wtorek, Październik 24, 2017
Home Archiwa 2017 Październik 10

Dzienne archiwaPaź 10, 2017

Re.Design, to najnowsza odsłona jesiennej kolekcji Reserved. Zainspirowana modą uliczną, topowymi trendami z wybiegów i polską stylistyką wczesnych lat 90., zaskakuje eklektyzmem (w luksusowym wydaniu).

Projektanci marki, sięgnęli po charakterystyczne fasony polskiej mody lat 80..

W kolekcji znajdziemy oversizowe swetry z włóczki, dżinsy z lampasami, zamszowe kurtki typu „bomber jacket” oraz graficzne detale. Litery alfabetu (zaczerpnięte z polskiej sztuki plakatu), zdobią minimalistyczne golfy, wełniane swetry oraz akcesoria, m.in. paski do spodni. W kolekcji widoczne są również wpływy wschodnioeuropejskiego stylu początku lat 90.. W męskiej części kolekcji, znajdziemy ortalionowe bluzy oraz spodnie, skórzane kurtki z zamkami błyskawicznymi, sztruksowe marynarki i spodnie oraz patchworkowe kurtki z denimu.

Istotne w kolekcji  Re.Design, są nawiązania do stylu lat 80.. Ramoneski z wersji XXL, skórzane spodnie z wysoką talią, dekatyzowany dżins i metaliczne botki na niskiej szpilce, to topowe fasony ery disco. Podobnie jak błyszczący welur w  wibrujących odcieniach różu i granatu, z którego wykonane są „total looki”,  przypominające fasonem kombinezony.  Nie zabrakło  także nawiązań do brytyjskiej subkultury punk. Koronkowe tuniki i kwieciste sukienki maxi, przełamane męskimi płaszczami i botkami typu „workers”, to propozycje marki  nawiązujące do tego kultowego stylu. W kolekcji znajdziemy również punkowe T-shirty, oversizowe bluzy, wełniane sukienki oraz obszerne garnitury w jodełkę.

Eklektyczną mieszankę, pełną polsko – brytyjskich wpływów,  uzupełniają  topowe trendy z wybiegów na nowy sezon. Streetwearowe fasony, lateks, krata i piżamowe fasony,to tendencje, które zobaczymy w najnowszej kolekcji marki.

Kolekcja Re.Design, to odważna mieszanka inspiracji wschodnioeuropejskim stylem lat 90., brytyjską subkulturą punk oraz trendów prosto ze światowych wybiegów. Streetwearowe stylizacje Reserved wyróżnia stonowana kolorystka i szlachetne, wysokiej jakości tkaniny. Kolekcja Re.Design, to synonim indywidualnego podejścia do mody, wyczucia  trendów i eklektycznych, streetwearowych stylizacji.

 

Źródło; fashionbiznes.pl

Jesteś fanem jednośladów? Masz własny motocykl? Zadbaj o swoje bezpieczeństwo oraz chroń swój motocykl przed kradzieżą przy pomocy usługi Bezpieczny Motocykl — Inteligentny System Ratunkowy dla jednośladów.

Bezpieczny Motocykl Konsalnet to:

  • Automatyczne powiadomienie o wypadku
  • Zabezpieczenie motocykla przed kradzieżą
  • Rejestracja i analiza tras

Dzięki firmie Konsalnet możesz cieszyć się jazdą i czuć się bezpiecznie. Wybierając usługę lokalizacji pojazdu, która alarmuje o wypadku na podstawie informacji ze specjalnego czujnika przyspieszeń. Jak to działa? Po włączeniu stacyjki, zainstalowany w motocyklu system ISR-M wykrywa zdarzenia drogowe na podstawie analizy kątów i przyspieszeń — we wszystkich 3 osiach — jakim ulega motocykl podczas poruszania się, co pozwala na wykrycie sytuacji krytycznej, np. wypadku, kolizji czy wypadnięcia z zakrętu.

W chwili wykrycia wypadku motocykla, system automatycznie przekazuje informację o zdarzeniu wraz z lokalizacją i wizualizacją przebiegu wypadku do Stacji Monitorowania. Operator Stacji Monitorowania łączy się telefonicznie z motocyklistą i ustala, jaka pomoc jest niezbędna. Jeśli połączenie głosowe nie może zostać nawiązane (np. motocyklista jest nieprzytomny), operator natychmiast informuje służby ratunkowe (pogotowie, straż pożarną, policję) najbliższe miejscu zdarzenia. W przypadku gdy wezwanie służb ratunkowych nie jest konieczne, należy jak najszybciej zawiadomić Stację Monitorowania.

Firma Konsalnet oferuje usługę zabezpieczenia motocykla przed kradzieżą. Po wyłączeniu zapłonu pojazdu urządzenie ISR-M przechodzi w tryb czuwania przeciw kradzieżowego, w którym identyfikuje próby nieautoryzowanego uruchomienia, przemieszczania, ruchu motocykla (np. holowania) lub odłączenia zasilania akumulatora. Działanie systemu monitoringu gps rozpoczyna się od procesu kalibracji w celu ustalenia pozycji spoczynkowej motocykla (ok. 20 sekund od chwili wyłączenia stacyjki), po którym system przechodzi w stan czuwania.

W stanie czuwania każda zmiana położenia w dowolnej osi motocykla bez włączonej stacyjki powoduje wyzwolenie ostrzeżenia akustycznym sygnałem przerywanym przez 10 sekund (użytkownik może w tym czasie autoryzować się poprzez włączenie stacyjki, nie wywołując alarmu), po czym następuje wyzwolenie alarmu sygnałem ciągłym przez kolejne 20 sekund oraz wysłanie sygnału do Centrum Monitorowania.

Po otrzymaniu alarmu Operator Stacji Monitorowania łączy się telefonicznie z właścicielem pojazdu w celu zweryfikowania, czy otrzymany sygnał o kradzieży jest prawdziwy. Jeśli połączenie głosowe nie może zostać nawiązane lub osoba która odebrała połączenie nie poda ustalonego hasła, Operator natychmiast powiadamia o zdarzeniu jednostkę policji najbliższą lokalizacji motocykla.

Na czym polega kolejna funkcja usługi Bezpieczny Motocykl?

Za pomocą aplikacji mobilnej Konsalnet GPS można:

  • sprawdzić on-line bieżącą pozycję motocykla,
  • szczegółowo prześledzić historię dla pojazdu, podzieloną na etapy (trasy, postoje),
  • przeanalizować zdarzenia związane z alarmami, jakie zostały zarejestrowane przez system Konsalnet GPS.

Każdorazowe włączenie stacyjki w motocyklu jest rejestrowane w systemie gps. Dane z pojazdu — paramtery motocykla, są na bieżąco przekazywane na serwer (jak np. lokalizacja na mapie, prędkość pojazdu, przebyta trasa i inne) w interwałach 1-minutowych.

Każdy z użytkowników otrzymuje również dostęp do aplikacji ISR-Motor na platformie internetowej pozwalającej na odczyt i analizę danych bieżących oraz historycznych. Użytkownicy mogą też pobrać aplikację na swój smartfon, dzięki której na bieżąco będą mogli sprawdzać przebytą trasę.

Firma Konsalnet oferuje także usługę podtrzymania systemu ISR-M.

W nowoczesnych pojazdach zaawansowana elektronika obciąża akumulatory także podczas parkowania motocykla. Wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom Klientów, którzy korzystają z motocykli okresowo, firma proponuje wykonanie montażu i instalacji dodatkowej  wtyczki do ładowania, jak w nowych motocyklach.

Podczas wykonania montażu systemu ISR-M w motocyklu, instalowany jest dodatkowy przewód zasilający (o max długości 2.5m) zakończony szybko-złączką CTEK, który ułatwia podłączenie do ładowania.

 

Więcej na www.konslanet.pl

Zgodnie z prawem ubezpieczyciel ma 30 dni na rozpatrzenie reklamacji klienta. Co się jednak w praktyce stanie, jeśli towarzystwo ubezpieczeniowe przekroczy ten termin?

Jeszcze kilka lat temu ubezpieczyciele bardzo często zwlekali z odpowiedzią na reklamację, licząc na to, że klient zniechęci się brakiem reakcji i zrezygnuje ze swoich roszczeń. W 2015 r. opublikowano jednak ustawę o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego. Od tego momentu ubezpieczyciele mają ściśle określony czas na udzielenie odpowiedzi. Co się stanie, jeśli towarzystwo przekroczy ten termin?

Złożenie reklamacji u ubezpieczyciela

Klienci bardzo często nie są zadowoleni z decyzji ubezpieczyciela. Odmowa wypłaty odszkodowania, świadczenie niższe od oczekiwań, pominięcie części kosztów – jeżeli nie zgadzamy się z decyzją ubezpieczyciela, warto złożyć reklamację.

Co należy w niej zawrzeć, by mieć szansę na pozytywne rozpatrzenie?

– numer szkody oraz polisy, aby ubezpieczyciel od razu wiedział, o jakiej sprawie mowa

– krótki opis decyzji ubezpieczyciela (najlepiej dołączyć ją także w formie kserokopii lub skanu do składanej reklamacji)

– wyjaśnienie, czego dotyczy odwołanie

– argumenty na poparcie tezy, że odszkodowanie zostało zaniżone (warto np. dołączyć faktury za uszkodzone elementy, których nie uwzględniono w wycenie czy porównać dane z wyceny z cennikiem części zamiennych)

Ubezpieczyciele otrzymują setki reklamacji. Bez konkretnych argumentów nie mamy więc szansy zwrócić uwagi ubezpieczyciela – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl. – Jeśli szkoda jest duża, można zastanowić się nad poproszeniem o ekspertyzę niezależnego rzeczoznawcę.

30 dni na rozpatrzenie reklamacji

Kiedy już napiszemy reklamację i złożymy ją u ubezpieczyciela, pozostaje czekanie na odpowiedź. Dzięki ustawie z 2015 r. nie powinno być to jednak czekanie
w nieskończoność. Obecne prawo mówi bowiem jasno:  ubezpieczyciel ma 30 dni na rozpatrzenie reklamacji od momentu jej otrzymania (co ważne, towarzystwo ubezpieczeniowe musi w tym terminie wysłać odpowiedź. Nie liczy się, kiedy ona
w praktyce dotrze do poszkodowanego).

Co się dzieje, jeśli w ciągu 30 dni ubezpieczyciel nie wyśle żadnej odpowiedzi? Nasze roszczenia zostają automatycznie zaakceptowane.

Zgodnie z prawem towarzystwo ubezpieczeniowe powinno wtedy spełnić nasze żądania wymienione w reklamacji, niezależnie od tego jakie by one nie były – podkreśla Katarzyna Butkiewicz z Ubea.pl.

Furtka dla ubezpieczycieli

30 dni to niekiedy za mało czasu na rozpatrzenie reklamacji, dlatego ustawodawca pozostawił pewną furtkę dla ubezpieczycieli. Jeśli rozpatrzenie sprawy nie było możliwe
w ciągu 30 dni, zakład ubezpieczeniowy powinien przesłać wiadomość do klienta, w której wyjaśni przyczyny opóźnienia i określi przewidywany termin rozpatrzenia reklamacji. Co ważne nie może on jednak przekroczyć 60 dni od daty jej otrzymania.

Jeśli ubezpieczyciel nie dostarczy odpowiedzi także w tym drugim terminie, reklamację uznaje się za rozpatrzoną zgodnie z wolą klienta. Nie wahajmy się wtedy skorzystać ze swoich praw zagwarantowanych przez ustawę. Jeśli ubezpieczyciel nie będzie chciał spełnić naszych żądań, zgłośmy sprawę do Rzecznika Finansowego.

 

Źródło: Ubea

Polisa OC jest obowiązkowa dla każdego właściciela pojazdu mechanicznego. Jej brak wiąże się z karą finansową, której wysokość jest zależna od płacy minimalnej brutto ustalonej przez rząd na dany rok kalendarzowy. Wszystko wskazuje na to, że od 1 stycznia 2018 r. płaca minimalna wzrośnie z 2000 zł do 2100 zł, co oznacza automatyczne podwyżki kar za brak OC. Maksymalny „mandat” za brak OC w 2018 r. będzie w związku z tym wynosił 4200 zł dla aut osobowych (o 200 zł więcej niż obecnie), 6600 zł dla pojazdów ciężarowych (podwyżka aż o 600 zł więcej) oraz 700 zł w przypadku motocykli i skuterów (wzrost o 30 zł w porównaniu z 2017 r.).

Obserwacja, jak historycznie kształtują się płace minimalne, pozwala stwierdzić, że rosną one co roku. W pewnym sensie można powiedzieć, że jednocześnie z biegiem lat coraz mniej opłaca się też rezygnacja z posiadania polisy czy po prostu nieumyślny brak ubezpieczenia. Dla przykładu: 5 lat temu brak OC oznaczał dla właściciela samochodu osobowego maksymalnie 3000 zł kary, czyli aż 1000 zł mniej niż teraz i 1200 zł w porównaniu ze stawką planowaną na 2018 r. – zauważa Damian Andruszkiewicz, Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Komunikacyjnych Klienta Indywidualnego w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Warto wiedzieć, w jaki dokładnie sposób naliczane są opłaty karne. Posiadacze samochodów osobowych bez „ważnego” OC muszą liczyć się z maksymalną karą wynoszącą 2-krotność pensji minimalnej. Grzywna dla właścicieli pojazdów ciężarowych sięga 3-krotnej wartości najmniejszego wynagrodzenia, a w przypadku właścicieli motocykli i skuterów jest to nie więcej niż jego jedna trzecia.  Najwyższą grzywną zapłacą kierowcy, którzy nie mają OC dłużej niż dwa tygodnie. Jeśli pojazd zarejestrowany w Polsce pozostaje bez ważnego ubezpieczenie krócej niż 3 dni, to mandat wyniesie 20% najwyższej dla danego typu pojazdu kary. Jeśli okres bez polisy OC będzie wynosił od 4 do 14 dni, to grzywna wzrośnie do 50% maksymalnej opłaty.

Kary coraz trudniej uniknąć!

Jeżeli kierowca liczy na to, że uda mu się uniknąć mandatu za brak ubezpieczenia, ponieważ porusza się po drogach, gdzie patrole policyjne to rzadkość, to jest w błędzie.

– Ponad połowa kierowców jeżdżących bez obowiązkowego ubezpieczenia OC jest wykrywana bez kontroli drogowej. Brak polisy OC wykrywa w swojej bazie Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) i wysyła kierowcom wezwania do zapłaty – tłumaczy Damian Andruszkiewicz.

UFG już od 4 lat korzysta z własnego systemu informatycznego potocznie nazywanego „wirtualnym policjantem”. Monitoruje on przerwy w ubezpieczeniu, a kontrole odbywają się na podstawie ogólnopolskiej bazy polis komunikacyjnych. Na przykład w zeszłym roku „wirtualny policjant” wykrył ponad 63% wszystkich ukaranych nieubezpieczonych.

Pozorne oszczędności

Część kierowców brak obowiązkowego ubezpieczenia tłumaczy niewiedzą na temat konsekwencji, jakie mogą ich spotkać. Jednak jest także spora część właścicieli pojazdów, którzy brak przedłużenia ważności polisy OC uważają za sprytny sposób na oszczędzanie.

– Wciąż niewielu kierowców zdaje sobie sprawę, że jeżeli spowodują kolizję drogową i nie będą posiadali polisy OC, to kara będzie ich najmniejszym problemem, bo będą musieli zwrócić do UFG sumę, którą ten wcześniej wypłacił poszkodowanym w danym wypadku. A średnia wartość takiego świadczenia wynosi, według danych Funduszu, ponad 10 tys. złotych – dodaje ekspert Compensy.

Z danych UFG wynika, że co roku zwrot odszkodowania wypłaconego przez UFG dotyka ponad dwa tysiące właścicieli pojazdów, którzy spowodowali wypadek bez ubezpieczenia OC.  Rekordzista miał do zwrotu niebagatelną kwotę wynoszącą blisko 1,8 mln złotych.

 

Do Sejmu trafił projekt wdrożenia systemu STIR, tj. systemu, który wykorzystuje informacje zgromadzone na rachunkach bankowych firm. Chodzi o dane z kont zarówno dużych korporacji, jaki i właścicieli mikrofirm, czyli o transakcje dokonywane pomiędzy 2,48 mln przedsiębiorców.

Wszystko wskazuje na to, że od 2018 r. Ministerstwo Finansów wejdzie w posiadanie gigantycznej bazy danych o transakcjach B2B. Obok otrzymywanych co miesiąc JPK_VAT, będzie miało też podgląd płatności między podatnikami VAT dzięki rozwiązaniu split payment, które zostanie omówione na najbliższym posiedzeniu Sejmu. W zeszłym tygodniu z kolei do parlamentu trafił projekt ustawy o zmianie ustaw mającej na celu przeciwdziałanie wykorzystywania sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych. Dla firm oznacza on m.in. potencjalną możliwość blokady ich podstawowego rachunku rozliczeniowego.

Jak działa STIR?

Zgodnie z projektem, Szef Krajowej Administracji Skarbowej weźmie pod lupę konta bankowe firm i będzie analizował, czy nie są wykorzystywane do popełniania przestępstw, w tym skarbowych – np. wystawiania pustych faktur i wyłudzania VAT. Analiza tego ryzyka ma być dokonywana m.in. na podstawie danych o rachunkach firm oraz o transakcjach między ich właścicielami. Ma też bazować na tzw. wskaźniku ryzyka ustalanym przez Krajową Izbę Rozliczeniową w jej systemie teleinformatycznym, zwanym STIR. System ten wprowadza nowy Dział IIIB Ordynacji podatkowej.

Informacje mają napływać codziennie

Nie rzadziej niż raz dzienne izba rozliczeniowa będzie przekazywać Szefowi KAS m.in. informacje o otwieranych i prowadzonych rachunkach przedsiębiorców oraz dzienne zestawienia transakcji dotyczących tych rachunków.

Z taką samą częstotliwością ma być tworzony automatycznie w STIR wskaźnik ryzyka, na podstawie informacji publicznie dostępnych (np. z deklaracji podatkowych) oraz udostępnionych przez banki i SKOK-i. Przynajmniej raz w ciągu dnia KIR ma przekazywać informacje o wskaźniku ryzyka Szefowi KAS oraz bankom i SKOK-om. W skrócie, STIR ma służyć do odbioru i przesyłu ogromnej ilości danych między Szefem KAS, a bankami i SKOK-ami. Na prośbę KIR resort finansów uwzględnił postulat izby, aby algorytmy potrzebne do tworzenia wskaźnika ryzyka były pisane z uwzględnieniem najlepszych standardów i praktyk sektora bankowego.

Banki mają ujawniać dane o 2,48 mln firm

Projekt ustawy wprowadzającej system STIR określa zakres danych, jakie banki i SKOK-i będą miały obowiązek przekazywać izbie rozliczeniowej. Są wśród nich dane stanowiące odpowiednio tajemnicę bankową lub tajemnicę zawodową SKOK.

Dane przekazywane do STIR będą dotyczyły rachunków firmowych niezależnie od tego, czy ich właścicielem jest czynny podatnik VAT czy podatnik zwolniony z VAT. Ile działa dziś firm w Polsce? Na podstawie danych opublikowanych przez ZUS, na koniec czerwca br. mieliśmy 2,48 mln aktywnych płatników składki zdrowotnej (osób fizycznych i osób prawnych ogółem). Tę składkę musi regulować co miesiąc każdy przedsiębiorca i na tej podstawie można przyjąć szacunkową liczbę firm działających obecnie na rynku.

72 h bez dostępu do środków na koncie

Jak wskazuje resort finansów, STIR dla samych firm oznacza, że potencjalnie przez jakiś czas mogą zostać odcięte od dysponowania i korzystania ze środków zgromadzonych na własnym koncie. Szef KAS będzie mógł bowiem zablokować rachunek firmy na maksymalnie 72 godziny, jeśli wyniki analizy ryzyka wskażą, że jej właściciel wykorzystuje bank w „złym” celu, a blokada rachunku byłaby konieczna, żeby temu zapobiec. Szef KAS ma potem możliwość przedłużenia blokady na czas nie dłuższy niż 3 miesiące.

Poza tym, w razie uzyskania informacji, że dany podmiot może prowadzić działania zmierzające do wykorzystania działalności banków lub SKOK-ów do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi, naczelnik urzędu skarbowego będzie miał możliwość odmowy jego rejestracji jako podatnika VAT.

Dziś uprawnienie do blokady rachunku bankowego ma sam bank oraz Generalny Inspektor Informacji Finansowej. Następnie sprawa przekazywana jest prokuratorowi. Zdaniem autorów projektu wprowadzającego STIR, obecny system jest nieefektywny, gdyż banki nie mają wystarczającej ilości informacji potrzebnej w wykryciu przestępstwa.

STIR ma uderzyć w przestępców

W uzasadnieniu wprowadzenia STIR, resort finansów podkreśla rolę analizy przepływów finansowych w zaawansowanych technologicznie warunkach, jakie otaczają aktualnie biznes. Czytamy w nim, że „luka w VAT powstaje w dużej mierze w wyniku działalności zorganizowanych grup przestępczych”, które poprzez konta bankowe legalizują nienależnie uzyskane pieniądze.

Wymiana informacji i współpraca pomiędzy organami władzy publicznej a podmiotami sektora finansowego ma na celu przeciwdziałać wprowadzaniu do obrotu gospodarczego faktur dokumentujących czynności fikcyjne. Pytanie tylko, czy podgląd kont bankowych wszystkich firm w Polsce, nie jest rozwiązaniem idącym za daleko, skoro VAT wyłudzają zorganizowani przestępcy. Do tej kwestii podczas konsultacji i opiniowania projektu wniósł uwagi NSA. W wątpliwość poddał to, czy każda transakcja bankowa dokonywana przez przedsiębiorcę powinna być objęta działaniem ustawy, gdyż władza publiczna powinna w sposób minimalny integrować w sferę praw i wolności. Autorzy projektu odpowiedzieli, że system STIR nie tylko nie narazi, ale wzmocni bezpieczeństwo podatników, bo będzie eliminować z obrotu gospodarczego podstawione firmy oszukujące uczciwych przedsiębiorców.

 

Źródło; Tax Care

Stabilny poziom cen leków, widoczna równowaga i uspokojenie rynku, a także większa odpowiedzialność farmaceutów za prowadzenie aptek – tak Naczelna Izba Aptekarska ocenia skutki nowelizacji Prawa farmaceutycznego, zwanej „Apteką dla Aptekarza”. Zupełnie inaczej wprowadzone zmiany ocenia Business Centre Club: – Nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie 25 czerwca br., zwana potocznie „apteką dla aptekarza” (AdA), wprowadziła najbardziej przeregulowany i restrykcyjny model rynku aptecznego, niespotykany w rozwiniętych krajach Zachodu, zablokowała rozwój rynku aptek i zaczyna wpływać na spadek ich liczby oraz wzrost cen leków.”

Jak ocenia Naczelna Izba Aptekarska zapowiadane przez przeciwników nowelizacji kilkunastoprocentowe podwyżki cen leków, nie potwierdziły się. Przeprowadzone przez QuintilesIMS badania dowodzą, że wśród TOP50 najlepiej sprzedających się produktów w aptekach, średnia cena opakowania wzrosła jedynie o 2,9 proc., przy obecnej inflacji na poziomie 2 proc. Zmiana cen utrzymuje się na poziomie z lat ubiegłych i pozostaje bez związku ze wspomnianą regulacją.

Według NIA po trzech miesiącach obowiązywania „Apteki dla Aptekarza” widać wyraźnie, że zmiany w prawie prowadzą do usystematyzowania i równowagi rynkowej pomiędzy aptekami indywidualnymi i sieciowymi. Ustawa w dużej mierze zatrzymała agresywną ekspansję podmiotów sieciowych, która odbywała się kosztem aptek indywidualnych. Apteki sieciowe dotąd  – biorąc pod uwagę wartość sprzedaży –  opanowały krajowy rynek w 60 procentach (w 2004 r. w Polsce było ich 45, dzisiaj jest ich 420). Dzięki wprowadzonym zmianom zmniejszeniu uległa liczba wniosków o zezwolenia na prowadzenie nowych aptek z 507 w czerwcu, do zaledwie jednego w lipcu br. Według NIA na mapie Polski wciąż znajduje się ok. 800 atrakcyjnych lokalizacji, w których mogą powstać nowe placówki.

Do 25. czerwca br. o zezwolenie na prowadzenie apteki mógł starać się zarówno farmaceuta,  jak i osoba fizyczna, która z farmacją nie ma nic wspólnego. Nowelizacja prawa farmaceutycznego to zmieniła, powierzając jedynie farmaceutom odpowiedzialność za prowadzenie nowych aptek, prowadzonych w ramach wybranych spółek osobowych.

Zupełnie inaczej wprowadzone zmiany ocenia Business Centre Club: „Nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie 25 czerwca br., zwana potocznie „apteką dla aptekarza” (AdA), wprowadziła najbardziej przeregulowany i restrykcyjny model rynku aptecznego, niespotykany w rozwiniętych krajach Zachodu, zablokowała rozwój rynku aptek i zaczyna wpływać na spadek ich liczby oraz wzrost cen leków. Nie przyniosła natomiast żadnego z efektów, zapisanych w projekcie nowelizacji. Przyjęta 25 czerwca nowelizacja Prawa farmaceutycznego wprowadziła w Polsce model apteczny poczwórnie zamknięty. Z typowego europejskiego systemu otwartego (wg raportu UOKiK z 2015 r.) zmieniła go w jeden z najostrzejszych, najbardziej restrykcyjnych systemów zamkniętych w Europie, w którym łącznie obowiązują restrykcyjne ograniczenia właścicielskie (apteka dla aptekarza), ilościowe (maksymalnie cztery apteki oraz regulacja „1%”), geograficzne i demograficzne (bez żadnych wyjątków, takich jak szpitale, dworce czy centra handlowe, co jest standardem w krajach, gdzie takie ograniczenia obowiązują) oraz zakaz reklamy aptek, który w praktyce jest zakazem jakiejkolwiek komunikacji apteki i farmaceuty z pacjentami.” – można przeczytać w komunikacie prasowym BCC.

Czy jest jeszcze miejsce na nowe apteki? Jeszcze przed wejściem w życie ustawy DataWise sprawdziła to za pomocą geolokalizacji. – Dokonaliśmy analizy polegającej na nałożeniu kryteriów, które wymusza na farmaceutach ustawa. Sprawdziliśmy, w których miejscach wolno jeszcze z punktu widzenia ustawy postawić nową aptekę i w których, z tych pozostałych miejsc, jest jeszcze potencjał. Wynika z tego, że w największych miastach takich jak Kraków, Wrocław czy Gdańsk, gdzie funkcjonuje już około 300 aptek zazwyczaj średnio w tych miastach są jeszcze dosłownie pojedyncze miejsca, w których ten potencjał jest. Nie znaczy to, że sieci nie mają już zupełnie możliwości rozwoju, ale w dużej mierze te możliwości rozsiane są w pomniejszych miejscowościach, pobrzeżach tych miast gdzie wciąż warto ale trzeba umieć to miejsce znaleźć – mówi  Marek Turlejski, partner w firmie DataWise.

– Ta regulacja dotyczy nowo powstałych aptek, co w praktyce oznacza, że te, które istnieją dalej prowadzą swoją działalność. Nowe apteki mogą być otwierane przez farmaceutów. Widzimy zróżnicowanie podmiotów na rynku i to w żaden sposób nie wpłynęło negatywnie na pacjentów i na nowe apteki. Widzimy stabilizację rynku farmaceutycznego, stabilizację cen leków. Uważamy, że jak na 100 dni ta regulacja spełniła swoje założenia. Oczywiście po kolejnych 100 dniach zrobimy kolejne podsumowanie. Będziemy mogli szerzej omówić kolejne skutki tej regulacji – opowiada Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Wypowiedź: Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej, Marek Turlejski, partner w firmie DataWise.

Znamy limity w programie Mieszkanie dla Młodych, obowiązujące w IV kwartale tego i I kwartale przyszłego roku. To informacja na którą czekali wszyscy planujący kupno nieruchomości w ramach MDM. Pozwoli ona na wybór właściwej nieruchomości i szybkie złożenie wniosku w pierwszych dniach przyszłego roku. Czasu będzie niewiele, bo podobnie jak w roku 2017 środki wyczerpią się błyskawicznie – uważa główny analityk Notus Finanse, Michał Krajkowski.

Limity w programie Mieszkanie dla Młodych (MdM) teoretycznie zmieniają się co kwartał, jednak w praktyce ze względu na metodologię ustalania tych wskaźników aktualizacja dla każdego województwa następuje raz na pół roku. Oznacza to, że obecnie ogłoszone maksymalne ceny 1 metra kwadratowego będą obowiązywać aż do 31 marca 2018 roku. Wyjątkiem jest tylko województwo pomorskie, gdzie z uwagi na inny termin ogłaszania komunikatów przez wojewodę limity są aktualizowane w styczniu i lipcu każdego roku. Oznacza to, że osoby, które chcą kupić mieszkanie w MdM w województwie pomorskim muszą czekać na ogłoszenie nowych wskaźników do początku 2018 roku.

Znasz limity – wiesz jakiej nieruchomości szukać.

Znajomość nowych limitów pozwoli osobom chcącym nabyć mieszkanie w MdM na przygotowanie się do złożenia wniosków kredytowych w styczniu przyszłego roku. Już teraz mogą poszukiwać nieruchomości, która kwalifikuje się do programu MdM oraz kompletować dokumenty, tak aby być gotowym do złożenia wniosków 2 stycznia przyszłego roku. Aktualnie bowiem program Mieszkanie dla Młodych w praktyce nie funkcjonuje. Pieniądze dostępne w roku 2017 zostały wyczerpane, także osoby zainteresowane dopłatami na przyszły rok wyczerpały pulę, która możliwa była do zarezerwowania przed rozpoczęciem 2018 roku. Do wykorzystania zostało jeszcze 381 milionów złotych, ale wnioskować o te środki będzie można dopiero 2 stycznia przyszłego roku.

Na jak długo starczy środków?

Według danych Banku Gospodarstwa Krajowego do tej pory średnia dopłata wynosiła niespełna 26 tysięcy złotych, zatem z puli przyszłorocznej możliwe będzie udzielenie pomocy jeszcze około 15 tys. nabywcom mieszkań. Zainteresowanie programem będzie z pewnością nie mniejsze niż rok temu, zatem możemy spodziewać się, że dostępne pieniądze wyczerpią się maksymalnie w ciągu 2 tygodni. Dlatego osoby zainteresowane dopłatą – znając już przyszłoroczne limity – powinny przygotować się do złożenia wniosków w pierwszych dniach przyszłego roku. Wzorem lat poprzednich możemy także oczekiwać, że część banków będzie przyjmować wnioski o kredyt już w ostatnich dniach grudnia, a w 2018 roku kredytobiorcy będą musieli dostarczyć tylko wniosek o dopłatę MdM. Warto więc śledzić oferty banków i – o ile to możliwe – wcześniej rozpocząć procedurę kredytową.

Jaka nieruchomość?

Oprócz wymogu maksymalnej ceny 1 metra kwadratowego nieruchomość kupowana w ramach MdM musi spełniać inne kryteria. W przypadku mieszkania powierzchnia użytkowa nie może być większa niż 75 m.kw., a dla domów nie więcej niż 100 m.kw. Jeśli nabywcą jest osoba lub małżeństwo wychowujące co najmniej 3 dzieci, wówczas limit powierzchni nieruchomości jest podwyższony o 10 m.kw.

Poszukując mieszkania, szczególnie na rynku pierwotnym, warto pamiętać także o tym, że dopłata MdM jest zawsze uruchamiana jako ostatnia część zapłaty za mieszkanie i musi być uruchomiona przed końcem 2018 roku. Jeśli więc szukamy mieszkania w budowie to harmonogram płatności musi być tak skonstruowany, aby całkowita zapłata nastąpiła w przyszłym roku. Nie ma bowiem możliwości przesunięcia uruchomienia dopłaty na rok kolejny.

Kto może skorzystać?

Z programu mogą skorzystać małżeństwa, osoby samotnie wychowujące dzieci oraz tzw. single. Warunkiem skorzystania jest wymóg nieposiadania innej nieruchomości mieszkaniowej (także w przeszłości) oraz wiek nieprzekraczający 35 lat. Oznacza to, że wnioski w styczniu będą mogły składać osoby urodzone w 1983 roku lub później. Warunki braku nieruchomości i kryterium wieku nie dotyczą osób wychowujących minimum 3 dzieci.

Ile wynosi dopłata?

Wysokość dopłaty jest uzależniona od lokalizacji, powierzchni nieruchomości, a przede wszystkim od liczby dzieci. Osoby samotne i małżeństwa bezdzietne otrzymują 10 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania, wychowujący jedno dziecko 15 proc., rodziny z dwójką dzieci 20 proc., a rodziny z trojgiem dzieci otrzymują 30 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania. W ramach programu MdM nabywcy mieszkań mogą liczyć więc na dopłatę do wkładu własnego w wysokości przekraczającą nawet 100 tysięcy złotych. Największe kwoty mogą otrzymać osoby wychowujące przynajmniej troje dzieci i kupujące mieszkania lub domy w Warszawie lub Poznaniu. W pozostałych lokalizacjach dopłaty są niższe, jednak najczęściej przekraczają kilkanaście tysięcy złotych.

 

Źródło: Michał Krajkowski, Główny Analityk, NOTUS Finanse S.A.

Według części ekspertów, za 5-10 lat znikną z rynku sklepy, które nie zdołają dostarczyć klientom żywności w ciągu 1-2 godzin. Polacy będą zamawiać produkty w drodze do pracy i odbierać je po powrocie do domu, tak jak robią to już Amerykanie. Realizację masowych, szybkich i tanich dostaw umożliwi ekonomia współpracy. Dzięki rozładowaniu tzw. peaków sprzedażowych, sieci handlowe obniżą koszty dystrybucji. E-klienci otrzymają swoje artykuły na czas, a odwiedzający placówki zarobią dodatkowe pieniądze.   

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, prezesa platformy TakeTask i współautora raportu „Ekonomia Współpracy w Polsce 2016”, w tzw. uberyzacji handlu kluczowe jest wykorzystanie tego, że większość klientów przychodzi do sklepu po pracy. Właśnie wtedy jest największe zapotrzebowanie na dostawy zakupów z e-commerce. Zatem popyt i niewykorzystane dotąd możliwości logistyczne bardzo dobrze się uzupełnią. Oczywiście ekonomia współpracy nie zastąpi całkowicie tradycyjnych usług kurierskich, które wciąż będą potrzebne. Natomiast, na nowym rozwiązaniu skorzystają zarówno zamawiający, jak i klienci w sklepach stacjonarnych, którzy zyskają dodatkowe źródło dochodu, przy okazji własnych zakupów. Taka możliwość zapewne przyciągnie do marketów sporo młodych, przedsiębiorczych osób, np. studentów.

– Współcześni konsumenci rzeczywiście oczekują dostaw w dogodnym dla siebie czasie. Dostęp do towaru stał się ważniejszy, niż samo jego posiadanie. Kiedyś dzielenie się lub wspólne korzystanie z produktu było ryzykowne. Obecnie, dzięki technologiom mobilnym i digitalizacji zaufania, jest to dużo prostsze. Opracowane systemy reputacji i zabezpieczenia płatności podniosły poziom łatwości porozumiewania się stron uczestniczących w ekonomii współpracy, czyli dostarczycieli i klientów – mówi Michał Malanowski, Dyrektor Działu Informatyki w Carrefour Polska.

– Amazon wprowadził m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Japonii usługę Prime, tzn. dostawy w 2 godziny, a w samym USA – także Amazon Prime Now, realizację zamówień w 60 minut. Gdy potentat e-handlu wejdzie z takimi ofertami do Polski, inni gracze będą musieli mu dorównać. Sklepy, które nie zaczną dostarczać zakupów spożywczych w ciągu 1-2 godzin, upadną za 5-10 lat. Amazon Prime działa już w Niemczech, a więc blisko nas. Warto też dodać, że kilka miesięcy temu gigant kupił Whole Foods Market, amerykańskie supermarkety ze zdrową żywnością. Tym samym zainwestował w fizyczne sklepy prawie 14 mld dolarów. A teraz, jak podejrzewa francuski biznes, Amazon stara się przejąć sieć Carrefour, aby zwiększyć swoje wpływy na naszym kontynencie – informuje Sebastian Starzyński.

– Uberyzacja to nowomodny slogan, który nie określa żadnego nowego trendu. Znana od dawna usługa click and collect, czyli zamów i odbierz, nie musi być przecież realizowana przez zamawiającego, lecz przez jego znajomych czy sąsiadów. Warunkiem tego jest dobrze zorganizowana społeczność lokalna. Inna forma zaangażowania konsumentów to zrodzony w USA ruch prosumencki. Polega on na tym, że konsument staje się również producentem, handlowcem czy nawet współwłaścicielem sieci handlowej. Dzięki temu, korzysta z tańszych zakupów – dodaje Andrzej Wojciechowicz.

Jak zmieni się handel?

Natomiast Sebastian Starzyński podkreśla, że ekonomia współpracy zwiastuje początek transformacji handlu. Poprzez tzw. systemy mikropracy, klienci sklepów zaczynają doręczać innym konsumentom zakupy. W przyszłości dostawy pod dom, będą realizować autonomiczne pojazdy – paczkomaty mobilne. Po dokonanej autoryzacji, klient otworzy jedną ze skrytek i odbierze swoje zakupy. Wtedy udział ludzi zapewne ograniczy się do wnoszenia zakupów po schodach, do mieszkań. W opinii eksperta, powstanie zupełnie nowa rzeczywistość, czego wiele osób jeszcze nie rozumie. Z uwagi na szybki rozwój technologii, pierwsze rozwiązania oparte na inteligentnych pojazdach mogą pojawić się nawet w perspektywie 3-5 lat. Jednak trudno jest przewidzieć tempo zmian legislacyjnych, koniecznych do dopuszczenia takich maszyn do ruchu drogowego.

– Świat postępuje tak szybko, że trudno prognozować, jak ekonomia współpracy zmieni oblicze handlu w perspektywie 5 czy 10 lat. Wiadomo, że dziś Polacy żyją szybko, pracują dużo i są mocno zdigitalizowani. Dlatego, boom na rynku e-commerce wybuchnie, wzmocniony nowymi formami biznesu i konsumowania. E-rynek szybko wzrośnie, a w związku z tym sklepy zyskają nieklasyczne funkcje. Wśród nich będą m.in. platformy dostarczania i odbierania towarów czy też przechowalnie zamówionych zakupów. Szykuje się na tym tle jakościowa zmiana. I handel o tym wie, nie tylko firma Amazon –­ podsumowuje dr Maria Andrzej Faliński.

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Zadłużone e-sklepy

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim...

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...