Home Archiwa 2017 Wrzesień 11

Dzienne archiwaWrz 11, 2017

W sierpniu br. inflacja w ujęciu rocznym wzrosła do 1,8 proc., ale w stosunku do lipca spadła o 0,1 proc.– podał GUS.

Inflacja zmniejsza dochody realne Polaków, szczególnie tych mniej zamożnych. Cały czas rosną, w ujęciu rocznym, ceny żywności. Na szczęście w okresie wakacyjnym zaobserwowaliśmy ich spadek w ujęciu miesięcznym.  Dotyczy to zwłaszcza owoców i warzyw, co pozytywnie odczuły w portfelach gospodarstwa domowe. Jednocześnie cały czas drożeją masło, mleko, sery i w ogóle wyroby mleczne. Do tej grupy dołączyło też pieczywo. A warto pamiętać, że te produkty mają duży udział w wydatkach gospodarstw domowych  o niskich dochodach.

Zdrożały paliwa, chociaż to zapewne efekt  „sytuacji pogodowej” w USA i konieczności ograniczenia wydobycia ropy naftowej. Niewykluczone jednak, że we wrześniu wysokie ceny paliw się utrzymają, z tego samego powodu.

Wzrosły też ceny usług zdrowotnych – szpitalnych, stomatologicznych, jak i wyrobów farmaceutycznych. Polacy, mając wyższe dochody, zaczynają na większą skalę korzystać z prywatnych placówek medycznych, nie mogąc doczekać się takich świadczeń w publicznej służbie zdrowia.

Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące zatrudnienie i wynagrodzenia, przełożyły się w okresie wakacji na wzrost cen usług turystycznych. Więcej trzeba było zapłacić  za obiad w restauracji, pokój w hotelu czy bilet lotniczy.

W ciągu ośmiu miesięcy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł do 1,9 proc. Jeśli anomalie pogodowe (huragany) w USA nie wpłyną na zmniejszenie dostaw ropy naftowej, to na koniec roku inflacja nie powinna przekroczyć 1,8 proc. W innym przypadku może być wyższa.

Bez względu na to, czy inflacja wyniesie 1,8 proc., czy będzie wyższa, Rada Polityki Pieniężnej na pewno w tym roku nie podwyższy stóp procentowych. Kredytobiorcy mogą się nadal cieszyć z niższych rat spłacanych kredytów, ale oszczędzający nie mają co liczyć na wyższe oprocentowanie lokat.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej- Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ubezpieczenie OC jest obowiązkowe dla wszystkich zmotoryzowanych i bez względu na to, w jakiej firmie je kupimy, będzie miało dokładnie taki sam zakres ochrony. Wynika to z Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK. Natomiast cena OC nie jest narzucana przez ustawodawcę i ubezpieczyciele, tak jak przedstawiciele innych branż, rywalizują ze sobą przy użyciu cen.

Codziennie spotykamy się z tym, że wielu kierowców nie ma świadomości, że składki za OC wyraźnie różnią się między sobą w zależności od ubezpieczyciela. Praktyka w branży ubezpieczeniowej uczy, że chociaż zakres ochrony jest opisany ustawą, to za najtańszą dostępną na rynku polisę zapłaci przynajmniej kilkaset złotych mniej niż za najdroższą – mówi Jakub Nowiński z multiagencji Superpolisa Ubezpieczenia.

Ponad 2100 zł różnicy w cenie dla tego samego kierowcy…

Porównanie cen OC w różnych towarzystwach pozwala na znalezienie zarówno taniej, jak i bardzo drogiej oferty. Multiagencja Superpolisa Ubezpieczenia ustaliła to na przykładzie wyliczeń przeprowadzonych dla przykładowego kierowcy: 37-letniego właściciela volvo V70 III z 2012 r. o mocy 180 KM i pojemności 1.6l, który prawo jazdy ma od 12 lat, od 8 lat wykupuje ubezpieczenie OC i w tym czasie jeździł bez szkód. Składki sprawdzono w kilkunastu zakładach ubezpieczeń.

W Warszawie ten kierowca najtańsze ubezpieczenie kupiłby obecnie za 1064 zł, natomiast wybierając usługi jednego z konkurencyjnych towarzystw, musiałby zapłacić aż 3178 zł – to 2114 zł więcej! Rozpiętość cen w różnych firmach to reguła, od której nie ma wyjątków – każdy kierowca może spodziewać się skrajnie różnych pod względem składki ofert. Na potwierdzenie wyliczenia dla 45-letniego właściciela skody octavii z 2013 r., którego staż za kierownicą to 18 lat, OC kupuje od 10 lat i nie ma szkody na koncie. Przygotowaną dla niego propozycję najtańszej i najdroższej polisę dzieli obecnie w stolicy aż 895 zł. To mniej niż w pierwszym przypadku, ale wciąż blisko 900 zł…

Sytuacja prezentuje się tak samo niezależnie od miasta, w którym mieszka kierowca.

Dlaczego ceny OC tak bardzo różnią się od siebie?

Na cenę OC wpływ ma wiele parametrów dotyczących kierowcy i jego pojazdu. Do najważniejszych należą historia jazdy (liczba i data spowodowanych szkód), wiek kupującego polisę oraz pojemność silnika jego auta. Wszyscy ubezpieczyciele analizują te same kryteria, ale nadają im różną wagę. Poza tym prowadzą mniej lub bardziej restrykcyjną politykę kształtowania cen OC.

– Zbierane przez ubezpieczycieli informacje służą do oceny ryzyka spowodowania szkody przez danego kierowcę. Każda firma ustala własne zasady interpretacji pozyskanych danych i wyceny polisy na ich podstawie. Np. jedne firmy skłonne są stosunkowo tanio ubezpieczyć młodego kierowcę, a inne zaproponują mu zaporową cenę, ponieważ nastawiają się tylko na doświadczonych kierowców. Ilu ubezpieczycieli, tyle sposobów kalkulacji składek takiego samego przecież OC mówi Jakub Nowiński z Superpolisy Ubezpieczenia.

Istnieje również szereg innych zmiennych, które ubezpieczyciele mogą – ale nie muszą – uwzględniać przy kalkulacji cen OC. To chociażby wykonywany przez właściciela pojazdu zawód czy kolor karoserii auta. W sumie można wyszczególnić kilkadziesiąt kategorii danych, które w różnym stopniu wpływają na ostateczną składkę za ubezpieczenie.

– W rezultacie jeden kierowca dostaje bardzo zróżnicowane cenowo oferty, choć zawsze kupuje ten sam produkt. I w pewnym sensie to dobra informacja dla zmotoryzowanych, którzy mają pewność, że dzięki porównaniu różnych dostępnych na rynku ofert kupią OC na miarę swoich finansowych możliwości, czyli nie przepłacą – dodaje Jakub Nowiński.

 

Źródło: multiagencja Superpolisa Ubezpieczenia

 

 

Blog i towarzyszące mu kanały w mediach społecznościowych, najczęściej na Facebooku i Instagramie, to sposób na przedstawienie siebie, zaprezentowanie swoich pasji, wiedzy, opinii czy umiejętności. Dla większości jest to dodatkowe zajęcie, realizowane obok regularnej aktywności zawodowej. Blog może być także sposobem na biznes i dodatkowy zarobek. Bardzo pomocne w tym zakresie może okazać się dołączenie do programów afiliacyjnych, które w łatwy sposób pozwoli zarabiać na blogu.

Blogerzy coraz częściej wykorzystywani są w działaniach promocyjnych marek i stają się dla reklamodawców atrakcyjnymi wydawcami. Dzieje się tak, ponieważ rośnie świadomość potencjału, jaki się za nimi kryje. To setki, tysiące, a czasem nawet dziesiątki tysięcy osób, które każdego dnia śledzą poczynania blogera w jego kanałach społecznościowych. Dlatego też promocja w internecie coraz częściej wykracza poza mailingi czy bannery reklamowe w serwisach internetowych i przenosi się na blogi, vlogi czy odpowiadające im social media.

Wielu twórców jest zdania, że nie mają szans, aby zarabiać na swoim blogu. Uważają, że nie są wystarczająco atrakcyjni dla reklamodawców, ponieważ ich blog jest za mały albo zbyt niszowy, a zarabiać mogą tylko najwięksi i najbardziej znani. Nic bardziej mylnego. Największe zarobki odnotowują wprawdzie topowi twórcy, których działalność już dawno wyszła poza sam blog, jednak potencjał dla reklamodawcy może mieć każdy twórca, który dociera do określonych odbiorców odzwierciedlających z kolei grupę docelową danego produktu lub usługi – wyjaśnia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Jak budować markę bloga w oczach reklamodawcy?

By blog był atrakcyjny dla reklamodawcy, przede wszystkim musi budzić zainteresowanie potencjalnych klientów. Liczy się ciekawy i unikatowy content, który przyciągnie ich na bloga, ale przede wszystkim zachęci, aby na niego powracali. Blogowanie to tworzenie unikatowej więzi między twórcą, a odbiorcą.

Trzeba pamiętać, że blog musi być autentyczny i po prostu ciekawy, aby przyciągnął czytelników. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu tylko o statystyki, a więc liczby fanów i followersów w social mediach oraz unikalnych użytkowników na stronie. Bardzo ważne, aby budować zaangażowaną społeczność, która jest aktywna. Tylko taki odbiorca będzie naprawdę zainteresowany prezentowanym contentem, a więc także treściami reklamowymi – podkreśla Mateusz Łukianiuk.

Zaangażowani czytelnicy będą śledzić polecenia blogera, ufać im, a co za tym idzie, chętniej sprawdzą prezentowane przez niego produkty, a w konsekwencji je kupią.

Kogo reklamować?

Podobnie jak reklamodawcy nie powinni patrzeć tylko na listy TOP blogerów, tak również oni w ramach swojej działalności nie powinni ulegać wyłącznie magii dużych marek. Warto skierować swoją uwagę w kierunku mniejszych, krajowych czy lokalnych sklepów, ponieważ coraz więcej konsumentów szuka właśnie unikatowych ofert i produktów. Według badania e-Commerce Polska 2015, aż 64% respondentów deklaruje, że łatwość znalezienia rzadkich i specjalistycznych produktów motywuje ich do kupowania online. Poszukują ich właśnie w sieci, a niemal jedna trzecia deklaruje, że regularnie przegląda blogi.

Jak dobierać promowane produkty?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że wybór promowanych produktów nie powinien być kwestią przypadku, a efektem dokładnej znajomości profilu czytelników. Tylko produkt dopasowany do ich potrzeb ma szansę wzbudzić zainteresowanie, które przełoży się na późniejszy zakup.

Rekomendacje blogera powinny być wiarygodne, dlatego też warto by decydował się na współpracę z takimi markami, którym sam by zaufał i za ambasadora których chciałby uchodzić. Po prostu to, co promuje, powinno pasować do profilu bloga, który prowadzi. Nie ma sensu na siłę pisać o kuchni, jeśli do tej pory nasza uwaga skupiała się na modzie i właśnie wokół takiej tematyki zbudowaliśmy społeczność naszych fanów.

Dlaczego warto postawić na afiliację?

Twórcy blogów czy vlogów to coraz prężniej rozwijająca się grupa wśród wydawców w sieciach afiliacyjnych.

Ostatnie 2-3 lata to znaczny wzrost aktywności blogerów w ramach programów afiliacyjnych i zainteresowania ich działalnością ze strony reklamodawców. Obie strony coraz chętniej nawiązują współpracę, rośnie też świadomość możliwości – komentuje Mateusz Łukianiuk. Na ten moment w sieci Awin działa ponad 200 blogerów i z naszych obserwacji wynika, że bardzo dobrze radzą sobie w zarządzaniu swoją obecnością w programach afiliacyjnych – podkreśla Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Zapisanie się do programów afiliacyjnych to duża korzyść dla blogera. Przede wszystkim może on elastycznie dobierać promowane produkty, mając dostęp do setek możliwości.

Program nie obliguje do konkretnej częstotliwości umieszczania reklam. Jeśli akurat nic nie pasuje do nowego wpisu, po prostu z niego nie korzystamy. Tym samym bloger może dobierać promowane produkty do tworzonych przez siebie treści, a nie tworzyć je pod określone marki.

Afiliacja to także łatwy sposób działania, który ogranicza zaangażowanie po stronie blogera. Do programu można dołączyć w zaledwie kilka minut, wypełniając formularz online, a następnie wybierając już interesujący nas produkt i generując link afiliacyjny – podkreśla Mateusz Łukianiuk. W sytuacji, gdy bloger angażuje się w promocję kilku marek, formalności związane z płatnościami załatwia za niego sieć. Gdyby z każdą z tych marek działał indywidualnie, byłby to długi proces związany z umowami i ustalaniem warunków. Tu wystarczy tylko kilka kliknięć na dedykowanej platformie – dodaje.

Afiliacja to zerowe ryzyko dla blogera i brak kosztów po jego stronie. Wystarczy tylko, że w ramach opisywanego produktu wstawi link afiliacyjny, przekierowujący na stronę sklepu lub doda baner. Jeśli czytelnicy będą korzystać z linku i wygenerują sprzedaż, bloger zarobi prowizję. Jeśli nie, niczego nie straci, ponieważ nie był do niczego zobligowany, a rozliczenia odbywają się najczęściej na zasadzie CPS, czyli prowizji od sprzedaży.

W kontekście blogerów warto zaznaczyć, ze należą oni do tzw. wydawców contentowych. Pełnią bardzo ważną rolę w ścieżce zakupowej klienta, ponieważ dostarczają mu wiedzy o produkcie, jednak konwersja w ich przypadku pozostaje na niskim poziomie. Dlatego też sieci takie jak nasza wprowadzają tzw. asysty sprzedaży, czyli możliwości sprawdzenia nie tylko, którzy wydawcy w programie partnerskim doprowadzili do zakończenia transakcji, ale też którzy asystowali przy niej, będąc jednym z punktów na ścieżce konwersji. Narzędzie Assists pozwala na mierzenie wpływu wszystkich wydawców i wynagradzanie także tych partycypujących w sprzedaży – wyjaśnia Mateusz Łukianiuk.

Działając w afiliacji nie warto ograniczać się tylko do jednego programu, ale działać jednocześnie w kilku, aby móc w pełni wykorzystać ich potencjał i elastycznie dobierać odpowiednie do swojego bloga marki.

 

Źródło: Awin

Rozpoczynający się rok szkolny 2017/2018 to przede wszystkim wchodząca w życie reforma edukacji. Jak bumerang powraca również temat bezpieczeństwa w szkołach. Ze statystyk Ministerstwa Edukacji wynika, że co roku dochodzi do tysięcy wypadków podczas szkolnych zajęć – najczęściej w podstawówkach i gimnazjach. Wizyty u lekarza czy leczenie nawet drobnych urazów mogą nadwyrężyć domowy budżet – aby się przed tym uchronić, rodzice sięgają po ubezpieczenie NNW. Jak wybrać właściwą polisę i czy zawsze ubezpieczenie kupowane przez szkołę to najlepsza opcja?

Początek roku szkolnego przynosi wiele wyzwań zarówno dla rozpoczynających naukę dzieci, jak i ich rodziców. Wrzesień to miesiąc, na który przypada większość wydatków związanych z edukacją – sam koszt wyprawki szkolnej to średnio kilkaset złotych. Zakup polisy może wydawać się niepotrzebnym obciążeniem, jednak w rzeczywistości takie ubezpieczenie chroni przed znacznie większymi kosztami.

Grupowa czy indywidualna – jaką polisę wybrać?

Największą popularnością wśród rodziców cieszą się ubezpieczenia grupowe, które zazwyczaj są proponowane przez szkołę na początku roku. Pod względem ekonomicznym takie polisy bywają najkorzystniejszym wyborem – duże podmioty, które wykupują jednocześnie kilkadziesiąt, czy nawet kilkaset polis są w stanie wynegocjować z towarzystwem ubezpieczeniowym niższe stawki.

– „Z jednej strony ubezpieczenie oferowane przez szkołę to wybór, który nie nadwyręży przesadnie domowego budżetu. Z drugiej jednak, rodzice mają niewielki wpływ na kształt umowy, co często okazuje się problematyczne – zwłaszcza w kontekście sumy ubezpieczenia. W przypadku polis grupowych bywa ona niewystarczająca, gdy zachodzi konieczność bardziej skomplikowanego leczenia. Z tego względu, niektórzy wybierają dla swoich pociech polisy indywidualne. Nadal jest to jednak niewielki odsetek wszystkich ubezpieczeń NNW – wielu rodziców nie wie, że aby skorzystać z ubezpieczenia nie trzeba decydować się na ofertę proponowaną przez szkołę, a można dobrać ją samodzielnie” – mówi Maciej Kuczwalski, ekspert CUK Ubezpieczenia.

Sprawdź, co obejmuje ubezpieczenie szkolne

Większość polis NNW dla dzieci i młodzieży szkolnej zabezpiecza przed finansowymi konsekwencjami chorób, które zostały zdiagnozowane podczas trwania ochrony ubezpieczeniowej oraz nieszczęśliwych wypadków, które miały miejsce nie tylko podczas zajęć szkolnych, lecz także w drodze do szkoły, na wycieczce, czy w domu. Poszczególne oferty różnią się między sobą ceną i zakresem ubezpieczenia.

– „Najbardziej podstawowy wariant polisy zawiera zazwyczaj odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu poniesiony w wyniku nieszczęśliwego wypadku, częściowy zwrot kosztów leczenia czy koszty nabycia wyrobów medycznych. Klienci często decydują się na rozszerzenie polisy – może ona wówczas objąć koszty domowych wizyt lekarskich, zakupu wózka inwalidzkiego w przypadku inwalidztwa, koszty leczenia stomatologicznego, czy nawet operacji plastycznych, które przeprowadzono w następstwie nieszczęśliwego wypadku. Większość towarzystw ma w swojej ofercie kilka wersji ubezpieczenia szkolnego, które niekiedy różnią się między sobą jedynie niuansami. Przed zdecydowaniem się na konkretną polisę warto zatem dokładnie porównać oferty bezpośrednio u doradcy” – dodaje Maciej Kuczwalski.

Na co może liczyć ubezpieczony, gdy dojdzie do wypadku?

Wysokość świadczenia zależy od stopnia poniesionego uszczerbku na zdrowiu. Ubezpieczyciel ustala go na podstawie zebranej od klienta dokumentacji medycznej, którą porównuje następnie z tabelą uszczerbków. – „Sposób wyliczania wysokości świadczenia często jest skomplikowany i pozostaje niezrozumiały dla klientów. Suma, którą otrzyma ubezpieczony, jest zależna od szeregu czynników – w niektórych polisach jest ona stała, w innych wyliczana odrębnie dla każdego rodzaju ryzyka ubezpieczeniowego. W przypadku niektórych rozszerzonych wariantów polis świadczenie może zostać powiększone o tzw. współczynnik progresji, czyli im wyższy uszczerbek, tym wyższe odszkodowanie. Przed podpisaniem umowy warto dokładnie zapoznać się z ogólnymi warunkami ubezpieczenia, żeby wybrać najkorzystniejszą wersję polisy” – radzi Maciej Kuczwalski.

O czym warto pamiętać – nawet najszerszy z możliwych wariantów ubezpieczenia nie obejmuje sytuacji zawinionych przez ubezpieczonego. Ubezpieczyciele zrzekają się odpowiedzialności np. za zdarzenia powstałe w wyniku przestępstwa czy prowadzenia pojazdu przez ubezpieczonego nieposiadającego uprawnień. – „Zwróćmy uwagę, że wyłączenia ubezpieczeniowe mogą dotyczyć także wypadku w wyniku jazdy rowerem po drodze publicznej przez dziecko do 10 roku życia, jeżeli nie było pod opieką osoby dorosłej. Także wyczynowe uprawianie sportu bardzo często bywa wyłączone spod ochrony ubezpieczeniowej” – dodaje ekspert.

Systemowa walka o bezpieczeństwo w szkołach

Co roku w polskich szkołach dochodzi do tysięcy wypadków. Ministerstwo Edukacji Narodowej podaje, że prawie połowa z nich ma miejsce w podstawówkach, a jedna trzecia w gimnazjach. Urazy najczęściej związane są z aktywnością fizyczną – miejsca, w których statystycznie dzieci są najbardziej narażone na wypadek, to sala gimnastyczna i boisko lub plac zabaw. Kwestia bezpieczeństwa dzieci w placówkach edukacyjnych i poza nimi, jest przedmiotem działań zarówno po stronie samorządów, pracowników oświaty, jak i Ministerstwa Edukacji. Obecnie realizowany jest program „Bezpieczna+”, który w czerwcu ubiegłego roku przyjęła Rada Ministrów. Postuluje on podniesienie kompetencji pracowników szkół oraz uczniów w zakresie rozpoznawania zagrożeń oraz zapobiegania sytuacjom kryzysowym.

– „Czas pokaże, czy te działania przyniosą pozytywne zmiany w zakresie zmniejszenia liczby wypadków z udziałem dzieci. Jedno wydaje się pewne – nieszczęśliwych zdarzeń nie da się całkowicie wyeliminować – dzieci pozostaną dziećmi – a więc będą ruchliwe i czasem trudne do upilnowania. Nie wszystkim wypadkom da się zapobiec, dlatego wielu przezornych rodziców decyduje się na zakup polisy szkolnej. Naprzeciw ich potrzebom wychodzą ubezpieczyciele. Co roku we wrześniu wielu z nich przygotowuje oferty specjalne i promocje ubezpieczeń szkolnych. Przykładem jest ubezpieczenie Edu Plus w InterRisk, które we wrześniowym produkcie miesiąca CUK można kupić z 20% rabatem” – mówi Maciej Kuczwalski.

 

Źródło: CUK

Tempo wzrostu szwajcarskiej gospodarki jest najniższe od apogeum kryzysu finansowego. Chociaż słabe dane o PKB wynikają częściowo z czynników przejściowych, to mogą przedłużyć okres ekstremalnie niskich stóp procentowych, a także przyczynić się do dalszego spadku wartości franka – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Publikacja szwajcarskiego PKB zaskoczyła prawdopodobnie większość ekonomistów na świecie. Wzrost tej gospodarki w drugim kwartale wyniósł tylko 0.3 proc. rok do roku (r/r). To nie tylko wyraźnie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się wyniku na poziomie 1.0 proc. r/r.  Był to również jeden z najsłabszych odczytów w ostatnich dekadach i równy temu obserwowanemu w czwartym kwartale 2008 r., czyli w szczycie kryzysu finansowego. Co jednak spowodowało tak słabe wyniki jednego z najbogatszych krajów świata?

Skąd tak fatalne wyniki?

Przy wzroście gospodarczym strefy euro w granicach 2 proc. i rosnącemu prawdopodobieństwu osiągnięcia przez obszar wspólnej waluty wyniku najlepszego od dekady, tak niskie tempo przyrostu PKB w silnie uzależnionej od koniunktury zewnętrznej Szwajcarii może dziwić. Warto jednak zauważyć, że na zły rezultat złożyło się kilka czynników.

Po pierwsze, Sekretariat Stanu do Spraw Gospodarczych (SECO) zrewidował dane za poprzednie lata, co zmieniło punkt odniesienia dla ostatniej publikacji. Drugą ważną kwestią jest dość silna zmienność w wynikach szwajcarskiego handlu zagranicznego. W 2016 r. eksport usług wzrósł o 7.9 proc., w tym w czwartym kwartale aż o 13.3 proc. r/r. Z kolei w okresie marzec-czerwiec br. było to już tylko 0.4 proc. r/r. Natomiast import usług zwiększył się zdecydowanie bardziej niż eksport i wyniósł +4.1 proc. Z kolei zapotrzebowanie na szwajcarskie towary za granicą zmniejszyło się w porównaniu do drugiego kwartału 2016 r. o 1.3 proc., podczas gdy import podniósł się o 2.5 proc. W rezultacie handel zagraniczny miał silny, negatywny wpływ na PKB w ostatnim odczycie, chociaż prawdopodobnie jest to efekt krótkotrwały.

Pomijając jednak kwestie wymiany handlowej czy rewizji danych, pojawiają się także sygnały nieco gorszej wewnętrznej kondycji gospodarki. W porównaniu do pierwszego kwartału spada tempo wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych (z 1.5 do 1.3 proc r/r) oraz wydatków sektora publicznego (z 1.7 do 1.6 proc. r/r.). Zauważalnie obniżyło się również tempo przyrostu inwestycji. Jeszcze w czwartym kwartale 2016 r. wynosiło ono 4.4 proc., a obecnie już tylko 1.9 proc.

Stopy procentowe bez zmian i tańszy frank

Mimo że wyraźne spowolnienie wzrostu PKB jest prawdopodobnie przejściowe, to jednak powinno ono wpłynąć na decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Jeszcze w czerwcu br. władze monetarne oczekiwały, że gospodarka urośnie w 2017 r. o 1.5 proc. W ciągu dwóch pierwszych kwartałów wzrost wyniósł około 0.5 proc r/r. Jest więc niezwykle mało prawdopodobne, by kolejne miesiące odrobiły straty z pierwszej połowy roku zwłaszcza, że np. sprzedaż detaliczna w lipcu spadła o 0.7 proc. r/r.

Dotychczasowe wyniki prawdopodobnie sprawią, że SNB zrewiduje w dół szacunki wzrostu PKB na 2017 r. podczas zaplanowanego na 14 września posiedzenia. Ponieważ również nie ma poważniejszego przyspieszenia inflacji (0.5 proc r/r), to niewykluczone, że władze monetarne jasno dadzą do zrozumienia, że stopy procentowe pozostaną na ujemnym poziomie (-0.75 proc.) dłużej niż wcześniej oczekiwano. Biorąc pod uwagę wpływ części odsetkowej na wysokość ich raty, jest to pozytywna informacja dla tych którzy spłacają kredyty frankowe.

Bardziej łagodna polityka pieniężna może być także korzystna w kontekście samej wyceny franka. Dobra kondycja gospodarcza strefy euro, a także innych wiodących gospodarek świata połączona z rosnącą inflacją na obszarze wspólnej waluty oraz prawdopodobnym wychodzeniem z łagodnej polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinny zmniejszać atrakcyjność franka w relacji do zagranicznych walut, w tym do złotego.

W rezultacie więc zaburzenie w odczytach szwajcarskiego PKB może przedłużyć trend ekstremalnie niskich stóp procentowych oraz słabość franka. Jest to więc idealny scenariusz dla spłacających kredyty denominowane w tej walucie, zwłaszcza że stosunkowo dobra kondycja gospodarcza w Polsce podtrzymuje także perspektywę względnie silnego złotego. Niewykluczone więc, że niedługo frank powróci do ok. 3.50 zł, czyli do poziomu sprzed tzw. „czarnego czwartku”.

 

Autor:  Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Europejska organizacja biznesu BussinesEurope, której członkiem jest Konfederacja Lewiatan,  wystosowała list do przewodniczącego Komisji Europejskiej w sprawie scenariuszy rozwoju Unii Europejskiej. Wskazuje w nim ambitne cele dla naszego kontynentu.

Europa stanowi jedno z tych miejsc na świecie, w których się najlepiej żyje, pracuje i prowadzi działania biznesowe. I nie jest to zwykły przypadek. Unia Europejska sprawiła, że europejski sposób życia stał się możliwy.

W liście do Jeana-Clauda Junckera, przewodniczącego Komisji Europejskiej, BusinessEurope wraz ze wszystkimi swoimi federacjami członkowskimi, napisała że mocno wspiera projekt europejski. Co więcej, byliśmy w czołówce podczas tworzenia projektu europejskiego od samego początku. Szczerze wierzymy, że doskonalenie i dostosowywanie projektu europejskiego jest nieustannym procesem. Nie ulega żadnej wątpliwości, że Europa musi być miejscem, w którym razem znajdujemy odpowiedzi na wspólne, nurtujące nas problemy.

Biorąc pod uwagę różne scenariusze przedstawione w Białej Księdze Komisji Europejskiej dotyczące przyszłości Europy oraz w kolejnych księgach refleksyjnych, BusinessEurope pracuje nad scenariuszem biznesowym zatytułowanym: „Droga naprzód: wizja biznesu dla przyszłości Unii Europejskiej”.

BusinessEurope i jej federacje członkowskie mają ambitny cel dla Europy. Uważamy, że aby iść naprzód, musimy skoncentrować się na podstawowych elementach ze scenariusza 4 „robić mniej a bardziej wydajnie” oraz wybranych aspektach scenariusza 5 „robić o wiele więcej razem”, odzwierciedlając perspektywę długoterminową.

Ponadto niektóre elementy scenariusza 3 „ci, którzy chcą więcej, robią więcej” mogłyby zostać wykorzystane jako instrument i proces. Jednakże powinien on mieć charakter wyjątkowy, w pełni uwzględniać zasady Traktatu oraz być otwartym dla wszystkich członków. W żadnym wypadku nie może tworzyć barier, ani też zagrażać właściwemu funkcjonowaniu rynku jednolitego UE ani jego czterem wolnościom.

BusinessEurope i jej federacje członkowskie zgodnie wyrażają poparcie dla projektu integracji europejskiej w oparciu o wspólne wartości europejskie i są gotowe przyczyniać się do jego ciągłego postępu.

 

Źródło: Konfederacja Lewiatan

W ocenie sytuacji na rynku pracy wciąż jeszcze przeważa zdecydowany optymizm, jednak coraz głośniej mówi się także o pojawiających się negatywnych konsekwencjach narastającej nierównowagi, wynikającej z niedoboru pracowników.

W pierwszych trzech miesiącach 2017 r. powstało 225,5 tys. nowych miejsc pracy, najwięcej od dziesięciu lat. Drugi kwartał przyniósł kontynuację pozytywnej tendencji, a osiągnięty wynik był najwyższy od siedmiu lat. Jest też jednak w tym obrazie druga strona medalu. To sięgająca około 120 tys. liczba etatów czekających na pracowników. Tak dużego deficytu rąk do pracy nie notowano od 2008 r. Zjawisko to nasiliło się bardzo wyraźnie w tym roku. W drugim kwartale nieobsadzonych było 122 tys. etatów, o prawie 30 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o dwie trzecie więcej niż w drugim kwartale 2015 r. Jednocześnie nieobsadzonych było 24,7 tys. nowo utworzonych miejsc pracy. Wraz z poprawiającą się koniunkturą firmy coraz chętniej więc powiększają swój potencjał produkcyjny, ale coraz poważniejeszą barierą staje się brak kandydatów do pracy. W ostatnich latach liczba bezrobotnych spadła do poziomu najniższego w historii, a aktywizacja osób niepracujących dokonuje się w skali daleko niewystarczającej i raczej symbolicznej. Receptą na rozwiązanie kłopotów przedsiębiorców jedynie w niewielkim stopniu może stać się podwyższanie wynagrodzeń. Problem leży bardziej w niedopasowaniu popytu i podaży na rynku pracy, wynikającym zarówno z kwalifikacji i kompetencji, jak i nadążaniu za szybkimi zmianami koniunktury.

Najmocniej nierównowaga ujawnia się w głównych sektorach gospodarki. W przetwórstwie przemysłowym liczba wolnych etatów przekroczyła w drugim kwartale 32 tys., co w porównaniu do ubiegłego roku stanowi wzrost o 46 proc. W 2015 r. wakatów było zaledwie 16,9 tys., czyli o niemal połowę mniej niż obecnie. Z rosnącymi kłopotami ze znalezieniem pracowników od trzech lat boryka się handel. Niedobór przekracza 18 tys. osób i utrzymuje się na tym poziomie już od połowy ubiegłego roku. Największy skok liczby nieobsadzonych miejsc pracy ma jednak miejsce w budownictwie. W 2015 r. wynosił on niewiele ponad 7 tys., a obecnie sięga prawie 19 tys., czyli wzrósł prawie trzykrotnie. W większości pozostałych sektorów gospodarki sytuacja jest znacznie bardziej ustabilizowana i nie widać większych zmian. Utrzymuje się w nich niewielka, sięgająca po kilka tysięcy liczba wolnych miejsc pracy, a więc można mówić o względnej równowadze, choć przedsiębiorcy sygnalizują także trudności z pozyskaniem głównie wysoko wykwalifikowanych pracowników o specyficznych kompetencjach.

Autor: Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

 

Audi i HERE Technologies kontynuują integrację swych usług z myślą o jeszcze większych korzyściach dla klientów. W nowym, luksusowym sedanie Audi A8, cztery pierścienie oferują cały wachlarz rozwiązań technicznych i usług przygotowanych przez HERE, którego głównym zajęciem jest projektowanie i przygotowywanie map nawigacji. Audi oraz kilka innych koncernów samochodowych, są udziałowcami HERE. Obie strony kreślą śmiałe plany współpracy w przyszłości.

Postęp widać najlepiej na przykładzie widoku map z bezpośrednim wprowadzaniem celu: Najnowsza wersja modułowej platformy infotainment Audi (MIB2+) oferuje mapy nawigacji z o wiele dokładniejszą grafiką. Na mapach, z detalami widać precyzyjne, trójwymiarowe modele miast całego świata oraz realistyczne obrazy wielu budynków.

Jednym z najbardziej spektakularnych rozwiązań jest nowa nawigacja hybrydowa. Kalkulacja trasy następuje tu przede wszystkim online – na serwerach HERE, ale jednocześnie również w urządzeniu na pokładzie samochodu. Bierze ona pod uwagę całościowy obraz ruchu drogowego w danym regionie. System rozpatruje dodatkowo zdarzenia dalekie od planowanej trasy, z racji tego, że potencjalnie mogą one mieć na nią wpływ. Informacje są ciągle uaktualniane, w określonych, krótkich odstępach czasu. Do transferu danych pomiędzy samochodem, a serwerami HERE, używany jest najszybszy obecnie standard przesyłu LTE Advanced. Ciągła wymiana informacji oraz potężna moc obliczeniowa serwerów HERE, kreuje zupełnie nowe możliwości: gdy kierowca zobaczy na swej nawigacji, że jakiś odcinek drogi po której się porusza jest zablokowany, może szybko i bezpośrednio wyszukać lokalny objazd. Jeśli natomiast chce zmienić drogę, którą sugeruje nawigacja, może powiększyć obraz i po prostu przesunąć ślad trasy palcem na ekranie.

Nowa aplikacja na smartfona myAudi, również używa nawigacji HERE i bezprzewodowo, w chmurze synchronizuje cele nawigacji i ulubione punkty zaznaczone zarówno w smartfonie, jak i w samochodzie. Funkcja taka umożliwia klientowi wprowadzenie punktu docelowego nawigacji do swojego smartfona, jeszcze zanim zajmie miejsce za kierownicą samochodu. Aplikacja myAudi prowadzi kierowcę do auta, system nawigacji bez zbędnych dodatkowych procedur kontynuuje wyznaczanie trasy podczas jazdy, a aplikacja ponownie prowadzi kierowcę do celu już po zatrzymaniu pojazdu.

Oprogramowanie nawigacji samochodowej korzysta z baz danych HERE i również przetwarza informacje o przebiegu trasy. Analizie podlegają: ilość i kierunek pasów ruchu, krawędzie jezdni, zakręty, zjazdy i podjazdy, skrzyżowania, węzły autostradowe, ronda i ograniczenia prędkości. Dane wykorzystywane są następnie przez różne systemy bezpieczeństwa, wsparcia i wydajności, takie jak np. predyktywny, adaptacyjny tempomat (pACC) czy predyktywny asystent wydajności PEA. Dane przetwarza też centralny sterownik systemów wsparcia kierowcy (zFAS). Otrzymuje on z systemu nawigacji dane dotyczące dróg po których porusza się pojazd, porównuje je z danymi zbieranymi przez czujniki pokładowe, a wyniki takiej operacji determinują np. prawidłową pozycję auta na obranym pasie ruchu. Mapy nawigacji w nowym Audi A8 są aktualizowane co trzy miesiące, z wykorzystaniem stałego połączenia internetowego.

W przewidywalnej perspektywie czasowej, Audi wraz z HERE pracować będą nad systemem informacji o znakach drogowych i o potencjalnych niebezpieczeństwach, czyli nad usługami car-to-X będącymi częścią gamy serwisów Audi connect. Już teraz, modele A4, A5, Q5 i Q7, wykorzystując swe czujniki pokładowe, zbierają informacje dotyczące ograniczeń prędkości i punktów niebezpiecznych. Informacje te są gromadzone na serwerach Audi, przetwarzane i następnie udostępniane kierowcom Audi.

Pod koniec roku 2015, HERE Technologies – jeden z wiodących producentów oprogramowania dla map nawigacji – został kupiony od Nokia Corporation przez konsorcjum koncernów motoryzacyjnych: Audi AG, BMW Group i Daimler AG. HERE, to tzw. otwarta platforma, zatrudniająca obecnie ok. 8 tys. osób na całym świecie. Od chwili przejęcia firmy przez konsorcjum, stale poszerza ona swą sieć współpracy z innymi podmiotami IT, partycypując m.in. w partnerstwach strategicznych.

Jednym z wiodących projektów HERE jest HD Live Map (aktualizowana na bieżąco mapa nawigacji o wysokiej rozdzielczości). Jest ona cyfrową bazą dla jazdy autonomicznej w przyszłości. Nowa platforma gromadząca dane opisuje przestrzeń ruchu samochodowego w postaci bardzo precyzyjnych, trójwymiarowych modeli. Dokładność map sięga raczej centymetrów niż metrów, a obraz jest raczej dynamiczny niż statyczny. Mapa HERE HD Live map jest obecnie w fazie konfiguracji, ale nowe Audi A8 jest już przygotowane do implementacji tego rozwiązania.

 

Źródło: Grupa Audi

O ponad 27 tys. wzrosła w II kwartale br. liczba wolnych miejsc pracy – podał dzisiaj GUS  w raporcie „Popyt na pracę w II kwartale 2017 r.” Dane te mają pozytywny wydźwięk.  Jednak niepokoić musi fakt, że główną przyczyną rosnącej liczby wolnych miejsc pracy jest niska aktywność zawodowa Polaków, a nie dynamiczny wzrost nowotworzonych etatów.

W końcu II kwartału 2017 r. liczba wolnych miejsc pracy w firmach zatrudniających co najmniej 1 osobę wynosiła 122 tys. i w porównaniu z II kwartałem ubiegłego roku wzrosła o 27,7 tys., tj. o 29,4%. Analizując te dane resort rodziny, pracy i polityki społecznej ma powód do radości. Bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, rośnie produkcja i liczba wolnych miejsc pracy.  Pracodawcy spoglądają jednak na te dane z pewnym niepokojem. W II kwartale 2017 roku utworzono o 26,8% mniej nowych miejsc pracy w porównaniu z I kwartałem, i tylko o 3,6% więcej niż w II kwartale ubiegłego roku. Wzrost wolnych miejsc pracy przy jednocześnie niezmieniającej się liczbie nowotworzonych etatów oznacza kurczącą się podaż pracowników. Potwierdzają to opublikowane w tym tygodniu dane dotyczące bezrobocia.  Pomimo spadku liczby bezrobotnych, stopa bezrobocia rejestrowanego nie zmieniła się. Przyczyną jest zmniejszenie się liczby ludności aktywnej zawodowo.

Najwięcej nowych miejsc pracy powstało w sekcjach gospodarki związanych z przetwórstwem  przemysłowym, informacją i komunikacją oraz handlem i naprawą pojazdów samochodowych. Na nowotworzonych stanowiskach najbardziej poszukiwani byli specjaliści oraz wykwalifikowani robotnicy. A to oznacza rosnący popyt na pracowników posiadających kwalifikacje potrzebne do rozwoju. Dlatego też jednym z czynników ograniczających inwestycje firm jest obawa o brak kadry, która będzie w stanie wspierać rozwój biznesu. I o tym coraz głośniej mówią pracodawcy. Kurcząca się podaż pracowników jest także realnym zagrożeniem dla innych branż. Szczególnie branża budowlana, która powoli budzi się po słabej pierwszej połowie roku, boryka się z brakiem pracowników.  Na ponad 18 tys. wolnych miejsc pracy tylko 2 tys. to nowoutworzone stanowiska. W innych branżach pracodawcy także mówią o brakach kadrowych i coraz trudniejszej rekrutacji pracowników. Przyczyną  jest spadek liczby osób gotowych do pracy.

Dlatego kluczowa dla przyszłości rynku pracy i rozwoju  firm jest odpowiedzialna, długoterminowa polityka aktywizująca pracowników. Obniżenie wieku emerytalnego może zniechęcić osoby z doświadczeniem zawodowym do pozostania na rynku pracy. Odpowiedzialnym działaniem państwa, jest tworzenie stabilnego i długoterminowego otoczenia stymulującego rozwój firm.  Powinniśmy tworzyć warunki do tego, aby ludzie jak najdłużej zostawali na rynku pracy, zachowując równowagę pomiędzy życiem zawodowym i osobistym. Zamiast ich wypychać  z rynku pracy należy tworzyć mechanizmy i elastyczne warunki pracy, które pozwolą im pozostać w firmach, dzielić się wiedzą, szkolić młodych pracowników, czy opiekować się praktykantami.

Szansą dla naszego rynku pracy jest aktywizacja osób niepełnosprawnych. W tym zakresie jest  wiele do zrobienia, m. in. korzystniejsze finansowanie  kwalifikacyjnych kursów zawodowych.

Podaż pracowników zwiększyłaby też odpowiedzialna polityka migracyjna oparta na idei „drenażu mózgów”, czyli tworzenia korzystnych warunków przyjazdu do Polski osób z pożądanymi przez pracodawców kompetencjami.

 

Komentarz  Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

O rozwoju myślą przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe, branża IT oraz bankowość i firmy z sektora produkcyjnego – wynika z najnowszego badania firmy rekrutacyjnej Antal wraz firmą doradczą  CBRE. Aż 60% badanych decydentów biznesowych ma w planach inwestycje w kadry.

Jakiego rodzaju inwestycji możemy się spodziewać na polskim rynku? Główne gałęzie inwestycji to nakłady na: technologie, kapitał ludzki, ofertę produktową i usługową oraz rozwój geograficzny. Według raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”  – opracowanego  przez Antal i CBRE, we współpracy z Adaptive, APIRE oraz BPCC – przedsiębiorcy planują przeznaczyć najwięcej środków na swoich pracowników.

Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie, szkolenia, ale też atrakcyjniejszą powierzchnię biurową czy niestandardowe benefity są w planach 60% badanych przedsiębiorstw. „To ważny sygnał dla rynku. Nie tylko pokazuje, że to kompetencje decydują o sukcesie i przewadze konkurencyjnej firm, ale też – że zarządzający mają tego pełną świadomość i będą podejmowali odpowiednie kroki, aby pozyskać i utrzymać w strukturach najlepszych pracowników” – zauważa Artur Skiba, prezes Antal. W ramach szeroko pojętych inwestycji w HR 78% decydentów planuje stworzenie nowych wakatów.  W tym aspekcie do liderów należą branże nowych technologii (IT – 91%, Internet, nowe media, e-commerce – 89%) oraz centra usług wspólnych – 87%.

Ponad połowa badanych decydentów biznesowych (58%) podejmuje kroki w kierunku wzbogacenia oferty o nowe produkty lub usługi. W technologię z kolei planują inwestować przede wszystkim przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową. „Rola polskiego przemysłu produkcyjnego wobec nasycenia rynku niemieckiego, czeskiego i słowackiego staje się kluczowa w regionie CEE. Zaczynają powstawać u nas centra badawczo-rozwojowe, inwestuje się także w nowoczesne parki maszynowe” – wyjaśnia Roman Zabłocki, menedżer działu Engineering & Operations w Antal.

Tylko 16% firm planuje rozwój geograficzny, jednak to właśnie ten typ inwestycji wzbudza zazwyczaj najwięcej emocji, tak wśród samorządów lokalnych, jak i mieszkańców konkretnych regionów. Powody do radości mają tym razem Warszawa, Wrocław, Poznań oraz Łódź – respondenci badania wskazali jej jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla rozwoju swoich struktur.

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:

Poznanie korporacyjnych planów inwestycyjnych jest ważne dla oceny kondycji ekonomicznej państwa i nastrojów przedsiębiorców” – mówi Daniel Bienias, dyrektor zarządzający CBRE, partnera badawczego Antal. „Inwestorzy tworzą miejsca pracy, edukują pracowników, przynoszą najnowsze trendy, wpływają na rozwój miast, sektorów biznesu i przemysłu, podnoszą konkurencyjność i atrakcyjność ekonomiczną i społeczną kraju” – dodaje. Aby zaprezentować pełny obraz planów inwestycyjnych nie można pominąć żadnego z przedstawionych wyżej elementów. Dlatego autorzy raportu opracowali wskaźnik inwestycji, na który składają się wymienione typy inwestycyjne.

Antal Investment Index, na podstawie stosunku firm do różnych dziedzin inwestycji, pokazuje uśredniony poziom inwestycyjny, na jakim znajdują się poszczególne regiony czy branże. Dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny i rozwój produktów i usług, wskaźnik w sposób kompleksowy pozwala ocenić oraz porównać realny potencjał rozwojowy danych regionów czy branż. W tegorocznej, pierwszej edycji raportu AII wyniósł 45%. Najwyższym wskaźnikiem Antal Investment Index, przewyższającym średnią ogólnopolską, cechują się branże: Ubezpieczenia (56%), IT i Telekomunikacja (55%), Bankowość (53%), Produkcja przemysłowa (53%), Internet, nowe media, e-commerce, (53%), FMCG (50%), Handel detaliczny (48%). Badanie przeprowadzono także w sąsiednich krajach Europy Centralnej.

„Antal Investment Index dla Czech wynosi 49%, dla Słowacji 39%, dla Węgier 44%. Pokazuje to, że region Europy Centralnej dynamicznie się rozwija, a Polska ma w tym rozwoju istotne miejsce. Jesteśmy jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w oczach zagranicznych inwestorów. Brexit, poszukiwanie nowych rynków, ekspansja na Wschód – wszystkie te powody wymiernie przekładają się wysoką ocenę Polski w kontekście otwierania nowych oddziałów w oczach inwestorów zagranicznych” – podkreśla Daria Stefańska, menedżer Antal SSC/BPO.

 

Źródło: Antal

 

Eksperci

Gontarek: Pracodawcy intensywnie poszukują pracowników

Stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 7 proc., wobec 7,1 proc. w lipcu br. - podał GUS. Dobre dan...

Bugaj: Czekając na powrót inflacji

Tegoroczny wrzesień jak na razie zapisuje się w giełdowej historii bardzo spokojnie. Na rynkach utrz...

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

WIADOMOŚCI

CETA dobra dla polskich firm

Wczoraj weszła w życie unijno-kanadyjska umowa o wolnym handlu CETA. Negocjacje trwały ponad siedem ...

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...