niedziela, Czerwiec 24, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Marzec 12

Dzienne archiwaMar 12, 2018

Tylko 25 proc. dużych przedsiębiorstw czuje się przygotowanych na wprowadzenie rozporządzenia o ochronie danych osobowych RODO – wynika z badania ECM Insights 2017 przeprowadzonego na zlecenie SER Group. Alarmujący jest również fakt, że prawie połowa, bo aż 45% firm nie opracowało jeszcze strategii, spełniającej nowe, unijne wymagania.

Czasu zostało już niewiele: rozporządzenie unijne o ochronie danych osobowych wejdzie w życie 25 maja tego roku. Jeżeli firmy nie będą w stanie sprostać nowym wymaganiom, może je to kosztować nawet 20 mln euro lub 4% całkowitego przychodu (w zależności od tego, która kwota jest wyższa). W świetle tak wysokich kar finansowych zaskakujące jest to, że aż 75% ankietowanych korporacji z krajów europejskich nadal nie jest przygotowanych na nowe rozporządzenie. Ponadto 45% z nich nie wie jak spełnić wymogi, takie jak np. prawo do usunięcia danych osobowych na żądanie.

Firmy nie wiedzą gdzie przechowują dane

Analizując wyniki badania, łatwo jest zauważyć gdzie dokładnie leży problem: środowisko IT w wielu firmach jest pełne rozproszonych informacji. Dane osobowe są często przechowywane w różnych, nieaktualnych archiwach, przestarzałych systemach, plikach lub nawet w skrzynkach mailowych. Według 77% spośród prawie 2 tys. ankietowanych osób, zajmujących się przetwarzaniem treści w przedsiębiorstwie, powoduje to szereg problemów. Pierwszy z nich polega na stopniowej utracie dostępu do informacji, co jeszcze bardziej utrudnia dostosowanie się do rozporządzeń Unii Europejskiej.

– Wiele firm musi na początku odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie, czy wiedzą gdzie przechowywane są dane osobowe w ich firmie. Jeśli nie mają takiej wiedzy, nie mogą nawet podjąć działań, aby spełnić wymogi regulacyjne RODO – podkreśla Marcin Somla.

Doxis4 systemem zgodnym z rozporządzeniem RODO

Rozwiązaniem dla firm, posiadających tego typu problem jest zebranie i klasyfikacja rozproszonych danych i dokumentów oraz udostępnienie ich w jednym, scentralizowanym systemie ECM. Dzięki takiemu systemowi, firmy będą mogły w każdej chwili wyszukać, przekazać oraz całkowicie usunąć dane osobowe.

– Dzięki odpowiednim narzędziom, każda firma może spełnić nowe wymagania w zakresie ochrony danych osobowych. Certyfikowany system ECM, taki jak Doxis4, stanowi solidną podstawę dla zgodności z RODO – komentuje Marcin Somla.

W ciągu półtora miesiąca klienci wykonali ponad 15 tys. transakcji w kantorze internetowym PKO Banku Polskiego. Łączna wartość transakcji wyniosła ponad 100 mln zł! Uruchomiony w styczniu kantor internetowy umożliwia łatwą i szybką wymianę walut po atrakcyjnych kursach.

Od stycznia 2018 roku klienci PKO Banku Polskiego zyskali możliwość wymiany walut za pomocą serwisu transakcyjnego iPKO. W ciągu niespełna półtora miesiąca zawarto ponad 15 tys. umów oraz dokonano transakcji na łączną kwotę 100 mln zł. Dzięki nowej usłudze i powiązanym produktom klienci indywidualni mogą lepiej zarządzać swoimi finansami.

– Tak wysokie zainteresowanie kantorem internetowym PKO Banku Polskiego to dowód na to, że klienci doceniają nowoczesne i proste rozwiązania. W połączeniu z komplementarnymi produktami, takimi jak karta wielowalutowa, kantor pozwala w szybki sposób obsługiwać codzienne płatności w walutach obcych. Cieszy nas również fakt, że klienci chętnie korzystają z wymiany walut nie tylko na złotówki, ale też bezpośrednio pomiędzy zagranicznymi walutami, np. EUR na USD – podkreśla Monika Cieplak z Departamentu Skarbu PKO Banku Polskiego.

Kantor internetowy daje możliwość zawierania transakcji dla 28 par walutowych w następujących walutach: dolar amerykański, frank szwajcarski, euro, funt brytyjski oraz korony szwedzkie, norweskie i duńskie. Po automatycznym rozliczeniu transakcji środki natychmiast pojawiają się na wskazanym rachunku. Klienci korzystający z kantoru internetowego mogą śledzić wykresy walutowe online oraz korzystać z powiadomień/alertów SMS, w momencie gdy kurs waluty osiągnie wyznaczony poziom. Przelewy w EUR i CHF zlecone za pośrednictwem kanałów elektronicznych (serwis internetowy, serwis telefoniczny) są bezpłatne.

Do zawarcia transakcji konieczne jest posiadanie rachunków walutowych, które można otworzyć szybko i prosto za pomocą serwisu transakcyjnego iPKO. Za rachunek walutowy nie jest pobierana miesięczna opłata, gdy jest wydana do niego karta debetowa (w przeciwnym wypadku w zależności od konta opłata roczna wynosi: 6 euro, 8 USD, 5 funtów). Karta debetowa wydawana jest do rachunków prowadzonych w USD, EUR i GBP.

PKO Bank Polski oferuje posiadaczom kont Aurum i Platinium II bezpłatną kartę wielowalutową do konta walutowego. Do karty debetowej wydanej do konta złotowego można podłączyć w serwisie iPKO jednocześnie nawet do siedmiu rachunków walutowych.

Z analogicznej usługi wymiany walut online w PKO Banku Polskim chętnie korzystają klienci firmowi i korporacyjni w ramach usługi iPKO dealer.

 

Źródło: Bank Polski

Analitycy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii przewidują, że w tym roku Polska zanotuje deficyt handlowy, czyli nadwyżkę importu nad eksportem. Potwierdzają to najnowsze dane GUS.

Polska od początku lat 90. XX w. do końca 2014 r. więcej importowała niż eksportowała. To bardzo negatywne dla naszej gospodarki zjawisko odwróciło się dopiero w 2015 r., gdy po raz pierwszy raz od lat nasz kraj zanotował nadwyżkę eksportu nad importem. Dodatnie saldo powtórzyło się w 2016 i 2017 r., ale już w zeszłym roku eksport był wyższy od importu tylko o 2,1 mld zł (w 2016 r. o 17 mld zł). W tym roku, jak przewidują analitycy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, Polska znów zanotuje deficyt handlowy, i to pokaźny, bo w wysokości 10 mld zł (2,5 mld euro).

Potwierdzają to pierwsze dane GUS za ten rok, podane w poniedziałek. Według nich w styczniu eksport naszego kraju wyniósł 69,4 mld zł, a import – 71,4 mld zł, czyli ujemne saldo handlowe sięgnęło 2 mld zł (w styczniu zeszłego roku było dodatnie i wyniosło 1,9 mld zł). Z czego to wynika? Przyczyn jest kilka. Jedną z najważniejszych jest fakt, że od pewnego czasu polski import znów rośnie szybciej niż eksport. Drugim powodem są rosnące ceny ropy i gazu, które w zdecydowanej większości importujemy. Spore znaczenie ma też dużo większa liczba inwestycji (na razie przede wszystkim publicznych, infrastrukturalnych), co generuje tzw. import inwestycyjny, czyli import towarów potrzebnych przy realizacji budów.

Ciekawe jest to, że w handlu z Europą Zachodnią mamy wciąż sporą nadwyżkę handlową, ale niweluje ją duży deficyt w handlu z Chinami i Rosją.

 

Źródło: kurier.pap.pl

Ustawa zakazująca handlu w niedzielę wywołuje sporo emocji, a jej skutki trudno jeszcze przewidzieć. Sklepy po raz pierwszy były zamknięte w ostatnią niedzielę, 11 marca. Jakie może to wywołać konsekwencje dla gospodarki, handlu online i branży gastronomicznej? 

Co jest dość jasne w całej sytuacji – zakaz handlu nie dotyczy bezpośrednio samej branży dostawy jedzenia. Z nowej ustawy wynika, że nie została nią objęta sprzedaż online, a zakaz nie dotyczy również bezpośrednio restauracji. Nowe przepisy z pewnością jednak przyczynią się do kształtowania nowych nawyków u konsumentów, co będzie mieć korzystny wpływ na rozwój tych dwóch sektorów.

Obserwujemy już teraz, że z roku na rok Polacy coraz częściej kupują w sklepach internetowych czy na portalach aukcyjnych. Zakaz handlu spowoduje dalsze przesunięcie klientów z zakupów offline na online. Najprawdopodobniej da też impuls do spróbowania zakupów online wielu klientom, którzy do tej pory albo unikali tej formy zakupów, albo też korzystali z niej sporadycznie. W efekcie zaobserwujemy przyspieszenie rozwoju branży e-commerce, gdyż nawyki nabyte podczas dni objętych zakazem będą się również przenosiły na pozostałe dni tygodnia.

Konsekwencje zakazu handlu będą również korzystne dla branży gastronomicznej. W największym stopniu przyspieszy to rozwój segmentu zamawiania jedzenia. Zakaz zapewne spowoduje przesunięcie ruchu z handlu do miejsc typowo rozrywkowych, w których można spędzić wspólnie czas razem (kin, muzeów itd.) czy właśnie restauracji. Z drugiej strony z całą pewnością będziemy spędzać też więcej czasu w domach, co przełoży się również na dynamiczny wzrost zamawiania jedzenia z dostawą. Te przypuszczenia potwierdzają dane naszego zagranicznego udziałowca – Delivery Hero.

 

 

Wypowiedź: Bartosz Sala

Dla większości firm kandydat idealny posiada odpowiednie kompetencje, wiedzę oraz doświadczenie zawodowe. Najlepiej, gdy dodatkowo dopasowuje się charakterologicznie do zespołu i wyznaje wartości propagowane przez organizację. Co jednak w sytuacji, kiedy na ofertę pracy aplikuje osoba, której kwalifikacje są zdecydowanie większe niż przewidziany zakres stanowiska? Czy zbyt wysokie kompetencje mogą już na starcie skreślić kandydaturę potencjalnie idealnego pracownika?

Kiedy zależy nam na znalezieniu dobrej, wymarzonej pracy, staramy się zdobyć jak najwięcej doświadczenia zawodowego i umiejętności wymaganych na tym stanowisku. Na wczesnym etapie kariery pierwszym krokiem są praktyki i staże, które wraz z rozwojem zawodowym zmieniają się w kursy, specjalistyczne szkolenia i międzynarodowe projekty. Niestety z doświadczeń wielu specjalistów wynika, że inwestycje w podnoszenie kwalifikacji nie zawsze przynoszą pożądane rezultaty. Gdy ubiegają się o pracę, zdarza im się usłyszeć na rozmowie kwalifikacyjnej, że ich kompetencje są zbyt wysokie na dane stanowisko.

Z danych OECD wynika, że poniżej swoich kwalifikacji pracuje obecnie ponad 16% Polaków. Z punktu widzenia pracodawców te statystki nie są najlepsze, bowiem pokazują, że potencjał kadr nie jest w pełni wykorzystywany. Z drugiej strony, może to również wskazywać na brak świadomości pracowników, którzy nie dostrzegają niedopasowania zajmowanego stanowiska do posiadanych kwalifikacji.

Jednak w rekrutacji czasem dochodzi do sytuacji, w której aplikacje są odrzucane ze względu na zbyt duże doświadczenie oraz zbyt wysokie kwalifikacje kandydata. Pracodawcy obawiają się, że zatrudnienie takiej osoby niesie za sobą ryzyko niezadowolenia, frustracji i szybkiego odejścia z firmy, co wiązałoby

się z potrzebą ponownej rekrutacji. Tymczasem organizacje, które nie odrzucają kandydatów ze względu na zbytnio rozwinięte kompetencje i decydują się na zatrudnienie osób posiadających umiejętności wyższe niż wymagane na stanowisku będącym przedmiotem rekrutacji, mogą na tej praktyce zyskać.

Warto zastanowić się nad powodami, dla których pracodawcy mają opory przed zatrudnieniem kandydatów o kwalifikacjach wyższych niż wymienione w ogłoszeniu. Jak uważa Paula Rejmer, dyrektor zarządzająca Expert Perm w Hays Poland, jednym z nich może być obawa, iż pracownik, podejmujący zatrudnienie poniżej swoich możliwości, szybko zmierzy się z frustracją równoznaczną z chęcią zmiany pracy.

– Pracodawcy często podejrzewają, że dla takich kandydatów stanowisko w ich organizacji jest przejściowe, a w momencie pojawienia się lepszej oferty, nie będą mieli oporów przed odejściem. Stąd też jestem zdania, że zawsze warto poruszyć ten temat w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej i poznać motywację kandydata – twierdzi ekspertka Hays.

Kandydat z dużym doświadczeniem i umiejętnościami zazwyczaj doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że jego kwalifikacje przewyższają oczekiwania pracodawcy w kontekście danej posady. Dlatego też najlepszym sposobem na poznanie jego motywacji jest dokładne omówienie obowiązków i zakresu odpowiedzialności na stanowisku, przedstawienie przykładowych zadań i rozkładu dnia pracy. Następnie należy zapytać kandydata wprost, dlaczego aplikuje na – mogłoby się wydawać – zbyt niskie bądź za mało wymagające stanowisko i poprosić o nakreślenie planów zawodowych.

Pracodawcy obawiają się również, że osoby posiadające za wysokie kompetencje nie będą zadowolone z wykonywanej pracy. To z kolei potencjalnie niesie ryzyko spadku motywacji i zaangażowania również pozostałych pracowników. Co więcej, często wydaje się, że osoba, która umie o wiele więcej, niż rzeczywiście jest niezbędne jest do pracy na zajmowanym stanowisku, szybko zacznie odczuwać nudę, będzie jej doskwierać prostota i powtarzalność zadań. W takiej sytuacji nie dziwi niezadowolenie z faktu, że inni pracownicy zajmujący takie samo stanowisko pracują wolniej lub potrzebują wsparcia w wykonywaniu codziennych obowiązków.

Zdaniem Pauli Rejmer, obawy rekruterów bywają uzasadnione, choć zawsze warto najpierw poznać motywację kandydata.

Może się okazać, że jego kompetencje rzeczywiście są zbyt wysokie, lecz oferta pracy przyciąga innymi aspektami, które są dla niego ważniejsze niż np. wysoka pensja lub nazwa stanowiska. Pracownicy równie często od nowego pracodawcy oczekują możliwości realizowania ciekawych zadań i projektów, elastycznych godzin pracy czy połączenia życia zawodowego z osobistymi zainteresowaniami – dodaje.

Zdarza się również, że kandydaci przez długi czas poszukiwali lub wciąż poszukują swojej zawodowej ścieżki. W związku z tym zdobywają dużo różnorodnego doświadczenia i stawiają na stały rozwój. W pewnym momencie decydują, że najodpowiedniejszy jest dla nich określony zawód. Wtedy pomimo bogatego doświadczenia zawodowego nierzadko muszą zaczynać od nowa, podejmując pracę na najniższych stanowiskach, które dostarczą im kompetencji niezbędnych w danym obszarze specjalizacyjnym. Praca jest dla nich źródłem satysfakcji, a ryzyko szybkiego opuszczenia firmy nie jest wysokie.

Zupełna dyskwalifikacja kandydatów, którzy zdaniem pracodawcy mają zbyt wysokie kwalifikacje do objęcia danego stanowiska, nie jest działaniem rozsądnym w obliczu panującego w wielu branżach rynku pracownika.

– Taki kandydat może być niezwykle cennym pracownikiem dla organizacji, lecz w innym dziale czy na innym stanowisku. Mając do czynienia z utalentowanym kandydatem, warto wykazać się elastycznością w ramach stanowiska na które zaaplikował i rozważyć rozszerzenie w niedalekiej przyszłości pierwotnego zakresu obowiązków – komentuje Paula Rejmer.

Warto podkreślić, że osoby wykraczające kwalifikacjami poza zakres stanowiska często są bardzo efektywne – swoje obowiązki wykonują lepiej, sprawniej i wydajniej. Posiadanie takich pracowników w szeregach firmy może więc być bardzo dobrym posunięciem. Mogą stanowić wzór do naśladowania dla swoich współpracowników i wspomagać ich w codziennej pracy, a w przypadku utrzymywania ponadprzeciętnych wyników otrzymać zasłużony awans. Czasem naprawdę niewiele wystarczy, aby zwiększyć ich zadowolenie z pracy. Często najistotniejszą kwestią jest pozwolenie pracownikom na samodzielne decydowanie o aspektach wykonywanej pracy, większa swoboda działań i okazanie zaufania.

 

Firma Mitsubishi Motors Corporation (MMC) przedstawiła dwie oryginalne aplikacje MITSUBISHI CONNECT, podczas trwających od 6 do 18 marca, 88. Targów Motoryzacyjnych Geneva Motor Show. Obie aplikacje są w pełni kompatybilne z platformą Android Auto*2. EV Charging Station Finder służy do wyszukiwania punktów ładowania samochodów elektrycznych, podczas gdy Drive Scoring jest aplikacją do analizy stylu jazdy.

Aplikacja EV Charging Station Finder (wersja beta)
Aplikacja EV Charging Station Finder wykorzystuje najnowsze informacje geolokacyjne, pozwalające kierowcy wyszukać stacje ładowania pojazdów elektrycznych, albo znajdujące się w zasięgu samochodu, albo w okolicach punktu docelowego. Pozwala również sprawdzić czy stanowiska ładowania są wolne, jakie oferują typy przyłączy i w jakich godzinach są czynne. Aplikacja pozwala użytkownikowi na podłączenie smartfona do systemu MMC Smartphone Display Audio (SDA) i wyszukiwanie stacji ładowania, jak i oznaczenie konkretnych stacji jako punktów docelowych, z wykorzystaniem Google Maps*2. Prezentowana aplikacja jest europejską wersją oprogramowania MMC EV Support, która jest już odstępna na rynku japońskim.

Aplikacja Drive Scoring (wersja beta)
Po podłączeniu smartfona za pomocą kabla USB do systemu samochodowego, aplikacja Drive Scoring może monitorować około 30 parametrów dotyczących eksploatacji auta, (w tym dane GPS, pokonany dystans, położenie przepustnicy i wykorzystanie hamulców). Aplikacja gromadzi dane dotyczące indywidualnego zachowania kierowcy, poprzez analizę danych eksploatacyjnych, nałożonych na dane z mapy i dostępne informacje dotyczące warunków atmosferycznych, dzięki czemu może przekazywać sugestie dotyczące poprawy bezpieczeństwa jazdy. Aplikacja przeznaczona na rynek europejski wciąż jest w fazie rozwojowej, celem jest wyposażenie jej m.in. w mechanizm doboru ubezpieczenia najlepiej dopasowanego do stylu kierowcy, możliwości porównania własnych rezultatów z innymi kierowcami oraz połączenie z systemem pomocy drogowej.

O Mitsubishi Motors Corporation (MMC)
MMC jest globalnym producentem samochodów z siedzibą w Japonii, wyznaczającym trendy w segmentach pick-up’ów i SUV-ów oraz w rozwoju technologii napędu na cztery koła. Firma jest obecna na ponad 160 rynkach, ze szczególną reprezentacją w krajach Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej ASEAN. Jako pionier elektromobilności, który od roku 1966 prowadzi badania nad pojazdami elektrycznymi, firma zaprezentowała w roku 2009 pierwszy seryjnie produkowany samochód elektryczny (i-MiEV), a następnie, w roku 2013 model Outlander PHEV – pierwszy hybrydowy SUV typu plug-in z elektrycznym napędem na cztery koła.

Rezolucja określająca stanowisko Parlamentu Europejskiego w sprawie możliwych ram dla przyszłych stosunków UE-UK po Brexicie będzie przedmiotem debaty we wtorek i zostanie poddana pod głosowanie w środę. Głosowanie poprzedza szczyt UE-27 w Brukseli, który odbędzie się w dniach 22-23 marca.

Projekt rezolucji, przygotowany przez Grupę ds. Brexitu w Parlamencie Europejskim i zatwierdzony przez Konferencję Przewodniczących (Przewodniczący PE i przywódcy grup politycznych), sugeruje, że układ o stowarzyszeniu między UE a Wielką Brytanią mógłby stanowić odpowiednie ramy dla przyszłych stosunków.

W projekcie podkreślono również, że UE posiada wiążące wspólne zasady, wspólne instytucje oraz wspólne mechanizmy nadzoru, egzekwowania prawa i orzekania, w celu wyjaśnienia, że nawet ściśle powiązane państwa trzecie o identycznym prawodawstwie nie mogą korzystać z podobnych korzyści lub dostępu do rynku jak państwa członkowskie UE.

Oczekuje się, że szefowie państw i rządów UE zatwierdzą wytyczne Rady dotyczące negocjacji w sprawie przyszłych stosunków Zjednoczonego Królestwa z UE na marcowym posiedzeniu. Posłowie omówią również inne punkty porządku obrad szczytu, takie jak zatrudnienie i konkurencyjność, opodatkowanie i stosunki zewnętrzne UE.

 

Źródło: Parlament Europejski

W 2016 roku wiele inwestorów zidentyfikowało dwa niebezpieczne zjawiska dla światowej gospodarki oraz rynków finansowych. Chodziło o wzrost populizmu na globalnej scenie politycznej oraz nasilający się protekcjonizm, który notabene łatwo powiązać z pierwszym zjawiskiem.

Miniony rok przyniósł zaskakujące uspokojenie w przypadku obu wspomnianych zagrożeń. Przyczyniła się do tego seria dobrze przyjętych wyników wyborów na Starym Kontynencie. Jednakże strukturalne trendy mają to do siebie, że rozwijają się bardzo powoli, ale za to konsekwentnie.

Ostatnie dni bardzo dobitnie to pokazują. Ukryte na wiele miesięcy demony zaczynają bowiem wracać i to z zaskakującą siłą. Wszystko zaczęło się w miniony czwartek, kiedy Donald Trump oświadczył, że zamierza wprowadzić cła na import stali oraz aluminium. Wywołało to niemałe poruszenie, gdyż oznaczało powrót do przedwyborczej protekcjonistycznej retoryki, której tak wiele osób obawiało się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA. Po wygranej administracja nowego prezydenta skupiła się jednak na innych kwestiach.

Początkowo chciano zlikwidować Obamacare. To się nie udało, więc skoncentrowano uwagę na obniżce podatków, którą przyjęto z końcem minionego roku. W tym roku probiznesowa agenda miała w teorii skoncentrować się na programie pobudzenia inwestycji infrastrukturalnych. Do tego potrzeba jednak pieniędzy, a tych po obniżce podatków w budżecie nie będzie. Nie udaje się również wyraźnie ograniczyć imigracji, nie mówiąc już o wciąż trudnych do zrealizowania planach budowy muru na granicy USA z Meksykiem. W konsekwencji Donald Trump wydaje się wracać do tematu ograniczenia potężnego deficytu handlowego, a cel chce osiągnąć w najgorszy możliwy sposób, czyli poprzez możliwe wojny handlowe.

Po pierwszych perturbacjach na początku tego tygodnia rynki finansowe uspokoiły się, co tłumaczono ogromnym sprzeciwem, jaki wywołał pomysł Trumpa. Uznano go również za negocjacyjną technikę, by wymusić na innych krajach ustępstwa w umowach handlowych. Po wtorkowym odejściu głównego doradcy gospodarczego i orędownika globalizmu Gary’ego Cohna wydaje się jednak, że powrót protekcjonizmu może być realnym zagrożeniem.

Niejako w tle tych wydarzeń miały miejsce wybory parlamentarne we Włoszech, w których najlepszy wynik zdobyły partie populistyczne. Oczywiście włoska polityka ma swoją specyfikę, ale również może sygnalizować, że miniony spokojny rok przyniósł jedynie przerwę, a nie zakończenie niekorzystnych strukturalnych trendów populizmu i protekcjonizmu.

 

Autor: Łukasz Bugaj

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Tak wygląda home-office w Unii Europejskiej

Jak informuje nas Eurostat, praca z domu nie jest jeszcze popularna w Unii Europejskiej. Z home-offi...

Uwaga na fałszywe e-maile o zwrocie podatku

Ministerstwo Finansów ostrzega przed fałszywymi e-mailami z informacją o „zwrocie podatku". Wiadomoś...

Split payment od 1 lipca – czy będą problemy z płynnością?

Split payment wchodzi w życie dla wszystkich firm w Polsce, obligatoryjnie dla dużych od 1 lipca br....

62% firm z sektora MSP finansuje rozwój ze środków własnych

Jak wynika z raportu prezentowanego dziś podczas konferencji prasowej ZPP pt. „Finansowanie biznesu ...