wtorek, Październik 24, 2017
Home Archiwa 2017 Październik 9

Dzienne archiwaPaź 9, 2017

Do prowadzenia sprawnej i efektywnej polityki w zakresie cyberbezpieczeństwa w Unii Europejskiej potrzebne są odpowiednie regulacje prawne. Powinny one zagwarantować  większą współpracę, w tym publiczno – prywatną i zapewniać dużą elastyczność funkcjonowania firm – napisała Konfederacja Lewiatan w stanowisku dotyczącym tzw. pakietu cyberbezpieczeństwa.

W liście do minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej pracodawcy przedstawili pozytywną opinię do najważniejszych założeń tzw. pakietu cyberbezpieczeństwa.

– Popieramy wprowadzenie certyfikacji bezpieczeństwa cybernetycznego, bo przyczyni się do wzrostu zaufania konsumentów i jakości bezpiecznych produktów, usług oraz do szybszego rozwoju unijnego rynku Internetu Rzeczy (IoT), także w aspekcie transgranicznym. Certyfikacja powinna być dobrowolna. Tym samym, nie będzie stanowiła niepotrzebnej bariery wejścia dla start-up-ów i firm eksperymentujących z innowacyjnymi produktami i usługami, a jednocześnie może stanowić czynnik konkurencyjności pomiędzy firmami – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan widzi też konieczność podjęcia szybkich kroków, w celu skutecznego  rozpoznawania  firm dopuszczających się cyberprzestępstw, doskonalenia pracy organów ścigania i poprawy prawa karnego.

– W polskim kodeksie karnym wciąż brak jest definicji takich pojęć jak: przestępczość komputerowa, przestępczość internetowa, cyberprzestępczość, co pośrednio przekłada się na ograniczone możliwości ich ścigania, a także na brak odpowiedniej znajomości zagadnień Internetu/nowych technologii przez policję, prokuraturę i sądy – dodaje dr Aleksandra Musielak.

Lewiatan ma nadzieję, iż implementacja przepisów unijnej dyrektywy w sprawie zwalczania fałszowania i oszustw związanych z bezgotówkowymi środkami płatniczymi w pewnej mierze przyczyni się do poprawy sytuacji w tym zakresie.

Przypadki naruszania prawa własności intelektualnej, kradzieży treści chronionych prawem, przechwytywania danych zgromadzonych na komputerach prywatnych i firmowych czy żądania okupu za przywrócenie danych wymagają z pewnością skutecznej reakcji i ukrócenia, lub przynajmniej zminimalizowania ich skali.

Konfederacja Lewiatan zgadza się, że ważnym aspektem bezpieczeństwa cybernetycznego powinna być edukacja. Istotne jest zarówno kształcenie odpowiednich kompetencji i umiejętności począwszy od szkolnictwa na poziomie podstawowym, po szeroko zakrojone kampanie edukacyjne adresowane do całego społeczeństwa, w tym do ludzi starszych, którzy są zazwyczaj stosunkowo łatwowierni i nie posiadają zbyt rozwiniętych kompetencji cyfrowych.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Brak płynności finansowej jest jednym z największych problemów, z którym spotykają się firmy z sektora MŚP. Każdy przedsiębiorca tworzy własny łańcuch zobowiązań, budują go należności wobec partnerów, podatki, ZUS oraz inne opłaty. W ekosystemie finansowym firmy wystarczy jedna nieopłacona faktura, aby pojawiły się zatory płatnicze, które mogą utrudnić prawidłowe funkcjonowanie przedsiębiorstwa na rynku.

Coraz więcej przedsiębiorców spotyka się z problemem niepłacących w terminie kontrahentów. Właściciele firm powinni pamiętać, że mają prawo ubiegać się o swoje należności, bez względu na przedawnienie terminu płatności – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Istnieje klika sposobów na odzyskanie należności przedsiębiorstwa oraz zmobilizowanie dłużników do uregulowania płatności, oto cztery z nich:

  • Samodzielna windykacja przedsiębiorstwa zarówno przez oddzielny dedykowany dział w firmie, jak i indywidualne działania jej właściciela. Są to najpopularniejsze metody na odzyskanie zaległych należności oraz monitorowanie bieżących wpływów na konto organizacji. Według 14. fali Bibby MSP Index ponad 65% respondentów wykorzystuje do windykacji dział księgowy, który na bieżąco stara się monitorować wszystkie płatności, ponad 10% nadanych korzysta z działu kontrolingu, a prawie 9% ankietowanych wskazuje, że w ich przypadku to prezes samodzielnie nie kontaktuje się z kontrahentami opóźniającymi płatności. Firma, który decyduje się na własny odział windykacji, godzi się na koszty związane z utrzymaniem jego pracowników. Niestety nie zawsze są to eksperci w dziedzinie windykacji, co może wpływać na zmniejszenie  efektywności prowadzonych działań – dodaje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny Bibby Financial Services.
  • Windykacja przez zewnętrzną firmę. Jest praktykowana przez właścicieli firm, którzy chcą szybko odzyskać zaległe środki od dłużników. Taka współpraca przy egzekucji długu nie zapewnia jednak stałej płynności finansowej, ale jednorazowy zastrzyk gotówki/środków z zaległych faktur. Warto dodać, że tego typu działanie może prowadzić do zaburzenia dobrych relacji z klientami. To rozwiązanie jest praktykowane przez prawie 6% respondentów badania Bibby MSP Index.
  • Wpis do informatora gospodarczego. Dla wielu przedsiębiorców jest najbardziej inwazyjną formą mobilizacji dłużników do uregulowania zaległych należności. Wpis do informatora gospodarczego wiąże się z szeregiem negatywnych konsekwencji dla biznesu. Jeżeli przedsiębiorstwo znajdzie się w rejestrze będzie miało problem nie tylko z pozyskaniem kredytu, ale również nawiązaniem nowych relacji biznesowych, ponieważ potencjalny klient nie będzie chciał zaczynać współpracy z dłużnikiem. Jeżeli firma ureguluje swoje należności, może wnieść o usunięcie adnotacji w informatorze, jednak wymaga to czasu.
  • Narzędzie nie tylko od odzyskiwania długów, również do zapewnienia firmie płynności finansowej, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania biznesu.

Rozpoczynając współpracę z firmą faktoringową przedsiębiorstwo może zapewnić sobie nie tylko systematyczny wpływ środków z wystawionych faktur, ale również odzyskanie zaległych należności. Dzięki faktoringowi przedsiębiorca ma możliwość elastycznego dopasowania swoich terminów płatności do wymagań i potrzeb kontrahentów – komentuje Jerzy Dąbrowski Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

 

Źródło: Bibby Financial Services

Jak zapowiada dr hab. Robert Rządca, po 2019 roku można spodziewać się znaczącego obniżenia dotacji unijnych dla Polski. Przyczyną tego będzie zarówno Brexit, zmiana priorytetów w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej, jak i odmienna pozycja naszego kraju – staniemy się po prostu bogatsi jako beneficjenci. Według eksperta, nie znajdziemy alternatywnych środków np. na pokrycie dopłat do rolnictwa. Obecnie pochłaniają one ok. 38% funduszy unijnych. Inwestycje infrastrukturalne, na które przeznaczamy 60% subwencji, mógłby wyrównać chiński kapitał. Jednak ta „pomoc” miałaby raczej charakter zwrotny. Chińczycy często oferują innym krajom za darmo np. budowę fragmentu autostrady, linii kolejowej, lotniska czy stadionu narodowego. W zamian oczekują, że projekt ukończą wyłącznie ich wykonawcy.

Zastępca rektora Akademii Leona Koźmińskiego przypomina, że na lata 2004-2017 uzyskaliśmy z Unii Europejskiej netto około 92 mld euro. Pewne wsparcie nadal będziemy otrzymywać, choćby w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, funduszy strukturalnych czy badawczych. Zdaniem eksperta, te subwencje mogą być dużo mniejsze, ale powinny pozostać. Inne kraje też będą zainteresowane zachowaniem dopłat rolniczych. Jeśli zostaną one utrzymane dla rolników francuskich czy hiszpańskich, to nie ominą również polskich.

– Środki na rozbudowę dróg i linii kolejowych za unijne pieniądze będą bardzo ograniczone, chociaż zapewne niezlikwidowane całkowicie. Warto pamiętać o tym, że istotą funduszy strukturalnych jest dążenie do pomocy słabiej rozwiniętym regionom, restrukturyzacja oraz zwalczanie bezrobocia. Polska w ostatnim czasie radzi sobie dobrze w tych wszystkich dziedzinach, a wzrost PKB powoduje, że spada dystans pomiędzy nami a krajami Europy Zachodniej – ocenia dr hab. Robert Rządca, profesor Akademii Leona Koźmińskiego.

Według eksperta, dopłat rolniczych w żaden sposób nie zastąpimy pieniędzmi z innego źródła. Nie ma powodu, aby ktokolwiek finansował polskich rolników na tej zasadzie, co UE. Oczywiście, takie państwo, jak Chiny, mogłoby nam zaoferować swój potężny rynek zbytu, ułatwiając wejście na niego w sferze formalno-prawnej. Bez tego typu pomocy, jak wiadomo, polscy wytwórcy starali się o zgody na eksport przez kilka lat. Niemniej, taka ewentualność dotyczyłaby tylko najnowocześniejszego przetwórstwa, w zakresie sadownictwa, produktów mleczarskich, wieprzowiny i drobiu.

– Pierwszy transport polskich jabłek trafił do Chin w grudniu 2016 roku. Eksport mięsa drobiowego również trwa. To już są pewne sukcesy. Jednak trzeba poczekać, aż będzie ich jeszcze więcej. Sądzę, że bardzo dobrym wskaźnikiem pożądanej efektywności byłoby wejście Chin na czołową pozycję odbiorców naszej żywności. Większy eksport, zwłaszcza pod własnymi markami, pozwoliłby budować renomę producenta wśród chińskich konsumentów. To ułatwiłoby zwiększenie sprzedaży i eksport kolejnych produktów z Polski – tłumaczy dr hab. Robert Rządca.

W kwestii infrastruktury Państwo Środka mogłoby wybrać wariant, który stosuje m.in. w Afryce. Jednym z lepiej przeanalizowanych przykładów jest Benin. Jak wyjaśnia ekspert, Chińczycy oferują niektóre inwestycje za darmo, np. budują fragment autostrady albo linii kolejowej. Ale w tle porozumienia jest zgoda danego kraju na to, żeby całość ukończyli wyłącznie chińscy wykonawcy. W praktyce mają oni od razu uzyskać określony kontrakt lub wygrać przetarg. W zamian za to Chiny oferują nisko oprocentowane kredyty. I na ogół stawiają kolejne żądania. Mogą one dotyczyć wykorzystania ich materiałów budowlanych, a także pewnych warunków politycznych, np. braku poparcia dla zwolenników Wolnego Tybetu. Innym przykładem jest Kenia, gdzie Chiny budują za około 4 mld dolarów linię kolejową z Nairobi do Mombasy. W Etiopii tworzą połączenie z Dżibuti do Addis Abeby. Finansowanie zapewnia chiński Eximbank, a wykonawcą jest państwowa firma China Road and Bridge Corporation.

– Wyraźnym celem Państwa Środka jest coraz głębsze wchodzenie w infrastrukturę gospodarczą danego państwa. Nie należy patrzeć na to wyłącznie negatywnie. Chiny stosują, także w swoim kraju, schemat myślenia zgodny z przysłowiem: Chcesz być bogaty, zbuduj sobie drogę. Mając zaplecze finansowe, rozpoczynają pewną inwestycję, w ramach wysiłku swojego państwa i podmiotów prywatnych. Dają impuls rozwojowy w postaci popytu na towary i usługi. W końcu dochodzi do wykorzystania zbudowanej infrastruktury. Połączenie ze sobą różnych miast wpływa na wzrost wartości zlokalizowanych w nich nieruchomości. To z kolei przekłada się na zwiększenie możliwości instytucji sektora finansowego. Ten schemat stosowany jest również w Afryce – mówi dr hab. Rządca.

Zdaniem eksperta, pieniądze z UE na rozbudowę infrastruktury da się zastąpić środkami z Chin, jak darowiznę np. od wujka preferencyjnym kredytem z banku. Oczywiście istnieją też pewne zagrożenia, związane z warunkami wykorzystania takiego wsparcia. Można to wytłumaczyć na przykładzie. W przypadku funduszy unijnych, wspólnota pozwala wydać określoną subwencję na budowę autostrady, pod warunkiem zapewnienia wszystkim podmiotom na rynku równych szans na otrzymanie kontraktu. Tymczasem, chcąc korzystać z inwestycji bezpośrednich lub preferencyjnych kredytów z Państwa Środka, trzeba na ogół kupować chińskie towary i zatrudniać ich firmy. W dłuższej perspektywie mogłoby to oczywiście doprowadzić do nadmiernego uzależnienia naszej gospodarki od Chin.

– Polska dla Chin jest istotnym krajem, jak na Europę, z punktu widzenia ekspansji gospodarczej. Jesteśmy dość dużym państwem, któremu można wiele sprzedać, m.in. maszyny i urządzenia RTV, sprzęt AGD, narzędzia telekomunikacyjne, odzież, obuwie czy zabawki. 38 mln naszych konsumentów tworzy jednolity rynek, z punktu widzenia prawno-formalnych wymogów, geografii, języka i kultury. Bycie u nas bardzo ważnym graczem zapewniłoby Chińczykom lepszą pozycję w globalnej grze o wpływy. Polska jest dla nich elementem większej układanki. Przejęcie przez chińskich inwestorów ważnych na polskim rynku producentów, np. okien, mebli, autobusów czy rowerów, otworzyłoby im szerzej drzwi do Europy – podsumowuje dr hab. Robert Rządca z Akademii Leona Koźmińskiego.

 

W I półroczu br. mieliśmy do czynienia z prawdziwym boomem eksportu na Ukrainę – donosi instytucja płatnicza AKCENTA. Według danych GUS w tym okresie wartość polskiego wywozu do tego kraju wyniosła 8 877 mln zł i wzrosła aż o prawie 41 proc. r/r. Polscy eksporterzy w końcu odrobili straty na kierunku ukraińskim – wypracowując w I półroczu 2017 r. blisko półmiliardową nadwyżkę w stosunku do analogicznego okresu w 2013 r., jeszcze przed kryzysem na Wschodzie.

Pełny powrót na ukraiński rynek zajął polskiemu eksportowi blisko 4 lata. W najtrudniejszym 2014 r. wartość sprzedaży towarów na tym kierunku spadła aż o 27,1 proc. Starty odnotowano także w roku kolejnym, jednak już znacznie mniejsze (-5,3 proc.). Polski eksport wrócił na ścieżkę wzrostu dopiero w 2016 r. (+21 proc. r/r). Jednak nadal daleko mu było do stanu z 2013 r., sprzed kryzysu na Wschodzie. Dopiero wyraźny skok wartości odnotowany w pierwszej połowie 2017 r. może być zapowiedzią odbudowania polskiego eksportu na Ukrainę. Jak podkreśla Radosław Jarema z instytucji płatniczej AKCENTA, która specjalizuje się w obsłudze i zabezpieczaniu transakcji eksporterów i importerów, dopiero od tego momentu możemy mówić o realnych wzrostach eksportu na tym kierunku. – Pamiętajmy, że wcześniejsze porównania sprzedaży zagranicznej kierowanej na ukraiński rynek odnosiły się do obniżonej bazy. Eksporterzy pracowali więc na konto odrabiania strat. W tym roku jest inaczej. Wreszcie wartość eksportu jest wyższa niż ta sprzed kryzysu – wskazuje dyrektor polskiego oddziału AKCENTY. W pierwszym półroczu 2013 r. wartość wywozu na ukraiński rynek wynosiła 8 305 mln zł, w tym samym okresie w 2017 r. wynosi już 8 877 mln zł, czyli o 572,1 mln zł więcej.

Dobry grunt dla handlu

Szybki przyrost wartości polskiego eksportu na Ukrainę może być efektem kilku czynników. Ekspert AKCENTY wskazuje w tym kontekście przede wszystkim na umowę o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu między Unią Europejską a Ukrainą (DCFTA), która zniosła wiele barier we wzajemnej wymianie handlowej. – Umowa DCFTA funkcjonuje na zasadach tymczasowych już od 2016 roku, ale dopiero od 1 września br. weszła już w pełni w życie. Możemy się zatem spodziewać, że jej efekty będą coraz bardziej widoczne – mówi Radosław Jarema i dodaje, że choć polski biznes obawiał się konkurencji ze strony ukraińskich firm i napływu towarów zza wschodniej granicy, to obecnie możemy mówić o odwrotnej sytuacji. Polski eksport na Ukrainę wzrósł w pierwszej połowie 2017 r. znacznie mocniej, bo aż o 40,9 proc. r/r, niż import towarów z tego kraju na polski rynek. Wartość wwozu wyniosła bowiem blisko 4 496 mln zł i urosła „jedynie” o 26 proc. r/r. W stosunku do analogicznego okresu w 2016 r. saldo wymiany handlowej pomiędzy naszymi krajami wzrosło aż o ponad 60 proc., z 2 731 mln zł do 4 381 mln zł po sześciu miesiącach w roku obecnym.

Jak zaznacza Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, nie bez znaczenia dla polsko-ukraińskiej wymiany handlowej pozostaje kwestia większej obecności Ukraińców w Polsce – Już od jakiegoś czasu mamy do czynienia z masową imigracją zarobkową pracowników z Ukrainy do Polski. Z naszych prognoz wynika, że w tym roku zostanie wydanych dwa razy więcej oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy, niż rok wcześniej. Popularność zatrudniania Ukraińców nie jest przypadkowa. Są nam bliscy kulturowo i językowo, co przemawia też na korzyść prowadzenia tam działalności biznesowej. Tylko kwestią czasu jest wzrost liczby polskich inwestycji na Ukrainie. Jest to jednak uzależnione od stabilności gospodarczo-politycznej w tym państwie – mówi Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Nie tylko eksporterzy widzą nowe możliwości

Eksperci AKCENTY i Personnel Service spodziewają się rosnącego zainteresowania rynkiem ukraińskim wśród polskich firm. Ich zdaniem wzrośnie tym samym popyt na wszelkie usługi biznesowe pośredniczące między oboma krajami. – Większe obroty handlowe między Polską a Ukrainą oznaczają wzrost zapotrzebowania chociażby na usługi finansowe, obsługę transakcji, umów czy wymiany walut – zaznacza Radosław Jarema z AKCENTY. Krzysztof Inglot z Personnel Service dodaje, że w najbliższym czasie wzrośnie zainteresowanie firm prowadzących działalność eksportową pracownikami z Ukrainy. Ich doświadczenie i wiedza będą dla wielu nieocenione, podobnie jak łatwość w kontaktach z kontrahentami.

 

Źródło: Personnel Service

Około 2,5 tys. zł wydaje w ciągu roku na ogrzewanie rodzina mieszkająca w bloku z wielkiej płyty, którego nie poddano termomodernizacji. Trudno, by na własną rękę ociepliła blok, ale istnieją inne sposoby na obniżenie rachunków i nie wymagają wcale wielkich nakładów.

Rodzina zamieszkująca w 50-metrowym mieszkaniu średnio każdego miesiąca ponosi z tytułu ogrzewania koszt na poziomie 1200-2500 zł, a wszystko zależy od tego, w jakim budynku mieszka. Koszty ogrzewania zależą od wielu czynników. Wpływ na pogodę mamy żaden, na termomodernizację budynku ograniczony (to spora inwestycja i nie każdą wspólnotę czy spółdzielnię na to stać), ale można zmienić kilka nawyków, poczynić drobne inwestycje i zaoszczędzić realne pieniądze, bo obniżenie przeciętnego rachunku za ogrzewanie o 30 proc. to ponad 600-700 zł oszczędności w skali roku.

  • Zatrzymaj ciepło w środku

Największym problemem wielu budynków jest słaba termoizolacja ścian i okien. Nawet jeśli jest wydajny system grzewczy, to ciepłe powietrze bardzo szybko miesza się z zimnym z zewnątrz i efektywność jego działania grzejników jest niska.

Energia cieplna ucieka przez nieszczelne okna, drzwi oraz słabo zaizolowany dach i ściany, ze szczególnym uwzględnieniem styków powierzchni (kątów, narożników). Niskim kosztem można zaradzić nieszczelności okien czy drzwi – wymiana uszczelek potrafi uczynić cuda, a nakłady nie powinny przekroczyć kilkunastu złotych. Trzeba pamiętać, że poprawa szczelności okien to nie tylko obniżenie rachunków za ogrzewanie, ale i podniesienie komfortu życia mieszkańców. Zlokalizowanie największych nieszczelności nie powinno być trudne, wystarczy przyłożyć rękę.

  • Kup dobre okna

Przez okna domu ucieka 25 do 40 proc. ciepła. W mieszkaniu współczynnik ten jest naturalnie mniejszy (m.in. dlatego, że rzadko występują np. okna dachowe), co nie zmienia faktu, że ich jakość ma ogromny wpływ na temperaturę w lokalu. Producenci okien promują parametry szyb, ale trzeba pamiętać, że okna to cały system, a ten jest tak silny, jak silny jest jego najsłabszy element. Należy zatem zwrócić uwagę także na ramę, profile, okucia, a także sposób montażu. Błąd w sztuce może wiele kosztować.

Oczywiście wymiana okien to nie jest inwestycja, której dokonuje się z dnia na dzień, ale w przypadku poważnego remontu, czy budowy domu, warto zwracać na to uwagę.

  • Dbaj o sprawne kaloryfery

Kiedy już zabezpieczymy wnętrze mieszkania tak, by nie uciekało z niego ciepło, trzeba to ciepło wyprodukować i rozprowadzić. Wydajna praca systemu grzewczego bierze się z jego stanu technicznego. Podstawowym działaniem, które można wykonać na własną rękę jest dbanie o to, by grzejniki nie były zapowietrzone. Sygnałem świadczącym o takim stanie jest nierównomierna temperatura powierzchni kaloryfera. Jeśli grzejnik wydaje z siebie dźwięki podobne do bulgotania lub jest ciepły u dołu, a zimny na górze, to można być pewnym, że jest zapowietrzony. Należy zlokalizować zawór, upuścić niepotrzebne powietrze i wszystko powinno wrócić do normy.

Poważniejszym kłopotem jest zakamienienie kaloryfera, gdyż zwykle odkamienienia wymagać będzie cała instalacja i lepiej by operacja ta została przeprowadzona przez fachowca.

  • Pozwól na poprawną cyrkulację

Ale samo wytworzenie ciepła to nie wszystko, trzeba jeszcze rozprowadzić je po mieszkaniu, a zaburzenia cyrkulacji powietrza są w polskich domach nadal powszechne. Długa gruba zasłona czy drewniana zabudowa nie pozwolą wykorzystać pracy grzejnika. Podobnie jak zastawienie go meblami. Aby ciepło z grzejnika wypłynęło na pokój, musi być on odsłonięty od frontu, a najlepiej, by od góry i od dołu miał około 10 cm przestrzeni. Umiejscowiony nad grzejnikiem parapet będzie kierował ogrzane powietrze w stronę wnętrza.

Dodatkową poprawę efektywności działania grzejnika uzyskać można montując pomiędzy nim a ścianą ekran odbijający ciepło. To prostu arkusz folii aluminiowej przyklejony na styropianie. Da to dodatkową izolację ściany zewnętrznej, ciepło pozostanie w mieszkaniu.

  • Wietrz pomieszczenia

Szczelnie zamknięte pomieszczenie jest niezdrowe dla mieszkańców. Do dobrego samopoczucia i zdrowia potrzebujemy świeżego powietrza. To w szczelnym i niewietrzonym mieszkaniu ma coraz więcej dwutlenku węgla (powstaje przy oddychaniu) i nienaturalnie podniesioną wilgotność (może prowadzić do powstawania grzybów i pleśni).

Jak na wszystko, tak i na wietrzenie mieszkania są lepsze i gorsze sposoby. Celem nie jest wychłodzenie mieszkania, tylko wymiana powietrza na świeże. Najlepiej robić to szybko, intensywnie i przy zakręconych grzejnikach. Dzięki temu powietrze zostanie sprawnie wymienione, a przy tym grzejniki nie będą niepotrzebnie pracować. Wietrzyć powinno się od kilku do kilkudziesięciu minut i powtarzać operację kilka razy dziennie.

  • Pilnuj odpowiedniej temperatury

Naturalnym jest, że im wyższa temperatura w mieszkaniu, tym wyższe opłaty za ogrzewanie. Na dodatek przegrzewanie jest niezdrowe i prowadzi do częstszych przeziębień, warto więc rozsądnie podnosić temperaturę oraz różnicować ją w pomieszczeniach.

Najcieplej powinno być w łazience, byśmy nie marzli np. po ciepłej kąpieli. Wskazane jest tam 22-23 stopnie Celsjusza. W pokojach dziennych powinno się utrzymywać 20-21 stopni, w kuchni 18-20, a najchłodniejsze pomieszczenie to sypialnia. Według naukowców, spanie w 17-19 stopniach jest najzdrowsze i najbardziej efektywne.

  • Oszczędzaj podczas nieobecności

Dodatkową oszczędność na ogrzewaniu odnotować można pilnując zużycia ciepła podczas nieobecności w domu. Z jednej strony można trochę przykręcać grzejniki w ciągu dnia, gdy mieszkanie stoi puste, ale przede wszystkim chodzi o dłuższe wyjazdy. Tygodniowy wypad na narty to nie czas, gdy w domu musi być bardzo ciepło, a podczas srogiej zimy oszczędzić można nawet i 100 złotych. Przykręcić grzejniki powinno się nawet wyjeżdżając na weekend.

Najskuteczniejszym sposobem obniżenia rachunków za ogrzewanie jest termomodernizacja. Jest to jednak bardzo poważna inwestycja. Łatwiej skupić się na drobnych krokach, których koszt będzie niewielki lub wręcz zerowy. Dobre nawyki mieszkańców i zmiana kilku przyzwyczajeń mogą doprowadzić do sporych oszczędności, w zależności od stanu początkowego, rachunki można obniżyć nawet o 30 procent, co w skali roku przełoży się na co najmniej 600-700 zł.

 

Źródło; Home Broker

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Zadłużone e-sklepy

Aż o jedną trzecią wzrosło w ciągu roku zadłużenie sprzedawców internetowych działających na polskim...

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...