wtorek, Październik 24, 2017
Home Archiwa 2017 Październik 13

Dzienne archiwaPaź 13, 2017

W tej książce swoimi doświadczeniami zechcieli się podzielić z Państwem doradcy, szefowie HR i specjaliści innych obszarów binzesowych takich firm jak: Volvo, Bosh, Ceredit Agricole, Luxoft, Kruk SA, PwC Poland&CEE, Provident, Travelplanet.
Praca stanowi efekt synergii, który został uzyskany poprzez połączenie wiedzy i doświadczenia 17 specjalistów z obszaru zarządzania ludźmi. Głównym celem książki jest przedstawienie problemu jednocześnie w makroskali, poprzez przegląd badań, oraz mikroskali z perspektywy konkretnego przypadku, ze wskazaniem na cel, przebieg, bariery i wnioski. Książka porusza siedem istotnych obszarów HRM: zmiana – jako wartości każdej firmy i kluczowego czynnika sukcesu, dobór pracowników, ich rozwój, oceny i zaangażowania. Ostatni rozdział jest próbą przedstawienia obecnego stanu poziomu działów HR w Polsce i zarysowania ich kierunku rozwoju.

Recenzja naukowa
Książka „Dylematy HR-owców” jest poświęcona ważnemu problemowi budowanie zespołu pracowników (kapitału ludzkiego) w przedsiębiorstwie w kontekście tworzenia i zarządzania wartością firmy w zmieniającym się otoczeniu. W procesie tym istotną rolę pełnią pracownicy działu HR. Książka jest efektem współpracy menedżerów działów HR międzynarodowych korporacji w Polsce i naukowców. Stanowi udane połączenie teorii i praktyki. Złożone problemy zostały zaprezentowany w sposób kompleksowy, a omówienie poszczególnych zagadnień cechuje się klarownością i przystępnością. Książka może być polecona szerokiemu kręgu odbiorcom zarówno do samodzielnego studiowania i samokształcenia jak również jako lektura uzupełniająca na studiach i szkoleniach z zakresu zarządzania.
Dr hab. Alina Daniłowska, profesor nadzwyczajny SGGW

Recenzja
„Dylematy HR-owców” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce znaleźć inspirację i praktyczne narzędzia do zaplanowania i wdrożenia zmian. Autorzy w atrakcyjny i wnikliwy sposób przeprowadzają nas przez tematy ważne nie tylko dla HRu, ale i biznesu ogólnie. Bo czymże jest dojrzały HR, jak nie oczami i sercem biznesu; bo jak organizacje miałyby się rozwijać bez świadomego i odważnego HRu? Siedem rozdziałów to siedem wciągających historii o nas – HRowcach – i naszej codziennej pracy, o tym że każda strategia biznesowa potrzebuje naszego udziału i wsparcia. Szczerze polecam tę lekturę każdemu, kto chce budować mądre organizacje przyszłości.
Monika Pakulska , Director of HR and Operations
White & Case  |  M. Studniarek i Wspólnicy – Kancelaria Prawna sp.k.
Pozycja rekomendowana przez : Polskie Stowarzyszenie HR Business Partner oraz HR Polska
Patronat medialny: Dziennik Gazeta Prawna, BiznesTuba.pl

http://sklep.infor.pl/dylematy-hr-owcow–badania-case-study–komentarze-praktyczne.html

 

Z jednej strony, pojęcie HR Business Partneringu stało się po prostu modne. Z drugiej, pojawiają się głosy, że model ten w wielu polskich firmach się nie sprawdził. Czy można jednak ocenić skuteczność systemu, który w wielu przedsiębiorstwach wprowadzony został jedynie „na papierze”?

Być HR biznes partnerem – to brzmi dumnie. I faktycznie, może być powodem do zawodowej satysfakcji, jeśli menedżer odpowiedzialny za zarządzanie zasobami ludzkimi stał się autentycznym partnerem dla zarządu, a nie jedynie zmienił nazwę stanowiska na swojej wizytówce… Ale po kolei.

Co naprawdę oznacza HR biznes partner?

Model HR Business Partneringu narodził się w USA a największą karierę zrobił w firmach międzynarodowych. Najbardziej znanym entuzjastą i promotorem tego pojęcia był David Ulrich – profesor i autor książek z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi. U podstaw jego idei leży założenie, że działy HR powinny dążyć do jak najściślejszej współpracy z zarządem oraz menedżerami odpowiedzialnymi za pracę poszczególnych jednostek biznesowych, a także zapewnić efektywną obsługę wszystkich procesów związanych z zarządzaniem zasobami ludzkimi.

Najważniejsze wnioski z teorii Ulricha są takie, że współpraca HR biznes partnera z kadrą zarządzającą musi mieć na celu realizację wskaźników biznesowych decydujących o pozycji firmy na rynku. Administrowanie procesami HR powinno natomiast zapewnić optymalizację kosztów związanych z zarządzaniem kadrami. W ujęciu Dave’a Ulricha, HR biznes partner powinien być partnerem strategicznym i agentem zmian, rzecznikiem pracowników, ekspertem oraz animatorem rozwoju kapitału ludzkiego.

– Model ten przywędrował do Polski wraz z zagranicznymi korporacjami lokującymi swoje oddziały w Polsce, a także wraz z menedżerami z międzynarodowym doświadczeniem – mówi Anna Grzywaczyk, dyrektor w firmie doradczej WNCL. – Wysoka efektywność tego rozwiązania spowodowała, że wdrożeniem usług HR biznes partnera coraz częściej zaczęły się interesować także firmy o polskich korzeniach, choć niestety często wprowadzenie tego modelu odbywało się z pominięciem zmian w dotychczasowej strukturze organizacyjnej przedsiębiorstwa. W efekcie, zamiast rewolucji w systemie zarządzania, wprowadzano zmiany kosmetyczne, mające wpływ co najwyżej na wizerunek firmy – podkreśla.

Efekty wypaczenia idei

W praktyce, rozwój HR Business Partneringu w Polsce oddalił się od założeń, na których bazował. Na przykład uczelnie kształcące specjalistów w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi nie poszły za trendem łączenia HR-u z biznesem, w efekcie czego studia zazwyczaj nie przygotowują przyszłych specjalistów do wiązania efektywności HR z wynikami biznesowymi.

Upowszechniło się natomiast samo pojęcie HR biznes partnera. Wiele przedsiębiorstw, redukując etaty, podjęło współpracę z byłym pracownikiem lub nowym menedżerem jako z zewnętrznym specjalistą, pracującym na własny rachunek. A etykietka HR biznes partnera zaczęła oznaczać po prostu „haerowca” z outsourcingu. W ostatnich latach wiele firm zmieniło także nazwy etatów związanych z zarządzaniem ludźmi, korzystając z mody na HR biznes partnera.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, że zmiana wizytówki jest łatwiejsza niż wprowadzenie głębokich zmian w strukturze i sposobach zarządzania firmą. Pozorne zmiany są łatwiejsze, wygodniejsze, można je przeprowadzić szybciej i nie trzeba przy tym mierzyć się z nieodzownym zjawiskiem, jakim jest opór pracowników przed poważnymi zmianami.

Jednak w firmach, które dokonały jedynie pozornych zmian, trudno mówić o jakichkolwiek korzyściach z wdrożenia HR Business Partneringu, ponieważ w praktyce model ten w ogóle nie został zastosowany. W efekcie menedżerowie i członkowie zarządów nadal nie liczą się ze zdaniem menedżerów HR-u, a ci drudzy skarżą się na niezrozumienie ze strony zarządu.

– Dzieje się tak trochę na własne życzenie, ponieważ „haerowcy” nie chcą „nauczyć się liczyć”, tzn. nie posługują się wskaźnikami biznesowymi, a tym bardziej finansowymi. A ponieważ nie potrafią operować na liczbach, nie są w stanie rozmawiać z zarządem językiem korzyści, który byłby zrozumiały na najwyższych szczeblach. „Haerowcy” wiedzą oczywiście, że działania HR mają wpływ na wynik firmy, ale uzasadnianie tego własną intuicją nie wystarczy. Jeśli nie będąc autentycznymi HR biznes partnerami, nie umiemy poprzeć naszych argumentów profesjonalnymi wskaźnikami, nie dziwmy się, gdy zarząd nie traktuje nas wystarczająco poważnie – mówi Anna Grzywaczyk.

Dlaczego warto to zmienić?

Wprowadzenie modelu HR Biznes Partneringu, podobnie jak wdrożenie innych poważnych zmian w firmie wymaga czasu, może wiązać się z kosztami i wywoływać lęk przed zmianami. Ostatecznie jednak warto brać pod uwagę korzyści, jakie może przynieść przedsiębiorstwu, tych zaś trudno nie docenić.

– Największa korzyścią z wdrożenia modelu HR Business Partneringu jest lepsze zrozumienie biznesu, które daje przewagę nad konkurencją – wyjaśnia Iwona Wencel, prezes WNCL. – Zarządy doceniają przedstawianie rezultatów miękkich działań HR za pomocą twardych wskaźników. Bliska współpraca partnera z wszystkimi działami w firmie wpływa też na wzrost zaangażowania poszczególnych menedżerów w tworzenie nowych procesów zarządzania zasobami ludzkimi i postrzeganie ich jako istotnych dla całej firmy – dodaje.

Co jednak bardzo ważne z punktu widzenia efektywności i opłacalności całego modelu, HR biznes partner jest w stanie przygotować dla firmy takie rozwiązania systemowe, które będą miały wpływ nawet na strategię firmy.

– Wysokie kompetencje HR biznes partnera pozwalają mu na wykazanie skuteczności i efektywności pracy za pomocą twardych danych liczbowych oraz wskaźników, które są wykorzystywane przy obliczaniu rentowności oraz mierzeniu efektywności biznesowej przedsiębiorstwa – podkreśla Iwona Wencel.

Dzięki wspólnemu zrozumieniu biznesu, menedżer operacyjny lub zarząd zauważy, jak duże wsparcie zapewnia mu dział HR. To z kolei pomoże nawiązać bliższą współpracę i wspólnie realizować podobnie rozumianą strategię.

Czy więc jest szansa, że model HR Business Partneringu będzie w Polsce stosowany bardziej powszechnie i obejmie zmiany na głębszym poziomie niż dzieje się to obecnie? Są na to szanse, tym bardziej, że przybywa przedsiębiorstw, które decydują się na profesjonalne wdrożenie całego modelu. W dużym stopniu jest to wynikiem potrzeb. Firmy, które chcą być naprawdę konkurencyjne, muszą dążyć do udoskonalania wszystkich swoich procesów biznesowych – a trudno przecież pominąć jeden z najważniejszych kapitałów, jakim dysponuje przedsiębiorstwo: kapitał ludzki.

Od rana czujesz, że coś się dzieje…. Najpierw rozbiło się lustro i przy śniadaniu rozsypała się sól. W drodze do pracy drogę przebiegł czarny kot a przed samym wejściem do budynku stała rozstawiona drabina. Patrzysz w kalendarz i już wiesz – piątek trzynastego!

Postanowiliśmy odczarować ten “pechowy” dzień i wysłać Ci kod zniżkowy na konferencję dr. Mateusza Grzesiaka “Psychologia Perswazji” organizowaną przez Trakido. Wystarczy, że podczas zakupu biletów podasz hasło “czarnykot”, a cena automatycznie zmniejszy się (jakże by inaczej!) o 13%.

Prawda, że piątek 13-go może być całkiem szczęśliwym dniem? 😉

Zaciągnięcie pożyczki czy kredytu gotówkowego jest obecnie bardzo łatwe. Jeśli dysponujemy dokumentami potwierdzającymi nasze zarobki oraz dane osobowe, uzyskanie dodatkowej gotówki bywa bardzo szybkie. Niestety nadmierny pośpiech czasem sprawia, że zapomnimy o szczegółach, które w późniejszym czasie mogą okazać się kłopotliwe. Eksperci MEDFinance wskazują, na co warto zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy.

Zajrzyj do tabeli opłat

Zarówno podczas poszukiwania ofert pożyczki, jak i przy samej finalizacji umowy warto dokładnie przeanalizować tabelę opłat i prowizji. Znajdziemy w niej informacje nie tylko dotyczące oprocentowania czy marży, ale również prowizji związanych z obsługą zobowiązania. Są w niej także opisane koszty, które będziemy musieli ponieść, jeśli dojdzie do opóźnienia w spłacie zobowiązania.
– Warto zwrócić uwagę na to, czy koszty te mają postać konkretnej sumy czy procentu od pewnej wartości, jak ma to miejsce np. przy nadpłacie pożyczki –
wskazuje Krzysztof Rabe, analityk firmy MEDFinance. – Jeśli dodatkowo zauważymy w tabeli lub całej umowie jakieś zapisy, których rozumienia nie jesteśmy pewni, warto jeszcze raz poprosić o ich wyjaśnienie, tak aby uniknąć nieporozumień. Takie wątpliwości powinniśmy rozwiać przed podpisaniem umowy, w przeciwny razie narażamy się bowiem na nadmierne koszty. Możemy również spróbować negocjować wysokość niektórych stawek.

Elastyczność oferty

Przedsiębiorcy, w tym również lekarze, prowadzący własną działalność gospodarczą wiedzą, że popyt na ich usługi zmienia się w czasie. Miesiące, w których osiągają oni ponadprzeciętne zarobki przeplatają się z tymi mniej zyskownymi. Nierzadko pojawiają się też niespodziewane wydatki, które dodatkowo odbiją się na kondycji finansowej. W związku z tym, decydując się na zaciągnięcie pożyczki warto zwrócić uwagę na rozwiązania, dzięki którym łatwiej poradzimy sobie ze spłatą. Z jednej strony chodzi o możliwość wcześniejszej spłaty czy nadpłaty pożyczki. Dzięki niej szybciej pozbędziemy się zobowiązania, choć zwykle będzie to też oznaczało konieczność poniesienia pewnym dodatkowych kosztów. Z drugiej strony przydatną opcją są też tzw. wakacje kredytowe. W tym przypadku mamy możliwość zawieszenia spłaty rat lub ich części na pewien czas, co pozwala poradzić sobie np. z przejściowymi problemami finansowymi bez konieczności zaciągania kolejnej pożyczki.
Okres, na jaki spłata zostaje zawieszona bywa różny, w zależności od warunków oferty i sytuacji klienta – wyjaśnia Krzysztof Rabe. – W tym czasie klient może być zwolniony z całej raty lub np. tylko z części kapitałowej, co oznacza, że regularnie trzeba będzie opłacać jedynie odsetki.  

Dwa razy sprawdźmy swoje dane

Kolejną bardzo ważną czynnością, którą powinniśmy wykonać przed podpisaniem umowy, jest sprawdzenie poprawności zawartych w niej danych. Chodzi nie tylko o te, dotyczące naszej tożsamości, ale też np. adresu do korespondencji. To właśnie za jego pośrednictwem pożyczkodawcy kontaktują się z nami, jeśli np. dojdzie do opóźnienia w spłacie rat lub gdy pojawią się jakieś nieścisłości. – Gdy np. wysłaliśmy przelew z ratą, który z jakiegoś powodu utknął w systemie i nie dotarł do odbiorcy, ten będzie szukał kontaktu właśnie pod wskazanym w umowie adresem. Jeśli będzie błędny, wyjaśnienie sytuacji zajmie więcej czasu i będzie trudniejsze – mówi ekspert MEDFinance.

Z tego samego powodu powinniśmy informować pożyczkodawcę o każdej zmianie adresu, numeru telefonu czy adresu mailowego, poprzez które może się on z nami kontaktować. Nie zajmuje to wiele czasu, a może pozwolić nam uniknąć problemów.

Zapoznajmy się także z harmonogramem spłat, a zwłaszcza terminami opłacenia kolejnych rat. O ile kilkudniowe opóźnienie wiąże się tylko z naliczeniem niewielkich odsetek karnych, o tyle dłuższa zwłoka może już skutkować np. wezwaniem do zapłaty. – Gdybyśmy nie płacili dłużej, umowa pożyczki może zostać wypowiedziana, co prowadzi do obowiązku całkowitej spłaty, na co nie zawsze możemy sobie pozwolić. W takim wypadku sprawa może trafić na drogę sądową. Aby uniknąć takich przykrych konsekwencji niektóre instytucje stosują rozwiązania przypominające o obowiązku zapłaty. Przykładowo dzień przed upłynięciem terminu opłacenia raty wysyłany jest sms z odpowiednią informacją – wyjaśnia analityk firmy MEDFinance.

Jeśli mimo takich ułatwień, nadal mamy problem z terminowym regulowaniem zobowiązań, możemy skorzystać z rozwiązań oferowanych przez banki, takich jak polecenie przelewu. W określony dzień instytucja automatycznie wykona przelew na wskazane konto. My musimy zadbać jedynie o to, żeby na rachunku znajdywała się odpowiednia suma.

 

Źródło: Medfinance

Samorządy powinny mieć pełną możliwość kreowania własnej polityki parkingowej, również jeżeli chodzi o wysokość opłat – uważają autorzy raportu „Parkingi, a transport zbiorowy w miastach”. Z analizy wynika, że w Warszawie na 1 tys. mieszkańców przypada już ponad 920 samochodów. We Wrocławiu to już ponad 870 pojazdów, a w Bydgoszczy prawie 800.

Z raportu „Parkingi, a transport zbiorowy w miastach”, który został zaprezentowany podczas Kongresu Transportu Publicznego 2017 wynika, że potrzebne są pilne zmiany w podejściu do polityki transportowej w miastach, w tym w zakresie kształtowania opłat za parkowanie.

Z zaprezentowanych analiz wynika, że kwota 3 zł za godzinę parkowania w przypadku największych polskich miast przestała już spełniać rolę narzędzia do kształtowania potrzeb transportowych.

„Nie podlegając waloryzacji nawet o wysokość wskaźnika inflacji stała się bowiem zbyt niska, aby zapewnić zawsze minimum 20 proc. wolnych miejsc parkingowych w strefie, co gwarantuje zadowalającą rotację pojazdów” – podkreślono w raporcie.

Autorzy opracowania rekomendują pozostawienie samorządom pełnej możliwości kreowania własnej polityki
parkingowej, również jeżeli chodzi o wysokość opłat. Zalecają także różnicowanie opłat w strefach płatnego parkowania w zależności od odległości od centrum. Według nich pozwoli to zniwelować negatywne zjawisko nadmiernego obciążenia parkującymi pojazdami obszarów bezpośrednio graniczących ze strefą.

Przybywa samochodów

Z raportu wynika, że w Warszawie, która liczy sobie ok. 1,74 mln mieszkańców jest ponad 1,6 mln zarejestrowanych pojazdów, co oznacza, że  na 1000 mieszkańców przypada 921 pojazdów (w tym ponad 730 samochodów osobowych/1000 mieszkańców). We Wrocławiu to już ponad 877 pojazdów/1000 mieszkańców. A w Olsztynie czy w Sopocie przybliżone dane zarejestrowanych pojazdów świadczą o tym, że jest ich tam więcej niż samych mieszkańców. Tylko w Gdańsku wskaźnik okazał się niższy od średniej krajowej.

Ciasno w centrach miast

Oprócz dużych korków, które generują ogromne koszty dla samych mieszkańców, w raporcie zwrócono także uwagę na problem braku miejsc parkingowych.

Dla zobrazowania skali problemów miast posłużono się przykładem Wrocławia, gdzie zarejestrowanych jest blisko 552 tys. pojazdów (w większości samochodów osobowych, ale też ciężarówek, czy motocykli). Oznacza to, że biorąc pod uwagę minimalne wymiary miejsca postojowego, czyli 5×2,3 m, to pojazdy te w sumie potrzebują ok. 6,35 km2 powierzchni, gdyby postawić je obok siebie. To ponad 2 proc. powierzchni Wrocławia, albo ok. 850 boisk piłkarskich.

Tymczasem liczba miejsc postojowych we wrocławskiej strefie płatnego parkowania, obejmującej ulice położone w centrum miasta i w jego bezpośrednim obrębie to 4223.

Dla porównania Warszawa, która posiada największą w Polsce strefę płatnego parkowania, którą szacuje na ok. 29,5 tys. miejsc postojowych, wydała już więcej abonamentów dla jej mieszkańców niż jest miejsc dla samochodów. Stołeczny Zarząd Dróg Miejskich szacuje, że 20-30 proc. ruchu samochodowego w Śródmieściu generują kierowcy szukający miejsca parkingowego.

Przytoczone przykłady to zdanie autorów raportu nie wyjątek, ale reguła. Według ekspertów problem będzie narastać, bo liczba samochodów z roku na rok rośnie i nie widać przesłanek, by miało się to zmienić.

W Polsce funkcjonuje ponad 120 stref płatnego parkowania niestrzeżonego (SPPN). O stworzeniu strefy decyduje rada miasta na wniosek wójta, burmistrza lub prezydenta. Opinię na ten temat przedstawia także organ odpowiedzialny za utrzymanie dróg. Przepisy regulują również maksymalną wysokość opłaty za godzinę parkowania w ramach strefy. Pierwsza godzina postoju nie może więc kosztować więcej niż 3 zł, druga godzina może być max. 20% droższa od pierwszej, a trzecia o 20 proc. droższa od drugiej. Każda kolejna godzina znów kosztować może tylko 3 zł.

Miejsca w strefie przeznaczone na parkowanie wyznacza organ zarządzający ruchem po konsultacjach z zarządcą drogi. To samo tyczy się także wyznaczania miejsc specjalnego przeznaczenia, np. tzw. „kopert”, z których korzystać mogą osoby niepełnosprawne.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Na każde 5 ataków, które zostaną zidentyfikowane jako phishing, przypada 20, które ominęły zabezpieczenia – wynika z danych Ironscale. W 95% przypadków, złodzieje wysyłają indywidualne wiadomości, które do złudzenia przypominają codzienną korespondencję.

Phishing to w głównej mierze próba przejęcia informacji wrażliwych, czyli haseł lub tajemnic handlowych, których posiadanie pozwala m.in. na kradzież pieniędzy. Już teraz niemal 95% prób phishingu jest wysoce celowanych. Złodzieje atakują pojedyncze skrzynki odbiorcze, wcześniej zbierając szczegółowe informacje o właścicielu danego adresu e-mail. I tak w przypadku odbiorców usług takich jak telewizja czy internet, złodzieje wiedzą doskonalone z jakiej firmy korzysta dana osoba i w którym dniu otrzymuje fakturę. Natomiast w przypadku pracowników, przestępcy podszywają się pod zespół komunikacji wewnętrznej czy przełożonego. Co ważne, wiadomości do złudzenia przypominają codzienne e-maile. Złodzieje powielają już nie tylko styl i szablony językowe powszechnie używane w danej branży, lecz także coraz częściej korzystają z rzeczywistych szczegółów wyróżniających daną firmę – kopiują stopki mailowe, logotypy, a także dbają o wiarygodne tematy e-maili, zgodne z profilem działalności firmy. Przestępcy załączają też pliki czy linki chronione hasłem. Tym samym podkreślają ich znaczenie i poufność. Tak podrobione wiadomości rozsyłane są nie tylko wewnątrz przedsiębiorstwa lecz także do aktualnych i potencjalnych partnerów.

– Wykorzystanie wizerunku znanych firm w atakach phishingowych to częsta praktyka. Bez podszycia się pod instytucje wzbudzające zaufanie, ataki tego typu nie byłyby skuteczne. Dlatego tak istotne jest, aby przedsiębiorcy zadbali o własne bezpieczeństwo i wdrożyli odpowiednie zabezpieczenia. Firmy mogą m.in. włączyć funkcję, która spowoduje, że przy każdym e-mailu pojawi się specjalny znaczek uwierzytelniający – mówi Michał Walachowski, dyrektor zarządzający z EmailLabs.

Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, iż najsłabszym ogniwem w łańcuchu bezpieczeństwa internetowego jest człowiek. W danej firmie wystarczy kilku nieświadomych zagrożenia pracowników, którzy klikną na zainfekowany link, aby zdobyć dane wrażliwe. Co istotne, wirusy są instalowane na komputerach na długi okres. Jak podaje Ironscale, czas od naruszenia do wykrycia niebezpieczeństwa wynosi średnio 146 dni.

– Newralgicznym punktem dla cyberbezpieczeństwa jest moment podejmowania decyzji przez pracownika czy otworzyć zawartość danego e-maila. Osobę świadomą zagrożenia trudniej będzie oszukać, dlatego tak istotna jest ciągła edukacja w tym zakresie. Nie można jednak pomijać znaczenia odpowiednich rozwiązań systemowych. To właśnie one są w stanie ochronić najważniejsze dane przed wyciekiem. Trzymając kluczowe informacje w chmurze możemy spać spokojnie, bo skompresowane i zaszyfrowane kopie dokumentów, umieszczane są w różnych lokalizacjach geograficznych. Dzięki temu są bezpieczne. Warto też oczywiście regularnie aktualizować oprogramowanie – podsumowuje Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający Onex Group.

Wypowiedź: Rafał Suchożebrski, dyrektor sprzedaży Onex Group.

To, że banki naliczają nam różnego rodzaju prowizje nie jest niczym niezwykłym. Niektóre z nich są jednak wyjątkowo denerwujące. Expander przedstawia subiektywny ranking tych, które mogą wywoływać w nas najwięcej negatywnych emocji.

#1 Za wypłatę z „darmowego” bankomatu

Według nas liderem w denerwowaniu klientów jest nietypowe obciążenie naliczane za wypłatę z bankomatu zbyt małej kwoty. Jeśli klient mBanku lub Alior Banku wypłaci z urządzenia Euronetu 100 zł lub więcej, to operacja będzie darmowa, ale jeśli będzie to mniejsza kwota – zapłaci prowizję. Wynosi ona 3 zł w przypadku mBanku i 5 zł w Aliorze. Opłaty nie są więc szczególnie wysokie, ale mogą bardzo irytować. Zapewne klienci najczęściej płacą je wtedy, gdy z pośpiechu zapomną, że nie opłaca się wypłacać małych kwot.

#2 Za wypłatę z konta oszczędnościowego

Drugie miejsce w naszym zestawieniu denerwujących opłat zajęła prowizja za wypłatę środków z konta oszczędnościowego. Jeśli jest ona naliczana to zwykle dopiero za drugą i każdą kolejną wypłatę w miesiącu kalendarzowym. Zwykle wynosi od 5 zł do 10 zł. Jest denerwująca, gdyż nierzadko przewyższa kwotę odsetek jaką uzyskamy w danym miesiącu. Dzieje się tak, ponieważ obecnie oprocentowanie takich kont jest bardzo niskie. Na przykład, przy kwocie poniżej 10 000 zł w Pekao wynosi zaledwie 0,2% w skali roku. Jeśli średnie saldo na rachunku wyniesie 3000 zł, to po 30 dniach otrzymamy jedynie 40 groszy odsetek. Tymczasem opłata za druga wypłatę z konta w miesiącu w tym banku to 8 zł. Nie powinno więc dziwić podirytowanie osób, które zostaną obciążone tą prowizją oraz fakt, że coraz więcej Polaków trzyma oszczędności na nieoprocentowanym koncie osobistym.

#3 Opłata warunkowa za kartę lub konto

Banki często stosują obecnie zasadę, że możemy korzystać z konta czy karty płatniczej za darmo, ale pod pewnym warunkiem. Najczęściej jest nim konieczność wykonania odpowiedniej liczby płatności lub zapewnienie wpływu określonej kwoty. Czasami zdarza się jednak tak, że  zapomnimy dokonać odpowiedniej liczby transakcji kartą lub z jakiegoś powodu pensja wpłynie z opóźnieniem i zostanie zaksięgowana dopiero w kolejnym miesiącu. Wtedy bank naliczy prowizję i jest to szczególnie bolesne w przypadku, gdy mamy bogaty pakiet konta lub prestiżową kartę. Na przykład posiadacz konta Citigold w Citi Banku może zapłacić za  jego miesięczne prowadzenie nawet 220 zł.

#4  Przewalutowanie transakcji w walutach obcych

Koszty przewalutowań w bankach są bardzo wysokie. Instytucje finansowe zdały już sobie sprawę z tego jak bardzo to drażni i zniechęca do nich klientów. Coraz więcej z nich wprowadza karty walutowe i wielowalutowe, które pozwalają obniżyć tego rodzaju opłaty. Jednak wysokie i bardzo denerwujące koszty przewalutowania można ponieść nawet posiadając taką specjalną kartę, są one bowiem powiązane z kontem walutowym. Jeśli przez pomyłkę przelejemy pieniądze z konta złotówkowego na walutowe lub odwrotnie, to kwota zostanie przeliczona po kursie bankowym. W nim jest jednak ukryta prowizja wynosząca ok. 3% przeliczanej sumy. Jeśli więc zamiast na konto oszczędnościowe przelejemy 10 000 zł na konto walutowe, to stracimy na takiej operacji ok. 300 zł. Jeśli będziemy chcieli przelać pieniądze ponownie na konto w złotych, znów nastąpi przewalutowanie i stracimy kolejne 300 zł. Może to naprawdę zdenerwować nieuważnego klienta banku.

 

 

Źródło: Expander

Z badania firmy Kantar Millward Brown wynika, że zaledwie 15% reklam komunikuje przekaz, który odbiorcy mogą sobie szybko i łatwo przyswoić. Marketerzy muszą proponować takie kreacje reklamowe, które wywołają trwałe wrażenie na konsumentach, w mniejszym stopniu skupiając się na przekazie czysto funkcjonalnym.

Wprawdzie kampanie reklamowe silnie bazujące na przekazie emocjonalnym i angażującej kreacji przynoszą wzrost sprzedaży, to najnowszy raport firmy Kantar Millward Brown wskazuje, że mniej niż co siódma reklama jest w stanie zapewnić na tyle silny przekaz emocjonalny, aby był szybko przyswojony przez konsumentów.

Nowy raport, zatytułowany Make a Lasting Impression (Jak wywrzeć trwałe wrażenie), opiera się na analizach przeprowadzonych przez firmę badawczą Kantar Millward Brown na podstawie bazy danych liczącej 160 tys. zbadanych reklam. Z analiz tych wynika, że reklamy mogą być bardziej skuteczne, jeśli ich twórcy rozumieją czynniki warunkujące zaangażowanie widza. Reklama o dużym ładunku kreatywnym – bazującym na zaangażowaniu emocjonalnym widza – przynosi znaczną poprawę przewidywanego udziału rynkowego marki w krótkim okresie. Badacze Kantar Millward Brown przyjrzeli się także wynikom sprzedaży osiągniętym w następstwie 1700 kampanii reklamowych i stwierdzili, że silnie wyrażone, bliskie odbiorcy emocje oraz angażująca kreacja reklamowa to czynniki, które przynoszą wzrost sprzedaży.

Analogiczne wyniki uzyskano w badaniach polegających na kodowaniu mimiki twarzy (facial coding) – podejście korzystające z dorobku neuroscience. W ten sposób oceniano reakcje konsumentów na reklamy ponad 9 tys. marek o średnim i wysokim poziomie znajomości wśród konsumentów. Reklamy plasujące się w czołówce pod względem generowanej mimiki twarzy znacznie lepiej przekładają się na wyniki sprzedaży. Jednocześnie w raporcie opisano reklamy w różnych mediach (telewizja, filmiki przed materiałami w Internecie, reklamy w mediach społecznościowych) pojawiające się w okresie jednego tygodnia. Okazało się, że zaledwie 15% reklam bazowało w całości na przekazie wyrażonym nie wprost, lecz zrozumiałym dla odbiorców.

Daren Poole zajmujący stanowisko Global Brand Director/Creative Development w firmie Kantar Millward Brown, skomentował te wyniki następująco: „Marketerzy powinni wyjść poza czyste informacje na temat swojej marki i skupić się na wrażeniu, jakie chcą wywołać dzięki reklamie. Chodzi tu o pomysł kreatywny, o treści reklamy, sposób jej wyrażenia oraz o wydźwięk emocjonalny. Minęły już czasy, kiedy można było sprzedawać wyłącznie cechy produktowe, bo to rzadko się sprawdza. Lepiej coś pokazać, zamiast tylko opowiadać”.

W raporcie podkreślono pięć głównych obszarów, na których warto się koncentrować, żeby tworzyć nośne kreacje reklamowe:

  1. Wywołaj wrażenie, które będzie niosło treść: Prowadzone przez wiele dziesięcioleci badania firmy Kantar Millward Brown oraz analizy marek wskazują, jak ważne jest, aby marka wyróżniała się w oczach konsumenta i robiła to w sposób, który jest dla niego znaczący. Reklama musi w formie historii przekazać cel i wartości marki oraz związany z nią punkt widzenia. Kampanie takie jak #likeagirl marki Always nie tylko zawierają angażujące treści, ale także budują w umysłach konsumentów wrażenia, które będą wspierały markę w długim okresie.
  1. Oddziałuj na mózg zamiast go pomijać: Reklamy, które angażują widzów dzięki kreatywności i wymowie emocjonalnej, sprawdzają się lepiej niż reklamy przekazujące coś wprost, ponieważ te ostatnie są zwykle odfiltrowywane przez widzów. Prace nad odtworzeniem procesów zachodzących w mózgu odbiorcy sugerują, że należy ograniczyć liczbę komunikowanych kluczowych przekazów. Analiza ponad 1000 reklam pokazała, że jeśli w reklamie zawarty jest pojedynczy przekaz, to zazwyczaj dotrze on do 30% odbiorców, natomiast jeśli kampania zawiera trzy główne przekazy, to pierwszy z nich odbierze zwykle tylko 14% konsumentów.
  1. Dobry storytelling pozostawia wrażenie na odbiorcach: Opowiadanie historii to zasadnicza strategia angażowania konsumentów i pokazywania im, że marka ma realną siłę. Mimo to nadal zbyt mało marek korzysta z tej metody. Badania zrealizowane przez Kantar Millward Brown na 14 rynkach wykazały, że „gorącymi punktami” na mapie są kraje takie jak Kenia, USA i Indie, gdzie ponad 50% reklam zawierało elementy narracyjne. Nawet jednak jeśli w reklamie opowiadano jakąś historię, to nadal ponad połowa reklam zawierała przekazaną wprost informację na temat produktu lub usługi.
  1. Bez marki nie ma wrażenia: Nawet emocjonalnie angażującym reklamom potrzebny jest branding, zwłaszcza w środowisku cyfrowym – reklamy pomijalne (skippable) mają dosłownie parę sekund na wywołanie wrażenia u odbiorcy. Dane zbierane przez Kantar Millward Brown od 25 lat wskazują, że reklamy z silnym brandingiem zwykle przekładają się na dobre wyniki sprzedaży – 68% z nich przynosi krótkoterminowy skok sprzedaży, natomiast wśród reklam o słabym brandingu taki efekt ma 53%.
  1. Wybierz właściwy kanał komunikacji: Wybór właściwego kanału komunikacji to coś więcej niż tylko ustalenie, gdzie nasi docelowi konsumenci oglądają różne treści. Musimy także ustalić, w jakich miejscach konsumenci są najbardziej otwarci na przekaz reklamowy oraz jakie formaty reklam najchętniej akceptują. Przeprowadzone przez Kantar Millward Brown badanie pokolenia X, Y i Z wskazuje, że młodsi konsumenci oglądają mniej telewizji, ale są z kolei bardziej otwarci na reklamy telewizyjne niż na te, które napotykają w środowisku cyfrowym.

 

Źródło: fashionbusiness.pl

Sprzedaż to gwarancja powodzenia działalności w firmie zarówno oferującej towary, ale też usługi.

Okazuje się, że można ją zautomatyzować, nawet nie dysponując maszynami, które za nas niczym roboty wykonają całą pracę. Tak to nie działa, no przynajmniej nie w branży usługowe, ale już sama możliwość ustawienia sobie automatycznej obsługi klienta, to już coś co może znacznie odciążyć prowadzących firmę jedno, albo kilkuosobową.

Na czym to polega?

Na wprowadzaniu danych do bazy klientów, odbiorców towarów lub usług, część pracy z tym związanej można, a nawet trzeba wykonać ręcznie, ale tylko jeden raz 🙂 W dodatku można także ustawić formularz do zapisu, a dodatkowo dodać całą grupę informacji na tematy związane z wykonywaną działalnością.

Raz ustawione działa zawsze

Taki automat do sprzedaży, to jakby mechanizm, sprawia że pozostajemy w kontakcie z naszym odbiorcom. Czyli utrzymujemy z nim relację, ma od numer i adres do firmy, który może łatwo znaleźć.

Wsparcie i szkolenie

Wsparcie polega na instrukcjach, które wskazują, jak co ustawić, ale na uwagę zasługuje także panel szkoleń między innymi sprzedażowych. Większość osób prowadzących biznesy wie, że sprzedaż, to jest coś czego trzeba się stale uczyć i udoskonalać swoje, być może nieco przestarzałe już techniki.

Automatyzacja, to przyszłość

Osobom, którym wydaje się, że automatyzacja ich nie dotyczy, albo jest nie możliwa do wprowadzenia w ich firmie, czas uświadomić, że to już się dzieje. Prawdopodobnie sami już są w bazach klientów niektórych firm, które działają już w taki sam sposób, tylko nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Poza tym, każdy z nas lubi automaty, zwłaszcza takie które nauczył się samodzielnie obsługiwać.

 

Autor: Anita Zielke

Podwyżki cen opału to główny powód wrześniowych podwyżek kosztu utrzymania mieszkania i jego wyposażenia. Statystyczna para wydaje na ten cel średnio 568 złotych, a do tego często doliczyć trzeba jeszcze czynsz najmu lub ratę kredytu– wynika z szacunków Open Finance opartych o dane GUS.

Deflację pożegnaliśmy już prawię rok temu i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała wrócić. Jej miejsce na dobre zajęła inflacja, czyli wzrost ogólnego poziomu cen dóbr i usług. Póki co nie mamy do czynienia ze skokowymi podwyżkami, ale i tak nasze koszty życia z miesiąca na miesiąc rosną.

Inflację napędzamy sami

Prognozy NBP sugerują, że w najbliższym czasie presja inflacyjna odrobinę spadnie, a w perspektywie 2019 roku zbliżymy się do poziomu 2,5%. Gwałtownych zmian nie sugeruje też wskaźnik przyszłej inflacji (autorstwa BIEC). We wrześniu zanotował on wzrost głównie za sprawą rosnących wynagrodzeń i zatrudnienia, a więc obaw o presję popytową. Póki co sytuacja rozwija się powoli. Kredytobiorcy powinni przygotować się na ewentualne zmiany i okres niskiego oprocentowania długu wykorzystać do nadpłacania swoich zobowiązań lub tworzenia funduszy na przyszłość. Z drugiej posiadacze kapitału powoli odczuwają już, że banki zaczynają bardziej dbać o ich względy. Co prawda podwyżki oprocentowania lokat są skromne, ale od lipca br. na rynku pojawiają się coraz lepsze oferty.

Za mieszkanie płacimy coraz więcej

W przypadku kosztów składających się na utrzymanie dachu nad głową urząd uwzględnia koszty ogrzewania i nośników energii (odpowiadają za 40% kosztów związanych z mieszkaniem), a ponadto m.in. wydatki na dostarczenie mediów, odprowadzenie nieczystości, zakup mebli, AGD, środków czystości czy remontów. We wrześniu najmocniej zdrożał opał – przeciętnie o 2,5%, choć dynamika wzrostu cen niektórych sortymentów węgla była nawet kilkukrotnie wyższa.

Od połowy 2016 roku przeciętny koszt związany z „dachem nad głową” znowu zaczął rosnąć. W tym czasie wydatki per capita podniosły się z poziomu 271,7 zł do 284,2 zł ustanawiając tym samym historyczny rekord. To znaczy, że dwuosobowa rodzina musi wydać na mieszkanie średnio trochę ponad 568 zł miesięcznie. Warto przy tym dodać, że gwałtowny wzrost tych szacunków w połowie 2016 roku wynika z aktualizacji danych na podstawie badania GUS „Warunki Życia”. Wynika z niego, że przeciętne wydatki na utrzymanie mieszkania wynosiły w 2016 roku 221,35 zł (per capita), a na wyposażenie i prowadzenie domu Polacy wydawali przeciętnie po 57,73 zł miesięcznie. Dla porównania w 2015 roku było to odpowiednio 219,48 zł i 54,47 zł.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Zadłużone e-sklepy

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim...

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...