Home Archiwa 2017 Lipiec 6

Dzienne archiwaLip 6, 2017

Siódmy tegoroczny debiut na GPW i 4 przejście z NewConnect. Morizon, spółka technologiczno-finansowa zadebiutowała na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Oferta publiczna Morizon obejmowała wyłącznie akcje nowej emisji. Inwestorzy kupili 3,4 mln akcji serii H. Cena emisyjna została ustalona na 1,50 zł za jedną akcję.

– Debiut na Główny Rynku GPW jest symbolicznym zakończeniem całego procesu Oferty Publicznej. Dziękujemy inwestorom za zaufanie i serdecznie witamy ich w akcjonariacie. Liczymy, że obecność na głównym parkiecie będzie miała pozytywny wpływ na nasze notowania oraz wspomoże dalszy rozwój Grupy. Dołożymy wszelkich starań by konsekwentna realizacja strategii przyniosła wzrost wartości spółki – powiedział Jarosław Święcicki, prezes Morizon.

Środki pozyskane z emisji nowych akcji zostaną przeznaczone na dokończenie budowy platformy OneStopShop dla rynku nieruchomości, która będzie oferować kompleksowe usługi na przestrzeni całego procesu zakupu nieruchomości – od wyszukania, poprzez finansowanie i dokonanie transakcji.

Morizon na rynku kapitałowym obecny jest od ponad 6 lat. W kwietniu 2011 r. Spółka zadebiutowała na NewConnect, po sześciu latach dynamicznego rozwoju przeszła na Główny Rynek GPW.

 

Źródło: O Newsrm.tv

Przenosząc prawo własności lokalu lub domu, względnie spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, bardzo często zastanawiamy się w jaki sposób zabezpieczyć zapłatę ceny. Może się bowiem zdarzyć, że nabywca będzie zwlekał z uiszczeniem należnej nam kwoty. W takim przypadku warto skorzystać z art. 777 § 1 pkt 4 Kodeksu postępowania cywilnego. Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM, wyjaśnia w jaki sposób interpretować ten przepis.

Art. 777 § 1 pkt 4 Kodeksu postępowania cywilnego najczęściej znajduje zastosowanie w umowie sprzedaży. Z powodzeniem może być jednak stosowany także w innych umowach, w których dłużnik zobowiązał się do uiszczenia wierzycielowi oznaczonej sumy pieniężnej. Dla przykładu w akcie notarialnym obejmującym umowę o dożywocie lub umowę renty odpłatnej nabywca może poddać się egzekucji w zakresie zapłaty comiesięcznych świadczeń, w kwocie uzgodnionej ze zbywcą. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku umów stosowanych w Funduszu Hipotecznym DOM.

Co to oznacza w praktyce?

Jeśli nabywca nieruchomości spóźni się z wypłatą renty, chociażby o jeden dzień, jej dotychczasowy właściciel może wystąpić do sądu o nadanie aktowi notarialnemu tzw. klauzuli wykonalności (zgodnie z przepisami sąd nadaje taką klauzulę niezwłocznie, nie później niż w terminie 3 dni), po czym zwraca się bezpośrednio do komornika, by ten wyegzekwował należne mu pieniądze. Jest to najprostszy i najszybszy sposób dochodzenia roszczeń. Atrakcyjne – z punktu widzenia wierzyciela – są również koszty tzw. postępowania klauzulowego. Zgodnie z art. 71 ustawy z dnia z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych opłata sądowa wynosi 50 zł.

 

Źródło: BRM Group Warsaw

Chociaż bitcoin bije w ostatnich miesiącach rekordy popularności, po piętach depcze mu ether. Analitycy prognozują, że niebawem pierwsza wirtualna waluta straci swoją dominującą pozycję. Polscy przedsiębiorcy coraz częściej decydują się na inwestycje w nowe waluty.

Wartość wirtualnej waluty ether, która jest dostępna na platformie Ethereum oraz od stycznia 2017 roku na eToro, wzrosła o około 4500 proc. od początku tego roku. Pod koniec czerwca br. jej rynek osiągnął 34 mld dolarów, niewiele mniej niż bitcoina. Cena bitcoina wynosi teraz ok. 2565 dolarów i zanotowała nieznaczny spadek. Za ether musimy zapłacić 295 dolarów, ale jego kurs stale rośnie.

Nagły wzrost nowego środka płatniczego wskazuje na to, że świat waluty wirtualnej jest bardzo niestabilny. Jeśli ten trend się utrzyma, ether może przekroczyć wartość bitcoina w najbliższych tygodniach.

Ze względu na znaczne dziennie wahania tej waluty mogą na niej zarobić ci, którzy na bieżąco śledzą jej kurs i są w stanie poświęcić temu sporo czasu. Wartość tej waluty zależy od ogólnego nastawienia inwestorów do walut cyfrowych, dlatego nie da się przewidzieć, w jakim kierunku pójdzie ich rozwój. Inwestowanie w kryptowaluty wiąże się z ogromnym ryzykiem.

– Bardzo wiele firm na całym świecie co roku wpada w pułapkę inwestowania swoich wolnych środków, a co gorsza, również zasobów operacyjnych czy pieniędzy udziałowców w niestabilne waluty, kruszce oraz inne surowce – mówi Małgorzata Anisimowicz, doradca restrukturyzacyjny w kancelarii PMR Restrukturyzacje SA. – Często są to także firmy rodzinne, istniejące na rynku od pokoleń, których działania są zupełnie niezwiązane z giełdą walut, surowców czy papierów wartościowych, a których brak doświadczenia i świadomości ryzyka doprowadza je na skraj bankructwa – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz.

Kryptowaluty przyciągają inwestorów

Bitcoin istnieje od 2009 roku, a jego rywal ether pojawił się w połowie 2014. Obie waluty mają podobny charakter. Są zdecentralizowane, dlatego w niewielkim stopniu wpływają na nie zmiany na rynku walutowym. Według ich twórców transakcje dokonywane za pomocą tych walut są bezpieczne, bo wykorzystują technologie kryptograficzne, a operacje wykonywane są przez programy, a nie ludzi.

Nic dziwnego, że waluty te przyciągają wielu inwestorów, w tym także przedsiębiorców. Niektórzy z nich zarabiają na wysokiej zmienności waluty, inni stawiają na długoterminowe zyski, licząc na to, że kurs obu walut będzie stale rósł.

Duże ilości bitcoinów są skoncentrowane w rękach kilku osób, dlatego inwestowanie w tę walutę może być coraz mniej atrakcyjne. Bitcoin cieszy się także złą sławą ze względu na spekulacje, które odbywają się za jego pomocą. Jej kurs w ciągu roku potrafi się zmienić nawet o kilka tysięcy procent. Na inwestowanie w kryptowaluty najczęściej decydują się młodzi ludzie, którzy są skłonni podjąć większe ryzyko.

Online zapłacisz za wszystko

W Polsce rośnie liczba zwolenników walut wirtualnych, ale wciąż niewiele sklepów i punktów usługowych akceptuje płatności bitcoinami. Takich punktów jest zaledwie kilkadziesiąt, z czego większość w Warszawie. Wirtualną walutą można już jednak zapłacić np. w szpitalu Medicover oraz doładować telefon na kartę w T-Mobile i Heyah. Pełen wykaz sklepów i punktów usługowych przyjmujących płatności bitcoinami można znaleźć na www.coinmap.org.

Znacznie lepiej jest z płatnościami online. Kryptowalutą można zapłacić niemal za wszystko za pomocą operatorów płatności takich jak np. InPay. Zaletą płacenia w tej walucie jest szybkość transakcji, niski koszt i brak konieczności udostępniania swoich danych osobowych.

 

Źródło: PMR Restrukturyzacje S.A.

Coraz mniej pracowników marzy o pracy na całe życie. Obecnie profesjonaliści chętniej decydują się na zmianę firmy, jeśli nowy pracodawca zagwarantuje lepsze warunki współpracy i realne szanse na rozwój. Z drugiej strony wielu profesjonalistów preferuje budowanie wieloletnich relacji z pracodawcą, pozostając w jednej firmie przez długi czas. Jest to strategia, która niesie za sobą wymierne korzyści, jednak w momencie podjęcia decyzji o zmianie pracy, stawia przed kandydatem ogromne wyzwanie.

Dla pracowników, którzy w jednej firmie spędzili kilka lub nawet kilkanaście lat, poszukiwanie nowej pracy wiąże się z dużym stresem oraz licznymi obawami. W tym czasie rozbudowali swoją sieć kontaktów zawodowych, nawiązali przyjacielskie relacje ze współpracownikami oraz zyskali swobodę działania w firmie. Najprawdopodobniej zdobyli też kwalifikacje i wiedzę, która uczyniła ich ekspertami w danej dziedzinie. Jednak w każdej karierze prędzej czy później nadchodzi moment, w którym warto dokonać zmian i rozwijać się w nowym środowisku, obfitującym w zawodowe wyzwania. W naturalny sposób wiąże się to ze stresem i strachem przed nieznanym.

Pracodawcy również mają obawy przed zatrudnianiem osób, które przez długi czas nie zmieniały pracy. Wieloletnie doświadczenie, wiedza ekspercka i lojalność wobec pracodawcy to niezaprzeczalnie bardzo cenne atuty w rekrutacji. Z drugiej jednak strony, długi staż w jednej firmie poddaje w wątpliwość umiejętność przystosowania się do zmian oraz otwartość kandydata na odmienne sposoby wykonywania zadań.

Jaką strategię przyjąć w poszukiwaniach pracy, aby przekonać do swojej kandydatury rekruterów, kiedy od wielu lat nie zmieniało się pracy? Eksperci Hays Poland radzą, aby postawić na pewność siebie, pamiętać o swoich osiągnieciach i otworzyć się na nowe możliwości.

PRZEDE WSZYSTKIM PEWNOŚĆ SIEBIE

Trudno przekonać do siebie pracodawcę, jeśli kandydat sam nie wierzy w swój sukces. Po długiej przerwie w poszukiwaniu pracy może brakować nam pewności siebie, jednak odpowiednie przygotowanie pomoże zrobić dobre pierwsze wrażenie.  ̶  Przed spotkaniem warto poćwiczyć odpowiedzi na pytania, które potencjalnie mogą paść ze strony rekrutera. Istotne jest również odświeżenie standardowej terminologii i wiedzy związanej z branżą – radzi Katarzyna Pączkowska, Executive Manager w Hays Poland. – Dobre przygotowanie w połączeniu z uśmiechem i kontaktem wzrokowym pomogą sprawiać wrażenie osoby pewnej siebie, co zdecydowanie ogranicza wątpliwości osoby prowadzącej spotkanie – dodaje.

KONCENTRACJA NA OSIĄGNIĘCIACH

Potencjalny pracodawca będzie chciał przede wszystkim dowiedzieć się, czy lata spędzone w firmie przyniosły dobre rezultaty i przełożyły się na konkretne sukcesy. W trakcie rozmowy warto nawiązywać do swoich osiągnięć oraz opisywać kolejne etapy ścieżki kariery. – Taka strategia podkreśli, że na przestrzeni lat pracy kandydat nie osiadł na laurach, lecz aktywnie rozwijał się w strukturze firmy. W ten sposób wytłumaczy także swoją motywację do zmiany i pokaże, że wykorzystał wszystkie możliwości rozwoju w obecnej organizacji, co było równoznaczne z decyzją o poszukiwaniu zawodowych wyzwań u innego pracodawcy – komentuje ekspertka Hays.

Opisując osiągnięcia oraz przebieg kariery, warto również podkreślać swoją znajomość branży. Dobrą praktyką jest opisywanie nie tylko posiadanych kwalifikacji i wiedzy, ale także sposobów na jej stałą aktualizację – uczestnictwo w szkoleniach, lekturę branżowej prasy lub przynależność do organizacji zrzeszających specjalistów w danej dziedzinie.

UMIEJĘTNOŚĆ BUDOWANIA RELACJI

Kwestią, która budzi obawy rekruterów i pracodawców jest także umiejętność budowania i rozwijania relacji. Jest to szczególnie istotne w przypadku osób, które przez długi czas pracowały w jednym zespole dobrze znanych współpracowników. Zdaniem Katarzyny Pączkowskiej, należy podkreślać sytuacje, które wymagały nawiązania relacji z osobami nieznajomymi, np. praca projektowa, prowadzenie szkoleń dla nowoprzyjętych pracowników oraz uczestnictwo w biznesowych konferencjach. – Warto wcześniej przygotować przykład sytuacji, w której udało się szybko zbudować dobrą relację na gruncie zawodowym, co zaowocowało sukcesem – dodaje.

OTWARTY UMYSŁ

Kolejną obawą potencjalnego pracodawcy może być przywiązanie kandydata do praktyk i procedur obowiązujących w jednej firmie oraz trudności w przyjęciu innych standardów działania. Aby zapewnić rekrutera o otwartości na innowacje, osoba ubiegająca się o pracę powinna wspominać o projektach i sytuacjach, w których zastosowała odmienne podejście do zadań, wdrożyła pomysł na rozwiązanie problemu lub dostosowała schemat działania do zmiennej sytuacji rynkowej. Warto również zadawać pytania dotyczące modelu operowania firmy lub praktyk postępowania w określonej sytuacji.

POTRZEBA ZMIANY

Lojalność wobec pracodawcy jest ogromnym atutem przemawiającym na korzyść kandydata, jednak może być też zinterpretowana jako strach przed nieznanym. – Istotne jest przekonanie rekrutera, że w życiu zawodowym potrzebujemy zmiany i stąd wynika decyzja o poszukiwaniu nowej pracy – twierdzi Katarzyna Pączkowska – Stanowczo odradzam wypowiadania się w negatywnym tonie o obecnym pracodawcy. O wiele lepsze wrażenie uzyskuje się mówiąc o tych elementach oferty, które są z punktu widzenia kandydata najbardziej atrakcyjne – dodaje. Najlepszą odpowiedzią na pytanie o motywację do poszukiwania pracy jest przedstawienie korzystnych zmian, z którymi wiązałoby się podjęcie współpracy z inną firmą.

Wieloletni staż w jednej firmie może zapewnić kandydatowi przewagę w rekrutacji, tylko jeśli zostanie odpowiednio przedstawiony. Sztuką jest podjęcie decyzji i rozpoczęcie aktywnego poszukiwania pracy, a następnie rozwiewanie wszelkich wątpliwości, jakie może mieć potencjalny pracodawca. To z kolei jest niemożliwe bez pewności siebie i odpowiedniego przygotowania

 

Źródło: Hays Poland

Start-upy stanowią pośrednią formę między prowadzeniem biznesu, a ciągłym wdrażaniem pomysłu na rynek. To rozwiązanie dla osób, które chcą szybko podjąć wyzwanie, ale jednocześnie liczą się z ryzykiem, np. finansowym. Kluczem do sukcesu jest odpowiedni wybór niszy, w której rozpoczynamy działalność. Start-up to stosunkowo nowa forma działalności biznesowej, gdzie kierunek wyznaczają głównie innowacje i nowoczesność. Czy zatem jest dla niej miejsce w tradycyjnych branżach, o których można powiedzieć, że zatrzymały się w czasie?

Obserwacja zmian i trendów

Tradycyjne branże z pozoru nie wydają się zbyt interesującym obszarem do tworzenia nowych form i rozwiązań, jednak z drugiej strony brakuje im nowych kierunków rozwoju.

Sprzątanie, krawiectwo czy opiekę nad dzieckiem postrzegamy jako coś o niezmiennym charakterze. Pomimo ciągłego zapotrzebowania na te usługi, w tradycyjnej formie przestają one odpowiadać zmieniającym się realiom czy modelowi życia. Większa potrzeba dostępności i komfortu sprawia, że warto pomyśleć nad modernizacją ich formy i ułatwieniem realizacji. Takie zmiany dyktują sami użytkownicy internetu. Sklepy internetowe, platformy usługowe i media społecznościowe są dowodem na to, że nie ma żadnych ograniczeń w realizacji pomysłu na biznes – wystarczy trafnie zauważyć coś, czego najbardziej brakuje użytkownikom.

Znaleźć oczywistą lukę

Aby odnieść sukces, trzeba podążać za obecnymi trendami– ludzie potrzebują tradycyjnych usług, ale w nowoczesnej formie. To właśnie jest ta upragniona i poszukiwana przez przedsiębiorców nisza, którą wykorzystać potrafią młodzi przedsiębiorcy.

„W branży usług sprzątających klient chce mieć gwarancję, że posprząta mu ktoś wiarygodny, rzetelny i wcześniej sprawdzony. Wtedy łatwiej decyduje się na skorzystanie z usługi. Sprzątacz przychodzi przecież do naszego domu, więc musimy być pewni, że podczas takiej wizyty nie wydarzy się nic przykrego” – opowiada Jakub Łączkowski, założyciel platformy Pozamiatane.pl. „Dzięki platformie takiej jak nasza, Klient ma gwarancję jakości i bezpieczeństwa, której nie dostanie korzystając np. ze stron z ogłoszeniami prywatnymi” – dodaje.

Przypadkowość w doborze osób i niewielkie możliwości ich weryfikacji w tradycyjnej formule obsługi branży sprzątającej, zdecydowały o powodzeniu platformy Pozamiatane.pl. Gwarancja wykwalifikowanych sprzątaczy i możliwość ich samodzielnego wyboru przed zrealizowaniem usługi sprawiają, że klient czuje się bezpiecznie.

Kolejną luką na rynku był sposób korzystania z takich usług. Ważne, aby klient miał do nich łatwy dostęp, niezależnie od pory dnia i nocy. Zapewniają to takie rozwiązania jak platformy internetowe i aplikacje mobilne. Pozwala to na lepsze dotarcie do klientów indywidualnych, ale także i biznesowych. Ci ostatni coraz częściej decydują się na outsourcing usług sprzątających. Takie rozwiązanie okazuje się dużo korzystniejsze niż zatrudnienie sprzątacza na etat.

Warto działać od razu

Biznesu wcale nie trzeba zbyt długo planować i zwlekać z jego realizacją. Wbrew pozorom, na początku drogi ważne jest, by wykorzystać to, co oczywiste, czyli… internet. Daje on ogromną przewagę, ponieważ pozwala łączyć elementy tradycyjne z nowoczesnymi, odświeżać, eksperymentować.

Start-up oznacza niższe koszty rozpoczęcia działalności, ale wyższe ryzyko niepowodzenia niż w przypadku „standardowych” przedsięwzięć. Należy zatem określić swoją pozycję względem konkurencji i dobrze kalkulować możliwości w określonej fazie rozwoju. Ważne by nie generować dużych nakładów finansowych w walce z gigantem, np. w kwestiach reklamy. Korzystniej będzie skupić się na konkretnych działaniach i celach, zapewniających budowanie renomy w danym środowisku.

Lean start-up

Tradycyjną branżę można udoskonalać i rozwijać za pomocą nowoczesnych narzędzi. Lean start-up to metoda prowadzenia projektów rozwoju biznesu oparta na ciągłych obserwacjach. W internetowym kanale dystrybucji łatwo śledzić zachowania i opinie obecnych lub potencjalnych klientów.

„Ciągły feedback odnośnie podejmowanych i realizowanych działań sprawia, że możemy reagować w każdej chwili, a także na bieżąco wyciągać wnioski. Nagle okazuje się, że to nie my kierujemy e-biznesem, a odbiorcy usługi. W ciągły rozwój i proces budowania marki zaangażowani są klienci, wyrażający swoje opinie i uwagi, z których się uczymy i które wcielamy w życie” – zauważa Jakub Łączkowski.

Dzięki elastyczności rynku e-commerce możliwe jest wprowadzenie biznesu w podstawowej wersji i ciągłe jego przekształcanie zgodnie z otrzymywanymi od użytkowników informacjami i ich oczekiwaniami. Decyzje biznesowe powinny być podparte analizą preferencji klientów, co pozwoli na udoskonalanie i wprowadzanie nowych funkcjonalności.

Działanie w internetowym kanale sprawia, że musimy być nastawieni na dystrybucję naszego produktu lub usługi na większe rynki. Internet trafia do wszystkich, więc usługa może zacząć być pożądana w miejscach, o których do tej pory nawet nie myśleliśmy.

Tradycyjne branże mają duży potencjał – przede wszystkim jest na nie stały popyt. Udoskonalenie ich w połączeniu z nowoczesnym kanałem realizacji przynosi nową jakość. Start-upy to najbezpieczniejsza forma wchodzenia na rynek i eksperymentowania z branżami, które tylko z pozoru wydają się zatrzymane w czasie.

 

Autor: Piotr Michałowski

Rozwój automatyzacji procesów będzie jednym z głównych czynników decydujących o konkurencyjności przedsiębiorstw już nie w perspektywie dekad, ale kilku najbliższych lat.  Skutkiem ubocznym wyścigu robotów będą znikające, popularne dziś zawody, ale nadchodząca automatyzacja ma przynieść ogromne oszczędności, zwiększenie wydajności i efektywności firm. W konsekwencji także wzrost globalnej produktywności o nawet 1,4 proc. rocznie.

Na początku bieżącego roku badacze z brytyjskiego think tanku Reform ogłosili, że w 2030 roku 130 tys. urzędników administracji rządowej zostanie zastąpionych przez różnego typu rozwiązania technologiczne. To 90 proc. personelu zatrudnionego w tym sektorze. Oszczędności, które będą konsekwencją tak znaczącej redukcji etatów oszacowano na 2,6 mld funtów rocznie. Postęp technologiczny nie ominie także brytyjskiej służby zdrowia (NHS), gdzie pracę może stracić 90 tys. urzędników i 24 tys. pracowników recepcji. Automatyzacja tych stanowisk pozwoli zaoszczędzić kolejne 1,7 mld funtów rocznie.

The McKinsey Global Institut, czołowy dostawca danych na temat automatyzacji, wskazuje natomiast, że w latach 2015 – 2065 automatyzacja może doprowadzić do globalnego wzrostu produktywności na poziomie od 0,8 do 1,4 proc. rocznie. Dla porównania wzrost globalnej produktywności osiągnięty dzięki wykorzystaniu silnika parowego (lata 1850-1910) wyniósł 0,3 proc., wdrożeniu rozwiązań IT (lata 1995-2005) 0,6 proc., a wykorzystanie wcześniejszej generacji robotów (lata 1993-2007) to wzrost produktywności o 0,4 proc.

Czym właściwie jest automatyzacja i robotyzacja?

Powszechne wyobrażenie o robotach, które w przyszłości będą konkurowały na rynku pracy, to humanoidalne automaty o bezdusznym wyrazie twarzy odlanej z błyszczącego plastiku. Taki futurystyczny humanoid miałby być sąsiadem zza korporacyjnego boksa, przeciągać zakupy przez skaner kasy fiskalnej w supermarkecie bądź otwierać szlaban na osiedlowym parkingu. O ile dość łatwo wyobrazić sobie ramię robota spawającego elementy na linii produkcyjnej, to robot na firmowej recepcji, w fotelu sąsiedniego biurka bądź w markecie może nastręczać nieco więcej trudności. Nic bardziej mylnego. Roboty naśladujące czynności, które normalnie wykonałby kasjer czy kasjerka od lat obecne są w większości polskich marketów. To nic innego jak samoobsługowe kasy, do których działania nie potrzebna jest ingerencja człowieka. Przykład samoobsługowej kasy można jednak traktować jako etap przejściowy między klasycznym robotem a tym co nazywa się Zrobotyzowaną Automatyzacją Procesów (ang. Robotic Process Automation, RPA). O ile samoobsługowa kasa to wciąż odpowiednio zaprogramowane fizyczne urządzenie, to robot oparty o technologię RPA działa wyłącznie jako oprogramowanie. Taki robot będzie więc zwyczajnym komputerem naśladującym pracę człowieka, tyle że w świecie wirtualnym.

Jak wyjaśnia Tomasz Kmiecik, współzałożyciel londyńskiej firmy G1ANT, wdrażającej rozwiązania RPA – czynności wykonywane przez roboty RPA są dokładną kopią procesu, który wykonałby człowiek na komputerze. Dobrym przykładem jest którekolwiek z dużych centrów finansowo-księgowych należące do międzynarodowej korporacji. W takich centrach ogromna ilość zasobów wciąż przeznaczanych jest na stosunkowo proste i powtarzalne czynności, związane np. z wprowadzaniem lub migracją danych między różnymi systemami. Wszystkie te procesy mogą być w efektywny sposób zautomatyzowane, a przy okazji wyeliminowane zostaną błędy popełniane przez pracowników, co znacznie podniesie produktywność. Oprogramowanie PRA dokładnie jak człowiek, skopiuje dane z jednego systemu albo wyciągnie potrzebne informacje z faktury i wklei je we wcześniej zdefiniowane miejsce. Następnie wyśle mailem upomnienie lub powiadomienie do klienta załączając przy tym niezbędne pliki. Potencjał jest niezwykle szeroki, ponieważ robot może zostać zintegrowany z wieloma niezależnymi od siebie systemami, skracając do minimum czas potrzebny do zakończenia danego procesu i rozpoczęcia kolejnego.

Brytyjski Deloitte podaje, że proces, który obecnie człowiek wykonuje w ciągu 15 minut robot wykorzystujący RPA może wykonać w minutę. Prosta kalkulacja wskazuje więc, że podczas 8 godzinnego dnia pracy człowiek wykona 32 takich procesów, a odpowiednio zaprogramowany robot 480. To wzrost produktywności o 1400 proc. Jednocześnie robot może pracować 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a to olbrzymia pokusa dla firm szukających sposobów na zwiększenie produktywności i konkurencyjności.

Czy dziś ktoś martwi się o pracę?

Tak, Amerykanie. Według „Job Seeker Nation Report” opublikowanego przez Jobvite w końcu ubiegłego roku co najmniej 55 proc. osób poszukujących pracy przynajmniej trochę martwiło się o postępującą w dużym tempie automatyzację. Z drugiej strony uspokajają pracodawcy, bo jedynie 10 proc. z nich myśli o zautomatyzowaniu niektórych stanowisk w ciągu najbliższych 2 lub 3 lat. To i tak mniej niż w roku 2015, kiedy automatyzację zapowiadało 25 proc. pracodawców.

Zjawisku automatyzacji i jego wpływowi na globalny rynek pracy nieco dokładniej przyjrzało się w ubiegłym roku Światowe Forum Ekonomiczne. Badacze z WEF oszacowali, że do 2020 roku na rozwoju genetyki, sztucznej inteligencji, robotyki i ewolucji technologicznej jako całości 15 najbardziej rozwiniętych światowych gospodarek straci łącznie ok. 7 mln miejsc pracy, zyskując tylko 2 mln nowych stanowisk.

Na ile te szacunki są prawdopodobne pokazuje The McKinsey Global Institut. Scenariusz przygotowany przez badaczy tej organizacji zakłada, że nawet połowa z wykonywanych obecnie czynności zawodowych zostanie zautomatyzowana do 2055 roku. Autorzy badania zaznaczają jednocześnie, że w zależności od czynników technologicznych oraz kondycji zarówno światowej, jak i lokalnych gospodarek może się to stać zarówno 20 lat wcześniej, jak i 20 lat później. Współcześnie natomiast mniej niż 5 proc. zawodów wykonywanych przez pracowników etatowych nadaje się do całkowitej automatyzacji. Niemniej jednak, niemal każdy współczesny zawód zawiera obszary, które mogłyby zostać zautomatyzowane. Spośród czynności najbardziej podatnych na automatyzację w USA wskazano zawody związane z przewidywalnymi pracami fizycznymi (81 proc. nadaje się do automatyzacji już dziś), z przetwarzaniem danych (69 proc.) i ich zbieraniem (64 proc.). Szacunki dla Polski ujęte w raporcie wskazują, że 7,5 mln miejsc pracy wykazuje potencjał do automatyzacji.

Jak to wygląda w Polsce?

O dane na temat automatyzacji pokusił się także Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych. Według Instytutu w 2020 roku światowa gospodarka będzie wspomagana przez ok. 100 mln robotów i przeróżnych systemów automatycznych i autonomicznych, które wyprą z rynku pracy co 6-8 pracownika. Globalna skala automatyzacji dotknie więc ok. 600 mln zatrudnionych na przeróżnych stanowiskach. W Polsce najbardziej zagrożonymi grupami są pracownicy zatrudnieni w przetwórstwie spożywczym (prawdopodobieństwo automatyzacji wynosi 0,985), administracji (0,981) oraz obrocie pieniężnym (0.977). Z kolei najmniej zagrożone zawody to dyrektorzy generalni i wykonawczy (0,001), kierownicy ds. handlu detalicznego i hurtowego (0,006) oraz kierownicy ds. sprzedaży, marketingu i rozwoju (0,015).

Czy w związku z tym Zautomatyzowana Robotyzacja Procesów wymiecie z Polski większość centrów outsourcingowych, które wciąż przyciąga do nas wykwalifikowana, a jednocześnie tania siła robocza? Centra to przecież świetny materiał do automatyzacji.

Zdania, tak jak w przypadku tempa postępu robotyzacji w światowej gospodarce są podzielone.  Według The Outsourcing Unit będącego częścią London School of Economics mitem jest, że RPA będą wdrażane tylko po to, aby ostatecznie całkowicie zastąpić ludzi robotami. Nawet pracownicy obierają rozwiązania RPA raczej jako wsparcie w codziennej pracy niż realne zagrożenie. Badacze uważają także, że niższy końcowy koszt obsługi określonych procesów to tylko jeden z wielu czynników i nie będzie on w pojedynkę decydował o likwidacji centrów outsourcingowych ulokowanych w innych krajach. Automatyzacja pozwoli za to pracownikom na zajęcie się bardziej strategicznymi i kreatywnymi obowiązkami, jak bezpośrednie interakcje z klientami, a RPA przyspieszy funkcjonowanie tzw. back office czyniąc je szybszymi, tańszymi i lepszymi jakościowo. Z drugiej strony te same argumenty według Gartnera mogą przyczynić się do likwidacji centrów offshore, bo skoro procesy back officów będą w dużej mierze zautomatyzowane, to firmy na powrót będą chciały przenosić centra obsługi do krajów macierzystych i tworzyć bardziej wyspecjalizowane miejsca pracy wewnątrz lokalnych struktur i gospodarek.

Warto przypomnieć, że według analiz Walter Herz w naszym kraju znajduje się ponad tysiąc centrów usług wspólnych lub ośrodków outsourcingowych, w których zatrudnionych jest ponad 200 tys. pracowników. Polska jest także outsourcingową stolicą Europy z Wrocławiem, Warszawą i Krakowem na czele.

 

Autor: Krzysztof Oflakowski

Grupa PGE zakończyła fazę analiz przedinwestycyjnych projektu budowy nowego bloku w Elektrowni Dolna Odra i zdecydowała o przejściu do fazy przygotowania inwestycji do realizacji. Zgodnie z rekomendacją komitetu inwestycyjnego, wiodącym wariantem projektu budowy nowej jednostki będzie monoblok na węgiel kamienny
o mocy ok. 500 MW.

Blok planowany jest jako instalacja zlokalizowana poza ciągiem istniejących urządzeń głównych bloków nr 1-8 i spełniać ma wymagania konkluzji BAT, czyli najostrzejszych norm unijnych w zakresie standardów emisyjnych. Jego sprawność, czyli efektywność wykorzystania energii zawartej w paliwie, ma wynieść powyżej 45 proc. netto, co zapewni konkurencyjność rynkową i jak najniższy poziom emisji CO2. Szacowane koszty budowy bloku w tej technologii, oparte o rynkowe ceny realizowanych projektów, mieszczą się
w przedziale 6-7 mln zł za MW. Nowy blok odtworzy potencjał produkcyjny wyeksploatowanych bloków nr 3 i 4 o sprawności rzędu 34 proc., wybudowanych w latach 70. XX w.

Dla wybranego wariantu przeprowadzone zostaną prace właściwe dla fazy przygotowania inwestycji tego typu do realizacji, a w szczególności: opracowanie szczegółowego studium wykonalności, uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych (m.in. decyzji
o środowiskowych uwarunkowaniach, decyzji o warunkach zabudowy, etc.), uzyskanie warunków przyłączenia do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, przeprowadzenie postępowania przetargowego na wybór generalnego wykonawcy, wybór i doprecyzowanie modelu finansowania.

Harmonogram fazy przygotowania inwestycji obejmuje lata 2017-2020. W przypadku dalszych pozytywnych rekomendacji komitetu inwestycyjnego, rozpoczęcie budowy nowego bloku powinno nastąpić w 2021 r., a oddanie bloku do eksploatacji w 2026 r. Ten wstępny harmonogram będzie jeszcze podlegał dalszej optymalizacji w ramach prac nad studium wykonalności.

Aktualne uwarunkowania rynkowe i regulacyjne polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej nie sprzyjają wykonalności inwestycji węglowych i implikują konieczność elastycznego podejścia do zarządzania ryzykiem w tego typu projektach, w tym szczególnie ryzykiem regulacyjnym. Dlatego w ramach studium wykonalności rozpatrzone zostaną opcje dodatkowe: wielopaliwowość nowego bloku (uzupełnienie węgla biomasą lub innym paliwem/paliwami w celu obniżenia emisyjności), blok gazowy (jako dodatkowa jednostka) oraz modernizacja istniejących bloków nr 1 i 2 (także w układzie wielopaliwowym).

Wielopaliwowość brana jest pod uwagę w szczególności pod kątem spełnienia kryterium emisyjności CO2 poniżej progu 550 g/kWh, który zgodnie z propozycjami Komisji Europejskiej, ma warunkować możliwość korzystania z mechanizmów rynku mocy, czyli instrumentu finansowego, w którym inwestor otrzymywałby wynagrodzenie nie tylko za wyprodukowaną i sprzedaną energię, ale również za gotowość do zapewnienia w danej chwili określonej mocy.

Z uwagi na rosnące zapotrzebowanie Operatora Krajowego Systemu Elektroenergetycznego na wysoce elastyczne źródła mocy oraz intensyfikację prac koncepcyjnych nad rurociągiem gazowym umożliwiającym bezpośredni import gazu ze złóż norweskich, tzw. „Baltic Pipe”,  do wybranego wariantu węglowego rozważa się również dodanie bloku gazowego.

Celem tego typu „opcyjnego” podejścia do projektu budowy nowych mocy w Elektrowni Dolna Odra jest podjęcie najkorzystniejszej decyzji pod względem ekonomicznym i technicznym, uwzględniającej specyficzną lokalizację elektrowni.

 

Źródło: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

 

Londyn wciąż pozostaje jednym z najlepszych miejsc na inwestycje – zapewnia major Londynu – Andrew Parmley, który 28 czerwca 2017 zawitał do Warszawy. Wizyta ta miała charakter dyplomatyczny, była częścią podróży majora Londynu do Rumunii, Czech oraz Polski w celu nawiązania bliższych więzów gospodarczych pomiędzy Londynem a lokalnymi przedsiębiorcami. Uwaga majora byłą skupiona głównie na rozmowach z przedstawicielami rządowymi poszczególnych krajów i przedsiębiorcami zainteresowanymi rozwojem biznesu międzynarodowego. Przedstawiciel brytyjskiej delegacji wysłuchał również obaw przedsiębiorców i ich potrzeb, aby powrócić do Wielkiej Brytanii i ustosunkować się do obaw związanych ze zmianą sytuacji politycznej.

Major zapewnił, że pomimo wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, Londyn wciąż pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych miejsc rynku finansowego, z pełnym dostępem do talentów z całego świata. Zgodnie ze słowami majora, Wielka Brytania pozostaje otwarta na inwestycje i polityczny rozwód w żaden sposób nie wpłynie na atrakcyjność Londynu na arenie międzynarodowej.

Podczas delegacji w Polsce majorowi towarzyszyła przedstawicielka międzynarodowej firmy z siedzibą w Londynie – Magdalena Gołębiewska z TransferGo, która reprezentowała głos “biznesu” w kwestii Brexitu. Major Londynu miał okazję także zapoznać się z polską innowacyjnością i wiedzą dzięki technicznemu inkubatorowi przedsiębiorczości THE HEART, który skupia się na pomocy w rozwijaniu regionalnych biznesów.

Jak wspomina major Parmley w swoim podsumowaniu delegacji – „takie właśnie małe, rozwojowe firmy też chcemy widzieć w Londynie. Jeśli firmy mają dostęp do Wielkiej Brytanii, mają nie tylko dostęp do Londynu, ale także do ekspertyz z całego świata.” Major jednocześnie zapewnił przedsiębiorców, że Londyn pozostaje na pozycji lidera w świecie finansowym, pozostając idealnym partnerem dla ambitnych firm, które chcą zaistnieć na arenie międzynarodowej.

Magdalenę Gołębiewską, przedstawicielka międzynarodowej firmy TransferGo biorąca udział w dyskusjach podczas delegacji, zapytana, co sądzi na temat Brexitu i jego następstw dla londyńskiego biznesu, odpowiedziała:

„To była bardzo udana wizyta. Odbyło się mnóstwo ciekawych, budujących dyskusji. Brexit przestał straszyć swoimi następstwami, a major zapewnił, że Londyn wciąż pozostanie jednym z najbardziej przyjaznych, pozytywnych miejsc nie tylko na inwestycje i rozwój biznesów, ale także do życia. Wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem…  Brexit or no Brexit, we will do our job” – dodała, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że niezależnie od decyzji politycznych i zerwania więzi z UE, sytuacja przedsiębiorców i zwykłym obywateli nie ulegnie radykalnej zmianie.

Jak wynika z ekspertyzy przygotowanej prze TransferGo, ponad 30% pracowników wysoko wykwalifikowanych pochodzi spoza Wielkiej Brytanii. Jedynie 5% ludności Wielkiej Brytanii stanowią emigranci z Unii Europejskiej. Ponad 80% emigrantów unijnych jest zatrudnionych, są wśród nich także cenieni eksperci jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się branż biznesu – Fin Tech. Najliczniejszą grupą etniczną wśród obywateli z UE wciąż pozostają Polacy.

TransferGo to firma o rodowodzie litewskim, która wyrosła na kanwie talentu, determinacji i ciężkiej pracy jego założycieli. Hasłem przewodnim firmy jest „TransferLOVE”. To słowa, które określają sposób podejścia do klienta i jego interesów. Za dwójką emigrantów nie stała ogromna fortuna, działalność rozpoczęli od zera. W ciągu kilku lat przedsiębiorcom udało się w Londynie tak rozwinąć usługi szybkich, niedrogich i wygodnych transferów pieniężnych, że obecnie konkurują z największymi graczami na rynku. To kwintesencja historii sukcesu emigranta w Londynie.

Pomimo rozpoczęcia ożywionych negocjacji na temat Brexitu, obawy co do przyszłości stają się coraz mniejsze, ustępując miejsca optymizmowi inwestycyjnemu. Warto więc mieć nadzieję, że tak pozytywnych historii będzie coraz więcej i Brexit nie stanie się barierą dla dobrobytu obywateli całego świata, którzy akurat Londyn wybrali na miejsce swoich biznesów.

 

Źródło: Biuroprasowe.pl

W czwartek 6 lipca br. prezydent USA Donald Trump spotka się na Zamku Królewskim w Warszawie z prezydentem Andrzejem Dudą oraz weźmie udział w Szczycie Inicjatywy Trójmorza. Na pl. Krasińskich Trump wygłosi pierwsze od wyborów publiczne wystąpienie poza granicami Stanów Zjednoczonych.

Prezydent Stanów Zjednoczonych przybył do Polski w środę po godz. 22, kiedy to Air Force One wylądował na warszawskim Okęciu. Z lotniska prezydencka limuzyna przejechała ulicami Żwirki i Wigury, Raszyńską i Alejami Jerozolimskimi do hotelu Marriott, gdzie amerykański prezydent wraz z pierwszą damą Melanią Trump spędzili noc.

Prezydent Andrzej Duda przywita w czwartek Donalda Trumpa o godz. 9.25 na Zamku Królewskim, gdzie obaj prezydenci odbędą rozmowę „w cztery oczy”.

W wywiadzie dla PAP prezydent Andrzej Duda powiedział, że nie można wykluczyć, że wizyta Trumpa „będzie miała charakter historyczny”. Zadeklarował również, ze z Trumpem będzie rozmawiał o konkretnych kwestiach związanych m.in. z bezpieczeństwem energetycznym, budową tarczy antyrakietowej w Redzikowie czy obecnością wojsk amerykańskich w Polsce.

Według prezydenta wizyta amerykańskiego prezydenta pokazuje również znaczenie naszego państwa. „Jesteśmy po prostu ważnym państwem tej części świata, jesteśmy jednym z większych państw europejskich, jesteśmy liderem Europy Środkowej i dlatego prezydent Trump do nas przyjeżdża, bo to widzi i rozumie” – dodał.

Po spotkaniu obu prezydentów odbędą się rozmowy plenarne polskiej i amerykańskiej delegacji. Z polskiej strony udział wezmą w nich: wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki, szef MSZ Witold Waszczykowski, minister obrony Antoni Macierewicz, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski oraz ministrowie prezydenccy: szefowa kancelarii Halina Szymańska, szef BBN Paweł Soloch, szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, a także ambasador RP w Stanach Zjednoczonych Piotr Wilczek.

Po rozmowach delegacji prezydent Andrzej Duda i prezydent Donald Trump spotkają się z mediami.

 

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

Eksperci

Starczewska-Krzysztoszek: Przemysł w Polsce Wschodniej silnie rośnie

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w ciągu pierwszych 6. miesięcy 2017 r. o 5,7 proc. r/r. W najw...

Rozbicki: Zawirowania w polskiej polityce argumentem dla spekulantów

Cała Polska żyje zamieszaniem wokół próby dokonania kontrowersyjnych zmian w krajowym sądownictwie. ...

Sagan: Większość polskich przedsiębiorców nie dba o kondycje finansową

Z opublikowanego w lipcu badania Związku Banków Polskich (ZBP) wynika, iż kredyt bankowy jest obecni...

Sawicki: Letnia zadyszka gospodarki Eurolandu

Słabość dolara jest podtrzymywana, co obrazuje indeks dolarowy na pułapie najniższym od ponad roku. ...

Greenspan: Magia kryptowalut

Reakcja rynków po przemówieniu Mario Draghi była zaskoczeniem chyba nawet dla niego. Pomimo starań, ...

WIADOMOŚCI

Budżet na 2018 r. realny, ale obarczony ryzykami

Założenia makroekonomiczne do budżetu na 2018 r. są osiągalne, aczkolwiek obarczone wieloma ryzykami...

Dobre prognozy dla polskiej gospodarki

Na początku br. sytuacja przedsiębiorstw poprawiła się i pozostała wyraźnie powyżej swojej długookre...

Program „Rodzina 500 plus” w liczbach

Wsparciem z rządowego programu „Rodzina 500 plus” w czerwcu objęto już ponad 3,98 mln dzieci do 18 l...

Przedsiębiorcy dziękują Prezydentowi RP za weto

Doceniamy, że Prezydent wsłuchał się w głos przedsiębiorców i zawetował ustawy o Sądzie Najwyższym i...

Członkowie RDS apelują do prezydenta o weto

Członkowie Rady Dialogu Społecznego:  BCC, Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Związek Rzemiosła P...