piątek, Listopad 24, 2017
Home Archiwa 2017 Wrzesień 4

Dzienne archiwaWrz 4, 2017

Już w połowie września otwiera się w Warszawie kolejne nowoczesne centrum handlowe czwartej generacji – Galeria Północna. W budowie wciąż znajdują się między innymi warszawska Galeria Młociny, wrocławska Wroclavia czy krakowska Serenada. Są to obiekty znacznie różniące się od pierwszych galerii, które zaczęły powstawać w Polsce blisko 30 lat temu. Eksperci Forbis Group opowiadają, czym charakteryzują się najnowsze inwestycje.

To, co zauważyć można dziś w każdej nowej galerii handlowej to przede wszystkim paradoksalnie stopniowe zmniejszenie ich roli zakupowej, a powiększenie znaczenia strefy leisure. Galerie nowej generacji to miejsca spędzenia wolnego czasu, spotkań ze znajomymi. W galerii Posnania, która jest obecnie jednym z najnowocześniejszych obiektów na rynku, strefa rozrywkowo – wypoczynkowa zajmuje już ponad 25 procent całkowitej powierzchni – mówi Marcin Powierza, członek zarządu Forbis Group – Aby się wyróżnić deweloperzy ściągają do swoich galerii najemców spoza standardowej oferty foodcourtowej. Bardziej niż na fast foody stawia się na casual diningową ofertę, a nawet restauracje z nieco wyższej półki. Są to lokale z osobnym wejściem, ogródkami letnimi, przyjaznym klimatem, sprzyjającym spędzaniu tam większej ilości czasu niż tyle ile zajmuje nam zjedzenie hamburgera wyczekanego w długiej kolejce.

Według eksperta dobrym przykładem jest tu także właśnie Galeria Północna. Do tej pory Białołęka nie oferowała swoim mieszkańcom szerokiej oferty rozrywkowo – gastronomicznej, co zachęciło między innymi restaurację Bierhalle do otwarcia tu swojego lokalu, według odświeżonego przez Forbis Group konceptu, który nastawiony jest bardziej na rodzinne obiady i spotkania w gronie znajomych. Specjalnie dla Białołęczan stworzono także nowy gatunek piwa Północnego.

Najsilniejszym trendem, wyznaczającym kierunek rozwoju nie tylko sieci, ale całych centrów handlowych jest oczywiście omnichannel. Galerie mają swoje działy IT, które tworzą dla nich dedykowane aplikacje, ułatwiające między innymi  poruszanie się po centrum, wyszukiwanie aktualnych promocji czy zapisywanie ulubionych produktów. Aplikacje gromadzą dane o klientach, dostarczając im później oferty indywidualne. Sklep stacjonarny nadal pełni najważniejszą rolę w procesie zakupowym. Jednak ewoluują one bardziej w stronę showroomów. Coraz bardziej popularne są również  pop-up story, czyli mobilne sklepy, które działają tylko przez określony czas. Centra handlowe powinny przygotować swoją przestrzeń również dla tego rodzaju najemców – mówi Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.


Źródło: Forbis Group

 

W rodzinie z dwojgiem dzieci świadczenie wychowawcze może pokryć aż 97,8 proc. kosztów wyprawki szkolnej – informuje ministerstwo rodziny.

Resort rodziny powołując się na badania CBOS zaznacza, że koszt wyprawki szkolnej zależy od liczby uczących się dzieci. W ubiegłym roku szkolnym zaczynał się od 626 złotych przy jednym dziecku. Rodziny z dwojgiem uczących się dzieci musiały przeznaczyć na wyprawkę szkolną ok. 1023 złotych. W przypadku rodzin z trojgiem lub czworgiem dzieci w wieku szkolnym wyprawka pochłonęła 2365 złotych. Średnio rodzice wydali w ubiegłym roku szkolnym na wyprawkę 903 zł

Według informacji przekazanych przez resort rodziny, część rodzin przeznaczy na ten cel wsparcie z rządowego programu „Rodzina 500+”.

„Świadczenie w największym stopniu pokryje wydatki na wyprawkę szkolną w rodzinach, które pobierają 500+ na dwoje dzieci. W tym przypadku otrzymane wsparcie może pokryć aż 97,8 proc. potrzebnej kwoty” – czytamy w komunikacie wydanym przez MRPiPS.

W rodzinach z jednym dzieckiem świadczenie wychowawcze wystarczy na 79,9 proc. kosztów wyprawki. Te rodziny, które otrzymują 500+ na troje dzieci, dzięki świadczeniu sfinansują 63,4 proc. wydatków związanych z wyprawką szkolną.

500+ jest też sporym wsparciem dla rodzin pobierających to świadczenie na czworo dzieci. W tym przypadku środki z programu „Rodzina 500 plus” pozwolą na pokrycie 84,6 proc. kosztów wyprawki szkolnej.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Pracownicy są wyjątkowo spokojni o swoją pracę – tylko co 9 boi się jej utraty. Jednocześnie niemal 40% firm w najbliższym kwartale planuje rekrutować pracowników – to rekordowe poziomy i najwyższe wyniki w historii „Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service S.A. Co ciekawe pracodawcy najczęściej będą zatrudniać pracowników średniego szczebla. Przez ostatnie 2 lata to osoby o niskich kwalifikacjach były najbardziej pożądane na rynku. Plany rekrutacyjne firm i ich rosnące kłopoty z pozyskaniem kandydatów przekładają się na presję płacową – ponad połowa Polaków oczekuje w najbliższym czasie podwyżki. Pracodawcy chcąc pozyskać kadry i utrzymać obecne będą musieli na to odpowiedzieć.

Dane zawarte w ósmej edycji „Barometru Rynku Pracy” pokazują, jak w ostatnim czasie zmienił się rynek pracy. Duże wyzwania czekają przede wszystkim pracodawców. Jak wynika z raportu przygotowanego przez Work Service 39,3% z nich będzie w najbliższych czasie rekrutować ludzi w celu zwiększenia albo utrzymania zatrudnienia. Największe plany w tym zakresie mają firmy duże, wśród których odsetek wynosi 67%. Jeśli popatrzymy na branże to przoduje sektor handlowy z wynikiem 46,5% i usługowy (43,6%).

Plany rekrutacyjne firm pokazują, że w tym roku w jeszcze większym stopniu doświadczymy popytu na pracowników, który już do tej pory był na bardzo wysokich poziomach. Jednak z zaspokojeniem tak dużego zapotrzebowania może być problem, bo już połowa pracodawców odczuwa niedobory kadrowe. Co ciekawe, obecnie najbardziej poszukiwani na rynku są pracownicy średniego szczebla, na których zapotrzebowanie zgłasza 60% firm planujących rekrutację. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 2 lata temu. Przez ten czas to osoby o niskich kwalifikacjach były najbardziej pożądane, ale w tej grupie miejsca pracy coraz częściej pomagają wypełniać cudzoziemcy – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Polacy wyjątkowo spokojni o pracę

Historyczne niskie wyniki poziomu bezrobocia i rosnące deficyty kandydatów przekładają się na nastroje pracowników. Tylko 11,6% z nich boi się dziś utraty pracy. Jest to wynik o 12,3 p.p. mniejszy niż w analogicznym okresie rok temu i jednocześnie najniższy poziom od ośmiu edycji „Barometru Rynku Pracy”. Największa niepewność jest wśród osób w wieku 55-67 lat, gdzie odsetek ten wynosi 16,9%. Najlepiej czują się ludzie młodzi, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy (7,6%).

Młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy mają nieograniczone szanse rozwoju, a organizacje dojrzały do tego, by proponować pracownikom przemyślane, bo oparte na planach rozwoju, możliwości. W połączeniu z kluczowym znaczeniem argumentów finansowych, jako motorów zmiany miejsca zatrudnienia, wpływa to na strategie działów HR, które muszą wykazać się dużą kreatywnością, aby zaproponować pracownikom konkurencyjne warunki. Pracodawcy zrozumieli, że nie wystarczy przyciągnąć wartościowego pracownika – należy go utrzymać i rozwijać w organizacji – komentuje Dorota Kubiak, Szef HR dla Bankowości Detalicznej w Citi Handlowy.

Niestająca presja płacowa

Pewność siebie pracowników i świadomość tego, co dzieje się na rynku przekłada się na oczekiwania płacowe. 54,5% Polaków spodziewa się w najbliższym czasie podwyżki, a blisko 40% utrzymania go na obecnym poziomie. Największy optymizm widać w grupie najstarszych pracowników, gdzie odsetek ten wynosi 61,6%. Tyle tylko, że pracodawcy nie widzą przestrzeni do tak masowych podwyżek jak jeszcze pół roku temu, kiedy takie plany miało blisko 29% firm. Teraz myśli o tym 11,3%, ale warto zauważyć, że jest to wynik o niemal 2 p.p. wyższy niż rok temu i wskazanie dwukrotnie większe niż 2 lata temu. Największą skłonność do wyższych wynagrodzeń mają firmy duże, zatrudniające ponad 249 osób i przedsiębiorstwa z branży produkcyjnej (19,3%) i handlowej (19,1%).

Z badania „CEO Survey” przeprowadzonego przez PwC wynika, że 76% prezesów firm w Europie Środkowo-Wschodniej jako główne wyzwanie biznesowe wskazuje problem z dostępem do talentów i kluczowych kompetencji. Nie jest więc zaskoczeniem, że rosną oczekiwania płacowe na rynku. Ten trend utrzyma się też w kolejnych latach, a może nawet się nasili. Zmiany w obszarze HR, które obserwujemy, powodują, że zdecydowana większość liderów biznesowych w naszym regionie, bo aż 69%, planuje w zupełnie nowy sposób zdefiniować strategię zarządzania kapitałem ludzkim. To pozwoli im skuteczniej i efektywniej odpowiedzieć na lukę kompetencyjną – uważa Anna Szczeblewska, People&Change Leader w PwC.

 

Źródło: Grupa Kapitałowa Work Service

Pomimo ponownego wzrostu napięcia na linii Stany Zjednoczone – Korea Północna inwestorzy nie zaniechali zakupów na rynku akcji. Niewykluczone, że rynek powoli przyzwyczaja się do powtarzających się incydentów zbrojnych oraz gróźb wojennych. W skali całego ubiegłego tygodnia NASDAQ wzrósł o 2,7%, S&P500 umocnił się o 1,4%, a DJI zyskał 0,8%. W Europie sentyment rynkowy był nieco mniej byczy niż za oceanem – brytyjski FTSE250 wzrósł o 0,6%, francuski CAC40 o 0,4%, a niemiecki DAX stracił 0,2%. W centrum uwagi rynku znalazły się najnowsze dane makroekonomiczne, zwłaszcza że niedawno zakończone sympozjum w Jackson Hole nie przyniosło odpowiedzi na pytania rynku związane z polityką monetarną najważniejszych banków centralnych. Dane z amerykańskiego rynku pracy były nieco rozczarowujące – zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła 156 tys. wobec prognoz na poziomie 182 tys. Zawiodły również dane dotyczące płacy godzinowej, a stopa bezrobocia wzrosła do 4,4%. Dodatkowo biorąc pod uwagę słabnącą inflację w Stanach nie można wykluczyć, że postawa Fed będzie nieco łagodniejsza. Tymczasem sytuacja w strefie euro wydaje się być nieco odmienna – zarówno inflacja, jak i gospodarka Eurolandu wyraźnie przyspieszają. Postawa EBC może niebawem się zaostrzyć, co też dostrzega rynek, który już od dłuższego czasu gra na umocnienie euro.

Sentyment rynkowy sprzyja także inwestorom z Książęcej. Niemniej o ile w przypadku blue chipów można mówić o wyraźnych wzrostach, o tyle postawa małych i średnich spółek nadal pozostawia wiele do życzenia. W ubiegłym tygodniu WIG20 wzrósł o 2,3%, mWIG40 zyskał 0,7%, a sWIG80 umocnił się o symboliczne 0,02%. Nie najlepsza postawa ,,misiów’’ to być może efekt m.in. kolejnych niepokojących danych z przemysłu – odczyt sierpniowego indeksu PMI wyniósł 52,5 pkt wobec prognoz na poziomie 53 pkt. To nadal wartość potwierdzająca dobrą koniunkturę w tym sektorze, lecz tendencja wskaźnika jest wyraźnie spadkowa. Na GPW w Warszawie trwa sezon wynikowy. W ubiegłym tygodniu nie zawiodły raporty finansowe spółek z sektora handlowego – solidne wyniki były wsparciem dla kursów akcji CCC, LPP oraz Dino Polska. Miniony tydzień był udany również dla akcjonariuszy PKO BP i PZU. Obie spółki opublikowały półroczne wyniki finansowe, które były bliskie konsensusu rynkowego.

Najważniejszym wydarzeniem bieżącego tygodnia będzie niezaprzeczalnie posiedzenie Rady Prezesów EBC. Niemniej decyzję ws. polityki monetarnej podejmie także RPP. W tym tygodniu odbędzie się również kolejne, coroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy. Ponadto warto zwrócić uwagę na najnowsze dane makroekonomiczne m.in. na usługowe indeksy PMI dla strefy euro oraz Stanów. Co więcej, za oceanem zostanie opublikowana Beżowa Księga.

Analiza techniczna

Ostatni tydzień sierpnia był kolejnym bardzo udanym tygodniem dla indeksu największych polskich spółek. W efekcie WIG20 zakończył miniony tydzień na poziomie 2527 pkt. Na uwagę zasługuje podwyższony wolumen handlu, który potwierdził siłę popytu. Zatem po okresie konsolidacji rynek rozpoczął kolejną fazę hossy. Za opór należy uznać okolicę psychologicznego poziomu 2600 pkt, która w latach 2012 – 2015 była zbyt wymagającą barierą dla rynku. Jednak póki co nie można wykluczyć korekty, którą sygnalizuje wykupiony oscylator RSI.

Tym razem warto zawrócić uwagę na walory spółki CCC, które w ubiegłym tygodniu podrożały o 6,5%. To niewątpliwie efekt publikacji bardzo dobrych wyników finansowych. Mimo wszystko warto podkreślić, że nieco wcześniej, po przełamaniu oporu na poziomie 250 PLN kurs akcji zakończył korektę oraz rozpoczął nową falę wzrostów, której towarzyszy rosnący wolumen handlu. Obecna cena akcji (271 PLN) stanowi historyczny szczyt. Niemniej oscylatory techniczne znajdują się w pobliżu poziomu wykupienia, toteż w najbliższym czasie część rynku może zdecydować się na realizację zysków. Jednak mimo wszystko długoterminowy układ wzrostowy wydaje się mieć solidne fundamenty – spółka prężnie się rozwija i nie zamierza zwalniać tempa.

Autorzy: Zespół Zarządzający MM Prime TFI S.A.

W większych miastach widać zapotrzebowanie na firmy świadczące usługi sprzątające. Znaleźć firmę, która spełni oczekiwania, zajrzy w każdy kąt pozostawiając pomieszczenie czyste i lśniące nie jest łatwo. Jedną ze specjalistycznych firm świadczących usługi utrzymania czystości jest Klinet. Firma na swoim koncie posiada kilkuletnie doświadczenie. Dysponuje nowoczesnym sprzętem oraz używa środków czystości przyjaznych środowisku i posiadających atest PZH.

Klinet oferuje kompleksowe usługi porządkowe mające na  celu stałe utrzymanie w czystości pomieszczeń biurowych, hal produkcyjnych, powierzchni magazynowych, sklepów i supermarketów, kompleksów rekreacyjnych oraz placówek służby zdrowia. Wykwalifikowani technologowie dobierają odpowiednie środki czystości i sprzęt na podstawie oględzin obiektu oraz sugerują zakres i harmonogram usług odpowiadających indywidualnym potrzebom Klienta.

Pracownicy firmy Klinet wkraczają wszędzie tam gdzie wymagany jest profesjonalizm i wysoki standard świadczonych usług.

 

Usługa utrzymania czystości jest jedną z wielu usług dla biznesu firmy Konsalnet

 

Więcej na: www.konsalnet.pl

Banki są już 25 lat obecne na Giełdzie Papierów Wartościowych. 13 sierpnia 1992 r. na warszawskim parkiecie debiutował pierwszy z nich – Bank Millennium S.A. Przez ten czas banki stanowiły największy pod względem kapitalizacji sektor notowany na GPW. Teraz notowanych jest 15 podmiotów o łącznej kapitalizacji 571.6 mld zł. Jak banki zmieniły i zmieniają rynek?

– 25 lat temu debiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pierwszy bank – Bank Inicjatyw Gospodarczych, obecnie Bank Millennium i tym samym wyznaczył trend zdobywania kapitału przez banki na giełdzie. To zdobywanie kapitału przez giełdę pozwoliło bankom osiągnąć siłę finansową jaką dysponują obecnie –  mówi newsrm.tv Marcin  Materna, dyrektor Departamentu Analiz, Millennium Dom Maklerski.

Udział sektora bankowego w kapitalizacji na GPW wahał się od ok. 20% do 51% na koniec 2016 r. Obecnie – po 25 latach od debiutu pierwszego banku na GPW na parkiecie notowanych jest 15 podmiotów o łącznej kapitalizacji 571.6 mld zł, co odpowiada za ponad 50% kapitalizacji GPW. Od momentu skonstruowania indeks WIG-Banki wzrósł o prawie 500%.

Debiut Banku Millennium był zarazem debiutem całego sektora finansowego na raczkującym wówczas rynku kapitałowym. Pierwsza sesja, w której uczestniczył odbyła się 13 sierpnia 1992 r.

– Przez te 25 lat nasza instytucja znacznie urosła. O ponad 300 razy wzrosła akcja kredytowa, o więcej niż 100 razy wzrosły depozyty i o więcej niż 200 razy urósł kapitał banku. – mówi Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium i dodaje –  Obecność na giełdzie determinuje nas do bycia bardziej innowacyjnym bankiem. Ponieważ jeżeli jest się na tym rynku zawsze jest się obserwowanym przez inwestorów i analityków rynków finansowych. Gdy myślimy o kolejnych 25 latach jesteśmy bardzo entuzjastyczni i pełni energii, gdyż stawiamy na innowacyjność i mierzymy wyżej.

– Banki są lustrem rzeczywistości, pokazują co dzieje się w realnej gospodarce. Ostatnie lata to wzrost gospodarczy w Polsce, więc tak samo rosną zyski banków. Perspektywy na przyszłość są niezłe, więc podobnie powinno być z zyskami banków – dodaje Marcin Materna.

 

Wypowiedź: Marcin Materna, dyrektor Departamentu Analiz, Millennium Dom Maklerski, Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium.

W sierpniu wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 57,4 z 56,6 w lipcu. Natomiast wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 52,5 z 52,3 w lipcu.– podał Markit.

Lipiec i sierpień w polskim sektorze przemysłowym był słabszy niż w 1. połowie 2017 r. Co prawda rosła wielkość produkcji, rosły zamówienia – i z rynku polskiego, i z rynków zewnętrznych. Rosło też zatrudnienie, ale wolniej niż w poprzednich miesiącach. Ale rosły też koszty surowców, aczkolwiek nie powinno to obciążać rentowności firm, bo „producenci przenieśli część obciążeń na klientów, podwyższając ceny wyrobów gotowych”.

Ocena warunków gospodarczych w sektorze przemysłowym nie jest zła, ale daleko nam do pozytywnych ocen menedżerów przemysłu w krajach strefy euro. Tu sierpniowy wskaźnik PMI wzrósł do poziomu 57,4 z 56,6 w lipcu br. Poza Hiszpanią wszystkie badane kraje osiągały kolejne wielomiesięczne szczyty (np. w Austrii PMI osiągnął poziom 61,1, najwyższy od 78 miesięcy, w Niemczech – 59,3, we Włoszech – 56,3). Ocena kondycji polskiego sektora przemysłowego przez naszych menedżerów plasuje się nieco powyżej poziomu Hiszpanii i Grecji, krajów w którym PMI zamyka listę strefy euro (odpowiednio 52,4 i 52,2). Firmy przemysłowe w strefie euro sygnalizują silny wzrost popytu krajowego i bardzo silny wzrost zamówień eksportowych.

Jeśli w krajach strefy euro, gdzie trafia prawie 60 proc. polskiego eksportu, przemysł ma się tak dobrze, to dlaczego oceny warunków gospodarczych w polskim przemyśle są owszem dobre, ale słabsze niż u naszych głównych partnerów biznesowych, i słabsze niż w 1. połowie roku. Część problemu wyjaśnia sierpniowy PMI – „najnowsze dane wykazały wzrost zaległości produkcyjnych (…) jako przyczynę opóźnień w realizacji zamówień firmy podawały braki personelu oraz niewystarczającą podaż surowców”. Co to oznacza? Popyt na rynku polskim i na rynkach zewnętrznych rośnie, ale polskie firmy nie mają zdolności do jego pełnego zaspakajania. Brakuje pracowników, brakuje surowców.

Tym samym stale wraca problem inwestycji. Firmy nie zwiększały w 2016 r. inwestycji. Także w 1. połowie 2017 r. ich inwestycje nie rosły. To wyhamowanie nie było spowodowane złymi prognozami gospodarczymi. Te były dobre, a nawet bardzo dobre. Było ono spowodowane obawami o znaczne zmiany w warunkach gospodarowania, przede wszystkim obawami o wzrost opodatkowania i innych pozapodatkowych obciążeń. Dlatego rosnący popyt krajowy i zagraniczny przedsiębiorcy zaspakajali ekstensywnymi metodami – coraz większym zatrudnieniem i większym wykorzystaniem posiadanych mocy wytwórczych. Ale oba te zasoby się wyczerpują.  Stopa bezrobocia wyniosła w lipcu br. 4,8 proc. (BAEL). Wykorzystanie aparatu wytwórczego w niektórych branżach przekroczyło 80 proc. Bez inwestycji rynek krajowy będzie zaspakajany w coraz większym stopniu przez import, a na rynkach zagranicznych miejsce polskich firm z radością zajmować będą przedsiębiorstwa z innych krajów. A to oznacza, że eksport netto będzie w coraz większym stopniu obniżał wzrost PKB. Tak działo się już w 2. kwartale br., gdy PKB wzrósł o 3,9 proc., ale jego dynamika została pomniejszona o 1,5 punktu procentowego właśnie o eksport netto, bowiem import rósł zdecydowanie szybciej niż eksport.

Mamy coraz poważniejszy problem. Dzisiaj jeszcze przedsiębiorstwa uruchamiają wszystkie możliwe zasoby i starają się ostrożnie inwestować. Ale gospodarce potrzebne są inwestycje na znacznie większą skalę. A te wymagają pracowników, których już właściwie nie ma. Wpadliśmy w ślepą uliczkę, co będziemy coraz lepiej widzieć z każdym kolejnym miesiącem.

 

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Mija właśnie 10 lat od momentu rozpoczęcia największego kryzysu finansowego od czasu Wielkiej Depresji z 1929. Kryzys był zaskoczeniem dla wielu. Za jego symboliczny początek uważa się bankructwo banku Lehmann Brothers 15 września 2008 r., ale w rzeczywistości jego upadłość była ostatnim aktem tragedii, która zaczęła się rozgrywać już rok wcześniej. Podobnie jak wtedy tak i dziś długi Amerykanów biją rekordy wysokości. Czy to powinno nas niepokoić?

W listopadzie ubiegłego roku zadłużenie gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii wzrosło do 1,5 bln funtów osiągając nienotowany wcześniej poziom 85 proc. PKB. W uchodzącej za rozsądną i zamożną Szwecję długi obywateli w stosunku do produktu krajowego wynoszą 87 proc. W Kanadzie, której udało się wyjść obronną ręką z kryzysu 2007-08 r. zobowiązania mieszkańców są już większe niż wartość PKB. W Polsce kredyty sektora prywatnego, a więc osób fizycznych i firm wynosi obecnie 79 proc. PKB, podczas gdy w 2006 r. było to 47 proc.

W USA na koniec I kwartału 2017 roku bankowe długi amerykańskich gospodarstw domowych osiągnęły najwyższy poziom w historii – 12,73 bln dolarów. Poprzedni rekord padł jesienią 2008 r., kiedy zadłużenie Amerykanów wyniosło 12,68 bln USD.

Na poprzedni kryzys, który zaczął się latem 2007 r. niewielu było przygotowanych, a najmniej rządy. W konsekwencji z rynków wyparowały biliony dolarów, a gospodarki wielu krajów wpadły w recesję, z której niektóre dopiero zaczynają wychodzić.

W Polsce kryzys finansowy miał bardzo łagodny charakter. Najbardziej dolegliwe dla polskiego konsumenta okazały się problemy z zaciąganiem kredytów mieszkaniowych denominowanych we franku szwajcarskim. Rynek międzybankowy zamarł, więc krajowe banki jeden po drugim wycofywały z oferty frankowe hipoteki, odmawiając wypłaty kredytu nawet klientom z wydaną już promesą kredytową. Nie licząc tych trudności, Polska wyszła bez szwanku z szalejącego na innych rynkach kryzysu i jako jedyny kraj w Europie nie wpadła w recesję.

Po wybuchu kryzysu finansowego wielu ekonomistów przekonywało, że przewidzieli nadejście krachu i choć często trudno zweryfikować jednoznacznie ich wypowiedzi sprzed załamania rynków kilku rzeczywiście dokładnie zdiagnozowało słabości systemu, które później doprowadziły do upadku Lehman Brothers. Co mówią dzisiaj?

Nouriel Roubini, nazywany Dr Doom ze względu na czarne prognozy dla rynku, przedstawiane w ostatnich latach (i powszechnie uważany „za tego, który przewidział kryzys”), główne źródło ryzyka dla rynków widzi obecnie w Białym Domu. Uważa on, że administracja Donalda Trumpa jest niekompetentna, a jej pomysły – protekcjonizm, wojna handlowa, liberalizacja regulacji bankowych – niebezpieczne dla USA i światowej gospodarki.

Janet Yellen, szefowa FED powiedziała ponad miesiąc temu, że do kryzysu nie dojdzie za naszego życia. Później, podczas przesłuchania przed senacką komisją uściśliła, że poluzowanie ograniczeń nałożonych na banki po 2008 r., może wywołać kryzys.

William White, bankier centralny, który w 2003 r. przewidział załamanie się rynków finansowych uważa, że obecnie stoimy na krawędzi kolejnego kryzysu, przyczyn upatrując w ogromnym i rosnącym zadłużeniu. O ile w 2008 r. długi prywatne, firmowe i rządów stanowiły 200 proc. światowego PKB, to aktualnie odsetek ten wynosi 250 proc.

Michael Burry, jeden z bohaterów film „The Big Short”, ekscentryczny zarządzający funduszem, który przez dwa lata obstawiał załamanie rynku hipotecznego, grając przeciwko największym bankom na świecie, na czym ostatecznie zarobił 100 mln dolarów w rozmowie z NYMag.com mówił przed rokiem: „Zrobiłem wyliczenia. Każda część mojego umysłu podpowiada mi, że system finansowy zmierza do upadku. Pytanie brzmi nie czy to nastąpi, ale kiedy”.

Wskaźniki nie potwierdzają tych kasandrycznych przepowiedni. Global Risk Aversion Indeks Citigroup, mierzący poziom ryzyka na rynkach spadł w minionym miesiącu do najniższego poziomu od trzech lat i mieści się w granicach średniej sprzed kryzysu 2008 r.

Wypowiedź: Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima.

Wraz z nadejściem nowego sezonu Vistula wprowadza do swoich salonów oraz sklepu online kolekcję stworzoną wspólnie z jednym z najlepszych piłkarzy na świecie – Robertem Lewandowskim. Połączenie indywidualnego stylu sportowca z doświadczeniem projektanta marki Wojtka Bednarza i krawców Vistuli zaowocowało powstaniem nowej, limitowanej kolekcji.

Jest to pierwsza współpraca marki Vistula z Robertem, w której piłkarz mógł się wcielić w rolę projektanta i zadecydować o tym jakie desenie, barwy, tkaniny i fasony znajdą się w kolekcji sygnowanej jego nazwiskiem. W efekcie powstała linia Robert Lewandowski Collection – równie swobodna, co elegancka, łącząca klasykę męskiej garderoby z najnowszymi trendami. Kolekcja, której kontynuację zobaczymy również w kolejnych sezonach.

Próbowaliśmy zdefiniować z Robertem, jaki jest dzisiejszy mężczyzna, jaki prowadzi tryb życia, jak spędza wolny czas, jakie są jego potrzeby odnośnie do codziennego i biznesowego ubioru. W efekcie naszych rozważań powstała kolekcja, która jest wierna klasyce, przyjazna w użytkowaniu, wyrazista i pełna niuansów – mówi o tworzeniu kolekcji Wojtek Bednarz, projektant marki Vistula.

Robert Lewandowski Collection klienci znajdą miękkie flanelowe koszule w kratę, dżinsowe spodnie z obniżonym stanem i wysokiej jakości kurtkę skórzaną z odpinaną podpinką i kapturem. Mocnym akcentem tej kolekcji są również kurtki nawiązujące do trendu militarnego. Z kolei podstawą formalnej odsłony kolekcji są eleganckie garnitury w ponadczasowych barwach – granacie i czerni. Do ich produkcji wykorzystano, uważnie wyselekcjonowane przez Roberta, szlachetne tkaniny pochodzące z włoskich manufaktur: Zignone, Vitale Barberis Canonico oraz Marzotto.

Nową kolekcję promuje sesja zdjęciowa zrealizowana na ulicach Monachium. Celem twórców sesji i filmu promującego linię była możliwie jak największa spontaniczność zdjęć. Taki efekt osiągnięto dzięki inspiracjom blogami poświęconymi modzie ulicy i doświadczeniu fotografa Mateusza Stankiewicza.

Kolekcja będzie dostępna w drugiej połowie września we wszystkich salonach Vistuli.

 

Źródło; fashionbiznes.pl

W najnowszej kampanii Badura po raz kolejny pojawią się niezwykłe kobiety. Aneta Kręglicka, ambasadorka marki Badura, tym razem występuje w duecie z Anną Jagodzińską, jedyną polską topmodelką, która gościła na okładce amerykańskiego magazynu „Vogue”. 

Marka Badura stworzyła historię o wyjątkowych kobietach – takich, które są pewne siebie i swoich wyborów. Projektanci marki podkreślili różne oblicza kobiecości: czasem zmysłowe i pełne elegancji, innym razem stanowcze i drapieżne. Na sezon A/W 2017 proponują kolekcję zróżnicowaną – tak jak same kobiety oraz ich potrzeby.

Na zdjęciach z najnowszej kampanii Badura Icons autorstwa Zuzy Krajewskiej, pojawiają się zarówno delikatne damskie botki, jak i ciężkie, wyraziste buty w rockowym stylu. Projekty rodzimej marki stworzone zostały z najwyższej jakości skór bydlęcych, cielęcych oraz kozich.

 

Źródło: fashionbiznes.pl

Start-up to niezwykle popularne słowo. Co się za nim kryje? Wspaniały pomysł na biznes i grupa zdeterminowanych osób… Czyżby? Praca w dopiero raczkującym biznesie to tyle samo przyjemności, ile przykrości.

Plusów jest wiele! Przede wszystkim:

Zmiany, zmiany, zmiany…

Wszystko ciągle się zmienia – jeśli nie lubisz monotonnej pracy ani rutynowych zadań, praca w dopiero rozwijającym się miejscu brzmi jak marzenie. Przed tobą wciąż nowe wyzwania w dopiero powstającym środowisku. Nigdy nie będziesz się nudzić, bo nic nie będzie jeszcze w 100 proc. wypracowane.

Nauka w trybie natychmiastowym

Nauka poprzez skok na głęboką wodę – najlepszy możliwy sposób. W start-upie nie ma miejsca na opiekuna, nie ma też miejsca na zbyt długie zastanawianie się – trzeba działać szybko, a czasem też popełniać błędy – tylko po to, by mieć nauczkę. Start-up to żywy organizm, który dojrzewa w taki sposób, jak ludzie nim zarządzający.

Stworzysz coś wielkiego

Zwrot pełen patosu, jednak w dużym stopniu dość prawdziwy. Start-upy nie są powtarzalne, często skoncentrowane są na nowych ideach, pomysłach biznesach… A ty jesteś tego częścią! I choć będą trudne chwile, a biznes nie będzie się „zwracał” – to gdy wszystko wskoczy na właściwe tory, poczujesz dumę, że przyczyniłeś się do powstania tego czegoś wyjątkowego.

Oczywiście, patrząc z ultra-praktycznej strony na kwestię pracy w start-upie, pojawiają się minusy:

Wynagrodzenie

Niestety, często przy początkowym stadium rozwoju biznesu (a czasem też jeszcze dłużej…) inwestycja się nie zwraca i na siebie nie zarabia. Jeśli nie wierzysz bezgranicznie w szanse na powodzenie tegoż interesu i nie masz znaczących oszczędności – nie pracuj w start-upie. Może jeszcze przyjdzie dla ciebie czas na pracę do portfolio lub dla idei.

X, Y, Z – i inne niewiadome

Praca w start-upie dopiero wymaga dopracowania i dogrania. Dopasowania się zespołu, zasad, hierarchii – i wielu, wielu innych rzeczy. Jeśli świetnie czujesz się w jasno określonych regułach oraz względnym porządku w miejscu pracy – w start-upie ich nie zaznasz. Prawda jest taka, że i ty, i inni współpracownicy, i właściciele – dopiero się uczycie wspólnego funkcjonowania.

 

Źródło: fashionbiznes.pl

Eksperci

Lipka: Młodzi Polacy nie garną się do pracy. To problem

Tylko 10 procent młodych Polaków, którzy kształcą się po 18. roku życia, decyduje się na łączenie na...

Kalata: Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych

Zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (dalej: ustawa systemowa), roczna...

Przasnyski: Produkcja stara się nadążyć za popytem

Po niewielkim wrześniowym spowolnieniu, październik przyniósł zdecydowany powrót ożywienia w przemyś...

Gontarek: Firmy dają duże podwyżki, aby zatrzymać pracowników

Przeciętne zatrudnienie w październiku br. wzrosło o 4,4 proc.  r/r, zaś wynagrodzenie aż o 7,4 proc...

Bugaj: Ikar hossy coraz bliżej Słońca

Według najnowszej ankiety przeprowadzonej wśród zarządzających przez BofA Merrill Lynch aż 48% respo...

AKTUALNOŚCI

Firmy szkoleniowe apelują o VAT bez wad

Firmy muszą pokrywać koszty VAT na usługi doradcze finansowane z funduszy europejskich. Tracą na tym...

Apel do Szydło i Kaczyńskiego w sprawie limitu składek na ZUS

Konfederacja Lewiatan w listach do premier Beaty Szydło i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego apeluje...

Konsumpcja dalej będzie ciągnęła gospodarkę

Bieżący Wskaźnik Ufności Konsumenckiej był najwyższy w historii badań koniunktury konsumenckiej i wy...

PGNiG podpisało kontrakt na dostawy gazu z USA

PGNiG podpisało średnioterminowy, pięcioletni kontrakt z firmą Centrica LNG na dostawy gazu LNG ze S...

Inwestycje firm spadają siódmy kwartał z rzędu

W okresie styczeń-wrzesień 2017 r. przychody przedsiębiorstw średnich i dużych wzrosły o 9,4 proc., ...