwszyscy działają społecznie. Przynależność do Porozumienia Obligatariuszy i korzystanie z efektów pracy ludzi zaangażowanych w jego działania jest bezpłatne. To kwestia indywidualnej decyzji.

Cele Porozumienia to osiągnięcie jak najkorzystniejszych warunków układowych dla wszystkich posiadaczy obligacji poprzez doprowadzenie do możliwie sprawnego zawarcia układu, w ramach toczącego się przyspieszonego postępowania układowego, a także zgromadzenie w koalicji z innymi grupami / podmiotami ponad 30% wierzytelności, by móc przedstawić własne propozycje układowe. „Ważne jest też uspokojenie atmosfery wokół Spółki i wsparcie jej w pozyskaniu inwestora, o ile pojawi się podmiot zainteresowany” – informują inicjatorzy Porozumienia.

Porozumienie zgłosiło do Rady Wierzycieli kandydaturę Radosława Barczyńskiego – współinicjatora Porozumienia, nie tylko z uwagi na konsekwentne działanie w kierunku jednoczenia setek posiadaczy obligacji w ostatnich tygodniach, ale też z uwagi na jego doświadczenie zawodowe na polu finansów i zarządzania firmami. Poza typowaniem wspólnego dla setek wierzycieli kandydata do Rady Wierzycieli, Porozumienie zwróciło się z prośbą do Kuratora Sądowego, by za jego pośrednictwem Obligatariusze uzyskali jedno miejsca w Radzie Nadzorczej. „Zaproponowaliśmy w naszej ocenie bardzo dobrą kandydaturę i liczymy, że będzie dodatkowym wzmocnieniem Rady Nadzorczej w obszarze nadzoru nad działalnością operacyjną Spółki i pozyskania inwestora, co jest kluczowe dla przetrwania firmy, a tym samym spłaty przez nią zobowiązań” – podkreśla kandydat Porozumienia.

Jak dodaje, członkowie Porozumienia nie zgadzają się z propozycjami układowymi przedstawionymi przez Zarząd GetBack S.A. i widzą realną szansę na większe zaspokojenie roszczeń Obligatariuszy. „Szacujemy, że kwoty odzysku z posiadanych przez Spółkę portfeli wierzytelności będą istotnie wyższe niż zaproponowana spłata na poziomie 65,36% obligacji, niekorzystnie dla Obligatariuszy rozłożona w czasie aż do 2025 r. W propozycjach Spółki nie ma też mowy także o oprocentowaniu kwot obligacji – to kolejne ponad 150 mln zł oszczędności rocznie wobec historycznych kosztów GetBack. Jednocześnie, proponowane do objęcia akcje z tytułu konwersji 34,63% kwoty nominalnej wyemitowanych obligacji, mają mieć prawo do dywidendy dopiero od roku obrachunkowego w 2020 r. To oznaczałoby natomiast, że w latach 2018-2019 zysk netto firmy oraz nadwyżka gotówkowa, zamiast na obsługę zadłużenia wobec wierzycieli, przeznaczona może zostać m.in. na dywidendę dla obecnego akcjonariusza kontrolowanego przez Abris Capital Partners. To scenariusz zaspokajający akcjonariuszy kosztem interesów posiadaczy obligacji” – argumentują inicjatorzy Porozumienia.

Poprzez uczestnictwo w Radzie Wierzycieli i Radzie Nadzorczej GetBack S.A. Porozumienie chce szczegółowo przeanalizować działalność operacyjną Spółki, warunki układu zaproponowane przez Zarząd GetBack S.A., w tym i plan restrukturyzacji by móc zaproponować własne propozycje w postępowaniu układowym.

Więcej informacji o możliwości zgłoszenia się do Porozumienia i głosowania na wspólnego przedstawiciela w załączonej informacji oraz na http://pogetback.pl i poprzez kontakt@pogetback.pl

Transformatory energetyczne są urządzeniami o niskiej awaryjności. Jedynie 2 na 100 takich urządzeń w skali roku ulega jakimkolwiek usterkom. Największym zagroże­niem dla transformatorów jest niestety wandalizm oraz kradzieże, dokonywane przez złodziei metali kolorowych. Konsalnet w ramach szerokiego portfolio swoich usług zapewnia profesjonalną ochronę transformatorów energetycznych na terenie całej Polski.

Zabezpieczenie antykradzieżowe transformatorów oferowane przez Konsalnet pozwala na uniknięcie strat związanych z kradzieżami i zniszczeniami urządzeń oraz ca­łej sieci. Firma oferujemy 2 nowoczesne wersje systemu ENERGYS: PX200N-2 GV oraz bardziej rozbudowaną wersję LX10-3GV. Oba systemy efektywnie i precyzyjnie reagują na sygnały o awarii sieci, niezwłocznie po odebraniu informacji o zaniku napięcia w sieci. Usługi Konsalnet mają także wymierny, pozytywny wpływ na ochronę środowiska naturalnego poprzez ograniczenie zamówień na transformatory niskiego napięcia oraz eliminację konieczności utylizacji zniszczonych urządzeń czy realizacji nieobojętnych dla środowiska prac. Stacja Monitorowania Alarmów Konsalnet prowadzi całodobowy monitoring transformatorów, a w przypadku konieczności do interwencji przystępuje dwu-osobowa, uzbrojona Grupa Interwencyjna. W ramach usługi ochrony transformatorów energetycznych pracownicy Konsalnet powiadamiają Rejonowych Dyspozytorów Ruchu o zdarzeniach alarmowych oraz o awarii sieci lub transformatora (zanik L1. L2, L3). Ochronne obudowy dla transformatorów oferowane przez Konsalnet wyposażone są we własne zasilanie zapasowe akumulatorowe oraz czujniki otwarcia obudowy oraz wstrząsowe zapewniające nienaruszalność systemu. Ponadto są oporne na wandalizm i czynniki atmosferyczne oraz całkowi­cie odporne na kurz i strumienie wody. Obudowy Konsalnet zapewniają odporność na zakłócenia w sieci niskiego napięcia oraz na działanie pola elektromagnetycz­nego, występującego w pobliżu transformatorów rozdzielczych 15/0,4kV.

W przypadku tak newralgicznych obiektów, jak transformatory energetyczne warto polegać na specjalistach w dziedzinie ochrony, jakim niewątpliwie jest firma Konsalnet.

Więcej informacji na stronie www.konsalnet.pl

Polski producent po raz kolejny postawił na rozwój i oddał do użytku showroom o powierzchni ponad 500 metrów kwadratowych, zlokalizowany przy siedzibie spółki Amica Handel i Marketing na Inea Stadionie w Poznaniu. Na uroczystym otwarciu nie zabrakło najważniejszych przedstawicieli firmy, ale też Prezydenta Poznania – Jacka Jaśkowiaka. Dla gości przygotowano pokaz life cookingu w wykonaniu mistrza kulinarnego, Andrzeja Polana.

Podczas otwierającej showroom konferencji prasowej, mogliśmy przyglądać się nie tylko produktom marki Amica, ale także innym markom należącym do grupy (tj. Hansa, Gram i CDA). Głównym przeznaczeniem tego miejsca jest z pewnością podejmowanie kontrahentów z całego świata oraz gości zainteresowanych ofertą firmy – przede wszystkim klientów, ale również partnerów czy przedstawicieli mediów. Przestronna przestrzeń pokazowa została wyposażona także w strefę szkoleniową, salę konferencyjną, a także kameralną salkę spotkań.

– Do showroomu będziemy zapraszać naszych partnerów handlowych, dostawców i gości korporacyjnych, ale będzie to także miejsce, w którym prowadzone będą szkolenia z wdrażanych produktów i funkcjonalności  – mówił Piotr Skubel, wiceprezes zarządu Grupy Amica oraz prezes zarządu Amica Handel i Marketing. – Myślimy też o tym, żeby był to punkt na mapie Poznania, który odwiedzać będą osoby niezwiązane biznesowo z naszą firmą, a zainteresowane jej tradycjami i osiągnięciami – na przykład grupy szkolne. Marzy nam się, żeby showroom był miejscem wydarzeń kulinarnych czy warsztatów dla młodzieży, która miałaby okazję w praktyczny i ciekawy sposób dowiedzieć się więcej na temat zdrowego gotowania i technologii, jakie mogą w tym pomóc. Realizując tę inwestycję, chcieliśmy, żeby showroom służył nie tylko celom handlowo-marketingowym, ale również „żył” na co dzień i stał się miejscem wartościowym dla mieszkańców miasta i regionu – dodaje.

Salon pokazowy to część szerszej strategii firmy, która zakładała m.in. inwestycję w Europie Zachodniej, a także wybudowanie nowoczesnego, w pełni automatycznego magazynu wysokiego składowania we Wronkach. Oddanie do użytku zaawansowanego centrum logistyki pozwala dziś obsługiwać blisko 60 rynków zagranicznych, na których Amica sprzedaje swe produkty. – Wcześniej skupialiśmy się na umocnieniu swojej pozycji na rynkach zagranicznych poprzez akwizycje, które mają nam pomóc w rozwinięciu kanałów sprzedaży na najbardziej wymagających dla producentów rynkach zachodnich. Konsekwencją rosnącej sprzedaży i wchodzenia na nowe rynki była potrzeba rozbudowy centrum logistycznego i powstanie supernowoczesnego, w pełni zdygitalizowanego magazynu wysokiego składowania, który jest jedną z naszych największych inwestycji w ostatnich latach. Po tych zmianach naturalną potrzebą było wsparcie działań marketingowych, ponieważ jako Grupa osiągnęliśmy już taką wielkość i zasięg, że odczuliśmy potrzebę stworzenia miejsca w którym możemy pokazać nasze produkty w sposób, który pozwoli zapoznać się nie tylko z walorami estetycznymi, ale także z rozwiązaniami technologicznymi. Wielu naszych klientów sygnalizowało, że zależy im na możliwości praktycznego sprawdzenia oferowanych przez nas rozwiązań. Nasza nowa inwestycja ma im w tym pomóc – mówi Jacek Rutkowski, prezes Grupy Amica.

Amica chce aktywniej wejść w kanał SMK, czyli Studiów Mebli Kuchennych. Mimo, że dotychczas producent był aktywny w tym kanale sprzedaży, wyniki nie były zadowalające. Budowa showroomu ma z pewnością przyczynić się do zwiększenia obecności i tym samym realizacji założeń sprzedażowych produktów do zabudowy i pełnej linii sprzętów kuchennych.

– Studia mebli kuchennych to kanał sprzedaży, z którego korzystają najlepsze marki na rynku. Jego specyfikę kształtują niezwykle wymagający klienci, którzy decydują się na zamówienie zindywidualizowanego projektu kuchni, do którego od razu zostaną dopasowane konkretne urządzenia AGD. Żeby sprostać takim wymaganiom od lat rozwijamy naszą najbardziej zaawansowaną linię produktów, jaką jest Amica IN. Pracujemy także nad rozszerzeniem linii produktów do zabudowy o kolejne, tak żeby klient mógł do piekarnika, lodówki, zmywarki czy okapu dobrać ekspres do zabudowy czy domową lodówkę na wino. Tylko dzięki temu stworzymy kompleksową ofertę, która znacząco pozwoli nam zwiększyć nasze udziały w tym segmencie rynku. Całą ofertę klienci będą mogli oczywiście zobaczyć w odpowiedniej aranżacji w nowym showroomie – mówi  Piotr Skubel, wiceprezes zarządu Grupy Amica i prezes zarządu Amica Handel i Marketing.

Autor: Magda Strzykalska, zdjęcia: Amica

 

Pracodawcom charakteryzującym się równym traktowaniem pracowników łatwiej jest pozyskać i zatrzymać wykwalifikowanych specjalistów. Jest to szczególnie istotne w kontekście niedoboru talentów. Pracodawcy są tego świadomi, dlatego wspierają kobiety w opracowaniu i realizacji planów rozwoju kariery, co w wielu przypadkach przekłada się na większe zadowolenie z pracy zawodowej. Mimo to kobiety wciąż są nielicznie reprezentowane na stanowiskach wyższego szczebla, a 52% profesjonalistek dostrzega nierówne szanse na awans.

Firmy coraz częściej doświadczają trudności w rekrutacji specjalistów posiadających określone kompetencje. Zwiększona aktywność na rynku oznacza dla pracodawców dodatkowe wyzwanie, jakim jest zatrzymanie talentów w organizacji, a w przypadku odejścia wartościowych pracowników – szybkiego znalezienia zastępstwa lub rozwijania niezbędnych kwalifikacji obecnej kadry. Tymczasem kompetencje nie mają płci, a realizacja potencjału – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – powinno być kluczowym celem przedsiębiorców.

– Każdy pracownik powinien być oceniany przez pryzmat posiadanego doświadczenia zawodowego i umiejętności, a nie płci – argumentuje Paula Rejmer, Managing Director Expert Perm & Response w Hays Poland. – Mimo to nawet najbardziej kompetentne i doświadczone pracownice potrafią być pomijane w momencie przyznawania w firmie awansów, a kandydatki do pracy przegrywać z kandydatami o identycznych kwalifikacjach – dodaje. Na szczęście pracodawcy coraz częściej porzucają błędne i krzywdzące stereotypy, które traktują pracujące kobiety jako mniej dyspozycyjne. Dostrzegają też potencjał kobiet i wykazują się większą otwartością, rozpatrując ich kandydatury na stanowiska gwarantujące możliwości rozwoju, wzmacniając ich przedsiębiorczość oraz budując środowisko pracy, które umożliwia skuteczne łączenie roli zawodowej z rodzinną.

KOBIETY DOCENIAJĄ SWOJĄ ROLĘ W FIRMIE

W rezultacie kobiety zdają się dostrzegać zmianę w nastawieniu pracodawców, odważniej planując karierę zawodową oraz korzystając z możliwości dostępnych w miejscu pracy. Jak wynika z tegorocznej edycji raportu Hays „Kobiety na rynku pracy”, mężczyźni są równie zadowoleni z zajmowanego obecnie stanowiska, co kobiety. Odpowiedzi „bardzo zadowalający” udzieliło kolejno 14% kobiet i 15% mężczyzn, a „zadowalający” 51% kobiet i 49% mężczyzn. To spora zmiana względem zeszłego roku, kiedy to odsetek kobiet usatysfakcjonowanych ze swojej roli w firmie był niższy niż w przypadku mężczyzn.

Może to wynikać z rosnącej świadomości firm i podejmowanych przez nie działań wspierających kobiety na rynku pracy. Coraz częściej publicznie podejmowana jest dyskusja o tym, że budowanie zróżnicowanych zespołów jest dla firm opłacalne. Z kolei kobiety coraz częściej podkreślają, że nie muszą zajmować najwyższego stanowiska, żeby realizować wartościowe projekty.

AMBITNE PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

Pozytywne zmiany obserwowane są również w zakresie planowania ścieżki kariery – wobec 55% kobiet, które w zeszłym roku nie miały sprecyzowanego planu kariery, w tym roku jest to zaledwie 36%. Odwaga w myśleniu o swojej karierze w dużej mierze może wynikać z doświadczanego przez kobiety wsparcia ze strony organizacji. Pracodawcy najczęściej wspierają specjalistki, oferując im możliwość uczestnictwa w zewnętrznych kursach i szkoleniach oraz dokonując regularnej oceny wyników (po 69% odpowiedzi), organizując wewnętrzne szkolenia (52%), a także przedstawiając perspektywy awansu i ścieżki kariery w organizacji (43%). Uczestniczki badania w swoich odpowiedziach podkreślały także dostępność coachingu, co w kontekście ubiegłorocznych wyników stanowi nowość.

Jednak oferowane wsparcie nie zawsze okazuje się wystarczające lub wystarczająco widoczne w działaniach organizacji. – Z tegorocznego badania wynika, że co trzeci pracownik nie dostrzega pomocy w realizacji planu rozwoju, a co czwarty nie wie, na co może liczyć ze strony firmy i przełożonego. Brak wiedzy na temat istniejących rozwiązań i możliwości otrzymania wsparcia najczęściej wynika z nieodpowiedniej komunikacji – twierdzi Agnieszka Kolenda, Executive Manager w Hays Poland. – To ogromna strata dla organizacji, ponieważ inwestycje w rozwój pracowników mogą w tej sytuacji uniemożliwić uzyskanie oczekiwanych efektów – dodaje. Pozytywnym sygnałem jest jednak to, że kobiety otrzymują taką samą szansę na rozwój jak mężczyźni. Wszyscy pracownicy równie często mówią o wsparciu pod postacią doradztwa w planowaniu kariery i uczestnictwa w programach mentoringowych.

RÓŻNORODNOŚĆ TO SZERSZA PERSPEKTYWA

Różnorodność pozwala na tworzenie lepszych produktów i usług. Zespół zróżnicowany pod względem wieku, płci, wykształcenia i doświadczeń jego członków to także nowe sposoby rozwiązywania istniejących wyzwań i odkrywanie nowych obszarów biznesowych. Jak wynika z tegorocznej edycji raportu, większość respondentów pracuje w zespołach, w których większość stanowią kobiety. Jednocześnie na czele firm najczęściej stoją mężczyźni, którzy pod względem liczebności dominują również w zarządach oraz kadrze zarządzającej wyższego szczebla.

Nadreprezentacja mężczyzn na najwyższych stanowiskach zarządczych nie jest jednak jedyną przeszkodą na drodze do równości kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Pomimo obserwowanych pozytywnych zmian, kobiety wciąż częściej od mężczyzn dostrzegają nierówność szans na awans. Zdecydowanie rzadziej od mężczyzn są również przekonane o tym, że płeć nie ma wpływu na wysokość wynagrodzenia oferowanego pracownikom o podobnych kwalifikacjach (kolejno 35% kobiet i 74% mężczyzn). Respondentki jako przeszkody w rozwoju zawodowym niezmiennie wymieniają także trudności z powrotem do pracy po urlopie macierzyńskim oraz pogodzeniem pracy z życiem prywatnym. Wskazują na niechęć zarządu i przełożonych do kobiet na stanowiskach kierowniczych, kierowanie się stereotypami i brak zaufania.

Na szczęście coraz więcej sygnałów świadczy o poprawiającej się sytuacji. Firmy chętnie odpowiadają na potrzeby i oczekiwania swoich pracownic. Coraz więcej organizacji realizuje inicjatywy wspierające rozwój zawodowy w miejscu pracy – bez względu na płeć. Pracodawcy widzą coraz wyraźniej, że różnorodność w miejscu pracy to jednak nie tylko dobra praktyka czy element odpowiedzialnego biznesu, ale też lepsze wyniki i kondycja spółki. Polityka różnorodności ma dobry wpływ na kulturę organizacyjną, reputację firmy oraz morale pracowników, co dostrzegają także respondenci badania.

 

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2018”

Główną barierą rozwojową dla przedsiębiorstw w Polsce jest brak rąk do pracy. Coraz więcej podmiotów ma z tym problem. Firmy nie są w stanie zatrudnić tylu pracowników, ilu potrzebują. Jedyną ucieczką od tej kwestii jest automatyzacja produkcji i organizacji. 

Menedżerowie muszą pogodzić się z tym, że skończyła się era możliwości rozwoju firm przez inwestowanie w powiększanie zatrudnienia, bo nie ma kogo obsadzić na stanowiskach. Należy pamiętać, że automatyzacja wcale nie oznacza zwalniania pracowników. Zatrudnieni obecnie mają duże doświadczenie i wiedzę. Wystarczy dokształcić ich w zakresie zautomatyzowanej produkcji, aby mogli nią sterować i nadzorować działanie. Nowe rozwiązania łączą się ze wzrostem wydajności, dokładności i jakości wytwarzanych produktów.

Prawdą jest, że inwestowanie w automatyzację jest dosyć kosztowne. To wysoki nakład finansowy, który trzeba ponieść jednorazowo – Tomasz Szostek, dyrektor, S&OP Expert w Trio Advisory – Łatwiej dać pracę dodatkowym osobom, którymi można dynamicznie zarządzać i w stosunkowo prosty sposób zmniejszać czy zwiększać zatrudnienie. Zakup systemu czy linii produkcyjnej to duży wydatek, amortyzowany przez wiele lat. W tym przypadku nie ma płynności i dynamiki w finansowaniu. Wśród polskich przedsiębiorców brakuje świadomości, że należy inwestować w systemy automatyzacji produkcji. U wielu z nich można spotkać się problemem poniesienia wysokich kosztów z nią związanych. Sytuacja pod tym względem jest lepsza w przypadku działających w Polsce firm należących do grup międzynarodowych, czyli zagranicznego kapitału. Świadomość menedżerska jest tam na wyższym poziomie i zdecydowanie łatwiej podejmują decyzje o inwestowaniu w automatyzację. Nie oznacza to, że pracownicy stają się wtedy niepotrzebni. Zazwyczaj taka sytuacja nie powoduje spadku zatrudnienia, zwłaszcza w obliczu braku rąk do pracy. Biorąc pod uwagę światowe trendy coraz częściej pojawia się – zarówno w mediach, na konferencjach i w biznesie – idea tzw. Przemysłu 4.0. To pojęcie oznacza właśnie automatyzację procesów i produkcji.Jest ona dostępna dla każdego z przedsiębiorców. Nie jest związana tylko z dużymi fabrykami i wielkim przemysłem. Ideę tę można wprowadzić w każdej, nawet małej, polskiej firmie produkcyjnej. To okazja do wykorzystania dostępnych obecnie technologii za stosunkowo nieduże pieniądze. Nie należy obawiać się i bronić przed wprowadzeniem automatyzacji. To dobre rozwiązanie dla wszystkich. Warto zapoznać się z ofertą i podążać za światowym trendem – wskazał Szostek.

 

źródło: enewsroom.pl

Obecnie jedną z najważniejszych regulacji wymaganych w zakresie technologii blockchain i kryptowalut są przepisy dotyczące przeciwdziałania w zakresie prania pieniędzy i finansowania terroryzmu. 

W wielu krajach powoli wchodzą one w życie. Widać więc odpowiedni kierunek zmian – mają one doprowadzić do tego, aby wymagania wobec takiej działalności nie odbiegały od obowiązujących na tradycyjnym rynku finansowym. Może to doprowadzić do otwarcia rynku. Wszystkie podmioty istniejące w branży będą musiały działać zgodnie z przepisami, które dotychczas nie istniały. Wymagają one m.in. identyfikacji klienta, analizy i historii transakcji, tego skąd pochodzą środki. Są to regulacje, które z jednej strony zabezpieczają transakcje, aby nie były one wykorzystywane do prania brudnych pieniędzy i finansowania terroryzmu. Pozwalają jednak też na to, aby rynek zaczął działać w pełni transparentnie i zgodnie z prawem. Dotychczas było to niemożliwe, ponieważ nie istniały odpowiednie przepisy.

– W Polsce w ciągu trzech najbliższych miesięcy wejdzie w życie nowa ustawa o przeciwdziałaniu w zakresie prania  brudnych pieniędzy, która wprowadza m.in. czwartą i piątą dyrektywę unijną w tym zakresie –  powiedział Paweł Kuskowski, prezes firmy Coinfirm – Reguluje ona podmioty takie, jak giełdy wymiany walut i portfele obsługujące wymianę walut, czyli tzw. wallety. Są to jedne z najbardziej progresywnych zmian w Europie, a być może nawet na świecie. Regulacje te zrównują działalność biur i firm płatniczych, a nawet banków z działalnością podmiotów obsługujących płatności kryptowalutowe. Jeżeli ustawa wejdzie w życie, tradycyjne instytucje finansowe będą miały problem z wypowiadaniem umów oraz odmową otwarcia kont dla giełd i portfeli kryptowalutowych. Głośnym w ostatnim czasie przypadkiem jest sprawa giełdy Bitfinex, która miała konto obsługujące transakcję w jednym z banków spółdzielczych. Bardzo duże środki, które przez nie przeszły, zostały zatrzymane jako pochodzące – rzekomo – z działalności przestępczej. Nie ma jednak pewności, czy tak rzeczywiście było. Dzięki rozwiązaniom regulacyjnym będzie możliwość rzetelnego sprawdzenia działalności danego podmiotu i tego, w jakim zakresie nie był on zgodny z istniejącymi przepisami. Obecnie środki mogą zostać zajęte i uznane za pochodzące z nielegalnych działań bez pewności, czy tak naprawdę było. Jeżeli nowe przepisy wejdą w życie, będzie można analizować przypadki pod kątem zgodności z konkretnymi regulacjami – wskazał Kuskowski.

źrodło: enewsroom.pl

Mastercard poinformował o otrzymaniu od Narodowego Banku Polskiego zgody na podwyższenie do 100 zł limitu płatności zbliżeniowych bez podawania kodu PIN. Organizacja przewiduje, że zmiana ta nastąpi nie wcześniej, niż w II kwartale 2019 r. Dzięki niej posiadacze wydanych w Polsce kart z logo Mastercard lub Maestro otrzymają możliwość płacenia szybko, wygodnie i bezpiecznie, bez konieczności podawania kodu PIN do kwoty 100 zł włącznie.

Planowane podwyższenie limitu płatności zbliżeniowych bez PIN do 100 zł odpowiada na potrzeby i oczekiwania polskich konsumentów, którzy bardzo chętnie korzystają z tej technologii. W 2017 r. po raz pierwszy średnia wartość transakcji zbliżeniowej przekroczyła 50 zł, a tym samym była ponad 3-krotnie wyższa niż w 2010 r. To potwierdza, że Polacy coraz częściej płacą bezstykowo również za zakupy na większe kwoty, przekraczające wartość aktualnego limitu transakcji bez PIN. Jednocześnie zdecydowana większość (66%) transakcji kartowych na kwoty powyżej 50 zł jest realizowana w technologii zbliżeniowej, z kodem PIN wpisywanym na terminalu. Podniesienie limitu pozwoli więc zwiększyć szybkość i wygodę znacznej części tych transakcji (na kwoty do 100 zł), przy wykorzystaniu technologii, którą już dziś konsumenci wybierają najchętniej.

Prawdopodobnie właśnie z powodu szybkości i wygody płatności zbliżeniowych większość polskich konsumentów, którzy płacą w ten sposób, jest zainteresowana korzystaniem z wyższej kwoty maksymalnej niż dotychczasowa. Zapytani o to, czy chcieliby płacić bez PIN do 100 zł, 67% z nich odpowiada twierdząco.

Aktualnie obowiązujący limit płatności zbliżeniowych bez PIN, w wysokości 50 zł, został ustalony
w 2007 r. Od tamtej pory zmieniły się realia gospodarcze, co wpłynęło na zwiększenie wartości codziennych zakupów. Na przestrzeni 10 lat (2007-2017) skumulowany wzrost PKB w przeliczeniu na jednego Polaka wyniósł 49%. Oprócz rosnącej zamożności Polaków, warto pamiętać również o inflacji, która sprawiła, że w ciągu dekady realna wartość nabywcza pieniądza spadła o łącznie 21,6%. Innymi słowy, zestaw produktów, który 10 lat temu był wart 100 zł, dziś kosztuje ponad 120 zł. W efekcie, maksymalna kwota 50 zł ustalona w 2007 r. przestała być adekwatna do dzisiejszych warunków.

Co więcej, w porównaniu z innymi krajami europejskimi, aktualny limit transakcji bez PIN obowiązujący w Polsce należy do najniższych. Wyższe kwoty funkcjonują nie tylko w krajach Europy Zachodniej (np. w Wlk. Brytanii 30 funtów, czyli ok. 145 zł; we Francji i Irlandii 30 euro, czyli ok. 130 zł), ale też w tych z Europy Środkowo-Wschodniej (np. na Litwie 25 euro, czyli ok. 105 zł; w Rumunii 100 lejów, czyli ok. 90 zł; na Słowacji 20 euro, czyli ok. 85 zł).

Płatności zbliżeniowe rozwijają się w Polsce bardzo szybko, co stawia nasz kraj w gronie liderów tej technologii. Zgodnie z danymi NBP, na koniec 2017 r. już niemal 80% wszystkich kart płatniczych w Polsce miało funkcję zbliżeniową, a prawie 95% terminali płatniczych umożliwiało transakcje w tej technologii. W efekcie, już niemal 80%wszystkich transakcji kartami w Polsce to płatności zbliżeniowe, a, zgodnie z wynikami badań Mastercard, Polacy płacą w ten sposób 20 razy częściej niż Niemcy.

„Popularność technologii zbliżeniowej to nie tylko dowód na otwartość polskich konsumentów na innowacje. To także nasza przepustka do świata płatności w pełni cyfrowych. Zgodnie z raportami branżowymi zbliżeniowo smartfonem płaci już ponad milion Polaków. Technologia zbliżeniowa staje się też standardem wygodnych i bezpiecznych transakcji urządzeniami elektronicznymi, takimi jak na przykład inteligentne zegarki czy inne wearables. Podniesienie limitu płatności bez PIN do 100 zł sprawi, że technologia zbliżeniowa stanie się jeszcze wygodniejsza i powszechniejsza, przyspieszając tę ewolucję w kierunku cyfrowości. Sądzimy, że polski rynek jest wystarczająco dojrzały i gotowy na tę zmianę” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Polacy polubili płatności zbliżeniowe za ich szybkość i wygodę. Postrzegają je też jako sposób na skrócenie kolejek do sklepowych kas. Co więcej, konsumenci zdążyli się już przekonać o wysokim poziomie bezpieczeństwa technologii bezstykowej, wykorzystującej m.in. szyfrowanie danych w ramach standardu EMV. Bezpieczeństwo to potwierdzają najnowsze dane NBP dotyczące transakcji oszukańczych. Według danych przekazywanych NBP przez banki, takie operacje stanowiły w drugim półroczu 2017 r. jedynie 0,002% wszystkich transakcji kartowych, co oznacza, że w Polsce zdarzają się one 10 razy rzadziej, niż w innych badanych krajach europejskich.

W styczniu tego roku Amazon otworzył pierwszy sklep swojej marki (Amazon Go), w którym klienci zrobią zakupy bez wsparcia kasjera czy obsługi. O wdrożeniu podobnego systemu myśli Walmart, amerykańska sieć supermarketów. Sklepy typu ‘no check-out’ obecne są już w Chinach – w najbliższych miesiącach ich liczba przekroczy 5 000. W rozwiązanie wprowadzone na tym rynku 15 mln dolarów zainwestowała francuska grupa Auchan i kilka spółek kapitałowych. Marka idzie z duchem czasu, ponieważ według firmy analitycznej Gartner, do 2020 r. aż 85 proc. kontaktów na linii firma-klient będzie odbywać się bez rzeczywistego sprzedawcy. Dziś trudno z całą pewnością przewidzieć, czy taki model ma szansę na stałe zagościć w branży handlu detalicznego. Niewątpliwie, technologia i sztuczna inteligencja mają coraz większe znaczenie nie tylko w branży e-commerce, ale również podczas robienia zakupów w „tradycyjnych” sklepach.

Bez kolejek i wysokich kosztów

Zdaniem takich firm jak Amazon, sklepy bezobsługowe, czyli tzw. ‘no check-out stores’ mają być kolejnym krokiem na drodze do zagwarantowania doświadczenia zakupowego najwyższej jakości. W jaki sposób marka chce zadbać o customer experience? Wystarczy, że klient zainstaluje na swoim smartfonie dedykowaną aplikację. Widoczne będą w niej produkty zdejmowane z półek i umieszczane w koszyku, dzięki temu, że w sklepie są zainstalowane kamery i czujniki śledzące każdy ruch zakupowicza. Ten nie będzie musiał tracić czasu na stanie w kolejce i dokonywanie płatności przy kasie, ponieważ sklep automatycznie pobierze należność za zakupy z karty płatniczej, którą klient połączy ze swoim kontem w aplikacji. Jak zaznacza Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash, dziś jeszcze nie można jednoznacznie stwierdzić, czy technologia Just ‘Walk Out’ opatentowana przez Amazona, wykorzystująca m.in. technikę RFID (radio-frequency identification) oraz rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji, które powszechnie obecnie wykorzystuje się już w autonomicznych samochodach, zrewolucjonizują sprzedaż stacjonarną. Bez wątpienia jednak, takie sklepy jak Amazon GO, będą w przyszłości wyznaczać kierunek, w którym podążać będzie sektor handlu detalicznego. Dlaczego?

Przy wdrażaniu podobnych rozwiązań pojawia się oczywiście pytanie o korzyści biznesowe dla sieci handlowych. Amazon czy kolejne marki, które zdecydują się postawić na sklepy bezobsługowe, mogą zyskać nowych klientów, którym zależy przede wszystkim na wygodzie podczas robienia zakupów, i którzy są otwarci na nowe rozwiązania technologiczne. Nie bez znaczenia jest również wpływ wykorzystania technologii sklepów bezobsługowych na koszty operacyjne ponoszone przez największe firmy. Według Zhongshan BingoBox technology Co., sieci, która posiada sklepy bezobsługowe w Chinach, koszty prowadzenia takiej palcówki stanowią mniej niż 1/8 kosztów utrzymania sklepu tradycyjnego. Korzyści są wymierne, ale trzeba  również liczyć się z kosztami implementacji odpowiedniej technologii, zwłaszcza, że amerykański gigant zadbał o opatentowanie technologii wykorzystywanej w Amazon Go komentuje ekspert.

Pierwsze analizy wskazują na to, że inwestycja w ‘no check-out store’ najszybciej zwróci się przede wszystkim w tych sklepach, w których kupuje się najwięcej produktów, i które codzienne odwiedza wielu klientów – czyli chodzi głównie o sklepy spożywcze. Natomiast może być nieefektywna i po prostu za droga w punktach z elektroniką czy z produktami luksusowymi. Ich klienci są przyzwyczajeni do kompleksowej obsługi i fachowej porady pracowników sklepu, dlatego mogą z niechęcią spoglądać w stronę sklepów bezobsługowych.

Kto się boi utraty anonimowości?

Koszty prowadzenia sklepu bezobsługowego są niższe niż tego tradycyjnego, ponieważ przedsiębiorca nie ponosi wydatków związanych z zatrudnianiem kasjerów, czy innych członków obsługi. CNN zwraca jednak uwagę na drugą stronę medalu. Stworzone przez Amazon narzędzie do automatyzacji procesu zakupowego w przyszłości może przyczynić się do zwolnienia niemałej liczby kasjerów. Tylko w Stanach Zjednoczonych aż 3,4 mln osób pracuje właśnie w ten sposób.

Nie da się ukryć, że to problem, przed którym staną marki, które w przyszłości będą chciały otworzyć sklepy bezobsługowe, a tym samymi zrezygnować z zatrudnienia wielu niezbędnych wcześniej pracowników. Jednak nie tylko analizy ekspertów od nowoczesnych technologii, ale także socjologów czy demografów jednoznacznie wskazują na to, że nie zatrzymamy już postępującej automatyzacji pracy i rozwoju technologii. Z pewnością warto przyglądać się samemu zjawisku. Aby pomysł Amazona przyjął się na dobre, musi nie tylko zdobyć niemałą grupę stałych użytkowników, ale przede wszystkim odwołać się do mniej zaawansowanych technicznie potencjalnych klientówuważa Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash.

Dla konsumentów rozpowszechnienie się na rynku sklepów typu ‘no check-out’ oznacza przede wszystkim wyeliminowanie najmniej przyjemnej części zakupów, czyli oczekiwania w długich kolejkach do kas. Niektórzy jednak nie chcą płacić wysokiej ceny w zamian za korzystanie z takiego udogodnienia, jaką jest „utrata anonimowości”. Aplikacja Amazona, dzięki której możliwe jest robienie zakupów w bezobsługowym sklepie, wymaga podania przez klienta tzw. wrażliwych danych, na co nie wszyscy chętnie się zgadzają. Co piąta osoba biorąca udział w badaniu przeprowadzonym przez Business Harvard Review na brytyjskich konsumentach uważa, że wspomniany system jest „atakiem” na ich prywatność.

Wprowadzanie technologii opartej na śledzeniu każdego ruchu konsumentów za pomocą złożonego systemu kamer i czujników budzi kontrowersje i obawy związane z naruszeniem prywatności, co jest zrozumiałe. Ale nie trzeba mieć podobnych wątpliwości, by nie stać się fanem sklepów bezobsługowych. Jak można łatwo przewidzieć, pełna automatyzacja procesu płatności za zakupy wyeliminuje tych konsumentów, którzy chcą płacić w tradycyjny sposób lub po prostu nie mają zaufania do systemu płatności mobilnychzaznacza Krzysztof Grabowski.

Kiedy czas na Polskę?

W Polsce nie mamy jeszcze sklepów typu ‘no check-out’, ale rodzima branża retail podejmuje działania, które przybliżają nasz kraj do powstania takich punktów.

– Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że kasy samoobsługowe wprowadzone w kilku sieciach spożywczych, z których chętnie korzystamy, robiąc zakupy, są krokiem w kierunku wprowadzenia w naszym kraju sklepów bezobsługowych. Kolejnym jest aplikacja „Skanuj i Kupuj” polskiej marki Piotr i Paweł, która umożliwia klientom samodzielne skanowanie produktów za pomocą smartfona – podaje Krzysztof Grabowski, ekspert ds. technologii, Eurocash.

Wiele marek dostępnych także w Polsce rozważa wprowadzenie w sklepach stacjonarnych cyfrowych pomocników, chat-botów, którzy pomagają w podejmowaniu decyzji zakupowych. Podobną rolę pełnią tzw. smart mirrors w sklepach odzieżowych. To interaktywne urządzenia, pomagające np. w doborze ubioru, dzięki którym robienie zakupów staje się wyjątkowym doświadczeniem. W ten sposób firmy testują reakcje konsumentów na możliwość zrobienia zakupów bez korzystania z pomocy i rad rzeczywistych sprzedawców. Wyniki tych „eksperymentów” zapewne poznamy niedługo.

 

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych. Dziś jest podobnie, tzn. awersja do ryzyka nagle wyparowała. Przede wszystkim to zasługa kolejnej zmiany zdania przez Prezydenta Trumpa, który jednak wyraził wolę spotkania z liderem północnokoreańskiego reżimu. Dodatkowo, pozytywne wieści płyną z Półwyspu Apenińskiego.

Pozytywna reakcja euro i włoskich aktywów na fiasko utworzenia rządu Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd pokazuje jakie mniemanie o pomysłach potencjalnego gabinetu, w którym tekę ministra finansów miał objąć eurosceptyk P. Savona (to jego kandydatura była kością niezgody). Najlepszym wyjściem z punktu widzenia euro byłby w tej chwili gabinet technokratów pod przewodnictwem Cottarelliego. Jeśli nie uzyskałby on poparcia w parlamencie, to pełniłby funkcję rządu technicznego, do wyborów, które (zgodnie ze spekulacjami włoskiej prasy) mogłyby odbyć się 9 września. Po włoskiej scenie politycznej nigdy nie wiadomo czego się spodziewać, ale naiwnością byłoby spodziewać się realizacji najbardziej optymistycznego scenariusza. To nie koniec chaosu, w końcu Ruch Pięciu Gwiazd straszy impeachmentem prezydenta Mattarelli… Euro jest dziś co prawda najmocniejszą z głównych walut (EUR/USD nad 1,17), ale dopóki nie została sforsowana bariera 1,1760 nie można mówić o głębszym odreagowaniu trwających już przeszło miesiąc spadków.

Poniedziałkowa sesja, ze względu na brak publikacji makro oraz święto w USA powinna upłynąć bez większych emocji. Potem wydarzenia zaczną jednak stopniowo nabierać tempa. W strefie euro wtorek to publikacje agregatów pieniężnych – danych ciekawych i ważnych z punktu widzenia polityki ECB, ale nie mających potencjału by wstrząsnąć rynkiem. Inaczej będzie w środę i w czwartek, kiedy napłyną informacje o wstępnej dynamice cen w maju (z Niemiec i całego Eurolandu). Można zakładać, że dynamika cen konsumenta zbliży się do celu polityki monetarnej. Jeśli stanie się tak, nie tylko za sprawą wyższych cen paliw, ale także odbicia inflacji bazowej, to może być to ważny przyczynek do tego by inwestorzy znów cieplej myśleli o przecenionym euro. Do trwałego odbicia euro potrzebna jest jednak głębsza poprawa w danych. Piątkowy odczyt indeksu PMI będzie przy tym mniej interesujący niż pierwsze wartości wskaźników dla gospodarek peryferyjnych, czyli Hiszpanii Włoch.

Druga część tygodnia to też wysyp danych z USA. W środę poznamy drugi szacunek PKB za pierwszy kwartał i część rynku spodziewa się rewizji w dół. Poza tym opublikowane zostaną nastroje konsumenckie oraz zmiana zatrudnienia w sektorze prywatnym według ADP. Poza tym światło ujrzy beżowa Księga Fed, czyli opisowa diagnoza stanu gospodarki, z uwzględnieniem koniunktury w poszczególnych regionach. W dokumencie należy oczywiście przede wszystkim szukać oznak nasilenia się presji cenowej i płacowej. W czwartek, poza tradycyjną publikacją liczby wniosków o zasiłek, poznamy między innymi kolejne informacje z hamującego rynku nieruchomości, wydatki i przychody Amerykanów oraz bazowy deflator PCE. Najważniejszy może jednak okazać się indeks Chicago PMI, który podobnie jak regionalny barometry koniunktury powinien wzrastać. Nastroje amerykańskiego przemysłu znów wyraźnie odbiegają in plus od sentymentu branży po drugiej stronie Atlantyku. Pierwszy piątek miesiąca to publikacje dotyczące kondycji rynku pracy w maju. Silne przyrosty zatrudnienia i rekordowo niskie bezrobocie nikogo już nie dziwią – USD potrzebuje przyspieszenia presji płacowej. Dodatkowo poznamy indeks ISM, który powinien w ślad za innymi barometrami koniunktury potwierdzić dobrą kondycję

 

 

Autor: Bartosz Sawicki

 

 

–> Według raportu Deloitte, w latach 2018-2021, wydatki na ochronę zdrowia na świecie będą rosły średnio o 4,1 proc. rocznie.

–> Zgodnie z raportem „Bioinformatics Market by Sector, Product & Application Global Forecast to 2021″, wartość rynku usług bioinformatycznych w roku 2021 osiągnie 16.18 mld USD.

–> Dane rynkowe jasno wskazują, że rynek usług bioinformatycznych w Polsce będzie dynamicznie rosnąć.

Polska jest jednym z największych centrów usług technologicznych dla branży farmaceutycznej  w Europie. IT Kontrakt jako jedna z nielicznych firm w sektorze usług informatycznych posiada w swoim zespole bioinformatyków. Obecnie zatrudniamy 460 osób, które na przestrzeni ostatnich lat zrealizowały 47 projektów w tej dziedzinie. Nasze zespoły pracują dla światowych gigantów i innowatorów w zakresie nowoczesnej medycyny i farmacji. W Polsce sektor jest jeszcze w fazie rozwoju, ale nie ma wątpliwości, że jego dynamika wzrostu będzie znacząca – mówi Tomasz Pyrak, prezes współzarządzający w IT Kontrakt.

Współczesna medycyna i farmacja staje się coraz bardziej scyfryzowana. Dzięki rozwiązaniom wykorzystującym takie technologie jak: Robotic Process Automation (RPA) czy Artificial Intelligence (AI) dokumentacje medyczne, dotychczas wypełniane przez lekarzy lub farmaceutów, mogą zostać zastąpione inteligentnym systemem informatycznym. Również rozwój zagadnienia nazywanego  z ang. Internet of Things (IoT), w którym przedmioty codziennego użytku mogą gromadzić, przetwarzać i wymieniać ze sobą dane, jest już wykorzystywany w medycynie i farmacji. Jest to tzn. Internet of Medical Things (IoMT), w którym urządzenia mierzące parametry życiowe, systemy monitoringu oraz dane uzyskane przez lekarzy mogą w prosty sposób, dzięki podłączeniu do wspólnej sieci, być analizowane w jednym miejscu. Większa ilość informacji oraz możliwość ich szybszego przetwarzania i archiwizowania wpływa na jakość świadczonych usług. Co za tym idzie, zwiększa prawdopodobieństwo wykrycia chorób we wczesnym stadium oraz opracowanie odpowiedniego systemu leczenia.

Jednym z pożądanych, przez firmy farmaceutyczne, specjalistów jest bioinformatyk – czyli programista łączący w sobie zarówno wiedzę na temat systemów kodowania oraz tę z zakresu statystyki, analizy danych, czy podstawową wiedzę dotyczącą biologii molekularnej, genetyki, genomiki i biostatystyki. Biotechnologia należy do dziedzin określanych mianem ang. cutting edge, czyli jest „technologią na granicy wiedzy”. Są to najbardziej zaawansowane i innowacyjne rozwiązania technologiczne oraz informatyczne, które często są dopiero wdrażane lub testowane. Praca przy takich projektach jest jedną z najciekawszych ofert dla programistów, którym zależy na śledzeniu trendów oraz poznawaniu nowych metod i języków programowania.

Bioinformatyka jest stosunkowo młodą dziedziną, dlatego często do projektów bioinformatycznych zatrudniani są programiści z klasycznym, informatycznym wykształceniem. Wiedzę związaną z biologią mogą zdobyć już podczas pracy. Z moich obserwacji wynika, że częściej wdraża się programistę w zagadnienia biologiczne i bioinformatyczne, niż biologa w samo programowanie – mówi Paweł Piątkowski, bioinformatyk w IT Kontrakt.

Praca nad projektami bioinformatycznymi jest najczęściej prowadzona przez interdyscyplinarne zespoły, w których skład oprócz specjalistów IT musi wchodzić co najmniej jedna osoba posiadająca zarówno wiedzę biotechnologiczną, jak i ogólną znajomość zagadnień programistycznych. Najczęściej w zespole znajdują się developerzy, project managerowie oraz bioinformatycy. Osobą kontaktującą się zarówno z zespołem jak i bezpośrednim klientem jest tzn. analityk biznesowy, czyli specjalista odpowiedzialnym za przeniesienie oczekiwań klienta na konkretne problemy programistyczne.
W projektach bioinformatycznych z roku na rok na znaczeniu zyskuje język programowania “R”. Wciąż niewielu programistów może pochwalić się jego znajomością.

Od dwóch lat realizujemy projekty związane z bioinformatyką, wykorzystujące język ‘R’. Jest to bardzo niszowa specjalizacja, co za tym idzie pozyskanie pracowników z takimi kompetencjami jest dużym wyzwaniem. Aby usprawnić proces, zdecydowaliśmy się budować kompetencje wewnętrznie. Przygotowujemy się do uruchomienia tzw. Akademii Bioinformatyki, dzięki której będziemy w stanie szybko odpowiadać na zapotrzebowanie klientów. Posiadamy już wiele inicjatyw szkoleniowych, a najstarsza z nich ‘Akademia QA’ wyszkoliła blisko 65 pracowników, którzy świetnie radzą sobie  z nowoczesnymi projektami. Oferujemy naszym pracownikom możliwość rozwoju, oraz wdrażamy nowe osoby do świata IT. W obszarze bioinformatyki planujemy przeszkalać 10 pracowników na kwartał mówi Michał Tomasik, Business Unit Director w IT Kontrakt.

Zatrudniani na stanowisko bioinformatyków są m.in. odpowiedzialni za analizę danych z zakresu genomiki oraz pracę przy „programowaniu” nowych leków. Dzięki wirtualnym testom i analizom, ograniczają konieczność zaangażowania laboratorium, co przyspiesza proces powstawania medykamentów. Możliwość przeanalizowania w jednej chwili danych dotyczących wielu substancji pozwala na zweryfikowanie i lepsze dopracowanie składu leku, ale także umożliwia wykrycie niepożądanych interakcji pomiędzy różnymi środkami i w konsekwencji pomaga wyeliminować wiele skutków ubocznych.

Do dalszego, szybkiego rozwój branży medycznej oraz firm farmaceutycznych konieczne jest zaangażowanie coraz większej liczby specjalistów nie tylko z obszaru biologii, farmacji czy biotechnologii, ale także programistów i bioinformatyków. Zapotrzebowanie na wyspecjalizowanych w tym obszarze specjalistów IT będzie rosło.

Ministerstwo Cyfryzacji zwraca uwagę na konieczność zachowania najwyższej ostrożności w reagowaniu na wszelkie otrzymywane wiadomości związane z dostosowaniem Państwa organizacji do RODO.

Z informacji, jakie otrzymujemy wynika, że obok licznych wiadomości informujących Państwa o przetwarzaniu danych osobowych są również takie, które mogą być ukierunkowane na oszustwa.

Do wiadomości takich należą w szczególności:

– Informacje zawierające linki bądź załączniki z dokumentami z których skorzystanie zapewnić ma pozornie pełną zgodność z RODO, a faktycznie może skutkować zainstalowaniem tzw. wirusa na Państwa urządzeniu.

Co zrobić, gdy taką wiadomość dostaniemy? 

Prosimy o dokładne zapoznanie się z nią. Nie należy reagować na wiadomości lub SMS-y z niewiadomego lub podejrzanego źródła.

– Oferty usług doradczych w obszarze ochrony danych osobowych z informacją, że odmowa skorzystania z usług skutkować może złożeniem skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Może to być próba oszustwa.

Nieprawdziwe informacje o prawnej konieczności nabycia szaf zapewniających zgodność z RODO, krat w oknach, szczególnych kategorii niszczarek, nakładek na ekrany monitorów, kłódek oraz innych dedykowanych RODO rozwiązań. RODO nie stawia takich wymogów.

– Informacje o obowiązkowych egzaminach na Inspektorów Ochrony Danych, obowiązkowych certyfikatach oraz obowiązkowych szkoleniach.RODO nigdzie nie mówi o obowiązkowych egzaminach czy szkoleniach.
Jednocześnie wszystkim administrującym danymi osobowymi zwracamy szczególną uwagę na sposób realizacji obowiązków wynikających z RODO.

– Kierowane w ostatnim czasie liczne wiadomości informujące Państwa klientów, usługobiorców itd. o przetwarzaniu danych, powinny co do zasady być kierowane na adres mailowy adresata takiej wiadomości.

Wysyłanie takich informacji np. do wszystkich klientów, bez dodania ich adresów email lub wysyłanie tzw. kopii ukrytej może się wiązać z naruszeniem przepisów RODO.

 

Źródło: kurier.pap.pl

Eksperci

Inflacja nie odpuszcza

We wrześniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł o 1,9 proc., a więc tylko minimalnie ...

Moryc: Podatek Exit Tax wejdzie w życie choć jest krytykowany nawet przez członków rządu

Nowy podatek tzw. “exit tax”, który ma zostać wprowadzony do końca tego roku wzbudza kontrowersje ni...

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

AKTUALNOŚCI

Polskie startupy coraz śmielej zdobywają zagranicę

45 proc. właścicieli startupów chce rozwijać swoją działalność nie tylko na rodzimym rynku, ale takż...

Minister Finansów chce dłużej potrzymać pieniądze inwestorów

Zakup obligacji o 50 groszy taniej – to nowy pomysł Ministra Finansów, aby Polacy na dłużej zainwest...

POLAND THE CAN-DO NATION

4 października br. w Nowym Jorku, z inicjatywy PZU, odbędzie się jedno z największych spotkań lideró...

Od 2019 roku nowe przepisy podatkowe dotyczące kryptowalut

W 2019 r. w życie wejść ma pakiet nowych przepisów podatkowych dotyczących walut wirtualnych. Projek...

Rozpocznij z nami swój dzień przed pracą! Ogłaszamy jesienny konkurs z nagrodami

Rozpoczynamy aktywnie dzień jesiennym konkursem z nagrodami! Wystarczy, że pokażesz nam, jak rozpocz...