wtorek, Grudzień 12, 2017
Home Archiwa 2017 Grudzień 4

Dzienne archiwaGru 4, 2017

Wskaźniki Efektywności w obszarze polityki personalnej firm.

Jak powszechnie wiadomo, jedyna stałą w gospodarce jest zmiana. Aby poznać jej konsekwencje, dążymy do jej zmierzenia. Ta konieczność nie omija również obszaru HR. I choć na pierwszy rzut oka policzenie „haerów” wydaje się być niemożliwe, to warto metodologicznie przyjrzeć się temu zagadnieniu.

Wyliczanie HR opiera się na danych finansowych przedsiębiorstwa.

HCROI=[P-(KO – CKP)]/CKP

HCVA=[P-(KO – CKP)]/LP

PFTE=Zzs/LP

Jeżeli chcesz poznać zasady rządzące tymi wzorami oraz to co z nich wynika przeczytaj artykuł Emilii Szypryt z grudniowego wydania magazynu Personel i Zarządzanie.

Całość artykułu

Szacuje się, że do 2030 roku miasta na całym świecie będą miały coraz więcej mieszkańców, a co za tym idzie, coraz więcej parków. Z myślą o zarządzaniu rosnącą ilością zieleni w miastach, z możliwie najmniejszym wpływem na naturę oraz osoby odwiedzające parki, Husqvarna stworzyła koncepcyjny projekt Solea. System autonomicznych kosiarek to zupełnie nowe, bezpieczne i wydajne rozwiązanie, które wynosi pielęgnacje miejskiej zieleni na zupełnie nowy poziom. Koncept obejmuje zestaw czujników rozsianych po parku, system dziewięciu unoszących się nad ziemią autonomicznych kosiarek automatycznych, chmurę wyposażoną w sztuczną inteligencję, drona zwiadowczego, a także autonomicznego drona transportowego, który dostarczy zespół kosiarek w wyznaczone miejsce.

Koncept Husqvarna Solea okrywa możliwości profesjonalnej pielęgnacji terenów zieleni przyszłości. Jest to możliwe dzięki połączeniu najnowszej technologii, z doświadczeniem firmy Husqvarna, a także dzięki analizie raportu firmy Husqvarna dot. przyszłość parków miejskich. W raporcie stwierdzono, że liczba terenów zieleni na obszarach miejskich wzrośnie do 2030 r. Pojawią się także nowe rodzaje ogrodów umiejscowione m.in. na dachach budynków, co przyczyni się do zintensyfikowania obsługi i konserwacji zupełnie nowej zieleni miejskiej. Husqvarna Solea jest odpowiedzią na to wyzwanie. To autonomiczny i ekologiczny system do profesjonalnej pielęgnacji trawników, który będzie dbał o trawniki przez całą dobę, a do jego obsługi wymagany będzie jedynie minimalny nakład pracy operatora. Dzięki niemu firmy profesjonalnie zajmujące się pielęgnacją krajobrazu miejskiego będą mogły skupić się na bardziej wymagających zadaniach.

Husqvarna Solea – jak to działa?

Husqvarna Solea to autonomiczny systemem do pielęgnacji trawników przeznaczony do szybkiej i cichej pracy przez 24 godziny na dobę, oferując odwiedzającym parki miejsce zadbaną zieleń przy minimalnymi zakłócaniu ich spokoju. Podczas pracy system gromadzi dane i informacje w czasie rzeczywistym, wspierając specjalistów zarządzających zielenią miejską w niezbędnych pracach, a także aby zapewnia całościowy pogląd i wiedzę na temat kondycji parku.

System składa się z pięciu elementów: drona zwiadowczego, czujników na stałe umieszczonych w parku, drona transportowego, autonomicznych kosiarek automatycznych i chmury wyposażonej w sztuczną inteligencję:

  • Dron zwiadowca – wyposażony jest w czujniki do skanowania obszaru i zbiera dane z terenów zieleni. Następnie przesyła te informacji do chmury zarządzanej przez sztuczną inteligencję,
  • Czujniki na stałe umieszczone w parku – nieustannie gromadzą dane, aby wspomóc system w celu stworzenia całościowego obrazu potrzeb i kondycji parku,
  • Chmura wyposażona w sztuczną inteligencję – pozwala oszacować czas i jednostki niezbędne do wykonania pracy w parkach,
  • Dron transportowy – odbiera z chmury współrzędne lokalizacji i priorytetową trasę różnych obszarów, w których musi podjąć pracę, a następnie transportuje autonomiczne kosiarki i drona zwiadowcę do miejsc wykonywania pracy. Podczas lotu ładuje kosiarki i zwiadowcę. W czasie, gdy nie jest używany, a także w trakcie lotu, dron jest zasilany energią słoneczną,
  • Dziewięć kosiarek autonomicznych – mogą pracować indywidualnie lub jako grupa. Przemieszczają się unosząc się 3-5 cm nad ziemią (w zależności od ustawień). Centralny wentylator w kanale powietrznym w połączeniu z dodatkowymi małymi wentylatorami w każdym rogu, sprawia że kosiarki są zwinne i precyzyjne. Podczas pracy kosiarki stale komunikują się ze sobą, a dron zwiadowca wspiera ich pracę z lotu ptaka. Przewiduje ruch w parku i inne zmiany, które mogą mieć wpływ na prace konserwacyjne.

Zadania są przesyłane do chmury wyposażonej w sztuczną inteligencję, aby obliczyć efekty pracy i zaktualizować stan parku i maszyn.

Specyfikacja produktu

Husqvarna Solea to dziewięć autonomicznych kosiarek automatycznych. Każda kosiarka wyposażona jest w 20 małych obrotowych diamentowych ostrzy, a każde z nich posiada szerokość cięcia 340 mm, przy całkowitej szerokości cięcia 306 cm (9×340 mm). System zawieszenia umożliwia szybkie cięcie bez skalpowania trawnika. Przy maksymalnej prędkości, zakładając prace wszystkich dziewięciu kosiarek jednoczenie koszenie trawnika o powierzchni ok. 10 000 m2 zajmie około 8 minut.

Ze względów bezpieczeństwa każda kosiarka wyposażona jest w czujniki rozpoznawania obiektów i monitorowania stanu trawnika, są również wyposażone w czujniki wilgotności i odżywienia gleby. Kosiarki ładowane są przez solarną membranę, która znajduje się na obudowie kosiarki. Mogą być także ładowane za pośrednictwem drona transportowego podczas wykonywania zadań i między nimi.

Autonomiczny dron transportowy zbudowany jest się z super lekkiej struktury z włókna węglowego. Ma średnicę 150cm i wysokość 80 cm. Górna część drona jest pokryta membraną z ogniw słonecznych, które wspomagają szybkie ładowanie indukcyjne, które ma miejsce w bazie drona.

 

Polacy spędzają w pracy średnio niemal 2 tys. godzin rocznie. To siódmy wynik w rankingu najbardziej zapracowanych narodów. Co motywuje pracowników do takiego zaangażowania? Wśród czynników poza finansowych to dobra atmosfera w firmie najmocniej mobilizuje Polaków do pracy.

Ranking OECD pokazuje, że Polacy są pracowici. Średnio spędzamy w biurze blisko 2 tys. godzin w ciągu roku. Do takiego wysiłku z pewnością zachęca wynagrodzenie, które nadal jest najważniejszą motywacją wskazywaną przez pracowników. Badania przeprowadzone przez Ipsos dla firmy finansowej Wonga pokazują, że nie jest to jedyna zachęta. Okazuje się bowiem, że ważną rolę odgrywają również czynniki poza finansowe. Co jeszcze zatem motywuje respondentów do pracy?

To motywuje Polaków

Badani pytani o to, co poza pensją najsilniej mobilizuje ich do pracy, udzielają zróżnicowanych odpowiedzi, podając średnio po dwie motywacje. Za najważniejsze uznają dobrą atmosferę w firmie – wskazuje to 65 proc. ankietowanych. Istotne okazuje się także docenianie przez przełożonego oraz współpraca ze zgranym zespołem (odpowiednio 49 i 45 proc. badanych).

– Dobre relacje między współpracownikami mają istotne znaczenie. Ich pozytywny wpływ na pracę zespołu jest widoczny przy realizacji wspólnych zadań. Dlatego tak ważne jest dbanie o dobrą atmosferę i dopasowanie zespołu – mówi Zbigniew Ćwikliński, dyrektor ds. windykacji i obsługi klienta Wonga w Polsce.

Jak pokazuje badanie znaczna część respondentów zwraca także uwagę na możliwość rozwoju (43 proc.). Nieco mniej osób czuje się zmotywowanych ambitnymi zadaniami, z którymi ma okazję mierzyć się w pracy (29 proc.).

Dla starszych ważna jest atmosfera i relacje w zespole, dla młodszych – ambitne zadania

Badanie pokazało także, że co innego motywuje do pracy młodszych, a co innego starszych pracowników. Dobrą atmosferę w pracy doceniają przede wszystkim osoby z trzech grup wiekowych: 45-55 (70 proc.), 25-34 lata (69 proc.) oraz 35-44 (65 proc.). Wśród osób mających 20-24 lata jest to 49 proc. ankietowanych.

– Może to być związane z faktem, że są to osoby dopiero wkraczające na rynek pracy, które nie mają wygórowanych oczekiwań. Młodzi ludzie chcą przede wszystkim zdobyć doświadczenie, nie przywiązują się więc do firmy, jednak zdecydowanie bardziej cenią miejsce pracy, w którym mają szansę rozwoju – mówi  Ćwikliński.

Podobne tendencje dotyczą współpracy ze zgranym zespołem. Widać wyraźnie, że znaczenie tego motywatora rośnie wraz z wiekiem: od 39 proc. wskazań w najmłodszej grupie wiekowej do 50 proc. wśród osób mających 45-55 lat.

Ankietowanym zależy także na tym, by ich praca była doceniana przez szefa, choć to również zależy od stażu pracy. Ta motywacja jest szczególnie istotna dla osób w wieku 25-34 i 35-44 lat (po 52 proc). Uznanie szefa nie motywuje jednak w takim stopniu ani początkujących pracowników (39 proc.), ani osób, które mają za sobą kilkanaście lat kariery zawodowej (45 proc. badanych w wieku 45-55).

Samorealizacja a ambitne zadania

Dla respondentów istotna jest samorealizacja. Kryterium to jest szczególnie ważne dla grup wiekowych 25-34 i 45-55 lat (odpowiednio 45 i 46 proc. ankietowanych). Jego popularność wśród osób z najdłuższym stażem pracy można tłumaczyć czynnikami psychologicznymi: po kilkunastu latach aktywności zawodowej część osób decyduje się na zmianę ścieżki kariery i szukanie nowych dróg rozwoju. Do wzmożonego zaangażowania i zdobywania nowych kompetencji może zachęcać także sytuacja na rynku pracy – zmiana profesji w dojrzałym wieku nie jest łatwym zadaniem.

Potrzeba rozwoju osobistego jest ważna w każdym wieku. Osoby, które posiadają już bagaż doświadczeń zawodowych, wciąż chętnie zdobywają nowe umiejętności. Zaskakuje natomiast stosunkowo niski odsetek osób w najmłodszej badanej grupie wiekowej (44 proc.), którym zależy na samorealizacji. Wydawać by się mogło, że to właśnie dla osób wkraczających dopiero na rynek pracy ta motywacja będzie najsilniejsza.

Tendencja odwraca się, kiedy respondenci są pytani, czy motywują ich ambitne zadania. Okazują się one najbardziej istotne dla osób z krótkim stażem – w wieku 20-34 lata (35 proc.) i 25-34 lat (31 proc.). Co ciekawe, respondenci nie utożsamiają ambitnych zadań z możliwościami samorealizacji – świadczy o tym wyraźna różnica między udziałem pracowników wskazujących te odpowiedzi.

Pensja to nie wszystko

Badanie pozwala również zaobserwować kilka innych interesujących tendencji. Wbrew obiegowej opinii okazuje się, że przedstawiciele pokoleń Y i Z nie szukają jedynie dobrej atmosfery i zgranego towarzystwa – zdecydowanie ważniejsza jest dla nich możliwość samorealizacji. Co ważne, chęć rozwoju nie maleje wraz z wiekiem i wydłużaniem się stażu pracy. Ta wiedza może być niewątpliwie przydatna podczas opracowywania skutecznego systemu motywacji pracowników.

Poza finansowe bodźce mają niezaprzeczalny wpływ na zaangażowanie i efektywność pracowników. Pensja nadal jest ważna. Jednak jeśli atmosfera w firmie nie zachęca do pracy, pracownik nie ma możliwości rozwoju, to wysokie wynagrodzenie nie wystarczy, aby go zatrzymać.

Konfederacja Lewiatan pozytywnie ocenia projekt ustawy o Radzie Dialogu Społecznego, chociaż po konsultacjach  zakres proponowanych zmian jest zdecydowanie skromniejszy. Dominują te o charakterze organizacyjnym, choć znalazły się też przepisy zwiększające  kompetencje RDS  oraz związane  z finansowaniem i funkcjonowaniem Wojewódzkich Rad Dialogu Społecznego.

– Mimo poparcia zmian, oczekiwaliśmy odważniejszych decyzji, które wzmacniałyby wymiernie mechanizmy dialogu społecznego w Polsce – mówi prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Lewiatan z zadowoleniem przyjął propozycję wprowadzenia oczekiwanych zmian dotyczących zwiększenia finansowania Wojewódzkich Rad Dialogu Społecznego. Na akceptację zasługują również rozwiązania poszerzające kompetencje Rady Dialogu Społecznego oraz strony społecznej.

Kluczową w ocenie Konfederacji Lewiatan zmianą jest przyznanie RDS prawa do występowania do ministra właściwego ds. finansów publicznych z wnioskiem o wydanie interpretacji ogólnej w przypadku niejednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego w określonych decyzjach, postanowieniach oraz interpretacjach organu podatkowego.

Dobrym rozwiązaniem jest przyjmowanie uchwał strony społecznej RDS  w drodze głosowania korespondencyjnego. Przyczyni się to do sprawniejszego przyjmowania uchwał partnerów społecznych i przekazania ich stronie rządowej, unikając zdarzających się, niestety, sytuacji, gdy brak quorum uniemożliwiał przyjęcie uchwały.

– Zwracamy uwagę na brak w projekcie ustawy regulacji dotyczącej dofinansowania z budżetu państwa w formie dotacji celowej, składek członkowskich w organizacjach dialogu europejskiego dla poszczególnych organizacji reprezentatywnych pracodawców i pracowników – dodaje prof. Jacek Męcina.

W ustawie o RDS nie znalazło się jednak kilka ważnych kwestii:

  • Wzmocnienie kompetencji Rady Dialogu Społecznego w zakresie wysłuchania publicznego, gdyż aktualnie obowiązująca ustawa i rozporządzenie w zakresie wysłuchania publicznego, nie definiuje terminu, miejsca i daty ustalania wysłuchania publicznego.
  • Możliwość udziału w pracach RDS, z głosem doradczym, przedstawicieli samorządu terytorialnego (Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego) jako ważnego partnera, ale i pracodawcy.
  • Możliwość finansowania ze środków budżetowych wydatków ponoszonych przez poszczególne organizacje na afiliację i udział w pracach eksperckich na poziomie europejskim.

Źródło:  Konfederacja Lewiatan

Pracownicy do obsługi sezonu świątecznego poszukiwani są już od wielu tygodni, ale wraz z rozpoczęciem grudnia nadchodzi szczyt zapotrzebowania na pracę tymczasową. Pod koniec roku prawdziwy boom przeżywają sektor handlowy, logistyczny i promocyjny, co powoduje powstanie tysięcy nowych miejsc pracy. W tym roku wobec rekordowo niskich poziomów bezrobocia i małej dostępności kandydatów wiele firm podniosło stawki wynagrodzeń. Z danych Work Service wynika, że w tym roku średnie płace godzinowe sięgają od 14 do niemal 20 zł brutto, i pomimo, że są często o ponad 15% wyższe niż poza sezonem to mogą nie wystarczyć, aby znaleźć polskich pracowników. Dlatego wiele firm logistycznych i produkcyjnych będzie się ratować kadrami z Ukrainy.

Okres świąteczny to nie tylko czas spokoju i kontaktu z rodziną. Od wielu lat to okres, gdy po raz ostatni w roku Polacy sięgają znacznie częściej do portfeli i kreują prawdziwy boom konsumpcyjny. Tak duże ożywienie powoduje, że do obsługi tej wielkiej świątecznej machiny potrzebne są tysiące nowych pracowników. Jednak w tym roku w sezonie świątecznym będziemy obserwować jeszcze większą niż w ciągu roku rywalizację o kadry, a wielu firmom może zabraknąć rąk do pracy. Dzieje się tak ze względu na rekordowo niskie bezrobocie i ogromny, niezaspokojony popyt na pracowników, który występuje poza okresami zwiększonego zatrudnienia.

– Grudzień to szczyt sezonu na pracowników tymczasowych w okresie przedświątecznym. W wielu sklepach i galeriach handlowych nawet o połowę potrafi wzrastać zatrudnienie. Z uwagi na to, że sezon jest dość krótki, wymaga  on atrakcyjniejszych stawek wynagrodzeń niż w ciągu roku. To sposób na zachęcenie kandydatów do podjęcia pracy. W tym roku widzimy, że wynagrodzenia są o 15-20% wyższe niż poza sezonem, a patrząc wstecz dzisiejsze stawki od których zaczyna się negocjacje z pracownikami, jeszcze rok-dwa lata temu stanowiły górne widełki płacowe – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz w Work Service S.A.

W okresie świątecznym najwięcej miejsc pracy powstaje w sektorach powiązanych ze sprzedażą. Otwierają się wtedy rekrutacje na doradców klienta i kasjerów w sklepach wielkopowierzchniowych, z zabawkami, elektroniką czy książkami. Na tych stanowiskach stawki wynagrodzeń sięgają między 14 a 17 zł brutto za godzinę. Wyższe płace oferowane są dla osób odpowiadających za wykładanie towaru i jego odpowiednią ekspozycję. Na tych stanowiskach można liczyć na stawiki sięgające między 16 a 18 zł brutto za godzinę. Najwyższe wynagrodzenia tradycyjnie otrzymują osoby odpowiedzialne za promocję i stworzenie odpowiedniego nastroju świątecznego, ale więc hostessy przebrane za elfy, śnieżynki czy mikołajki. Tu stawki potrafią przekraczać 20 zł za godzinę.

Wiele miejsc pracy powstaje również w branży logistycznej i magazynowej, która przeżywa duże obłożenie zarówno ze względu na konieczność dostarczenia towarów do sklepów, jak również ze względu obsługę sklepów internetowych, które coraz częściej stają się miejscem zakupów prezentów na święta. Dlatego też już od października aż do stycznia występuje wzmożone zapotrzebowanie na magazynierów, których stawki kształtują się na poziomach od 14 do 19 zł brutto za godzinę.

– Rosnące trudności rekrutacyjne powodują, że tegoroczne oferty zatrudnienia w znaczącej większości przekraczają poziomy stawek minimalnych na poziomie 13 zł brutto. Pracodawcy chcąc zachęcić osoby młode oferują również elastyczne grafiki pracy. A gdy nie są wstanie przyciągnąć rodzimych pracowników, to wówczas sięgają po kadry z Ukrainy. Obcokrajowcy głównie wypełniają wakaty na zapleczu świątecznego biznesu, a więc w logistyce czy magazynach – dodaje Andrzej Kubisiak.

W grudniu pojawiają się również ciekawe możliwości zawodowe, które są powiązane z końcem roku. Wiele firm poszukuje wsparcia przy procesach inwentaryzacji, oferując kandydatom do pracy stawki sięgające nawet 18 zł brutto za godzinę. Co więcej, w punktach poligraficznych trwają również prace nad przygotowaniem kalendarzy na 2018 rok. Pracownicy do takich zadań mogą liczyć na średnie stawki sięgające 14 zł brutto za godzinę.

 

Podejmują pracę, z góry godząc się na brak płacy, co wcale nie oznacza, że w takim układzie jednostronnie zyskują tylko pracodawcy. Wolontariat staje się coraz powszechniejszy, bo oprócz niemierzalnych i niematerialnych korzyści otwiera drogi do poznawania świata i zdobywania zawodowych szlifów. 5 grudnia przypada Międzynarodowy Dzień Wolontariusza.

Bezinteresowność i ofiarność, czyli cechy związane z rodowodem wolontariatu nie przebrzmiały i nadal napędzają do działania oraz charakteryzują tych, którzy oddają swój czas i zaangażowanie, nie oczekując w zamian finansowego wynagrodzenia. Czynienie dobra i poświęcanie się dla innych często pomaga uchwycić sens czy motywację do dalszego życia.

Gdyby przeszukać sferę z czynnikami motywacyjnymi o mniej górnolotnym brzmieniu, dałoby się dopisać potrzebę kontaktu z ludźmi, dążenie do podniesienia samooceny. Jeszcze bardziej przyziemne pobudki mogą, chociaż oczywiście nie muszą, skłaniać do uczestnictwa w coraz bardziej zinstytucjonalizowanych formach wolontariatu. Uczestnicy niezmiennie wykonują tu rozmaite obowiązki nieodpłatnie, niemniej dość często wyjeżdżają w tym celu za granicę, gdzie pracodawcy biorą na siebie ich utrzymanie i zapewniają np. roczne staże zawodowe. Nie dość zatem, że najczęściej młodzi ludzie, którzy dopiero kończą edukację i szukają dla siebie miejsca w życiu, dostają w ten sposób szansę na poznanie innego kraju, to zyskują szlify przydatne później w znalezieniu płatnej posady.

Od czego zacząć

Jeśli chcecie poznawać ludzi i świat, pomagać, ale też zyskiwać nowe umiejętności oraz praktyki w zawodzie, przekonajcie się, co proponuje np. Wolontariat Europejski (EVS). Oferta zawiera wprawdzie ograniczenia wiekowe i jest skierowana do ludzi 18-30-letnich, ale poza tym wydaje się bezkresna. Zawiera możliwości wyjazdu na okres od 2 do 12 miesięcy nie tylko do wielu europejskich państw, lecz także do różnych zakątków świata. We wszystkich projektach powiela się reguła: “wolontariusz nie dostaje wynagrodzenia za swoją pracę, ale wszystkie ponoszone przez niego koszty są pokrywane”.

Pierwszy krok do udziału w programie EVS zwykle wiąże się z podjęciem decyzji. Ale nie zaszkodzi też zacząć od przeglądu ofert. Na – europa.eu/youth/volunteering/project_pl – oficjalnej stronie Unii Europejskiej każdy potencjalny wolontariusz w wieku 18-30 lat może wybrać kraj, datę rozpoczęcia i zakończenia pobytu oraz profil zajęcia. Jeżeli nie znajdzie nic z obszaru marzeń i zainteresowań, szuka dalej. Ogólnopolska Sieć Centrów Wolontariatu mieści się pod internetowym adresem wolontariat.org.pl. Z kolei oferty państw Europy wschodniej, południowo-wschodniej i z regionu Morza Śródziemnego są skumulowane na salto-youth.net. Baza akredytowanych organizacji została też zgromadzona na europa.eu/youth/volunteering/evs-organisation_pl.

Nie musisz się na tym znać

Organizacje wysyłające i przyjmujące, które tworzą przestrzeń międzynarodowej wymiany wolontariuszy, pomagają także w wyborze oferty i w przygotowaniach do udziału w przedsięwzięciu. Gwarantują szkolenie, bezpłatne ubezpieczenie oraz opiekę na czas trwania wolontariackiego stażu. W tego typu projektach nie stawia się kryterium fachowości czy dobrej znajomości języka. Uczestnicy najpierw przed wyjazdem nieodpłatnie uczą się tego, co przyjdzie im robić, dopiero po tym zaczyna się ich wolontariat.

Warto jednak wiedzieć, że czasami projekty bywają zastrzeżone dla obywateli kraju, w którym się odbywają. Jeszcze jedna istotna informacja: organizacje, które pośredniczą w międzynarodowej wymianie wolontariuszy nie pomagają w wyrobieniu wizy. Jeśli zatem obywatel Polski chciałby się starać o wyjazd na wolontariat do państwa Ameryki lub Azji, w którym normalnie obowiązują wizy, musi pokonać ten etap załatwiania formalności na własną rękę. Indywidualnie należy się także zatroszczyć, jeśli wybieramy się do jednego z państw unijnych, o Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, można także rozważyć dodatkową polisę ubezpieczeniową. Prawdopodobnie każdemu przyda się “kieszonkowe”. O ile bowiem organizacja przyjmująca wywiąże się z umowy w zakresie zakwaterowania i wyżywienia, o tyle nie spełni zachcianek – np. zakupu pamiątek, wieczornego wyjścia do pubu itp.

Dobrze się upewnij

Losowe sytuacje mogą sprawić, że wolontariusz nie wywiąże się z umowy zawartej z organizatorami programu. Dotyczy to jednak spraw ważnych i wyjątkowych. Bez istotnego powodu nie można porzucić pracy przed ustalonym terminem. Dlatego, zanim zacznie się całe przedsięwzięcie, warto dowiedzieć się w stowarzyszeniu wolontariuszy, jak przebiega pobyt i realizacja zadań, czego się spodziewać i jak przygotować się do wyjazdu, by w efekcie uniknąć rozczarowania i nieporozumień. Oferty i praktyczne wskazówki dostępne są m.in. na: aiesec.pl, eurodesk.pl, wolontariatzagranica.org, wolontariat.ngo.pl.

Szkolenia przygotowawcze, prowadzone z reguły przed wyjazdem na zagraniczny wolontariat, sprzyjają nawiązywaniu znajomości, co później pomaga zaadaptować się w miejscu tymczasowego pobytu i pracy.

Wrażenia uczestników

Od zachwytu po deklaracje “nigdy więcej” – mocno różnią się opinie tych, którzy spróbowali wolontariatu. Niektórzy z nich spotkali się z nieprzychylnymi komentarzami współpracowników, że wprost psują rynek pracy, ponieważ godzą się robić za darmo to, za co firmy powinny po prostu płacić i regulować wszelkie świadczenia.

Podzielone są zdania także w kwestii wartości wolontariackiego stażu w budowaniu pozycji zawodowej. – Nie ma sensu decydować się na wyjazd wyłącznie z myślą o budowaniu własnego CV. Przede wszystkim liczy się gotowość do niesienia pomocy. Dopiero w dalszej kolejności i niejako przy okazji można pomyśleć o własnej korzyści, czyli zbieraniu doświadczenia zawodowego i fachowych umiejętności. A najlepiej jest po prostu spróbować. Otworzyć się na poświęcenie dla innych i nie spodziewać się zbyt wiele w zamian. Takie nastawienie ratuje przed rozczarowaniami – doradza 26-letni Jakub Wieczorek, który przez kilka letnich tygodni nieodpłatnie opiekował się osobami niepełnosprawnymi w nadmorskim kurorcie nad Bałtykiem.

Z formalnego punktu widzenia wolontariat nie liczy się do stażu pracy. Nawet ktoś, kto poszukuje płatnego zatrudnienia i zarejestrował się w urzędzie dla bezrobotnych, może zostać wolontariuszem, nie tracąc prawa do zasiłku.

Bez względu na motywację, lepiej nie zaczynać od skoku na zbyt głęboką wodę i nie porywać się na początek na daleki wyjazd. “…może zacznij od pracy blisko domu i bez długotrwałych zobowiązań, aby w pełni się przekonać, czy jest to dla Ciebie i czy podołasz psychicznie” – taką praktyczną radę od bardziej doświadczonej wolontariuszki dostała studentka, która chciała zmierzyć się z pierwszym w swoim życiu wolontariackim wyzwaniem, wyjeżdżając na kilka miesięcy do charytatywnej pracy w Afryce.

Ustawa podatkowa przeszła przez Senat USA, ale jeszcze daleko do końca walki o sukces legislacyjny Republikanów. Dolar otwiera tydzień mocniejszy, choć gdy czynniki polityczne dominują, trudno o stabilność w notowaniach. Podobnie klimat wygląda wokół funta. Nic ciekawego do powiedzenia o złotym na starcie posiedzenia RPP.

Na początku nowego tygodnia dolar oddycha z ulgą, gdyż po wielu dniach wyczekiwania i niepewności Senat USA w końcu przegłosował swój projekt reformy podatkowej. Jednak aby prezydent Trump zdążył podpisać ustawę przed Bożym Narodzeniem, jeszcze wiele jest do zrobienia. Przede wszystkim delegaci z obu izb Kongresu muszą scalić dwa projekty ustawy i spójny projekt musi zyskać większość głosów. Republikanie mają tydzień, by przedstawić ostateczny draft pod głosowanie. Nie będzie to proste, gdyż niektóre rozwiązania z projektu Izby Reprezentantów nadwątlą minimalną większość w Senacie. Ponieważ nic nie jest jeszcze pewne, nie można liczyć na imponujący rajd USD z tego tytułu. Mimo to jesteśmy krok bliżej sukcesu niż dalej i to wspiera dolara.

Czy jednak uda się w pozytywnym klimacie doczekać piątkowego raportu z rynku pracy? Niestety wieści z polityki nie ułatwiają życia dolarowi. W piątek spore zamieszanie wywołały doniesienia o przyznaniu się do winy zatajenia kontaktów z rosyjskimi oficjelami przez byłego doradcę prezydenta Trumpa Michaela Flynna. Większym szokiem było rzekome posiadanie przez Flynna informacji o kontaktach Trumpa z Rosjanami przed wyborami, co później zostało zdementowane. Dolar zanurkował, a po dementi szybko odrobił straty, jednak cała sytuacja pokazuje, że polityka pozostaje bardzo ważnym tematem dla inwestorów i USD będzie teraz bardziej wrażliwy niż wcześniej na doniesienia z trwającego dochodzenia, gdzie więcej może być powodów do spadków niż odwrotnie.

Po pozytywnej stronie można jednak odnotować techniczny aspekt rynku – piątkowe tąpniecie wyrzuciło rynku sporą liczbę inwestorów, który nie zdążyli jeszcze wrócić. W efekcie USD/JPY i USD/CHF nie są już tak wykupione i maja potencjał, by być pociągnięte wyżej. EUR/USD powinien konsolidować się na obecnych poziomach, gdyż tło makroekonomiczne w strefie euro chroni unijną walutę.

Szum polityczny oddziałuje też na funta. W zeszłym tygodniu wiele powiedziano o postępach w negocjacjach Brexitu, ale na weekendzie pojawiły się niepokojące informacje w temacie ustalania granicy Wielkiej Brytanii z Irlandią. Gra polityczna rządu premier May rozbija się o uzyskanie opinii na grudniowym szczycie UE, że w rozmowach dokonał się „wystarczający postęp”, by ruszyć z negocjacjami warunków handlowych. Dziś premier May spotyka się z szefem KE Junckerem. Rynek GBP liczy na pozytywne rozstrzygnięcia, ale kurs w tym tygodniu może być targany od jednego nagłówka prasowego do drugiego.

Dziś jesteśmy prawie bez danych makro. Zamówienia na dobra trwałe z USA są rewizją z mała uwaga rynków. W nocy mamy posiedzenia banku centralnego w Australii, które powinno przynieść skopiowanie komunikatu sprzed miesiąca. Ważniejszy dla AUD może być dopiero odczyt PKB w nocy z wtorku na środę. Wyjątkowo w tym miesiącu posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej startuje w poniedziałek i kończy się w we wtorek. Poza tym reszta informacji związanych z polską polityką pieniężną powinna być bez zmian – RPP powinna utrzymać stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Jesteśmy dopiero co po prezentacji projekcji makroekonomicznej, na podstawie której Rada sygnalizuje brak chęci do podwyżek co najmniej przez rok. Mimo to można oczekiwać, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się na ocenie ostatnich danych o PKB i CPI, które zaskoczyły pozytywnie. Wątpimy jednak, że usłyszymy wzmianki o wzmocnieniu pozycji jastrzębiego skrzydła. Sądzimy, że EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

 

 

autor: Konrad Białas, Główny Ekonomista, DM TMS

W tym roku PKP rozstrzygnęły przetargi na inwestycje kolejowe o rekordowej wartości 17 mld zł. Na polskiej kolei buduje się i modernizuje (m.in. tory) dziś najwięcej po 1989 r.

To jednak nie wszystko, bo jak podkreślił podczas piątkowej konferencji prasowej Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury, tak dużo zakontraktowanych inwestycji oznacza, że nie ma już ryzyka utraty przez Polskę części unijnych funduszy na inwestycje kolejowe na lata 2014-2020. Taka sytuacja groziła naszemu krajowi w przypadku środków z UE na kolej na okres 2017-2013.

Dzięki inwestycjom, które już są prowadzone lub rozpoczną się w najbliższych miesiącach, poprawi się stan torów (dzięki czemu pociągi będą mogły szybciej tam jeździć) m.in. na trasach: Wrocław – Poznań, Kraków – Katowice, Warszawa – Grodzisk Mazowiecki czy Lublin – Stalowa Wola.

Realizowany obecnie Krajowy Program Kolejowy obejmuje pulę na inwestycje, wynoszącą 67 mld zł. Jak zapewnia zarząd PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK), te inwestycje realizowane są zgodnie z planem, a niektóre są nawet przyspieszone, czego przykładem jest linia nr 68, Lublin-Przeworsk.

 

Źródło: www.kurier.pap.p

Do 42% wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału odsetek przedsiębiorców, którzy planują podwyżki – wynika z badania Plany Pracodawców, realizowanego przez Instytut Badawczy Randstad. Wzrostu wynagrodzeń z początkiem nowego roku mogą szczególnie spodziewać się pracownicy branży transportowej i logistycznej, przemysłu i sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Spada za to liczba firm, które zwiększą zatrudnienie.

– Przy wzroście PKB na poziomie 4,9 proc. w 3. kwartale br. i spodziewanych około 4% w całym 2017 r. oraz wzroście przychodów przedsiębiorstw średnich i dużych o 9,4 proc. w okresie styczeń-wrzesień 2017 r., pozytywne nastawienie pracodawców nie dziwi. To, że nie przekłada się ono na deklaracje zwiększenia zatrudnienia, także nie jest szczególnym zaskoczeniem.  Pod koniec roku firmy podsumowują wynik finansowy i planują budżet na rok następny. Wiele decyzji, które mogą pociągnąć za sobą zwiększenie wydatków, w tym dotyczących zatrudnienia, jest wstrzymana. Jednak plany zwiększenia zatrudnienia mogłyby być nieco większe, gdyby nie niepewność płynąca ze sfery legislacji. Branża handlowa wstrzymała oddech, czekając na rozstrzygnięcie, czy i w jaki sposób zostanie wprowadzony zakaz handlu w niedzielę. Firmy zatrudniające wysokiej klasy ekspertów, specjalistów, np. w usługach biznesowych, informatycznych itp. ciągle jak na wyrok czekają na ostateczne uchwalenie ustawy znoszącej limit składki emerytalnej i rentowej na ZUS. Jeżeli ta zmiana wejdzie w życie od 1 stycznia 2018 r., firmy będą musiały znacząco ograniczyć plany zwiększania zatrudnienia i wynagrodzeń. Taka loteria pod koniec roku nie sprzyja odważnym decyzjom.

 

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, zastępcy dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan

Odczyt „Barometru EFL” dla budownictwa na IV kwartał tego roku był najwyższy wśród sześciu badanych branż i wyniósł rekordowe 66,7 pkt. Firmy budowlane nie tylko oceniły swoją sytuację zdecydowanie lepiej niż w poprzednim kwartale (+7,7 pkt.), ale jest to najwyższy wynik tej branży od początku pomiaru Barometru (ex-aequo z wynikiem za III kwartał 2015). Tak wysoka wartość wskaźnika wynika przede wszystkim z optymizmu dotyczącego planowanych inwestycji. Ich wzrostu spodziewa się aż 63% firm budowlanych.

– Spoglądając na tegoroczne pomiary dla branży budowlanej możemy dostrzec wyraźną poprawę nastrojów w porównaniu do ubiegłego roku. Wyniki II, III i IV kwartału należą do najwyższych w historii naszego badania, czyli od początku 2015 roku. Co więcej, do tej pory nie mieliśmy do czynienia z tak wysokim odsetkiem przedsiębiorców planujących inwestycje. Potwierdzają to obiektywne dane makroekonomiczne. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, produkcja budowlano-montażowa wzrosła w październiku br. o ponad 20% r/r, a biorąc pod uwagę okres styczeń–październik, o niemal 13% r/r. Rok temu w tym momencie mówiliśmy o spadkach. To zapowiada bardzo dobre kolejne miesiące w branży mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Budownictwo z drugim najlepszym wynikiem branżowym w historii

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży budowlanej wyniósł 66,7 pkt. Jest to wynik zdecydowanie lepszy niż w poprzednim kwartale (+7,7 pkt.) i rok temu (+10,9 pkt.). Powodów do optymizmu jest jednak więcej. Biorąc pod uwagę tylko pomiary dla branży budowlanej, ostatni tegoroczny wynik jest najlepszym w całej historii badania – ex-aequo z wynikiem za III kwartał 2015. Ponadto, budownictwo może uznać cały 2017 rok za bardzo, gdyż trzy subindeksy (za II, III i IV kwartał) należą do najwyższych w ciągu trzech lat. Warto też spojrzeć na nastroje firm budowlanych w porównaniu do wyników pozostałych pięciu badanych branż (handel, HoReCa, produkcja, transport i łączność, usługi. Pomiar dla budowlanki na IV kwartał  tego roku jest drugim najwyższym wynikiem branżowym od początku realizacji badania. Pierwszy należy do firm produkcyjnych na II kwartał 2017 roku – 69 pkt.

Jeszcze nigdy tak wielu nie planowało tak wiele… inwestycji

Rekordowo optymistyczne nastroje w budownictwie wynikają głównie z pozytywnych prognoz dotyczących inwestycji. Pod koniec tego roku aż 63% firm z branży spodziewa się więcej inwestować. To zdecydowanie lepszy wynik niż kwartał wcześniej (34,8%) oraz trzy razy lepszy niż rok temu (20%). Przedstawiciele branży budowalnej sygnalizują również większy wzrost zamówień w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku – 33,8% vs. 15%. Warto spojrzeć też na płynność finansową firm budowlanych. Lepszej spodziewa się niemal jedna trzecia zapytanych (31,3%), podczas gdy rok temu tylko 11,3%.

 

Mimo niespodziewanie wysokiej dynamiki gospodarki oraz równie nieoczekiwanie silnego wzrostu inflacji, Rada Polityki Pieniężnej na grudniowym posiedzeniu nie zmieni dotychczasowej retoryki. Co najwyżej lekko zmodyfikuje komunikat, sygnalizując możliwość bardziej elastycznego reagowania, gdyby wspomniane zjawiska nadal się utrzymywały.

Najnowsze dane dotyczące polskiej gospodarki, z pewnością staną się impulsem ożywiającym dyskusję w trakcie grudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Sięgająca 4,9 proc, a więc najwyższa od końca 2011 r. dynamika wzrostu PKB w trzecim kwartale, zdecydowanie w górę przesuwa oczekiwany wynik całego mijającego roku i stanowi pozytywną niespodziankę. Nie będzie jednak wystarczającym argumentem do przybliżenia perspektywy podwyżki stóp procentowych z trzech powodów. Po pierwsze, jest bardzo prawdopodobne, że był to najlepszy wynik w obecnym cyklu koniunktury i jego powtórzenie będzie bardzo trudne. Po drugie, istnieje duże ryzyko, że tempo wzrostu w całym przyszłym roku będzie niższe niż w 2017 r. Trudno więc będzie znaleźć przekonujące argumenty za podwyżką stóp procentowych w warunkach słabnącej dynamiki PKB. Po trzecie, choć dynamika wzrostu była w trzecim kwartale imponująca, to jego struktura pozostawia wiele do życzenia, przede wszystkim ze względu na rozczarowujące tempo inwestycji. To właśnie słabość inwestycji będzie jedną z kluczowych przesłanek za pozostawieniem stóp procentowych na obecnym, rekordowo niskim poziomie jak długo się da.

Drugą będzie kształtowanie się procesów inflacyjnych. Listopadowy skok inflacji do 2,5 proc., czyli poziomu najwyższego od pięciu lat i jednocześnie stanowiącego środek celu inflacyjnego NBP, niewątpliwie można traktować jako sygnał ostrzegawczy, przemawiający za wzmożoną czujnością za strony RPP. Jego znaczenia nie można jednak przeceniać. Po pierwsze, wynikał on prawdopodobnie z utrzymania się wysokiego tempa wzrostu cen żywności oraz paliwa, a więc czynników, które pozostają poza wpływem narzędzi polityki pieniężnej. Po drugie, biorąc pod uwagę punkt odniesienia zarówno w przypadku żywności (w grudniu 2016 r. podrożała o 2,5 proc., a w następnych miesiącach jej ceny rosły o 3,1-3,9 proc. więc osiągnięcie wysokiej dynamiki będzie w najbliższym czasie mało prawdopodobne), jak i notowań ropy naftowej, od grudnia obecnego roku do marca 2018 r. można spodziewać się znacznie niższego tempa inflacji, zbliżonego prawdopodobnie do 2 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego. Kluczową przesłanką w ocenie zjawisk inflacyjnych dla RPP będzie więc dopiero marcowa projekcja inflacyjna. Jeśli po raz kolejny z analiz ekonomistów banku centralnego wynikać będzie przyspieszenie ścieżki inflacji w dłuższym terminie, będzie mogła pojawić się „poważna” dyskusja dotycząca podwyżki stóp procentowych, mogąca zakończyć się skutecznym przegłosowaniem takiej decyzji. W marcu będzie też można znacznie więcej powiedzieć w kwestii inwestycji oraz perspektyw koniunktury gospodarczej w 2018 r. Wszystko więc wskazuje na to, że do marca sprawa podwyżki stóp procentowych pozostanie jedynie w sferze domysłów, zmieniających się w rytm napływających danych.

autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

W elektromobilności Chiny zaczynają zostawiać resztę świata z tyłu. Już dzisiaj co drugie wyprodukowane na świecie auto elektryczne lub hybryda ładowana z gniazdka jeździ po chińskich drogach. Za dwa lata przynajmniej 10% sprzedawanych w Chinach aut będzie obowiązkowo ładowana prądem z sieci. Polska na tym tle wypada gorzej niż słabo.

Już za miesiąc przynajmniej 8% produkowanych i importowanych do chin samochodów miało być zelektryfikowanych, a więc jeździć wyłącznie na prądzie albo prądzie i benzynie, ale z możliwością ładowania z gniazdka.

Koncerny motoryzacyjne, które nie dostarczałyby na rynek takiej ilości ekologicznych aut, mogłyby kupić coś w rodzaju transferów statystycznych od firm, które radzą sobie lepiej. Gdyby im się to nie udało, czekałyby je kary finansowe.

Rząd w Pekinie ogłosił jednak kilka tygodni temu, że obowiązek zostanie odroczony o rok i zacznie obowiązywać 1 stycznia 2019 roku. Wyniesie za to od razu 10%, a w 2020 roku obligo ma wzrosnąć do 12%.

Z nieoficjalnych informacji podanych przez agencję Reuters wynika, że opóźnienie na rządzie w Pekinie wymusiła kanclerz Angela Merkel. Niemieckie koncerny samochodowe, obecne na chińskim rynku bezpośrednio lub we współpracy z chińskimi partnerami, nie radzą sobie bowiem z tak szybką transformacją, jaka dokonuje się nie tylko w Chinach, ale i wielu innych krajach, które wprowadzają podobne wymogi. Niedawno obowiązkowe udziały „elektryków” we wprowadzanych na rynek samochodach wprowadził kanadyjski Quebec, a wcześniej dziesięć stanów USA.

To systemy podobne do polskiego systemu zielonych certyfikatów, wspierającego odnawialne źródła energii lub europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Uprawnieniami można obracać miedzy firmami, a jeżeli nie zdoła się ich kupić, trzeba zapłacić karę

 Na tym nie koniec. W niektórych chińskich miastach, walczących coraz bardziej radykalnie z korkami i smogiem, ułatwienia dla „elektryków” przybierają jeszcze ciekawszą formę. Otóż w dużych miastach Państwa Środka zarejestrowanie samochodu nie jest taką prostą sprawą. A na pewno nie tanią. Miejscami tablice rejestracyjne trzeba albo wygrać na loterii, albo się o nie licytować. Auta na prąd można za to zarejestrować bez większych kłopotów.

– Na świecie mamy już blisko 6 mln aut z silnikami elektrycznymi, z czego tylko w tym roku przybyły 2 mln – zwraca uwagę Wojciech Dziwisz z koncernu ABB, który dostarcza ładowarki do „elektryków”. – Według różnych prognoz w latach 2030-40 ma być ich już 100 mln, ale zajmuję się zawodowo tym tematem od 2011 roku i wszystkie prognozy jakie widziałem w tym okresie były nietrafione. Wszystkie były niedoszacowane – dodaje.

Z listopadowego raportu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodowych (ACEA) wynika, że od stycznia do końca września w Unii Europejskiej, Norwegii i Szwajcarii zarejestrowano niemal 100 tys. nowych samochodów elektrycznych (nie licząc zwykłych aut hybrydowych), z czego udział Polski wyniósł 0,3% (263 rejestracji) i był niemal identyczny z wynikiem wielokrotnie mniejszych Czech i niewiele lepszy od malutkiej Słowenii.

Przy działaniach Chin, USA, Kanady, Francji, Holandii, a nawet Czech, gdzie „elektryki” są coraz mocniej promowane, Polska niestety wypada już zupełnie blado w promocji elektromobilności i coraz bardziej odstaje już nie tyle od czołówki, co od całego peletonu.

 

Źródło: wysokienapiecie.pl

Mają 354,5 mln zł długów za niezapłacone mandaty oraz 3,4 mld zł za niespłacone kredyty i pożyczki, rachunki telefoniczne, polisy ubezpieczeniowe i alimenty. Statystyczny gapowicz to nie uczeń lub student, który nie kasuje biletu, żeby zaoszczędzić na kieszonkowym. Ponad połowa z tych, którzy są notowani w Krajowym Rejestrze Długów, ma między 26 a 45 lat. I kilku wierzycieli na głowie z olbrzymim długiem.

Dość powszechna jest opinia, że miłośnik jazdy bez biletu w komunikacji miejskiej czy pociągu to najczęściej student lub uczeń, który mimo ustawowych zniżek nie płaci za przejazd, aby nie nadwyrężać skromnego budżetu. Tymczasem osoby do 25 roku życia to zaledwie 16% wszystkich dłużników zgłaszanych przez przewoźników. Natomiast na kolejną grupę wiekową, od 26 do 35 lat, przypada ich już ponad 34%, a ci między 36 a 45 rokiem życia to ponad 22% gapowiczów.

– Obie te grupy to prawie 161 tysięcy osób, które są winni przewoźnikom ponad 201 mln zł. Długi 55 tysięcy osób w wieku szkolnym czy studenckim, to zaledwie jedna czwarta tej kwoty. Ale nie to jest najbardziej niepokojące w danych, które przeanalizowaliśmy. Okazuje się, że jazda bez biletu, to nie tylko specyficzne hobby, które ma dostarczyć adrenaliny. To objaw albo poważnych kłopotów finansowych, albo wyjątkowej nieuczciwości. 64% gapowiczów ma jeszcze długi u wierzycieli z innych branż i to na dziesięciokrotnie większą kwotę, bo aż 3,4 mld zł – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Nie skasował biletu, nie spłaci też kredytu
Gros gapowiczów (63%) jest winna pieniądze od 1 do 6 innym wierzycielom. Ale rekordzista ma do uregulowania rachunki u przewoźnika i w 21 innych firmach i instytucjach. Informacja o niezapłaconym mandacie jest też często sygnałem ostrzegawczym, że gapowicz może wkrótce przysporzyć kłopotów kolejnym instytucjom i firmom. Ponad 40% z tych, którzy mają więcej niż jednego wierzyciela, po zarejestrowaniu długu za jazdę bez biletu, została wpisana do Krajowego Rejestru Długów przez kolejnych wierzycieli, często wielokrotnie. Tym razem za niespłacone kredyty i pożyczki, rachunki za telefon bądź telewizję cyfrową, nieopłacone polisy ubezpieczeniowe oraz alimenty – takie są bowiem najczęstsze powody zadłużania się gapowiczów.

– Od kilku lat obserwujemy, że przybywa dłużników, którzy mają więcej niż jeden dług. Przyczyny są dwojakiego rodzaju. Część tych osób jest ewidentnie nieuczciwa i to jest ich sposób na życie. Zaciągają kolejne zobowiązania z góry zakładając, że nie będą ich spłacać, są dobrze obeznani z prawem, często agresywni, mają też niewątpliwy talent do koloryzowania rzeczywistości. Najpierw zaczynają od tego, że nie płacą za przejazd, potem przestają regulować inne rachunki. Druga grupa to ci, którzy przeliczyli się z własnymi możliwościami finansowymi i kupili na kredyt więcej, niż są w stanie spłacić. W ich przypadku nieskasowany bilet to efekt złej sytuacji finansowej i szukania oszczędności. Takim dłużnikom staramy się pomóc i w porozumieniu z wierzycielami rozłożyć należność tak, aby mogli uregulować dług i odzyskać dobre imię – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso, partnera Krajowego Rejestru Długów.

4 województwa dominują
Ponad 70% gapowiczów, którzy nie zapłacili za przejazd komunikacją miejską lub pociągiem, mieszka w 4 województwach: śląskim (20,53%), łódzkim (17,95%), wielkopolskim (17,16%) i mazowieckim (15,81%). Są winni przewoźnikom prawie 292 mln zł, czyli ponad 84% łącznego zadłużenia wszystkich gapowiczów. Najrzadziej z kolei nie płacą mandatów mieszkańcy województw: podlaskiego (0,44%), opolskiego (0,63%), podkarpackiego (0,78%) i lubuskiego (0,90%). Średni dług za jazdę bez biletu to 408 złotych, ale w województwie śląskim sięga on aż 1592 zł. Dla porównania w województwie pomorskim jest to zaledwie 179 zł. Wśród gapowiczów zdecydowanie dominują mężczyźni – stanowią 65,7% dłużników.

Wynajmowanie mieszkania przez 10 lat dałoby już ponad 42% zysku. To więcej niż bankowe lokaty i akcje największych firm, ale mniej niż pozwoliłaby zarobić skarbowe obligacje 10-letnie – wynika z szacunków Open Finance. Wystarczy jednak kilka podwyżek stóp procentowych, aby czynsze przestały pokrywać koszty kredytu zaciągniętego na zakup lokalu na wynajem.

Inwestycja w nieruchomości jest obecnie bardzo popularna. Polacy wierzą, że rynek mieszkaniowy jest bezpieczny, a rentowność wynajmu jest dziś 3-4 razy wyższa niż to co banki oferują na przeciętnej rocznej lokacie – wynika z szacunków Open Finance. Pikanterii całej sprawie dodaje jeszcze fakt, że czynsz wynajmu z nawiązką powinien pokrywać odsetki od kredytu zaciągniętego na zakup mieszkania. Gdyby i tego było mało, to inwestor, może zarobić nie tylko na czynszach za wynajem, ale też na wzroście wartości nieruchomości. Z danych NBP wynika bowiem, że używane mieszkania w największych miastach są dziś o prawie 5% droższe niż przed rokiem.

Nieruchomości jedną z najlepszych inwestycji ostatniej dekady

Trudno się więc dziwić, że w ostatniej dekadzie inwestowanie w mieszkania było jednym z najlepszych pomysłów na zarabianie. Nawet gdyby ktoś kupił lokal w 2007 roku, a więc prawie u szczytu ostatniej hossy, to w międzyczasie bardzo dużo można było zarobić dzięki comiesięcznym czynszom. Z szacunków Open Finance wynika, że pomimo spadku cen nieruchomości inwestor taki mógłby zrealizować dziś ponad 42-proc. zysk. Wynik ten uwzględnia podatki, opłaty administracyjne, a nawet okresy niewynajęcia. Dla porównania lokaty bankowe, które co roku byłyby odnawiane, pozwoliłyby przez 10 lat zarobić ponad 33%. W najlepszym humorze mógłby być jednak ten, kto dekadę temu kupił 10-letnie obligacje skarbowe. Taki inwestor cieszyłby się dziś o ponad połowę wyższym kapitałem. Niespodziewanie inwestor giełdowy dopiero zacząłby obecnie wychodzić „ponad kreskę”. W ciągu dekady specjalna odmiana indeksu WIG 20, która uwzględnia dochody z dywidend, praw poboru itd., zyskała niecałe 5%.

W ostatnim roku wygrana czekała na parkiecie

Zupełnie inaczej sytuacja wyglądałaby w przypadku startu inwestycji 3 lub 5 lat temu, czyli w roku 2012 lub 2014. Wtedy bezkonkurencyjnym rozwiązaniem byłby zakup mieszkania na wynajem. W ciągu ostatnich 12 miesięcy najwięcej można było za to zarobić kupując akcje największych spółek. W tym wypadku już po uwzględnieniu podatku „Belki” możliwe byłoby osiągnięcie prawie 35-proc. zysku. W tym samym czasie – czyli przez ostatni rok – wynik z tytułu zakupu mieszkania na wynajem (wzrost wartości plus czynsze) byłby około 5-7 razy wyższy niż ten, który oferowały bankowe lokaty lub 10-letnie obligacje skarbowe.

Inwestycja w wynajem ma swoje złe strony

Nie popadajmy jednak w bezkrytyczny huraoptymizm. Zakup mieszkania na wynajem to nie tylko zyski i korzyści. Wynajem wymaga od właściciela niemałego zaangażowania. Mieszkanie trzeba bowiem kupić, wykończyć, przygotować do wynajmu, wynająć, a potem monitorować rozliczenia i stan nieruchomości reagując przy tym na awarie, usterki, a tym bardziej sytuacje konfliktowe. Trzeba też pamiętać, że nikt nie zagwarantuje, że ceny nieruchomości i czynsze wynajmy będą wciąż rosły. Co prawda, historia pokazuje, że w dłuższym terminie mieszkania drożeją szybciej niż rośnie ogólny poziom cen (inflacja), ale nie ma gwarancji, że identycznie będzie w przyszłości.

Zakup mieszkania to także inwestycja o dość wysokim progu wejścia. Chodzi o to, że nawet kupując mieszkanie z pomocą kredytu trzeba mieć w kieszeni sporo gotówki, aby pokryć wymagany przez banki wkład własny i opłacić wszystkie koszty transakcyjne. Może się okazać, że chcąc kupić mieszkanie warte 400 tys. zł trzeba dysponować kwotą 100-150 tysięcy złotych i to raczej przy założeniu jego delikatnego odświeżenia, a nie gruntownego remontu.

W Gminie Ustka będzie jaśniej, bezpieczniej i ekologicznie. Władze samorządowe podpisały ze spółką Energa Oświetlenie umowę na kompleksowe oświetlenie na terenie Gminy. Dodatkowo, również w okresie świątecznym, Energa zamontuje w gminie 70 sztuk iluminacji okolicznościowych.

Przedmiotem umowy jest dobudowa prawie 1000 nowych punktów świetlnych zrealizowanych w technologii energooszczędnej LED. W ramach prac Energa Oświetlenie zobowiązała się również w okresie świątecznym, przez cały czas obowiązywania umowy, do montażu i eksploatacji iluminacji okolicznościowych.

Zwiększenie liczby punktów oświetlenia ulicznego przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa na obszarze wszystkich miejscowości Gminy Ustka. Zastosowanie do oświetlenia energooszczędnych lamp LED pozwoli władzom gminy zaoszczędzić na zużyciu energii elektrycznej ale również eksploatacja tego nowoczesnego oświetlenia LED-owego przyczynia się do zmniejszania emisji COdo atmosfery.

– Dobra współpraca z samorządem i otwartość na wdrażanie proekologicznego i energooszczędnego oświetlenia przynosi efekty. Wdrażamy nowoczesne – technologie LED, które poprawiają walory estetyczne miejsca i wspierają realizację planów gospodarki nisko emisyjnej w gminach – mówi Michał Bełbot, prezes Energa Oświetlenie Spółka z o.o.

Coraz więcej ulic w pomorskich miastach i gminach oświetlanych jest ekologicznymi i energooszczędnymi lampami LED-owymi. Energa Oświetlenie zmodernizowała oświetlenie uliczne w Gdańsku, Bydgoszczy, na Kaszubach, a ostatnio w Braniewie. Już wkrótce także reprezentacyjny Bulwar Nadmorski w Gdyni zostanie w całości rozjaśniony estetycznymi, przyjaznymi dla środowiska lampami.

Energa Oświetlenie rozpoczyna montaż specjalnego oświetlenia dekoracyjnego, aby zapewnić świąteczny nastrój w wielu miastach i gminach – nie tylko Pomorza. Lampki świąteczne Energi rozjaśnią m.in. Pelplin, Sopot, Gdynię, Rumię, Gniew, Pruszcz Gd., Starogard Gd., Kartuzy, Hel, Jastarnię, Frombork, Skarszewy, Chmielno oraz Pasłęk. Spółka także zamontuje oświetlenie w Gdańsku.

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce – Browary Polskie wyraża sprzeciw wobec propozycji dalszego ograniczenia godzin emisji reklam piwa z godziny 20.00 na 23.00,  przedstawionej przez Ministerstwo Zdrowia.

W ocenie branży zgłoszona przez resort zdrowia propozycja nowelizacji:

  • to rozwiązanie fasadowe, stosunkowo łatwe do wprowadzenia, ale nie przynoszące rozwiązania problemów związanych z nadmierną i szkodliwą konsumpcją alkoholu; 
  • jest propozycją skonstruowaną w oparciu o błędne założenia, a jednocześnie z pominięciem kluczowych danych dotyczących wpływu reklamy na poziom spożycia alkoholu czy wzorców konsumpcji poszczególnych rodzajów alkoholu; 
  • oznacza faktyczny zakaz reklamy, który stanie się barierą rozwojową nie tylko dla branży, ale także sektorów gospodarki narodowej powiązanych z produkcją i sprzedażą piwa; 
  • nosi znamiona projektu spełniającego postulaty branży spirytusowej, która od lat apeluje o zakaz reklamy piwa; 
  • jest kolejnym podjętym w krótkim czasie krokiem legislacyjnym wymierzonym w sektor piwowarski, nie poprzedzonym analizą konsekwencji wcześniej wprowadzonych ograniczeń.

Uzasadniając potrzebę zmian Ministerstwo Zdrowia powołuje się na alarmujące dane o rzekomo wysokiej konsumpcji alkoholu w Polsce. Tymczasem według raportów Światowej Organizacji Zdrowia spożycie alkoholu w Polsce, które od kilku lat utrzymuje się na poziomie ok. 9,4 litra czystego alkoholu per capita (dane GUS), jest niższe niż w szeregu krajów europejskich m.in. Czechach, Słowacji, Belgii czy Wielkiej Brytanii. Co więcej, jak podaje Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, zdecydowana większość polskiego społeczeństwa spożywa alkohol w sposób umiarkowany. Problem picia ryzykownego i szkodliwego dotyczy kilku procent dorosłej populacji, która sięga przede wszystkim po alkohole mocne, a nie piwo. Zgadzamy się, że jest to grupa, do której należy kierować  specjalne programy terapeutyczne, zaś przesunięcie godzin emisji reklam piwa nie przyniesie rozwiązanie tego problemu w jakimkolwiek stopniu.

W opinii resortu zdrowia wprowadzenie zakazu reklamy piwa przełoży się na spadek spożycia alkoholu w Polsce. Ogólnodostępne dane nie potwierdzają jednak związku pomiędzy reklamą a poziomem konsumpcji piwa. Pomimo kilkukrotnego wzrostu czasu emisji spotów reklamowych, spożycie piwa w Polsce od lat pozostaje na niezmienionym poziomie (97 – 99 litrów). Wyniki badań polskiej widowni telewizyjnej nie potwierdzają również głoszonej przez Ministerstwo Zdrowia tezy o wpływie reklamy piwa na sięganie przez młodzież po alkohol. W aktualnie dopuszczalnym czasie emisji reklam piwa, czyli w godzinach 20.00 – 06.00, odsetek widowni niepełnoletniej nie przekracza 6 proc. Trudno więc łączyć zjawisko wczesnej inicjacji alkoholowej z kontaktem młodych ludzi z reklamą piwa.

Piwo od wyrobów spirytusowych odróżnia nie tylko dużo niższa zawartość „procentów”, ale przede wszystkim wzorzec konsumpcji. Według badań CBOS zjawisko picia ryzykownego i szkodliwego najczęściej wiąże się z konsumpcją mocnych alkoholi. Tym bardziej więc niepokoi fakt, że resort zdrowia przedstawia propozycję, która zrównuje piwo z wódką, a tym samym wzmacnia rynkową pozycję i atrakcyjność alkoholi mocnych, w szczególności małych (do 200 ml), gotowych do spożycia i tanich opakowań napojów spirytusowych. Ograniczoną do zakazu reklamy piwa walkę z nadmierną i ryzykowną konsumpcją alkoholu można odczytywać jako realizację postulatów branży spirytusowej, od lat pragnącej odwrócić pozytywny trend zastępowania konsumpcji alkoholi wysokoprocentowych przez alkohole słabsze, przede wszystkim piwo.

Polska ma już jedne z najbardziej rygorystycznych przepisów dotyczących reklamy piwa wsparte samoregulacją branży piwowarskiej. Zdecydowana większość krajów europejskich dopuszcza możliwość reklamowania piwa, tylko w 3 spośród 29 państw reklama piwa jest prawnie zabroniona. W 15 krajach istnieją regulacje dotyczące ograniczeń godzinowych, przy czym w 8 z nich granicą jest godzina 20. lub wcześniejsza. Jedynym krajem, który dopuszcza reklamę dopiero od 23.00 jest Litwa. Dalsze ograniczenie godzin emisji spowoduje, że Polska będzie jednym z najbardziej restrykcyjnych krajów europejskich obok Francji, Norwegii, Szwecji i Litwy.

 

Eksperci

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

Baczewski: Firmy mogłyby bardziej zwiększyć zatrudnienie, ale boją się nowych przepisów

Do 42% wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału odsetek przedsiębiorców, którzy planują podwyżki -...

Bugaj: Małe spółki – reaktywacja

Powoli zbliżamy się do końca roku, który na krajowym parkiecie zapisze się jako okres dużych kontras...

Przasnyski: Gospodarka pędzi, inwestycje kroczą

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomi...

Starczewska-Krzysztoszek: Inwestycje publiczne nieznacznie ruszyły

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 ...

AKTUALNOŚCI

Inspekcja Transportu Drogowego zajmie się poborem opłat

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o drogach publicznych, która zakłada przeniesienie zadań związanych...

Nowe opłaty za usługi wodne

Obecnie rozliczenie należności za pobór wód z własnego ujęcia oraz odprowadzanie ścieków do środowis...

Wystartowała nowa kampania społeczna „2h 51 minut”

Eksperci alarmują: uzależnienie od telefonów może skutkować nie tylko pogorszeniem wzroku, ale równi...

Seniorzy dostaną refundację szczepionki przeciwko grypie?

Ministerstwo Zdrowia rozważa wprowadzenie refundacji szczepionki przeciwko grypie dla osób starszych...

Umowa handlowa UE – Japonia przyniesie korzyści Polsce

8 grudnia, po pięciu latach rozmów, udało się sfinalizować negocjacje umowy o wolnym handlu i partne...