środa, Listopad 22, 2017
Home Archiwa 2017 Listopad 9

Dzienne archiwaLis 9, 2017

Jak podaje GTDC, organizacja zrzeszająca czołowych dystrybutorów IT na świecie – bazując na danych firmy badawczej CONTEXT – łączny przychód netto ze sprzedaży europejskich dystrybutorów IT i elektroniki użytkowej wzrósł w III kw. 2017 roku o 3,7% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. W pierwszych 9 miesiącach przychody dystrybutorów IT w Europie wzrosły łącznie o 4,1%. Polscy dystrybutorzy zanotowali w III kw. niewielki spadek (0,4%), a ich przychody w pierwszych 9 miesiącach roku wrosły łącznie o 1,2%.

W skali całego europejskiego rynku, w III kw. 2017 roku największym zainteresowaniem konsumentów na Starym Kontynencie cieszyły się takie grupy produktowe jak m.in. notebooki (wzrost o 9,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku), komputery stacjonarne (7,4%), tablety (6%) oraz TV i monitory (5,9%). Wyniki niektórych z tych kategorii zupełnie inaczej prezentowały się na polskim rynku.

Polski rynek dystrybucji IT w III kw. 2017 roku (w porównaniu do III kw. 2016 roku):

  • Największy wzrost na polskim rynku (16,6%) zanotował segment telekomunikacyjny, w tym smartfony i akcesoria
  • Dużym zainteresowaniem cieszyły się także TV i monitory (12,9%)
  • Wzrost (o 10,5%) zanotował segment komputerów stacjonarnych (w sprzedaży detalicznej i w sektorze publicznym)
  • Ponadto, duży wzrost (o 4,2%) zanotowała kategoria oprogramowania
  • W porównaniu do innych europejskich rynków, duży spadek zanotowała natomiast kategoria notebooków (o 6,6%)
  • Największy spadek sprzedaży dotknął w Polsce segment tabletów oraz AV i akcesoriów, odpowiednio o 25,7% i 24,1%

Trendy sprzedażowe na polskim rynku dystrybucji IT komentują liderzy branży

Ze wzrostu sprzedaży w segmencie komputerów stacjonarnych, będącego m.in. wynikiem poprawy sytuacji w sektorze publicznym w stosunku do roku poprzedniego, cieszyć powinna się AB S.A, która zarządza największą w regionie (16,5 tys.) siecią partnerów handlowych. Było to jednym z oczekiwań grupy na 2017 rok.

– W III kw. zanotowaliśmy większe niż cały rynek wzrosty sprzedaży m.in. w kategorii komputerów stacjonarnych. Jest to efekt skutecznego wykorzystania naszych rozbudowanych kanałów sprzedaży i dotarcia do partnerów. Jednym ze znaczących impulsów wzrostowych jest dla nas szybko rosnący rynek komputerów gamingowych, gdzie posiadamy kompleksową i stale poszerzaną ofertę produktową. Przewidzieliśmy także szybki rozwój rynku usług chmurowych – Grupa AB w minionym kw. zanotowała wysokie wzrosty sprzedaży oprogramowania w modelu CSP. Nasza współpraca z Microsoft w ramach kontraktu CSP (Cloud Solution Provider) zaowocowała nie tylko osiągnięciem pozycji lidera tego rynku w Polsce, ale także otrzymanym tytułem „2017 Partner of the Year” dla najlepszego dystrybutora Microsoft w Polsce. Ubiegły kw. był dla nas bardzo dobry również w kategorii telewizorów i monitorów wielkoformatowych (Large Format Displays). Jest to efektem rozwoju naszego działu digital signage – komentuje Andrzej Przybyło, prezes zarządu AB S.A.

Dobre zakończenie roku przewiduje także ABC Data, która zakłada osiągnięcie blisko 4,5 mld PLN przychodów ze sprzedaży w 2017 roku. Aktualnie, firma współpracuje z 13 tys. resellerów oferując produkty i usługi blisko 1000 światowych marek.

– Od dłuższego czasu obserwujemy rosnącą sprzedaż komponentów, komputerów stacjonarnych i urządzeń peryferyjnych. Ponadto, zgodnie z rynkowymi trendami, już w ubiegłym roku postawiliśmy w ABC Data na dynamiczny rozwój obszaru mobile, dzięki czemu stale rośnie sprzedaż w grupie smartfonów. Szczególnie widoczny jest utrzymujący się trend wzrostowy u naszych kluczowych producentów – Huawei oraz Xiaomi. Z kwartału na kwartał rosną także przychody ze sprzedaży produktów Apple u czołowego dystrybutora produktów tej marki w Polsce, czyli naszej spółki zależnej iSource. W III kw. 2017 roku wypracowaliśmy dwukrotnie wyższą EBITDA i trzykrotnie wyższy zysk netto r/r, co istotnie przybliża nas do zrealizowania prognozy wyników za ten rok – komentuje Ilona Weiss, prezes zarządu ABC Data S.A.

 

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Nieczęsto pojawiają się informacje dotyczące wartości mieszkań sprzedanych w Polsce. Takie ciekawe dane niedawno opublikował Główny Urząd Statystyczny. Informacje zebrane przez GUS, pozwalają nam na sprawdzenie, jak bardzo rynek lokali mieszkalnych jest skoncentrowany w dużych miastach. Dzięki danym przeanalizowanym przez RynekPierwotny.pl, można również przekonać się, w którym mieście nowe mieszkania mają największą przewagę rynkową nad lokalami „z drugiej ręki”.   

Co druga złotówka jest wydawana na lokale z największych miast 

Informacje o wartości transakcji przeprowadzanych na rynku mieszkaniowym, w praktyce są dość trudne do zgromadzenia. Problem stanowi między innymi rozproszenie obrotu używanymi mieszkaniami. Rejestry cen i wartości nieruchomości prowadzone przez starostwa powiatowe i urzędy miast na prawach powiatu, są praktycznie jedynym wiarygodnym źródłem informacji. Główny Urząd Statystyczny niedawno przeanalizował dane notarialne z takich rejestrów dotyczące 2016 r. Kompletne zestawienia sprzedanych lokali nie są dostępne od razu po zakończeniu roku kalendarzowego. Informacje o transakcjach z ostatnich miesięcy każdego roku, najpierw muszą zostać przekazane przez notariuszy i uwzględnione w urzędowym rejestrze.

Na podstawie informacji zebranych przez samorządy i GUS, można np. samodzielnie sprawdzić, jaki udział dwadzieścia największych rynków z 2016 roku, miało w łącznej wartości obrotu lokalami mieszkalnymi. Jak zauważają eksperci portalu rynekpierwotny.pl w grupie dwudziestu lokalnych rynków (powiatów i miast na prawach powiatu) z największą wartością sprzedanych mieszkań, znajdują się nie tylko miasta wojewódzkie. Do czołówki zakwalifikował się też powiat poznański, powiat wołomiński, powiat wejherowski i powiat wrocławski. Dwa pierwsze powiaty (poznański i wołomiński), w 2016 r. cechowały się większą wartością obrotu mieszkaniami niż np. Olsztyn, Katowice oraz Kielce.

Wszystkie wymienione wcześniej lokalizacje, pod względem wartości obrotu mieszkaniami, oczywiście nie mogą konkurować z największymi metropoliami.

Mowa o następujących miastach:

Warszawie (26,2% wartości lokali mieszkalnych sprzedanych w 2016 r.)

Wrocławiu (8,9% wartości lokali mieszkalnych sprzedanych w 2016 r.)

Krakowie (8,9% wartości lokali mieszkalnych sprzedanych w 2016 r.)

Gdańsku (5,8% wartości lokali mieszkalnych sprzedanych w 2016 r.)

Poznaniu (4,4% wartości lokali mieszkalnych sprzedanych w 2016 r.)

Łodzi (2,5% wartości lokali mieszkalnych sprzedanych w 2016 r.)

Jak nietrudno obliczyć, sześć powyższych metropolii w minionym roku wygenerowało 56,7% wartości obrotu na całym krajowym rynku lokali mieszkalnych. Udział wspomnianych miast w rynku lokalowym będzie mniejszy (40,8%), jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę, a nie łączną wartość sprzedanych mieszkań. Wynika to z ponadprzeciętnej ceny lokali kupowanych na terenie największych miast.

Nowe mieszkania dominują m.in. na krakowskim i gdańskim rynku

 Interesująco przedstawia się również udział dziesięciu największych rynków lokalnych w ogólnej wartości nowych mieszkań, które sprzedano od stycznia do grudnia 2016 r. Po odpowiednim przekształceniu danych GUS-u okazuje się na przykład, że Warszawa miała nieco większy udział w wartości krajowego rynku pierwotnego (27,6%) niż rynku wtórnego (24,9%) – tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl. Znacznie większa różnica w 2016 r. dotyczyła Krakowa (rynek pierwotny – 12,6%, rynek wtórny – 5,5%). Ta sytuacja wydaje się ciekawa ze względu na niewielką różnicę pomiędzy przeciętnymi cenami 1 mkw. nowego i używanego mieszkania w Krakowie.

Na tle największych rynków, Kraków wyróżnia się też wysokim udziałem nowych mieszkań w ogólnej wartości sprzedaży lokali mieszkalnych z 2016 r. (68,1%). Wysoki wynik odnotowano też w Gdańsku (64,1%). Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja dotycząca Łodzi. Tamtejsze nowe mieszkania od stycznia do grudnia 2016 r. wygenerowały niecałe 40% wartości sprzedaży lokali. Taki wynik potwierdza słabą kondycję łódzkiego rynku pierwotnego.

Warto również zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy Łodzią oraz Krakowem i Wrocławiem dotyczącą udziału w krajowym obrocie wszystkimi lokalami (zarówno nowymi jak i używanymi). Niewykluczone, że wyludniająca się Łódź pod względem wartości łącznych obrotów na rynku mieszkaniowym, niebawem zostanie wyprzedzona przez Szczecin oraz Lublin.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Jednocześnie branża wciąż zmaga się z brakiem kierowców zawodowych. Jak wynika z badania przeprowadzonego  przez firmę INELO, właściciele i osoby zarządzające w firmach z tego sektora za największe utrudnienia uznają wysokie kary finansowe podczas kontroli oraz eurobiurokrację. Czy kierowcy również wskazują na te problemy w swojej codziennej pracy?

Od dłuższego czasu niedobór kierowców stał się jednym z najważniejszych wyzwań branży transportowej w Polsce. Mogłoby się wydawać, że podstawowym utrudnieniem w znalezieniu odpowiednich pracowników jest specyfika pracy, czyli wielogodzinne trasy, zmęczenie i zbyt duża liczba dni spędzonych poza miejscem zamieszkania. Jednak jak pokazują wyniki badania INELO, kierowcy jako największe problemy w codziennej działalności wskazują wysokie kary wynikające z kontroli drogowych, celnych oraz dokonywanych przez inspekcje pracy (51 proc.), a także konkurencję w postaci napływu kierowców z krajów Europy Wschodniej (41 proc.). Ponad 30 proc. badanych jako utrudnienie postrzega również zagrożenie bezpieczeństwa lub terroryzm. Natomiast na kwestię przemęczenia wynikającego ze zbyt długiego czasu pracy zwraca uwagę jedynie 10 proc. kierowców.

W pytaniu „Co Pana/Pani zdaniem stanowi największe utrudnienia w codziennej pracy dla polskich kierowców zawodowych?” aż 52 proc. właścicieli oraz osób zarządzających transportem wymienia kary finansowe przy kontrolach, a w drugiej kolejności eurobiurokrację i związane z nią coraz wyższe sankcje za brak wymaganej dokumentacji. Ponadto aż 45 proc. badanych w tej grupie jako trzeci problem przywołuje skomplikowane regulacje prawne w kwestii rozliczania czasu pracy.

– Na właścicielach i kierowcach ciąży wiele obowiązków administracyjnych, których nieprzestrzeganie wiąże się z wysokimi karami finansowymi. Ogłoszony w tym roku tzw. Pakiet drogowy ma wprowadzić ułatwienia i ujednolicenia w tym zakresie. Komisja Europejska pracuje nad przepisami, które będą korzystne dla poszczególnych firm oraz kierowców i jednocześnie zapewnią uczciwą konkurencję na rynku. Najczęściej jednak nakładane na kierowców kary związane są z rosnącą liczbą popełnianych przez nich manipulacji, jak np. brak tachografu lub ogranicznika prędkości, korzystanie z nielegalnych urządzeń czy posługiwanie się fałszywą kartą kierowcy. Warto podkreślić, że egzekwowanie tych wymogów przez służby kontrolne ma na celu przede wszystkim ochronę pracowników przed pracą ponad ich siły, a nie utrudnianie wykonywania obowiązkówmówi Mateusz Włoch, ekspert INELO.

Czy pomimo utrudnień kierowcy czują się bezpieczni?

Firma INELO w związku ze wskazywanymi utrudnieniami zapytała kierowców również o to, czy czują się bezpiecznie w trakcie wykonywania swojej pracy – 40 proc. z nich odpowiedziało na to pytanie twierdząco. Co ciekawe, właściciele i osoby zarządzające transportem znacznie lepiej oceniają tę sytuację. Aż 58 proc. respondentów z tej grupy uważa, że polscy kierowcy mają poczucie bezpieczeństwa.

– Poczucie bezpieczeństwa w pracy jest niezwykle istotne. Wobec powyższych danych, firmy transportowe powinny priorytetowo zadbać o odpowiedni komfort dla swoich kierowców. W naszym Centrum Technologii Bezpieczeństwa w Logistyce stale badamy i sprawdzamy możliwości zwiększenia bezpieczeństwa ruchu drogowego dzięki wykorzystaniu inteligentnych systemów wspierających poszczególnych uczestników. Rozwiązania te dostępne są również na polskim rynku i pomagają kierowcom w sytuacjach zagrożenia m.in. wspomagają komunikację ze spedytorem oraz chronią przed wjazdem w miejsca, które uznawane są za szczególnie niebezpieczne – mówi prof. nadzw. dr hab. inż. Remigiusz Kozłowski z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Co zatem oferują firmy transportowe swoim pracownikom?

Jednym z podstawowych czynników motywujących i zachęcających do pracy w danej firmie jest atrakcyjne i konkurencyjne wynagrodzenie. Coraz częściej jednak kandydaci przy wyborze pracodawcy zwracają uwagę także na dodatkowe benefity pozapłacowe. Aż 92 proc. przedsiębiorców transportowych zapewnia, że inwestuje w sprzęty służbowe, czyli laptopy i telefony komórkowy oraz rozwiązania telematyczne pomagające w podróży. Co ciekawe, badanie pokazało duże rozbieżności pomiędzy odpowiedziami właścicieli a samych kierowców. Jedynie 5 proc. z nich deklaruje, że ma możliwość korzystania z nowoczesnych urządzeń telematycznych, 22 proc. potwierdza możliwość korzystania z laptopów czy telefonów służbowych. W obu grupach porównywalny jest natomiast odsetek odpowiedzi wskazujących na rozwój zawodowy poprzez bezpłatne szkolenia.

– Firmy transportowe powinny zadbać zarówno o obecnych pracowników, jak i pomyśleć o przyszłych kandydatach. W branży, oprócz deficytów kadrowych, obserwujemy dużą rotację wśród kierowców. Przy podejmowaniu decyzji o zmianie miejsca pracy na pewno istotne jest wynagrodzenie. Kiedy jednak szacuje się ono na podobnym poziomie, pracownicy przywiązują dużą wagę do kwestii pozapłacowych. Pracodawcy w pierwszej kolejności powinni skupiać się na wszystkich tych rozwiązaniach, które upraszczają obowiązki administracyjne. Osoba aplikująca na stanowisko kierowcy nie jest zainteresowana wypełnianiem zbyt dużej liczby dokumentów, przede wszystkim chce usiąść za kierownicą samochodu ciężarowego i bezpiecznie wykonać swoją pracę – podsumowuje Kamil Korbuszewski, ekspert GBOX.

Mateusz Włoch z firmy INELO dodaje, że Kierowcy zawodowi chętnie uczestniczą w szkoleniach branżowych, które pozwalają zrozumieć im skomplikowane przepisy oraz dowiedzieć się, jak rozliczany będzie ich czas pracy i które z dodatków zostaną doliczone do comiesięcznej pensji.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce rozwija się dynamicznie od kilkunastu lat. CBRE i Panattoni Europe, przy silnym wsparciu agencji badawczej Analytiqa, postanowiły sprawdzić, jak obecną sytuację rynkową oceniają przedsiębiorstwa działające w sektorze logistycznym, jakie są ich plany rozwojowe oraz przewidywania dotyczące rozwoju całej branży. „Poland Logistics Confidence Index 2017” to pierwszy tego typu raport, który bada poziom zaufania do rynku, na podstawie opinii osób zarządzających największymi i najlepiej prosperującymi firmami z tego sektora.

Analiza sytuacji na rynku logistycznym przedstawiona w raporcie powstała na podstawie ankiety badawczej, w której udział wzięło ponad 50 osób na stanowiskach kierowniczych: dyrektorzy generalni, dyrektorzy zarządzający oraz kadra kierownicza. Swoimi opiniami oraz przemyśleniami podzielili się pracownicy zarówno firm świadczących usługi logistyczne, jak i przedsiębiorstw korzystających z tychże usług, co w efekcie pozwoliło twórcom raportu nakreślić całościowy pogląd na panujące na rynku nastroje, a także na bieżące zagadnienia, mające wpływ na rozwój całego sektora.

Przeprowadzone badanie potwierdziło pozytywne perspektywy dla rynku logistycznego. Wskaźnik Poziomu Optymizmu w zakresie Logistyki i Łańcucha Dostaw w Polsce 2017 został określony na poziomie 60,7, przy czym w przypadku firm logistycznych osiągnął wartość 62,1, natomiast w grupie firm produkcyjnych i handlowych wyniósł 59,1. Polska wypadła bardzo dobrze na tle innych krajów europejskich, w których przeprowadzono analogiczne badanie i wyprzedziła Irlandię (60,4) oraz Wielką Brytanię (56,7). Bardzo pozytywnie oceniana przez respondentów jest atrakcyjność inwestycyjna – aż 64% ankietowanych uważa, że Polska posiada przewagę konkurencyjną jako destynacja inwestycyjna w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej.

Uczestnicy badania zostali poproszeni nie tylko o ocenę obecnej sytuacji rynkowej w Polsce, ale również o wyrażenie opinii na temat ich przewidywań dotyczących przyszłości sektora. Badanie przeprowadzone przez ekspertów pomogło zidentyfikować kluczowe czynniki, które mają bezpośredni wpływ na poziom optymizmu i zaufania na poziomie organizacji. Respondenci zostali poproszeni o nakreślenie planów rozwoju w perspektywie jednego roku, biorąc pod uwagę cztery kategorie: zmiany wysokości obrotów, rentowność, przewidywane nakłady inwestycyjne, a także prognozy związane z zatrudnieniem.

Badanie wykazało wiele pozytywnych prognoz dotyczących rozwoju branży logistycznej w najbliższej przyszłości. Wysokiemu optymizmowi w zakresie oczekiwanych zmian wysokości obrotów (aż 94% respondentów przewiduje wzrost) towarzyszą pozytywne opinie na temat rentowności (70% ankietowanych oczekuje wzrostu zysków). Ponad trzy czwarte ankietowanych wykazało też chęć dokonania nakładów inwestycyjnych w obszarze logistyki i łańcucha dostaw, a zdecydowana większość (62%) zakłada wzrost zatrudnienia.

Pomimo licznych pozytywnych opinii, wiele firm spodziewa się, że przyszły rok będzie się również wiązał z różnego rodzaju wyzwaniami. Największych problemów przedsiębiorcy spodziewają się w kwestiach związanych z ograniczoną dostępnością zasobów ludzkich oraz z pozyskaniem odpowiednich, dodatkowych lokalizacji. Przedsiębiorcy planują zwiększyć efektywność swoich firm głównie poprzez poświęcenie większej uwagi na poprawę współpracy z klientami oraz poczynienie inwestycji w podniesienie produktywności pracowników. Nie ulega wątpliwości, iż inwestycje w ulepszenia technologiczne oraz innowacyjność są również sposobem na zmierzenie się z wyzwaniami wynikającymi z rozwoju sektora handlu elektronicznego.

Zdaniem Marka Dobrzyckiego, Managing Directora Panattoni Europe: „Wyniki raportu nie tylko pokazują dobrą sytuację branży, ale przede wszystkim to, co z perspektywy dewelopera jest najważniejsze – oczekiwania klientów. Znajomość tych oczekiwań sprawia, że Panattoni Europe od wielu lat nie ogranicza się tylko do realizacji centrów logistycznych w głównych lokalizacjach. Tworzymy i prężnie rozwijajmy rynki poboczne, a dostrzegając potrzeby klientów działających w branży e-commerce i jednocześnie ich konsumentów, stawiamy na City Logistics wpisane w etap tzw. ostatniej mili (last mile delivery). Dlatego patrząc długoterminowo na branżę logistyczną i segment rynku powierzchni magazynowych w Polsce, jesteśmy przeświadczeni o stałym ich rozwoju przez najbliższe lata.”

„Poland Logistics Confidence Index 2017” to pierwsze wydanie tej publikacji. Wartość poradnika jeszcze bardziej wzrośnie w miarę zbierania danych przez kolejne lata, co pozwoli na dokonanie analizy porównawczej. Oprócz analizy liczbowej raport zawiera również wiele ciekawych komentarzy partnerów biorących udział w badaniu. Opinie wyrażone przez ludzi, którzy na co dzień działają w tym sektorze i znają wszystkie kluczowe zagadnienia związane z tą branżą, mogą stać się przydatnym narzędziem oraz źródłem cennych informacji na temat tego, jakie są perspektywy rozwoju, jakie pola wymagają poprawy i w jaki sposób uzyskać przewagę konkurencyjną nad innymi podmiotami działającymi na rynku.

Joanna Mroczek, dyrektor Działu Badań Rynkowych i Marketingu, CBRE komentuje:
„CBRE wspólnie z Panattoni Europe stworzyło niniejszy raport, aby przyjrzeć się najnowszym trendom i prognozom dla branży, poznać oczekiwania, ale także obawy uczestników rynku. Polska podtrzymuje szybkie tempo rozwoju i możemy optymistycznie patrzeć w przyszłość. Główne przewagi konkurencyjne Polski to wykwalifikowani pracownicy, duża elastyczność polskiego biznesu, tani i szybki proces budowy obiektów magazynowych, a także relatywnie niskie koszty działań w ramach łańcucha dostaw. Warto jednak podkreślić, iż są to obszary, które kreują tyle samo korzyści, co wyzwań”.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Zgodnie z art. 32 RODO każda organizacja powinna oszacowywać ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie wystąpienia i wadze zagrożenia. Jest to o tyle istotne, iż decyzja o tym, czy dane zostały odpowiednio zabezpieczone, w myśl nowych przepisów, ma należeć do administratora danych osobowych, czyli przedsiębiorcy. W czasach, w których żyjemy, coraz więcej informacji przetwarzanych jest w formie elektronicznej, dlatego istotne jest zadbanie także o ich bezpieczeństwo. Wprowadzenie  odpowiednich zasad w firmie nie zawsze musi być trudne, ani kosztowne.

Wdrożenie odpowiednich zabezpieczeń technicznych i organizacyjnych wymaga dobrej świadomości ryzyka przez przedsiębiorców. Bez jego oszacowania, nie będą w stanie określić, czy wdrożone procedury są efektywne i minimalizują niebezpieczeństwa występujące w danej organizacji uwzględniając jej kontekst funkcjonowania.

Procedury i komputery użytkowników

Najprostszą formą ochrony firmowych danych jest wprowadzenie odpowiednich procedur bezpieczeństwa oraz egzekwowanie ich realizacji wśród pracowników. Nawet w najlepszym systemie najsłabszym ogniwem jest człowiek – warto więc już w fazie projektowania zabezpieczeń uwzględnić możliwość wystąpienia incydentów spowodowanych przez niego.

W systemie bezpieczeństwa informacji, w tym ochrony danych osobowych bardzo istotne są stanowiska pracy użytkownika. Obok polityki czystego biurka, która w dalszym ciągu – jak praktyka pokazuje – nie jest zawsze stosowana, należy wprowadzić również tzw. politykę czystego pulpitu – opierającą się przede wszystkim na blokowaniu konta systemowego, potocznie mówiąc blokowaniu ekranu przed odejściem pracownika od komputera oraz zapisywania na pulpicie komputera tylko niezbędnych skrótów. Istotne jest również pouczenie pracowników o dobrych praktykach dotyczących haseł. W aktualnym stanie prawnym, powinny one składać się minimum z 8 znaków zawierających duże i małe litery, cyfry lub znaki specjalne, na gruncie RODO  to sam przedsiębiorca na podstawie szacowania ryzyka będzie zobligowany do określenia złożoności hasłamówi adw. Marcin Zadrożny Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Komputery przenośne

Jednym z najskuteczniejszych sposobów ochrony danych zapisanych w pamięciach masowych laptopów jest szyfrowanie ich dysków twardych. Dodatkowo warto pamiętać o robieniu regularnych kopii zapasowych danych z tego typu urządzeń, aktualizacji oprogramowania, używania programów antywirusowych oraz zapór firewall. Można również rozważyć zablokowanie portów USB komputerów, co może ograniczyć nieautoryzowane kopiowanie danych czy umyślne lub nieumyślne zainfekowanie komputera. .

Zabezpieczenie poczty e-mail

Podstawową formą ochrony danych osobowych wysyłanych za pomocą poczty e-mail jest stosowanie odpowiedniego szyfrowania. W sytuacji, gdy w całej treści wiadomości znajdują się istotne dane należy zaszyfrować ją całą, natomiast, gdy informacje wrażliwe znajdują się jedynie w załączeniu wystarczy zakodować przesyłany plik. Hasła do tak zabezpieczonego załącznika nie powinny być przesyłane w tym samym e-mailu, bo zabezpieczenie nie spełni swojej roli.

Co więcej, warto również przygotować odpowiednie procedury działania dla pracowników w wyniku otrzymywania potencjalnie zagrożonych wiadomości e-mail.

– 83% polskich przedsiębiorców z sektora MŚP deklaruje, że bezpieczeństwo danych stanowi dla nich najwyższy priorytet. Klienci wybierają chmurę, mając przekonanie, że zabezpieczenia stosowane przez dostawców takich jak Microsoft są bardziej zaawansowane, niż sami sobie są w stanie zapewnić. Mechanizmy kontrolne, dostosowywanie zabezpieczeń do wymagań prawnych, szyfrowanie i zapobieganie utracie danych, ograniczenia dostępu, czy wgląd w proces wymiany danych przez użytkowników to tylko część zestawu funkcji bezpieczeństwa, które firmy uzyskują w ramach usługi chmurowej – Tomasz Dorf, odpowiedzialny za sektor MŚP w polskim oddziale Microsoft.

Inne metody ochrony danych

Duże zagrożenie dla bezpieczeństwa danych stanowić mogą również niezabezpieczone drukarki. Drukowanie dokumentów powinno odbywać się zawsze po autoryzacji na  odpowiednim urządzeniu, z którego wydrukowane materiały będą mogły być niezwłocznie zabrane. Autoryzacja może polegać na przydzieleniu  indywidualnych kodów lub kart magnetycznych identyfikujących danego pracownika.

Bardzo ważne jest także odpowiednie usuwaniu danych z nośników pamięci. Pliki z danymi osobowymi należy kasować przy pomocy odpowiednich programów, które nadpiszą zapisane na nośnikach pamięci informacje, uniemożliwiając ich odzyskanie.

Zabezpieczenie danych osobowych przetwarzanych w środowisku elektronicznym nie musi być procesem zawsze drogim i trudnym do wprowadzenia w firmie, bardzo istotnym elementem jest  przeszkolenie pracowników, gdyż nawet najlepsze zabezpieczenia staną się bezużyteczne, jeśli osoby zatrudnione nie będą się do nich stosować. Warto więc pamiętać o ich cyklicznym szkoleniu i zwiększaniu  świadomości w zakresie ochrony danych osobowych – mówi Marcin Kujawa, ODO 24. Warto również wspomnieć, że  w przyszłości będzie możliwe zastosowania zabezpieczeń biometrycznych dotyczących kontroli dostępu, ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, w tym baz danych osobowych. W planowanej nowelizacji art. 222 § 2 Kodeksu pracy znalazły się zapisy dotyczące biometrii. Wynika z niego, że pracodawca będzie miał prawo przetwarzać dane biometryczne, po uprzednim wyrażeniu zgody na to przez pracownika. Takie rozwiązanie, mimo że kosztowne, pozwoli zwiększyć bezpieczeństwo przetwarzanych danych, jednak przy dostępnych obecnie metodach zabezpieczeń i autoryzacji dostępu do danych pozostawiłbym tą metodę jako alternatywną.  – dodaje.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Program Rodzina na Swoim pomógł prawie 200 tys. kredytobiorców w tańszym zakupie mieszkania lub budowie domu. Sposób jego działania może być jednak zdradliwą pułapką – z dniem ustania dopłat rata kredytu nagle wzrośnie, w dzisiejszych warunkach o ponad 30 proc.

W latach 2007-2013 kupujący mieszkanie mogli skorzystać z rządowego dofinansowania w postaci programu Rodzina na Swoim. Polegał on na tym, że przez osiem lat BGK spłacał zamiast kredytobiorcy połowę raty odsetkowej. W praktyce, każdego miesiąca rata była niższa o kilkaset złotych, a rodzina, która zaciągnęła pożyczkę na 200 tys. zł mogła w tym czasie zaoszczędzić 30-40 tys. zł. (zależnie od okresu kredytowania i chwili powstania zadłużenia).

Ale konstrukcja programu jest taka, że w chwili ustania dopłat kredytobiorca musi pogodzić się ze skokowym wzrostem raty. Osoba, która 30-letni kredyt preferencyjny z dopłatami RnS zaciągnęła na przełomie 2009 i 2010, powinna być świadoma tego, że w ciągu kilku miesięcy z dnia na dzień rata będzie wyższa o ponad 30 proc. Przykładowo jeśli ktoś zadłużył się na 200 tys. zł, to aktualnie płaci miesięcznie 715 zł, a w nowej rzeczywistości będzie to ok. 940 zł, o 225 zł więcej. Dla niektórych domowych budżetów taka zmiana może być trudna do udźwignięcia.

Początkowo Rodzina na Swoim nie była bardzo popularna, w ciągu pierwszych dwóch lat (2007-2008) udzielono mniej niż 11 tys. kredytów z dofinansowaniem, potem zaczęła się rozpędzać. W 2009 było to już 31 tys. kredytów, a rok później 43 tys. Szczyt popularności dopłat przypadł na 2011 r. kiedy to banki udzieliły 51 tys. pożyczek z dopłatami. 2012 był równie dobry, BGK rozliczył 46 tys. preferencyjnych kredytów.

Te liczby oznaczają, że w ciągu najbliższych trzech lat (2018-2020) ponad 140 tys. polskich rodzin, które łącznie zadłużyły się na prawie 27 mld zł, będzie musiało poradzić sobie ze wzrostem raty kredytowej o kilkadziesiąt procent. Zasada działania programu jest taka, że im wyższe oprocentowanie, tym wyższe dopłaty (bo stanowią one połowę odsetek), zatem przy oczekiwanym wzroście stóp procentowych (ma on nastąpić w przyszłym roku) odczuwalny wzrost raty po wygaśnięciu dopłat MdM będzie wyższy. Po wzroście stóp o 1,5 pkt proc. będzie to już ponad 40 proc.

Co mogą zrobić osoby, które czeka wygaśnięcie programu RnS? Cóż, książkowo należałoby zaoszczędzone co miesiąc pieniądze odkładać, a te kilkadziesiąt tysięcy złotych (a do tego odsetki, bo powinny one lądować na lokacie) dałoby spokój na wiele lat podwyższonej raty. Mało kto tak jednak robi, większość zaoszczędzone pieniądze po prostu „przejada”. Te osoby mogą ratować się jedynie próbą zrefinansowania kredytu (ma to sens jeśli marża w umowie jest wyższa od obecnie obowiązujących, a kredytobiorca nadal ma dobrą zdolność kredytową).

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Specjaliści od analizy danych, a w szczególności ogromnych zbiorów różnorodnych danych, czyli big data znajdują się wysoko na liście płac każdej firmy, która buduje swoją strategię w oparciu o wykorzystanie zaawansowanych technologii analitycznych. O rosnącym znaczeniu zaawansowanej analityki i potrzebie kształcenia specjalistów data science dyskutowano podczas konferencji „Advanced Analytics and Data Science”.

– Data scientist jest najbardziej pożądaną specjalizacją, która będzie się rozwijać przez najbliższe lata. Szkoła Główna Handlowa współpracuje z przedstawicielami biznesu i reaguje na ich potrzeby, tworząc program kształcenia w taki sposób, aby dostarczać na rynek odpowiednio przygotowanych ekspertów. Co roku mury uczelni opuszcza pokaźna liczba absolwentów z Certyfikatem SAS i praktycznie wszyscy znajdują zatrudnienie w silnych zespołach analitycznych w wiodących firmach na rynku – mówi profesor Ewa Frątczak, Kierownik Zakładu Analizy Zdarzeń i Analiz Wielopoziomowych, w Instytucie Statystyki i Demografii, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Rosnąca w zawrotnym tempie ilość generowanych i przetwarzanych danych stawia przed firmami wyzwanie, które wiąże się z potrzebą analizy w jak najkrótszym czasie ogromnych ilości informacji i wyselekcjonowania tych, które są wartościowe i potrzebne. Z jednej strony niezbędne do tego zadania są zaawansowane narzędzia analityczne, które zapewnią uzyskanie poszukiwanych wyników w czasie rzeczywistym. Z drugiej, potrzebni są specjaliści, którzy będą potrafili odpowiednio zaprogramować maszyny i stworzyć właściwe modele analityczne, a także trafnie zinterpretować uzyskane wyniki. Dziś brakuje przede wszystkim talentów, które łączą wiedzę technologiczną z umiejętnościami miękkimi, dzięki czemu są w stanie sformułować i przekazać uzyskane wnioski w sposób zrozumiały dla biznesu.

– Liczba specjalistów w Polsce posiadających bogate, wieloletnie doświadczenia z obszaru data science jest ograniczona, co implikuje ich niską dostępność. Na szczęście istnieje wiele ośrodków akademickich, które kształcą osoby o wystarczających umiejętnościach i chęciach podjęcia się roli data scientist. W naszej firmie znaleźliśmy optymalny model działania, uwzględniający precyzyjną selekcję kandydatów połączoną z bogatym pakietem szkoleń uzupełniających ewentualne braki w doświadczeniu i umiejętnościach pozyskiwanych kandydatów. Podobny model działania mają niektóre firmy, dla których głównym obszarem działalności jest data science na potrzeby własne, zewnętrzne lub sprzedaż narzędzi analitycznych. Niestety firmy zaczynające drogę z zaawansowaną analityką danych muszą dopiero budować wewnętrzne kompetencje w tym zakresie i często są skazane na konsulting zewnętrzny lub długi proces rekrutacji mówi Rafał Latkowski, Data, Delivery & Technology Director w PAYBACK Polska.

 

 

Źródło: materiały prasowe firmy

 

Będzie szybciej i prościej. Łatwiej dla wierzycieli i trudniej dla dłużników. Już 13 listopada br. wchodzi w życie znowelizowana Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczej i wymianie danych gospodarczych. Ma zapewnić bezpieczeństwo i sprawność obrotu handlowego w Polsce. Ważną zmianą będzie możliwość wezwania dłużnika do zapłaty e-mailem, a nie, jak dotychczas, tylko listem poleconym lub osobiście. Biura informacji gospodarczej poszerzą też zakres udostępnianych  informacji o firmach i konsumentach oraz będą mogły tworzyć scoringi, czyli portrety wiarygodności finansowej klientów.

Nowością, która znacząco usprawni relacje biznesowe, jest elektroniczne wezwanie do zapłaty. Do tej pory do klienta, który nie spłacał długu, wierzyciel musiał wysłać monit listem poleconym lub doręczyć mu go osobiście. Podnosiło to koszty, bo za list polecony trzeba zapłacić ponad 5 zł. Przy masowych wysyłkach pism tworzą się więc duże kwoty. Teraz wezwanie do zapłaty i ostrzeżenie o zamiarze wpisania nieuczciwego klienta do biura informacji gospodarczej będzie można przekazać e-mailem. To zdecydowanie prostszy, tańszy i szybszy sposób kontaktu z dłużnikiem.

– Aby z niego skorzystać, należy w umowie z kontrahentem umieścić zapis mówiący o możliwości wysłania wezwania do zapłaty w tej formie. Istotne, że taką drogę kontaktu mogą wskazać pomiędzy sobą tylko firmy, natomiast jeśli przedsiębiorca sprzedaje coś konsumentowi, to już nie – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Podpowiedzą kto jest rzetelny, a kto nie

Dotychczas biura informacji gospodarczej udostępniały tylko informacje zgromadzone przez siebie. Od 13 listopada będą mogły wykorzystywać także dane przechowywane w rejestrach publicznych, jak: REGON, Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej, Krajowy Rejestr Sądowy,  Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości czy PESEL. Pochodzące stamtąd informacje będą dołączać do danych, jakimi same dysponują. Po 1 stycznia 2018 roku lista źródeł informacji poszerzy się o informacje o niezapłaconych podatkach gromadzone w Rejestrze Należności Publicznoprawnych. Dzięki temu firmy, instytucje i osoby korzystające z ich usług otrzymają pełniejszy obraz sprawdzanych przedsiębiorstw i konsumentów. Dane z dodatkowych rejestrów pomogą także BIG-om w tworzeniu modeli scoringowych, służących ocenie wiarygodności finansowej klientów.

– Duża liczba danych w jednym raporcie to z jednej strony olbrzymia korzyść, ale z drugiej ich nadmiar może być kłopotliwy w interpretacji, zwłaszcza dla szefów małych firm, nie nawykłych do czytania tego typu dokumentów. Dlatego w naszych raportach pojawią się proste rekomendacje zalecające współpracę ze sprawdzaną firmą, odradzające ją lub nakazujące ostrożność. Trochę jak światła na skrzyżowaniu: zielone – jedź, żółte – uważaj, czerwone – stój – mówi Adam Łącki.

Według znowelizowanej ustawy zgoda, jaką wyda konsument na sprawdzenie w BIG-ach informacji na swój temat przez banki, telekomy czy dostawców mediów, będzie ważna przez 60 dni. Obecnie jest to 30 dni.

Ponadto dotychczas, jeśli kontrahent chciał zasięgnąć informacji o danej firmie, musiał kierować odrębne zapytania do wszystkich BIG-ów.

– Według nowych zapisów ustawy, aby zweryfikować firmę we wszystkich biurach informacji gospodarczej, wystarczy jeden wniosek złożony w wybranym przez siebie BIG-u. Klient otrzyma wówczas z kilku źródeł kompleksowe informacje o interesującym go podmiocie – wyjaśnia Adam Łącki.

Obecnie zadłużenie wszystkich firm notowanych w Krajowym Rejestrze Długów sięga już 10 mld zł, a konsumentów przekroczyło 42 mld zł. Nowe możliwości, jakie daje znowelizowana ustawa o biurach informacji gospodarczej ma zapewnić większe bezpieczeństwo transakcji handlowych.

Szybciej będzie można odzyskać pieniądze

Ale nowe przepisy nie tylko mają pomóc w unikaniu nierzetelnych klientów, ale także w szybszym odzyskiwaniu należności. Dotychczas obowiązujące przepisy pozwalały na wpisanie dłużnika do biura informacji gospodarczej po 60 dniach od upływu terminu zapłaty. Nowelizacja skróci ten okres do 30 dni, co w zamyśle Ministerstwa Rozwoju powinno zmniejszyć skalę zatorów płatniczych i obniżyć straty, jakie ponoszą wierzyciele, zwłaszcza z grona mikro i małych firm, kiedy nie otrzymują zapłaty od swoich klientów.

– Wpis do Krajowego Rejestru Długów mocno motywuje dłużników do spłaty, zwłaszcza tych którzy są aktywni na rynku i korzystają z szeregu innych usług. Ale prawidłowość jest taka – im szybciej informacja o dłużniku będzie dostępna dla innych, tym większe prawdopodobieństwo, że odda pieniądze, żeby zniknąć z rejestru. Tu bowiem nic się nie zmienia, po spłacie długu wierzyciel ma ustawowy obowiązek, aby w ciągu 14 dni usunąć dane dłużnika z rejestru – informuje Adam Łącki.

Dla wierzycieli sporym problemem było przesyłanie wezwań do zapłaty, wynikających z umów o świadczenia okresowe. Mowa m.in. o umowach najmu, regularnych opłatach za usługi telekomunikacyjne, Internet, wodę, prąd czy gaz. Wielu wierzycieli, aby dopisać nierzetelnych płatników do bazy biura informacji gospodarczej, musiało ponosić dodatkowe koszty wysyłki kolejnych listów poleconych z wezwaniem do zapłaty za świadczenia okresowe. Nowelizacja ustawy upraszcza ten etap. Dłużnika będzie można dopisać do rejestru w oparciu o pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile będzie ono zawierać taką informację dla klienta.

Jak pokazuje badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso, prawie 72 proc. małych i średnich przedsiębiorstw ma kłopoty z terminowym otrzymywaniem zapłaty od swoich partnerów biznesowych. Problem ten dotyczy także dużych firm, bo w przypadku płatności duży nie znaczy mocniejszy. Kumulacja wielu niezapłaconych faktur jest dla wielkich korporacji równie dotkliwa jak dla mniejszych podmiotów. Działa tu efekt skali – wiele drobnych zaległości płatniczych tworzy znaczącą lukę w budżecie firmy.

Zmiany, jakie niesie znowelizowana ustawa, mają sprawić, że przedsiębiorcy korzystający z usług BIG-ów zyskają bardziej szczegółową wiedzę o kontrahentach, co pomoże im skuteczniej zabezpieczać swoje transakcje. Szersze informacje to mniejsze ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. Nowe rozwiązania wprowadzone w ustawie mają dodatkowo wspierać firmy w odzyskiwaniu należności, a tym samym w niwelowaniu zatorów płatniczych.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

Gospodarka obiegu zamkniętego staje się w Polsce coraz częściej omawianą koncepcją. Dla przedsiębiorców, oznacza to zmiany, o których ciągle jeszcze niewiele wiadomo. Wciąż brakuje pełnej wiedzy o wyzwaniach, obowiązkach i korzyściach, które płyną z GOZ. Druga edycja Konferencji Koalicji RECONOMY „W kierunku obiegu zamkniętego – biznes i konsument na ścieżce zmian”, która odbędzie się 23 listopada w Centrum Olimpijskim w Warszawie, ma to zmienić.

Konferencja Koalicji RECONOMY to spotkanie, którego celem jest popularyzacja wśród przedsiębiorców praktycznej wiedzy na temat gospodarki o obiegu zamkniętym (gospodarki cyrkularnej, w skrócie GOZ). Jednym z jej założeń jest racjonalne wykorzystywanie zasobów w taki sposób, aby zawarte w odpadach materiały mogły zostać wykorzystane ponownie m.in. w procesie produkcji.

Celem, który stawiamy sobie w tym roku podczas konferencji, jest wieloaspektowe, a w szczególności praktyczne, ujęcie gospodarowania odpadami w zrównoważony sposób. Cieszy nas, że to zagadnienie jest obecne w przestrzeni publicznej, jednak mamy wrażenie, że ciągle brakuje merytorycznych dyskusji, i przekazu kierowanego do szeroko rozumianego biznesu.– mówi Piotr Bruździak, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Stena Recycling.

Podczas konferencji przedstawiciele świata nauki, polityki i biznesu podzielą się wiedzą i doświadczeniem na temat gospodarki obiegu zamkniętego. Przedstawią też korzyści dla konsumentów i przedsiębiorców, płynące z koncepcji zmiany w gospodarowaniu zasobami. Podczas zeszłorocznej edycji starano się określić wyzwania, jakie czekają polskie firmy podczas wprowadzenia GOZ. Teraz akcent zostanie położony na praktyczne aspekty wdrażania koncepcji. Dowiemy się, co możemy zrobić, żeby jak najlepiej wykorzystać szanse zmian, jakie daje nam GOZ? Forma debaty, pozwoli na dyskusje i wypracowanie konkretnych rozwiązań pomiędzy przedstawicielami różnych grup biznesowych.

– Zależy nam, aby uczestnicy mogli zdobyć kompleksową wiedzę o GOZ, dlatego podczas konferencji pokażemy ten temat z różnych perspektyw – środowiskowej, gospodarczej i biznesowej. Chcemy przekonać przedsiębiorców, że GOZ, to przyszłościowa i korzystna dla firm koncepcja – dodaje Piotr Bruździak.

Gościem specjalnym tegorocznej edycji będzie Peter Lacy – dyrektor zarządzający w Accenture Strategy, ekspert w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, specjalizujący się w gospodarce obiegu zamkniętego oraz prawach konsumenckich. Opowie o wykorzystaniu innowacyjnych rozwiązań w GOZ, a także szansach i zagrożeniach, które z nich wynikają.

Swoimi doświadczeniami podzielą się także przedstawiciele takich firm, jak: Stena Recycling, IKEA czy Unilever. Nie zabraknie naukowego spojrzenia na zagadnienie, które przedstawi prof. dr hab. Bolesław Rok z Akademii Leona Koźmińskiego. Wydarzenie otworzy wystąpienie Ambasadora Holandii, Rona J.P.M. van Dartela. Natomiast administrację państwową reprezentować będą przedstawiciele holenderskiego Ministerstwa Infrastruktury i Środowiska oraz polskiego Ministerstwa Rozwoju.

 

Źródło: materiały prasowe firmy

W ubiegłym roku wartość transakcji gruntami sięgnęła 22,67 mld zł. Choć w porównaniu do 2015 r. spadła o 12 proc., nadal była znacznie wyższa niż poprzednich latach. Wbrew obawom, obowiązujące od półtora roku zmiany zasad obrotu gruntami rolnymi nie wpłynęły na znaczące ograniczenie tego segmentu handlu nieruchomościami.

Według danych GUS, w 2016 r. w ramach 145 tys. transakcji właściciela zmieniło ponad 155 tys. nieruchomości gruntowych, a ich wartość sięgnęła 22,7 mld zł. To spadek o ponad 11 proc. pod względem liczby i o ponad 12 proc. w przypadku wartości obrotu w porównaniu do 2015 r., ale handel gruntami nadal był znacznie większy niż w poprzednich latach. Ubiegłoroczny spadek był jednak zjawiskiem wyjątkowym, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę bardzo duży, sięgający niemal 20 proc. wzrost liczby transakcji i przekraczający 36 proc. skok ich wartości w 2015 r., gdy już wiadomo było o planowanych zmianach ustawowych dotyczących ograniczenia obrotu ziemią rolną. Użytki rolne stanowiły niecałe 65 proc. liczby i 48 proc. transakcji wszystkimi nieruchomości gruntowych, dokonanymi w ubiegłym roku, a grunty pod zabudowę odpowiednio 34 i 51 proc. (pozostałe transakcje dotyczyły gruntów leśnych i zadrzewionych).

Liczba transakcji gruntami znajdującymi się w granicach miast wzrosła o 2,4 proc., a ich wartość była o 2,5 proc. wyższa niż w 2015 r. W przypadku nieruchomości poza granicami miast spadek liczby transakcji wyniósł 15,6 proc., a ich wartość była niższa o nieco ponad 25 proc. Pod względem obrotu gruntami pod zabudowę najbardziej intensywnie handlowano nieruchomościami w województwach mazowieckim, śląskim i małopolskim, gdzie dokonano prawie 21,3 tys. spośród 52,3 tys. transakcji dokonanych w całej Polsce, czyli niemal 41 proc. Pod względem wartości dominowały mazowieckie (ponad 3,9 mld zł), śląskie (1,34 mld zł) i wielkopolskie (1,1 mld zł), a łącznie udział tych trzech województw stanowił prawie 55 proc. sięgającej 11,6 mld zł transakcji ogółem, przy czym w mazowieckim koncentrowało się prawie 34 proc. wartości wszystkich transakcji gruntami pod zabudowę zawartych w kraju. Udział drugiego pod tym względem województwa śląskiego sięgnął 11,5 proc., a wielkopolskiego 9,2 proc. W obrocie gruntami rolnymi różnice między liderami były zdecydowanie mniejsze. Dominowało wielkopolskie, gdzie dokonano 11,7 proc. transakcji pod względem liczby i prawie 18 proc. pod względem wartości. W mazowieckim było to odpowiednio 10,3 i 10 proc., a w małopolskim 10 i 10,7 proc.

Choć ogólna skala obrotu gruntami zakwalifikowanymi jako użytki rolne, sięgająca ponad 100 tys. transakcji, obejmujących niemal 135 tys. hektarów o łącznej wartości prawie 11 mld zł może robić wrażenie, to warto zwrócić uwagę, że średnia powierzchnia gruntu zmieniającego właściciela sięgała zaledwie 1,34 hektara (w granicach miasta wynosiła 0,4 ha, a na obszarach wiejskich niecałe 1,6 ha). Najmniejszą średnią powierzchnią gruntu będącego przedmiotem transakcji, sięgającą 0,4 ha, zanotowano w województwie małopolskim, a największą wynoszącą 3,7 ha, w warmińsko-mazurskim. Średnia wartość transakcji gruntami rolnymi dla całej Polski wyniosła 108 tys. zł, najwyższą, przekraczającą 150 tys. zł, notowano w województwach dolnośląskim, wielkopolskim i warmińsko-mazurskim. Średnia cena za hektar w ramach kraju wahała się od 34 tys. zł w województwie lubelskim do 294 tys. zł w małopolskim.

Średnia powierzchnia i ceny gruntów przeznaczonych pod zabudowę charakteryzowały się znacznym zróżnicowaniem, w zależności od przeznaczenia. Dominującą z tego punktu widzenia zarówno pod względem liczby, jak i wartości transakcji, stanowiły grunty określane jako „zabudowa inna”, a więc o bardzo ogólnym i szerokim przeznaczeniu, w odróżnieniu od zarezerwowanych pod zabudowę mieszkaniową, przemysłową i handlowo-usługową. Jej udział wynosił 68 proc. pod względem liczby i aż 78 proc. pod względem wartości transakcji gruntami ogółem.

Średnia cena za metr kwadratowy gruntu pod zabudowę mieszkaniową wynosiła w ubiegłym roku 57,6 zł, pod zabudowę przemysłową 40,5 zł, handlowo-usługową 97,9 zł, a inną 67,5 zł, ale były jednocześnie bardzo zróżnicowane w zależności od lokalizacji (dla zabudowy innej od 20 do 45 zł poza granicami miast, do nawet 200 zł w miastach i ponad 300 zł w miastach na prawach powiatu).

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Eksperci

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

Starczewska-Krzysztoszek: Dorośli Polacy nie kształcą się

Komisja Europejska opublikowała szóstą edycję Monitora Kształcenia i Szkolenia przedstawiając  m.in....

Lipka: Uwaga na kolejną falę podwyżek cen paliw. 5 zł znów straszy

Rosnące prawdopodobieństwo przedłużenia porozumienia o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej nałożyło...

AKTUALNOŚCI

Kolejnych 50 zmian dla biznesu

Przedsiębiorca, któremu kontrahent nie płaci na czas, odzyska zapłacony podatek dochodowy, a dłużnik...

Deweloperzy budują dwa razy więcej niż cztery lata temu

Kolejne dane Głównego Urzędu Statystycznego znów przyniosły rekordowe wyniki aktywności deweloperów....

Przemysł rośnie jak na drożdżach

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w październiku 2017 r. o 12,3 proc. r/r (ceny stałe). Produkcj...

Bankomaty zaczynają znikać z naszych ulic

Według danych NBP w II kwartale liczba bankomatów w Polsce spadła o 223 maszyny. Expander zwraca uwa...

Cyberbezpieczeństwo do poprawki

Projekt ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nie gwarantuje zwiększenia poziomu cyberbezpi...