Home Archiwa 2017 Lipiec 11

Dzienne archiwaLip 11, 2017

 

Wakacje w pełni, a pracodawcy wciąż poszukują pracowników do wykonywania prac sezonowych.  HoReCA, budownictwo czy przetwórstwo to tylko niektóre z branż, w których brakuje rąk do pracy. Ekspert LeasingTeam radzi, gdzie jeszcze można znaleźć ciekawe oferty, na jakie stanowiska pracodawcy poszukują najczęściej i za jakie stawki.

Okres wakacyjny to czas, kiedy na rynku jest najwięcej ofert prac sezonowych. Mimo, że w wakacje zwykle przemysł i produkcja zwalniają, w innych obszarach, ze względu na zwiększone zamówienia bądź wzmożony ruch turystyczny, pojawia się zapotrzebowanie na dodatkowych pracowników.

Kto zatrudnia?

Od lipca do końca września dodatkowe zajęcie można znaleźć w turystyce, handlu, a także gastronomii. Te trzy obszary często łączą się ze sobą, dając w okresie wysokiego sezonu tysiące dodatkowych miejsc pracy i szansę na zarobek. Dużym zainteresowaniem kandydatów cieszą się oferty pracy w kurortach wypoczynkowych np. w nadmorskich miejscowościach. Już w maju pojawiają się pierwsze oferty pracy w restauracjach, barach, hotelach, przy organizacji eventów, obsłudze ośrodków wypoczynkowych, które podczas słonecznych miesięcy przeżywają prawdziwe oblężenie polskich i zagranicznych turystów. Chętnie korzystają z tej okazji młodzi ludzie chcący nie tylko zarobić, ale też skorzystać z atrakcji, które proponują miejscowości turystyczne. Letnie miesiące to doskonały czas dla branży budowlanej, remontowej i pokrewnych. Pracę na pewno znajdą pracownicy fizyczni np. budowlańcy lub ogrodnicy. Zapotrzebowanie na wsparcie dodatkowych pracowników, ze względu na czas zbiorów, rośnie również w sadownictwie i rolnictwie, a co za tym idzie także w branży produkcji i przetwórstwa owoców i warzyw.

Oferty prac sezonowych cieszą się dużym zainteresowaniem studentów, którzy w czasie wakacyjnej przerwy nie tylko mają okazję zarobić, ale także zdobyć cenne doświadczenie zawodowe. Miesiące letnie to dla nich dobry moment na podreperowanie domowego budżetu oraz możliwość odbycia praktyk lub staży.

W okresie wakacji wiele przedsiębiorstw chętnie zaoferuje współpracę osobom, które dopiero wkraczają na rynek pracy. Oferty praktyk znajdą m.in. studenci marketingu, finansów czy kierunków technicznych. Zdobyte w trakcie praktyk umiejętności, a także kontakty biznesowe mogą okazać się niezwykle wartościowe w przyszłości – komentuje Marta Pilipowicz, Dyrektor Regionu w LeasingTeam.

Gdzie szukać ofert pracy?

Osobom szukającym pracy sezonowej z pomocą przychodzą internetowe portale rekrutacyjne, lokalne portale ogłoszeniowe oraz agencje zatrudnienia, które publikują oferty pracy na swoich stronach internetowych. O ofertach wciąż jeszcze można dowiedzieć się z tradycyjnych źródeł takich jak poczta pantoflowa czy plakaty i ogłoszenia rozwieszone na słupach ogłoszeniowych czy w witrynach sklepowych. Firmy, które specjalizują się w rekrutacjach właśnie w okresie wakacji oddelegowują do swoich klientów najwięcej pracowników. Agencje zatrudnienia mają wiedzę oraz szeroką bazę kandydatów, dzięki czemu są w stanie szybko i efektywnie zrekrutować i zatrudnić nowe osoby. To sprawia, że wiele firm nawet nie próbuje poszukiwać pracowników samodzielnie tylko od razu kontaktuje się z agencjami zatrudnienia. Warto mieć to na uwadze w czasie poszukiwania pracy i zarejestrować się w bazie kandydatów firm rekrutacyjnych.

Rekrutując pracowników zwykle najpierw przeglądamy własną bazę, w której znajdują się aplikacje kandydatów, również zarejestrowanych  bezpośrednio przez portal praca.leasingteam.pl. Za pośrednictwem portalu LeasingTeam można aplikować bez konieczności dodawania swojego CV. Wystarczy wypełnić krótki formularz rejestracyjny – wyjaśnia Marta Pilipowicz z LeasingTeam – Pozostawiając swoje dane kandydat nie tylko umożliwia rekruterowi kontakt w sprawie konkretnej oferty pracy,  ale zyskuje też szansę na otrzymywanie dopasowanych ofert pracy w przyszłości – dodaje ekspert.

Kryteria wyboru pracownika

Pracodawcy od zawsze cenią osoby, które są pracowite i zaangażowane. Liczą się dla nich również dyspozycyjność, sumienność oraz gotowość do podjęcia pracy na krótszy czas. W przypadku niektórych ofert może być wymagane doświadczenie, choć w większości, ogłoszenia dotyczą prac polegających na wykonywaniu prostych czynności, których łatwo można się nauczyć.

Okres trwania umowy

Okres zatrudnienia i czas wykonywania pracy sezonowej będą zależały od wielu czynników, w tym m.in. sektora czy branży, w których działa firma. Mogą to być zajęcia trwające od kilku dni tak jak rozdawanie ulotek, czy obsługa imprez, przez kilka tygodni w przypadku zastępstw na czas urlopów, nawet do 3-4 miesięcy w sytuacji pracy na produkcji.

Ze względu na krótki okres wykonywania pracy, znalezienie osoby zainteresowanej ofertą nie jest wcale łatwe, choć nie niemożliwe. Aby skrócić czas poszukiwań, pracodawcy często zwracają się o pomoc do agencji zatrudnienia, które mają w swojej bazie kandydatów w przeszłości już zatrudnianych w oparciu o umowy tymczasowe, nawet na okres kilku dni lub tygodnia – komentuje ekspert LeasingTeam – To gwarantuje pracodawcom dotarcie do już sprawdzonych kandydatów – dodaje ekspert.

Ile można zarobić?

Wysokość stawek za godzinę zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od rodzaju pracy, doświadczenia pracownika czy regionu Polski, w którym będzie wykonywał pracę. Istotne znaczenie może mieć również długość trwania umowy. W przypadku ofert, w których czas wykonywania pracy trwa np. tylko kilka godzin, zachętą do podjęcia pracy może być wyższa stawka godzinowa. Tak jest chociażby w przypadku stanowiska hostessy czy animatora gier i zabaw dziecięcych, którzy pracę znajdą najczęściej w weekend w centrach handlowych lub podczas imprez plenerowych. Czas zatrudnienia animatora może się jednak wydłużyć, jeżeli rozejrzy się za ofertami w hotelach i pensjonatach zlokalizowanych w miejscowościach turystycznych, które w swojej ofercie bardzo często mają animacje dla dzieci. W sezonie turystycznym atrakcyjne wynagrodzenie otrzymają pracownicy zatrudniani w gastronomii i w hotelarstwie. Mimo, że kelnerzy, barmani, pomoce kuchenne czy pracownicy recepcji bardzo często otrzymują minimalne wynagrodzenie w wysokości 13 zł brutto za godzinę, bardzo często uzyskują również dodatkowe gratyfikacje w postaci napiwków, procentu od utargu bądź zakwaterowania.

Miesiące letnie to także dobry czas dla pracowników branży remontowo-budowlanej. Największe zapotrzebowanie jest na ekipy remontowe, wykonujące kompleksowe usługi, od elektryki i hydrauliki przez układanie glazury i terakoty, aż po kładzenie gładzi i malowanie. Mile widziane są także osoby w charakterze „złotej rączki”, które wykonają mniejsze zlecenia związane z wykończeniem mieszkania np. powieszą karnisz lub żyrandol. Stawki, w zależności od kwalifikacji i rodzaju wykonywanej pracy, kształtują się na poziomie od 13 do 20 złotych brutto na godzinę.

 

Źródło: Grupa Kapitałowa LeasingTeam

Po chwilowym wzroście popularności SPD Martina Schulza, wyniki jego partii wróciły do poziomu z początku 2016 roku. Daje to w tym momencie Angeli Merkel i kierowanej przez nią koalicji CDU/CSU przewagę kilkunastu punktów procentowych nad największym konkurentem. Znaczący wpływ na zmiany poparcia miały wyniki wyborów do parlamentów landowych – porażka SPD w Saarze oraz wzmocnienie CDU dzięki wygranej w Szlezwiku-Holsztynie i Nadrenii Północnej-Westfalii. Raport Deutsche Bank Research pokazuje, że pozycję rządzącej koalicji poprawiają także korzystne wyniki gospodarcze Niemiec.

Na korzyść Merkel przemawiają dane makroekonomiczne z ostatniego okresu i obiecujące prognozy. Pierwszy kwartał 2017 roku przyniósł wzrost PKB o 0,6 proc. k/k, co skłoniło ekspertów Deutsche Bank do korekty prognoz wzrostu tego wskaźnika na ten rok z 1,1 proc. na 1,3 proc. Optymizmem napawa też rosnące zatrudnienie i niski wskaźnik bezrobocia, który w kwietniu osiągnął poziom historycznego minimum (5,7 proc.). Na sytuację nie wpłynęły też ruchy migracyjne, nieoddziałujące już tak silnie na niemiecką gospodarkę. „W związku ze zmniejszającym się napływem uchodźców wydatki rządowe powinny stopniowo się obniżać” – przewidują autorzy raportu.

Pierwsze półrocze przyniosło także poprawę wskaźników eksportu, zgodnie z globalnym trendem. Eksperci Deutsche Bank zachowują jednak w tej kwestii ostrożność i szacują w 2017 roku wzrost r/r z 2,7 proc. do 3,6 proc. Podobne prognozy prezentuje monachijski Instytut Badań nad Gospodarką (Ifo). „W maju przewidywania Ifo co do wysokości eksportu były najwyższe od 2013 roku” – komentują analitycy Deutsche Bank. – „Popyt na dobra eksportowane przez Niemcy hamuje również umacniające się euro”. Do dalszych inwestycji może zniechęcać również sytuacja polityczna. Wpłynęła na to krytyka niemieckiego eksportu wyrażona przez Donalda Trumpa, a także możliwość przedterminowych wyborów we Włoszech. Znacznie mają również wciąż niepewne konsekwencje Brexitu.

W kontekście relacji gospodarczych z Polską Niemcy umocniły swoją pozycję jako nasz główny partner handlowy. W 2016 r. eksport do Niemiec wyniósł 50,2 mld EUR, a import z Niemiec wyniósł 41,8 mld EUR, co daje odpowiednio 27,3 proc. udział tego kraju w eksporcie z Polski i 23,4 proc. udział Niemiec w imporcie do Polski.

Zdaniem Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Deutsche Bank Polska, długoterminowy trend poprawy relacji cen eksportu w stosunku do cen importu w handlu Polska-Niemcy sygnalizuje stopniowe przesuniecie w kierunku eksportu o większej wartości dodanej, co pomaga w utrzymaniu nadwyżki handlowej z Niemcami (8,4 mld EUR w 2016 r. oraz 2,5 proc. mld EUR w  I kw. 2017r.). – Zwiększająca się intensywność współpracy gospodarczej z naszym zachodnim sąsiadem znajduje odzwierciedlenie zarówno w rosnących obrotach handlowych pomiędzy Polską i Niemcami, jak i zwiększającym się udziale Niemiec w obrotach handlowych Polski – mówi Arkadiusz Krześniak. W 2016 r. eksport do Niemiec stanowił 11.8 proc. polskiego PKB i a import 9,8 proc. W I kw. br. intensywność  wymiany handlowej z Niemcami mierzona udziałem w PKB wzrosła do 12,9 proc. w eksporcie  oraz 10,5 proc. w imporcie.

Potencjał produkcyjny

Dość stabilnie prezentuje się sytuacja na niemieckim rynku wewnętrznym. Przewidywany wzrost produkcji w 2017 roku szacuje się na 1,5 proc. Pierwszy kwartał br. okazał się szczególnie pomyślny dla przemysłu elektronicznego, który osiągnął najlepszy wynik od 2011 roku. W rezultacie prognozy wzrostowe Deutsche Bank dla tej branży zostały skorygowane z 1 proc. do 3 proc.

Przemysł elektroniczny skorzystał między innymi na boomie w budownictwie. Sektor charakteryzuje znaczny popyt na rynku mieszkaniowym. Nie zostanie on jednak szybko zaspokojony. „Budowa nowych nieruchomości jest hamowana przez niedobór działek budowlanych – obserwujemy tu brak elastyczności spowodowany licznymi przeszkodami natury biurokratycznej i ekologicznej” – czytamy w raporcie. Mimo to prognozy wzrostu dla tej branży również zostały skorygowane do nieco ponad 3 proc.

Jednak największy potencjał przypisuje się branży farmaceutycznej, wyróżniającej się na tle przemysłu chemicznego, który obecnie jest w fazie stagnacji. Przewidywania Deutsche Bank dla branży zakładają 4-procentowy wzrost w ciągu bieżącego roku, zastrzegając przy tym ostrożne podchodzenie do prognoz. Do tego sukcesu przyczynia się rosnący eksport produktów farmaceutycznych do USA i Szwajcarii. Zmniejszyły się za to obroty w handlu z Wielką Brytanią – podobnie jak w przypadku przemysłu samochodowego, który po wyraźnym spadku produkcji w ostatnim kwartale 2016 r. (-3,8 proc.) na początku tego roku ponownie odnotował tendencję wzrostową (2,7 proc.). Więcej niemieckich pojazdów trafi na dwa największe rynki zbytu samochodów, do Chin i USA.

Finansowe ryzyko

Zmian nie brakuje także na rynku finansowym. „W pierwszym kwartale 2017 roku odnotowano znaczny wolumen kredytów udzielanych przedsiębiorcom. Ich wartość wzrosła o 15,6 mld euro i była wyższa o 2,2 proc. r/r. Korzystny trend można zaobserwować również w cenach 5-letnich obligacji, które zaliczyły wzrost 3,5 proc. r/r – to najlepszy wynik od czasu pęknięcia bańki spekulacyjnej. Odwrotna tendencja cechuje obligacje o krótszym, rocznym terminie wykupu, których ceny spadły o 4,8 proc. r/r. W opinii analityków Deutsche Bank warto obserwować rozwój sytuacji w kolejnych miesiącach: „Widoczna jest presja na udzielanie kredytów. W badaniu EBC na temat akcji kredytowej banków (BLS) instytucje finansowe potwierdzają zamiar uproszczenia warunków udzielania kredytów.”

Działania banków nie pozostaną bez wpływu na koniunkturę. Zwiększenie akcji kredytowej jest czynnikiem, który w znaczący sposób zwiększa ryzyko przegrzania gospodarki w 2018 roku. Dotychczas było ono powstrzymywane przez cechy charakteryzujące niemieckie społeczeństwo i gospodarkę: ustalanie poziomu płac przez zbiorowe układy pracy, skłonność do oszczędzania, konserwatyzm przy zaciąganiu kredytów i awersję do ryzyka. Jednak to może nie wystarczyć, biorąc pod uwagę, że roczny wzrost PKB już po raz czwarty przekroczy poziom potencjalny szacowany na 1,2 proc.

Siła i zaufanie

Choć autorzy raportu Deutsche Bank sugerują, że wybory nie przyniosą przełomu w niemieckiej polityce, można spodziewać się pewnych zmian. „W obliczu nadwyżki budżetowej nowy rząd prawdopodobnie zdecyduje się na obniżkę podatków o co najmniej 0,5 proc. PKB” – czytamy w dokumencie. Wraz ze wzrostem wydatków na inwestycje infrastrukturalne i wprowadzeniem dodatkowych regulacji na rynku pracy stanowi to dodatkową przesłankę zwiększającą ryzyko przegrzania niemieckiej gospodarki.

Choć przewidywania ekspertów mogą napawać niepokojem, w tej chwili sytuacja gospodarcza to mocna karta koalicji CDU/CSU w jesiennych wyborach do Bundestagu. Badanie IfD Allensbach daje jej ponad 35 proc. poparcia, przy około 25 proc. dla SPD. Pozostałe partie zostały zostawione daleko w tyle: FDP i Zieloni mogą liczyć na nieco poniżej 10 proc., głosów, jeszcze słabiej wypada Afd, które straciło na popularności wraz z wprowadzeniem przez rząd bardziej restrykcyjnej polityki migracyjnej. Wydaje się zatem, że Angeli Merkel już nic nie zagraża – świadczą o tym nie tylko dane liczbowe (nawet koalicja SPD, Zielonych i Lewicy nie zapewniłaby sobie przewagi w Bundestagu), ale i odbiór społeczny: z badań instytutu Infratest dimap wynika, że ponad 60 proc. Niemców jest zadowolonych z pracy dotychczasowej kanclerz.

W czerwcu br. stopa bezrobocia spadła do 7,2 proc. – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To o 0,1 pkt. proc. mniej niż miesiąc wcześniej i o 1,5 pkt. proc. mniej niż rok temu.

Dane za czerwiec potwierdzają trwającą od początku roku systematyczną poprawę na rynku pracy. Co prawda dynamika spadku bezrobocia wyhamowuje i wyniosła 1,5 pkt. proc. r/r wobec 2 pkt proc r/r w styczniu, ale nadal pozytywne informacje płyną ze wszystkich województw.

W sektorze dużych firm (2000 i więcej zatrudnionych) jest największe zapotrzebowanie na pracowników. Przedsiębiorstwa informują o problemach ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników oraz o nieobsadzonych stanowiskach pracy. Problem z zapełnieniem wakatów zgłaszany jest już w co trzecim przedsiębiorstwie, a jeszcze więcej firm informuje o trudnościach ze znalezieniem osób o odpowiednich kompetencjach.

Wzrost zatrudnienia wynika także ze wzrostu zapotrzebowania na pracowników w przedsiębiorstwach publicznych, które jeszcze w 2016 r. wyraźnie redukowały zatrudnienie. To drugi kwartał z rzędu, w którym informują one o rosnących planach zatrudnienia. Dynamika zatrudnienia będzie zróżnicowana w zależności od branży: wysoka w przetwórstwie przemysłowym, stabilna w usługach, relatywnie niska w budownictwie. Zwiększenie zatrudnienia w sektorze budowlanym wymaga większych inwestycji.

Nadal największym wyzwaniem dla polskiego rynku pracy jest kurcząca się podaż pracowników. Przyczyną jest pogłębiający się deficyt młodych wchodzących na rynek pracy oraz bardzo niski poziom aktywności zawodowej.

 

Autor: Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan

Polacy wymyślili system do sprawiedliwego, etycznego i bezobsługowego pomiaru czasu pracy! Analiza statystyczna ruchu człowieka mierzona przez czujnik wbudowany w inteligentną kartę w kształcie identyfikatora pracowniczego – to nowy wynalazek Polaków, który ma szansę zmienić sposób rozliczania czasu pracowników w polskich firmach. Inspiracją do powstania TIMATE były opaski sportowe – w jego przypadku jednak zamiast kalorii i kroków mierzony i prezentowany jest czas pracy.

Choć na pierwszy rzut oka TIMATE przypomina typową kartę dostępową, to w rzeczywistości urządzenie jest reprezentantem technologii Internet of Things – przy pomocy specjalnych centralek zbiera dane z czujników wbudowanych w kartę o ruchu pracowników i pozwala je na wiele sposobów interpretować. Co więcej, uruchamia się automatycznie i nie wymaga od pracownika żadnej aktywności.

– Można powiedzieć, że nasza karta jest przedstawicielem nowej generacji 8-bitowych urządzeń elektronicznych, pobierających niezwykle mało prądu, dzięki czemu możliwe jest jej zasilanie energią światła. Karta ma wbudowany wyświetlacz w technologii ePaper. Służy jako wizytówka pracownika, ale może też poinformować właściciela o liczbie przepracowanych godzin, konieczności zrobienia sobie przerwy czy przysługujących dniach urlopowych – mówi Tomasz Łempiński, CTO w TIMATE. – Co najważniejsze, wszystko odbywa się w zgodzie z zasadami etyki, ponieważ TIMATE nie gromadzi żadnych wrażliwych danych, np. odcisków palca, a o czasie pracy informuje obie strony – pracownika i pracodawcę.

Jak to możliwe? Właśnie dzięki wbudowanemu czujnikowi ruchu i statystycznej analizie poruszania się człowieka, na podstawie której system generuje informacje na temat czasu pracy.

– Pomysł na wynalazek zrodził się z prawdziwej potrzeby: poszukiwaliśmy dla naszej firmy systemu RCP (do rejestracji czasu pracy), który będzie praktyczną alternatywą dla uciążliwego odbijania karty. Okazało się, że na rynku istnieją tylko dwie możliwości: przestarzałe karty dostępowe lub inwazyjne techniki biometryczne. Nie jesteśmy zwolennikami inwigilacji i nigdy nie braliśmy pod uwagę biometrii, dlatego też postanowiliśmy sami stworzyć system, który wypełni rynkową lukę. Inspiracją stały się dla nas również zegarki sportowe, którymi mierzy się dziś kroki czy kalorie. My zaproponowaliśmy pierwsze na świecie rozwiązanie, które mierzy pracę bezobsługowo – i do tego robi to sprawiedliwie i etycznie – mówi Maciej Światowski, CEO w TIMATE.

TIMATE został zaprojektowany z myślą zarówno o pracownikach firm, jak i ich pracodawcach. Karta jest nie tylko podręcznym zbiorem informacji o czasie pracy, ale również strażnikiem bezpieczeństwa zatrudnionych. Może być też używana na obszarach otwartych, gdzie w odpowiednim momencie poinformuje użytkownika o braku kasku na głowie, a także wyśle alert, jeśli pracownik ulegnie wypadkowi.

Wystarczy zbliżyć swoją kartę TIMATE do smartfonu, a po automatycznej aktywacji aplikacji połączonej z systemem kadrowym i zarządzania zadaniami pracownik będzie mógł sprawdzić wszystkie dane dotyczące swojej pracy – podobnie jak w aplikacjach treningowych towarzyszących smartwatchom. Potencjał karty można wykorzystać również po godzinach pracy – służyć temu mogą mikroaplikacje, takie jak na przykład stacja pogody.

Projekt jest w fazie zaawansowanych prac badawczo-rozwojowych prowadzonych w ramach programu „Szybka ścieżka” przygotowanego przez NCBiR i dofinansowanego ze środków unijnych. Firma chce rozpocząć współpracę z przedsiębiorstwami zajmującymi się rozwiązaniami ERP, IoT oraz systemami klasy Wokforce Managment, które w swoich produktach mogłyby wykorzystać technologię TIMATE. Twórcy poszukują też chętnych do przetestowania wynalazku, którzy podzielą się cennymi uwagami na temat ewentualnych modyfikacji.

– Przeprowadziliśmy już pozytywne testy na próbie studentów śląskiej uczelni, a także w badaniach z wykorzystaniem symulacji wirtualnej. Nadszedł czas, aby nasza karta sprawdziła się również na „żywym organizmie”, jakim jest prawdziwe przedsiębiorstwo – poszukujemy firm i partnerów, którzy dadzą nam szansę na przetestowanie i dopracowanie naszej technologii. Mamy świadomość, że każda firma ma różne potrzeby w zakresie zarządzania czasem pracy, dlatego też jesteśmy otwarci na wszystkie sugestie i propozycje, dzięki którym optymalnie dopasujemy TIMATE do oczekiwań przedsiębiorców i pracowników z różnych branż – podkreśla Tomasz Łempiński, CTO TIMATE.

Komercyjne wdrożenie technologii planowane jest na koniec 2018 roku.

 

Źródło: TIMATE

Kilkuset eksporterów i importerów z Chin przyjedzie do Warszawy w poszukiwaniu możliwości współpracy z przedsiębiorcami z Polski. Podczas Targów China Expo – China Brand Show Poland 2017 będą prezentować swoje towary i usługi z różnych branż i rozmawiać na temat rozwijania biznesu dzięki wymianie handlowej na trasie Polska-Chiny. Wydarzenie stanowi platformę do promocji produktów chińskich marek i jest w całości popierane przez tamtejszy rząd. Udział w imprezie potwierdziło już 7 prowincji z Państwa Środka, w tym Shanxi, która w tym roku będzie gościem honorowym targów. Targi China Expo – China Brand Show Poland odbędą się w dniach 14-16 września, w Centrum Targowo-Kongresowym przy ul. Marsa 56c w Warszawie. Tegoroczna edycja organizowana jest we współpracy z Ministerstwem Handlu Chińskiej Republiki Ludowej.

– China Expo – China Brand Show Poland to miejsce, gdzie tworzy się realny biznes pomiędzy Polską a Chinami. Wydarzenie oferuje możliwość wielu bezpośrednich rozmów z przedsiębiorcami z Państwa Środka, a jednocześnie, dzięki szkoleniom i konferencjom, zapewnia przydatną wiedzę, jak te spotkania skutecznie poprowadzić. W efekcie tylko w zeszłym roku impreza przyniosła kontrakty handlowe o wartości kilku milionów dolarów. Te targi bardzo dobrze wpisują się też w gospodarczą inicjatywę Jednego Pasa i Jednej Drogi, czyli One Belt, One Road. Z myślą o  umacnianiu więzów między krajami położonymi wzdłuż tej trasy, ścisłej współpracy z Polską oraz promowaniu chińskiej marki,  impreza ma silne poparcie ze strony przedstawicieli władz w Chinach – przyznaje Bartosz Sosnowski, wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego, organizatora imprezy.

Podczas China Expo – China Brand Show Poland w charakterze wystawców pojawią się firmy z wielu regionów Chin. Swoją obecność na targach zapowiedzieli już reprezentanci siedmiu chińskich prowincji:  Fujian, Guangdong, Jiangsu, Zhejiang, Hebei,  Henan, a także Shanxi. Tylko z tego ostatniego regionu do Warszawy wybiera się delegacja złożona z 46 przedsiębiorstw. Chińscy przedsiębiorcy na stoiskach prezentować będą produkty i usługi z zakresu wyposażenia kuchni i łazienek, oświetlenia, artykułów gospodarstwa domowego, ale też materiałów budowlanych czy zabawek i upominków. By ułatwić polskim przedsiębiorcom nawiązywanie kontaktów handlowych z przedstawicielami Państwa Środka i zrozumienie specyfiki tego rynku przygotowane zostaną merytoryczne spotkania poświęcone obustronnej współpracy.

 

Źródło: chinaexpo

Od grudnia ubiegłego roku kurs franka w Polsce zauważalnie spadał. Było to jednak spowodowane przede wszystkim umacnianiem się złotego w stosunku do euro. Od kwietnia frankowiczom pomaga również inny czynnik – osłabianie się franka do euro. Expander zwraca uwagę, że kurs EUR/CHF właśnie przekroczył poziom 1,1. Oznacza to, że frank jest najsłabszy w odniesieniu do euro od ponad roku. Gdyby ten trend był kontynuowany i osiągnął poziom 1,2, to kurs w Polsce spadłby do ok. 3,50 zł.   

To ile wynosi kurs franka w Polsce zależy od dwóch czynników – relacji złotego do euro i euro do franka. Spadki,  jakie obserwowaliśmy od grudnia ubiegłego roku wynikały przede wszystkim z tej pierwszej zależności. Pozytywny wpływ drugiego czynnika obserwujemy od kwietnia, kiedy kurs EUR/CHF zaczął zauważalnie rosnąć z ok. 1,06 do 1,1. Obecnie jest najwyższy od czerwca 2016 r. Z drugiej jednak strony wciąż daleko jeszcze do poziomów, które obserwowaliśmy przed tzw. czarnym czwartkiem, czyli przed 15 stycznia 2015 r. Przypomnijmy, że do tego dnia szwajcarski bank narodowy pilnował, aby kurs nie spadł poniżej 1,2.

Jeśli EUR/CHF wzrośnie do 1,2 w Polsce CHF spadnie do 3,50 zł

Nie można jednak wykluczyć, że frank dalej będzie się osłabiał, a kurs stopniowo zbliżał do 1,2. Przypomnijmy, że jego umocnienie często było argumentowane tym, że jest on tzw. bezpieczną przystanią, tymczasem w ostatnim czasie zmniejszają się różnego rodzaju obawy i zagrożenia. Taka przystań wydaje się więc mniej przydatna i pieniądze mogą z niej wypływać i osłabiać szwajcarska walutę. Gdyby kurs powrócił do poziomu 1,2 to frank w Polsce kosztowałby ok. 3,50 zł. W takiej sytuacji rata kredytu we frankach na kwotę 300 000 zł na 30 lat spadłaby z obecnego poziomu 1921 zł do 1746 zł.

Raty mogą wzrosnąć, gdy Szwajcarzy podniosą stopy procentowe

Niestety nie można wykluczyć, że nagle pojawią się jakieś nowe czynniki ryzyka i frank znowu zyska na popularności. W dłuższym okresie zagrożeniem dla frankowiczów są również podwyżki stóp procentowych. W ostatnich latach były one obniżane i działały na  korzyść kredytobiorców frankowych. Mimo, że obecny kurs franka w Polsce (ok. 3,85 zł) jest istotnie wyższy niż przed czarnym czwartkiem (3,40 zł-3,50 zł), to różnica w wysokości raty nie jest aż tak odczuwalna. Dla przykładu w 2014 r. rata naszego przykładowego kredytu wynosiła średnio ok. 1872 zł. Obecnie jest to ok. 1921 zł, czyli tylko o 49 zł więcej. Różnica jest niewielka dzięki temu, że  wzrost kursu częściowo zniwelował spadek stóp procentowych. LIBOR CHF 3M od którego jest uzależnione oprocentowanie większości kredytów we  frankach jest ujemny i wynosi -0,73%. Jeśli jednak stopy w Szwajcarii przestałyby być ujemne, to przy zachowaniu obecnego kursy, rata wzrosłaby do 2069 zł, czyli o prawie 150 zł.

 

Autor: Jarosław Sadowski, Główny analityk Expander Advisors

„Rezygnuję z pracy” – te słowa przychodzi nam wypowiedzieć co najmniej raz w życiu. Okupione wielkim stresem nie przychodzą łatwo zwłaszcza, kiedy powodem odejścia jest właśnie szef. Z korzyścią dla obu stron jest jednak zebrać siły i argumenty i odejść z klasą, aniżeli doprowadzić do sytuacji, w której jest już za późno na jakąkolwiek kurtuazję. Jak to zrobić z głową? Oto kilka wskazówek, jak wyjść z opałów.

Poszukaj innego zajęcia

Zanim zrezygnujesz z pracy poszukaj sobie czegoś innego. Z ostatniej ankiety przeprowadzonej wśród członków grupy Praca w Branży Modowej wynika, że najczęstszym powodem odejścia z pracy jest brak możliwości rozwoju. Polska branża jest nadal na tyle mała, że trudno o awans w kilkunastoosobowym teamie. Jedyną opcją jest poszukanie innego zajęcia. Zapewnienie sobie innej pracy sprawi, że poczujesz się pewniej i o wiele łatwiej będzie Ci negocjować warunki przyjęcia rezygnacji przez Twojego szefa.

Dokończ wszystkie zaczęte projekty

Mówią, że jak coś się zaczyna to należy to skończyć. Źle wykonane lub nieskończone zadania będą stanowiły problem w pożegnaniu się z obecną firmą. Otwarte taski mogą przedłużyć okres wypowiedzenia do tego zawartego w kontrakcie i tym samym spowolnić Twoje przejście do nowej firmy. Co więcej otwarte sprawy będą źle rzutowały na Twoją osobę i referencje, jakich będziesz potrzebował w przyszłości.

Upewnij się, że mówisz o wszystkich dobrze

Nie ma nic gorszego, niż wylewanie swojego żalu do firmy wokół siebie. Gdy to robisz, bądź pewien, że prędzej czy później to wyjdzie na jaw. Ostatnią rzecz, jaką chcesz zrobić to zrazić do siebie swojego potencjalnego pracodawcę. Pamiętaj, że świat jest mały i nigdy nie wiadomo z kim przyjdzie Ci pracować. Nie warto jednym słowem niszczyć sobie reputacji.

Pozostaw po sobie pozytywne wrażenie

Ważnym elementem rozmowy jest wyrażenie wdzięczności za otrzymaną możliwość rozwoju bądź naukę konkretnych umiejętności czy zdobytej wiedzy. Rozmowa na temat odejścia nie należy do najprzyjemniejszych, dlatego warto zostawić po sobie pozytywne wrażenie. Dobrym pomysłem jest również zaoferowanie swojej pomocy przy szkoleniu nowego pracownika.

Podaj szczegóły odejścia

Nie mówimy tutaj o informacjach dlaczego odchodzisz czy do jakiej firmy się przenosisz. Jeśli nie chcesz zdradzać takich informacji najlepiej powiedz, że chcesz się dalej rozwijać, a pozwolą Ci w tym różne zlecenia, które będziesz wykonywać. Ważnym elementem odejścia jest poinformowanie pracodawcy, kiedy nie będzie Cię już w firmie. Przy wypowiedzeniu należy podać konkretną datę, aby później nie było wątpliwości i niedomówień.

Nie ważne czy byliśmy źle, czy niesprawiedliwie traktowani. Warto opuścić obecną firmę z wdziękiem, niż palić za sobą mosty. Poczujemy się lepiej tylko przez chwilę, a wypowiedziane niepotrzebnie słowa pozostawią po nas negatywne wrażenie już na stałe.

 

Autor: Urszula Wiszowata i Monika Szabelska

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...