wtorek, Grudzień 12, 2017
Home Archiwa 2017 Grudzień 6

Dzienne archiwaGru 6, 2017

Są młodzi, ambitni i rozwijają technologie, których nie powstydziłyby się globalne koncerny. Polskie startupy MedTechowe to obecnie jedne z najbardziej innowacyjnych spółek na europejskim rynku wyrobów medycznych, który według szacunków organizacji MedTech Europe, generuje przychody na poziomie 100 mld euro rocznie. W ślad za pionierami takimi jak Braster, który stworzył urządzenie do domowego badania raka piersi, błyskawicznie podąża nowa generacja rodzimych startupów technologicznych. Dysponuje ona nie tylko innowacyjnymi pomysłami i doskonałym zapleczem kadrowym, ale również dostępem do 11 mld euro unijnych środków na naukę w ciągu najbliższych pięciu lat.

Statystyki pokazują, że branża medyczna pozostaje najbardziej innowacyjną dziedziną technologii. W 2016 roku do Europejskiego Biura Patentowego trafiło ponad 12 tys. aplikacji dotyczących technologii medycznych – niemal 1,5 tys. więcej niż w znajdującej się na drugim miejscu branży komunikacji cyfrowej. Szacuje się, że na europejskim rynku 95 proc. firm działających w obszarze MedTech to małe i średnie podmioty, w tym innowacyjne startupy technologiczne, których rozwiązania coraz częściej skupiają uwagę inwestorów i dużych koncernów farmaceutycznych.

Szansa dla polskiej gospodarki

Według Magdaleny Jabłońskiej, dyrektor operacyjnej MIT Enterprise Forum Poland, jednego z wiodących na rynku programów akceleracyjnych, polskie startupy należą obecnie do grona najzdolniejszych w Europie twórców nowoczesnych urządzeń do diagnozowania i leczenia pacjentów. Akcelerator wspiera młode firmy technologiczne m.in. z branży MedTech w ramach Ścieżki Zdrowie realizowanej we współpracy z Grupą Adamed. Jak twierdzi Jabłońska, komercjalizacja oferowanych przez nie rozwiązań może przełożyć się na rozwój specjalizacji polskiej gospodarki.

To technologie przyszłości, które mają szansę zmienić oblicze medycyny. Działające w kraju startupy opracowują rozwiązania odznaczające się potencjałem do komercjalizacji nie tylko na rynku polskim, ale również rynkach międzynarodowych – przekonuje Jabłońska. – Mamy obecnie w Polsce klimat bardzo sprzyjający rozwojowi innowacji oraz koncentracji na branżach wysokich technologii. Dzięki środkom pochodzącym z Funduszy Europejskich, powstającym programom akceleracyjnym oraz rosnącej otwartości dużych przedsiębiorstw na współpracę ze startupami, młodzi przedsiębiorcy mogą wreszcie na poważnie myśleć o komercjalizacji swoich technologii. Należy wykorzystać ten potencjał. Dobrze prosperująca branża MedTech może mieć kluczowe znaczenie dla transformacji Polski w gospodarkę innowacyjną i opartą na wiedzy – dodaje.

Celem programu MIT Enterprise Forum Poland jest połączenie potencjału początkujących, kreatywnych przedsiębiorców z infrastrukturą, doświadczeniem oraz zasobami dużych korporacji po to, aby zwiększyć ich szansę na rynkowy sukces. Projekt wspierany jest grantem uzyskanym w pilotażowym konkursie ScaleUp, realizowanym w ramach rządowego programu StartInPoland. Dzięki temu startupy biorące udział w programie otrzymują szansę pozyskania środków na dalszy rozwój działalności.

– Efektywne programy akceleracji wspierające współpracę dużych przedsiębiorstw ze startupami mają istotne znaczenie dla rozwoju innowacyjności. Dostrzegamy ogromny potencjał tkwiący w technologiach medycznych rozwijanych przez polskie startupy, dlatego znajdują się one w obszarze zainteresowania pilotażu ScaleUp– mówi Anna Brussa z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która odpowiada za realizację programu ScaleUp. – Według prognoz, to jedne z kluczowych technologii XXI wieku, stąd istotne jest tworzenie w Polsce warunków dla rozwoju tego rodzaju innowacji – dodaje.

Trampolina dla innowacji

W ramach programu MIT Enterprise Forum Poland startupy ze Ścieżki Zdrowie uzyskują m.in. wsparcie merytoryczne i mentoringowe specjalistów dziedzinowych Grupy Adamed, dostęp do infrastruktury laboratoryjnej, czy możliwość konsultacji projektu z liderami opinii w wybranych obszarach terapeutycznych. Do tej pory akcelerację pod patronatem Grupy Adamed przeszło ponad 10 startupów. Wśród nich znalazły się m.in. SensoriumLab – firma rozwijająca telemonitoring pacjentów zagrożonych wysiękiem opłucnowym; Cycle – startup, który tworzy inteligentny sensor i aplikację monitorującą cykl owulacyjny kobiet w celu ułatwienia poczęcia dziecka, Medical Simulation Technologies – oferujący pierwszy na świecie symulator echokardiografii przezprzełykowej bazujący na rzeczywistych danych z tomografii komputerowej, czy POLTISS – zespół rozwijający i wprowadzający na rynek technologie nowoczesnych wstrzykiwalnych biomateriałów polimerowych, w szczególności do zastosowań medycznych w rekonstrukcji i regeneracji tkanek miękkich.

– Dla młodej firmy technologicznej współpraca z dużym przedsiębiorstwem takim jak Grupa Adamed  to nie tylko szansa weryfikacji rynkowego potencjału proponowanego rozwiązania, ale też możliwość zdobycia referencyjnego klienta. To z kolei otwiera dalsze drzwi i umożliwia szybszy rozwój – przekonuje Marcin Szczeciński, Kierownik ds. Inwestycji Kapitałowych w Grupie Adamed. – W drugiej edycji programu MIT Enterprise Forum Poland znalazły się dwa zespoły, których technologie mogą zostać wykorzystane w procesie produkcji leków. Obecnie trwają badania pilotażowe, które potwierdzą możliwości wykorzystania tych technologii w farmacji – dodaje.

Czego potrzebują MedTechowe startupy?

Do trzeciej, trwającej obecnie, edycji programu MIT Enterprise Forum Poland zgłosiły się kolejne MedTechowe startupy, rozwijające unikalne technologie, w tym m.in. metody lepszej i szybszej diagnozy raka przy użyciu machine oraz deep learning czy aplikacji mobilnej dedykowanej pacjentom onkologicznym, która wspiera terapię i życie z chorobą nowotworową. Od akceleracji oczekują dopracowania modelu biznesowego, ale również branżowych porad doświadczonych mentorów. Cel jest jeden: jak najszybciej skomercjalizować technologię i zacząć na niej zarabiać.

Mieliśmy okazję współpracować z Grupą Adamed w ramach pierwszej edycji programu MIT Enterprise Forum Poland. Do dziś pozostajemy w kontakcie z naszym mentorem, dzieląc się z nim swoimi wątpliwościami i prosząc o rady – mówi Katarzyna Michalak-Magda, prezes Poltreg, startupu, który rozwija nowatorską metodę leczenia cukrzycy typu I. – Dla startupów, które są na początku drogi, taki mentoring i wskazanie – „tą drogą nie idźcie”,  jest równie ważne, co „twarde”, kapitałowe i infrastrukturalne wsparcie, bo pozwala optymalnie wykorzystywać te dwa ostatnie zasoby – dodaje.

Jak przekonuje Marcin Szczeciński z Grupy Adamed, ze względu na szeroki obszar zainteresowań branży MedTech, trudno mówić o jednym modelu wsparcia w rozwoju początkującego startupu.

– W Ścieżce Zdrowie mamy do czynienia z bardzo zróżnicowanymi startupami. Przedmiot ich działalności obejmuje tak różne obszary jak urządzenia medyczne, technologie symulacyjne w medycynie, technologie związane z procesami wytwarzania w farmacji czy nowe produkty lecznicze – twierdzi Szczeciński. – Jeden zespół może potrzebować dostępu do know-how, inny do środowiska pilotażowego, jeszcze inny wsparcia w tzw. otwarciu drzwi instytucji trzeciej, z którą współpraca jest kluczowa dla dalszych badań nad produktem. Dlatego zasadą jest „szycie” modelu współpracy na miarę – dodaje.

Według prognoz światowy rynek sprzedaży nowoczesnych technologii medycznych w 2022 roku osiągnie wartość 529.8 miliardów dolarów. Jak raportuje Evaluate, jest to znacząca zmiana w stosunku do odnotowanej w 2015 roku, w raporcie World Preview 2016, kwoty 371 miliardów.

Echo Polska Properies ogłosiła przejęcie 12 centrów i parków handlowych („Portfolio M1”) od konsorcjum, w którym 25% udziałów ma Redefine Properties. Wartość transakcji to 692 mln euro. Przejęcie zostało podzielone na trzy transze i nastąpi w ciągu najbliższych trzech lat. Obiekty będące przedmiotem transakcji stanowią część większego portfela, na który składa się 28 nieruchomości pozyskanych w ostatnim czasie przez konsorcjum. Po finalizacji przejęcia w połowie 2020 r. w portfolio EPP znajdować się będzie, co najmniej 27 centrów handlowych o łącznej powierzchni najmu brutto wynoszącej prawie 1 mln metrów kwadratowych.

Na portfolio M1 składa się w sumie 12 dużych obiektów o łącznej powierzchni najmu brutto wynoszącej 446.500 m² zlokalizowanej w 620 sklepach. Wszystkie pozyskane nieruchomości usytuowane są w gęsto zaludnionych regionach i stanowią atrakcyjne uzupełnienie obecnych aktywów EPP. Po sfinalizowaniu transakcji spółka stanie się właścicielem:

  • ośmiu regionalnych centrów handlowych M1 o powierzchni najmu brutto od 30.000 m²
    do 55.000 m² odwiedzanych rocznie przez ponad 40 mln klientów,
  • czterech parków handlowych o powierzchni najmu brutto od 20.000 m² do 35.000 m².

Wszystkie obiekty usytuowane są na atrakcyjnych działkach (ich łączna powierzchnia to ponad 195 hektarów) przylegających do dróg szybkiego ruchu. Centra pozyskane przez EPP są jednopiętrowe, w pełni wynajęte, a ich bogatą ofertę uzupełniają sklepy spożywcze.

Wśród najemców są m.in. popularne hipermarkety Auchan, a także liczne krajowe i międzynarodowe marki, takie jak np. MediaMarkt, TK Maxx, H&M i C&A. Średnia ważona stawka czynszu w portfelu to jedynie 9,10 euro za m² miesięcznie, a współczynnik średniego czynszu do obrotu wynosi poniżej 9%. Całe portfolio objęte jest umową typu master lease zawartą z Metro AG, która wygasa w kwietniu 2024 r.

– Przy wyborze obiektów do przejęcia kierowaliśmy się zasadą, zgodnie z którą dojazd do nich powinien zajmować maksymalnie 30 minut. Dzięki takiemu założeniu zarządzane przez nas centra handlowe będą znajdowały się w zasięgu 34% ludności Polski, a po otwarciu Galerii Młociny współczynnik ten wzrośnie do 39% – powiedział Hadley Dean, prezes EPP. W wyniku podpisanej transakcji o 61% zwiększy się również liczba klientów odwiedzających obiekty EPP – w ujęciu rocznym wzrośnie ona z 76 mln do 122 mln. – Powyższe statystyki potwierdzają, że EPP nadąża za dynamicznym rozwojem rynku konsumenckiego w Polsce – dodał Dean.

Komentując przejęcie Dean zaznaczył również, że zarówno EPP, jak i konsorcjum, cieszą się z korzyści, jakie przyniesie im dochód z najmu gwarantowany przez Metro AG do 2024 r. W 2014 r. Auchan przejął od Metro sieć supermarketów Real w Polsce, a 28 obiektów, które teraz staną się własnością konsorcjum i EPP stanowi 35% wszystkich sklepów działających pod marką Auchan w całym kraju. Dean podkreślił też, że z uwagi na fakt, że poszczególne sklepy płacą średni czynsz poniżej stawek rynkowych, nieruchomości wchodzące w skład pozyskanego przez EPP portfolio zapewniają szerokie możliwości zarządzania aktywami i rozbudowy. Stopa zwrotu z całego portfolio wynosi 7,1%.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Branża IT należy do jednych z najlepiej rozwijających się oraz otwartych na różnorodność. Choć nadal 90 proc. programistów to mężczyźni, sytuacja zmienia się dynamicznie. Kobiety coraz śmielej wkraczają do IT, zachęcone lukratywną branżą, wynagrodzeniami i benefitami. Już teraz odsetek pań szkolących się do pracy w tym sektorze wynosi blisko 28 proc. i stale wzrasta.

Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej, gdyby kobiety były reprezentowane w branży informatycznej tak samo licznie, jak mężczyźni, PKB Unii Europejskiej zwiększyłoby się o 9 mld euro rocznie. Dodajmy, że udział sektora ICT w tworzeniu polskiego PKB to obecnie ok. 8 proc., a według szacunków resortu gospodarki do 2020 r. wzrośnie nawet do 15 proc.

Tak dynamiczny rozwój IT powoduje, że na rynku będzie brakować coraz większej liczby programistów i programistek – jak podaje Komisja Europejska, deficyt specjalistów IT w ciągu najbliższych 4 lat może wzrosnąć do 825 tys. Na szczęście, zainteresowanie pań pracą w tym sektorze rośnie. Jak podaje szkoła programowania online Kodilla.com, już teraz odsetek kobiet szkolących się na programistki wynosi blisko 28 proc. i stale wzrasta.

Kobiety w IT mają lepiej?

Branża IT jest atrakcyjna tak samo dla mężczyzn, jak i kobiet, a jednym z najważniejszych atutów jest oczywiście poziom osiąganego wynagrodzenia. Doświadczeni programiści, niezależnie od płci, zarabiają powyżej średniej krajowej już po kilku latach pracy. Dla przykładu – obecnie 50 proc. programistów znających język JavaScript odbiera wynagrodzenie od ok. 3,8 do 8 tys. zł brutto miesięcznie, jak podaje raport Sedlak&Sedlak. Dla specjalistów pracujących w branży kilkanaście lat, górne granice wynagrodzenia są takie, jak w Europie Zachodniej i USA, czyli dochodzą do setek tysięcy euro rocznie.

Praca w branży IT daje poczucie bezpieczeństwa. Warto przypomnieć, że Polska, jak i cała Europa, wciąż zmaga się z deficytem programistów. Komisja Europejska szacuje, że do 2020 roku zabraknie w Europie około 825 tys. specjalistów od IT. Szczególnie poszukiwani na rynku pracy są specjaliści konkretnych technologii, np. JavaScript Developerzy czy Java Developerzy. Najczęściej negocjują oni umowy z jak najkrótszym okresem wypowiedzenia, bo wciąż dostają nowe oferty pracy. Większe doświadczenie w branży otwiera też wiele możliwości, nie tylko finansowych. Coraz częściej programiści pracują zdalnie, a taka forma pracy jest bardzo atrakcyjna dla kobiet wychowujących dzieci.

Ponadto w zawodzie programisty nie jest wymagane wykształcenie informatyczne. Wg raportu Hays nie posiada go 39 proc. kobiet pracujących w IT. Oczywiście dyplom politechniki jest dodatkowym atutem, ale mając odpowiednie umiejętności i portfolio nie jest on konieczny. Dla pracodawców najważniejsze są konkretne umiejętności i kompetencje − dyplomy czy certyfikaty mają mniejszą znaczenie. Stąd też dużo osób inwestuje w samokształcenie. Kobiety wybierają bootcampy programistyczne, dzięki którym mogą przebranżowić się i rozpocząć karierę w branży IT.

– Obecnie kobiety stanowią 10 proc. pracowników IT, jednak możliwość nauki zdalnej, motywacja, perspektywa dołączenia do najlepiej rozwijającej się branży w kraju powodują, że coraz chętniej uczą się programowania – komentuje Marcin Kosedowski ze szkoły programowania online Kodilla.com, i dodaje: – Dziś panie stanowią od 22 do 34 proc. absolwentów bootcampów informatycznych. Zdecydowana większość z nich znajduje pracę w zawodzie programistki w ciągu kilku miesięcy od zakończenia szkolenia.

Google, Facebook – oni też stawiają na kobiety

Okazuje się, że kobiety w IT są bardzo potrzebne i chętnie zatrudniane, a zespoły składające się ze specjalistów obu płci uzyskują najlepsze efekty. Na kobiety stawiają nie tylko małe firmy, ale również giganci branży technologicznej. “Różnorodność i integracja są fundamentalną częścią naszej kultury i wyznawanych przez nas wartości. Jesteśmy przekonani, że różnorodność i integracja mają zasadnicze znaczenie dla naszego sukcesu jako firmy” – podaje Google. Z kolei Facebook na całym świecie zatrudnia ponad 20,6 tys. pracowników i ma już 2 mld aktywnych użytkowników miesięcznie. Z najnowszych danych wynika, że kobiety stanowią 35 proc. wszystkich zatrudnionych. Szwedzka firma NetEnt weszła na polski rynek z zamiarem zrównania zatrudnienia kobiet i mężczyzn w każdym obszarze pracy – mają zamiar dokonać tego do 2020 r. Międzynarodowa firma Atos tworząca oprogramowanie m.in. dla komisji Unii Europejskiej zatrudnia około 100 tysięcy osób w 70 krajach, a we wrocławskim oddziale połowa pracowników to kobiety. Takich przykładów jest bardzo dużo.

Pracodawcy doceniają u kobiet kompetencje miękkie, ale nie tylko. W badaniu GitHub – jednego z największych serwisów hostingowych na licencji open-source, programiści lepiej ocenili kod napisany przez kobiety (płeć autorów kodu podczas badania była ukryta).

Faktem jest, że kobiety świetnie sobie radzą jako programistki, ale ich powodzenie zawsze jest poprzedzone godzinami nauki. Kobieta czy nie – każdy adept programowania musi wysiedzieć swoje przed monitorem. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że same dobre intencje nie wystarczą. Programowanie wymaga dyscypliny i wykształcenia dobrych nawyków. Uczenie się to proces, a na efekty trzeba zapracować. Wszyscy kandydaci na programistów i obecni programiści potrzebują przede wszystkim cierpliwości. Tak naprawdę to nie płeć odpowiada za sukces, lecz determinacja i sukcesywne dążenie do celu.

Prognozy ekspertów wskazują, że w 2018 r. żywność będzie drożała znacznie słabiej niż w tym roku. To oznacza nie tylko, że jej ceny mniej „uderzą nas po kieszeni”, ale także nie spowodują znaczącego wzrostu inflacji.

Według najnowszych szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w czerwcu 2018 r. ceny żywności i napojów bezalkoholowych będą o 2,5-3 proc. wyższe niż w grudniu obecnego roku, a ich przeciętny poziom w pierwszych sześciu miesiącach 2018 r. będzie wyższy o 3 proc. Od stycznia do czerwca obecnego roku żywność drożała w poszczególnych miesiącach w tempie od 2,8 do 3,9 proc., a więc pierwsza połowa przyszłego roku będzie tylko nieznacznie bardziej łaskawa dla konsumentów. To oczywiście tylko wstępne prognozy, nie uwzględniające trudno obecnie przewidywalnych warunków pogodowych, które mogą mieć istotny wpływ na ceny wielu produktów spożywczych oraz sytuacji na rynkach światowych, które w przypadku wielu artykułów również determinują wysokość ich cen w kraju.

Z prognoz ekspertów wynika, że w kolejnych miesiącach w górę będą szły nadal ceny produktów, które w tym roku budziły najwięcej emocji. Według ocen Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa na koniec pierwszego kwartału 2018 r. ceny skupu mleka mogą być wyższe niż obecnie nawet o 10 proc. a masła o 17-26 proc. To przeczy wcześniejszym prognozom, mówiącym że ceny masła będą stopniowo się obniżać. Powodem drożyzny ma być wciąż zwiększony popyt na masło na świecie. Nic nie wskazuje także na to, by spadły ceny jaj. Wyliczany przez BGŻ BNP Paribas indeks cen jaj był pod koniec listopada o 45 proc. wyższy niż przed rokiem, a analitycy tej instytucji spodziewają się utrzymania tej tendencji w pierwszych miesiącach przyszłego roku, także głównie wskutek dużego popytu z zagranicy. Według ministerstwa rolnictwa jaja konsumpcyjne były w listopadzie droższe o 38 proc. niż rok wcześniej, a przetwórcy musieli płacić za nie aż 2,5 krotnie więcej. Możemy za to liczyć na niższe ceny cukru, co wynika zarówno z sytuacji na rynku światowym, jak i decyzji o zniesieniu od października obecnego roku limitów produkcji w Unii Europejskiej. Na światowych giełdach notowania cukru od początku roku poszły w dół o około jedną czwartą. IERiGŻ spodziewa się także spadku cen mięsa drobiowego w przyszłym roku.

Fakt, że ceny żywności będą prawdopodobnie rosły wolniej, nie oznacza jednak niższej inflacji. Według prognoz NBP, średni jej poziom w 2018 r. wyniesie 2,3 proc. Należy się więc spodziewać znaczącego wzrostu cen także w innych kategoriach towarów niż żywność.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

W miarę postępującej cyfryzacji, szefowie firm i działów HR powinni rozważyć zastosowanie przełomowych technologii, które mogą pomóc zaspokoić potrzeby kadrowe. Dane wskazują, że 56% firm modyfikuje programy kadrowe w taki sposób, by umożliwiały korzystanie z narzędzi cyfrowych i mobilnych, zaś 33% już korzysta z różnych form aplikacji opartych o sztuczną inteligencję, służących rozwiązywaniu problemów z zakresu HR.

Dla przedsiębiorców każda innowacja, która pomoże w usprawnieniu działania ich firmy jest ważna. Większość pracowników to młodzi ludzie, których zarówno praca, jak i życie prywatne bazują na smartfonach, aplikacjach mobilnych i innych możliwościach, jakie daje im rozwijająca się nieustannie technologia. Nowością w polskich biurach jest aplikacja Zonifero, która pełni funkcję biurowego organizera. Jej pomysłodawcą i twórcą jest Robert Strzelecki, który z problemem organizacyjnym zetknął się we własnej firmie.

– Ludzie z jednego budynku, jeśli muszą załatwić coś w innym, czasami marnują nawet kilkadziesiąt minut, by dotrzeć do odpowiedniego pomieszczenia i znaleźć osobę, z którą chcą porozmawiać. Duże biurowce naprawdę mogą kojarzyć się z labiryntami. Wykorzystując Zonifero można zobaczyć, gdzie kto siedzi, zarezerwować salę konferencyjną, znaleźć numery telefonów do współpracowników, wysłać informację, że potrzebujesz się pilnie z konkretną osobą skontaktować, czy nawet zgłaszać usterki lub pomysły na ulepszenie biura. To wszystko bardzo usprawnia codzienne funkcjonowanie w pracy – przekonuje Robert Strzelecki.

Dla firm istotne jest, by iść z postępem technologicznym i dlatego by usprawnić działanie firmy coraz więcej rzeczy robimy on-line.

Budowanie organizacji przyszłości to priorytet

Zmiany technologiczne zachodzą w bardzo szybkim tempie, całkowicie przekształcając nasze życie, pracę i sposoby komunikowania się. Firmy również dostosowują się do tych zmian. Dla niemal 90% szefów działów HR i prezesów firm na całym świecie, budowanie organizacji przyszłości jest priorytetem. Wiele firm wdraża u siebie modele organizacji przedsiębiorstwa opierające się na coraz silniejszym trendzie pracy w sieci.

Biznes dziś robi się wirtualnie: spotkania on-line są coraz popularniejsze, bo nad jednym projektem czasem pracują specjaliści z kilku krajów. To, co parę lat temu wydawało się niemożliwe, dziś staje się codziennością – dodaje Strzelecki. Zdaniem Deloitte tylko 35% specjalistów HR uznaje, że poziom wydajności ich działów jest „dobry” lub „bardzo dobry”, a jedynie 11% respondentów wie, jak stworzyć organizację przyszłości. Warto jednak pamiętać, że nie wszystko opiera się na działaniach w sieci. Pracodawcy muszą brać pod uwagę, że istnieją pewne wymogi i standardy, które muszą spełnić, by ludziom pracowało się lepiej.

Co pod sufitem piszczy ?

Jak wynika z badań, w Polsce tylko 2% stanowisk w pracy spełnia standardy ergonomii, a niecała połowa spełnia te wymogi tylko częściowo. Badanie miało na celu uświadomić pracodawcom, że nieodpowiednie warunki pracy nie tylko pogarszają ich wizerunek, ale również narażają ich na koszty spowodowane zwolnieniami chorobowymi  oraz związaną z tym niższą wydajnością pracy.

– Warto jednak zauważyć, że z roku na rok coraz więcej właścicieli firm i przedsiębiorców jest zainteresowanych tym tematem i widzi potrzebę dostosowania biur do wymogów prawnych z uwzględnieniem wysokich standardów wykończenia i wyposażenia. Rośnie świadomość, że poprawa komfortu pracy w biurze przyniesie widoczne efekty i przede wszystkim przełoży się na jakość wykonywanych zadań – mówi Paweł Gossa, prezes firmy INVESTCOVER, która zajmuje się realizacją projektów inwestycyjnych związanych z budową i modernizacją obiektów biurowych.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę na przykład z tego, że brak sufitów podwieszanych, z którymi coraz częściej spotykamy się w nowoczesnych biurach może generować problemy akustyczne związane z szumami wysokiej częstotliwości. Źródłem tych szumów jest duża ilość urządzeń technicznych montowanych pod sufitem typu fancoile, klimakonwektory, zawory ograniczające przepływ cieczy, czy też przepływ samego powietrza w kanałach wentylacyjnych. Kolejny problem związany jest z echem i pogłosem, których źródłem są odbijające się dźwięki od elewacji, powierzchni ścian w tym ścian szklanych, sufitów oraz twardego wyposażenia. Wszystkie te elementy, o ile nie zostaną podjęte odpowiednie kroki zapobiegawcze, mogą obniżać jakość środowiska pracy i przyczyniać się do problemów z koncentracją pracowników, zmniejszając tym samych ich efektywność w pracy. To tylko przykład, ale pokazuje, że o przestrzeni biurowej należy myśleć poczynając od najmniejszych detali. Stad też ze względu na złożoność całego procesu inwestycyjnego, a także wiele czynników mających bezpośrednie przełożenie na efekt końcowy wiele firm decyduje się powierzyć zadanie związane z zarządzaniem projektem modernizacji czy aranżacji biura profesjonalistom, którzy potrafią poskładać i połączyć wszystkie elementy tak by uzyskać zamierzony efekt w wyznaczonym czasie i budżecie.

„Constant feedback”

W najbliższym czasie działy personalne będą poświęcać dużo uwagi procesom związanym z tzw. „miękkim HR”. Jak się okazuje, według badania przeprowadzonego przez Deloitte, aż 58% menedżerów wyższego szczebla twierdzi, że tradycyjne metody zarządzania wydajnością nie zwiększają zaangażowania pracowników, ani ich efektywności. W związku z tym, roczne oceny pracownicze powoli odchodzą do lamusa, a ich miejsce zajmuje nowy trend – tzw. constant feedback. Jest to nowe podejście do zarządzania efektywnością, oparte na bezpośrednim i częstym kontakcie między pracownikiem i menedżerem, przy wykorzystaniu opinii innych współpracowników. Pozytywna informacja zwrotna przyczynia się do wzrostu motywacji, a co za tym idzie – zadowolenia z wykonywanej pracy. Konstruktywny feedback może być także siłą napędową do wprowadzenia zmian. Nowoczesne zarządzanie zasobami ludzkimi jest nieodzownym elementem składającym się na sukces firmy.

Trendy przodujące obecnie w HR, takie jak stosowanie przełomowych i innowacyjnych technologii, kształcenie i rozwój czy informacja zwrotna udzielana na bieżąco, mają ogromny wpływ na jakość pracy w przedsiębiorstwach i pracodawcy powinni o tym pamiętać.

 

Posiedzenie RPP nie przyniosło niespodzianek, a prezes NBP Glapiński powtórzył swoje przekonanie o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian do końca 2018 r. Dla złotego to kolejny powód, by tkwić w miejscu zapatrzonym na sytuację na zewnątrz, gdzie także niewiele się dzieje. Dolar czeka na ustawę podatkową i rynek pracy, zamrażając w miejscu EUR/USD. W centrum uwagi jest funt targany brexitową sagą. Dziś w centrum uwagi decyzja Banku Kanady.

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopę referencyjną na 1,50 proc., a jedyną zmianą było obniżenie wysokości oprocentowania środków rezerwy obowiązkowej do 0,5 proc. z 1,35 proc. począwszy od 1 stycznia 2018 r. Rada tłumaczyła decyzję dalszym porządkowaniem narzędzi polityki pieniężnej. Obniżka po za tym, że jest niewielkim obciążeniem dla banków komercyjnych i poprawi zysk NBP o ok. 0,4 mld zł, nic nie zmienia w interpretacji nastawienia RPP. Jak oczekiwaliśmy, prezes Glapiński stwierdził, że ostatni zestaw danych z Polski (wysoki PKB, inflacja przy celu) w ogóle nie zmienił jego nastawienia i dalej spodziewa się on, że stopy nie będą zmieniane do końca 2018 r. Ryzyka przestrzelenia celu inflacyjnego zostały oddalone, gdyż za główny czynnik podwyższający inflację uznaje się wysokie ceny żywności i energii, za to inflacja bazowa pozostaje słaba. W rezultacie trudno oczekiwać, aby na rynku prędko obudziły się jastrzębie oczekiwania, które mogłyby wpłynąć na rynek walutowy i długu. EUR/PLN pozostaje zakotwiczony w przedziale 4,20-4,22 pozostawiony na pastwę czynników zewnętrznych. Trzymamy się zdania, że po ostatnich spadkach EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

Brexitowa saga trwa i tym razem nie daje powodów do zadowolenia dla kupujących funta. W nocy artykuł The Telegraph uderzył w GBP wskazując na niestabilność rządu brytyjskiego. Boris Johnson i Michael Gove mają przewodzić rewolcie w rządzie Theresy May w obawie, że dąży ona do tzw. „łagodnego Brexitu”. Nie jest to pierwszy raz, kiedy nazwiska Johnsona i Gove’a pojawiają się w temacie sprzeciwu polityce May, to jednak informacja zyskuje na istotności na finiszu rozmów zamykających tegoroczną fazę negocjacji z UE. Od wczoraj nierozwiązanym problemem jest kwestia granic na wyspie Irlandii. Bruksela wyznaczyła koniec tego tygodnia jako ostateczny termin wykrystalizowania porozumienia, co daje nam jeszcze trzy dni na komunikaty, wypowiedzi, zwroty akcji itd. Rynek powoli traci cierpliwość do GBP.

Dziś po południu mamy decyzje Banku Kanady. Oczekujemy, że Bank Kanady poprzestanie w tym roku na dwóch podwyżkach stopy procentowej i dziś utrzyma stopę overnight na 1 proc. Choć kluczowe dane z gospodarki pozostają solidne, to jednak brak oznak przyspieszenia inflacji sugeruje ostrożny ton w odniesieniu do zmian polityki monetarnej. Ostatnio prezes Poloz twierdził, że potrzebuje czasu na ocenę wpływu dotychczasowych podwyżek na gospodarkę i powtórzenie tego w grudniowym komunikacie może zabrzmieć zbyt neutralnie dla jastrzębio nastawionego rynku. Rynek już wycenia pełną podwyżkę o 25 pb do marca 2018 r., co w mojej ocenie wydaje się za dużo. Podkreślenie w komunikacie czynników ryzyka (silna waluta, zadłużenie gospodarstw domowych, NAFTA) dla perspektyw gospodarczych byłoby kubłem zimnej wody na głowy posiadaczy długich pozycji w CAD, przynosząc silny odwrót po ostatnim rajdzie.

 

Opracował Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

Dyskretny ochroniarz, który odwiezie dzieci do szkoły i odbierze ważnego gościa z lotniska to już nie tylko rzeczywistość znana z filmów. Zapytania o tego typu usługi od klientów prywatnych i biznesowych coraz częściej docierają do firmy Konsalnet. Chcemy chronić swoich bliskich w sposób profesjonalny.

W co czwartej szkole są zamontowane kamery, a rodzice i tak domagają się coraz ostrzejszych środków bezpieczeństwa. Chcą, by szkoły były kontrolowane przez firmy ochroniarskie. Blisko połowa chciałaby, aby o bezpieczeństwo dbała profesjonalna ochrona, a nie nauczyciel i woźny. Natomiast pytania od pracowników biznesu dotyczą osobistej ochrony. Osoby te często wyjeżdżają służbowo  i ważne jest dla nich, by rodzina, która zostaje w kraju – była bezpieczna, dlatego stawiają na profesjonalistów w branży, czyli Firmę Konsalnet.

Konsalnet  ma ponad 20 letnie doświadczenie i tysiące klientów, którzy potwierdzają: ochrona to ich specjalność. Tworzą kompleksowe systemy ochrony bez względu na ich charakter. Od lat współpracują z największymi i najbardziej wymagającymi klientami.

Warto wybrać do współpracy Konsalnet, bo jest jednym z najlepiej postrzeganych pracodawców w branży ochrony. W uznaniu jakości współpracy i troski o pracowni­ków, NSZZ Solidarność w 2012 roku przyznała Konsalnetowi Nagrodę Lidera Dialogu.

Konsalnet oferuje swoim Klientom usługi w oparciu o najwyższe standardy ochrony na świecie. Dysponują specjalistycznym sprzętem, rozbudowanym systemem kierowania oraz zespołem wysoko wykwalifikowanych pracowników. To daje im możliwość podejmowania się zadań o wysokiej skali trudności, jak i prostych zleceń ochrony (na przykład naszej rodziny czy ważnych partnerów biznesowych).

Do potrzeb klientów podchodzą w sposób indywidualny, specjalnie dostosowując system ochrony zgodnie z analizą aktualnych i potencjalnych zagrożeń oraz potrzeb i wymagań.

I co najważniejsze… kadry Konsalnet tworzy wykwalifikowana i doświadczona kadra, która dzięki cyklicznym szkoleniom tworzy grupę fachowców najwyższej klasy.

Dzięki temu ochrona jest na najwyższym poziomie.

 

Więcej na konsalnet.pl

 

 

 

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w trzecim kwartale tego roku jednostki samorządu terytorialnego przeznaczyły na inwestycje blisko 8 mld zł, czyli aż o 44 proc. więcej niż rok temu. Tak duży wzrost był możliwy głównie dzięki uruchomieniu środków europejskich z perspektywy unijnej na lata 2014 – 2020. Zdaniem ekspertów Banku DNB, aby utrzymać lub wręcz przyspieszyć tempo inwestycyjne, władze samorządowe powinny w większym stopniu niż dotychczas korzystać z obligacji przychodowych.

W pierwszym kwartale tego roku nakłady inwestycyjne jednostek samorządu terytorialnego wyniosły 1,84 mld zł, a w drugim 4,1 mld zł.

– Suma blisko 8 mld zł w III kwartale jest więc znacznie lepszym wynikiem w porównaniu do dwóch pierwszych kwartałów, a także do roku poprzedniego, w którym na skutek braku pieniędzy unijnych mieliśmy do czynienia ze znacznym spadkiem inwestycji – wyjaśnia Małgorzata Zielińska, Dyrektor Biura Sektora Publicznego w DNB Bank Polska SA.  – Wydatki inwestycyjne JST w okresie lipiec-wrzesień wzrosły rok do roku aż o 45 proc. – dodaje.

To przede wszystkim od dostępności środków unijnych uzależniona jest dynamika wzrostów inwestycyjnych w samorządach terytorialnych. Pokazują to dane Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych. Wydatki inwestycyjne JST w latach 2014 i 2015, czyli w ostatnich dwóch, w których wydawano pieniądze z poprzedniej perspektywy unijnej, wynosiły odpowiednio blisko 40 i ponad 37,2 mld zł, z czego środki unijne miały udział na poziomie 38,2 oraz 29,8 proc. Dla porównania, w ubiegłym roku, suma ta wynosiła nieco ponad 24,4 mld zł, z czego środki unijne miały udział jedynie w wysokości 6,9 proc.

– Dane te pokazują, że inwestycje w samorządach są silne skorelowane z dopływem unijnych pieniędzy, a tym samym uzależnione od ich dostępności. Tymczasem władze samorządowe mają do dyspozycji inne narzędzia, dzięki którym mogą sfinansować zaplanowane przez siebie inwestycje i w sposób znacznie bardziej harmonijny realizować założone cele. Jednym z nich są obligacje przychodowe, które pozwalają zdywersyfikować źródło środków inwestycyjnych – mówi Małgorzata Zielińska.

Obligacje przychodowe, emitowane zazwyczaj na okres 10-15 lat, pozwalają sfinansować, m.in. projekty związane z gospodarką wodną, rozbudową transportu publicznego czy budownictwem komunalnym. Jako że nie wlicza się ich do wskaźnika zadłużenia samorządów, mogą one wspierać realizację regionalnych i lokalnych przedsięwzięć, niezależnie od innych instrumentów wykorzystywanych przez JST. Obligacje może wyemitować jedna gmina lub grupa jednostek samorządu terytorialnego, na przykład z sąsiadujących ze sobą, które chcą sfinansować wspólną inwestycję.

– Przeprowadziliśmy pierwszą na polskim rynku emisję obligacji przychodowych dla gmin zrzeszonych w związku. Był to Wałbrzyski Związek Wodociągów i Kanalizacji, zrzeszający dziewięć gmin, który wyemitował obligacje przychodowe o wartości 107 mln zł. Pieniądze zostały przeznaczone na refinansowanie zadłużenia zaciągniętego na projekty wodno-kanalizacyjne – mówi Małgorzata Zielińska. Jak dodaje, do zalet obligacji należy również przejrzysta konstrukcja, gwarancja wypłacalności emitenta czy też mechanizm gromadzenia przychodów. – W przypadku obligacji przychodowych mamy także sporą elastyczność finansowania zarówno w zakresie kwot, jaki i terminów emisji oraz wykupu poszczególnych serii. Istotna jest także krótka procedura związana z pozyskaniem środków, czyli maksymalnie 30 dni od podjęcia uchwały w sprawie obligacji. Jest więc to rozwiązanie elastyczne i szybko dostępne – wyjaśnia Małgorzata Zielińska.

W latach 2005 – 2017 w Polsce jednostki samorządu terytorialnego wyemitowały obligację przychodowe na łączną kwotę ponad 1,5 mld zł. W ostatnich latach najaktywniejszą gminą pod tym względem jest Wałbrzych.

– W najbliższych latach spodziewamy się, że popularność obligacji przychodowych będzie rosła i wartość tego typu emisji powinna sięgnąć kilku miliardów złotych. Są one bardzo atrakcyjnym produktem nie tylko na inwestycje, które przynoszą przychody z przedsięwzięcia, ale też i na inne inwestycje, na przykład drogi. W takiej sytuacji zabezpieczeniem transakcji jest przychód z innego przedsięwzięcia. Co ważne gminy, które mają obawy przed tego typu rozwiązaniem, mogą wziąć udział w bezpłatnych warsztatach dotyczących praktycznych aspektów emisji obligacji przychodowych – podsumowuje Małgorzata Zielińska.

Zasada „Zastaw się, a postaw się” odchodzi w niepamięć? Jedynie 10% Polaków deklaruje wzięcie kredytu lub pożyczki na święta, to 2 razy mniej niż w 2015 roku. Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas – rodzinna atmosfera, prezenty, stoły uginające się pod ciężarem dwunastu potraw oraz puste nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Taki obrazek podsycają co roku media.

Polacy jednak nie planują ulegać świątecznej gorączce zakupowej. Sarmackie „zastaw się, a postaw się” przynajmniej w tym roku coraz wyraźniej odchodzi w niepamięć. Jak wynika z badania zwyczajów finansowych Polaków zrealizowanego w październiku 2017 roku na zlecenie Profi Credit, jedynie 10% z nas byłaby gotowa zaciągnąć zobowiązanie finansowe na Boże Narodzenie. Dwa lata temu ten odsetek był 2-krotnie wyższy. Większość z nas zorganizuje Święta własnym sumptem – korzystając z bieżących dochodów lub rozbijając skarbonkę.

„Zastaw się, a postaw się” – to chyba jedno z najlepiej znanych polskich porzekadeł. Przywodzi na myśl XVIII wiecznych wielmoży, którzy wierzyli w wyższość stanu szlacheckiego nad innymi, umiłowali sobie styl barokowy wraz z jego wystawnością i za wszelką cenę chcieli zaimponować innym. Sarmaci przyjmowali gości z wielki przepychem – ze wszystkich sił starali się pokazać swoje bogactwo i dostatek, często nawet, o ironio, zadłużając się w tym celu. Stąd właśnie wzięło się znane powiedzenie. A jak jest dziś? Wydaje się, że sarmackie obyczaje odchodzą w zapomnienie. Polacy coraz częściej deklarują, że starają się kierować rozsądkiem i mierzyć zakupowe zamiary na finansowe siły.

Jeszcze w 2015 roku, co piąty (20%) ankietowany przez Profi Credit przyznawał, że na Boże Narodzenie weźmie kredyt bądź pożyczkę. Najnowsze dane sugerują jednak, że w ciągu ostatnich dwóch lat Polacy zmienili swoje podejście do finansowania Świąt. Obecnie, jak wynika z badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit przez ARC Rynek i Opinia, jedynie co dziesiąty z nas uważa uroczystości rodzinne za wystarczający powód, aby wziąć kredyt bądź pożyczkę. Potwierdzają to również inne szeroko dostępne dane.  Liczne badania opinii pokazują, że Polacy deklarują finansowanie Gwiazdki przede wszystkim z bieżących dochodów, a także z oszczędności przechowywanych w przysłowiowej skarpecie. Jedynie niewielki odsetek przyznaje, że na świąteczne wydatki planuje przeznaczyć również środki z kredytu bądź pożyczki.

– W ciągu 2 lat wyraźnie spadła liczba osób deklarujących zaciągnięcie zobowiązania finansowego, które pomogłoby przygotować Święta Bożego Narodzenia. Jestem przekonany, że wpływ na to mają nie tylko realizowane programy społeczne takie jak 500+, lecz także sprzyjające otoczenie makroekonomiczne wykazujące wzrosty w różnych dziedzinach i branżach – komentuje Jarosław Czulak, Dyrektor Działu Marketingu Profi Credit Polska S.A. – Chociaż należy pamiętać, że  grudzień to nadal bardzo dobry okres dla instytucji finansowych, tak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Nie oznacza to jednak, że w Boże Narodzenie masowo odwiedzamy banki, czy inne instytucje oferujące dodatkowe finansowanie. Na Święta zadłużają się tylko nieliczni, ale że robią to w tym samym czasie – czyli na tydzień czy dwa przed 24 grudnia –  stąd mamy wrażenie „gorącego okresu” na rynku kredytów i pożyczek  – dodaje.

Gwiazda potrafi uderzyć nas po kieszeni. Prezenty, kolacja wigilijna, choinka… to wszystko kosztuje. Różne badania i źródła podają, że w 2017 roku planujemy wydać na Święta średnio od 700 do 900 złotych. Nieco więcej na organizację Bożego Narodzenia zamierzają przeznaczyć beneficjenci programu Rodzina 500+ – eksperci jednak podkreślają, że są to rodziny wielodzietne, które niemalże z definicji więcej wydają w tym okresie.

– Z roku na rok coraz chętniej korzystamy ze sposobów na zoptymalizowanie świątecznych wydatków. Składniki wigilijnych potraw kupujemy częściej w dyskontach niż osiedlowych sklepach, a pod choinką kładziemy przede wszystkim praktyczne prezenty i koperty z gotówką. Większość nas również z dużym wyprzedzeniem planuje świąteczne zakupy, co znacznie ułatwia zarządzanie domowym budżetem mówi Jarosław Czulak – Nie dajemy się świątecznej gorączce, a jeśli nawet to staramy się zachować w tym wszystkim odrobinę rozsądku. Wolimy skromniejsze święta, ale sfinansowane z własnych środków – przecież w tych wyjątkowych dniach liczy się przede wszystkim rodzinna atmosfera dodaje Czulak.

 

 

Krajowy rynek hotelowy dojrzewa, zbliżając się charakterem do sektora powierzchni biurowych oraz magazynowych. Branża korzysta m.in. na zainteresowaniu blisko 20 mln turystów oraz operatorów hotelowych, w tym także zagranicznych sieci. Baza hotelowa w Polsce jest bardzo zróżnicowana regionalnie, a do 2019 r. liczba dostępnych pokoi zwiększy się o przeszło 6,6 tys.

Rynek hotelowy w Polsce ma za sobą bardzo udany 2016 r., w którym w ponad 80% województw zaobserwowano znaczny wzrost bazy hotelowej. Najwięcej miejsc noclegowych przybyło w województwie mazowieckim (4,1 tys.) i małopolskim (3,3 tys.), gdzie Warszawa i Kraków wygenerowały, odpowiednio ponad 1/3 i 2/3 nowej podaży. Według ekspertów Emmerson Evaluation rok 2017 powinien okazać się dla branży równie dobry.

Polski rynek hotelowy już od kilku lat doskonale się rozwija. Obserwujemy niesłabnącą aktywność inwestorów oraz rosnący popyt ze strony turystów i klientów biznesowych. Rynek hotelowy dojrzewa i powoli dogania pod względem liczby transakcji inne segmenty biznesowego rynku nieruchomości – mówi Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson Evaluation, firmy zajmującej się profesjonalną wyceną nieruchomości.

Nowe trendy na rynku hotelowym

Pod względem struktury własnościowej w Polsce przeważają hotele indywidualne, prowadzone bezpośrednio przez ich właścicieli. Takie obiekty znajdują się zwykle w miejscach wypoczynkowych. Również w tych lokalizacjach najczęściej spotkać można hotele polskich sieci. Obiekty zarządzane przez marki międzynarodowe dotychczas skupiały się na ofercie dla klientów biznesowych i lokowały swoje hotele w największych miastach.

– Na rynku hotelowym widać wiele nowych trendów. Zagraniczne sieci hotelowe są coraz bardziej zainteresowane inwestycjami w sektor turystyczny oraz rozszerzeniem portfolio o mniejsze miasta. W najbliższych latach powstanie kilka takich inwestycji w nadmorskich i górskich kurortach, jak np. Hilton Garden Inn w Kołobrzegu czy Radisson Blu w Zakopanem. Wprowadzanie oferty na nowe rynki może wskazywać na stopniowe zapełnianie się dużych ośrodków miejskich obiektami sieciowymi i konieczność poszukiwania nowych miejsc dla prowadzenia działalności – wskazuje Izabela Bednarczyk, analityk w Emmerson Evaluation. Innym trendem na rynku hotelowym jest wprowadzanie oferty obiektów ekonomicznych, z segmentu lifestyle. To odpowiedź na popyt ze strony osób młodych, oczekujących połączenia korzystnej ceny za nocleg z dobrą i ciekawą lokalizacją.

Turyści wybierają Polskę

Wg danych zgromadzonych w raporcie „Rynek hotelowy w Polsce ” w 2016 r. krajowa baza obejmowała 253,3 tys. miejsc noclegowych i z roku na rok rośnie. Przybywa również turystów korzystających z polskich hoteli, ich liczba sięga już 19,6 mln. Przy czym, jak zaznaczają eksperci Emmerson Evaluation, to głównie krajowi turyści stymulują rynek. Zamożność polskich gospodarstw domowych bowiem rośnie, a wraz z nią także skłonność do ponoszenia wydatków na podróże. Współczynnik CAGR, tj. średni wskaźnik rocznego wzrostu, w przypadku krajowych turystów w latach 2012-2016 wyniósł 11,27%, a dla zagranicznych 6,39%. Na jednego cudzoziemca w polskich hotelach przypada więc dwóch Polaków.

Turyści z innych państw, którzy wybierają Polskę przyjeżdżają najczęściej z: Niemiec (26%), Wielkiej Brytanii (7%), Ukrainy (6%) i Stanów Zjednoczonych (5%).

– Turyści krajowi, jak i zagraniczni coraz chętniej wybierają Polskę, bo nasz kraj jawi się jako względnie bezpieczny, szczególnie w kontekście zagrożenia atakami terrorystycznymi, które miały miejsce w wielu popularnych destynacjach turystycznych. Jednocześnie obserwujemy, że jakość usług polskiego sektora turystycznego, w tym hotelarskiego, z roku na rok rośnie i jest w stanie zaspokoić oczekiwania najbardziej wymagających gości – komentuje Izabela Bednarczyk z Emmerson Evaluation.

Pod względem wykorzystania pokoi hotelowych w Polsce, największe obłożenie notują obiekty najwyższej klasy. Pięciogwiazdkowe hotele stanowią częsty wybór zagranicznych turystów, dla których polska oferta luksusowego pobytu jest relatywnie niedroga, w porównaniu do cen np. na Zachodzie Europy. W przypadku województw największy wzrost wykorzystania pokoi w 2016 r. odnotował region dolnośląski (+12,7%), lubuski (+8,4%) i warmińsko-mazurski (+7,9%). Jedynie w województwie lubelskim i podlaskim, obłożenie nieznacznie spadło w porównaniu z 2015 r. (odpowiednio 1,2% i 1,5%), głównie ze względu na nową podaż hoteli, która pojawiła się tam w 2016 r., a której rynek jeszcze nie zdążył wchłonąć.

Nasycenie vs. niedobór hoteli na polskim rynku

Raport „Rynek hotelowy w Polsce” prezentuje podaż występującą w polskich miastach i regionach. Krajowa oferta noclegowa jest wyraźnie zróżnicowana pod tym względem. To ważna informacja dla przyszłych inwestorów, podkreśla Dariusz Książak z Emmerson Evaluation.

– Patrząc na dużą aktywność we wprowadzaniu kolejnych nowych obiektów, można wnioskować, że branża w przyszłość patrzy z optymizmem i na razie nie przejmuje się ewentualną nadpodażą – mówi ekspert i dodaje, że inwestycje na rynku hotelowym napędzają bardzo niskie stopy zwrotu w sektorach, które tradycyjnie były pierwszym wyborem zagranicznych inwestorów instytucjonalnych na polskim rynku nieruchomości, czyli w sektorze biurowym i handlowym. Dobra sytuacja branży hotelarskiej daje relatywnie duże bezpieczeństwo inwestowania, przy równocześnie wysokich stopach zwrotu. Odpowiednio zarządzane hotele okazują się zatem atrakcyjnym miejscem do lokowania środków inwestycyjnych.

W Polsce istnieją jednak duże różnice w zagospodarowaniu rynków lokalnych, które wpływają na atrakcyjność inwestycyjną tych lokalizacji w dłuższej perspektywie. W przypadku największych aglomeracji, mimo ogromnych inwestycji (do końca 2018 r. powstanie prawie 2 tys. nowych pokoi), wciąż nienasyconym rynkiem pozostaje Warszawa.

– Przez długi czas na stołecznym rynku dominowali klienci biznesowi, obecnie coraz częściej stolicę chcą też odwiedzać turyści. Dostrzegają to znane marki hotelowe, które intensywnie rozwijają ten segment swojej oferty – wyjaśnia Izabela Bednarczyk z Emmerson Evaluation.

Według prognoz raportu „Rynek hotelowy w Polsce” w pozostałych największych miastach – Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu równowaga rynkowa miedzy podażą i popytem raczej nie zostanie w najbliższych latach zachwiana i planowane inwestycje nie powinny osłabić już istniejących. W innej sytuacji jest Trójmiasto, gdzie przy obecnej skali rynku, przyszła podaż w połączeniu z już istniejącą może okazać się zbyt duża. W konsekwencji może to doprowadzić do spadku obłożenia hoteli i słabszych wyników finansowych dla części starszych i gorzej funkcjonujących obiektów. Rynkiem, który w opinii Emmerson Evaluation wciąż posiada niewykorzystany potencjał i na którym nadal jest duża przestrzeń do lokowania nowych inwestycji hotelowych jest Aglomeracja Śląska.

 

Rumunia stanowi obecnie jedno z większych w Europie centrów technologicznych i ma największą liczbę pracowników IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Szacuje się, że do 2020 roku zatrudnionych zostanie tam nawet 300 tys. specjalistów IT. Potencjał tego kraju dla rozwoju swojej firmy postanowiło wykorzystać również Software Development Academy, które od stycznia 2018 roku, jako pierwsza akademia programowania w Polsce, będzie obecne na zagranicznym rynku szkoląc w Rumunii przyszłych programistów. Co czyni Rumunię coraz bardziej atrakcyjnym krajem dla zagranicznych inwestorów z sektora IT?

 Według danych Eurostatu, Rumunia jest krajem, który zanotował największy ekonomiczny przychód w 2016 roku w Unii Europejskiej. Jest to spowodowane ogromnym wzrostem przychodów w branży IT, które w 2017 roku przekroczą 4 miliardy euro. Relatywnie niskie koszty pracy, w porównaniu do innych państw UE, a także brak podatku dochodowego dla programistów w Rumunii – to wszystko sprawia, że jest to bardzo atrakcyjny rynek pod względem warunków pracy dla sektora IT.

Rumunia wyprzedza Polskę pod względem liczby programistów

Szacuje się, że w Rumunii około 110-150 tys. osób pracuje obecnie w obszarze Komunikacji i IT. Rumunia ma zatem największą liczbę pracowników w tym sektorze w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla porównania, w Polsce szacuje się, że w tym samym sektorze pracuje około 100 tys., a na Ukrainie – 90 tys. pracowników. IT to popularny kierunek rozwoju również ze względu na wysokie zarobki – średnie wynagrodzenie netto w sektorze IT wyniosło w czerwcu 1 tys. euro, czyli dwukrotnie więcej niż średnia płaca netto w Rumunii.

W Bukareszcie, a także okręgu Cluj, Iasi i Timis zlokalizowanych jest ponad 70% rumuńskich specjalistów IT, gdzie znajdują się główne centra technologii informacyjnych. To właśnie w Bukareszcie w styczniu 2018 roku zostanie otwarty pierwszy zagraniczny oddział największej w Polsce akademii programowania Software Development Academy, prowadzącej kursy w kilkunastu miastach naszego kraju. Od lutego kursy SDA będą również dostępne w Cluj-Napoca i Jassy. SDA to pierwsza tego typu firma w Polsce, otwierająca się biznesowo na Rumunię i planująca w najbliższym czasie wejście na rynki innych krajów CEE.

– Rumunia zajmuje obecnie szóste miejsce w światowym indeksie, jeśli chodzi o liczbę certyfikowanych specjalistów IT – wyjaśnia Piotr Mazur, wiceprezes Software Development Academy. – Przyjazne środowisko biznesowe przyciąga do Rumunii coraz więcej inwestorów, co z kolei generuje rosnące zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów. Ze względu na chłonność branży, nasz model działalności idealnie wpasowuje się w tamtejsze potrzeby i stanowi alternatywę dla tradycyjnych kanałów rekrutacji. Wejście na zagraniczny rynek to dla nas naturalny krok w dalszym rozwoju spółki.

SDA dostarczy na rynek rumuński nawet kilkaset programistów w ciągu 12 miesięcy

Według ekspertów liczba specjalistów IT w Rumunii wciąż jest zbyt niska – rynek może potrzebować nawet ponad 300 000 programistów w tym kraju. Najbardziej pożądanymi specjalistami na rumuńskim rynku pracy są programiści, testerzy i programiści aplikacji mobilnych. W ciągu 12 miesięcy Software Development Academy chce wprowadzić na rynek rumuński kilkuset przeszkolonych programistów, przybliżając się do aktualnych wyników biznesowych w Polsce.

– Rumunia to obecnie najszybciej rozwijająca się gospodarka w Europie. Rumuni są niezwykle pracowici i szybko się uczą, co skłania do inwestycji liczne, znaczące na rynku międzynarodowym, przedsiębiorstwa – mówi Costin Alexandru, Country Manager w Rumunii. – SDA to odpowiedź zarówno na indywidualne potrzeby osób pragnących rozwinąć swoją karierę w dynamicznym środowisku oraz dla szybko wzrastających przedsiębiorstw ICT, zatrudniających wysoko wykwalifikowanych pracowników. Jestem przekonany, że SDA Romania szybko przeistoczy się w młodszą, odnoszącą sukcesy „siostrę” SDA Polska.

Eksperci

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

Baczewski: Firmy mogłyby bardziej zwiększyć zatrudnienie, ale boją się nowych przepisów

Do 42% wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału odsetek przedsiębiorców, którzy planują podwyżki -...

Bugaj: Małe spółki – reaktywacja

Powoli zbliżamy się do końca roku, który na krajowym parkiecie zapisze się jako okres dużych kontras...

Przasnyski: Gospodarka pędzi, inwestycje kroczą

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomi...

Starczewska-Krzysztoszek: Inwestycje publiczne nieznacznie ruszyły

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 ...

AKTUALNOŚCI

Inspekcja Transportu Drogowego zajmie się poborem opłat

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o drogach publicznych, która zakłada przeniesienie zadań związanych...

Nowe opłaty za usługi wodne

Obecnie rozliczenie należności za pobór wód z własnego ujęcia oraz odprowadzanie ścieków do środowis...

Wystartowała nowa kampania społeczna „2h 51 minut”

Eksperci alarmują: uzależnienie od telefonów może skutkować nie tylko pogorszeniem wzroku, ale równi...

Seniorzy dostaną refundację szczepionki przeciwko grypie?

Ministerstwo Zdrowia rozważa wprowadzenie refundacji szczepionki przeciwko grypie dla osób starszych...

Umowa handlowa UE – Japonia przyniesie korzyści Polsce

8 grudnia, po pięciu latach rozmów, udało się sfinalizować negocjacje umowy o wolnym handlu i partne...