wtorek, Wrzesień 25, 2018
Facebook
Home Archiwa 2018 Styczeń 5

Dzienne archiwaSty 5, 2018

Właściciele LPP zaczynali przed 26 laty jako niewielka hurtownia odzieżowa. 6 lat później postanowili produkować własną odzież pod brandem Reserved. Jeszcze niedawno, bo w roku 2012, dysponowali o połowę mniejszą liczbą sklepów niż dzisiaj.

Dekadę temu do LPP należały tylko dwie marki – Reserved i Cropp, które do dziś w portfolio LPP mają największy udział pod względem liczby salonów. Na koniec trzeciego kwartału 2017 było ich aż 827 o łącznej powierzchni blisko 650 tys. m2. W 2008 roku firma przejęła dwa kolejne brandy – Mohito i House, zwiększając wówczas powierzchnię swoich salonów o ponad 20%. Wreszcie w roku 2013 producent odzieży postanowił wprowadzić na rynek nowy brand – Sinsay, którego sklepy są dzisiaj obecne już w 11 krajach.

Od lat rozwijamy się dynamicznie, ale rok 2017 był dla nas szczególnie intensywny inwestycyjnie. Przebudowaliśmy sześć salonów, tworząc od podstaw nowe odsłony naszych marek, powiększyliśmy czternaście salonów, dokonaliśmy relokacji 22 sklepów, otworzyliśmy aż 140 nowych. W samym 2017 roku dokonaliśmy 278 operacji w naszych salonach w 20 krajach – mówi Olimpia Patej, dyrektor ds. inwestycji w LPP.

Bardzo intensywny okres ostatnich 10 lat, doprowadził firmę do miejsca, w którym jest dzisiaj. W dużej mierze to efekt decyzji sprzed kilku lat o podjęciu ekspansji do Europy Zachodniej. Najpierw w Niemczech, a w tym roku w Wielkiej Brytanii gdańska firma otworzyła  takie wielkopowierzchniowe salony Reserved, jak ten w Stuttgarcie (prawie 4000 m2) czy w Londynie (3000 m2).

Tempo rozwoju jest zawrotne. Po trzecim kwartale 2017 LPP pochwaliło się wzrostem powierzchni o kolejne 6% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, a na koniec roku spodziewany jest dziewięcio-procentowy wzrost rok do roku. O skali świadczy zasięg geograficzny – gdańska firma jest dziś obecna aż w 20 krajach Europy, Azji i Afryki z liczbą niemal 1700 salonów. Ich łączna powierzchnia przekroczyła właśnie 1 milion metrów kwadratowych.

 

 

 

 

 

 

Źródło: fashionbiznes.pl

Zapewnienie ciągłości realizacji zadań obsługi Krajowego Systemu Poboru Opłat (KSPO) przez organ administracji państwowej, większa elastyczność systemu i optymalizacja kosztów jego funkcjonowania oraz zwiększenie bezpieczeństwa danych wrażliwych dotyczących użytkowników dróg i przewożonych towarów – to główne cele zmiany przepisów w sprawie poboru opłat.

3 stycznia 2018 r. w Dzienniku Ustaw została opublikowana nowelizacja ustawy o drogach publicznych oraz niektórych innych ustaw z 8 grudnia 2017 r. Zmienione regulacje przenoszą zadania związane z poborem opłaty elektronicznej oraz opłat za przejazd autostradą od Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) do Głównego Inspektora Transportu Ruchu Drogowego (GITD). Podstawą do zmiany przepisów był projekt przygotowany przez Ministra Infrastruktury i Budownictwa.

„Decyzja o przejęciu KSPO przez podmiot publiczny wynika z konieczności zapewnienia ciągłości funkcjonowania i lepszego wykorzystania jego potencjału, a także z konieczności zapewnienia większego bezpieczeństwa danych, które są pozyskiwane w ramach obsługi systemu. Chodzi także o zwiększenie elastyczności KSPO i jego wykorzystanie do realizacji zadań, które prowadzi Minister Finansów, mających na celu uszczelnienie systemu podatkowego” – powiedział 4 stycznia 2018 r. minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk podczas konferencji zorganizowanej w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa.

„Mamy przygotowywany harmonogram prac koniecznych do skutecznego przejęcia systemu poboru opłat. ITD od 2011 r. zajmuje się nadzorem nad szczelnością KSPO, zmiana przepisów spowoduje przejęcie pełnej kontroli nad poborem opłat. Inspekcja i jej pracownicy mają doświadczenie w budowie i utrzymaniu systemów teleinformatycznych. Zrealizowaliśmy dotychczas wiele projektów mających fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego” – powiedział Główny Inspektor Transportu Drogowego Alvin Gajadhur. 

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

4 Life Direct, Idea Bank, Profi Credit Poland to przedsiębiorcy, których dotyczyły wyroki sądowe w sprawach decyzji UOKiK z zakresu ochrony konsumentów. 

Prezes UOKiK uznał, że 4 Life Direct naruszyła zbiorowe interesy konsumentów, poprzez sposób w jaki informowała o ubezpieczeniu na życie „Moi bliscy”. Spółka nie zamieszczała w materiałach reklamowych informacji o tym, że w razie śmierci ubezpieczonego z innych powodów niż wskutek nieszczęśliwego wypadku w okresie 24 miesięcy od dnia zawarcia umowy, wypłata świadczenia ubezpieczeniowego ogranicza się jedynie do zwrotu wpłaconych składek. Urząd nałożył na przedsiębiorcę karę finansową w wysokości ponad 25 tys zł.

Kolejny z opisywanych wyroków zapadł w grudniu 2017 r. i dotyczył odwołania Idea Bank od decyzji z października 2014 r. UOKiK stwierdził, że spółka wprowadzała konsumentów w błąd, sposobem w jaki prezentowała możliwość przystąpienia do grupowego ubezpieczenia na życie i dożycie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK). Idea Bank nie informował o ryzyku poniesienia strat związanych z inwestycją, a także o opłatach naliczanych za rozwiązanie umowy w trakcie jej trwania. Urząd nałożył na spółkę kare pieniężną w wysokości ponad 4 mln zł. Po rozpatrzeniu sprawy, Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stwierdził, że zachowanie pracowników Idea Banku wprowadzało konsumentów w błąd. W ocenie sądu klienci mają prawo oczekiwać od pracowników banku, będących profesjonalistami, rzetelnej informacji. Sąd zauważył jednak, że spółka zaprzestała stosowania zakwestionowanej praktyki we wrześniu 2013 r., czyli jeszcze przed wszczęciem przez prezesa UOKiK postępowania. Ponadto, zdaniem sądu, okolicznością łagodzącą w sprawie były także mała liczba lokali banku i mała ilość zawartych polis. W związku z tym SOKiK zmienił decyzję UOKiK i obniżył wysokość kary finansowej do 1,5 mln zł.

Trzeci wyrok dotyczy decyzji z grudnia 2013 r. Prezes urzędu uznał, za praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, zastosowanie przez Profi Credit Poland w reklamach pożyczki haseł o treści: „bez BIK”, „pożyczka bez BIK”, „Bez prowizji i bez opłat wstępnych” oraz „bez opłat wstępnych”. Hasła mogły wprowadzać konsumentów w błąd, sugerując bezwarunkowe udzielenie pożyczki, bez względu na wynik oceny ryzyka kredytowego oraz brak prowizji i opłat wstępnych. Spółka chwaliła się 99% „przyznawalnością” pożyczek oraz brakiem opłat za ich udzielenie. Jednak opłaty te nie były pobierane tylko na etapie składania wniosku o udzielenie pożyczki. Profi Credit Poland posługiwał się też w reklamach logo „RZETELNA Firma”, wskazującego na posiadanie Certyfikatu Rzetelności wydawanego przez Rzetelną Firmę Sp. z o.o., nie mając do tego uprawnienia. UOKiK nałożył na przedsiębiorcę karę pieniężną w łącznej wysokości prawie 280 tys zł. W wyniku odwołania Profi Credit Poland, SOKiK zakwestionował część decyzji dotyczącą posługiwania się przez spółkę hasłami „bez BIK” oraz „pożyczka bez BIK”. W kwestii pozostałych praktyk Spółki SOKiK podzielił ocenę UOKiK.

 

 

Orange Polska zdecydował się anulować klientom opłaty za połączenia telefoniczne z kubańskimi numerami, które wykorzystywali oszuści. Poszkodowanych było kilkadziesiąt tysięcy użytkowników Orange i nju mobile. 

Między 28 grudnia 2017 a 1 stycznia 2018 oraz w nocy z 3 na 4 stycznia klienci Orange Polska oraz nju mobile otrzymywali krótkie połączenia wykonywane z numerów z kubańskim prefixem +53. Oszuści wykorzystali świąteczny czas, który poświęcamy zwłaszcza rodzinie i najbliższym, licząc że ludzie będą na nie oddzwaniać i tym samym zapłacą za droższe połączenia.

Niestety wielu klientów dało się nabrać. Dlatego biorąc pod uwagę wyjątkowość czasu i skalę ataku, Orange Polska podjął decyzję o anulowaniu opłat naliczonych klientom dzwoniącym na kubańskie numery wykorzystywane przez oszustów w okresie od 28 grudnia 2017 do 4 stycznia 2018. Dotyczy to klientów wszystkich usług abonamentowych, na kartę, ofert biznesowych, a także klientów nju mobile.

Próby wyłudzenia pieniędzy polegające na wykonywaniu krótkich połączeń na losowo wybierane numery w nadziei, że oddzwonią, niestety zdarzają się coraz częściej. Oszuści wykorzystują naturalną chęć sprawdzenia, kto i w jakim celu do nas dzwonił. Oszustom pomaga także podobieństwo prefiksów wielu krajów do stref numeracyjnych w Polsce. Gdy klient oddzwoni na numer należący do oszusta, usłyszy w słuchawce ciszę, sprawiającą wrażenie, że połączenie nie zostało nawiązane. Opłaty za połączenie są jednak naliczane i są wysokie, gdy klient dzwoni na numer znajdujący się np. w egzotycznym kraju. Przed taką formą wyłudzeń przestrzegał między innymi Urząd Komunikacji Elektronicznej.

Prawie 1,5 mln osób zatrudnionych w gospodarce narodowej otrzymywało w ubiegłym roku wynagrodzenie nie przekraczające obowiązującego minimalnego wynagrodzenia – poinformował GUS.

Według najnowszego raportu GUS na koniec 2016 roku aż 1,46 mln osób zatrudnionych w gospodarce narodowej otrzymywało wynagrodzenie brutto nie przekraczające obowiązującego minimalnego wynagrodzenia (1850 zł). To prawie 13 proc. ogółu zatrudnionych na umowę o pracę.

Z raportu wynika, że ponad 1,1, mln osób fizycznych prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą nie zatrudniało pracowników na podstawie stosunku pracy (tzw. „samozatrudnieni”). W latach 2012-2015 liczba ta utrzymywała się na niezmienionym poziomie 1,1 mln osób, dopiero w 2016 r. nieznacznie wzrosła o ok. 4,5 proc.

Z szacunków GUS wynika, że w 2016 r. było ok. 1,25 mln osób, z którymi została zawarta umowa zlecenie lub umowa o dzieło, a które nie są nigdzie zatrudnione na podstawie stosunku pracy (bez osób, które pobierają emeryturę lub rentę). Był to spadek o ok. 4 proc. w stosunku do 2015 r.

Od początku 2017 r. płaca minimalna wynosi 2 tys. zł (a stawka godzinowa 13 zł). Wszyscy pracownicy – niezależnie od stażu pracy – otrzymują takie samo wynagrodzenie (minimalne). Od 1 stycznia 2018 r. płaca minimalna wzrosła do 2,1 tys. zł (a za godzinę 13,70 zł).

 

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

 

Resort pracy wydał oświadczenie w związku z pojawieniem się w mediach informacji, że Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska zapowiada walkę o 500+ dla seniorów.

W oświadczeniu podkreślono, że „w MRPiPS nie toczą się w tej chwili żadne prace nad takim świadczeniem. Nie zostało ono też uwzględnione w budżecie na rok 2018, o czym wielokrotnie mówiła minister rodziny”.

Rafalska przypomniała jednak, że w 2016 r. obok ustawowej waloryzacji procentowej, wypłacone zostały jednorazowe dodatki pieniężne dla niektórych emerytów, rencistów i osób pobierających świadczenia przedemerytalne, zasiłki przedemerytalne, emerytury pomostowe albo nauczycielskie świadczenia kompensacyjne.

Wypłata dodatku była rozwiązaniem komplementarnym wobec mechanizmu waloryzacji i bardzo niskiego jej poziomu w 2016 r. Dodatek stanowił wsparcie dla grupy ok. 6,5 mln świadczeniobiorców.

W komunikacie resort przypomniał też, że od 1 marca 2017 r. podniesiono również wysokość najniższej emerytury, renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy i renty rodzinnej z kwoty 882,56 zł do kwoty 1000 zł (wzrost o 13,3%), wysokość renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy z kwoty 676,75 zł do kwoty 750 zł (wzrost o 10,8%), a renty socjalnej z kwoty 741,35 zł do 840 zł (wzrost o 13,3%).

Osoby, których renty z tytułu niezdolności do pracy zostały z urzędu przekształcone w emeryturę i które legitymują się krótszym niż 20/25 lat stażem pracy, otrzymają wyrównanie od 1 marca 2018 r. W efekcie do tych osób trafi jednorazowo większe wsparcie finansowe. W przypadku osób, którym wyrównanie przysługuje za cały rok, wyniesie ono nawet 1289,28 zł.

Waloryzacja w 2018 r. będzie najwyższa w okresie ostatnich pięciu lat. Prognoza wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2018 r. wskazuje, że wyniesie on nie mniej niż 102,7%, co oznacza znacznie wyższy wzrost świadczeń w 2018 r. w stosunku do roku poprzedniego.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Nowy wirus na Androida atakuje mobilne aplikacje banków i programy do zarządzania finansami osobistymi. Trojan o nazwie A2f8a potrafi omijać nawet dodatkowe zabezpieczenia. Wiadomo o 232 programach objętych ryzykiem – poinformował portal infosecurity-magazine.

Nowy trojan na Androida zaprojektowany jest w celu wykradania danych służących do logowania w usługach bankowości, a także przejmowania wiadomości SMS wysyłanych na telefony komórkowe.

Wirus potrafi również przejmować listy kontaktów zapisanych na urządzeniu użytkownika i treść już otrzymanych wiadomości, po czym przesyłać je na należący do hakerów serwer.

Specjaliści radzą użytkownikom, aby nie instalowali oprogramowania z niezweryfikowanych źródeł, w tym – z linków przysyłanych za pośrednictwem poczty elektronicznej przez nieznanych nadawców.

 

 

O przewalutowaniu kredytów w CHF zwykle mówiło się wtedy, gdy kurs mocno rósł, czyli w najgorszym możliwym momencie. Taka operacja jest bowiem tym korzystniejsza im kurs jest niższy. Obecnie przewalutowanie znacznie bardziej się opłaca niż np. rok temu. Z wyliczeń Expandera wynika jednak, że w większości przypadków przewalutowanie spowoduje niestety wzrost raty o 500-700 zł.

Gdy kurs franka rósł, wiele osób zadłużonych w tej walucie chciało się pozbyć ryzyka walutowego. Wtedy taka operacja była jednak nieopłacalna, gdyż zmiana waluty w takiej sytuacji powoduje, że bardzo wysokie staje się zadłużenie pozostające do spłaty. Obecnie taka operacja dużo bardziej się opłaca. Trzeba jednak dodać, że kurs wciąż jest wyższy niż w momencie udzielania takich kredytów. To sprawia, że często, mimo 10 lat spłaty, zadłużenie po przeliczeniu na złote wciąż jest wyższe niż wypłacona kwota kredytu.

Kolejny problem to różnica w poziomie stóp procentowych w Polsce i Szwajcarii. Oprocentowanie kredytów w CHF często jest niższe niż 1%. Po przewalutowaniu wzrośnie do ok. 4%. To oznacza istotny wzrost raty. Dla przykładu, w przypadku kredytu na 300 000 zł udzielonego na początku 2007 r. rata wzrosłaby o prawie 500 zł. Dla takiego udzielonego w najgorszym możliwym momencie, czyli wtedy, gdy frank kosztował 2 zł, przewalutowanie podwyższyłoby ratę aż o 671 zł.

Dobra okazja dla banków

Przewalutowanie pozwala uwolnić się od ryzyka walutowego, ale wciąż oznacza spore koszty. Spadek kursu może być jednak dobrą okazją dla banków, by zaproponować klientom przewalutowanie na specjalnych warunkach. Im również zależy na tym, aby pozbyć się problemu kredytów we frankach. Gdyby teraz na dużą skalę wyszły z inicjatywą przewalutowania po preferencyjnym kursie, które nie spowoduje wzrostu raty, to istnieje spora szansa, że duża grupa frankowiczów się na to zgodzi. Cieszą się oni obecną niską ratą i wielu zapewne chętnie zaakceptuje propozycje pozostania przy takim jej poziomie. Choć pewnie znajdą się i tacy, którzy będą liczyli na dalszy spadek kursu i raty.

Komputronik Biznes czynnie angażuje się w rozwój szkolnictwa wyższego. Ma nowego partnera – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wynikiem niedawno podpisanej umowy będzie stała współpraca – połączenie nauki i biznesu.

Mamy nadzieję na praktyki oraz współpracę naszych studentów, a także możliwości stażowe. Firma Komputronik jest rozpoznawalną marką na naszym rynku – lepiej znamy ją od strony oferty sprzętowej, ale trzeba wiedzieć, że to przedsiębiorstwo, które oferuje również usługi biznesowe, więc liczymy, że nasi studenci będą mogli wiele nauczyć się od specjalistów – opowiadał prorektor, prof. Marek Nawrocki.

Wynikiem porozumienia będzie nie tylko nabór na praktyki i płatne staże. Komputronik Biznes przygotuje też rekomendacje dotyczące kierunków kształcenia i podstawy programowej zgodnej z aktualnym zapotrzebowaniem na rynku pracy. Ponadto, na Wydziale Matematyki i Informatyki już wkrótce odbędą się warsztaty dla studentów w ramach Komputronik Biznes Day.

– Rynek musi się zmieniać, biznes musi współpracować z nauką – tak, aby nasze wspólne rozwiązania wyprzedzały rynek. Zależy nam, by studenci, którzy kończą edukację, byli wyposażeni nie tylko w wiedzę, ale także w kompetencje biznesowe, które pozwolą odnaleźć im się na rynku – wyjaśnia Sebastian Pawłowski, wiceprezes Komputronik Biznes.

To prawdopodobnie najwyższy wynik w historii. Na koniec listopada w rejestrze REGON zarejestrowanych było okrągłe 3 miliony jednoosobowych działalności gospodarczych. Rekordowo duże jest też zainteresowanie zakładaniem własnego biznesu – w ciągu ostatnich 12 miesięcy co miesiąc przybywało średnio aż 24,5 tys. nowych firm.

GUS od początku 2012 r. publikuje elektroniczną bazę przedsiębiorców wpisywanych do rejestru REGON. Licząc od tego okresu, liczba jednoosobowych firm jeszcze nigdy nie osiągnęła poziomu 3 mln, aż do teraz, kiedy w listopadzie 2017 r. wyniosła dokładnie 3,001 mln (jak wynika z najnowszych danych dot. rejestru REGON).

– Podsumowując miniony rok, nie sposób nie wspomnieć o dużej aktywności zaobserwowanej w środowisku MŚP, a także wśród osób zainteresowanych założeniem własnej firmy. Przeprowadziliśmy niemalże 200 warsztatów pt. „Przedsiębiorcą być!” na terenie całego kraju – względem 2016 r. liczba tych spotkań potroiła się, a w stosunku do 2015 r. zorganizowaliśmy ich aż cztery razy więcej – mówi Anna Flaga-Błaszczyk, prezes Fundacji Tax Care.

Listopadowy wynik nie jest przypadkowy. Liczba wpisanych do rejestru jednoosobowych firm rośnie nieprzerwalnie od 9 miesięcy – w porównaniu do stanu z końca października ich grono powiększyło się o 2,2 tys., o 5,1 tys. w stosunku do września, a licząc od początku 2017 roku aż o 41 tys.

Nadal przybywa więcej firm niż zostaje zamkniętych

Dobre wieści płyną też z zestawienia danych, ile firm w ciągu jednego miesiąca uszczupla rejestr REGON poprzez wykreślenie z bazy. W listopadzie 2017 r. wyrejestrowało się 20,1 tys. jednoosobowych firm. To mało, biorąc pod uwagę nie tylko poprzedni miesiąc, ale i średnią liczbę wypisów z ostatnich 12 miesięcy na poziomie 21,6 tys.

Co widać gołym okiem, listopad to kolejny miesiąc, w którym liczba nowo wpisanych do rejestru REGON firm przewyższa liczbę wyrejestrowań. Dodatkowo, jeśli uśrednimy dane w poszczególnych latach, w okresie od 2014 do 2017 roku, okazuje się, że na przestrzeni 4 lat to właśnie w 2017 r. zarejestrowało się najwięcej jednoosobowych firm i jednocześnie najmniej takich firm zostało wyrejestrowanych.

Cały czas istotnym motywem dla większości właścicieli jednoosobowych działalności są też niskie koszty prowadzenia własnej firmy.

– Obniżona składka ZUS, dogodne formy opodatkowania – porównując koszt zatrudnienia pracownika i koszt utrzymania jednoosobowej działalności gospodarczej, decyzja jest oczywista. Pracodawcy nie chcą zwiększać zatrudnienia, wolą mieć kliku podwykonawców na własnych działalnościach – dodaje Magdalena Piekarzewicz.

Jeśli dołożyć do tego planowane na 2019 r. zniesienie limitu składek dla zatrudnionych pracowników, może się okazać, że w roku 2018 przyrost nowo zakładanych jednoosobowych firm nie zwolni tempa.

Aktywność zawodowa młodych kobiet w Polsce spadła do najniższego poziomu od co najmniej 19 lat – wynika z najnowszej publikacji GUS. Dane pokazują również, jak zaskakująco niski jest poziom aktywności wśród rodzin z jednym dzieckiem pobierających świadczenie Rodzina 500 plus.

Blisko dwa lata czekaliśmy na dane o wpływie programu Rodzina 500 plus na rynek pracy. Te, które pojawiły się w ostatnich dniach, jasno sugerują pilną potrzebę reformy programu. W obecnym stanie 500+ zachęca do bierności zawodowej.

Aktywność zawodowa najniższa od blisko 20 lat

Współczynnik aktywności zawodowej, niezwykle ważna miara rynku pracy, pokazuje, jaki odsetek osób pracuje lub jest chętny do pojęcia zarobkowego zajęcia w stosunku do populacji w danym przedziale wiekowym. Jego niska wartości sugeruje poważne problemy strukturalne na rynku pracy. W przyszłości może się również przełożyć na niezwykle niskie świadczenia emerytalne, które obniżą jakość życia na starość lub zwiększą koszty funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych.

Szczególnie niepokojąco w tym kontekście wygląda cyklicznie przeprowadzane przez GUS ankietowe Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL). Według danych za III kwartał 2017 r. aktywność zawodowa kobiet w wieku 25-34 lata spadła do najniższego poziomu od 2003 r. (najstarsze dane GUS) i wynosi 74,2 proc. Jednakże wg danych Eurostatu, które obejmują jeszcze szerszy zakres czasu, to najniższe wartości przynajmniej od 1999 r., czyli od blisko 20 lat.

500 plus sprzyja bierności

GUS także w pierwszy raz w swoich cokwartalnych raportach udostępnił dane dotyczące aktywności zawodowej wśród rodzin pobierających świadczenie Rodzina 500 plus.

Wyjątkowo martwić może fakt, że aktywność zawodowa rodziców w gospodarstwach domowych, gdzie pobierane jest świadczenie na pierwsze i jedyne dziecko, wynosi średnio tylko 69,7 proc. W przypadku rodzin z jednym dzieckiem, gdzie 500+ nie jest otrzymywane (przekroczone kryterium dochodowe), aktywność zawodowa jest nieporównywalnie większa i wynosi 89 proc.

Według ostatnich danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) 723 tys. gospodarstw domowych otrzymuje 500 plus na pierwsze oraz jedyne dziecko. Ponad 30-procentowy współczynnik bierności zawodowej wśród tych rodzin może oznaczać, że ok 350-400 tys. dorosłych wychowujących jedno dziecko nie ma pracy oraz jej nie szuka, a dostaje świadczenie 500+.

Konieczna reforma

Podstawowym problemem programu Rodzina 500 plus jest względnie nisko ustalone kryterium dochodowe otrzymania świadczenia na pierwsze dziecko. Ryzyko jego utraty zniechęca rodziców do szukania pracy. Podjęcie zatrudnienia przez współmałżonka w niektórych gospodarstwach domowych powoduje, że otrzymają one netto tylko ok. 15 proc. dodatkowego dochodu właśnie ze względu na utratę świadczeń społecznych i konieczność zapłacenia podatku.

Brak podniesienia kryterium dochodowego w programie 500 plus lub zachęt podatkowych do podjęcia zatrudnienia wśród najsłabiej sytuowanych rodzin będzie utrwalać ich bierność zawodową. W rezultacie 500 plus zamiast poprawić sytuację finansową tych gospodarstw domowych zacznie działać w przeciwnym kierunku.

 

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

 

 

 

Pierwsze dni stycznia to dobry moment na zaplanowanie swoich działań – nie tylko w życiu prywatnym, ale także zawodowym. Sama lista TO-DO to jednak za mało. Jak podaje serwis IDoneThis, ponad 40 proc. zapisanych tam zadań nie zostaje nigdy zrealizowanych. 

Początek nowego roku sprzyja tworzeniu planów na kolejne 365 dni. Jeśli jednak po kilku dniach stycznia dostrzegasz, że Ty lub Twoi pracownicy macie problemy z realizacją planów związanych z pracą w firmie, czas na interwencję.

Problem 1. Uleganie mitowi, że lista TO-DO jest receptą na sukces.

 Choć lista TO-DO to proste i przydatne narzędzie, ma jednak poważną słabość: bardzo łatwo wpisywać na nią kolejne punkty, niezależnie od tego, czy jesteśmy w stanie je zrealizować. Jednocześnie ciągle łudzimy się, że któregoś dnia odhaczymy wszystkie pozycje na liście. Moment ten jednak nie następuje. Potwierdzają to uczestnicy symulacji biznesowych poświęconych efektywności. Z badania Coaching Center na zlecenie CzteryP wynika, że 46 proc. zadań z ich list TO-DO nigdy nie zostało zrealizowanych.

Jeśli zależy Ci na skuteczności, zamień listę TO-DO na kalendarz. Ponadto za każdym razem należy oszacować czas potrzebny na wykonanie zadania. Dzięki temu możesz zapanować  nad swoim tygodniem i mieć kontrolę nad upływającym czasem. Ważna jest również spójność zadań – aby osiągnąć ten stan, trzeba jasno ustalić pożądany efekt działań.

Problem 2. Brak pracy z celami.

Mimo że większość zatrudnionych zdaje sobie sprawę z konieczności określania celów, często pomijamy ten etap. Z obserwacji eksperta CzteryP wynika, że bardzo łatwo ulec pokusie szybkiego planowania działań, by jak najszybciej przejść do etapu ich realizacji. Jeżeli jednak nie ustalisz celu, nie osiągniesz też satysfakcjonującego efektu.

Jeśli nie masz pewności, jak skutecznie wyznaczać cele, możesz wykorzystać metodę EnISMARTER. Nazwa ta jest akronimem 9 angielskich słów określających cechy, którymi powinien charakteryzować się cel. Musi on być angażujący (Engagement) i zależny od Twoich działań (Impact). Ważne jest również, by jednoznacznie sformułować swoje dążenia (Specific). Cel powinien być mierzalny (Measurable) i ambitny (Ambitious), ale zarazem realistyczny (Realistic) – inaczej podjęte działanie nie będzie mieć sensu. Jeśli zapiszemy go w kalendarzu, możemy być pewni, że będzie określony czasowo (Time-bound) i dobrze udokumentowany (Recorded). Ostatni krok polega na tym, by zadbać o atrakcyjność celu (Exciting) – tak, by jego realizacja stanowiła ciekawe wyzwanie.

Problem 3. Wystarczy, że wiem co mam robić – nie muszę tego szczególnie planować.

Samo ustalenie celu jeszcze nie gwarantuje jego osiągnięcia. Aby tego dokonać, musimy zaplanować działania, które doprowadzą nas do realizacji założonego efektu. Planowanie pozwala organizować pracę tak, aby była jak najbardziej efektywna. Do planowania działań można wykorzystać np. metodę Kurta Vonneguta, która należy do grupy technik tzw. planowania wstecznego. „Wykorzystując tę metodę, przestawiamy się na myślenie o celu, który jest w centrum naszej uwagi oraz na sposobach zmierzających do jego osiągnięcia. Już na starcie mamy zatem wizję efektu końcowego, dzięki czemu łatwiej nam wyobrazić sobie kolejne kroki potrzebne do jego realizacji i łatwiej nam przystąpić do tworzenia konkretnego planu działań” – radzi Jarosław Pudełek z firmy CzteryP.

Trzeba też pamiętać o tym, by wystrzegać się przekleństwa dwóch kalendarzy: firmowego i osobistego. Niezależnie od klasyfikacji, wszystkie zajęcia zajmują ten sam dzień. Masz dwa kalendarze, ale tylko jedną dobę – lepiej od początku nie komplikować sobie życia.

Problem 4. Każde zaplanowane zadanie jest najważniejsze.

Inna trudność pojawia się, kiedy wszystkie zaplanowane zadania wydają się wymagać natychmiastowego działania. W efekcie poświęcamy im więcej czasu niż planowaliśmy i odkładamy w czasie bardziej złożone czynności. Tymczasem, jak zauważył Dwight Eisenhower, w przypadku zadań do realizacji „to, co ważne, rzadko bywa pilne, a to, co pilne, rzadko bywa ważne”.

Najczęściej skupiamy się wyłącznie na rzeczach pilnych. Natomiast ważne sprawy, które służą rozwojowi firmy w długim okresie, nie skłaniają nas do natychmiastowego działania. Z tego powodu nie wydają się one pilne. W uświadomieniu sobie, jakie zadania są jednocześnie pilne i ważne, pomaga tzw. macierz Eisenhowera, dzięki której uporządkujesz wykonywane w firmie czynności, dzieląc je na grupy według wspomnianych dwóch kryteriów.

Problem 5. Przekleństwo nadmiernej perfekcji.

Zamiast tracić czas na rozpamiętywanie błędów, skieruj swój zapał na szybkie reagowanie na niedociągnięcia oraz na wyciąganie wniosków. Kontrola i doskonalenie są bardzo ważnymi elementami w procesie osiągania celów. Każdego dnia warto stawiać sobie pytania, dzięki którym możemy zapanować nad realizacją założonego wcześniej planu. Jakie wyniki zostały osiągnięte? Co nie zostało załatwione i dlaczego? Na co został zmarnotrawiony czas? Jak podkreśla ekspert CzteryP, rzetelna analiza pomoże stworzyć bardziej skuteczny plan w przyszłości.

Możemy mieć najlepszy nawet plan, wyznaczone zadania, które mają nas doprowadzić do upragnionego celu, jednakże bez ciągłej jego weryfikacji i doskonalenia nie osiągniemy założonych efektów. Ważne jest zatem, aby na każdym etapie dążenia do celu trzymać rękę na pulsie.

 

 

 

 

Autor: Jarosław Pudełek z firmy CzteryP.

Jeszcze tylko przez miesiąc – do 19 stycznia 2018 roku przyjmowane będą zgłoszenia do 7. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu. Kandydatów można zgłaszać w trzech kategoriach: sukces, wizja, innowacje i działalność społeczna. 

Nagroda Polskiej Rady Biznesu, nazywana również „Biznesowym Oskarem” jest jednym z najbardziej znanych i prestiżowych wyróżnień wręczanych najwybitniejszym postaciom polskiej przedsiębiorczości oraz sektora działalności społecznej. Podobnie jak przed rokiem, do zgłaszania kandydatów do Nagrody PRB poproszono blisko 1000 osób ze świata biznesu, administracji, nauki, kultury i polityki. Nowością 7. edycji Nagrody PRB jest całkowicie elektroniczny sposób zgłaszania nominacji.

W 2018 roku Nagroda Polskiej Rady Biznesu przyznana zostanie w następujących kategoriach:

  • Nagroda PRB im. Jana Kulczyka w kategorii SUKCES – za zrealizowanie spektakularnego projektu biznesowego, który wywarł trwały wpływ na polski rynek,
  • Nagroda PRB pod patronatem Zarządu Polskiej Rady Biznesu w kategorii WIZJA I INNOWACJE – za zastosowanie nowej, odważnej, niestandardowej i niekonwencjonalnej koncepcji lub nowej idei biznesowej,
  • Nagroda PRB im. Andrzeja Czerneckiego w kategorii DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA – za działalność społeczną i filantropijną, której celem jest pomoc osobom i środowiskom szczególnie potrzebującym,

oraz

  • Nagroda specjalna PRB im. Jana Wejcherta – za całokształt działalności lub szczególne osiągnięcia, które wywarły znaczący wpływ na rozwój polskiego życia gospodarczego i społecznego.

 

Laureatów 7. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu poznamy 21 maja 2018 roku.

Ile razy każdemu z nas zdarzyło się wejść do sklepu, który oczarował nas wyeksponowanym na wystawie asortymentem, w którym zauroczeni jego wyjątkową atmosferą – delikatnym podmuchem powietrza, przyjemnym zapachem, przytulnym wystrojem, miłą dla ucha muzyką, zdecydowaliśmy się na zakup produktów, których wcale nie planowaliśmy zakupić? Daliśmy się uwieść marketerom, którzy wykorzystali kilka technik marketingowych w celu zwiększania sprzedaży.

Sieci handlowe wiedzą, jak różne typy klientów reagują na serwowane im bodźce i co skłania ich do zakupów. Do perfekcji opanowały zachęcanie nas do wydawania większych ilości pieniędzy. Jedną z podstawowych technik, jest różnicowanie komunikatów kierowanych do kobiet i mężczyzn. Detaliści wiedzą, że 20% zniżki, oznacza dla kobiet, że mogą one po prostu kupić więcej w planowanym budżecie, twierdząc, że właśnie w ten sposób oszczędzają. Inaczej do promocji podchodzą mężczyźni, dla których 20% oznacza po prostu mniejszy wydatek. Różnice można mnożyć, istnieje jednak kilka technik, które są uniwersalnymi sztuczkami marketerów.

Jedną z takich sztuczek jest tzw. zasada „wysokiej półki”. Towary eksponowane w strefie wzroku – czyli na wysokości 120-160 centymetrów – odnotowują znacznie lepsze poziomy sprzedaży. Powierzchnie te zazwyczaj przeznaczone są  na towary atrakcyjne z punktu widzenia sprzedawcy – towary wysokomarżowe, końcówki serii czy zalegające w magazynach lub z krótką datą przydatności. Sprzedawcy często umieszczają też kluczowe dla siebie produkty w  strefie zasięgu ręki – czyli na wysokości od 80 do 120 centymetrów. Nadal jest to dobra przestrzeń na eksponowanie towarów, gdyż znajdują się one w zasięgu zarówno wzroku jak i rąk klientów, również tych młodszych. Dlatego na tych półkach warto umieszczać towary kierowane do dzieci, które robiąc zakupy wraz z rodzicami mogą samodzielnie zdejmować produkty z półki.

Inną techniką jest tzw. „stopa w drzwi” czyli metoda wpływania na decyzje zakupowe klientów oparta na sekwencji próśb, w której mniejsza prośba skłania do spełnienia większej. Przyświeca jej założenie dotyczące uległości oparte na stwierdzeniu, że gdy raz udaje się nakłonić daną osobę do zrealizowania małej prośby, to prawdopodobieństwo wykonania zadania o wyższym poziomie trudności i zaangażowania jest znacznie większe. Technika ta była wykorzystywana przez sprzedawców już w czasach popularności sprzedaży „door to door”, gdy domokrążcy dosłownie wkładali nogę w drzwi klientów, by doprowadzić do sprzedaży. Technika gradacji, od małej prośby do prośby o zakup, z powodzeniem stosowana jest aktualnie w punktach stacjonarnych na przykład poprzez sampling (rozdawanie próbek) czy degustacje.

Aby zachęcić nas do kupowania produktów, który nie znamy, sprzedawcy stosują tzw. zjawisko czystej ekspozycji, oparte jest na sile powtórek i polega na tym, że im częściej jakiś produkt jest eksponowany, tym bardziej jest lubiany. W przypadku produktów są to obiekty na tyle neutralne, że kupujący szybko przyzwyczają się do ich obecności na półce i przez to zaczynają je lubić. Muszą być jednak one eksponowane z zachowaniem przerw, by nie doprowadzić do znudzenia nabywców, co ma miejsce częściej w przypadku prostych produktów. Efekt czystej ekspozycji przynosi najlepsze rezultaty w przypadku produktów o małej rozpoznawalności.

 

 

 

Wypowiedź: Patrycja Ogrodnik, Brand Manager MAM.

 

Spółki energetyczne z coraz większą intensywnością interesują się modelami start-upowymi. Z jednej strony jest to wyraz potrzeb technologicznych koncernów poszukujących coraz bardziej innowacyjnych pomysłów na rozwój swojego przemysłu, z drugiej chęć wpisania się w trend wspierania innowacyjności służącej ekologicznemu i zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu. W tym kontekście firmy energetycznej chętnie podkreślają swoje zaangażowanie w proces redukcji emisji gazów cieplarnianych i rozwój odnawialnych źródeł energii właśnie poprzez wsparcie udzielane projektom start-upowym.

Zachodnie koncerny energetyczne coraz wyraźniej interesują się branżą start-upów dostrzegając szanse we wspieraniu nowych modeli biznesowych opartych na innowacyjnej technologii. Niektóre z nich posiadają rozbudowane programy cyklicznego wspierania start-upów w oparciu o ocenę użyteczności w branży energetycznej. W większości spółki ukierunkowane są na wspieranie pomysłów służących energooszczędności i lepszemu zarządzaniu dostarczanej energii przez klientów danego przedsiębiorstwa. Choć sam fakt oszczędności jest raczej zjawiskiem niekorzystnym dla dostawcy energii, firmy energetyczne starają się wpisać w trendy ekologiczne i prospołecznej odpowiedzialności biznesu widząc w tym szansę na przyciągnięcie klientów (E.ON, Engie). Wspieranie start-upów jest z tego punktu widzenia narzędziem marketingowym.

Niektóre koncerny wspierają start-upy według ściśle określonego zakresu technologicznego tworząc  w ten sposób własne zaplecze technologiczne dla swoich potrzeb (Total). Duża część światowych koncernów nie posiada jednak osobnego programu dla projektów start-upowych, lecz umowy o współpracy z uczelniami wyższymi (Exxon Mobil, OMV) dla wspierania badań. Dofinansowanie projektów badawczych w takim modelu odbywa się we współpracy z jednostkami uniwersyteckimi w ramach dwustronnych porozumień w przypadku, gdy służą one bezpośrednio potrzebom firmy.

 

 

 

Źródło: energetyka24.com

W 2016 r. 1,465 mln osób otrzymywało wynagrodzenie minimalne. Było to 13 proc. ogółu zatrudnionych na umowę o pracę – podał GUS.

W latach 2013-2015 liczba pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę i otrzymujących minimalne wynagrodzenie utrzymywała się na podobnym poziomie – 1,337-1,357 mln osób. W 2016 r. liczba takich pracowników wzrosła do 1,465 mln, czyli o prawie 10 proc. Ponieważ jednak wzrosło także zatrudnienie, to udział pracowników otrzymujących minimalne wynagrodzenie pozostał na poziomie 13 proc. zatrudnienia ogółem.

Jak widać nawet poprawiająca się z punktu widzenia pracowników (a pogarszająca z punktu widzenia pracodawców) sytuacja na rynku pracy, malejące bezrobocie, rosnące wynagrodzenia, nie zmieniają podejścia do minimalnego wynagrodzenia. Odsetek osób otrzymujących płace minimalną w niektórych branżach rośnie.

Szczególnie w budownictwie (31 proc. ogółu zatrudnionych w 2016 r.), handlu, naprawie pojazdów samochodowych, zakwaterowaniu i gastronomii oraz w działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej (24 proc.).

Szczególnie ciekawa jest sytuacja w budownictwie, gdzie w 2016 r. 31 proc. zatrudnionych otrzymywało minimalne wynagrodzenie, a w 2013 r. było tych osób mniej, bo 28 proc. Sytuacja znacznie się pogorszyła. Wydaje się, że ważną przyczyną tego stanu rzeczy są projekty inwestycyjne realizowane przez firmy budowlane w trybie zamówień publicznych. Mimo zmian w prawie ciągle o wyborze firm realizujących projekty inwestycyjne decyduje najniższa cena. Przedsiębiorstwa budowlane, nie mając wpływu na większość kosztów, pilnują tych, na które wpływ mają – wynagrodzeń. Ale i tak często okazuje się to niewystarczające i wiele firm budowalnych traci płynność finansową, a część upada.

Polityka wyboru ofert z najniższą ceną „mści się” także na instytucjach publicznych. W 2017 r. coraz więcej przetargów ogłaszanych przez instytucje publiczne pozostawało bez odpowiedzi ze strony przedsiębiorców, albo zgłaszała się do przetargu jedna firma. Efekt – znacznie mniej rozpoczętych i realizowanych inwestycji finansowanych z pieniędzy publicznych (unijnych i krajowych) niż było to możliwe.

Niestety, na razie nie widać ze strony decydentów chęci głębokiej zmiany podejścia do zamówień publicznych. Konsekwencje tego będziemy ponosić wszyscy, bo mając pieniądze na inwestycje rząd i samorządy często nie będą mogły ich wykorzystać, bo nie będzie przedsiębiorców chętnych do realizacji tych inwestycji. Zamiast coraz mniej, to coraz więcej pracowników w budownictwie będzie otrzymywać minimalne wynagrodzenie, a firmy budowlane będą tracić płynność finansową.

Należy jak najszybciej przyjrzeć się tym problemom i wprowadzić zmiany tak w ustawie o zamówieniach publicznych, jak i w procesie administracyjnym związanym z ogłaszaniem i rozstrzyganiem przetargów.

 

 

Autor: dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Eksperci

Pistolet przystawiony do głowy, czyli walutowe zawirowania kluczowych rynków

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen hand...

Turek: 10 lat po upadku Lehman Brothers ceny znowu są rekordowe

Gwałtowne przeceny, a potem ożywienie na rynkach mieszkaniowych – tak prosto można podsumować ostatn...

Przasnyski: Praca jest, ale brakuje pracowników

Firmy nadal tworzą sporo nowych miejsc pracy, ale wciąż mają kłopoty z ich obsadzeniem. Problem ten ...

Kondycje gospodarek wschodzących, przyszłość wojen handlowych i odczyty infacji – zobacz n

Chociaż niepokoje o kondycję gospodarek wschodzących i przyszłość wojen handlowych powinny skraść gł...

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie ...

AKTUALNOŚCI

Awans Polski do grona 25 najbardziej rozwiniętych rynków świata

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, w poniedziałek agencja FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z gr...

Juncker o UE: potrzebujemy silnej i zjednoczonej Europy

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w swoim dorocznym przemówieniu do Parlamentu...

Podatek dochodowy i kryptowaluty – co zmienią nowe przepisy?

Od 2019 r. w polskim systemie podatkowym obowiązywać mają nowe przepisy dotyczące podatku dochodoweg...

Jak wzrost stóp procentowych i wynagrodzeń wpłynie na zdolność kredytową Polaków?

Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyższaniem stóp procentowych. Niemniej jednak z uwagi ...

Eksporterom coraz trudniej

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK), informujący z wyprzedzeniem o przyszłych tendencjach w gos...