sobota, Styczeń 20, 2018
Home Archiwa 2018 Styczeń 4

Dzienne archiwaSty 4, 2018

Końcówka roku nie była co prawda typowym „rajdem św. Mikołaja” (zwłaszcza pierwsza połowa miesiąca), ale najważniejsze, że wszystkie główne indeksy zakończyły grudzień na plusie. Tym razem najwięcej zyskały małe spółki zgromadzone w indeksie sWIG80, który wzrósł o +2,99%. Nieźle radził sobie także indeks blue chipów, głównie dzięki dobrej formie banków oraz spółek wydobywczych i paliwowych, dyskontujących wzrost cen surowców na światowych giełdach. W grudniu WIG20 zyskał +2,18%, a w całym roku +26,35%.

– Dobra koniunktura na rynku kapitałowym premiuje najlepsze kompetencje w zakresie zarzadzania, co znajduje odzwierciedlenie w osiąganych stopach zwrotu. Po raz kolejny wyniki potwierdzają, że w długim czy krótszym okresie, OFE są w Polsce najbardziej efektywną formą pomnażania kapitału. W kontekście wyczekiwanej reformy systemu emerytalnego, utworzenia PPK i przekształcenia OFE, potwierdza się, że rynek kapitałowy jest dobrym miejscem na umiejętne lokowanie długoterminowych oszczędności. Przeprowadzenie obu komponentów reformy mogłoby dodatkowo wzmocnić jego stabilność oraz podnieść efektywność. W efekcie mógłby on jeszcze lepiej służyć przyszłym emerytom oraz polskiej gospodarce – komentuje Małgorzata Rusewicz, prezes IGTE.

Do szwedzkiego Lund trafi 16 nowoczesnych autobusów Solaris Urbino 15 LE. Transakcję o wartości ok. 15 mln zł sfinansował PKO Leasing, lider rynku i segmentu autobusów. W trzech pierwszych kwartałach PKO Leasing odnotował w tym obszarze wzrost +61% r/r.

Nabywcą pojazdów jest Nobina Fleet AB. To przedsiębiorstwo o ponad stuletniej tradycji będące liderem autobusowego transportu publicznego w Skandynawii. Dysponuje około 3,2 tys. autobusów, które przewożą pasażerów nie tylko w Szwecji, lecz również w Danii, Finlandii i Norwegii.

Pojazdy, które trafią do Lund, zostały wyprodukowane przez firmę Solaris, czołowego wytwórcę środków transportu publicznego w Europie. Są to uniwersalne autobusy, dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, sprawdzające się zarówno na liniach miejskich, jak i podmiejskich czy regionalnych. Napędzają je nowoczesne silniki Diesla spełniające restrykcyjne normy ekologiczne, wykorzystując m.in. technologię AdBlue obniżającą emisję tlenków azotu. Sfinansowane przez PKO Leasing 16 autobusów Solaris Urbino 15 LE wyposażonych jest w tzw. pakiet skandynawski. Obejmuje on m.in. podwojoną izolację ścian bocznych i sufitu, wydajniejsze ogrzewanie oraz podwójne szyby.

– Od 2013 roku sfinansowaliśmy dla Nobina Fleet już ponad 100 autobusów marki Solaris. PKO Leasing jest częścią największej grupy bankowej w tej części Europy. Traktujemy to jako zobowiązanie do budowania mostów, między gospodarkami, ale też między innowacyjnymi przedsiębiorcami. Nobina jest liderem transportu autobusowego w Skandynawii, który jest prekursorem innowacji, np. w regionie Kopenhagi będzie testować pojazdy autonomiczne. Z kolei Solaris to polska firma z tradycjami, która w ciągu 20 lat zdominowała europejską produkcję autobusów, mówi Grzegorz Szmit, Kierownik Zespołu ds. Współpracy z Pionem Klienta Strategicznego PKO BP.

Również w polskich miastach jeżdżą nowoczesne autobusy finansowane przez PKO Leasing. W tym roku m.in. trafiły do Kalisza i Krakowa. PKO Leasing jest liderem rynku leasingu. W trzech pierwszych kwartałach br. sfinansował autobusy o wartości 250 mln zł. Jest to wzrost o 61 proc. w porównaniu z podobnym okresem ubiegłego roku.

Wartość transakcji wszystkich firm leasingowych w segmencie autobusów w trzech pierwszych kwartałach 2017 roku spadła r/r o 3 proc. i sięgnęła 1,08 mld zł netto.

Bitcoin, kryptowaluty – te słowa budzą wiele emocji wśród inwestorów szukających alternatywnych form pomnażania pieniędzy. Co dalej czeka kryptowaluty i czy ich kurs będzie rósł dalej? Co stanie się gdy trend się odwróci?

– Kryptowaluty miały i powinny wręcz zastąpić pieniądz tradycyjny. Obecnie padły łupem spekulantów. Kursy większości kryptowalut nieustannie rosną. Zgodnie z prawem Kopernika-Greshama jeśli waluta jest niestabilna i tak naprawdę nie można być pewnym ile będzie warta za chwilę nie specjalnie nadaje się do płacenia – mówi newsrm.tv Michał Legumina, ekspert ds. blockchain Atende.

Dzisiaj mało kto powie, że bitcoinem, czy inną kryptowalutą zastąpimy tradycyjne pieniądz. Kurs kryptowalut cały czas rośnie i jak zauważa ekspert ds. blockchain wiele osób zastanawia się jak długo jeszcze może rosnąć. – Co się stanie kiedy np. ten rynek się załamie? Ktoś w pewnym momencie stwierdzi, że już stop. To jest zbyt drogie. Wtedy może ucierpieć cały rynek finansowy, bo technologia blockchain wkroczyła już dość poważnie w rynek finansowy czy ubezpieczeniowy. Coraz więcej banków i innych instytucji się tym interesuje, myślą o cyfrowych pieniądzach i innych rozwiązaniach. Chcą je robić właśnie na blockchainie a słowo blockchain może się po prostu źle zacząć kojarzyć kiedy bitcoiny po prostu pękną – dodaje Michał Legumina.

Wdrożenie split payment odroczono, ale przepadły zapisy przychylne właścicielom najmniejszych firm. Dodatkowy rachunek w banku z ograniczonym do niego dostępem, kontrahent, który płaci przedsiębiorcy jedynie kwotę netto oraz bardziej uważne obracanie gotówką – tak będzie wyglądać rzeczywistość ponad 1,5 mln podatników VAT od 1 lipca.

Pod koniec grudnia Prezydent podpisał nowelizację ustawy o VAT wprowadzającą alternatywny sposób płatności elektronicznych B2B, jakim jest split payment. Termin wejścia jej w życie – na początku planowany na 1 stycznia 2018 r. – został przesunięty na 1 lipca 2018 r. z uwagi na to, że nie wszystkie banki zdążyłyby do wiosny dopasować do nowego rodzaju płatności swoje systemy informatyczne.

Split payment dla nabywców

Każdy czynny podatnik VAT – tj. ok 1,644 mln, jak podaje Ministerstwo Finansów – dokonując przelewu na rzecz kontrahenta, będzie mógł za każdym razem wybrać, czy chce go zrealizować zgodnie z mechanizmem split payment, tj. z podziałem wartości przelewu na kwotę netto i kwotę VAT. Wybór split payment spowoduje, że na firmowy rachunek bankowy kontrahenta wpłynie tylko kwota netto, a wartość VAT trafi tam, gdzie kontrahent nie będzie mógł nią swobodnie obracać, tj. na jego nowy „rachunek VAT”. W tym samym czasie kupujący zyska przywileje.

Pierwsze dni stycznia przynoszą pogłębienie spadków franka. Szwajcarska waluta jest o 1 proc. poniżej wartości z końca grudnia i prawie 15 proc. w porównaniu do początku zeszłego roku. Co wpłynęło na znaczne zmiany i czy frankowicze mogą liczyć na kolejne spadki? 

Dobre nastroje gospodarcze w strefie euro połączone z działaniami Szwajcarskiego Banku Narodowego i względnie silną polską walutą powodują, że wycena franka w relacji do złotego spada do najniższych poziomów od początku 2015 r.

Ledwie rok temu za szwajcarską walutę płaciliśmy ok. 4,10 zł, czyli prawie 50 gr więcej niż obecnie. Dziś kurs wreszcie wrócił do wartości sprzed uwolnienia kursu przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB).

Po pierwsze: sygnały ze strefy euro

Głównym powodem silnego franka w ostatnich kilku latach była słaba kondycja niektórych krajów strefy euro. Kryzys zadłużeniowy powodował, że inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko rozpadu obszaru wspólnej waluty, a zabezpieczeniem przed jego negatywnymi skutkami miało być posiadanie franka.

Kwestie gospodarcze przekładały się także na podwyższone ryzyko polityczne, które dobrze było widoczne jeszcze na początku zeszłego roku. Dopiero zwycięstwo we francuskich wyborach Emmanuela Macrona zauważalnie zmniejszyło obawy inwestorów o stabilność strefy euro. Od tego czasu euro w relacji do franka wzmocniło się o 10 proc.

Redukcja systemowego zagrożenia dla strefy euro pozwoliła także na poprawę sentymentu wśród europejskich przedsiębiorców oraz konsumentów. To przyczyniło się do szybszego od oczekiwań wzrostu gospodarczego i rozpoczęcia wycofywania się z bardzo łagodnej polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny.

Po drugie: działanie Szwajcarów

Niebagatelnym elementem, zmniejszającym apetyt na szwajcarskie aktywa w kryzysowych momentach oraz przyczyniającym się do osłabienia franka w minionych miesiącach, jest polityka pieniężna SNB. Władze monetarne tego alpejskiego kraju utrzymują ujemne stopy procentowe oraz sugerują przeprowadzanie interwencji w celu osłabienia franka. Mimo ostatnich spadków SNB nadal wydaje opinię o „wysoko wycenionej” walucie Szwajcarii.

Interwencje walutowe dobrze widoczne są w danych publikowanych przez SNB. Aktywa banku centralnego wyrażone w zagranicznej walucie przez trzy lata (dane na trzeci kwartał 2017 r.) wzrosły o ponad 300 mld franków – do 784 mld franków (prawie 120 proc. PKB).

Nabywając zagraniczne aktywa, bank centralny sprzedaje franki i dzięki temu osłabia lokalną walutę. Według danych SNB za trzeci kwartał 80 proc. aktywów stanowią zagraniczne obligacje (głównie skarbowe z wysokim ratingiem). Reszta to przede wszystkim akcje. Szwajcarski bank centralny na koniec 2016 r. miał w swoim portfelu akcje ok 6500 spółek na świecie. Z kolei dane amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) pokazują, że tylko w USA portfel SNB obejmuje akcje 2755 spółek o wartości ponad 100 mld USD (trzy lata temu było to 25 mld USD).

Komunikaty SNB nie wskazują, by polityka z ostatnich lat miała zostać wyraźnie zmodyfikowana. Również z prognoz makroekonomicznych nie wynika, by inflacja miała przekroczyć cel przed 2020 rokiem, stąd w najbliższych kwartałach raczej nie należy oczekiwać zmiany w działaniach władz monetarnych.

A teraz czas na stabilizację?

Znaczna poprawa perspektyw gospodarczych w Europie oraz w innych krajach rozwiniętych wspiera wycenę walut krajów rozwijających. Korzysta na tym również złoty, którego wartość w relacji do euro wzrosła o 5 proc. przez ostatni rok.

Wiele wskazuje na to, że frank może nadal być dość słaby, jednak powtórzenie skali spadku o prawie 50 gr, co zdarzyło się w ostatnim roku, jest mało prawdopodobne. Światowe przewartościowanie franka zostało silnie skorygowane w ostatnich miesiącach. Również złoty w relacji do euro powrócił do wieloletnich średnich. Ogranicza to potencjał korzystnych zmian dla frankowiczów.

Dodatkowo cały czas można znaleźć pewne zagrożenia dla bardzo dobrych dziś nastrojów globalnych. W marcu zaplanowane są wybory we Włoszech. Ich wynik jest dość sporą niewiadomą, a ryzyko braku utworzenia rządu znaczne. Ponowna elekcja na jesieni mogłoby zwiększyć szansę na wygraną eurosceptycznych ugrupowań, co przy słabej kondycji gospodarczej Italii prawdopodobnie przyczyni się do powrotu obaw o stabilność obszaru wspólnej waluty i może wzmocnić franka. W rezultacie więc średnioroczny kurs franka blisko bieżących poziomów wydaje się bardziej prawdopodobnym scenariuszem niż kontynuacja wyraźnych spadków.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Na normy jakościowe dla węgla do ogrzewania indywidualnego poczekamy jeszcze ponad pół roku. Tak wynika z informacji przedstawionej przez resort energii.

Ministerstwo Energii poinformowało,  że pakiet regulacji, obejmujących m.in. normy jakościowe dla węgla do ogrzewania indywidualnego, wejdzie w życie w 6 miesięcy po przyjęciu odpowiedniej ustawy. Resort zakończył prace nad jej projektem w listopadzie 2017 r. (zakończono też wtedy konsultacje i uzgodnienia projektów rozporządzeń). Jednak musi go jeszcze przyjąć Rada Ministrów, a potem Sejm i Senat. To zaś oznacza, że na normy jakościowe dla węgla poczekamy jeszcze ponad pół roku.

Pakiet rozwiązań, przygotowanych przez resort w celu poprawy jakości powietrza w Polsce, składa się z projektu nowelizacji ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw oraz projektów trzech rozporządzeń Ministra Energii: wymagań jakościowych dla paliw stałych, sposobu pobierania próbek paliw stałych, metod badania jakości paliw stałych.

Jak przypomniało ministerstwo, projekt ustawy został przekazany do rozpatrzenia przez Radę Ministrów 24 listopada 2017 r. Zgodnie z projektem ustawy przepisy wejdą w życie po upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia.
Resort podkreślił, że zmiany będą dotyczyć paliw stałych spalanych w gospodarstwach domowych oraz w instalacjach o mocy cieplnej poniżej 1 MW. Muły węglowe, flotokoncentraty, węgiel brunatny, ich mieszanki oraz paliwo powstałe z dowolnego zmieszania paliw zawierające mniej niż 85 proc. węgla kamiennego zostaną objęte ustawowym zakazem sprzedaży do sektora komunalno-bytowego.

Wprowadzone zostaną świadectwa jakości paliw, co ma umożliwić kupującemu uzyskanie rzetelnej i wyczerpującej informacji oraz usprawnić pracę organów kontrolujących obrót paliwami stałymi. Kontrole na składach oraz przejściach granicznych będą przeprowadzane przez Inspekcję Handlową lub Urząd Skarbowo-Celny wyrywkowo. Nie będą natomiast kontrolowani indywidualni nabywcy paliw stałych. Ustawa nie przewiduje kontrolowania paliwa w miejscu jego spalania.

W ocenie resortu energii zasadniczym efektem wejścia w życie nowelizacji ustawy będzie monitorowanie i kontrolowanie jakości paliw stałych, zgodne ze stanem wiedzy technicznej oraz doświadczeń w ich stosowaniu, ze szczególnym uwzględnieniem ograniczenia emisji zanieczyszczeń oraz gazów cieplarnianych i innych substancji. Kolejnym efektem będzie uporządkowanie rynku paliw stałych i umożliwienie konsumentom zakupu paliw stałych spełniających wymagania jakościowe dla paliw przeznaczonych do sektora komunalno-bytowego.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Atak hakerski, błąd ludzki, zła wola lub awaria serwera – to cztery częste przyczyny utraty strony, sklepu internetowego czy bloga. Co zrobić, gdy taka sytuacja spotka witrynę, której nikt nie backupował? I kto powinien zajmować się takim backupem?

329,3 miliona – tyle adresów www zarejestrowanych było w globalnej sieci dokładnie rok temu, czytamy w raporcie Verisign. 2,7 miliona stanowiły te z końcówką „.pl”, które, jak podaje NASK, powstają średnio co 30 sekund. To dużo, ale w końcu dziś mało która firma nie posiada swojej strony internetowej. Pojawia się coraz więcej blogów, tak jak coraz popularniejsze stają się zakupy w sieci.

Stworzenie strony internetowej, e-sklepu czy postawienie bloga nie jest niczym skomplikowanym, a już tym bardziej – niecodziennym. W zależności m.in. od zakresu pracy czy użytej technologii, zajmuje od kilku (blog lub prosta strona-wizytówka), do kilkunastu (strony z CMSem) lub kilkudziesięciu dni (sklepy internetowe i portale). Koszt? Agencja czy webmaster za postawienie witryny może wziąć od kilkuset do grubo ponad kilkudziesięciu tysięcy złotych. Do tego dochodzi koszt rejestracji domeny, wykupienia hostingu i innych elementów opcjonalnych, np. certyfikatu SSL.

I wydawałoby się, że to wszystko. Faktura wystawiona przez webmastera opłacona, domena zarejestrowana, a strona wrzucona na serwer. Nic tylko czekać, aż zacznie zarabiać realne pieniądze. Tymczasem zagrożeń czyhających na witryny internetowe jest więcej niż można byłoby się spodziewać, a czarny scenariusz może spotkać nawet stronę utrzymywaną w dobrej firmie hostingowej!

Co grozi stronom internetowym w 2018 roku?

Po pierwsze – atak hakerski, którego najczęstszym celem jest uzyskanie korzyści ekonomicznych. To dla zysku cyberprzestępcy wyszukują w internecie witryny, nad którymi mogą przejąć kontrolę – i nie chodzi wyłącznie o strony korporacji, ale także strony należące do małych firm czy blogerów. Przechwyconą witrynę najczęściej wykorzystują do rozsyłania spamu, infekowania komputerów odwiedzających użytkowników – celem zaszyfrowania ich urządzeń i wyłudzenia okupu, a także jako nośnik własnych idei (zwykle politycznych). Tego rodzaju manipulacje bywają o tyle perfidne, że strona może wciąż działać – na pierwszy rzut oka – prawidłowo, a jednocześnie wykonywać wrogie działania – rozsyłać spam, infekować wirusami itp. Manipulowanie stroną przez człowieka, a coraz częściej – także przez złośliwe automaty, wykonujące polecenia twórców – to obecnie największe zagrożenie dla witryn internetowych.

Po drugie – błąd ludzki, najczęściej sprowadzający się do omyłkowego skasowania czy nadpisania pliku, a także manipulacji lub skasowania bazy danych.

Po trzecie – zła wola, czyli wynik konfliktu z webmasterem, w efekcie którego dochodzi do zablokowania strony czy manipulowania informacjami na niej zawartymi.

Po czwarte – awaria serwera, bo choć poziom niezawodności maszyn w firmach hostingowych utrzymywany jest na bardzo wysokim poziomie, zawsze istnieje ryzyko wystąpienia takiej sytuacji.

Skutki wszystkich powyższych sytuacji można w znacznym stopniu odwrócić, gdy posiadamy systematycznie wykonywany backup strony www. Wtedy wystarczy dosłownie kilka kliknięć, aby przywrócić ją do stanu sprzed awarii, ataku czy innej manipulacji. Gorzej, gdy backupu nie ma.

Jak odzyskać witrynę, która uległa awarii lub manipulacji?

Przede wszystkim o pomoc należy zapytać firmę hostingową. Dobre firmy backupują dane minimum raz dziennie i przechowują je przez określony czas: niektóre przez dobę lub 2-3 dni, te lepsze – raczej 14 dni. A 2 tygodnie to wystarczająco długo, aby zorientować się, że strona www nie działa, ponieważ padła ofiarą ataku, awarii czy manipulacji.

– Obok wsparcia ze strony firmy hostingowej, warto samodzielnie wykonywać backup strony. Natomiast wybierając hosting – upewniajmy się, że firma przechowuje backupy odpowiednio długo. Osobiście rekomenduję brać pod uwagę operatorów przechowujących dane minimum 7-14 dni. Nawet, gdy kopia zapasowa zostanie nadpisana przez już zainfekowaną wersję, właściciel nadal będzie szansę dostępu do nieuszkodzonych plików – radzi dr inż. Artur Pajkert z Hekko.pl, spółki należącej do Grupy R22 S.A.

Co w sytuacji, gdy nie ma backupu – nie wykonywała go ani firma hostingowa, ani właściciel witryny? Wtedy warto zainteresować się darmowym serwisem internetowym web.archive.org, który zgrywa kopie stron internetowych i umożliwia zobaczenie, jak wyglądały danego dnia. Oczywiście nie wszystkie witryny są przez serwis archiwizowane i usługa nie jest wykonywana każdego dnia. Zawsze jest jednak szansa, że znajdzie się tam kopię własnej strony, umożliwiającą jej odtworzenie – np. skopiowanie tekstów, grafik i innych elementów. Nie jest to pełny backup wszystkich plików źródłowych strony, ale w wielu wypadkach pomoże uratować sytuację i ułatwić naprawę po „katastrofie”.

Colonnade rozbudowuje dotychczasową ofertę i wprowadza nowe ubezpieczenia dla podróżujących – TRAVEL PROTECT. Polisy zapewniają turystom rozszerzoną ochronę, w tym także w zakresie szkód poniesionych w wyniku ataków terrorystycznych.

Colonnade przygotował nową propozycję ubezpieczenia dla osób decydujących się na wyjazd krajowy lub zagraniczny. Lista kierunków podróży objętych ochroną to ponad 240 lokalizacji, w tym wiele egzotycznych miejsc, takich jak Kuba, Meksyk i Tajlandia. Ubezpieczenia nie mają limitów wiekowych, dlatego może z nich skorzystać każdy, kto chce czuć się bezpiecznie i pewnie podczas wyjazdu. Ze względu na szeroki zakres ochrony, ubezpieczenie TRAVEL PROTECT to rozwiązanie zarówno dla osób, które właśnie organizują zimowy urlop lub już planują wakacje np. w Azji.

Całodobowa pomoc

TRAVEL PROTECT zapewnia wysokie sumy gwarancyjne na koszty leczenia i transportu medycznego do Polski. Biorąc pod uwagę kryzys bezpieczeństwa w wielu krajach, zakres ochrony rozszerzono o przypadki aktów terroru. Polisa zabezpiecza także w sytuacji, gdy pomimo przyjęcia wymaganych szczepionek w danym regionie, podróżujący zaraził się chorobą tropikalną i wymaga pomocy medycznej. W razie nagłych wypadków klienci Colonnade mogą w każdej chwili zwrócić się do ubezpieczyciela, korzystając z całodobowej infolinii.

Polisa dla aktywnych

Ubezpieczenia  to także oferta dla osób aktywnych – pokrywa koszty leczenia, wynikające ze zdarzeń powstałych w trakcie amatorskiego uprawiania sportu. Z ubezpieczenia można skorzystać zarówno podczas wyjazdu, jak i w ramach udziału w miejskich aktywnościach. Należą do nich m.in. maratony biegowe, biegi na orientacje w terenie, jazda konna, jazda quadem, żeglarstwo morskie i śródlądowe.

Koszty rezygnacji z wyjazdu

TRAVEL PROTECT zapewnia ochronę nie tylko podczas trwania podróży, ale także zabezpiecza przed ewentualnymi kosztami rezygnacji z udziału w zorganizowanej wycieczce. Umowa może być zawarta w ciągu nawet 5 dni od momentu rezerwacji dokonanej w biurze podróży i wpłaty zaliczki. W przypadku, gdy osoba ubezpieczona,
z przyczyn od siebie niezależnych, nie może uczestniczyć w zaplanowanym wyjeździe np. z powodu pobytu w szpitalu, czy innych przypadków losowych, wystarczy zgłosić problem przez infolinię Colonnade, podając numer aktualnej polisy.

 

Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych, członek Konfederacji Lewiatan, popiera stanowisko rządu dotyczące transportu zeroemisyjnego i niskoemisyjnego oraz wsparcia rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Jednocześnie pracodawcy zgłosili kilka uwag, które mogą przyczynić się do lepszego rozwoju infrastruktury i rynku pojazdów napędzanych paliwami alternatywnymi.

– W szczególności popieramy konieczność uwzględnienia specyfiki danego kraju  w  rozwoju rynku paliw alternatywnych oraz rynku pojazdów napędzanych paliwami alternatywnymi. Propozycje wsparcia rynku aut na paliwa alternatywne powinny uwzględniać możliwości konkretnego kraju i siłę nabywczą jego obywateli.  W przypadku samochodów osobowych i lekkich dostawczych napędzanych paliwami alternatywnymi ważne jest, aby wspierać technologie realnie przyczyniające się do zmniejszenia emisji, jak na przykład pojazdy elektrycznie zasilane z gniazdka. System powinien być społecznie akceptowalny i premiować nabywców samochodów z segmentu masowego, co można osiągnąć poprzez wprowadzenie programów wsparcia do kwoty nie większej niż rozsądnie określony próg – mówi Paweł Wideł, prezes Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

Do wprowadzenia takiej formy wsparcia nie muszą być zmieniane zasady unijnego systemu podatku od towarów i usług. Jest to kwestia wprowadzenia odpowiednich zasad rachunkowych przez ministra finansów i stworzenie konta przy instytucji powołanej do wsparcia działań proekologicznych zasilanego wpływami z podatku VAT od sprzedaży nowego pojazdu na paliwa alternatywne.

Niezbędne jest, aby rozwój infrastruktury i rynku pojazdów napędzanych paliwami alternatywnymi był stopniowy i ewolucyjny. To może pozwolić na uniknięcie zbędnych kosztów budowy infrastruktury i wsparcia rynku pojazdów na paliwa alternatywne. Ewolucyjne zmiany mogą też pomóc w procesie transformacji przemysłu motoryzacyjnego bez gwałtownych zmian w zakresie istniejących zakładów produkcyjnych i miejsc pracy, czyli bez znaczących negatywnych zmian społecznych i gospodarczych.

 

 

Analitycy Haitong Bank przeanalizowali rynek mediów w Polsce i wyróżnili tematy, które według nich będą miały największe znaczenie dla mediów krajowych przez najbliższe 12 miesięcy.

  • Przede wszystkim wskazują na słabą dynamikę rynku reklamowego, mimo dobrych obecnie wskaźników makroekonomicznych.
  • Wśród kluczowych tematów wymieniają wprowadzenie wspólnego standardu widoczności reklam w internecie i negocjacje z Emitelem dotyczące opłat za MUX8.
  • Zdaniem analityków na sytuację mediów znaczny wpływ będą mieć także frekwencja w kinach po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę i rozpoczęciu się Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej oraz rządowe plany dotyczące dekoncentracji mediów.

Stagnacja na rynku reklamowym mimo dobrej sytuacji makroekonomicznej

Pomimo pozytywnych wskaźników makro, takich jak wzrost PKB (ok. 4 proc. w 2017 r. od początku roku) i konsumpcji indywidualnej, polski rynek reklamowy wzrósł w trzecim kwartale 2017 r. o ok. 0,5 proc. r/r, a od początku roku o zaledwie 1 proc. r/r. To stanowi wynik wyraźnie poniżej jego potencjału. Historycznie, kiedy PKB rosło w tempie 3-4 proc., cały rynek reklamowy rósł w tempie przynajmniej 4 proc. Sytuacja w minionym roku wyglądała inaczej i analitycy Haitong Bank dostrzegają kilka czynników, które były za to odpowiedzialne.

Budżety reklamowe na dany rok są zazwyczaj zatwierdzane pod koniec poprzedniego. W 2016 r. reklamodawcy  z coraz większą niepewnością spoglądali na sytuację zarówno globalną, jak i krajową. W skali globalnej rynek reklamowy obawiał się konsekwencji wyboru Donalda Trumpa na Prezydenta USA. W Polsce powodem do obaw były plany rządu dotyczące wprowadzenia opłaty audiowizualnej, dekoncentracji mediów, zakazu handlu w niedzielę, podatku bankowego i niepewności związanej ze zmianami w systemie prawnym. – Rynek reklamowy jest bardzo wrażliwy na wszelkie niewiadome, co oznacza, że niektóre budżety zostały ograniczone, a nadawcy obniżyli ceny reklam, by wypełnić lukę w zapasach. W 2017 r. niektóre czynniki ryzyka zniknęły (np. opłata audiowizualna), a co do innych to rynek reklamowy uznał, że można z nimi żyć – mówi Konrad Księżopolski, Szef Działu Analiz, Haitong Bank.

Drugi czynnik, który wpłynął na cały rynek reklamowy, wiąże się z pewnymi zmianami strukturalnymi na rynku reklamy internetowej. Z jednej strony to rosnąca popularność technologii programmatic i modelu RTB, a z drugiej coraz większy udział Facebooka i Google’a w internetowym torcie reklamowym. Czynniki te w połączeniu ze słabą widocznością reklam internetowych skutkowały niższą niż oczekiwano dynamiką w segmencie reklamy internetowej na poziomie ok. 8 proc. r/r od początku roku. Dodatkowo na ten segment wpłynął w pewnym stopniu odpływ budżetów reklamowych z internetu do radia. Było to bardzo widoczne w trzecim kwartale 2017 r., kiedy segment reklamy radiowej wzrósł nieoczekiwanie o 6,5 proc. r/r, przy braku większych zmian w pierwszych dwóch kwartałach 2017 r.

Wspólny standard widoczności dla reklam internetowych

Niska widoczność reklam to obecnie problem rynku reklamy internetowej, szczególnie w kontekście wyświetlania. Według danych Gemius średnia rynkowa widoczność reklam w Polsce wynosiła we wrześniu 2017 r. 51 proc., wobec 76 proc. dla Facebooka. Znacznie niższy wskaźnik widoczności reklam niż na Facebooku to jeden z powodów konsekwentnego przerzucania internetowych budżetów reklamowych do Facebooka. Inna przyczyna to rosnąca popularność społecznościowych i mobilnych kanałów reklamowych.

Słabe wyniki MUX8

MUX8 to ostatni tak zwany multipleks w Cyfrowej Telewizji Naziemnej (DTT). W listopadzie 2015 r. koncesję na nadawanie zdobyły cztery kanały: ZoomTV, NowaTV, Metro i WP TV, a rozpoczęcie nadawania miało miejsce pod koniec 2016 r. Według prezentacji Kino Polska (właściciel obecnego na MUX8 kanału ZoomTV) za trzeci kwartał 2017 r., Emitel miał zapewnić pokrycie swoim zasięgiem 95 proc. gospodarstw domowych, co pozwoliłoby przyciągnąć na tyle dużą publiczność, by projekt mógł wyjść na zero. Niemal w rok po uruchomieniu kanałów MUX8 techniczny zasięg multipleksu wynosi 45 proc., podczas gdy oglądalność kanałów MUX8 wynosi ok. 0,3 proc. Jest to znacząco niżej niż oglądalność kanałów obecnych na innych MUX-ach, w przypadku których waha się ona między 0,8 proc. a 1 proc.

Kina na ścieżce wzrostowej, ale wyzwań nie brakuje

Poprawa wskaźników makroekonomicznych (np. niskie bezrobocie, wzrost płac) wpływa pozytywnie na wzrost frekwencji w polskich kinach. Wygląda na to, że 2017 r. będzie czwartym rokiem z rzędu, w którym rynek krajowy zanotuje rekord pod tym względem. Haitong Bank szacuje, że w minionym roku sprzedano ok. 56 mln biletów, co oznacza wzrost o 8 proc. r/r i ok. 1,5 biletu per capita. To znacząco więcej niż cztery lata temu, kiedy frekwencja wynosiła ok. 1-1,1 per capita, ale wciąż poniżej średniej Europy Zachodniej, która wynosi 2.

Jak państwowa dotacja dla telewizji publicznej wpłynie na rynek mediów?

Na początku listopada 2017 r. polski rząd zaaprobował dotację wynoszącą 980 mln złotych z budżetu państwa dla mediów publicznych (telewizji i radia). O podziale dotacji zdecyduje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT). Przyjmując jednak zeszłoroczną formułę, analitycy wskazują, że publiczna telewizja powinna dostać 496 mln złotych, publiczne radio 252 mln, a regionalne rozgłośnie publiczne 232 mln. Oprócz dotacji z budżetu państwa publiczna telewizja w 2016 r. otrzymała już 300 mln złotych pożyczki od Banku Gospodarstwa Krajowego oraz w lipcu 2017 r. 800 mln złotych pożyczki z budżetu państwa. Jacek Kurski, prezes TVP, w tym roku planuje wydać ok. 20 mln złotych na nowe studio TVP Info oraz ok. 153 mln złotych na rozwój regionalnych ośrodków TVP. Ponadto TVP planuje do 2020 r. wybudować przy ulicy Woroniczej kolejny budynek, przeznaczony na nowe kanały i stacje newsowe.

 

Obecnie w placówkach służby zdrowia średni termin płatności wynosi nawet 285 dni. W obrocie gospodarczym 85 dni. To wyniki dalekie od założeń ustawy. Powoduje to trudności na rynku zamówień publicznych, zwłaszcza wśród małych i średnich przedsiębiorstw, które nie są w stanie finansować szpitali w tak długim terminie.

– W trakcie konsultacji złożyliśmy własne wnioski i propozycje. Polegają na doprowadzeniu do przestrzegania narzuconych ustawowo terminów – w przypadku normalnego obrotu gospodarczego 30 dni, a tam, gdzie są zwolnienia – jak w przypadku szpitali, które mają wydłużony termin płatności – 6o dni – powiedział Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Obecnie przez zatory płatnicze polskie przedsiębiorstwa są wypychane z rynku, a w ich miejsce wchodzą podmioty zagraniczne, które mają siłę i odpowiednie finansowanie. Jednocześnie zawęża to konkurencję – co prowadzi do tego, że szpitale kupują drożej to, co mogłyby kupić taniej.

Federacja proponuje także zwiększenie odpowiedzialności dyrektorów szpitali i innych jednostek publicznych powodujących zatory płatnicze. Jeżeli będą oni przekraczali terminy płatności narzucone ustawowo, mają odpowiadać w ramach dyscypliny finansów publicznych. To rozwiązanie, którego celem jest wprowadzenie dyscypliny w zakresie terminowego regulowania należności. Po stronie szpitali mamy jednak jeszcze jeden problem. Artykuł 54. ustawy leczniczej ogranicza dyrektorom możliwość zarządzania. Stanowi on, że cesje swoich zobowiązań mogą robić tylko i wyłącznie za zgodą organu założycielskiego. W przypadku deregulacji należałoby rozprawić się także z tym zapisem – wskazał Kowalski.

Kredyty hipoteczne są obecnie tak tanie, jak nigdy wcześniej. Jednocześnie na horyzoncie widać sygnały sugerujące, że z zakupem mieszkania nie warto zwlekać zbyt długo. Co czeka nas w przeciągu najbliższych 12 miesięcy? Zdaniem ekspertów OPG Property Professionals, rynek mieszkaniowy prawdopodobnie czeka kilka interesujących zwrotów akcji.

Na dostępność mieszkań na rynku pierwotnym składają się 3 zasadnicze czynniki: poziom dochodów, ceny nieruchomości oraz koszty kredytów hipotecznych. Przyjrzyjmy się po kolei każdemu z nich.

Zarobki Polaków

Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, w ciągu ostatnich 5 lat pensje Polaków poszły w górę średnio o 20%. Fazie wzrostowej sprzyjała poprawiająca się po latach zastoju, ogólna dobra koniunktura gospodarcza, której konsekwencją okazał się m.in. zwiększony popyt na rynku pierwotnym. Jak podkreśla Michał Styś, Dyrektor Zarządzający firmy OPG Property Professionals, spadek bezrobocia, wyższe wynagrodzenia oraz korzystniejsze i bezpieczniejsze warunki zatrudnienia sprawiają, że coraz chętniej będziemy sięgać po kredyty hipoteczne.

Poprawia się siła nabywcza Polaków. Łączne dochody rodziny 2+1, gdzie oboje rodziców pracuje w średniej lub dużej firmie, zgodnie z danymi GUS wyniosły pod koniec zeszłego roku blisko 7 tysięcy złotych netto. Chcąc wprowadzić się do własnego M, rodzina ta może pożyczyć na 30 lat około 480 tysięcy złotych. To o 70 tysięcy złotych więcej, niż jeszcze rok temu. Tak dużej dynamiki nie widać wśród pracowników małych firm, aczkolwiek oficjalne statystyki może zaburzać rozpoznane zjawisko wynagradzania częściowo lub w całości poza systemem.

Ceny mieszkań

W zeszłym roku ceny mieszkań na rynkach pierwotnych w największych miastach utrzymywały się na względnie stałym poziome, a jeżeli już ulegały wahaniom, to mieliśmy do czynienia z nieznacznym wzrostem. Można to interpretować jako swoistą równowagę pomiędzy podażą i popytem. Czy status quo na cennikach utrzyma się przez kolejny rok? Zdaniem Michała Stysia istnieją przesłanki by sądzić, że w niedalekiej przyszłości kupujący będą musieli sięgnąć głębiej do kieszeni.

Na cenę metra kwadratowego mogą wpłynąć obserwowane podwyżki kosztów wykonawstwa, w szczególności robocizny. Objawi się to albo wzrostem cen mieszkań, albo zmniejszeniem marż deweloperskich. Już teraz deweloperzy kupują coraz droższe grunty, co wraz ze wzrostem kosztów produkcji może zwiastować zmiany na rynku. Dodatkowo do wzrostu średnich cen ofertowych pośrednio mogą przyczynić się wprowadzane coraz odważniej mieszkania z wyższych segmentów rynku.

Koszty kredytów

Ze względu na najniższą w historii referencyjną stopę procentową, utrzymującą się na poziomie nieco ponad 1,5%, od dłuższego czasu na rynku dostępne są tanie kredyty hipoteczne. Jak na razie Rada Polityki Pieniężnej pozostaje dość powściągliwa, jeśli chodzi o zapowiedzi ewentualnych podwyżek, niemniej prędzej czy później należy się ich spodziewać. Anna Kwaśny z biura sprzedaży osiedla ART MODERN uspokaja – jeśli stopy procentowe pójdą w górę, to dopiero w drugiej połowie tego roku.

Wciąż mamy jeszcze do czynienia z niską inflacją. Jeśli w ogóle do podwyżki stóp procentowych dojdzie, to powinna być ona stosunkowo niewielka. Możemy przyjąć, że wzrost o 50 punktów bazowych zwiększy ratę kredytu o około 30 złotych na każde 100 tys. zł zaciągniętego zobowiązania.

Lokale pod klucz coraz popularniejsze

Zakup własnego M to jedno, jego urządzenie – to zupełnie inna historia. W ofertach deweloperów często spotykaną opcją jest tzw. wykończenie pod klucz, umożliwiające natychmiastowe zamieszkanie. To oszczędność czasu (i nerwów), za którą jeszcze do niedawna przychodziło zapłacić średnio kilkaset złotych za metr kwadratowy więcej, niż w przypadku mieszkania w stanie surowym. Jak jednak zauważa Anna Kwaśny, różnice w kosztach pomiędzy gotowym lokalem od dewelopera, a wykończeniem go na własną rękę, powoli się zacierają.

W obliczu rosnących cen robocizny i coraz bardziej utrudnionego dostępu do wykonawców, wielu inwestorów pyta dziś o lokale, które trzeba jedynie umeblować, aby w nich zamieszkać. Sprzyja temu również fakt, że deweloperzy często nie określają kwoty, za jaką oddadzą dane mieszkanie do użytku. Kwota ta staje się wówczas przedmiotem negocjacji z klientem. Dokonując zakupu na etapie tzw. „dziury w ziemi”, można liczyć na największe rabaty.

Co trzeci z nas w ciągu ostatnich dwóch lat wziął kredyt lub pożyczkę. Co niepokojące, jedynie co drugi badany przyznał, że dokładnie analizuje swoją sytuacje finansową przed zaciągnięciem zobowiązania.

Jak wynika z badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit, ponad jedna trzecia z nas zaciągnęła w ciągu ostatnich dwóch lat pożyczkę bądź kredyt. Zdecydowanie najczęściej dodatkowe środki przeznaczamy na sprzęt RTV i AGD – tak zadeklarowało 4 na 10 ankietowanych. W dalszej kolejności pieniądze przeznaczane są na zakup samochodu (22%), zaspokojenie podstawowych potrzeb (19%), spłatę już zaciągniętych zobowiązań (18%), a także sfinansowanie zakupu nieruchomości (17%) czy wakacji (17%)

– Jak pokazują liczne dane, wśród sprzętów RTV/AGD, które kupujemy na raty od lat niezmiennie królują telefony i komputery. To urządzenia bez których obecnie ciężko funkcjonować, a które wymieniamy częściej niż samochód czy mieszkanie – stąd właśnie na nie najczęściej zaciągamy zobowiązanie finansowe – mówi Jarosław Czulak, dyrektor Działu Marketingu w Profi Credit Polska. – Warto pamiętać, że zakup na raty to doskonały sposób budowania pozytywnej historii kredytowej, która w przyszłości może być kartą przetargową w przypadku negocjowania z instytucją finansową warunków większego kredytu bądź pożyczki – dodaje Czulak.

Co ciekawe, kobiety i mężczyźni mają różne hierarchie potrzeb, na które przeznaczają środki z kredytu bądź pożyczki. Panie najczęściej oprócz sprzętu RTV i AGD dodatkowe finansowanie wydają na zaspokojenie podstawowych potrzeb (23%) oraz spłatę zaciągniętych wcześniej zobowiązań (22%). Z kolei panowie kupują samochód (22%) czy nieruchomość (19%) lub wyjazd wakacyjny (19%). Warto wspomnieć, że, jak wynika z badania, Panie pożyczały w ciągu ostatnich dwóch lat nieco rzadziej niż Panowie (32% do 39%).

– Takie wyniki wcale nie muszą świadczyć, o tym, że kobiety są bardziej odpowiedzialne od mężczyzn i lepiej zarządzają swoimi finansami – mówi Piotr Czyżewski, Dyrektor ds. Rozwoju z ARC Rynek i Opinia. – W gospodarstwach domowych to zwykle Panie zajmują się co miesięcznymi płatnościami, a Panowie przeważnie dokładają swoją „cegiełkę” przy okazji dużych wydatków. Stąd może wynikać ta różnica – dodaje Czyżewski.

Jedynie 53% badanych przez Profi Credit przed zaciągnięciem zobowiązania dokładnie analizuje swoje wydatki – kobiety deklarowały to nieco częściej niż mężczyźni (59% do 48%). Co ciekawe, im jesteśmy starsi, tym częściej kalkulujemy, czy stać nas na kredyt bądź pożyczkę. Aż 80% osób w wieku od 55 do 65 lat zaznaczyło, że gruntownie sprawdza swoje możliwości finansowe zanim zdecyduje się ubiegać o dodatkowe środki – w przypadku pozostałych grup wiekowych odsetek ten wynosił 47%.

– Mimo wysiłków banków i instytucji finansowych, które próbują nas wyedukować, większość z nas zamiast pomyśleć, działa – w ten sposób łatwo stracić kontrolę nad własnymi finansami i wpaść w długi! Pocieszające jest to, że im jesteśmy starsi, tym jesteśmy bardziej rozsądni w kwestiach finansowych – podsumowuje Jarosław Czulak z Profi Credit Polska. – Warto pamiętać, że jest wiele sposobów na to, by trzymać w ryzach swoje wydatki – najprostszy to konsultowanie jakichkolwiek decyzji finansowych z najbliższymi – dodaje Czulak.

 

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, razem z 45 innymi podmiotami – samorządami i miejskimi przedsiębiorstwami transportowymi – rozpisało właśnie zapowiadany od wielu miesięcy przetarg na projekt i wdrożenie składającego się w całości z polskich podzespołów autobusu elektrycznego. Do rozdania jest ponad 2,3 mld zł netto. Autobus ma być przystosowany do różnych rodzajów elektrycznego napędu, w trzech wersjach długości a także… autonomiczny, przynajmniej na potrzeby zajezdni.

Plan zakłada, że poza generalnym rozwojem przemysłu i rynku elektromotoryzacyjnego, Polska stanie się zagłębiem produkcji i zbytu autobusów elektrycznych. Według zapowiedzi urzędników odpowiedzialnych za ten projekt, do 2020 r. ma po naszym kraju jeździć tysiąc takich pojazdów. Na razie miasta kupiły ich niecałe 80.

W założeniach przetargu określono, że faza badawczo–rozwojowa (B+R) a potem wdrożeniowa, czyli zakupy elektrobusów, zakończy się do 2023 r. NCBiR, dzięki podpisanej niedawno umowie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, wyłoży 2 308 700 000 zł netto, z czego większość trafi do samorządów jako zwrotne i bezzwrotne dofinansowanie zakupów autobusów wymyślonych przez polskich inżynierów. Nieco ponad 100 mln zł z tej kwoty ma zostać przeznaczone na część badawczo rozwojową.

Polacy wchłonęli 381 milionów złotych na dopłaty do kredytów, a sztuka ta zajęła 38 godzin. Tym samym Polacy ustanowili rekord. Część osób nie zdążyła jednak na pieniądze, a to może oznaczać kłopoty.

Na niedługo starczyły ostatnie już pieniądze zarezerwowane na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. Wnioski można było składać od 2 stycznia, a już 3 stycznia Bank Gospodarstwa Krajowego (dysponent środków) poinformował, że aplikacje będzie przyjmował tylko do końca dnia. Dla porównania rok temu ostatnie wnioski składano jeszcze z końcem stycznia.

Tym razem sytuacja była znacznie bardziej dynamiczna. Z nieoficjalnych danych, do których dotarł Open Finance wynika, że 2 stycznia pod koniec dnia na dopłaty zarezerwowano już około 190 milionów złotych. Pracownicy banków nie zaliczyli jednak kolejnej nocy do przespanych, bo rano 3 stycznia do wzięcia było już tylko 120 milionów, a kwota ta stopniała do około 90 milionów wczesnym popołudniem. Polacy zarezerwowali więc ponad 260 mln złotych w niewiele ponad jeden dzień. O skończeniu się środków BGK poinformował 3 stycznia około godziny 22. Wnioski można było jeszcze składać do końca dnia. Gdyby przyjąć, że lawina dokumentów zaczęła spływać od 2 stycznia od godziny 8, to okaże się, że środków na dopłaty starczyło na zaledwie 38. To rekord, a trzeba wiedzieć, że pracownicy banków rejestrowali w odpowiednich systemach wnioski dłużej niż przez 8 godzin dziennie. W niektórych instytucjach światło nie gasło do późnych godzin nocnych.

Lista rezerwowych może oznaczać stratę

Dofinansowanie w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” było tak popularne, że pieniędzy nie wystarczyło dla wszystkich. W praktyce oznacza to, że niektórzy nie otrzymają pieniędzy z budżetu. Mówimy o niemałych kwotach, ponieważ przeciętnie z budżetu beneficjenci programu dopłat otrzymywali około 26 tys. zł, a rekordziści ponad 110 tysięcy. Gdyby tego było mało, brak przelewu z BGK oznacza też ryzyko narażenia na dodatkowe straty. Uniknąć ich uda się jedynie w przypadku uzupełnienia brakujących środków lub jeśli zawczasu zastosowano odpowiednie zapisy umowne chroniące przed utratą zadatku.

Dlaczego bez dopłaty można stracić? Wszystko dlatego, że chcąc ubiegać się o kredyt z dopłatą, należało podpisać umowę zakupu mieszkania lub domu. Ta sporządzona przed notariuszem była płatna. W przypadku rezygnacji z zakupu oznacza to stratę na poziomie od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Do tego sprzedający przy podpisaniu umowy może żądać zadatku lub zaliczki. Różnica w nazwie niesie za sobą poważne konsekwencje. W przypadku odstąpienia od umowy zaliczka zostanie zwrócona niedoszłemu nabywcy, ale zadatek sprzedający będzie już mógł sobie zatrzymać. Z drugiej strony, gdyby to sprzedający odstąpi od umowy, nabywca musi otrzymać od niego podwójną kwotę wpłaconego zadatku.

 

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Firma Solaris Bus & Coach S.A. podpisała prestiżowy kontrakt na dostawę 41 trolejbusów dla wileńskiego przewoźnika UAB „Vilniaus viesasis transportas“ (VVT). To kolejny w ostatnim czasie duży kontrakt ze spółką komunikacji publicznej na Litwie. Kilka tygodni wcześniej Solaris wygrał zamówienie na 150 autobusów, również dla wileńskiego VVT.

Zgodnie z podpisaną umową, wszystkich 41 trolejbusów zostanie dostarczonych do Wilna jeszcze w 2018 roku. Będę to modele Solaris Trollino 12 wyposażone, między innymi, w system odzyskiwania energii z hamowania, klimatyzację przestrzeni pasażerskiej, bezprzewodowy Internet i ładowarki USB dla pasażerów oraz system monitoringu wideo. Jednym z dodatkowych elementów zwiększających bezpieczeństwo będzie też specjalny, wbudowany w kabinie kierowcy, alkomat, sprawdzający trzeźwość prowadzącego przed uruchomieniem pojazdu.

Trolejbusy marki Solaris są doskonale znane mieszkańcom Wilna. Pierwsze tego typu pojazdy polski producent dostarczył do stolicy Litwy już w 2004 roku. Łącznie z autobusami i trolejbusami w Wilnie, Kownie, i Poniewieżu, na Litwie jeździ już blisko 200 pojazdów z logo Solarisa. Dzięki realizacji podpisanej w listopadzie ubiegłego roku umowy z VVT na dostawę 150 autobusów (100 nowych Solarisów Urbino 12 oraz 50 sztuk Urbino 18 nowej generacji), a także nowego kontraktu na dostawę 41 trolejbusów, tylko w 2018 roku liczba ta zostanie podwojona.

Eksperci

Gontarek: Trzy dobre pomysły KE jak rozwijać kompetencje cyfrowe

15 stycznia Komisja Europejska przyjęła nowe inicjatywy mające na celu poprawę kluczowych kompetencj...

Grejner: Koniec silnego złotego może być bliski

Chociaż polska gospodarka utrzymuje się w znakomitej kondycji, na wzrost wartości złotego wpływają p...

Bugaj: Dobre złego początki

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są...

Kowalski: Interpretacja MF w sprawie VAT rozstrzyga wątpliwości prawne

Interpretacja ogólna Ministra Finansów w sprawie VAT od usług ściśle związanych z profilaktyką, zach...

Przasnyski: Rozbieżne prognozy dla stóp procentowych

Środowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej z pewnością nie przyniesie zmiany stóp procentowych, a ...

AKTUALNOŚCI

Gdańskie lotnisko obsłużyło pół miliona pasażerów

W 2017 roku Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy obsłużył 4.611.714 pasażerów, co oznacza wzrost na...

GUS przygotował informacje o polskich seniorach

Prawie jedna czwarta ludności Polski to osoby po sześćdziesiątym roku życia. Przeciętne świadczenie ...

Mieszkanie plus priorytetem. Rząd „zmieni otoczenie prawne dla inwestycji”

Program Mieszkanie plus będzie priorytetem rządu na najbliższe miesiące - mówił w piątek minister in...

Odpowiedź Apple po fali krytyki

Szef koncernu Apple, Tim Cook, zapowiedział,  że nowa aktualizacja systemu operacyjnego iOS 11 pozwo...

W Polsce powstanie elektrownia jądrowa

Elektrownia jądrowa będzie w Polsce budowana – to jest mój pogląd i ja go podtrzymuję - powiedział  ...