środa, Grudzień 19, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Styczeń 9

Dzienne archiwaSty 9, 2018

Rząd w nowym składzie powinien przede wszystkim zadbać o zwiększenie inwestycji prywatnych i oszczędności,  odbudowę zaufania inwestorów do państwa i poprawę wizerunku Polski za granicą.

– Mamy nadzieję, że zmiany w rządzie przyczynią się do lepszej koordynacji polityki gospodarczej, zahamowania powodzi regulacji, które odstraszają przedsiębiorców od inwestowania oraz  przełamania partykularnych interesów resortów. Bez tego trudno będzie zwiększyć inwestycje, które spadły do poziomu najniższego od 1995 roku. Oczekujemy również konsultowania z partnerami społecznymi w Radzie Dialogu Społecznego wszystkich ustaw – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Inwestycje są niezbędne, aby zmodernizować przedsiębiorstwa, zwiększyć produktywność i wynagrodzenia, a w konsekwencji dobrobyt naszego kraju.

Pracodawcy oczekują też od nowego rządu przewidywalności prawa, przestrzegania  procedur stanowienia prawa i  zmiany stanowiska naszego kraju w kwestii przystąpienia do strefy euro.

Priorytetem powinna być poprawa funkcjonowania rynku pracy. Brak dostępu do pracowników stanowi obecnie jedną z głównych barier rozwoju firm. Obniżenie tzw. klina podatkowego mogłoby zachęcić do powrotu na rynek pracy kobiety wychowujące dzieci, osoby starsze, czy ok. 0,5 mln bezrobotnych.  Otwarcie polskiego rynku pracy na pracowników z zagranicy i uproszczenie procedur dotyczących zatrudniania, a także poprawa dostępu pracowników do szkoleń to jedne z pierwszych działań, na których powinien się skoncentrować nowy gabinet.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi w 2018 r. dochody z PIT przekroczą miliard złotych – wynika z prognoz Ministerstwa Finansów.

Najwyższe dochody z podatku od osób fizycznych (PIT) wśród niemal 2,5 tys. polskich miast i gmin osiągnie w 2018 r. Warszawa. Według prognoz resortu finansów stołeczny budżet zasili z tytułu podatku PIT rekordowa kwota 5 mld 408 mln zł. Będzie to o 477 mln zł więcej niż wpływy planowane rok wcześniej.

Planowane udziały dla 2478 gmin w PIT w 2018 r.

W przypadku Krakowa podatek od osób fizycznych ma przynieść miastu 1 mld 518 mln zł, we Wrocławiu będzie to, według szacunków, 1 mld 246 mln. Dochody z podatku przekraczające miliard złotych mają osiągnąć też Poznań (1 mld 50 mln) oraz Łódź (1 mld 30 mln).

Kolejnymi miastami pod względem wysokości prognozowanych dochodów z PIT są: Gdańsk (821 mln), Szczecin (554 mln) oraz Katowice (526 mln). Wysoko w zestawieniu dochodów z tytułu podatku znalazły się też: Lublin (463 mln zł), Bydgoszcz (457 mln zł) i Gdynia (432 mln zł).

Jak wynika z szacunków resortu finansów, w 47 gminach wpływy z PIT przekroczą w tym roku 100 mln zł. W zdecydowanej większości – poza dwoma wyjątkami – w grupie tej znalazły się miasta na prawach powiatu, czyli miasta powyżej 100 tys. mieszkańców oraz dawne stolice województw. Wyjątkami są natomiast podwarszawska gmina miejsko-wiejska Piaseczno, która z dochodami na poziomie 185 mln zł znalazła się na 26. miejscu pod względem dochodów, oraz ostatnie z tej grupy miasto Lubin w woj. dolnośląskim (101 mln zł).

W 77 gminach wiejskich dochody z PIT będą natomiast niższe niż milion złotych. Najmniej z tytułu podatku, poniżej pół miliona złotych, wpłynie do trzech gmin: Przytuł w woj. podlaskim (419 tys. zł), Podedwórza w woj. lubelskim (469 tys.) oraz Krempnej w woj. podkarpackim (499 tys. zł).

Przytuły są jednocześnie najbiedniejszą gminą w Polsce. Jak wynika z prognoz Ministerstwa Finansów, dochody z tytułu podatków i opłat lokalnych, takich jak podatek od nieruchomości, a także udziały we wpływach z PIT i CIT, przyniosą gminie 390,29 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Jest to najmniej ze wszystkich gmin w Polsce.

Podatek dochodowy jest podatkiem osobistym, co oznacza, że podatnikiem jest każda osoba fizyczna osiągająca dochód. Podatek ten stanowi dochód budżetu państwa, samorządy mają w nim swój udział – gminy na poziomie 37,98 proc., natomiast do powiatów trafia 10,25 proc.

W efekcie łączne dochody gmin z tytułu udziału w PIT mają wynieść w tym roku 36 mld 466 mln zł, a powiatów 9 mld 841 mln. Miasta na prawach powiatu partycypują w obu strumieniach.

Jak podkreślił resort finansów, informacje o planowanych dochodach z PIT mają charakter szacunkowy, ponieważ dochody podatkowe planowane są w budżecie państwa na podstawie prognoz. W związku z tym faktyczne dochody gmin mogą być większe lub mniejsze od podanych wielkości.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Niecałe 8 proc. – tyle według Eurostatu wynosi w Polsce różnica w zarobkach między kobietami a mężczyznami. 

Według danych Eurostatu (2014), Polskę charakteryzuje jedna z najniższych wartości luki płacowej w Unii Europejskiej – różnica w zarobkach wynosi bowiem 7,7 proc. na niekorzyść kobiet, podczas gdy średnia unijna to 16,7 proc. (różnica średniej stawki godzinowej brutto w całej gospodarce).

Im wyższe stanowisko – tym odnotowuje się większe różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn – na stanowiskach managerskich różnica ta wynosi w Polsce 27,7 proc. tj. o 4,3 pp. więcej od średniej unijnej.

Jak podkreśla ministerstwo, luka płacowa jest zjawiskiem złożonym, bo wynika z współwystępowania wielu czynników wpływających na sytuację kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Są wśród nich różnice obiektywne, takie jak odmienne wykształcenie, doświadczenie zawodowe, czy wykonywany zawód. Są również czynniki, na które pracownicy mają mniejszy wpływ – takie jak segregacja na rynku pracy czy długość stażu pracy wynikająca z wykonywanych ról społecznych.

„Wpływ na niższe wynagrodzenia kobiet ma również ich niższa samoocena – Polki źle oceniają swoje możliwości znalezienia pracy i mają mniejsze oczekiwania finansowe od mężczyzn” – wskazuje ministerstwo. „Zarówno w grupie młodych pracowników (bezrobotni absolwenci do 30 r.ż.), jak i wśród pozostałych bezrobotnych oczekiwania finansowe kobiet są mniejsze odpowiednio o 303 zł oraz o 366 zł” – wylicza. Aby ułatwić zainteresowanym pracodawcom zweryfikowanie, czy za taką samą pracę wynagradzają w równy sposób, MRPiPS przygotowało aplikację komputerową „Równość płac”.

Narzędzie pozwala w łatwy sposób oszacować różnice w wynagrodzeniach pracowników, z uwzględnieniem ich płci, wieku wykształcenia oraz innych wybranych cech. Aplikacja dostępna jest bezpłatnie.

„Ma pomóc wszystkim, którzy zatrudniają pracowników, w kształtowaniu świadomej i niedyskryminującej ze względu na płeć polityki płacowej” – podkreśla ministerstwo.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Organizacja ekologiczna Greenpeace i 24 polskich samorządowców skierowało apel do ministra energii o jak najszybsze przyjęcie norm jakości węgla – jako narzędzia walki ze smogiem.

Chodzi o normy jakości węgla, który trafia do sprzedaży detalicznej i kupują go m.in. odbiorcy indywidualni. Normy miałyby wyeliminować ze sprzedaży na tym rynku odpadów węglowych (mułów i tzw. flotokoncentratów, pozyskiwanych m.in. z błota kopalnianego i hałd) jako opału i węgla najgorszej jakości – zasiarczonego, zawilgoconego i o wysokiej zawartości popiołu, których spalaniu towarzyszy duża emisja zanieczyszczeń powietrza. Dlatego zdaniem ekspertów powinny być one spalane wyłącznie w elektrowniach i elektrociepłowniach, wyposażonych w odpowiednie filtry kominowe.

Pod apelem do ministra energii podpisali się marszałkowie województw śląskiego, małopolskiego i wielkopolskiego, a także burmistrzowie i prezydenci miast, najbardziej dotkniętych problemem smogu m.in.: Bielska-Białej, Dąbrowy Górniczej, Godowa, Kalisza, Katowic, Kędzierzyna-Koźla, Krakowa.

– Jesteśmy świadomi wagi problemu zanieczyszczenia powietrza – podkreśla Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego, jeden z sygnatariuszy apelu. – Aby poprawić sytuację w naszym regionie w kwietniu 2017 roku, przyjęliśmy uchwałę antysmogową dla terenu całego województwa śląskiego. Określa ona m.in. jakich paliw można używać w kotłach małej mocy. Jednak już dziś widzimy, że egzekwowanie uchwały bez przepisów ogólnopolskich, które zakażą samej sprzedaży określonych paliw, będzie bardzo trudne.

Ministerstwo Energii kilka dni temu poinformowało, że projekt nowych przepisów, wprowadzających normy jakości węgla, jest gotowy od listopada. I czeka na przyjęcie przez Radę Ministrów oraz uchwalenie przez Sejm i Senat. Projekt przewiduje półroczne vacatio legis, czyli wprowadzone przezeń normy jakości węgla zaczną obowiązywać po sześciu miesiącach od jego uchwalenia przez parlament i podpisania przez prezydenta.

Palenie złej jakości węglem i odpadami węglowymi w budynkach mieszkalnych to jedna z głównych przyczyn nadmiernego zanieczyszczenia powietrza w polskich miastach. Inną jest fakt, że w wielu domach czy lokalnych kotłowniach są stare, wysłużone piece i kotły, które emitują dużo więcej zanieczyszczeń niż urządzenia grzewcze najnowszej generacji. To dlatego rząd przyjął niedawno tzw. normy emisyjne dla trafiających do sprzedaży pieców i kotłów, które mają z niej wyeliminować tzw. kopciuchy.

Podwyższone stężenia zanieczyszczeń powietrza stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia. Profesor Artur Badyda z Politechniki Warszawskiej przeanalizował dane Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczące przyjęć pacjentów w warszawskich szpitalach i przychodniach z powodu astmy oskrzelowej, kaszlu i zaburzeń oddychania. Porównał liczbę przyjęć w styczniu 2017 r., kiedy w Warszawie odnotowano znacznie podwyższony poziom pyłów zawieszonych, z analogicznym okresem w 2016 r., kiedy zanieczyszczenie powietrza miało niższy, bardziej zbliżony do innych lat, poziom.

– W styczniu 2017 r. istotnie więcej pacjentów z problemami układu oddechowego trafiało do przychodni, na izby przyjęć, a nawet było hospitalizowanych – powiedział prof. Artur Badyda. – W porównaniu do stycznia poprzedniego roku warszawskie placówki medyczne tylko w ramach kontraktów z NFZ przyjęły o 17 proc. więcej pacjentów z astmą oskrzelową, o 35 proc. więcej pacjentów z zaburzeniami oddychania i o 61 proc. więcej pacjentów skarżących się na kaszel. To porażające wyniki, a pamiętajmy, że w niektórych miastach stężenia zanieczyszczeń były wówczas jeszcze wyższe.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Polacy szturmują biura sprzedaży deweloperów, ale mieszkania z rynku wtórnego też są w cenie, szczególnie, że na rynek trafia coraz więcej lokali w tak zwanym nowym budownictwie, które w niczym nie ustępuje nieruchomościom z rynku pierwotnego.

Osoby kupujące swoje pierwsze mieszkanie mają sporo obaw dotyczących m.in. stanu prawnego nieruchomości czy samej transakcji i poziomu jej skomplikowania. Warto być świadomym zagrożeń z tym związanych, bo większości z nich można uniknąć zachowując zdrowy rozsądek i rozwagę.

Kto sprzedaje mieszkanie?

Już na etapie oglądania nieruchomości warto sprawdzić, czy osoba sprzedająca ją jest jej właścicielem i ma prawo być stroną transakcji. Dokumentem potwierdzającym to będą akt notarialny oraz aktualny odpis z księgi wieczystej. Kilka lat temu aby zajrzeć do KW trzeba było odwiedzić sąd rejonowy, dziś księgi są już dostępne online i wystarczy znać odpowiedni numer. Przy podpisywaniu umowy notariusz powinien zweryfikować strony transakcji, ale warto zrobić to też na własną rękę, w razie czego problemy zostaną wykryte wcześniej.

Niechciani lokatorzy

Choć historie z niechcianymi lokatorami rodem z komedii „Nie ma róży bez ognia” zdarzają się niezwykle rzadko, to nie są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Przed zakupem nieruchomości należy sprawdzić w księdze wieczystej, czy lokal nie jest obciążony służebnością osobistą, gdyż jest to prawo, które zostaje utrzymane mimo zmiany właściciela mieszkania. Jeśli ktoś ma taką służebność, to będzie mógł w lokalu mieszkać aż do śmierci. Dodatkowo warto, by sprzedający mieszkanie przedłożył zaświadczenie z urzędu gminy o tym, że w lokalu nie jest nikt zameldowany.

Cudze długi

Zakup mieszkania powinien być poprzedzony sprawdzeniem, czy nie jest ono zadłużone. W księdze wieczystej zweryfikujemy ewentualne obciążenie hipoteki, a sprzedający powinien przedłożyć zaświadczenia ze wspólnoty lub spółdzielni o niezaleganiu z czynszem.

Utrata zaliczki i wycofanie się sprzedającego

Część kupujących sądzi, że wpłata zaliczki gwarantuje im, że nieruchomość wejdzie w ich posiadanie. A to nieprawda, gdyż zaliczka jest jedynie zapłatą pierwszej transzy i nie pełni funkcji gwarancyjnej. To odróżnia ją od zadatku. Gdyby jedna ze stron nie wywiązała się z umowy, wpłacony zadatek przepada lub musi być zwrócony w podwójnej wysokości (zależnie od tego, z czyjej winy nie dojdzie do podpisania umowy).

Gdy kupujący i sprzedający dogadają się, podpisują zwykle umowę przedwstępną. Prawo nie wymaga, by miała ona formę aktu notarialnego, jednak warto się o to postarać. Przedmiotem umowy takiej jest zobowiązanie obu stron do zawarcia umowy sprzedaży na warunkach i w terminie wskazanych w tej umowie. Z zachowaniem formy aktu notarialnego umowy przedwstępnej wiąże się uprawnienie do żądania zawarcia umowy przyrzeczonej na drodze postępowania sądowego, ma więc ona dużo większą moc niż umowa podpisana poza kancelarią notariusza.

Nieoczekiwany remont

Kupując mieszkanie z rynku wtórnego często zakładamy, że trzeba będzie je odświeżyć, czy przeprowadzić mały remont. Ale nabywając lokal starszy niż pięć czy osiem lat, powinno się bardziej szczegółowo zweryfikować jego stan, by uniknąć przykrych niespodzianek. Sprawdzić warto stan instalacji wodnej i elektrycznej oraz sprzętów AGD. Te „żyją” coraz krócej, 10-letnia pralka czy lodówka z dużym prawdopodobieństwem wkrótce przestanie działać.

Koszty utrzymania

Może okazać się, że inwestycja w remont mieszkania to nie wszystkie nieoczekiwane koszty. Pamiętajmy bowiem o bieżącym utrzymaniu nieruchomości. W przypadku mieszkania istotne są m.in. opłaty jakie ponosi się na rzecz spółdzielni mieszkaniowej bądź wspólnoty. Różnice w miesięcznym obciążeniu podobnych mieszkań wynosić mogą kilkaset złotych, nie jest to więc bez znaczenia. Największą niewiadomą jest fundusz remontowy, bo w zależy on od stanu nieruchomości i planowanych w najbliższych latach prac. Dodatkowo pamiętajmy o tym, że wysokość rachunku za ogrzewanie jest zależna od jakości okien i izolacji. Poprośmy więc sprzedającego o rachunki za ogrzewanie i rozliczenie ze wspólnotą lub spółdzielnią za ostatni rok.

Jakość wody i powietrza

Ekologia i zdrowie zajmują coraz ważniejsze miejsce w świadomości Polaków. W kontekście miejsca do zamieszkania mamy tu dwa aspekty: czysta woda z kranu oraz czyste powietrze. W zależności od dokładności, badanie wody kosztować będzie 100-200 zł, co w kontekście zdrowia i długoletnich oszczędności w zakupach wody butelkowanej jest wydatkiem skromnym. Temat smogu i jakości powietrza jest coraz bardziej popularny i w wielu miejscach znajdziemy publicznie dostępne dane dotyczące stężenia szkodliwych pyłów. Jeśli w okolicy nie ma czujnika, można użyć ręcznego urządzenia. Nie trzeba go od razu kupować, można poszukać wśród znajomych i pożyczyć.

Kupując nieruchomość warto mieć się na baczności. Nadmierna podejrzliwość może czasem uratować przed problemami. Ostrożność należy wzmóc m.in. jeśli sprzedający podejrzanie mocno naciska na to, by szybko dobić targu, nie dopuszczając nawet do dokładnego zweryfikowania nieruchomości lub gdy cena nieruchomości jest podejrzanie niska.

 

ĄutorMarcin Krasoń, Home Broker

Resort finansów planuje wprowadzenie ulgi podatkowej dla firm komercjalizujących swoje wynalazki – poinformował  dyrektor departamentu podatków dochodowych w Ministerstwie Finansów Maciej Żukowski.

– Planujemy wprowadzenie ulgi dla firm, które będą komercjalizować wynalazki przez siebie stworzone – zapowiedział Żukowski.

Poinformował, że resort finansów pracuje intensywnie nad „domknięciem” przepisów dotyczących ulgi inwestycyjnej na badania i rozwój.

– Tak, aby w przypadku komercjalizacji określonego wynalazku, patentu, wzoru użytkowego czy software’u przedsiębiorca mógł niżej opodatkować przychód z tego źródła – powiedział dyrektor.

Według niego chodzi o to, by poprzez przepisy podatkowe nie zachęcać jedynie do wydatków na badania i rozwój, ale również do poprawiania innowacyjności – poprzez niższe opodatkowanie zysków osiąganych z wytworów tej innowacyjności. „Inaczej mówiąc, chcemy promować retencję, czyli zatrzymywanie wynalazków w Polsce” – zaznaczył.

Żukowski nie był w stanie określić, kiedy zmiany wejdą w życie, ale zapewnił, że projekt będzie gotowy w tym roku.

– Staramy się przygotować zmiany najlepiej jak się da. Badamy różne inne systemy prawne. We współpracy z resortem rozwoju definiujemy, jakie kategorie +wynalazków+ mogłyby się znaleźć w projekcie – powiedział.

– Chciałbym, by projekt był gotowy jak najszybciej. Na pewno będzie gotowy w tym roku – dodał.

1 stycznia br. weszły w życie przepisy podatkowe tzw. drugiej ustawy o innowacyjności, która – zdaniem rządu – stanowi odpowiedź na postulaty różnych środowisk, w szczególności przedsiębiorców, jednostek naukowych oraz inwestorów. Ma też realizować zobowiązania wynikające ze Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Zaproponowano m.in. zmiany w PIT i CIT, które mają na celu wprowadzenie instrumentów wspierających prowadzenie działalności badawczo-rozwojowej. Zwiększono m.in. wysokość ulgi podatkowej na działalność badawczo-rozwojową do 100 proc. (150 proc. dla Centrów Badawczo-Rozwojowych). Nowela umożliwia korzystanie z ulgi badawczo-rozwojowej przedsiębiorstwom działającym w specjalnych strefach ekonomicznych w odniesieniu do kosztów kwalifikowanych, które nie stanowią kosztów prowadzenia działalności na terenie SSE. Wydłuża także wyłączenia tzw. podwójnego opodatkowania spółek kapitałowych i spółek komandytowo-akcyjnych zaangażowanych w działalność badawczo-rozwojową.

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Nie ulega wątpliwości, iż rok 2018 zapisze się w naszej pamięci jako rewolucyjny w odniesieniu do systemu ochrony danych osobowych. Już za niecałe pięć miesięcy zrewolucjonizuje się on w Polsce, i we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Zmiany odczują wszystkie branże, a w szczególności sektor IT, który przez swoje obszerne systemy i ciągłą styczność z Internetem będzie musiał odpowiednio się na nie przygotować.

RODO zmieni wszystko

– Z dniem 25 maja 2018 r. obligatoryjne stanie się stosowanie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), co będzie wiązało się ze swoistą rewolucją w tym obszarze. Administratorzy danych będą zobligowani do realizowania nowych obowiązków, a właścicielom danych nadane zostaną dodatkowe uprawnienia. – mówi Krzysztof Kiewicz, ODO 24. W efekcie powstanie konieczność wprowadzenia szeregu modyfikacji zarówno w obszarze organizacyjnym, jak i technicznym, czego skutkiem będzie  m.in. konieczność dostosowania eksploatowanych dotychczas systemów teleinformatycznych – dodaje

Dane osobowe jako „gorący towar”

Rok 2018 zapisze się zapewne jako ten, w którym rozpoczął się pierwszy w Polsce proces sądowy związany z poważnym wyciekiem danych osobowych. W grudniu ubiegłego roku cały kraj obiegły informacje o wycieku prawie miliona danych z kancelarii Komornika Sądowego.

Niestety zjawisko to doskonale obrazuje, jak bardzo pożądanym na rynku „towarem” są dane osobowe. Dotychczasowy handel listami mailingowymi nie jest już wystarczający, a przestępcy zaczynają sięgać po znacznie szersze obszary naszego życia, uzyskując nasze numery PESEL, adresy zamieszkania czy nawet informacje o stanie naszego zdrowia – wskazuje ekspert. RODO być może zniweluje to zjawisko poprzez wysokie kary finansowe nakładane na podmioty i osoby stosujące niewłaściwe praktyki w zakresie ochrony danych osobowych.

Nowe obszary zainteresowań hackerów

Eksperci prognozują, że w nowym roku będą rozwijały się ataki typu ransomware. W ostatnim czasie stale rejestrowany jest ich wzrost i nic nie zapowiada, aby tendencja ta miała ulec zmianie. Coraz większy natłok spraw do zrealizowania i duża liczba maili wpływających na nasze skrzynki pocztowe sprawiają, że ransomware stanie się jednym z głównych zagrożeń.

Coraz częściej spotykamy „inteligentne” systemy np. w naszych urządzeniach domowych, samochodach czy smartwatch. Ta nowa funkcjonalność – oprócz oczywistych korzyści dla użytkownika – generuje szereg niebezpieczeństw. Producenci niestety często nie przykładają należytej uwagi do ich odpowiedniego zabezpieczenia. W efekcie należy spodziewać się ataków na takie urządzenia. Przede wszystkim w celu pozyskania danych o preferencjach, nawykach użytkowników czy o naszym trybie życia, zdrowiu, sposobie odżywiania.

Kryptowaluty – zagrożenie, jakiego jeszcze nie było

Powstanie i upowszechnienie się kryptowalut typu bitcoin, ethereum czy litecoin. Spowodowało niemałe zamieszanie nie tylko w wirtualnym świecie, ale i na międzynarodowych rynkach walutowych. Obecnie kurs bitcoina osiągnął już prawie 50 tysięcy złotych i wartość ta może jeszcze wzrosnąć.

O kryptowalutach większość z użytkowników Internetu ma jeszcze niestety niewielkie pojęcie. Jeżeli już, to najczęściej myślimy, że to po prostu wirtualne pieniądze, które nie mają wpływu na nasze realne życie. Jednak tego typu środek płatniczy stał się doskonałym narzędziem do realizowania często nielegalnych transakcji w tzw. darknecie (Internecie wykorzystywanym przykładowo do sprzedawania nielegalnie pozyskanych danych, takich jak numery kart kredytowych itp.) – wskazuje Krzysztof Kiewicz, ODO24.

Pod koniec 2017 roku Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego wydały ostrzeżenia o zagrożeniu, jakie niosą ze sobą te waluty, a Krajowa Administracja Sądowa rekwiruje „koparki” do ich odnajdywania w sieci.

W sporze między Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad a firmami budowlanymi i Polskim Związkiem Pracodawców Budownictwa, dotyczącym ograniczania w umowach możliwości negocjacji cen w trakcie realizacji budowy, jeżeli znacząco wzrosły koszty niezależne od wykonawców, rację mają przedsiębiorcy.

Nakłady na budowę dróg powinny być w miarę równomiernie rozłożone w poszczególnych latach.  W przeciwnym razie, kiedy wydatki raptownie rosną, a potem gwałtownie maleją, dochodzi do destabilizowania rynku, jak przed Euro 2012. Spiętrzenie robót jest podstawową przyczyną wzrostu cen surowców i materiałów budowlanych oraz kosztów wynagrodzeń. Następstwem takiej sytuacji są bankructwa firm budowlanych i opóźnienia w realizacji zamówień.

Zmniejszenie wahań na rynku zamówień drogowych w poszczególnych latach pozwoliłoby bardziej efektywnie wykorzystywać potencjał firm budowlanych. Wpłynęłoby na zmniejszenie kosztów budowy dróg, jak i podniesienie jakości pracy. Zadaniem rządu powinno więc być niedopuszczanie do rozchwiania rynku kontraktów na budowę dróg, poprzez planowanie równomiernych wydatków w poszczególnych latach.

 

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Od czasu pojawienia się Internetu żadna technologia nie miała takiego wpływu na sposób, w jaki żyjemy i pracujemy.

Aby zrozumieć dlaczego tak się dzieje, musimy najpierw zdystansować się od sensacyjnych wiadomości o robotach, które „ukradną nam pracę”. Innowacje i nowe narzędzia ułatwiające życie były wyznacznikami postępu w całej historii ludzkości. Tak było podczas rewolucji agrarnej i przemysłowej, tak jest dziś w epoce rewolucji danych. Na skutek postępu niektóre z ról wykonywanych przez człowieka ulegają zmianie, z drugiej jednak strony postęp zawsze tworzył nowe miejsca pracy, modele biznesowe i całe branże. Nie należy więc się obawiać, że człowiek stanie się „przestarzały” jak maszyna. Wręcz przeciwnie, automatyczne uczenie zwiększy naszą efektywność i otworzy nowe możliwości przed całą ludzkością.

Automatyczne uczenie jest już obecne w naszym codziennym życiu. Korzystamy z niego w oprogramowaniu telefonów, samochodach i domach oraz systemach komputerowych używanych w pracy. Ułatwia nam ono dostęp do informacji oraz szybkie podejmowanie trafnych decyzji. Zdaniem firmy Gartner w 2020 roku technologie sztucznej inteligencji będą obecne w „prawie każdym nowym oprogramowaniu”. Dla producentów oprogramowania jest to wyjątkowy, przełomowy moment, a dla przedsiębiorstw będących ich klientami ― początek nowej drogi.

Media informują głównie o robotach i autonomicznych samochodach. W nadchodzącym roku oba te segmenty będą się nadal dynamicznie rozwijać. Dziś jednak technologią, która najbardziej zmienia nasz świat, jest – według Oracle – automatyczne uczenie. Choć „błyskawiczne podejmowanie trafnych decyzji” nie brzmi tak sensacyjnie jak „samochód bez kierowcy”, to automatyczne uczenie zasługuje na miano technologii epoki właśnie ze względu na możliwość jego wykorzystania w procesach decyzyjnych.

Przedsiębiorstwa, które używają już technologii automatycznego uczenia, szybko wyprzedzają konkurencję dzięki przyspieszeniu i zwiększeniu efektywności procesów podejmowania decyzji. Dlatego żadna firma, która nie chce zostać w tyle, nie może sobie pozwolić na bezczynne czekanie. Liczba wdrożeń systemów automatycznego uczenia rośnie wraz z wdrożeniami rozwiązań działających w chmurze, ponieważ rozwój i wzrost efektywności tej technologii wymaga bezproblemowej integracji aplikacji, platform i infrastruktur chmurowych. Dzięki takiej integracji procesy automatycznego uczenia zyskują dostęp do jeszcze większych zasobów danych, które zostają połączone, a dane są pobierane z całych systemów i sieci organizacji.

W małych, wewnętrznych środowiskach informatycznych przedsiębiorstw nie da się efektywnie korzystać z automatycznego uczenia, tak jak nie da się uprawiać roślin w ciemności.  Algorytmy będące podstawą tej technologii potrzebują jak największej ilości danych z możliwie największej liczby źródeł. Im więcej danych jest wykorzystywanych w procesach automatycznego uczenia, tym inteligentniejsze są te procesy i tym lepiej wspierają człowieka w procesie podejmowania decyzji. Większa dojrzałość i szersze zastosowanie technologii chmurowych to kolejne przyczyny, dla których 2018 będzie bardzo dobrym rokiem dla rozwoju automatycznego uczenia.  Chmura jest integralną częścią strategii informatycznej praktycznie w każdej firmie. Przyspiesza cyfrową transformację i ułatwia efektywne wykorzystanie danych.

O ile chmury dostarczyły podstawowych komponentów potrzebnych do cyfrowej transformacji, a wielkie zbiory danych (big data) umożliwiły czerpanie z tej transformacji wymiernych korzyści, to automatyczne uczenie jest pierwszym narzędziem, dzięki któremu cyfrowa transformacja może przynosić korzyści na skalę przemysłową. Do tego jednak niezbędna jest odpowiednia strategia. Trzeba przede wszystkim znaleźć takie zastosowania automatycznego uczenia, które przyniosą długoterminowe korzyści strategiczne. Krótkotrwały efekt nowości nie wystarczy ― chodzi o przekształcenie funkcji lub procesów o newralgicznym znaczeniu dla przedsiębiorstwa.

Ta nowa technologia pozwoli przedsiębiorstwom dużo szybciej tworzyć dokładne, niezawodne prognozy oraz budżety i plany, jak również efektywniej wykorzystywać zasoby, co przekłada się na znaczne korzyści finansowe. Wielką zaletą technologii automatycznego uczenia są praktycznie nieograniczone możliwości jej wykorzystania. Może ona odegrać ogromną rolę wszędzie tam, gdzie ważne jest szybkie analizowanie danych i wyciąganie z nich wartościowych wniosków oraz wykrywanie trendów lub anomalii w wielkich zbiorach danych ― od badań klinicznych poprzez sprawdzanie zgodności z przepisami po bezpieczeństwo.

Już dziś automatyczne uczenie wprowadza rewolucję w dziedzinie obsługi klienta. Niemal w każdej branży, gdzie ważne są kontakty z klientem, firmy otrzymują ogromną ilość zapytań, które można podzielić na stosunkowo niewielką liczbę kategorii. Wiele tych zapytań można łatwo przewidzieć oraz przygotować na nie odpowiedzi przekazywane za pomocą chatbotów. Dzięki automatycznemu uczeniu chatboty doskonalą swoje działanie i udzielają klientom coraz precyzyjniejszych odpowiedzi. W rezultacie klienci szybciej otrzymują potrzebne informacje i są bardziej zadowoleni, firma pracuje efektywniej, a odciążeni specjaliści ds. obsługi klienta mogą poświęcić więcej czasu na mniej typowe zgłoszenia wymagające interwencji człowieka.

 

 

Dziś i jutro Komisja Europejska debatuje o wieloletnim budżecie UE po 2020 roku. Konfederacja Lewiatan, w ramach BusinessEurope,  podkreśla potrzebę zapewnienia w tym budżecie odpowiedniego finansowania kluczowych obszarów, takich jak: innowacyjność, infrastruktura, szkolenia i podnoszenie kwalifikacji, rozwój przedsiębiorstw, w szczególności MŚP.

– Projekt budżetu po 2020 r. powinien pojawić się w maju br. Pozostanie więc niewiele czasu na osiągnięcie porozumienia przed kolejnymi wyborami europejskimi, w połowie 2019 r. A kontrowersji będzie wiele, jak np. wokół zapowiedzianego zmniejszenia budżetu na spójność, czy uelastycznienie jej finansowania – zauważa Kinga Grafa, dyrektorka brukselskiego biura Konfederacji Lewiatan.

Po Brexicie unijny budżet ulegnie uszczupleniu, dlatego prawdopodobnie inna będzie struktura kolejnej perspektywy. Dodatkowo, pojawiają się nowe unijne priorytety, jak np. migracja, obronność, czy dyskutowany oddzielny budżet dla strefy euro. Zwraca się uwagę na potrzebę finansowania projektów o unijnej wartości dodanej, czyli skutecznej realizacji celów, trudnych do osiągnięcia na poziomie krajowym.

– Europa musi być przygotowana na tzw. globalne mega trendy, dlatego potrzebne jest wzmacnianie gospodarki cyfrowej, polityki przemysłowej, czy inwestycji w najnowocześniejsze technologie. Równocześnie, podkreślamy potrzebę zapewnienia bardziej spójnej Unii Europejskiej, akcentując sukces prowadzonej polityki spójności, wzmacniającej konwergencję gospodarczą, społeczną i terytorialną – dodaje Kinga Grafa.

Temat kolejnej perspektywy budżetowej będzie przedmiotem dyskusji unijnych przywódców podczas nieformalnego spotkania Rady Europejskiej (w ramach Agendy Liderów), 23 lutego.

Komisja Nadzoru Finansowego uruchomiła właśnie program Innovation Hub mający na celu wsparcie polskiego sektora usług finansowych operujących w wirtualnym świecie, czyli FinTechów. Każda nowa gałąź gospodarki na początku jest trudna do zdefiniowania. Czym z punktu widzenia twórcy oprogramowania umożlwiającego funkcjonowanie nowych usług finansowych jest pojęcie FinTech?

– To rzeczywiście stosunkowo nowe pojęcie, na które składa się kilka rodzajów usług. Jedną z pierwszych, jakie mogą nam przyjść do głowy to różnego rodzaju bankowe aplikacje mobilne. Jednak to nie wszystko. Coraz bardziej popularne na świecie są aplikacje umożliwiające zarządzanie swoimi finansami, takie jak brytyjski U Account. Na potrzeby naszego klienta Ffrees Family Finance Ltd, a zarazem pomysłodawcy całej idei U Account, stworzyliśmy wersję mobilną platformy. Musieliśmy dostarczyć wersję oprogramowania, która posiada wszystkie funkcjonalności platformy U Account. Do zaprojektowania z poziomu aplikacji mobilnej były funkcjonalności umożliwiające pełną kontrolę budżetu, poprzez tworzenie kont z limitem dla ściśle określonych celów np. rachunki, rozrywka, „czarna godzina”. Aplikacja umożliwia dostęp do pełnej informacji na temat wydatków, ich kategorii, przychodów, czy raportów. W Polsce to jeszcze nowość, a na Wyspach coraz bardziej popularne rozwiązanie – mówi Robert Strzelecki – wiceprezes grupy kapitałowej TenderHut, która tworzy innowacyjne aplikacje finansowe.

Aplikacje mobilne to jedno, a jakie jeszcze mniej oczywiste rozwiązania zaliczamy do grupy produktów  zwanych FinTechem? 

Do tego grona z pewnością zaliczamy mało jeszcze popularne rozwiązania doradczo – ubezpieczeniowe.  Wirtualni doradcy inwestycyjni, czyli programy komputerowe oparte o sztuczną inteligencję, a ściślej mówiąc technologię Machine Learning, sprawnie zarządzają portfelami inwestycyjnymi swoich klientów. Dzięki temu możliwe jest obniżenie kosztów usługi, bo wykonuje ją maszyna i zmniejszenie poziomu ryzyka, czyli wyeliminowanie błędu ludzkiego. Kolejnym rozwiązaniem, które możemy zaliczyć do technologii finansowych jest biometria. To także jeszcze nowość na naszym rynku, jednak te rozwiązania zyskują dużą popularność na świecie i z pewnością szybko będziemy korzystać na przykład z biometrycznych kart płatniczych. Zabezpieczenia biometryczne uznawane są za przyszłość w bezpiecznej identyfikacji użytkownika, skaner odcisków palców, czy tęczówki to tylko jedne z rozwijanych biometrycznych form zabezpieczeń  – komentuje Robert Strzelecki. Jednak Polska oprócz testowania oprogramowania jest także jego pomysłodawcą i pionierem rozwiązań usług finansowych. – Zgadza się, w naszym kraju możemy mówić o dużym sukcesie rodzimych produktów. Dobrze radzimy sobie w systemach pośredniczących w płatnościach, przyspieszających ich działanie. Tu doskonałym przykładem jest system Eliksir umożlwiający realizację przelewów w czasie rzeczywistym. Możemy także obserwować dynamiczny rozwój polskich internetowych kantorów wymiany walut oraz serwisów aukcyjnych, takich jak Allegro czy Cinkciarz.pl – wyjaśnia Strzelecki. – Te polskie sukcesy nie dziwią, w końcu mamy wyśmienitych programistów – dodaje.

Potencjał polskich programistów

Polscy programiści od lat górują w światowej czołówce informatyków, o czym świadczą międzynarodowe rankingi , takie jak prestiżowy HackerRank. Jak wykorzystywany jest ich potencjał w sektorze usług finansowych?

– Aby rozwijać sektor usług finansowych trzeba miedzy innymi dysponować odpowiednim zapleczem. Nie bez powodu centra usług FinTech, takie jak Londyn, czy Berlin zachęcają programistów do przyjazdu tworząc specjalne programy akceleracyjne dla start-upów z tego sektora. Ale start-upy to tylko jeden z elementów tego ekosystemu. Polskie firmy IT świetnie radzą sobie na rynkach międzynarodowych realizując projekty w tym sektorze. Jesteśmy cenieni za pomysłowość, rzetelność i profesjonalizm – z takimi opiniami spotykam się, na co dzień realizując projekty fintechowe na całym świecie – mówi Strzelecki. – Ponadto polscy programiści także realizują niezależne projekty, które mają szansę stać się rozwiązaniami na skalę światową – dodaje.

 

Polską gospodarkę charakteryzuje bardzo duży odsetek małych i średnich firm, dla których włączenie się we współpracę edukacja-biznes jest poza zasięgiem opłacalności ekonomicznej. Procesem kosztownym, szczególnie dla MŚP jest tworzenie podstaw programowych, zakładanie klas patronackich, czy przyjmowanie uczniów na praktyczną naukę zawodu. Zdaniem pracodawców skuteczność współpracy w tym zakresie  uzależniona jest od włączania do niej nie poszczególnych firm, a organizacji reprezentujących branże.

Premier Mateusz Morawiecki i minister edukacji narodowej Anna Zalewska wystosowali specjalny list do pracodawców, w którym zwracają się do nich o podjęcie działań na rzecz kształcenia zawodowego, m.in. obejmowanie patronatem szkół zawodowych.

– Najbardziej pilnym zadaniem jest stworzenie korpusu fachowców wyspecjalizowanego w nawiązywaniu i rozwijaniu współpracy, rozumiejącego i znającego specyfikę funkcjonowania biznesu oraz instytucji edukacji. Naturalnym miejscem  pracy takich ekspertów są organizacje pracodawców reprezentujące branże oraz regiony. Tylko osoby ze środowiska biznesu będą w stanie diagnozować zapotrzebowanie na pracowników oraz kształcić praktycznie na potrzeby przyszłego rynku pracy – mówi Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy oczekują od rządzących wsparcia w tworzeniu systemu angażującego wielu partnerów – organizacje pozarządowe, edukatorów, trenerów, naukowców, instytucje badawcze oraz agencje rządowe. Dlatego Konfederacja Lewiatan zaangażowała się w proces tworzenia Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji oraz Sektorowych Rad ds. Kompetencji – członkowie Lewiatana współtworzą trzy z sześciu już istniejących Rad.

Polska potrzebuje wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy kontakt z rynkiem pracy rozpoczną jak najwcześniej. Kształcenie praktyków w technikach, których zakończenie otwiera dalszą drogę na specjalistyczne studia techniczne jest priorytetem dla  firm przemysłowych.

 

 

 

41 proc. firm nie chce współpracować z dłużnikami, a 45 proc. gotowa jest im cokolwiek sprzedać tylko za gotówkę. Jednocześnie prawie 50 proc. firm nie sprawdza kontrahentów przed zawarciem transakcji. W efekcie aż 8 na 10 ma kłopoty z odzyskiwaniem należności. Jakby tego było mało połowa przedsiębiorców nie posiada awaryjnych planów działania w przypadku, gdy klient nie płaci. Najczęściej czekają tydzień i dzwonią do niego lub wysyłają sms-y z przypomnieniem. Z różnym skutkiem.

Dyplomacja na kredyt

– Wśród wielu przedsiębiorców utarło się przekonanie, że klienta sprawdzać po prostu nie wypada. I mówią to także ci, którzy wielokrotnie mieli kłopoty z późniejszym odzyskaniem pieniędzy. Weryfikowanie kontrahenta nie oznacza braku zaufania w relacjach handlowych, lecz świadczy o odpowiedzialności za własną firmę. Tak samo, jak automatyczne uruchamianie procedury windykacyjnej, gdy pieniądze nie wpłyną na konto. To sygnał dla klientów, że działamy profesjonalnie i pilnujemy finansów. Jesteśmy więc też wiarygodnym partnerem biznesowym – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.

Przedsiębiorcy szukają potwierdzenia wiarygodności firm w trzech miejscach. 31 proc. badanych analizuje dostępne dane finansowe, np. KRS i jest to metoda, która bardzo zyskała na popularności, ponieważ w tym samym badaniu przeprowadzonym w 2015 r. wskazało tak niespełna 5 proc. ankietowanych. Drugi sposób to sprawdzanie kontrahentów w biurach informacji gospodarczej, np. Krajowym Rejestrze Długów (25 proc. obecnie i 24,4 proc. i dwa lata temu). Zmalał natomiast odsetek firm, które poszukują opinii o partnerach wśród innych firm lub klientów mających doświadczenie we współpracy z danym podmiotem. Obecnie korzysta z niego jedna czwarta firm (wobec 39 proc. dwa lata wcześniej). Mniej przedsiębiorców sięga też po informacje dostępne w Internecie, jak fora dyskusyjne czy giełdy wierzytelności (16 proc. i blisko 35 proc. poprzednio). Ponadto firmy proszą partnerów o dostarczenie zaświadczeń o niezaleganiu ze składkami w ZUS i z podatkami w urzędzie skarbowym (13 proc. i 18,5 proc w 2015 r.). 14 proc. firm zamawia raport w wywiadowni gospodarczej (poprzednio było to 15,5 proc. badanych).

– Charakterystyczne jest to, że przedsiębiorcy szukając opinii o potencjalnych klientach coraz rzadziej korzystają z Internetu. To wymaga czasu i nie zawsze daje wiarygodne dane. Raport z biura informacji gospodarczej potrafi rozwiać wątpliwości w kilkadziesiąt sekund – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kontrahentów trzeba motywować do zapłaty

– Przedsiębiorcy powinni wykazywać się większą determinacją w motywowaniu kontrahentów do spłaty zobowiązań. Zwłaszcza że obecnie mają do wyboru wiele pomocnych rozwiązań. Najprościej jest zadzwonić i wyjaśnić, że my też musimy uregulować płatności wobec swoich kontrahentów, a do tego są nam potrzebne pieniądze. Bezpośredni kontakt buduje relację, a zarazem pozwala trzymać rękę na pulsie. Jeśli partner ociąga się i widzimy, że nasze argumenty nie działają, warto poinformować go, że podejmiemy bardziej zdecydowane kroki, np. przekażemy faktury do windykacji. Firmy windykacyjne działając w oparciu o doświadczenie dysponują profesjonalnymi narzędziami umożliwiającymi odzyskanie długu i zdejmują z przedsiębiorcy ciężar prowadzenia negocjacji. Dzięki temu może on  skoncentrować się na bieżących sprawach firmy i rozwijaniu biznesu – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Porównując wnioski z badania „Audyt windykacyjny” z 2015 r. z najnowszymi z 2017 r. widać, że o 10 proc. wzrósł odsetek firm, które mają problemy z uzyskaniem zapłaty za sprzedane towary i wykonane usługi. Obecnie już 81 proc. firm boryka się z tym problemem. Z tego w prawie 60 proc. przedsiębiorstw przeterminowane płatności stanowią 10 proc. faktur wystawianych każdego miesiąca. Dla jednej trzeciej firm zaległości ze strony kontrahentów to 11-50 proc. faktur.

Czekają tydzień albo miesiąc i… dopiero dzwonią

Obecnie połowa przedsiębiorców deklaruje, że posiada plany działania  w przypadku, gdy klient nie zapłaci. W 2015 r. miało je niecałe 40 proc. firm.

Przedsiębiorcy, którzy opracowali awaryjne scenariusze, podejmują różnorodne działania dopingujące kontrahentów. Prawie 79 proc. dzwoni do partnerów i przekonuje ich do wykonania przelewu. Ponad połowa wysyła e-mail lub sms z przypomnieniem. Z kolei 11 proc. zabezpiecza się umieszczając na fakturze pieczęć z informacją, że w przypadku braku zapłaty sprawa zostanie skierowana do windykacji. Rola firm windykacyjnych w ostatnich dwóch latach bardzo wzrosła.  W 2015 r. jedynie niecałe 2 proc. badanych podmiotów stosowało takie rozwiązanie. Poza tym co 10. firma ostrzega, że wpisze dłużnika do biura informacji gospodarczej (poprzednio było to 6 proc.).

Posiadanie planu kryzysowego to dopiero połowa sukcesu. Trzeba go jeszcze konsekwentnie stosować. Z tym jednak bywa nie najlepiej. Z badania wynika, że przedsiębiorcy są cierpliwi w oczekiwaniu na zapłatę. Tylko 4 proc. firm reaguje już następnego dnia po upływie terminu płatności. Najczęściej firmy upominają się o swoje należności po tygodniu (40 proc.). Wiele wykazuje się jeszcze większą  wytrwałością, potrafiąc czekać aż miesiąc (13 proc., jeszcze dwa lata postępowała tak aż co czwarta firma), a nawet trzy miesiące (prawie 6 proc., wcześniej niemal 3 proc.).

– Przedsiębiorcy są bardzo powściągliwi w podejmowaniu działań dyscyplinujących klientów. Wykazując się nadmierną wyrozumiałością niestety uchylają drzwi do tworzenia się zatorów płatniczych. Brak asertywności ze strony przedsiębiorców i społeczne przyzwolenie na przeciąganie płatności to zastawianie pułapki na samego siebie. Jeśli firma nie otrzyma płatności, nie będzie mogła pokryć także swoich zobowiązań – podsumowuje Jakub Kostecki.

Co ciekawe, 2 proc. badanych bez żadnego wahania nawiązałoby relacje biznesowe z  kontrahentem, który już kiedyś im nie zapłacił. Z kolei 45 proc. sprzedałoby towar lub usługę nieuczciwemu podmiotowi, gdyby ten zapłacił im z góry na konto lub gotówką.

Eksperci

Idą smutne święta… dla inwestorów

Jak na razie nie zanosi się, aby w te święta na inwestorów czekały prezenty. Globalna karuzela rozte...

Prognozy na 2019 rok – w gospodarce osłabienie, nerwowo na rynkach

Rok 2019 bez wątpienia będzie okresem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nie powinno ono...

Inwestorzy widzą tylko to, co chcą zobaczyć

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować... skutki obaw...

PPK to nie nowe OFE, dajmy im szansę

Proces legislacyjny w Polsce od dawna budzi niemałe kontrowersje, ale pomysłodawcom ustawy o Pracown...

Koniec jednego, początek drugiego

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwes...

AKTUALNOŚCI

WEI: Polska goni bogatą Europę, ale powinna mocno przyspieszyć

Polska konsekwentnie zmniejsza dystans dzielący nas od najbogatszych państw Unii Europejskiej, wynik...

Koniec nadwyżki w handlu zagranicznym

Od 2015 r. Polska utrzymywała nadwyżkę w wymianie międzynarodowej. Rok 2018 polski handel zagraniczn...

Historyczny moment: Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znaczn...

Co nam zostanie po COP 24?

 Od kilku dni w Katowicach goście z całego świata dyskutują o możliwościach i regułach wdrożenia por...

Będą kolejne referenda w sprawie opuszczenia UE? Nie Polska i Węgry, ale…

Nie Polska czy Węgry, ale Włochy i Grecja są najbliższej wyjścia z Unii Europejskiej. Londyński bukm...