Home Archiwa 2017 Lipiec 13

Dzienne archiwaLip 13, 2017

Nie ma idealnej, najlepszej strategii inwestowania. Jest natomiast jedna, którą można polecić inwestorom początkującym – metoda uśredniania cen: zrozumiała, logiczna, łatwa w zastosowaniu. Doskonale koi nerwy w czasie dołków i bessy.

„Gdyby akcje były jak jabłka lub pomarańcze ludzie kupowaliby ich więcej kiedy są tanie i mniej kiedy ceny idą w górę” – twierdzi Warren Buffet. Łatwo powiedzieć, tylko jak wyczuć moment, gdy aktywa są tanie? Jak zachować spokój, kiedy na rynku leje się krew? A patrząc z drugiej strony: dlaczego kupować mniej kiedy ceny idą w górę na fali rozkręcającej się hossy?

Dla uzyskania odpowiedzi na te pytania powstał cały aparat analityczny i mnóstwo strategii inwestycyjnych szacujących i zabezpieczających ryzyko. Większość wymaga sporej wiedzy, czasu i zaangażowania. To luksus, na jaki mogą pozwolić sobie procesjonalni gracze. Istnieje jednak strategia, którą z powodzeniem może stosować laik – DCA, Dollar Cost Averaging, czyli po polsku metoda uśredniania cen. Łatwa do zrozumienia i prosta w zastosowaniu, wymagająca tylko systematyczności i konsekwencji. Na czym polega?

Zakup ratalny

Strategia jest prosta: zamiast wykładać wszystkie pieniądze na jednorazowy zakup funduszy, gdy niełatwo „wstrzelić” się we właściwy moment, dzielimy środki na porcje i inwestujemy w ratach, w ściśle określonych przedziałach czasowych. Za każdym razem przeznaczamy na inwestycję taką samą sumę. Dla początkującego inwestora najwłaściwszym wyborem będą fundusze inwestycyjne.

Zakup na raty i uśrednianie cen pozwala zaasekurować ryzyko gwałtownej utraty wartości inwestycji, która w przypadku jednorazowej transakcji mogłaby uszczuplić poważnie kapitał. Kupując w określonych przedziałach czasowych w dłuższym okresie nawet na rynku spadającym rozkładamy ryzyko straty w czasie, dając sobie szansę na doczekanie do momentu poprawy koniunktury.

Ważny jest też psychologiczny aspekt inwestowania w ten sposób. Uśrednianie cen wprowadza większy spokój i poprawia komfort inwestora, uodparniając go w okresach bessy. Kiedy ceny spadają, naturalną reakcją jest stres, zdenerwowanie, a przy dużych korektach pojawia się chęć wycofania z inwestycji. Strategia DCA sprawia, że zmienia się postrzeganie rynkowych dołków, które z zagrożenia zmieniają się w szansę dokupienia większej liczby funduszy. Przecena może być traktowana jak rodzaj promocji, możliwości na powiększenie portfela.

Kolejnym plusem uśredniania cen jest to, że inwestor nie musi dysponować od razu całą suma do zainwestowania, ale lokować pojawiające się w budżecie nadwyżki finansowe w ramach planu systematycznego oszczędzania. Jeśli ktoś już ma duży budżet na inwestycje, również może inwestować w ratach, trzymając pozostałą pulę w płynnych instrumentach, łatwych do spieniężenia, tak by można było sięgnąć po pieniądze, gdy nadejdzie termin zakupu kolejnej transzy funduszy.

Dwa scenariusze

Zespół BGŻOptima przygotował dwie analizy inwestycji metodą DCA. Wybrany do nich został fundusz stabilnego wzrostu BGŻ BNP Paribas, mający już odpowiednio długą metrykę rynkową, charakteryzujący się umiarkowanymi wahaniami cen.

Na moment inwestycji wybrano 2010 r., kiedy rynek funduszy znalazł się w dołku. W pierwszym scenariuszu jednostki funduszu kupowane były w odstępach rocznych, według cen z pierwszego roboczego dnia nowego roku. Co roku hipotetyczny inwestor wydawał taką samą sumę: 5000 zł. W ciągu ośmiu lat, do 2017 r. kupił w ten sposób 305 jednostek funduszu po średniej cenie 131,46 zł. Najniższa cena nabycia to 116 zł. Najwyższa – 140 zł. Od 2010 r. zainwestował 40 tys. zł kapitału. Według cen z połowy maja tego roku wartość jednostek funduszu wyniosła 44980 zł (brutto, bez opłat i podatku), co oznacza wzrost o 12,4 proc. w ciągu ośmiu lat.

W drugim scenariuszu zlecenie kupna jednostek było składane na początku każdego kwartału, począwszy od stycznia 2010 r. Wartość jednorazowa inwestycji to znowu 5 tys. zł. Na początku II kwartału tego roku w portfelu modelowego inwestora było 1127,79 jednostek funduszu o wartości według cen z połowy maja 166 123 zł. Przy 150 000 zł zainwestowanego kapitału zysk z inwestycji wyniósł 10,7 proc.

Plusy i minusy

DCA ma też swoje mankamenty. Nie jest to z całą pewnością strategia agresywna. Ktoś nastawiony na duże zyski powinien poszukać innych metod. Uśrednianie cen najlepiej sprawdza się na rynku przechodzącym korektę, kiedy po niższych cenach można spokojnie budować portfel na lepsze czasy. Analizy i badania dotyczące DCA dowodzą, że w dwóch trzecich przypadków jest to strategia przynosząca mniejsze zyski niż jednorazowy zakup aktywów. Jak wspomnieliśmy nie jest to sposób na maksymalizację zysków. Nie jest to również metoda skoncentrowana na minimalizacji ryzyka, a na rozłożeniu go w czasie. DCA jest natomiast strategią systematycznego inwestowania w długim horyzoncie, odpowiednią dla nieprofesjonalnych inwestorów. Jej zaletą jest prostota i przejrzystość. Każdy może przeprowadzić symulacje zachowania wybranego aktywa przy zastosowaniu DCA i wybrać najlepsze rozwiązanie dla siebie.

Autor: Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

 

Eksport wzrósł w okresie styczeń-maj 2017 r. o 7,0 proc. r/r w euro, a import o 10,1 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 890,3 mln euro – padał GUS

Polscy eksporterzy potwierdzają silną pozycję konkurencyjną na rynkach krajów rozwiniętych, w tym przede wszystkim w UE. Wzrost eksportu do USA (prawie 26 proc.) pokazuje, że coraz lepiej radzą sobie także na amerykańskim rynku. Wpływa to pozytywnie na produkcję sprzedaną przetwórstwa przemysłowego, która po 5. miesiącach br. była wyższa o 6,6 proc. w stosunku do tego samego okresu 2016 r. A przemysł wspiera wzrost PKB, tworzy bowiem ok. 25 proc. wartości dodanej brutto.

Jest się z czego cieszyć. Mimo już wysokiego poziomu sprzedaży poza Polskę nasz eksport dalej rośnie. W ciągu 5 miesięcy 2017 r. wzrósł o 7 proc. (euro). To znacznie lepsze wyniki niż w tym samym okresie w zeszłym roku (wzrost eksportu o 1,2 proc.). Przy czym eksport rośnie w porównywalnym tempie i do krajów UE, w tym do strefy euro i na rynki rozwijające się (5-6 proc.). Natomiast zdecydowanie szybszy jest wzrost sprzedaży na rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej (o prawie 25 proc.), w tym przede wszystkim do Rosji  (ponad 17 proc/. r/r) i Ukrainy.

Wyraźnie widać zatem odbudowę relacji handlowych z naszymi wschodnimi partnerami biznesowymi, a także „odkrywanie” potencjału rynku amerykańskiego.

Szkoda, że polscy eksporterzy nie korzystają z możliwości rynków rozwijających się, w stopniu w którym robili to wcześniej, chociażby w 2015 r., gdy eksport na te rynki wzrósł w tempie prawie 13 proc. Należy mieć nadzieję, że nowa instytucja mająca pomagać polskim eksporterom i inwestorom skutecznie wesprze eksportową aktywność polskich firm na trudniejszych jak widać dla nich, rozwijających się rynkach.

Dane dotyczące importu w okresie styczeń-maj 2017 r. potwierdzają także dobrą koniunkturę w polskiej gospodarce (wzrost o ponad 10 proc.). Teraz czekamy już tylko na wyraźny wzrost inwestycji.

 

Autor: Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Coraz więcej osób zaciąga kredyty mieszkaniowe. Rosnące wynagrodzenia Polaków sprawiają, że banki także chcą na ten cel pożyczać wyższe kwoty. Od pół roku kredyty wyraźnie wspierają ożywienie, z którym na rynku mieszkaniowym mamy do czynienia już od czterech lat.

Trzyosobowa rodzina, w której rodzice pracują, powinna móc zadłużyć się na zakup mieszkania na kwotę bez mała 481 tys. zł – wynika z najświeższych danych zebranych przez Open Finance (mogą one jeszcze podlegać aktualizacji). Wartość ta jest medianą, a więc połowa banków chciałaby modelowej rodzinie pożyczyć więcej, a połowa zaoferowałaby niższą kwotę. To dokładnie tyle samo co przed miesiącem, ale też o 73 tys. zł więcej niż przed rokiem.

Do obliczeń przyjęto, że dwie osoby powinny otrzymywać „na rękę” kwotę 5772,06 zł (każdy z rodziców zarabia po średniej krajowej). Do tego szacunki zakładają, że modelowi kredytobiorcy mają dobrą historię kredytową i obecnie nie są zadłużeni. Rodzina skłonna jest też skorzystać z dwóch dodatkowych produktów – rachunku bankowego, na który będzie przelewane wynagrodzenie oraz karty płatniczej lub kredytowej. Kredytobiorcy wolą unikać ubezpieczeń czy programów regularnego oszczędzania. Zgodzą się na nie jedynie jeśli będzie to bezwzględnie opłacalne.

Popyt w górę pomimo wyższego wkładu i rosnących marż

Wysoki poziom zdolności kredytowej wynika w dużym stopniu z rosnących wynagrodzeń Polaków. Same banki nie wprowadziły bowiem w ostatnim czasie szczególnych ułatwień dla klientów szukających pieniędzy na mieszkanie. Co więcej, ostatnie miesiące pokazują raczej, że instytucje finansowe są skłonne do podnoszenia przeciętnego poziomu marż kredytowych (z 2% w marcu br. do 2,12% w lipcu). Te ruchy można łączyć z ustawą, która niebawem unormuje rynek hipotecznych długów. Nakłada ona na banki nowe obowiązki, co oznacza koszty. Niestety przeważnie jest tak, że przynajmniej część dodatkowych kosztów przedsiębiorstwa chcą przerzucać na swoich klientów. Wszystko wskazuje na to, że nie inaczej jest i w tym przypadku.

Ważnym problemem, przed którym stają potencjalni kredytobiorcy, jest też konieczność posiadania wkładu własnego. Standardowo gotówką trzeba pokryć 20% ceny mieszkania, choć spora część banków przyjmuje wnioski kredytowe od osób mających o połowę niższy wkład własny. Wszystko wskazuje na to, że to wymaganie nie jest dla Polaków przeszkodą nie do przejścia. Zarówno rosnące marże jak i konieczność posiadania w gotówce przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych nie zrażają tych, którzy od stycznia tłumnie ruszyli do banków po kredyty mieszkaniowe. Już od pół roku BIK informuje bowiem o rosnącym popycie na kredyty. Szczególnie mocno widać to było w styczniu br., kiedy uruchomiono środki na dopłaty w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”, ale pozytywna dynamika utrzymała się także w kolejnych miesiącach. Nie wykluczone, że będzie tak do końca roku, co wiązać trzeba nie tylko ze wzrostem popytu, ale też z efektem niskiej bazy – w drugim półroczu 2016 roku BIK raportował przeważnie spadku popytu na kredyty mieszkaniowe.

Niemniej ważny jest fakt, że Polacy skwapliwie korzystają z rosnącej zdolności kredytowej. Najnowsze dane BIK sugerują, że przeciętna kwota, o którą wnioskują nabywcy mieszkań, wzrosła o 10%. Można mieć jedynie nadzieję, że nie przełoży się to na wzrosty cen mieszkań, a jedynie zakupy lokali o wyższym standardzie.

Pół miliona to niemal standard

Tymczasem modelowa rodzina – o ile posiada zdolność kredytową i wymagany wkład własny – może na mieszkanie pożyczyć niemałe kwoty. Z deklaracji samych banków wynika, że najwięcej na mieszkanie pożyczą Euro Bank, BOŚ Bank, City Handlowy i ING Bank Śląski. Te instytucje byłyby na 30 lat skłonne pożyczyć ponad 500 tys. zł, a rekordzista prawie 650 tys. zł. Bez mała pół miliona zaoferowały takie instytucje jak Raiffeisen Polbank, BGŻ BNP Paribas czy PKO Bank Polski.

Najbardziej zachowawczy przy okazji badania zdolności kredytowej jest Bank Pocztowy. Ten chciałby modelowej rodzinie pożyczyć i tak sporo, bo 382 tys. złotych. Wraz z wkładem własnym daje to kwotę wystarczającą na zakup 60-70 metrowego mieszkania w Warszawie.

Przy zaciąganiu kredytu warto pamiętać, że w przyszłości poziom stóp procentowych wzrośnie, a wraz z nim wyższe będą też raty. Pojedyncza podwyżka stopy referencyjnej o 25 punktów bazowych może oznaczać o kilkanaście złotych wyższy koszt w przeliczeniu na każde 100 tys. zł pożyczone na 30 lat. To oznacza, że jeśli Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na pojedynczą podwyżkę stóp procentowych, to rata osoby zadłużonej na 3 dekady i 300 tysięcy złotych może wzrosnąć o około 50 złotych. Warto pamiętać, że jeszcze 5 lat temu podstawowa stopa procentowa była około 3 razy wyższa niż dziś. Gdyby do takiego poziomu powróciła, to dzisiejsza rata mogłaby wzrosnąć aż o 40% – np. z 1500 zł dziś do około 2100 zł miesięcznie. Choć obecnie realizacja takiego scenariusza jest bardzo mało prawdopodobna, to nie można jej z całą pewnością wykluczyć. Świadomość zależności pomiędzy wysokością raty i poziomem stóp procentowych to nieodzowny element, który może pomóc uniknąć nadmiernego zadłużania.

Autor: Bartosz Turek, analityk Open Finance

Intensywność zdarzeń polityczno-gospodarczych, które bezpośrednio wpływają na rynki finansowe jest tak duża, że płynność rynku stała się kluczowym aspektem przy wyborze inwestycji. Jak wynika z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA) oraz spółki Analizy Online, na koniec czerwca br. we wszystkich krajowych funduszach zgromadzone było 272,2 mld zł. Czy fundusze absolutnej stopy zwrotu w czasach dużej zmienności i niepewności są magnesem dla inwestorów?

2016 rok był piątym z kolei, w którym powiększyła się wartość aktywów zarządzanych przez fundusze inwestycyjne w Polsce. Na koniec grudnia wyniosła aż 259 mld zł. W pierwszych miesiącach 2017 roku wartość aktywów nadal rosła, ale wiosną sytuacja się pogorszyła. Niekorzystne warunki rynkowe i wypłaty z funduszy dedykowanych spowodowały spadek aktywów funduszy inwestycyjnych. Ostatecznie, na koniec czerwca we wszystkich krajowych funduszach zgromadzone było 272,2 mld zł, czyli o prawie 1,26 mld zł mniej niż miesiąc wcześniej.

W 2016 roku rynek funduszy inwestycyjnych musiał stawić czoła wielu wstrząsom. Mowa tu przede wszystkim o BREXICIE, wygranych przez Donalda Trumpa wyborach prezydenckich w USA czy podwyżce stóp procentowych dokonaną przez amerykańską Rezerwę Federalną (Fed). Wiele światowych gospodarek, także polska, zmierzyły się również z powracającą inflacją.

W zeszłym roku doświadczyliśmy dalszego rozwoju rynku. Powstały nowe towarzystwa funduszy inwestycyjnych, a już istniejące rozbudowały swoją ofertę. Jednocześnie utrzymał się trend rosnącego znaczenia FIZ-ów. To właśnie fundusze zamknięte były gorącym tematem medialnym w 2016 roku. W listopadzie pojawił się projekt ustawy dotyczącej ich dodatkowego opodatkowania. Ostatecznie udało się wypracować kompromisowe rozwiązanie, pozwalające na tworzenie atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych dla zamożnych inwestorów. Osoby, które chcą korzystać z takich rozwiązań, muszą przygotować równowartość minimum 40 tys. EUR.

Z drugiej jednak strony, inwestorzy mogą otrzymać produkt o stabilnym, umiarkowanym wzroście, a nie wysokim ryzyku. Zmianę nastawienia potwierdzają rosnące aktywa funduszy typu absolute return. Na koniec maja 2017 roku w kategorii funduszy absolutnej stopy zwrotu w formie FIZ-ów zgromadzonych było w sumie blisko 12 mld złotych.

Liderom tego segmentu rośnie konkurencja w postaci towarzystw, które mają ugruntowaną pozycję wśród inwestorów, ale uruchomiły autorskie fundusze absolute return stosunkowo późno. Jedno z najdłużej funkcjonujących na rynku towarzystw – Union Investment TFI – ma w swojej ofercie trzy fundusze zamknięte absolutnej stopy zwrotu. Według zarządzających, podstawą przyciągnięcia do siebie inwestorów jest zagwarantowanie odpowiedniej strategii i dbanie o zachowanie wysokiej płynności, co w polskich realiach nie zawsze jest regułą.

Takie działania są bardzo istotne w sytuacji nieprzewidywalności rynku. Ostatnie wybory prezydenckie we Francji, podczas których cała Europa wstrzymywała oddech z myślą o przyszłości Unii Europejskiej, są ilustracją tego, że możliwość szybkiej realokacji aktywów funduszu ma kluczowe znaczenie. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest zachowanie banków centralnych, które stają się istotniejsze niż wycena aktywów oraz czynniki fundamentalne.

Nie ma jednej recepty na inwestowanie w czasach niepewności. Na pewno ważne jest, aby zarządzający aktywami mieli konkretne pomysły na inwestycje. Warto również brać pod uwagę strategię market neutral, czyli neutralizowanie ryzyka. Należy wreszcie szukać efektywnych i płynnych rynków, a na pewno nie ulegać presji. To, że inni skupiają się tylko na inwestowaniu w konkretne klasy aktywów, nie zawsze oznacza, że będzie to opłacalny ruch.

 

Autor: Tomasz Michalak, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży Union Investment TFI

Co roku w wakacje wiele wątpliwości wzbudza praktyka zatrzymywania dowodu tożsamości w zastaw za wypożyczany sprzęt sportowy i rekreacyjny. Podobne zastrzeżenia budzi wykonywanie kserokopii dokumentów, np. przez obsługę hoteli. Dr Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy ODO 24, przestrzega przed niebezpieczeństwami, jakie mogą się wiązać z przywalaniem na takie zachowania.

– Na podstawie przejętego dowodu osobistego, a nawet jego kserokopii można uzyskać kredyt, pożyczkę, wykonać zakupy na raty, wynająć mieszkanie lub nawet założyć działalność gospodarczą. Zdarzają się również przypadki kradzieży samochodów wypożyczonych na uzyskany dokument tożsamości – mówi dr Paweł Mielniczek z ODO 24.

Z raportu InfoDok przygotowanego przez Związek Banków Polskich wynika, że w I kwartale 2017 roku udaremniono 1 746 prób wyłudzenia kredytów na łączną kwotę 90 mln złotych. Bez wątpienia dane te robią wrażenie, a warto dodać, że niestety zainteresowanie złodzieji i skala przestępstw w tym zakresie z roku na rok rośnie – dodaje dr Mielniczek.

W jaki sposób możemy się ochronić? Dobrze pilnować dokumentów potwierdzających tożsamość i nie udostępniać swoich danych niepowołanym osobom. Nie zgadzajmy się także na spisywanie danych z dowodu przez osoby niepowołane, a także nie zostawiajmy dokumentów w tzw. depozycie. Pamiętajmy także o niszczeniu wszystkich zbędnych dokumentów, na których znajdują się nasze dane – wskazuje ekspert ODO 24.

Polscy przedsiębiorcy finansują swoją działalność bezpośrednio z wypracowanego zysku
albo z oszczędności, a więc ze środków własnych. Szacuje się, że taki sposób finansowania wybiera od 60 proc. aż do 84 proc. firm. Jak wynika z publikacji zaprezentowanej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) pt. „Finansowanie biznesu w Polsce”, ponad połowa firm z sektora MSP nie korzysta z zewnętrznych źródeł finansowania.

Według danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, prawie połowa przedsiębiorców deklaruje, że zadłużyłaby się w banku tylko w przypadku wystąpienia dużych kłopotów finansowych. Autorzy Raportu wskazują, że przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka – częściowo odpowiadają za to takie czynniki, jak wciąż niewystarczająco szeroka oferta proponowana przez banki i instytucje finansowe czy w przypadku narzędzi nowszych niż kredyt, takich jak faktoring, brak wiedzy na ich temat.

Niewątpliwie obecna struktura finansowania polskich przedsiębiorstw wynika z niechęci przedsiębiorców do uzależniania się od obcego źródła kapitału i zaciągania zobowiązań, które w niepewnej rzeczywistości gospodarczej mogą wkrótce okazać się ponad ich siły – powiedział Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP. – Systematyczne oszczędzanie i korzystanie z własnych środków wydaje się być rozsądnym wyjściem. Jednocześnie można sobie wyobrazić liczne korzyści wynikające z możliwości szerszego wykorzystywania przez mikro i małe przedsiębiorstwa narzędzi takich jak faktoring, pozwalający im uniknąć problemów z zatorami płatniczymi– dodał Nowacki.

Jednym z najbardziej znanych zewnętrznych źródeł finansowania biznesu jest finansowanie z udziałem środków publicznych. Narzędzi wykorzystywanych w ten sposób jest wiele. Począwszy od dotacji z Funduszu Pracy na dofinansowanie rozpoczęcia działalności gospodarczej, w tym pożyczek z programu „Wsparcie na starcie” oferowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, poprzez środki przyznawane w ramach funduszy i programów unijnych, aż po produkty komercyjne oferowane przez banki, takie jak kredyty inwestycyjne i obrotowe, leasing oraz faktoring.

Szacuje się, że w latach 2005–2014 dotacje pochodzące w Funduszu Pracy, przyznawane na rozpoczęcie działalności gospodarczej, przyczyniły się do powstania ok. 461 tysięcy firm. Ponadto duże możliwości zdobycia środków na inwestowanie i prowadzenie firmy pochodzą z funduszy i programów Unii Europejskiej. Z publikacji ZPP wynika, że mimo bardzo wysokich kwot, które są w ich ramach dostępne, przedsiębiorcy z sektora MSP wciąż rzadko z nich korzystają. Główną barierę w zakresie ich otrzymania stanowią konieczne do spełnienia procedury i liczne wymogi formalne.

Przedsiębiorcy w większości są zdania, że dotacje unijne przyczyniają się do zwiększania konkurencyjności i wzrostu innowacyjności firm w Polsce. 80 proc. z nich jednak twierdzi, że dostępność funduszy unijnych jest ograniczona, a niewiele więcej uważa, że korzystanie ze środków unijnych wiąże się ze znajomością skomplikowanych procedur – powiedział adw. Jacek Cieplak, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. – Dla osoby prowadzącej bardzo niewielkie przedsiębiorstwo, konieczność wypełnienia wielu formalności jest dość uciążliwa, a przede wszystkim czasochłonna. Dlatego też nierzadko porzucają zamiar skorzystania z takiego rodzaju finansowania – dodał ekspert ZPP.

Przedsiębiorcy środki na sfinansowanie bieżących i inwestycyjnych działań mogą uzyskać w również bankach, które dysponują szeroką ofertą kredytową dla firm, a także oferują leasing i faktoring. W 2016 roku firmy leasingowe sfinansowały aktywa warte ponad 58 miliardów złotych, a trzeba zaznaczyć, że wg szacunków aż 53 proc. podmiotów korzystających z leasingu to mikroprzedsiębiorstwa. Ogólnie ponad ¾ usług firm leasingowych udzielanych jest przedsiębiorstwom z sektora MSP. Z faktoringu korzysta wciąż niewielu przedsiębiorców z sektora – około 11 proc.

Mimo, że w I kwartale 2017 roku prawie 90 proc. firm ubiegających się o kredyt otrzymało pozytywną decyzję, mniejsze przedsiębiorstwa wciąż mają problemy z pozyskaniem kredytu i zgłaszają, że coraz częściej uzyskują decyzje odmowne. W przypadku MSP najczęstszą przyczyną jest brak wystarczającej zdolności kredytowej. Jeśli chodzi o czynniki stanowiące bariery w dostępie do finansowania, przedsiębiorcy zwracają uwagę głównie na formalności oraz niewystarczające zabezpieczenia i gwarancje. Twierdzenia te, zgadzają się zatem ze statystykami dotyczącymi decyzji odmownych wydawanych przez banki.

Dane publikowane przez Narodowy Bank Polski pokazują, że luka finansowa sektora MSP wciąż wynosi 10 proc. Ciężko stwierdzić czy wynika ona z przyczyn takich jak chociażby niewystarczająca zdolność kredytowa, czy może z awersji do ryzyka, związanego ze spłatą zobowiązań. Nie zmienia to jednak faktu, że na rynku konieczne jest stworzenie atrakcyjnej oferty produktów dedykowanych przedsiębiorstwom z sektora MSP, dopasowanych do ich potrzeb, w tym również inwestycyjnych – powiedział Marcin Nowacki z ZPP.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców rekomenduje również przyznawanie środków publicznych na finansowanie przedsiębiorstw w jak najbardziej przejrzysty sposób, który w maksymalnym stopniu zagwarantuje rozsądne wydatkowanie pieniędzy z budżetu.

Finansowane powinny być tylko projekty użyteczne, czyli możliwe do zrealizowania oraz komercjalizacji. Trzeba jednak pamiętać o tym, by procedury i poziom ich sformalizowania nie zniechęcały przedsiębiorców do korzystania z dostępnych środków – skomentował Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

W kontekście przedstawionych danych należy docenić skłonność polskich przedsiębiorców do oszczędzania, ponieważ to od tego w dłuższej perspektywie zależy przyszła stopa inwestycji. Jednym z naszych postulatów jest przygotowanie oferty „szytej na miarę potrzeb sektora MSP”, ale także generowanie impulsów, które sprawią, że firmy będą częściej i chętniej inwestowały. To pobudzi gospodarkę i przełoży się na szeroko pojęte korzyści – podsumował Jacek Cieplak, ekspert Związku.

W firmach rozrastają się i tworzą działy zajmujące się promocją, reklamą czy też szeroko pojętym marketingiem. Kreatywne CV to sposób, żeby odróżnić się w stosie składanych aplikacji. To również pokazanie swoich umiejętności graficznych, które w branży kreatywnej są bardzo pożądane. Trzeba jednak uważać na to, żeby nie przesadzić i oprócz ciekawych efektów wizualnych, zawrzeć w dokumencie informacje, które są dla rekrutera najważniejsze.

Pokaż to w czym jesteś najlepszy

Jeżeli kandydat aplikuje na stanowisko związane z social media czy online marketingiem w swoim CV powinien zawrzeć link do prowadzonych przez siebie stron i profilu na LinkedIn lub GoldenLine.  W krajach Europy Zachodniej coraz częściej kandydaci, którzy nie posiadają profesjonalnych kont na serwisach zawodowych nie są brani pod uwagę w procesie rekrutacyjnym. Rekruter i tak prawdopodobnie sprawdzi Twoje profile w social media. Dlaczego nie ułatwić mu zadania i już w CV podać odpowiedni link?

Kreowanie naszej marki w social media to również ważna umiejętność dla osoby specjalizującej się w branży kreatywnej, dlatego warto chwalić się wypracowanym personal brandingiem już na etapie wysłania CV. Tak naprawdę profil na portalu LinkedIn czy też GoldenLine jest naszym internetowym CV, dlatego staraj się prowadzić go jak najlepiej. Jeśli brałeś udział w ciekawych projektach, napisałeś wartościowe teksty czy poradniki, pokaż wszystkie owoce swojej pracy. Zabieraj głos w ciekawych dyskusjach i bądź aktywny, ponieważ dzięki temu zyskasz szansę na zwrócenie uwagi potencjalnego pracodawcy oraz nawiązania wartościowych relacji biznesowych.

Co z tym wykształceniem?

To zależy. Jeśli jesteś studentem, który jeszcze nie nabył doświadczenia, wpisz kierunek studiów i dodatkową aktywność, jak np. organizacje czy udział w akcjach promujących uczelnie. Jeśli jednak masz już doświadczenie w branży wymień swoje obowiązki i obszary, za które byłeś odpowiedzialny. W Polsce nadal niewiele kierunków studiów w pełni przygotowuje swoich absolwentów do pracy w social media. Jednak fakt ten nie musi stanowić bariery nie do przeskoczenia. Branża kreatywna charakteryzuje się tym, że bardzo dużo można nauczyć się samemu. Jak? Czytając artykuły, analizując case studies, chodząc na konferencje. Oferta kursów i szkoleń jest naprawdę bogata. Dlatego właśnie wykształcenie nie jest aż tak ważne – ważna jest orientacja w trendach, ciekawe pomysły, a nie sam kierunek ukończonych studiów.

Koniec z nudą!

W branży kreatywnej bardzo cenioną umiejętnością są kompetencje związane z grafiką. Prowadząc strony internetowe i konta w mediach społecznościowych tworzysz infografiki i layouty. Warto znać choćby podstawy i najprostsze narzędzia, które ułatwią codzienną pracę. Jeżeli starasz się o stanowisko powiązane z grafiką pokaż rekruterom swoje realizacje w CV. Ciekawie wplecione elementy graficzne do CV będą świetnym wyróżnikiem, który sprawi, że zostaniesz zapamiętany na tle pozostałych kandydatów. Podczas dołączania grafiki i różnego rodzaju efektów wizualnych do aplikacji należy zachować dobry smak i nie przesadzać. CV jest po to, żeby przekazać rekruterowi konkretne informacje. Unikajmy przerostu formy nad treścią.

Jeśli nie czujesz się pewnie w tworzeniu kreatywnej wersji CV, skorzystaj z dostępnych w Internecie możliwości. Bez problemu znajdziesz wiele kreatorów CV i programów, dzięki którym Twoje CV stanie się jeszcze bardziej atrakcyjne.

Trendy w branży kreatywnej zmieniają się bardzo szybko. Już niedługo może być tak, że tradycyjne CV nie będzie już brane pod uwagę, a rekruterzy postawią na wideoprezentację.  Jedno jest pewne – jest to branża, która pozwala na więcej i warto to wykorzystać w tworzeniu swojej aplikacji

Eksperci

Starczewska-Krzysztoszek: Przemysł w Polsce Wschodniej silnie rośnie

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. o 5,7 proc. r/r. W najw...

Rozbicki: Zawirowania w polskiej polityce argumentem dla spekulantów

Cała Polska żyje zamieszaniem wokół próby dokonania kontrowersyjnych zmian w krajowym sądownictwie. ...

Sagan: Większość polskich przedsiębiorców nie dba o kondycje finansową

Z opublikowanego w lipcu badania Związku Banków Polskich (ZBP) wynika, iż kredyt bankowy jest obecni...

Sawicki: Letnia zadyszka gospodarki Eurolandu

Słabość dolara jest podtrzymywana, co obrazuje indeks dolarowy na pułapie najniższym od ponad roku. ...

Greenspan: Magia kryptowalut

Reakcja rynków po przemówieniu Mario Draghi była zaskoczeniem chyba nawet dla niego. Pomimo starań, ...

WIADOMOŚCI

Budżet na 2018 r. realny, ale obarczony ryzykami

Założenia makroekonomiczne do budżetu na 2018 r. są osiągalne, aczkolwiek obarczone wieloma ryzykami...

Dobre prognozy dla polskiej gospodarki

Na początku br. sytuacja przedsiębiorstw poprawiła się i pozostała wyraźnie powyżej swojej długookre...

Program „Rodzina 500 plus” w liczbach

Wsparciem z rządowego programu „Rodzina 500 plus” w czerwcu objęto już ponad 3,98 mln dzieci do 18 l...

Przedsiębiorcy dziękują Prezydentowi RP za weto

Doceniamy, że Prezydent wsłuchał się w głos przedsiębiorców i zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym i...

Członkowie RDS apelują do prezydenta o weto

Członkowie Rady Dialogu Społecznego:  BCC, Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Związek Rzemiosła P...