piątek, Lipiec 20, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Luty

Miesięczne archiwaLuty 2018

PKO BP ostrzega swoich klientów przed oszustami, którzy w SMS-ach podszywają się pod operatorów telefonii komórkowej. W wiadomościach wysyłają fałszywe informacje o konieczności spłaty zadłużenia. 

Przykładowa treść takiego SMS-a to: „Nieuregulowanie zadłużenia w kwocie 6 zł spowoduje zablokowanie połączeń. Link do płatności ważny 2h”. – W rzeczywistości umieszczony w SMSie odnośnik prowadzi użytkownika telefonu do fałszywej strony pośrednika płatności (np. Dotpay), umieszczonej na kontrolowanym przez oszustów serwerze – informuje PKO BP.

Wstrzymanie bądź cofnięcie świadczeń chorobowych na kwotę 200,7 mln zł to skutek kontroli zwolnień lekarskich, którą przeprowadził w 2017 r. ZUS – poinformował rzecznik Zakładu Wojciech Andrusiewicz.

W 2016 r. kwota wstrzymanych lub cofniętych świadczeń chorobowych była nieco wyższa – 203,8 mln zł

Wybierasz się samochodem w zagraniczną podróż? Zabierz ze sobą uniwersalny polsko-angielski formularz o zdarzeniu drogowym. To tylko kawałek papieru. I oby nigdy się nie przydał. Jednak na wszelki wypadek warto trzymać taki druk w schowku.

Nawet nadzwyczajna uwaga i ostrożna jazda nie zagwarantują całkowitego bezpieczeństwa na drodze. Wystarczy, że kierowca innego pojazdu zagapi się, wpadnie w poślizg, nie wyhamuje czy zlekceważy znaki…

OC nie zna granic

O ile kraksa wydarzy się w pobliżu miejsca zamieszkania, mniej więcej wiemy, co robić, albo mamy pod telefonem kogoś, kto wie. Za granicą kłopotliwej sytuacji towarzyszy dodatkowy stres. W pierwszym odruchu zwykle chodzi o zdrowie. Jeśli nikomu nic się nie stało, kierowcy sprawdzają stan pojazdów, po czym zaczynają się martwić o koszty naprawy. Tu mogą pojawić się wątpliwości – jak zabrać się za załatwianie formalności? Czy po stłuczce w innym państwie zadziała mechanizm, zgodnie z którym polisa OC sprawcy kolizji gwarantuje poszkodowanemu środki na remont uszkodzonego auta? Podobne rozterki mogą się pojawić, gdy np. w Polsce zdarzy się stłuczka z samochodem zarejestrowanym i ubezpieczonym w innym państwie.

Dobra wiadomość: zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady UE za granicą obowiązkowe ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej przypisane do samochodu winowajcy zdarzenia chroni przed roszczeniami pokrzywdzonego oraz pasażerów tak samo jak w Polsce. Opisana zasada dotyczy państw Unii Europejskiej, ale także Norwegii, Szwajcarii, Islandii. Wyprawa w inne rejony Europy czy świata wymaga wyrobienia tzw. zielonej karty, która stanowi tam potwierdzenie ważności polisy OC.

Druk na wszelki wypadek…

Temat stłuczek za granicą dotyka coraz więcej osób, ponieważ Polacy coraz częściej podróżują. – Jak podał GUS, w samym tylko III kw. 2017 r. polską granicę przekraczano 82,6 mln razy, z czego ponad 70 proc. dotyczyła przekraczania granicy lądowej – informuje Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Skoro kłopotliwa sytuacja na drodze może dotknąć każdego, warto wiedzieć, że starania o odszkodowanie w istotny sposób zależą od tego, jak zachowamy się tuż po stłuczce. Załóżmy, że nikomu nic się nie stało, nie trzeba wzywać pomocy medycznej. Pokiereszowane są tylko samochody. Co wtedy? Robi się prościej, gdy kierowcy zgadzają się w ocenie sytuacji i jeden z nich przyznaje się do winy. Wówczas można zjechać gdzieś na pobocze i sięgnąć po uniwersalny formularz o zdarzeniu drogowym, który przed wyruszeniem w podróż warto pobrać ze strony Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

Przygotowany w wersji polsko-angielskiej blankiet ułatwia skompletowanie niezbędnych danych, pomaga też kierowcom pokonać ew. barierę językową. Plus druku polega m.in. na tym, że nie trzeba się rozpisywać o okolicznościach zdarzenia. Wystarczy wypełnić rubryki, wybierając opcje z przygotowanych opisów. Należy też naszkicować ustawienie aut w chwili, w której doszło do stłuczki, a na koniec podpisać. Do uzupełnienia dokumentacji przydadzą się zdjęcia pojazdów po stłuczce oraz np. dane świadków.

Brak wspomnianego formularza nie tworzy przeszkody, której nie dałoby się pokonać. Zwykła kartka też zda egzamin, o ile znajdą się na niej najważniejsze informacje oraz zgodne oświadczenia o okolicznościach stłuczki. Trzeba sprecyzować czas i miejsce kolizji, podać marki, typy, numery rejestracyjne samochodów, zamieścić opis sytuacji, przyznanie się do winy, numer polisy OC i podpis sprawcy. Zdjęcia uszkodzonych samochodów oraz dokumentów, a także dane świadków znów mogą okazać się pomocne.

Gdy nie ma winnego

Większy problem tworzy się, gdy żadna ze stron nie godzi się na rolę winowajcy. Tak może się zdarzyć m.in dlatego, że w europejskich państwach różnią się niektóre przepisy drogowe. W spornej sytuacji pozostaje wezwać policję. Funkcjonariusze mogą na miejscu pomóc w rozstrzygnięciu sporu (w ostateczności zrobią to ubezpieczyciele), ukarać sprawcę mandatem, sporządzić notatkę o zdarzeniu, jednak nie zmuszą sprawcy do wyjawienia danych czy okazania dokumentów poszkodowanemu. Skuteczna powinna się tu okazać korespondencja towarzystwa ubezpieczeniowego z prośbą o udostępnienie niezbędnych informacji.

Sprawa dla przedstawiciela

Starania o likwidację szkody można zacząć po powrocie do domu. Towarzystwa, które oferują polisy OC, z reguły mają swoich partnerów we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Wystarczy zatem zgłosić się do krajowego przedstawiciela firmy, która ubezpieczała sprawcę. Umówić się na oględziny i czekać wycenę oraz ofertę naprawy bądź wypłaty odszkodowania.

W nietypowej i problemowej sytuacji koszty remontu może też pokryć Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, który – zgodnie z unijną dyrektywą – chroni ubezpieczonych, gdy np. winowajca jeździł bez OC lub uciekł po spowodowaniu kraksy. Procedury oraz oczekiwanie na wypłatę odszkodowania najprawdopodobniej potrwają wtedy dłużej. Jeśli jednak po zgłoszeniu i oględzinach sprawa przeciągnie się dłużej niż przez trzy miesiące, poszkodowany będzie się mógł ubiegać o odsetki, o ile oczywiście wcześniej nie dostanie rekompensaty lub odpowiedzi z uzasadnieniem na wniosek o odszkodowanie.

 

Reprezentujący Skarb Państwa Minister Energii Krzysztof Tchórzewski oraz Prezes PKN ORLEN S.A. Daniel Obajtek podpisali w dniu 27.02.2018 r. list intencyjny w sprawie rozpoczęcia procesu przejęcia kontroli kapitałowej przez PKN ORLEN S.A. nad Grupą LOTOS S.A.

Transakcja zakłada nabycie przez PKN ORLEN S.A. akcji Grupy LOTOS S.A. od jej akcjonariuszy, w tym w szczególności od Skarbu Państwa, przy zachowaniu wymogów wynikających z przepisów ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych.

Koncepcja połączenia PKN ORLEN i Grupy LOTOS jest obecna w sferze gospodarczej od kilkunastu lat, zabrakło jednak determinacji aby ten proces zrealizować. Może dlatego, że tak ważna decyzja biznesowa rozpatrywana była głównie w kategorii emocji, a nie twardych faktów i liczb – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. – Procesy konsolidacyjne na tym rynku trwają od wielu lat i żeby być konkurencyjnym musimy nadrobić zaległości i być gotowym na nowe stojące przed branżą wyzwania. Skonsolidowany koncern może lepiej konkurować na otwartym rynku europejskim. Model przygotowywanej transakcji, harmonogram oraz szczegółowe zasady jej realizacji wymagają przeprowadzenia szczegółowych analiz i będą obecnie wypracowywane – dodał Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę jest bublem legislacyjnym. Już przed jej uchwaleniem wiadomo było, że jej realizacja przysporzy wielu kłopotów. Samemu projektowi można wiele zarzucić: ograniczy możliwość pracy tylko części branży: handlu wielkopowierzchniowego. Zawiera w sobie kilkadziesiąt wyjątków. W takim przypadku wiadomo, że pojawią się ludzie, którzy błyskawicznie znajdą różne interpretacje i ustaw będzie w wielu miejscach obchodzona.

 Czy centra handlowe będą wtedy zamknięte? Zapewne nie, bo w wielu butikach za ladą stanąć będą mogli ich właściciele lub współwłaściciele, a nawet osoby, które posiadają choćby 1 proc. własności danego sklepu. Nie ma także ograniczenia dla działalności punktów gastronomicznych, więc te także będą otwarte – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Pojawiają się także kuriozalne propozycje. Należy do nich pomysł związany z punktami sprzedaży AGD, które w niedziele odwiedzało zwykle dużo ludzi. Teraz mieliby odwiedzać je zainteresowani klienci, oglądać towar, a następnie dokonywać zakupu przez telefon lub w Internecie. Potem mogliby odebrać zamówienie na miejscu. Takie rozwiązanie byłoby zgodne z nowymi przepisami, chociaż administracja może się z tym nie zgadzać. Ustawa ta spowoduje więc bałagan, na którym ucierpią właściciele sklepów i pracownicy, a przede wszystkim klienci. Zamiast tego można było zagwarantować każdemu z pracowników minimum dwie niedziele w miesiącu wolne od pracy. Mogłoby to objąć to wszystkie branże oraz sklepy, niezależnie od ich wielkości i właściciela. Takie rozwiązanie zadowoliłoby wszystkich – wskazał Arendarski.

23,6% Polaków to osoby po 60. roku życia, a w ciągu dekady w wiek senioralny wejdzie już co trzeci mieszkaniec Polski. Na tym nie koniec, bo w połowie XXI wieku, gdy na emeryturę będą przechodzić dzisiejsi trzydziestolatkowie, aż 40% Polaków będzie seniorami. Nasz kraj stanie się wówczas jednym z trzech najstarszych społeczeństw europejskich, a Europa stanie się „najstarszym” kontynentem świata. Konsekwencją procesów demograficznych będzie „trzęsienie ziemi” w obszarach służby zdrowia, rynku pracy czy zabezpieczenia emerytalnego, ale także zmiana w relacjach między ludźmi – po prostu statystycznie dużo starszych niż dziś.

Starość rzadko bywa łatwa

Zmiana demograficzna wiąże się z tym, że nasze życie staje się coraz dłuższe. Zyskujemy zarówno lata dobrego zdrowia i samodzielności, jak i następujący później czas wieku zaawansowanego. Ten zaś nas nie rozpieszcza, odbierając zdrowie, partnerów i rówieśników, skazując często na samotność i społeczne wykluczenie. Już dziś 60% osiemdziesięciolatków żyje samotnie, wielu z nich jest wyłączonych z relacji rodzinnych i sąsiedzkich. Zazwyczaj mają oni co prawda dzieci czy wnuki, ale często bywają przez nich traktowani niczym balast.

– To smutna konsekwencja niezrozumienia przez ludzi młodych i dojrzałych tego, jak wygląda starość „w praktyce”. A kiedy brakuje zrozumienia, wygrywają stereotypy czyniące najstarszych z nas problemem, „zrzędliwym, powolnym, nierozumiejącym współczesności, skupionym na sobie stanem chorobowym”. Te krzywdzące zdanie jest fragmentem komentarza, który ktoś zamieścił na profilu facebook’owym Fundacji Zaczyn działającej na rzecz seniorów – jednym z wielu pozostawionych na naszej tablicy przez nierozumiejących starości… przyszłych seniorów – mówi Przemysław Wiśniewski, prezes Fundacji Zaczyn.

Uczmy się rozumieć wyzwania starości, aby mądrzej kochać, szanować i otaczać opieką

Z czasem zmienia się ostrość zmysłów, bystrość umysłu, ogólna wydolność organizmu. Wielu seniorów potrzebuje więc wsparcia instytucjonalnego, z którego, ze względu na jego brak w miejscu zamieszkania lub wysoki koszt, korzysta niewielka część populacji osób w zaawansowanym wieku. Aż 42% Polaków styka się z niewłaściwym traktowaniem osób starszych. Brak podstawowej empatii, czasem wręcz otwarta pogarda wobec seniorów – to codzienność dla wielu osób w trzecim wieku. To problem społeczny, którego nie można bagatelizować.

 

Blisko 1,5 mln sprawdzonych, 700 tys. zakwestionowanych i 30 tys. zniszczonych zabawek. 

To pierwsza akcja, w której państwa Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Węgry, Czechy i Słowacja) wspólnie wypowiedziały wojnę niebezpiecznym zabawkom sprowadzanym spoza UE. Pomysł wyszedł od Polski pod koniec 2016 r. W efekcie w każdym z tych krajów różne służby i urzędy połączyły siły, by nie wpuścić na teren UE zabawek, które zawierają zbyt dużo groźnych dla zdrowia substancji chemicznych.

W ramach akcji polscy celnicy skontrolowali blisko 1,5 mln zabawek zgłaszanych do odprawy na granicy. Jeśli coś budziło ich zastrzeżenia, zgłaszali sprawę do Inspekcji Handlowej. Ta wydała w sumie 58 opinii, z tego aż 49 negatywnych. W efekcie ok. 700 tys. zabawek nie zostało dopuszczonych do obrotu w Polsce. Część z nich nie miała wymaganej dokumentacji albo oznakowania, więc nie było pewności, że spełniają obowiązujące w UE wymagania bezpieczeństwa.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

… czyli o tym jak wyciągnąć z budżetu państwa prawie miliard złotych rocznie kosztem osób niepełnosprawnych. Co więcej w świetle obowiązującego prawa. Jeszcze obowiązującego. 

Jeszcze, bo właśnie posłowie z sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny stają przed realną szansą ukrócenia nadużyć. Projekt ustawy o zatrudnieniu osób niepełnosprawnych ma, bowiem ograniczyć proceder odpisów na PFRON. Problem jednak w tym, że proponowany zapis ograniczający jest tak skonstruowany by w zasadzie nic nie zmienić. O co zatem chodzi? Każdy pracodawca zatrudniający, co najmniej 25 osób musi odprowadzać składki na PFRON. Można je jednak ograniczyć zatrudniając osoby niepełnosprawne lub kupując usługi czy produkty od firm, u których takie osoby pracują.  I tu otwiera się pole do nadużyć. Duże, często międzynarodowe korporacje prowadzące interesy w Polsce, kupują usługi ochrony, sprzątania czy też inne od tych firm, które zadeklarują jak największą możliwość odpisu na PFRON. Dalej następuje swoista licytacja wśród firm chcących zdobyć kontrakt. Wygrywa ten, kto da najwięcej odpisu. Nawet do 100% wartości wystawionej faktury. Wystarczy ze zadeklaruje, że zatrudnia osoby niepełnosprawne. Są firmy oświadczające, że wszyscy pracownicy są niepełnosprawni w stopniu znacznym lub średnim! Państwo tego nie sprawdza a system opiera się tylko na zaświadczeniach.

Każdy, kto zatrudnia osoby niepełnosprawne wie, że jest to niemożliwe. Nie umniejszając osobom niepełnosprawnym… Czy widział ktoś gdziekolwiek w Polsce by bank albo duże i ważne przedsiębiorstwo chroniły tylko osoby na wózkach inwalidzkich lub niewidome? Tymczasem w branży głośno mówi się o przykładzie dużej międzynarodowej firmy zatrudniającej, co najmniej kilka tysięcy osób, która w zasadzie nie odprowadza składek na PFRON, bo kupuje usługi tylko od firm gwarantujących najwyższe odpisy. Czy słusznie? Sprawdzenie tego to już zadanie dla odpowiednich instytucji.

Według różnych szacunków kwota obniżenia wpłat na PFRON waha się między 750 milionów a miliard złotych rocznie. Tyle zostaje w kieszeniach firm. Przy czym warto zaznaczyć, że cały budżet funduszu to prawie 3 mld w 2016 roku. Wyliczenia ekspertów pokazują, żeby np. 300 osobowa firma mogła osiągnąć wskaźnik odpisu na poziomie 50% musi zatrudniać połowę niepełnosprawnych pracowników w stopniu znacznym lub umiarkowanym. A tacy pracownicy potrzebują ciągłej opieki innych pracowników. Kto zatem świadczy usługi np. ochrony? Każdy wie, że to nierealne. A właśnie 50% wskaźnik proponuje w nowych przepisach zostawić ustawodawca. Posłowie mogą to zmienić. Najlepiej znacznie obniżając ten wskaźnik (do 15%) lub likwidując całkowicie możliwość odpisu. Bo czyż nie lepiej mieć miliard więcej w PFRON-ie i bezpośrednio wesprzeć zatrudnienie osób niepełnosprawnych?  Skoro z VAT-em się udało, dlaczego z PFRON-em ma się nie udać?

Autor: Ernest Bodziuch, Dziennikarz TV Polsat

W perspektywie najbliższych 15-20 lat rynek nieruchomości w Polsce zostanie bardzo silnie dotknięty konsekwencjami procesu starzenia się społeczeństwa – mówi PAP demograf, prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.

W regionach dotkniętych depopulacją na rynek wtórny trafiać będzie coraz więcej mieszkań po zmarłych seniorach, co będzie wpływać na obniżanie cen oraz na brak zainteresowania nowymi mieszkaniami – przewiduje demograf.

Według eksperta w przypadku osób starszych, których zarazem będzie przybywać, będziemy mieli do czynienia ze znaczącymi zmianami dotyczącymi ich dostępu do mieszkań. Choć, podobnie jak dzisiaj, będą to w przeważającej większości mieszkania na własność, to według demografa należy oczekiwać, że coraz większa liczba osób 70-, 80-letnich zamieszkiwać będzie w budynkach niedostosowanych do ograniczeń funkcjonalnych tych osób.

W związku z tym – zdaniem demografa – należy spodziewać się narastających problemów, zwłaszcza że będziemy świadkami procesu starzenia się mieszkańców całych osiedli mieszkaniowych, budowanych i zasiedlanych w jednym czasie w okresie PRL.

Do tego – podkreślił ekspert – coraz więcej osób będzie uzyskiwać bardzo niskie świadczenia emerytalne, dlatego w takich przypadkach pojawiać się będzie ekonomiczna presja zmuszająca część osób starszych do zamiany mieszkania na mniejsze lub jego sprzedaży.

„Narastająca liczba ludzi ponad 70-, 80-letnich będzie zainteresowana zamianą mieszkania na mniejsze lub zlokalizowane w bardziej dogodnym położeniu, na niższych kondygnacjach. Będzie zainteresowana sprzedażą mieszkań po to, aby kupić inne, żeby zapewnić sobie opiekę w instytucjach albo żeby wyjechać w rejony, gdzie panują bardziej korzystne warunki klimatyczne” – ocenił prof. Szukalski.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Nowe złoże gazu zlokalizowane w powiecie lubaczowskim na Podkarpaciu odkryło Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Wstępne analizy wskazują zdolności wydobywcze na poziomie 20 mln m sześc. gazu ziemnego rocznie.

Jak poinformowała spółka w poniedziałek w komunikacie, nowo odkryte złoże gazu zlokalizowane jest na terenie koncesji Lubliniec-Cieszanów, na głębokości 700 m. Prace poszukiwawczo-rozpoznawcze prowadzone są w gminie Cieszanów w powiecie lubaczowskim.

Kupowanie biletów, funduszy inwestycyjnych i ubezpieczeń, płacenie za buty czy wypożyczenie roweru w 2028 roku będzie w mobilnym banku oczywistością – tak twierdzi ponad 90 proc. uczestników badania #finanseprzyszlosci przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium. Ponad 80 proc. respondentów przewiduje, że będzie zamawiać w aplikacji bankowej jedzenie.

Do bankowych urządzeń mobilnych przenoszą się też zakupy i programy lojalnościowe. W najbliższych latach oprócz nowych funkcjonalności, pojawią się w nich swego rodzaju „punkty handlowe” bądź połączenia z platformami smartshoppingowymi typu goodie. Tego typu narzędzia agregują informacje o zniżkach, promocjach i programach rabatowych oraz wspierają inteligentne zakupy. Co o tym sądzą Polacy?

  • prawie wszyscy (ponad 90 proc.) są przekonani, że w ciągu 10 lat takie usługi jak doładowanie telefonu, płacenie za parking, bilety autobusowe, wypożyczenie roweru, samochodu czy autostradę będzie w bankowej aplikacji jak najbardziej możliwe
  • również zakup biletów kolejowych/autokarowych i lotniczych w ten sposób będzie w 2028 możliwy  odpowiednio dla ponad 87 i 89 proc. badanych.
  • 84 proc. respondentów przewiduje, że będzie zamawiać w aplikacji bankowej jedzenie. Chińczyk czy mielony – nie ma znaczenia. W 2028 roku można będzie zdaniem 84 proc. badanych zamówić jedzenie za pomocą aplikacji bankowej
  • również 77 proc. badanych uważa, że w 2028 będzie kupowało przy użyciu aplikacji bankowej ubrania, co więcej aplikacja podpowie im gdzie kupić taniej i lepiej (takie ułatwienie przewiduje ponad 78 proc. badanych)
  • jeśli chodzi o zakup pralek, lodówek, telewizorów, samochodów, a nawet mieszkań blisko 80 proc. sądzi, że będzie to możliwe w niedalekiej przyszłości. Widać tu wyraźny przyrost pozytywnych opinii w perspektywie 10 lat – dostęp do tych zakupów w tym roku prognozuje jedynie 55 proc. respondentów

Co jeszcze Polacy chcieliby załatwiać w aplikacji bankowej?

Prawie ośmiu na dziesięciu pytanych nie wiedziało jakie jeszcze sprawy chcieliby załatwić za pomocą aplikacji. Chyba trudno to sobie dziś wyobrazić. Wśród odpowiedzi pojawiały się sporadycznie: aktualizacja lub wymiana dowodu osobistego, możliwość zaciągnięcia kredytu i zapisu do lekarzy. Niecałe 12 proc. wskazało, że nie chciałoby załatwiać większej ilości spraw niż już wymienione.

Polacy pokochali zakupy w sieci. Segment sprzedaży w internecie może być wart nawet 40 mld zł. Rynek rozwija się, czego przejawem jest stale rosnąca liczba e-sklepów. Duża część z nich znika już po kilku latach. W 2017 roku działało w Polsce ponad 29 tys. sklepów internetowych, z czego jedynie 2,3 tys. powstało przed 2011 rokiem. Według danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej sklepy e-commerce pod koniec ubiegłego roku znajdowały się na trzecim miejscu pod względem zadłużenia w branży handlowej. Posiadały na koniec 2017 r. zaległości niemal na 107 mln zł.

W ciągu ostatnich pięciu lat liczba sklepów internetowych w Polsce wzrosła o ponad jedną trzecią. Każdego roku rejestruje się tysiące nowych sklepów internetowych. Jednak rosnąca konkurencja, a także ekspansja dużych sieci w internecie sprawia, że wiele z nowo powstałych sklepów nie wytrzymuje walki konkurencyjnej. Wg Bisnode Polska, Polacy w 2010 roku zarejestrowali ponad 7,6 tys. sklepów internetowych, z czego na koniec stycznia 2018 rok mniej lub bardziej aktywnie działało 2,3 tys., co stanowi nieco ponad 30 proc. Biorąc pod uwagę statystyki, można zaryzykować stwierdzenie, że po upływie zaledwie dziesięciu lat, 80 proc. sklepów internetowych zniknie z rynku.

Największe długi e-sklepów na Mazowszu, Śląsku i Wielkopolsce

Jednym z wielu powodów słabej sytuacji finansowej dużej liczby sklepów są zaległości w bieżącym regulowaniu swoich zobowiązań. Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że zadłużenie tej branży na koniec grudnia 2017 roku wyniosły 106 913 730 zł. Mowa tu o zadłużeniu wynoszącym co najmniej 500 zł i przeterminowanym o minimum 30 dni. Problemy z płatnościami wobec kontrahentów i banków ma 2 721 firm zajmujących się sprzedażą wysyłkową oraz internetową. Największe łączne zaległości należą do e-handlu z Mazowsza, Śląska i Wielkopolski, kolejno 18,8 mln zł, 15,7 mln zł oraz 13 mln zł. Najwięcej firm z problemami finansowymi zarejestrowanych jest na Mazowszu.

– Mimo, że w sektorze handlu detalicznego ta grupa przedsiębiorstw zajmuje trzecie miejsce pod względem kwoty zaległości, po sklepach ogólnospożywczych, których długi wynoszą 398 mln zł oraz punktach niewyspecjalizowanych z 119 mln zł zadłużenia, to biorąc pod uwagę powszechność problemu nieregulowanych płatności jest ono stosunkowo nieduże – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Odsetek firm e-commerce opóźniających płatności wynosi 3,4 proc., podczas gdy w całym handlu detalicznym jest to 4 proc., a dla wszystkich przedsiębiorstw 5,4 proc.

Większość niesolidnych firm oferujących sprzedaż w sieci wpisana jest do Rejestru BIG InfoMonitor przez kontrahentów, jednak na sumę ich zaległości w większym stopniu wpływają opóźnienia w spłacie rat kredytów bankowych.

E-commerce rośnie w tempie ekspresowym

Wedle szacunków na koniec stycznia 2018 roku na polskim rynku zarejestrowanych było nieco ponad 29,1 tys. sklepów internetowych. Blisko jedna trzecia z nich to firmy uśpione, zawieszone, niedziałające, ale też niewykreślone z oficjalnych rejestrów. Niezależnie od wszystkiego w ostatnich pięciu latach liczba zarejestrowanych sklepów internetowych na polskim rynku wzrosła o 34 proc. z 21,7 tys. podmiotów w 2013 r., do 29,1 tys. na koniec stycznia 2018 r. Każdego roku polski rynek e-commerce pod względem dynamiki przyrostu nowo zarejestrowanych firm zwiększa się o ok. 7 proc.

Według badania NBP ponad jedna trzecia Polaków twierdzi, że rachunki opłaca zwykle gotówką, co najczęściej oznacza konieczność wizyty na poczcie. W tak mroźne dni jak obecnie po pierwsze nie należy to do przyjemności, a po drugie jest zdecydowanie droższe niż przelewy internetowe.

W 2016 r. nieco ponad połowa Polaków (53%) opłacała rachunki najczęściej przez Internet.  Z roku na rok takich osób jest coraz więcej, więc obecnie może to już być nawet ok. 60%. To jednak oznacza, że wciąż ponad jedna trzecia płaci w tradycyjny sposób, czyli  gotówką na poczcie lub w innym punkcie usługowym.  Nie jest to jednak zbyt wygodne, ani też tanie. Podczas, gdy przelewy internetowe są zwykle bezpłatne, to prowizja za każdy rachunek opłacony na poczcie wynosi 3,5 zł, a w placówce bankowej nawet 10 zł. Mając do opłacenia kilka zobowiązań zapłacimy więc od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych miesięcznie.

Bankowość internetowa

Jeśli mamy kogoś bliskiego np. starszych rodziców, którym chcemy oszczędzić spaceru na mrozie w celu opłacenia rachunków, to najlepszym rozwiązaniem będzie przekonanie ich do bankowości internetowej. Niestety, z raportu NetBank wynika, że tylko 45%  klientów banków aktywnie korzysta z tej możliwości, mimo że mają podpisaną umowę, która im to umożliwia.  Barierą nierzadko jest przyzwyczajenie do tradycyjnej formy regulowania płatności oraz strach przed czymś co jest dla nich nowe i nieznane. Jeśli jednak poświęcimy trochę czasu, aby takiej osobie opowiedzieć o korzyściach i aby spokojnie pokazać jak to działa, to jest duża szansa, że uda nam się zmienić te stare nawyki.

Zlecenia stałe i polecenia zapłaty

Jeśli nie uda nam się namówić rodziców do bankowości internetowej to możemy im pomóc w inny sposób. Większość rachunków może opłacać się automatycznie dzięki usługom zlecenia stałego lub polecenia zapłaty. Pierwsze jest wykorzystywane do opłacania należności, których kwota rzadko się zmienia, a drugie do tych, gdzie jest ona co miesiąc inna. Choć są one bardzo wygodne, to nie cieszą się zbyt duża popularnością. Według badania NBP ponad 70% Polaków deklaruje, że w ogóle nie korzysta z tej formy opłacania rachunków. Warto jednak zainteresować nimi osoby nie przekonane do bankowości internetowej. Duża zaletą w porównaniu z tradycyjną formą opłacania zobowiązań jest nie tyko wygoda, ale również bardzo niskie koszty. Zdarza się, że zlecenie stałe czy polecenie zapłaty zupełnie są zupełnie darmowe, np. w ING Banku Śląskim nie ma opłaty nawet jeśli włączmy taką usługę w oddziale banku. W innych instytucjach finansowych zwykle trzeba zapłacić tylko 1-2 zł za aktywację, a później usługa działa już bezpłatnie.

Bankowość telefoniczna

Jeszcze innym sposobem opłacania rachunków może być bankowość telefoniczna. Przelew, który realizuje dla nas konsultant pracujący na infolinii bankowej kosztuje zwykle 3-4 zł, więc podobne do tego co trzeba zapłacić na poczcie. Nie wymaga to jednak wyjścia z domu. Płatności przez telefon można jednak również zlecać bez udziału konsultanta i wtedy zwykle są one bezpłatne. Aby było to możliwe, to dane do transferu środków trzeba wcześniej wpisać do książki odbiorców na swoim koncie. Można to zrobić w oddziale, w rozmowie z konsultantem infolinii bankowej lub przez Internet. Później, przy każdym następnym zleceniu przelewu wystarczy już tylko zadzwonić na infolinię banku i wpisać swoje hasła dostępu. Po zalogowaniu się automat odczyta nam różne możliwości np. połączenie z konsultantem, podanie salda czy właśnie wykonanie płatności. Jeśli wybierzemy odpowiednią opcję automat zapyta, na które z zapisanych kont chcemy wysłać pieniądze, jaka ma być kwota itp.

Jeśli ktoś nie ma konta w banku

Według NBP wciąż ok. 20% dorosłych Polaków nie ma konta w banku. W przypadku takich osób można zastosować dwa rozwiązania. Pierwsze, to opłacanie rachunku u listonosza. Koszt takiej usługi to 3,5 zł. Drugie, to zachęcenie takiej osoby do otwarcia rachunku. Od sierpnia stanie się to znacznie łatwiejsze, gdyż wszystkie banki będą miały obowiązek oferowania bezpłatnych tzw. rachunków podstawowych. Będą one dostępne dla osób, które nie mają jeszcze konta w żadnym banku. Za prowadzenie takiego rachunku instytucje finansowe nie pobiorą opłaty, a przelewy nie będą mogły być droższe niż najczęściej stosowana stawka w ostatnich 12 miesiącach. Warto też dodać, że nie trzeba koniecznie czekać do sierpnia. Również obecnie, w niektórych bankach, można znaleźć konta, które są prowadzone bezpłatnie.

Przez większość 2017 roku rynki kapitałowe przyciągały uwagę kolejnymi wzrostami. Tymczasem większość paliw, metali przemysłowych i szlachetnych zyskuje w imponującym tempie. Nie brakuje głosów, że rynek surowców pobije w tym roku rynek akcyjny.

Podczas gdy na rynkach akcji od lat trwa hossa, metale przemysłowe, szlachetne i paliwa długo znajdowały się pod rządami bessy, nie mogąc podźwignąć się z dołka od 2008 r. Rynek surowców ściśle związany jest z koniunkturą w realnej gospodarce, która od kryzysu finansowego nie mogła wyjść na prostą.

W 2017 r. większość obserwatorów i inwestorów ekscytowała się kolejnymi szczytami na rynku akcji, tymczasem w cieniu Wall Street do życia powracał rynek surowców. I to tutaj padły prawdziwe rekordy. Hitem inwestycyjnym okazał się pallad, którego cena wzrosła w ciągu roku o ponad 50 proc., osiągając najwyższy poziom od 2001 r. Nieźle radził sobie zresztą cały rynek. Indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return zyskał w 2017 r. 24 proc., a indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return ponad 16 proc. Co czeka ten rynek w najbliższych miesiącach?

Decydujący głos Chin

Rynek surowców znajduje się pod wpływem dwóch czynników sprzyjających wzrostowi cen.  Pierwszym z nich jest koniunktura, która w dużym stopniu zależy od Chin, konsumujących połowę globalnej produkcji surowców. Druga co do wielkości gospodarka na świecie przechodzi z fazy wspierania wysokiego wzrostu na produktywność. Oznacza to koncentrację na produkcji przynoszącej dużą wartość dodaną, która przyniesie popyt na surowce. Problemy duszącego się w pyłach smogu Pekinu oznaczają natomiast wygaszanie starych hut i mniejsze zapotrzebowanie na węgiel. Z drugiej strony rośnie popyt na lekkie metale, jak aluminium oraz stal wysokiej jakości. Drugi czynnik to małe zapasy, które są konsekwencją ograniczania produkcji w okresie dekoniunktury. Minie jeszcze kilka kwartałów zanim braki zostaną uzupełnione. 

Zresztą wsparcie dla cen surowców będzie stanowić niski stan nie tylko chińskich, ale też ogólnoświatowych zapasów. To właśnie pustki w magazynach odpowiadają za wzrost cen miedzi. W tym roku mają się one ustabilizować, choć istotnym czynnikiem ryzyka dla produkcji są potencjalne strajki pracowników na tle płacowym. Tym bardziej, że w wielu firmach wygasają w tym roku umowy ze związkami zawodowymi.

Cenne metale

W grupie najmocniej drożejących surowców w 2017 r. znalazły się lit i kobalt. Ceny litu skoczyły aż o 36 proc., podczas gdy kobalt podwoił cenę. Tak duża dynamika wynika przede wszystkim z ograniczonych zapasów i dużego popytu, generowanego przez młody przemysł samochodów elektrycznych, który używa obydwu metali do produkcji baterii. Analitycy szacują, że braki w magazynach zostaną uzupełnione w 2019 r. Wpływ większej podaży na ceny jest trudny do oszacowania, gdyż może on zostać ograniczony przez rozwój rynku samochodów elektrycznych w Chinach, które od tego roku wdrażają duży pakiet zachęt do nabywania tego typu samochodów. Jeśli chodzi o tradycyjne metale, Bank Światowy spodziewa się spadku cen stali o 10 proc.

Lit i kobalt nazywane są „battery gold” ze względu na rosnący popyt i ich znaczenie w gospodarce. O takich dynamikach mogą tylko pomarzyć inwestorzy zaangażowani na rynku złota. Choć i oni nie mogą narzekać. Kruszec podrożał w 2017 r. przeszło 10 proc., pomimo niesprzyjających okoliczności, takich jak: wzrost stóp procentowych w USA, czy polityka cięcia podatków wspierająca koniunkturę, która może przełożyć się na kolejne zacieśnienie polityki monetarnej. Wierną sojuszniczką złota pozostała sytuacja geopolityczna m.in. z kryzysem na Bliskim Wschodzie, czy w Korei Północnej, która skłaniała inwestorów do szukania bezpiecznych portów, do których żółty kruszec zalicza się w pierwszej kolejności.

Liderem wzrostów jest pallad. Przez ostatnie 16 lat pozostawał w cieniu swojej siostry – platyny. Ostatni raz był od niej droższy w 2001 r. Nie miał z nią szans, ponieważ platyna znajduje znacznie szersze zastosowanie w przemyśle i na rynku jubilerskim. Pallad ma znacznie mniejsze wzięcie u jubilerów i ograniczone zastosowanie w produkcji.

Choć platyna stosowana jest do produkcji katalizatorów w silnikach diesla, po aferze z samochodami VW, diesle znalazły się na cenzurowanym i koncerny samochodowe przestawiły się na pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. A w nich do produkcji katalizatorów stosowany jest pallad.

Mówiąc o surowcach, nie można zapomnieć o ropie. Do końca tego roku obowiązuje bowiem porozumienie krajów OPEC i Rosji o ograniczeniu wydobycia, celem odessania z rynku nadwyżki. Bank Światowy przewiduje, że cena baryłki wzrośnie w 2018 r. do 56 USD z 53 dolarów w 2017 r.

Jastrzębska Spółka Węglowa zrobiła kolejny krok w innowacyjne i nowatorskie rozwiązanie w transporcie kolejkami podwieszonymi. Inwestycja jest bezpośrednią odpowiedzią na konkretne sugestie pracowników kopalń.

JSW jako pierwsza spółka w polskim górnictwie zastosowała nowatorskie i innowacyjne rozwiązanie zaproponowane przez firmę Becker-Warkop, które  jest bezpośrednią odpowiedzią na konkretne sugestie pracowników kopalń JSW  w obszarze mobilnego oświetlenia stacji osobowych i materiałowych. W dużym uproszczeniu, chodzi o kolejki podwieszane, które mają swoje oświetlenie. Zestawy osobowe są podświetlane od dołu na biało podczas wsiadania i wysiadania załogi do kolejki i na czerwono, gdy kolejka jest w ruchu. Podczas transportu materiału kolejka oświetla stację materiałową, ponadto istnieje możliwość oświetlenia trasy transportu.

Pierwsze takie zestawy kolejkowe z mobilnym oświetleniem funkcjonują już w Ruchu Borynia i Zofiówka.  W Ruchu Borynia funkcjonuje kolejka z mobilnym oświetleniem stacji materiałowych na poziomie 838m , w  Ruchu Zofiówka wdrożono pierwsze mobilne oświetlania stacji  osobowych  na poziomie 900 m.

Mobilne oświetlenie stacji daje możliwość wyeliminowania dotychczas stosowanego na wszystkich polskich kopalniach węgla kamiennego oświetlenia stacjonarnych stacji budowanego na obudowie wyrobisk górniczych.

Strategia będzie składać się z trzech głównych części:

  • analizy problemów, jakie dotykają polski rynek kapitałowy,
  • rekomendacji, tj. wskazania konkretnych działań, niezbędnych do przezwyciężenia barier dla rozwoju,
  • właściwej strategii wytyczającej dla rządu długoterminowe cele w zakresie zmian regulacyjnych i instytucjonalnych. Mają one wzmocnić polski rynek kapitałowy i sprawić, aby w większym zakresie był on wsparciem dla długoterminowego rozwoju całej polskiej gospodarki.

– SRRK będzie praktycznie pierwszą kompleksową strategią tworzoną dla polskiego rynku kapitałowego. Proszę o otwartość, uczciwość i szczerość. Zależy nam na tym, żeby w ramach prac nad strategią nie było żadnych tematów tabu. Chcemy bardzo dogłębnie analizować rynek dla jego wzrostu i efektywnośc – powiedział wiceminister finansów Piotr Nowak.

Jednocześnie minister zapowiedział, że strategia ma być ukończona do końca 2018 r. i wdrażana sukcesywnie do końca 2024

Zmiany w regulacjach dotyczących warunków zawiązywania umów o pracę, umów zlecenie i o dzieło będą uwzględniały dużą cześć osób, które w tej chwili świadczą pracę różnego typu, w ogólnej grupie pracowników.

Oprócz zatrudnienia rozumianego jako stosunek pracodawca – pracobiorca, dotyczyć będą relacji zleceniodawca – zleceniobiorca oraz zlecający dzieło – wykonujący dzieło. Działania te mają na celu umożliwienie wszystkim uzyskania większych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych.

Niestety nie usprawni to w efektywny sposób transferu środków. Kiedy zatrudnienie określane jako „zlecenie” rozpatrywać będziemy jako prawo pracy, to zamkniemy możliwość ponoszenia odpowiedzialności danych osób – specjalistów za wykonywane przez nie czynności oraz swobodnego ich przechodzenia między podmiotami. W chwili, kiedy dużo osób wykonuje zawody niekoniecznie związane z jednym pracodawcą lub opierające się o realizację pracy w formie projektowej, często nie chcą one być zobowiązane regulacjami dotyczącymi prawa pracy.

 Mogłoby to jednak zrobić upowszechnienie systemu tego transferu, tak abyśmy mieli jak największą grupę osób objętych jednolitymi rozwiązaniami prawnymi – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Obecnie często mówi się o tym, żeby rozwiązaniami podatkowymi oraz związanymi z prawem pracy ograniczyć grupę, która nie płaci w ogóle składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w innych wymiarach niż zatrudnieni na umowie o pracę. To jednak wkracza w zakres swobody umów oraz tego, aby każdy bez problemu kształtował zobowiązania i relacje z tym, komu dostarcza swoją pracę. Tymczasem prawo pracy określa jednoznacznie zakaz konkurencji czy okresy, kiedy i na jakich warunkach można rozwiązać daną umowę oraz to, jak i kiedy zwolnić kogoś z wykonywania świadczenia pracy. Odbieranie ludziom możliwości swobodnego kształtowania wiążących ich umów jedynie w celu zapewnienia wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, to kazus jeszcze większego komplikowania sytuacji na rynku. To także może być bodziec do konstruowania rozbudowanych umów o dziwnej treści, które jeszcze bardziej będą wymykać się z regulacji kodeksu pracy – dodała Durlik.

Brak mieszkania lub złe warunki mieszkaniowe – w Polsce ten problem rzadziej dotyka mieszkańców małych miast i wsi niż osób mieszkających w największych miastach.

Jak wynika z raportu Fundacji Habitat for Humanity Poland i zleconego przez nią sondażu, największym problemem polskich rodzin jest dziś brak sprawnie funkcjonującej służby zdrowia, zła sytuacja mieszkaniowa i problem ze znalezieniem dobrej pracy. Choć w porównaniu z 2015 r. ubyło respondentów wskazujących, że ich problemem są złe warunki mieszkaniowe i zdecydowanie mniej jest tych, których dotyka problem ze znalezieniem pracy.

„Brak mieszkania lub złe warunki mieszkaniowe stosunkowo najrzadziej doskwierają mieszkańcom małych miast i wsi. Im większe miasto, tym częściej wskazywano na problemy związane z warunkami mieszkaniowymi” – czytamy w raporcie Habitat for Humanity Poland.

Zdaniem fundacji może się to wiązać ze wzrostem liczby budowy domów jednorodzinnych, które dominują w mniejszych miejscowościach, ale i coraz większymi problemami mieszkaniowymi w dużych miastach, do których ludzie migrują za pracą.

Respondenci, którzy mają problemy mieszkaniowe, najczęściej wskazali na brak możliwości przeprowadzenia remontu oraz brak możliwości samodzielnego zamieszkiwania. Niewiele mniej istotne okazały się trudności w terminowym spłacaniu rat kredytu za mieszkanie oraz w opłacaniu kosztów wody, ogrzewania czy gazu. Najrzadziej wskazywali na brak możliwości terminowego opłacania czynszu oraz problem z niewystarczającym ogrzaniem mieszkania lub domu.

Aż 56 proc. spośród badanych zadeklarowało, że nie ma obecnie problemów mieszkaniowych.

Jak wynika z analizy, Polacy chcą wsparcia mieszkaniowego ze strony państwa lub samorządów dla osób w trudnej sytuacji oraz dla ludzi młodych. Choć rzadziej opowiadają się za tym wsparciem osoby o wyższych dochodach i lepszym standardem mieszkania.

Biorąc pod uwagę wsparcie publiczne, respondenci oczekują tworzenia nowych i remontowania istniejących zasobów mieszkaniowych gminy. Na drugim miejscu znalazła się budowa mieszkań na wynajem dostępnych dla wszystkich obywateli z możliwością ich wykupu (22 proc.), a na kolejnym budowa mieszkań na wynajem bez możliwości wykupu (13 proc.).

Ankietowani nie popierają dopłat do kredytów oraz dofinansowania do najmu mieszkań na wolnym rynku. Respondenci z większych miast bardziej niż ci z mniejszych miejscowości popierają opcję budowy mieszkań przeznaczonych docelowo na wynajem, bez możliwości wykupu.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Niedziela to dla większości Polaków dzień handlowy – 78% z nich przyznaje, że w ciągu ostatnich czterech tygodni robiła zakupy w ten dzień tygodnia. Mimo nowej ustawy o zakazie handlu w niedzielę 45% badanych planuje nadal robić zakupy w niedziele, tylko w innych – czynnych – sklepach. W największym stopniu Polacy swoje zakupy przeniosą do małych sieciowych sklepów spożywczych – wynika z badania ARC Rynek i Opinia.

Polacy przyznają, że w niedzielę robią często duże zakupy. Najwyższy odsetek osób (75%) deklaruje, że w ten dzień odwiedza dyskonty.

Osoby, które nie planują po wprowadzeniu zakazu robienia zakupów w niedzielę, będą starały się je robić od poniedziałku do piątku (64%) lub w sobotę – zarówno wieczorem lub po południu (20%) jak i do południa (16%).

Zgodnie z deklaracjami, respondenci niedzielne zakupy przeniosą do małych sklepów sieciowych oraz do prywatnych sklepów osiedlowych. Niemal co dziesiąty respondent deklaruje, że zakupy w niedzielę będzie robił na stacjach benzynowych.

Co trzeci Polak jest zdania, że zakaz handlu w niedzielę spowoduje, że będzie miał więcej wolnego czasu, np. na odpoczynek. Dla 42% wprowadzenie tej ustawy jest utrudnieniem życia.

– Z naszych badań wyraźnie widać, że Polacy przyzwyczaili się do robienia zakupów w niedzielę. I dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn ze wszystkich grup wiekowych. Zdania co do tej ustawy są jednak podzielone – niecała połowa traktuje jej wprowadzenie jako ograniczenie życia, co trzeci badany jednak jest zdania, że zyska czas dla siebie i swojej rodziny. Z deklaracji respondentów wynika, że ruch sklepowy istotnie zwiększy się w soboty – 36% respondentów deklaruje, że właśnie na ten dzień przeniesie dotychczasowe niedzielne zakupy. Pozostali badani będą robili zakupy od poniedziałku do piątku. Jednocześnie spora grupa osób nie zamierza całkowicie rezygnować z niedzielnych zakupów – będą one miały nieco innych charakter i będą dokonywane w małych sklepach. Dlatego ich właściciele mogą liczyć na sporo wyższe obroty. Zyskają też stacje benzynowe – wprawdzie odsetek osób planujących tam przenieść swoje niedzielne zakupy wynosi tylko 9%, jednak w miarę rozwoju oferty sklepów na stacjach, do czego przymierzają się już niektóre sieci, można się spodziewać, że i tutaj obroty będą wyższe – komentuje Adam Czarnecki, Wiceprezes ARC Rynek i Opinia.

 

Ponad 3 tys. osób ze wszystkich państw członkowskich podpisało się pod petycją do instytucji UE, aby nie zmniejszać funduszy unijnych po 2020 r. – poinformował Komitet Regionów UE.

W gronie sygnatariuszy apelu są m.in. przedstawiciele rządów, samorządów, instytucji i organizacji pozarządowych ze wszystkich krajów członkowskich UE. W przypadku Polski są to m.in. minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński, europoseł Jan Olbrycht, a także marszałkowie województw: lubelskiego – Sławomir Sosnowski oraz mazowieckiego – Adam Struzik. W komunikacie Komitetu Regionów, który jest unijnym organem doradczym, podkreślono też wsparcie ze strony Grupy Wyszehradzkiej.

Komitet wraz z kilkoma innymi europejskimi stowarzyszeniami regionów i miast, uruchomił „koalicję na rzecz polityki spójności” pod koniec ubiegłego roku. W mediach społecznościowych akcja oznaczona jest hasztagiem #CohesionAlliance (z ang. sojusz spójności).

Chodzi o przyszłe rozdanie środków unijnych, m.in. na inwestycje w infrastrukturę i wspieranie przedsiębiorczości w miastach i gminach. W ramach inwestycji z polityki spójności powstaje np. II linia metra w Warszawie. Z tej puli zmodernizowana została też linia kolejowa na odcinku Kraków-Rzeszów, a w przyszłości zbudowana zostanie obwodnica Wałbrzycha. Nasz kraj jest największym w UE beneficjentem środków.
Jak podkreślają pomysłodawcy apelu, polityka spójności musi być w kolejnych latach „silna, bardziej skuteczna, widoczna i dostępna dla każdego regionu i miasta”.

Przewodniczący Komitetu Regionów Karl-Heinz Lambertz skierował w tej sprawie list do szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. „Zwracam się do Rady Europejskiej o uwzględnienie przedstawionej przez regiony i miasta wizji przyszłego budżetu UE. (…) Jeśli chcemy Europy na miarę naszych ambicji, to potrzebujemy także ambitnego budżetu” – podkreślił Belg.

List trafił do przewodniczącego Rady Europejskiej przed piątkowym szczytem, na którym szefowie państw i rządów omawiają priorytety polityczne przyszłego wieloletniego budżetu unijnego. Obawy co do uszczuplenia puli polityki spójności wynikają przede wszystkim z rozpoczętej przez Wielką Brytanię procedury wyjścia z UE, a także nowych wydatków na migrację i obronność. Dlatego Komitet Regionów domaga się zwiększenia następnego budżetu UE (do poziomu 1,3 proc. dochodu narodowego brutto UE-27). Środki miałyby pochodzić z dwóch źródeł – wkładu krajowego i nowych zasobów własnych UE, takich jak europejski podatek dochodowy od osób prawnych.

„Członkowie Rady Europejskiej mogą wysłać sygnał, że myślą przyszłościowo i pragną wzmocnić projekt europejski, albo przyjąć na siebie ryzyko rozpadu Unii Europejskiej” – ostrzegł Lambertz w liście upublicznionym dzień przed unijnym szczytem.

Komitet Regionów sprzeciwia się również opiniom, aby powiązać praworządność z finansowaniem unijnym, tłumacząc, że władze samorządowe i inni beneficjenci nie mogą tracić w wyniku polityki rządu centralnego.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Eksperci

Ludwiczak: Majowe spowolnienie na rynku mieszkaniowym

Odczyty makroekonomiczne za maj 2018 r. można by uznać za bardzo dobre, gdyby nie spowolnienie na ry...

Przasnyski: Stopy procentowe niskie, ale kredyty drożeją

Rada Polityki Pieniężnej od ponad trzech lat utrzymuje stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie...

Sawicki: Nowy tydzień, nowe szanse

Ubiegły tydzień inwestorzy zaczynali we wręcz szampańskich nastrojach, ale kończyli go w minorowych....

Lipka: Znów fatalne wieści dla frankowiczów

Za szwajcarską walutę trzeba płacić już ok. 3,70 zł, to ponad 20 gr więcej niż jeszcze miesiąc temu....

Bugaj: Pogarszające się inwestycyjne warunki

Po względnie stabilnym kwietniu drugi tydzień maja przyniósł dość zaskakującą poprawę koniunktury, k...

AKTUALNOŚCI

Letnie ożywienie w przemyśle i budownictwie

Czerwiec przyniósł wyraźnie wyższą dynamikę produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej, potwierdz...

Na „Dostępność+” rząd przeznaczy 23,2 mld zł

Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia rządowego programu „Dostępność+” dla osób nie...

5 lipca Sejm przyjął ustawę o inwestycjach mieszkaniowych

Przedstawiony 15 marca bieżącego roku pierwszy projekt specustawy mieszkaniowej, wprowadzający rewol...

Produkcja przemysłowa wzrosła o 1,3% w strefie euro, Polska odnotowała największy wzrost

Według szacunków Eurostatu, porównując maj 2018 r. do kwietnia 2018 r., wzrosła sezonowa produkcja p...

Piątek 13-go pod znakiem wejścia w życie regulacji dot. kryptowalut

Od dzisiaj, 13 lipca, wchodzą w życie przepisy regulujące kryptowaluty. Nowe regulacje mają monitoro...