piątek, Listopad 24, 2017
Home Archiwa 2017 Wrzesień 6

Dzienne archiwaWrz 6, 2017

W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o rosnących cenach nieruchomości. Rzeczywiście, dane pokazują, że od początku 2013 r. w niektórych miastach cena przeciętnego mieszkania wzrosła o ponad 50 000 zł. Expander zwraca jednak uwagę, że mimo to obecnie łatwiej jest nam kupić mieszkanie niż 4 lata temu. Po pierwsze, istotnie spadło oprocentowanie kredytów, a więc i ich raty. Po drugie, zarabiamy o 19% więcej. W rezultacie na ratę wydajemy średnio 24% dochodu, a nie 31% jak to było w 2013 r.

Może wydawać się dziwne, że ceny mieszkań zauważalnie rosną, a deweloperzy wciąż chwalą się rekordową sprzedażą. Częściowym rozwiązaniem tej zagadki są niskie stopy procentowe. Z jednej strony powodują one, że inwestorom dużo bardziej opłaca się zakup mieszkania i czerpanie zysków z jego wynajmu, niż wpłacenie pieniędzy np. na lokatę bankową. Z drugiej strony, niskie stopy procentowe sprawiły, że kredyty hipoteczne staniały.

Najniższe ceny mieszkań w ostatnich latach zanotowane zostały na początku 2013 r. Wtedy jednak średnie oprocentowanie kredytu (z 10% wkładem własnym) wynosiło aż 5,7%. Obecnie jest to tylko 4,11%. To powoduje, że choć mieszkanie jest droższe, to rata kredytu zaciągniętego na jego zakup jest w większości przypadków niższa (w 14 z 17 analizowanych miast).

Wynagrodzenia wzrosły aż o 19%

W dwóch miastach – Gdyni i Wrocławiu – ceny nowych mieszkań wzrosły tak mocno (o ponad 50 000 zł), że rata jest obecnie zbliżona do tej z 2013 r. Największe zwyżki zaobserwowaliśmy natomiast w Gdańsku. Nowy lokal o powierzchni 55 m2 zdrożał tam aż o 66 476 zł. To spowodowało, że mimo niższego oprocentowania, rata jest wyższa o 76 zł. Trzeba jednak dodać, że i tak łatwiej jest dziś kupić tam mieszkanie niż w 2013 r., gdyż zdecydowanie lepiej zarabiamy. Według GUS, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w omawianym okresie o 19%. To powoduje, że nawet jeśli rata wzrosła, to i tak wydajemy na nią mniejszą część dochodu niż w 4 lata temu.

Dla przykładu przyjmijmy, że nowe mieszkanie o przeciętnej powierzchni (55 m2) w Gdańsku chcą kupić małżonkowie. Oboje pracują i zarabiają pensję równą medianie wynagrodzeń w Polsce. Obecnie ich łączny dochód netto wynosi więc 5 108 zł. Oznacza to, że na ratę wydadzą 34% dochodu. Dla porównania, w 2013 r. ich rata byłaby o 76 zł niższa. Mimo to byliby w gorszej sytuacji, gdyż na jej opłacenie wydawaliby 38% dochodu – wtedy zarabiali bowiem 4 304 zł. Obecnie zakup mieszkania jest więc dla nich mniejszym obciążeniem.

Znacznie częściej stać nas na mieszkanie

Ze spadkiem udziału raty w dochodzie mamy do czynienia we wszystkich 17 analizowanych miastach. Największe znaczenie ma to jednak dla mieszkańców Warszawy, Poznania, Krakowa i Gdyni. W 2013 r. udział raty w stosunku do dochodu przekraczał tam bowiem 40%. To bardzo wysoki poziom, który powoduje, że część banków odmówiłaby im udzielenia kredytu na nasze przykładowe mieszkanie. Aby je kupić musieliby zdecydować się na mniejszy metraż. Obecnie ten stosunek we wszystkich analizowanych miastach jest niższy niż 40%. Nawet w Warszawie jest minimalnie poniżej tego progu.

 

Źródło: Lightscape

Nowa Mazda CX‑5 została uznana za jeden z najbezpieczniejszych samochodów rodzinnych, oferowanych aktualnie na rynku.

Euro NCAP — niezależna organizacja, badająca bezpieczeństwo nowych samochodów w Europie — przyznała nowej Mazdzie CX‑5 maksymalną ocenę pięciu gwiazdek za poziom bezpieczeństwa.

Decyzja była poprzedzona rygorystycznymi testami zderzeniowymi i oceną zaawansowanych systemów wspomagających kierowcę, które należą do standardowego wyposażenia nowego modelu. Nowa Mazda CX‑5, sprzedawana obecnie w całej Europie, uzyskała świetne wyniki w testach skuteczności ochrony dorosłych, dzieci i pieszych.

Jeff Guyton, prezes i dyrektor generalny Mazda Motor Europe, powiedział: „Bezpieczeństwo ludzi, którzy jeżdżą naszym samochodami oraz osób w ich otoczeniu jest dla nas bardzo ważne. Znajduje to odzwierciedlenie w znakomitej ocenie, aż pięciu gwiazdek, przyznanej przez Euro NCAP. Zdobycie tak wysokiej noty było możliwe dzięki poszerzonej gamie zaawansowanych rozwiązań technologicznych, wpisujących się w naszą filozofię proaktywnego bezpieczeństwa.

Nowa Mazda CX‑5 2017: oceny bezpieczeństwa Euro NCAP*

Pięciogwiazdkowy wynik jest uhonorowaniem pracy projektantów i konstruktorów Mazdy, którzy przygotowując nową Mazdę CX‑5 odrzucili wszelkie kompromisy. Najwyższa nota Euro NCAP potwierdza, że kierowcy kompaktowych SUV‑ów mogą zarówno korzystać z ponadprzeciętnej ochrony, dzięki filozofii proaktywnego bezpieczeństwa Mazdy, jak i cieszyć się inspirującą stylistyką KODO — Dusza Ruchu.

Nowa Mazda CX‑5 2017: Advanced Smart City Brake Support

Rozwiązanie Advanced Smart City Brake Support, należące do standardowego wyposażenia nowej Mazdy CX‑5 to rodzaj autonomicznego systemu hamowania awaryjnego. System ten aktywnie pomaga kierowcy w uniknięciu kolizji lub przynajmniej zmniejsza prędkość, przy której dochodzi do zderzenia, a tym samym ogranicza skalę urazów. System wykorzystuje kamerę, skierowaną na drogę przed pojazdem i działa przy prędkości od 4 do 80 km/h. Zadaniem systemu jest automatyczne zatrzymanie samochodu lub zmniejszenie prędkości w przypadku zagrożenia kolizją z innym pojazdem lub pieszym, który został zarejestrowany przez kamerę.

Nowa Mazda CX‑5 2017: nowy wymiar radości z jazdy

Mazda uważa, że kierowca powinien czuć się zespolony z pojazdem. Firma odwołuje się w tej kwestii do koncepcji Jinba-Ittai, a rozwiązania techniczne sprawiają, że nowa Mazda CX‑5 wyznacza nowe standardy satysfakcjonującej jazdy. Sztywniejsza konstrukcja nadwozia, udoskonalony układ kierowniczy, zawieszenie i hamulce oraz innowacyjny, komputerowo sterowany system G-Vectoring Control, poprawiający stabilność nadwozia i właściwości jezdne to rozwiązania, które nadają nowy wymiar pełnej satysfakcji z jazdy.

 

Od debiutu w 2011 r. do dziś Mazda sprzedała ponad 1,5 miliona egzemplarzy CX‑5. Na model ten przypada obecnie około 25% globalnej sprzedaży Mazdy.

* Wyniki testów bezpieczeństwa EURO‑NCAP nowej Mazdy CX‑5, przeprowadzonych w 2017 roku:

Ogólna ocena: Pięć gwiazdek (osoby dorosłe w pojeździe: 95% / dzieci w pojeździe: 80% / pieszy: 78% / systemy bezpieczeństwa: 59%); pełne wyniki testów Euro NCAP nowej Mazdy CX‑5 podano na stronie http://www.euroncap.com/en/

 

 

Nie dwa, jak obecnie, ale przez trzy lata osoby rejestrujące firmy będą opłacać niższe składki na ubezpieczenie społeczne – proponuje resort pracy.

Każdy Polak, który po raz pierwszy w życiu podejmuje decyzję o rozpoczęciu działalności gospodarczej zasługuje na wsparcie na starcie, polegające na obniżeniu składek na ubezpieczenie społeczne. Obecnie obowiązujące rozwiązanie, składki obniżone przez dwa lata, wprowadzono w okresie wysokiego bezrobocia. Wydłużenie do trzech lat ulgowych składek, w sytuacji dużego popytu na pracę, jest nieuzasadnione. Osoby, które nie mają predyspozycji do bycia przedsiębiorcą powinny szukać pracy najemnej.

Takie rozwiązanie jest niekorzystne. Po pierwsze osoby płacące niższe składki stanowią nieuczciwą konkurencję na rynku pracy – dla pozostałych osób samozatrudnionych i pracowników. Po drugie, z ulgi można korzystać wielokrotnie i osoby, które to uczynią nie zbiorą składek nawet na minimalną emeryturę, a to oznacza, że z naszych podatków będziemy dopłacać do ich świadczeń.

 

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Innowacyjność Polski rośnie nie tylko w skali całego kraju, ale również na poziomie regionalnym wskazują wyniki raportu „Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów 2017”. Na pierwszym miejscu rankingu znalazło się mazowieckie, jednak pozostałe województwa szybko nadrabiają dystans do lidera.

W czołówce województw o największym potencjale innowacyjności utrzymują się niezmiennie 4 województwa mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie oraz pomorskie. Są to regiony, w których dominującą rolę odgrywają aglomeracje miejskie warszawska, krakowska, wrocławska i trójmiejska. W ostatnim czasie można jednak zauważyć zmniejszenie dystansu między Mazowszem, a pozostałą trójką.

„Skrócenie dystansu do mazowieckiego wynika przede wszystkim z tego, że województwa małopolskie, dolnośląskie oraz pomorskie od kilku lat dynamicznie i relatywnie szybciej niż lider zestawienia, zwiększają wydatki na badania i rozwój, a także ilość osób pracujących w tym sektorze. Przyczyn zjawiska należy także upatrywać w silnym rozwoju innowacyjnego przemysłu i usług – mówi Adam Berent, dyrektor Departamentu Ratingu w Banku Millennium i jeden z autorów raportu. – Istotnym motorem rozwoju województw goniących Mazowsze są również aktywnie działające specjalne strefy ekonomiczne, które z sukcesem przyciągają kapitał. Kolejnym czynnikiem jest rozwój infrastruktury transportowej i edukacyjnej oraz coraz prężniej działające ośrodki przedsiębiorczości, takie jak centra transferu technologii i innowacji” – dodaje ekspert. 

Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów 2017

W porównaniu do ubiegłego roku większość województw (z wyjątkiem podkarpackiego, łódzkiego, śląskiego, lubuskiego i opolskiego) osiągnęło wyższą średnią punktów w 6 kategoriach składających się na potencjał innowacyjności. Co ciekawe w ciągu kilku ostatnich lat, największy rozwój potencjału innowacyjności osiągnęło województwo lubelskie. Swój awans zawdzięcza głównie rosnącej liczbie wydanych patentów (ponad trzykrotny wzrost w ciągu 5 lat). Dobre wyniki odnotowało również województwo podkarpackie. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jego skok w wydajności pracy. Wynika on z prowadzonej w regionie polityki inwestowania w innowacyjne branże, szczególnie w lotnictwo i kosmonautykę. 

Indeks Millennium 2017 i 2016 – porównanie wyników

Najniższe pozycje w rankingu zajęły województwa świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie i lubuskie. Jest to przede wszystkim wynik niskiej wydajności pracy, małych nakładów na badania i rozwój w relacji do PKB, małej liczby osób pracujących w tym sektorze, a także najniższej w kraju liczby studentów i wydanych patentów. Przyczyn zjawiska należy również szukać w relatywnie niskim uprzemysłowieniu tych regionów oraz słabym rozwoju sektora usług, infrastruktury transportowej, edukacyjnej i badawczo-rozwojowej. 

Indeks Millennium 2017 – 6 kryteriów innowacyjności

„Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów 2017” jest autorskim badaniem opracowanym przez analityków Banku Millennium z wykorzystaniem ostatnich dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego i bazy Pont Info. Wynik w rankingu powstał z sumowania wyników w 6 kategoriach, które według ekspertów banku w największym stopniu wpływają na potencjał innowacyjności regionów wydajność pracy, stopa wartości dodanej, wydatki na badania i rozwój (B+R), liczba studentów, liczba pracujących w B+R i liczba wydanych patentów. Tegoroczna edycja „Indeksu Millennium” została uzupełniona o analizę wyników województw w latach 2010 – 2015 oraz o porównania międzybranżowe.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

BiznesTuba.pl po raz kolejny wspiera konkurs Polish National Sales Awards, obejmując patronat medialny nad IX edycją. PNSA to unikalne przedsięwzięcie,  którego celem jest kształtowanie pozytywnych praktyk w sektorze sprzedaży oraz budowanie etosu profesjonalnego sprzedawcy. 

Kapitał wiedzy eksperckiej, jaki przez lata zgromadziła PNSA, jest doceniany w środowisku sprzedażowym. Z satysfakcją obserwujemy stale rosnące zainteresowanie kwestią etyki w sprzedaży, także wśród czytelników prasy i portali branżowych. Tym bardziej cieszymy się ze współpracy z portalem BiznesTuba.pl. Zaufanie ze strony mediów biznesowych jest dla nas potwierdzeniem faktu, że olbrzymi kapitał społeczny stworzony przez PNSA pozytywnie wpływa na kształtowanie się rynku – powiedziała Elżbieta Pełka, prezes Polish National Sales Awards.

Polish National Sales Awards jest najbardziej prestiżowym przedsięwzięciem sektora sprzedaży i obsługi klienta w Polsce. PNSA aktywnie kształtuje i promuje najwyższe standardy etyczne w sprzedaży. Dzięki unikalnej metodologii oraz wieloletniemu doświadczeniu ekspertów PNSA, organizacja od lat jest wyznacznikiem dobrych praktyk w branży. Filarem przedsięwzięcia jest przekonanie, że dobrze przeprowadzona sprzedaż gwarantuje wygraną dwóm stronom, a podstawą procesu są dobre, etyczne zachowania.

W długoterminowych umowach najmu powierzchni komercyjnych niejednokrotnie pojawiają się klauzule umowne przyznające najemcy prawo do przeniesienia praw i obowiązków na osobę trzecią. Takie przypadki mają miejsce w sytuacji gdy na rynku zauważalna jest nadpodaż powierzchni handlowych i najemca jest silniejszą stroną umowy. Na jej podstawie najemca – powołując się na zgodę jaką uzyskał przy zawarciu umowy – może doprowadzić do jednostronnej zmiany podmiotowej, czyli zastąpić dotychczasowego najemcę innym podmiotem. Czy takie klauzule są skuteczne oraz jakie niosą ze sobą zagrożenia?

Według obowiązującego w Polsce prawa, zmiany strony umowy można dokonać jedynie w drodze przelewu wierzytelności i przejęcia długu. Nie ma znaczenia czy nastąpi to w ramach jednej czynności czy też kilku. Konieczne jest natomiast, aby czynności prawne spełniały łącznie warunki wymagane przez prawo dla obu tych czynności.

Przy przeniesieniu przez najemcę ogółu praw i obowiązków zawsze konieczna jest zgoda wynajmującego. W tej sytuacji powstaje pytanie czy wynajmujący może już przy zawieraniu umowy najmu wyrazić taką zgodę i czy może mieć ona charakter blankietowy. Odpowiedź na to pytanie brzmi nie.

Z przepisów ogólnych kodeksu cywilnego wynika, że skuteczność przeniesienia ogółu praw i obowiązków z tytułu najmu wymaga zgody wynajmującego. Może być ona wyrażona jeszcze przed zawarciem umowy, ale nie powinna mieć charakteru blankietowego. Przyjmuje się, że taka zgoda musi więc odnosić się do konkretnej sytuacji. Wynajmujący musi ostatecznie wiedzieć na co wyraża zgodę.

Co więcej, zgoda wynajmującego na przejęcie długu powinna być uznana za bezskuteczną, gdy w chwili jej wyrażania wierzyciel (wynajmujący) nie wiedział, że przejmujący dług (nowy najemca) jest niewypłacalny. W przypadku zezwolenia blankietowego wykluczona jest możliwość zbadania wypłacalności przejmującego dług, który w chwili udzielania zgody nie jest jeszcze przecież znany. Stwarza to niebezpieczeństwo przejęcia długu przez podmiot, który nie jest w stanie zrealizować zobowiązania. Z tych samych powodów krytyczna ocena tego rodzaju zapisów ma odzwierciedlenie w orzecznictwie sądów powszechnych.

Klauzula umowna – zezwalająca najemcy na przeniesienie praw i obowiązków bez określenia podmiotu przejmującego – budzi istotne zastrzeżenia prawne. Zarówno ocena prawna, jak i wzgląd na konsekwencje tego rodzaju zapisów sprawiają, że tego rodzaju klauzule nie powinny być stosowane i traktowane jako skuteczne. Uzasadnionym prawnie interesem wynajmującego jest to, aby udzielana przez niego zgoda zawsze odnosiła się do konkretnego przypadku. Pozwala to wynajmującemu zabezpieczyć się przed negatywnymi konsekwencjami niekontrolowanej zmiany najemcy.

 

 

Autorem artykułu jest radca prawny Piotr Glonek z kancelarii Gardocki i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni

Rozwój przedsiębiorstwa i rosnąca liczba wystawianych faktur przychodowych oznacza też zwiększone zapotrzebowanie na bieżące środki i gotówkę. Kiedy jej brakuje firma wpada w kłopoty i wstrzymuje inwestycje, a czasem nawet wypłaty, chyba że zna sposoby zamiany należności na gotówkę.

Połowa firm w Polsce otrzymuje zapłatę za towar lub usługi z ponad 60-dniowym opóźnieniem (dokładnie 48 proc. wg badania Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor). Przedsiębiorcy w dodatku nie są nastawieni optymistycznie co do zmiany tej sytuacji w niedalekiej przyszłości.

Dla wielu małych i średnich firm dwa miesiące oczekiwania na własne, zarobione już pieniądze to horyzont czasowy niemożliwy do zaakceptowania. To skłania je do szukania rozwiązań pośrednich. Na szczęście, z roku na rok, dostęp małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z brakiem płynności finansowej, do różnych form finansowania jest coraz szerszy, a możliwości coraz większe.

Bank (czasem) pomoże

Sposobów pozyskania gotówki odpowiadającej należnościom na papierze jest kilka. Najlepiej znanym i najszerzej stosowanym jest kredyt na rachunku bieżącym służący do finansowania kapitału obrotowego. Szeroka dostępność usług bankowych i możliwość przebierania w ofertach to plusy takiego rozwiązania, ale są też wady. Taki kredyt jest dość drogi, a trzeba też pamiętać, że zmniejsza zdolność przedsiębiorcy do zaciągania kolejnych zobowiązań. W dodatku nie każda firma kredyt dostanie, dotyczy to szczególnie tych, rozpoczynających swoją biznesową drogę.

Innym rozwiązaniem jest kredyt ratalny, odpowiedni w przypadku inwestycji gwarantującej stabilne wpływy gotówkowe. Chociaż wady są podobne, jak przy większości innych form zaciągania zobowiązania kredytowego w instytucji finansowej, kredytem posiłkuje się ponad połowa  przedsiębiorców.

Gotówka za 3 miesiące… lub jutro

Dla firm, które mają dosyć regularne i przewidywalne spłaty należności oraz solidnych kontrahentów, korzystniejszym rozwiązaniem jest faktoring. To usługa polegająca na wykupie od przedsiębiorstwa przez wyspecjalizowaną instytucję finansową należności z tytułu sprzedaży towarów lub usług. Dzięki temu faktorant (czyli firma) otrzymuje gotówkę na poczet swoich faktur zaraz po ich wystawieniu – zazwyczaj w ciągu doby. Przy faktoringu najważniejszy jest kontrahent, więc to dobre rozwiązanie dla firm, które posiadają już stałych odbiorców (usług bądź produktów), a nie chcą wiązać się kredytami kupieckimi.

– To rozwiązanie pozwala na szybkie odzyskanie gotówki przedsiębiorcy zamrożonej u kontrahenta. Blokowanie jej na 60 czy 90 dni jest dla wielu firm nieakceptowalne ze względu na ryzyko utraty  płynności. Ostatecznie każdy prowadzący działalność gospodarczą sam wie najlepiej, jak najskuteczniej obracać własnymi pieniędzmi, tak aby zapewnić firmie stabilność i zyski. Przy faktoringu przedsiębiorca otrzymuje gotówkę za fakturę z odległym terminem zapłaty i w zasadzie dla niego temat się kończy, gdyż to faktor nadzoruje spłatę i przelew od kontrahenta. Instrumenty, takie jak możliwość kilkukrotnej zmiany wysokości limitu finansowania w trakcie trwania umowy pozwalają na dostosowanie produktu do potrzeb konkretnego klienta i dodatkowo zwiększają komfort – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor S.A.

Dzięki usłudze faktoringu, pieniądze z wystawionych przez firmę faktur z odroczonymi terminami, trafiają na jej konto, nawet w ciągu 24 godzin. Z usług faktorów korzysta już co dziesiąty przedsiębiorca z sektora MŚP, a rynek usług faktoringowych ma duży potencjał i eksperci spodziewają się, że coraz więcej przedsiębiorców będzie się do tej formy finansowania przekonywało.

Dobra koniunktura gospodarcza przyczynia się do wzrostu zainteresowania usługami faktoringowymi, a korzystanie z nich to dla wielu przedsiębiorców to wyraz dalekowzroczności w rozwoju własnego biznesu – ocenia Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Instrumenty pozwalające na zamianę należności na gotówkę są dostępne na rynku, ale mały i średni biznes wpada w spiralę zadłużenia z powodu braku wiedzy na temat finansowania inwestycji. Przedsiębiorca skupiony na zasadniczej części swojego biznesu nie zawsze ma czas i energię, żeby przeanalizować możliwości finansowania. Najważniejsza jest właściwa ocena instrumentu finansowego pod względem zyskowności planowanych inwestycji lub możliwości spłaty rat w późniejszym terminie.

Źródło: Brandscope

Od dziś młodzi przedsiębiorcy zainteresowani współpracą z liderem rynku elektroenergetycznego, Grupą PGE, mogą zgłaszać swoje projekty wypełniając prosty formularz aplikacyjny zamieszczony na stronie internetowej www.pgeventures.pl

PGE Ventures, fundusz CVC powołany do inwestowania w obszarze nowych technologii, uruchomił szeroko zakrojony program scoutingowy. Jego celem jest dotarcie do jak największej grupy młodych przedsiębiorców oraz wyselekcjonowanie z niej projektów najlepiej odpowiadających potrzebom biznesowym Grupy PGE.

Start-up, który zgłosi się do programu scoutingowego PGE Ventures, będzie musiał spełnić szereg kryteriów biznesowych i technologicznych, które przy współudziale ekspertów zewnętrznych zostaną poddane szczegółowej analizie przez komitety inwestycyjne, ciała doradcze zarządu PGE Ventures.

Współpraca ze start-upami jest fundamentem naszej działalności w obszarze innowacyjności i nowych technologii. Dołożyliśmy starań, żeby selekcja start-upów odbywała się sprawnie, rzetelnie i zgodnie z najlepszymi praktykami, stosowanymi przez wiodące fundusze CVC w Europie i na świecie. PGE Ventures ma za zadanie zapewnić Grupie nowe pomysły biznesowe i docelowo strumień przychodu mówi Henryk Baranowski, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Wypełnienie formularza aplikacyjnego będzie wymagało podania kilku podstawowych informacji dotyczących m.in. produktu, nad jakim pracuje zespół, etapu jego rozwoju czy zapotrzebowania kapitałowego.

Ważne będą też informacje na temat zespołu zaangażowanego w projekt, np. doświadczenia jego poszczególnych członków. Złożenie aplikacji przez formularz będzie równoznaczne z przystąpieniem do programu scoutingowego. Informacja zwrotna o zakwalifikowaniu do następnego etapu trafi do start-upów w ciągu 2-3 tygodni od złożenia aplikacji.

Co ważne po podpisaniu umów inwestycyjnych startupy otrzymają dostęp nie tylko do kapitału PGE Ventures, ale również do tzw. Smart Money, czyli wsparcia w zakresie prowadzenia działalności biznesowej, a być może i pomocy przy testowaniu oraz sprzedaży produktów i usług.

Dynamiczny i konsekwentny rozwój PGE Ventures jest odpowiedzią na cele strategii Grupy PGE, ale trafia też w rosnące potrzeby rynku start-upowego w Polsce. Dziś ogłaszamy nabór do programu scoutingowego, zapowiedzianego podczas inauguracji działalności naszego funduszu na PGE Narodowym. Pozytywnie oceniony startup, który przejdzie wszystkie etapy oceny, będzie mógł liczyć na podpisanie z nami umowy inwestycyjnej. Liczę, że do końca roku uda nam się podpisać 3-4 takie umowy  mówi Piotr Czak, prezes PGE Ventures.

Fundusz PGE Ventures zainwestuje w start-upy powiązane z szerokim łańcuchem wartości Grupy PGE. Biorąc pod uwagę przewidywany profil zaangażowania oraz możliwości dostarczenia konkretnych rozwiązań przez potencjalne spółki portfelowe, poszukiwane będą projekty między innymi w obszarach szeroko rozumianej energetyki, w tym: niskoemisyjne technologie wytwórcze, metody magazynowania energii, smart home, smart city, analityka big data, Internet rzeczy, czy elektromobilność. PGE Ventures, oprócz dofinansowania działalności rozwojowej, zapewni młodym przedsiębiorcom infrastrukturę badawczo-rozwojową dostępną w ramach współpracy wypracowanej z partnerami oraz wsparcie biznesowe swojej kadry w budowaniu strategii rynkowej.

Na obszar badań, rozwoju i innowacji Grupa PGE przeznaczy do 2020 roku łącznie 400 mln zł, z czego połowa to środki własne, a połowa środki pozyskane z zewnątrz. W skali Grupy będzie to 50 mln zł środków własnych rocznie, w tym 20 mln zł przeznaczonych na fundusz kapitałowy PGE Ventures i 30 mln zł na projekty B+R i akcelerację. Zgodnie z założeniami kolejne 50 mln zł pochodzić będzie z zewnątrz, z narzędzi pomocowych. W efekcie można założyć, że Grupa PGE umożliwi rozwój nowych technologii, produktów i firm zapewniając około 100 mln zł w skali roku. Środki przeznaczone zostaną na rozwój nowych technologii, produktów i linii biznesowych, w szczególności rozwój elektromobilności, inwestowanie w start-upy, nowoczesne kanały obsługi klientów, czy integrację rozproszonych odnawialnych źródeł energii.

Wypowiedź: Henryk Baranowski, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Różnorodność pokoleń w firmach może przyprawić o zawrót głowy. Jest generacja X, Z, Y, a ostatnio dużo mówi się o „Henrykach”. Mają odmienne wizje świata, cele, potrzeby  i oczekiwania, także wobec pracodawców. Jak motywować wszystkie te grupy?

Dla najmłodszych pracowników (generacja Z), którzy dopiero wkraczają do firm, praca musi być celowa i ciekawa. Według przyjętych stereotypów są niecierpliwi i nastawieni na szybki feedback. Chcą być doceniani i motywowani przez przełożonych. Z kolei pokolenie X uchodzi za odpowiedzialne i lojalne, a najważniejsze są dla nich stabilizacja, dobra płaca oraz uznanie. To zupełnie inaczej niż Igreki, zwani również Millenialsami, którzy zamiast stabilizacji poszukują samorozwoju, a zamiast bezpieczeństwa finansowego – szczęścia. Bardzo ważna jest dla nich również równowaga między życiem prywatnym a zawodowym. Część Millenialsów określa się jako Henryków z ang. High Earner Not Rich Yet, którzy nastawieni są na wygodne życie z rozmachem, w przeważającej części posiadają wyższe wykształcenie, cenią sobie niezależność i indywidualność.

Wszyscy jesteśmy indywidualistami

W praktyce okazuje się jednak, że znacznie ważniejszy niż pesel i przynależność do określonego pokolenia jest fakt, że każdy z nas jest inny – ma inne potrzeby i oczekiwania, również w stosunku do swojego pracodawcy. Dlatego tak trudno jest dotrzeć do każdego pracownika, szczególnie gdy firma liczy ponad 100 osób, i zmotywować go do efektywnej pracy. Jak pracodawcy mają sobie poradzić z tak dużą różnorodnością pokoleniową? Czy skuteczne może być motywowanie wszystkich zatrudnionych w ten sam sposób?

”Dawanie wszystkim pracownikom tych samych motywatorów, jest z pewnością wygodne dla firm, ale efekt motywacyjny takiego działania jest mocno wątpliwy. Dlatego warto pracownikom dać prawo wyboru świadczeń pozapłacowych i nagród, które  zaspokajają ważną dla nas wszystkich potrzebę indywidualizmu, zauważenia i docenienia naszych odmiennościpowiedziała Magdalena Słomczewska – Klimiuk, Marketing Manager, Sodexo Benefits and Rewards Services.  

Własne kompozycje

Aby skutecznie zmotywować przedstawicieli każdego pokolenia, warto wdrożyć motywatory, które odpowiedzą na ich indywidualne potrzeby. Dobrym rozwiązaniem może okazać się tzw. system kafeteryjny, który pozwala pracownikom samodzielnie wybierać świadczenia pozapłacowe. W ramach określonego budżetu pracownik sam komponuje swój indywidualny system świadczeń. Dzięki temu pracodawca nie uszczęśliwia go na siłę rozwiązaniami, które są niedopasowane do jego oczekiwań, a przez to często niewykorzystywane. To generuje dla pracodawcy realne oszczędności, bo płaci tylko za te benefity, z których pracownicy faktycznie korzystają. Dzięki nowoczesnym narzędziom wykorzystywanym w HR, takim jak platforma Sodexo Select, można taki system kafeteryjny uszyć na miarę i wdrożyć w organizacji.

W tym skomplikowanym równaniu pokoleniowych różnic i potrzeb wspólnym mianownikiem okazuje się być wolny wybór świadczeń. To on pozytywnie wpływa na postrzeganie firmy jako tej, dla której indywidualne potrzeby pracowników są ważne. Dzięki temu pracodawcy łatwiej jest przyciągnąć i zatrzymać talenty oraz wzmacniać kulturę organizacyjną. Ponieważ świadczenia pozapłacowe stają się coraz częściej czynnikiem decydującym o wyborze konkretnego pracodawcy, warto sięgać po ciekawe i niestandardowe rozwiązania. Bez względu na to, do której litery pokoleniowego alfabetu pracodawca adresuje swoją ofertę.

 

Źródło; Sodexo Benefits and Rewards Services Polska

W dzisiejszych czasach za pomocą smartfona możemy zlecać przelewy, płacić w sklepach tradycyjnych i internetowych, a nawet wypłacać pieniądze z bankomatów. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ale powoduje, że trzeba być bardzo ostrożnym podczas korzystania z tego urządzenia. Ryzyko wiąże się bowiem nie tylko z jego zgubieniem czy kradzieżą. mBank ostrzegał niedawno przed wirusem, który atakuje nasze smartfony i wyłudza informacje potrzebne do kradzieży pieniędzy z konta. Expander podpowiada, jak bezpiecznie korzystać z płatności mobilnych.

Kiedyś płacenie telefonem polegało na zadzwonieniu na infolinię banku i zlecenie tam przelewu. Dziś aż 57% Polaków ma smartfona, czyli telefon, na którym można zainstalować różnego rodzaju programy np. aplikacje bankowe. Do tych najnowocześniejszych zalogujemy się już odciskiem palca. Pozwalają one nie tylko na robienie przelewów. Telefon może np. działać dokładnie tak jak karta zbliżeniowa. Jeśli włączymy odpowiednie funkcje, do terminalu w sklepie możemy zbliżyć telefon zamiast karty. Wg CBOS z takiej możliwości korzysta już 5% Polaków. Na smartfonie możemy również włączyć usługę BLIK, która wyświetla kody pozwalające m. in. wypłacać pieniądze z bankomatów. Ma ona już 3,8 mln użytkowników. Jest też kilka różnych sposobów płacenia telefonem za zakupy w sklepach internetowych.

Uwaga na wirusy

Smartfony w coraz większym stopniu zastępują nasze portfele. Dlatego trzeba je dobrze chronić, gdyż są przepustką do naszych pieniędzy. Za ich pomocą można bowiem ukraść nawet większą kwotę niż  ta, jaką zwykle nosimy w portfelu. Telefon może posłużyć przestępcom do kradzieży wszystkich naszych oszczędności. Smartfony są tak naprawdę małymi komputerami, co oznacza, że mogą je atakować wirusy. Niedawno ostrzegał przed tym mBank. Wirus rozpoznawał, kiedy ktoś włączał aplikację tego banku i wyświetlał komunikaty w taki sposób, że wydawało się, że pochodzą one od banku. Prosił o podanie nr telefonu, PINu do logowania się do aplikacji czy loginu i hasła do logowania się w bankowości internetowej. Ktoś, kto podałby te informacje, dałby przestępcom możliwość swobodnego dokonywania wypłat z jego konta.

Antywirus to nie wszystko

Podobnie jak na komputerze, tak i na telefonie warto zainstalować program antywirusowy. Trzeba jednak dodać, że i on nie da 100% bezpieczeństwa. Dlatego najlepiej jednocześnie stosować kilka zasad bezpieczeństwa. Przede wszystkim nie należy instalować na telefonie programów pobranych z innych źródeł niż oficjalne sklepy z aplikacjami (Google Play, App Store). Takie sklepy sprawdzają bowiem, czy udostępniane przez nie programy są bezpieczne. Domyślnie zwykle telefon ma włączoną blokadę chroniącą przed nieautoryzowanymi aplikacjami. Jeśli więc nagle pojawi nam się komunikat z pytaniem, czy na pewno chcemy zainstalować aplikację z niezaufanego źródła, powinna nam się zapalić czerwona lampka.

Warto też unikać otwierania załączników do maili czy klikania w linki zawarte w korespondencji elektronicznej, jeśli taką wiadomości otrzymaliśmy od nieznanych nam osób. Niestety przestępcy czasami podszywają się pod różnego rodzaju firmy czy instytucje. Bywa więc, że trudno zorientować się, że to pułapka. Dlatego tak ważny jest program antywirusowy i pozostawienie włączonej blokady instalacji aplikacji z nieznanych źródeł.

Warto ustawić również odblokowanie ekranu naszego urządzenia za pomocą hasła, PINu czy odcisku palca. Jest to szczególnie istotne, jeśli na telefonie mamy włączoną funkcję płatności zbliżeniowych. Jednak nawet jeśli nie korzystamy z tego sposobu płatności, to lepiej stosować taką blokadę. W telefonie zwykle mamy bowiem mnóstwo informacji (zdjęć, kontaktów, aplikacji), których nie chcielibyśmy zapewne przekazywać niepowołanym osobom. Wszystkie PINy czy hasła, niezależnie czy służą do odblokowania ekranu czy do logowania się do aplikacji bankowych nie powinny też być zbyt proste – np. 1111 czy 1234 mogą zostać dość łatwo złamane. Najlepiej też, aby były one inne do różnych aplikacji. Jeśli bowiem w jakiś sposób przestępcom uda się np. podejrzeć jaki PIN odblokowuje ekran naszego telefonu, to ten kod zapewne spróbują również wykorzystać żeby zalogować się do naszej bankowej aplikacji mobilnej.

 

Źródło: Expander Advisors

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji mBanku, blisko 95 proc.  rodziców pomaga dzieciom w nauce, z czego najwięcej czasu (aż 40 proc.) poświęcają na  matematykę.  

Najnowsze badanie „Wsparcie rodziców w nauce matematyki”, przeprowadzonego przez Kantar MillwardBrown na zlecenie mFundacji (lipiec 2017 r.)wykazało, że polskie rodziny mają dużo obowiązków związanych z pracami domowymi dzieci. Aż 95 proc. rodziców pomaga swoim pociechom w odrabianiu lekcji lub uczeniu się nowych zagadnień. Taką postawę rodzice uważają za naturalną – 83 proc. uważa, że pomoc w nauce jest ich obowiązkiem. Tylko 28 proc. rodziców uważa, że za wykształcenie dziecka odpowiadać powinna wyłącznie placówka edukacyjna.

Przekonanie o obowiązku pomocy dzieciom zmniejsza się nieco,  gdy  dzieci są starsze ( z 87 proc. wśród rodziców dzieci najmłodszych do 77 proc. rodziców dzieci w wieku 10-12) i coraz więcej czasu przeznaczają na naukę w domu (z 1 godziny w wieku 5-6 do prawie 2 godzin w wieku 10-12).

Matematyka traktowana priorytetowo

Dzieci i rodzice spędzają średnio na odrabianiu lekcji i dalszej nauce ponad 1,5 godziny dziennie, z czego najwięcej, bo prawie 40 minut, poświęcają matematyce. Polscy rodzice mają bardzo pozytywny stosunek do królowej nauk. Prawie ¾ wszystkich przebadanych rodziców uważa matematykę za jeden z najważniejszych przedmiotów w szkole. Matematyka zajmuje też wysokie miejsce w kategorii „Przedmioty, do których rodzice przykładają szczególną wagę”. Na pierwszym miejscu wymienia ją aż 61 proc. ankietowanych.

Im starsze dziecko, tym ważniejsza jest dla rodziców matematyka. Jej naukę przedkłada się nawet ponad języki obce. Odsetek rodziców stawiających matematykę na pierwszym miejscu rośnie wraz z wiekiem dziecka i w grupie rodziców dzieci 10 – 12-letnich osiąga poziom 65 proc.

W matematyce rodzice pomagają sami

Poza szkołą dzieci uczą się matematyki przede wszystkim w domu, pod okiem rodziców. Wraz z wiekiem dziecka zmienia się model tej dodatkowej pracy. W najstarszej grupie dzieci (10-12 lat) da się zaobserwować wzrost znaczenia zajęć dodatkowych u korepetytorów (z 6 proc. u dzieci w wieku 5-6 do 18 proc. u najstarszych) i zmniejszenie częstotliwości udzielania pomocy w domu.

Wciąż jednak dominujące  pozostaje uczenie się w domu. Być może dlatego, że rodzice  bardzo dobrze oceniają swoje umiejętności matematyczne: aż 62 proc. z nich uważa, że matematyka jest dla nich łatwa. Ciekawe jest natomiast zestawienie oceny umiejętności rodzica z tym, czy ich dziecko lubi matematykę. Dla przykładu, rodzice najstarszych dzieci czują się najpewniej w tej dziedzinie (najwięcej, bo aż 65 proc. uważa, że matematyka jest łatwa), ale ich dzieci… najmniej lubią ten przedmiot.

Ale nie są na tym polu zbyt kreatywni

Podejście rodziców do nauki matematyki jest tradycyjne. Brakuje im wiedzy i wyobraźni, jak można niestandardowo podejść do nauczania matematyki. W większości nie czują też takiej potrzeby – uważają matematykę za łatwy do opanowania przedmiot i kopiują schematy znane im doskonale z okresu własnych doświadczeń szkolnych.

Stosunkowo największą kreatywnością wykazują się rodzice dzieci najmłodszych (5-6 lat). Do nauki wykorzystują gry i zabawki edukacyjne czy wspólne zabawy mające ułatwić naukę matematyki – narzędzia te stosuje prawie 2 razy liczniejsza grupa rodziców niż w pozostałych kategoriach wiekowych.

Od 7 roku życia dziecka wśród rodziców dominują tradycyjne metody nauki: tłumaczenie zasad matematyki (85 proc. w grupie 10-12), sprawdzanie odrobionych lekcji (80 proc.), wspólne rozwiązywanie zadań z książki (77 proc.) i przepytywanie dziecka (np. z tabliczki mnożenia).

Co ciekawe, choć sami nie jesteśmy zbyt postępowi, szkole stawiamy wysokie wymagania odnośnie metod nauczania. Z badania mFundacji wynika, że rodzice chcieliby, aby szkoła bardziej kreatywnie podchodziła do nauczania dzieci matematyki – uważa tak 80 proc. ankietowanych. Tylko co czwarty rodzic uważa, że współczesna szkoła dobrze radzi sobie z uczeniem dzieci.

Metody rodziców rozmijają się z oczekiwaniami dzieci

Rodzice usilnie trzymają się metod nauczania, które sami pamiętają, podczas gdy ich dzieci – pokolenie urodzone w dobie wszechobecnego Internetu – naturalnie wybierają aplikacje mobilne czy platformy internetowe.

Najczęściej wykorzystywana w pomocy dzieciom jest wiedza własna rodzica (88 proc. w grupie najstarszych dzieci, 79 proc. wśród dzieci 7-9) oraz podręczniki i ćwiczenia szkolne dziecka (ok. 75 proc. w obu starszych grupach, tylko 47 proc. wśród młodszych). Rodzice starszych dzieci przestają tłumaczyć dziecku praktyczność matematyki, skupiając się na jej abstrakcyjności – z 50 proc. do 30 proc. spada wykorzystywanie przedmiotów z otoczenia dziecka do tłumaczenia zagadnień matematycznych. Podobnie w przypadku gier planszowych – korzysta z nich dwa razy mniej rodziców dzieci starszych (30 proc.) niż najmłodszych (62 proc.).

Do Internetu rodzice sięgają dopiero na późniejszym etapie nauki oraz głównie po to, by znaleźć zestawy zadań matematycznych i ich rozwiązania (44 proc. rodziców dzieci najstarszych vs. 22 proc. rodziców dzieci najmłodszych). Gry komputerowe czy aplikacje akceptowane są przez rodziców wyłącznie jako uzupełnienie, dodatkowa zabawa. Rodzice nie sądzą, aby mogły one być podstawowym narzędziem pomocy w nauce.

A co wybierają dzieci? Mają zupełnie odmienne preferencje od rodziców. Najbardziej lubią gry planszowe (46 proc. odpowiedzi; wykorzystywane tylko przez 24 proc. rodziców), matematyczne gry na komputerze (43 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 12 proc.) czy aplikacje i programy na tablet/telefon (32 proc. odpowiedzi; wykorzystanie przez rodziców: 9 proc.).
Im starsze dziecko, tym bardziej preferuje cyfrowe formy, łącznie z YouTube.

 A dzieci im starsze, tym mniej lubią matematykę

Wbrew  preferencjom dzieci, które – im starsze, tym bardziej wolałyby cyfrowe formy wsparcia – rodzice coraz częściej wykorzystują tradycyjne metody nauczania. Choć dopuszczają włączenie do nauki Internetu, koncentrują się głównie na powtarzaniu treści z podręczników.

Towarzyszy temu wyraźny regres w postrzeganiu matematyki przez dzieci.
Z przedmiotu najbardziej lubianego (71 proc. dzieci w wieku 5-6) staje się przedmiotem lubianym coraz mniej. Z 3 do 16 proc. wzrasta grupa dzieci zdecydowanie nie lubiących matematyki (dzieci w wieku 5-6 vs. dzieci 10-12). W konsekwencji wzrasta też poczucie, że matematyka jest trudna. Tylko 9 proc. dzieci w wieku 5-6 uważa matematykę za trudną lub raczej trudną. Wśród dzieci 10-12 odsetek ten wzrasta dwukrotnie.

Podsumowanie

Polscy rodzice dostrzegli, że matematyka jest szansą na lepszą przyszłość dla ich dzieci. Zdają sobie sprawę, że wiele zawodów przyszłości opiera się na dobrej znajomości matematyki. Dlatego przykładają do jej nauczania dużą wagę i poświęcają jej czas.

Robią to jednak tradycyjnymi metodami, kopiując schematy nauczania ze swoich szkolnych czasów.  Dość wcześnie przestają uczyć dzieci matematycznego sposobu patrzenia na otaczający świat, wykorzystywania codziennych przedmiotów do nauki matematyki. Zagadnienia tłumaczone są w abstrakcyjny sposób – podobnie jak w szkole – z wykorzystaniem tradycyjnych narzędzi jak np. podręczniki czy zestawy zadań matematycznych. W zakresie nauczania, polskich rodziców ominęła również cyfrowa rewolucja. Narzędzia internetowe i mobilne uważają jedynie za dodatkowe wsparcie nauki, nie widzą ich potencjału w przyswajaniu wiedzy. To znacząco rozmija się z oczekiwaniami dzieci, które dodatkowo postrzegają matematykę jako zbyt abstrakcyjną – bo tłumaczoną na obcych wzorach – i wskutek tego nie dostrzegają jej obecności w realnym świecie.

 

Źródło: MSL

 

 

 

 

 

 

 

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...