Home Archiwa 2017 Lipiec 5

Dzienne archiwaLip 5, 2017

Zakupy przez internet to codzienność coraz większej grupy osób. Według raportu PwC „Total retail 2017”, ponad połowa Polaków kupuje online przynajmniej raz w miesiącu. Tradycyjne wizyty w sklepie zastępujemy wirtualnymi ze względu na wygodę oraz szeroką dostępność bogatej oferty w jednym miejscu. Jakie zatem trendy można wskazać w ramach e-zakupów?

Rola m-commerce

Obecnie nie mówimy już tylko o e-commerce, ale także o m-commerce, który w ostatnim czasie nabiera przyspieszenia. Ruch stwarzany poprzez smartfony przekracza jedną trzecią wszystkich operacji, a na niektórych rynkach wykazuje nawet poziom ponad 60%. Wynika to z faktu, że przeglądanie stron na urządzeniach mobilnych jest łatwe i dostępne. Większość z nas ma smartfony w zasięgu ręki, zatem w dowolnym momencie może włączyć przeglądarkę i sprawdzić interesujące treści. Ułatwiają to działania wydawców, którzy dostosowują swoje serwisy do urządzeń mobilnych, tworząc strony responsywne.

Dane pokazują, że Klienci coraz częściej nie tylko sprawdzają za ich pośrednictwem ofertę, ale też dokonują na nich zakupów.

Ciekawostką jest, że telefony mają decydującą rolę w godzinach porannych, podczas gdy komputer wykorzystywany jest na równym poziomie przez cały dzień.

Migracja klientów

W kontekście smartfonów należy wspomnieć o migracji klientów. Statystyki pokazują, że coraz częściej customer journey zaczyna się na jednym urządzeniu, a kończy na innym. Szacuje się, że dotyczy to nawet 60% użytkowników.

Dla przykładu, najpierw w drodze do pracy oglądamy produkt na smartfonie, później na komputerze sprawdzamy informacje o nim na innych stronach, a wieczorem na tablecie znajdujemy najbardziej korzystną ofertę sprzedaży i dokonujemy zakupu. Ścieżka zakupowa klienta w sieci jest zatem zróżnicowana.

Content vs. cashback

Rozważając zakup danego produktu, szukamy o nim szczegółowych informacji, a także opinii i recenzji. Idealnym miejscem są wszelkiego rodzaju strony contentowe, a więc serwisy informacyjne, lifestyle’owe i blogi.

Powszechny dostęp do informacji wspiera to, co określa się mianem smartshoppingu. Klienci podczas zakupu posiłkują się jak największą dawką danych, tak aby dokonać jak najbardziej optymalnego wyboru. Sięgają do porównywarek cenowych, które pozwalają łatwo i szybko – a właśnie na czasie zależy klientom – sprawdzić, który sklep oferuje im najlepszą opcję.

Szczególnym przykładem wydawców contentowych są wszyscy influencerzy, prowadzący blogi, ale też kanały w social mediach. Ich rola stale rośnie, gdyż są przykładem, jak wiele różnorodnych treści dostępnych jest w sieci. Niezależnie, czym się interesujemy, jest duże prawdopodobieństwo, że znajdziemy kanał, który będzie odpowiadać naszym preferencjom. Poza tym influencerzy przyciągają wiernych czytelników, którzy aktywnie śledzą ich poczynania i ufają ich opiniom. Stąd popularność oferty, którą promują na swoich kanałach znani i lubiani.

Influencerzy odgrywają ważną rolę na ścieżce zakupowej klienta, ale zwykle nie generują sprzedaży bezpośrednio. Po zapoznaniu się z produktem i opiniami na jego temat, Klient szuka miejsca, które zapewni mu jak najbardziej korzystne warunki. Opcji zakupu szuka na stronach typu incentive sites, np. cashback, a więc tam, gdzie oferowane są bezpośrednie korzyści dla konsumentów za sfinalizowanie transakcji, np. rabaty, punkty lub karty podarunkowe. W ramach ostatecznej decyzji zakupowej liczy się po prostu korzyść klienta.

Kiedy kupujemy?

Mimo że Internet dostępny jest 24/7 okazuje się, że robiący za jego pośrednictwem zakupy uaktywniają się w określonych dniach i godzinach. Z danych Picodi.COM wynika, że zakupy w sieci najczęściej robimy w poniedziałek i nasza aktywność na tym polu spada wraz z każdym kolejnym dniem. Największe zainteresowanie zakupami przez internet przypada w godzinach 10-12, czyli np. kiedy w biurze przeglądamy ulubione strony. Uaktywniamy się także w godzinach wieczornych (21.00-22.00), a więc już na koniec dnia, kiedy mamy czas dla siebie po wszystkich zawodowo-domowych obowiązkach.

 

Autor:  Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin

Honda wprowadza dziś wakacyjne promocje, które obejmą modele: Civic hatchback z silnikiem o poj. 1,0 l* oraz CR-V, bez względu na rodzaj silnika i wersję wyposażeniową.

Honda Civic hatchback 1,0

Civic 10. generacji to największa tegoroczna nowość firmy Honda w Europie i – na przestrzeni kilku ostatnich lat – najważniejsza, gdyż dla wielu Europejczyków Civic jest synonimem marki Honda. Nowy Civic jest też najbardziej zaawansowaną konstrukcją w historii firmy powstałą w wyniku najszerzej zakrojonego projektu dotyczącego jednego modelu marki.

Produkowany w Wielkiej Brytanii Civic hatchback trafił do sprzedaży w Polsce w marcu tego roku. W tym bardzo drapieżnie wyglądającym, ale również niezwykle przestronnym i funkcjonalnym modelu zadebiutowały dwa turbodoładowane silniki benzynowe – o poj. 1,0 l oraz 1,5 l. O ile większy z nich – 182 konny – jest zupełnie nową propozycją, gdyż Honda od tej pory nie oferowała tak mocnego silnika w swoim hatchbacku bez oznaczenia „Type R”, o tyle mniejszy – 129 konny – nawiązuje osiągami do Civica 9. generacji, wyposażonego w silnik benzynowy o pojemności 1,8 litra. Trzycylindrowy, benzynowy silnik VTEC TURBO o pojemności 1 litra jest jeszcze bardziej dynamiczny niż wspomniany, sporo większy silnik wolnossący. Doskonale sprawdza się on w codziennej eksploatacji dzięki wyższemu momentowi obrotowemu uzyskiwanemu przy niskich i średnich prędkościach obrotowych. Maksymalny moment obrotowy, w przypadku auta z sześciobiegową skrzynią manualną, wynosi 200 Nm i jest uzyskiwany przy 2 250 obr./min., natomiast w wersji z przekładnią CVT – 180 Nm, przy czym jest on dostępny w przedziale od 1 700 do 4 500 obr./min. Moc maksymalna 129 KM (95 kW) generowana jest przy 5 500 obr./min.

Civic z silnikiem o pojemności 1 litra, bez względu na wersję wyposażeniową, zaopatrzony został w zaawansowany pakiet systemów bezpieczeństwa aktywnego oraz układów wspomagających kierowcę – Honda SENSING, co sprawia, że model ten jest jednym z najbezpieczniejszych aut w swojej klasie.

W ramach wakacyjnej promocji Hondy, klienci, którzy zdecydują się na zakup 5-drzwiowego Civica z silnikiem o poj. 1,0 litra, otrzymają pakiet ubezpieczeń gratis*.

* Oferta nie dotyczy wersji wyposażeniowej „S”.

Honda CR-V

Honda CR-V to jeden z najpopularniejszych kompaktowych samochodów segmentu SUV na świecie i fundament sukcesu Hondy w Europie. Udoskonalenia wprowadzone w 2015 roku do modelu czwartej generacji zdecydowanie umocniły jego pozycję rynkową.

Honda CR-V oferowana jest ze 155-konnym silnikiem benzynowym o poj. 2.0, w wersji z napędem na jedną lub dwie osie oraz z jednostką wysokoprężną o poj. 1,6 l i mocy maksymalnej 120 KM, z napędem na jedną oś lub o mocy maksymalnej 160 KM, z napędem na cztery koła. Mocniejszy z silników Diesla zadebiutował w 2015 roku, kiedy to do oferty wprowadzono również współpracującą z nim, 9-biegową przekładnią automatyczną. To nowe zestawienie zaowocowało niedoścignionym stosunkiem mocy do zużycia paliwa.

Wraz z liftingiem, w modelu Honda CR-V udoskonalono zawieszenie kół oraz zoptymalizowano tłumienie drgań i hałasu, co przełożyło się na jeszcze bardziej komfortowe warunki podróżowania, nawet podczas bardzo dynamicznej jazdy. Znajdziemy tu również zaawansowane rozwiązania techniczne z zakresu bezpieczeństwa oraz nowoczesny system łączności, informacji i rozrywki.

W ramach wakacyjnej promocji Hondy, klienci kupujący nową Hondę CR-V otrzymają rabat gotówkowy w wysokości 5 000 PLN brutto, bez względu na rodzaj silnika i wersję wyposażenia tego modelu.

Według Polskiej Agencji Prasowej rynek kredytowy w Polsce to blisko 650 mld złotych. Prawie 95 proc. kredytów pochodzi z sektora bankowego, kolejne 3 proc. to pożyczki nieformalne, natomiast po 1 proc. zobowiązań zaciągniętych jest w pozabankowych instytucjach pożyczkowych. Łączna wartość zadłużenia wobec sektora pozabankowego wynosi około 30 mld złotych. Kredytobiorcy mogą wybierać spośród bankowych kredytów, szybkich pożyczek, czy instytucji kierunkowych, finansujących wybraną dziedzinę życia lub zdrowia. Pożyczki na leczenie, finansujące zabiegi stomatologiczne, chirurgię plastyczną, zabiegi medycyny estetycznej, czy okulistykę stają się coraz bardziej popularne. Kto je zaciąga? Czym takie pożyczki różnią się od zwykłego kredytu konsumpcyjnego? Na co zwrócić uwagę decydując się na podobne rozwiązanie?

Zadłużonych jest obecnie około 15,3 mln Polaków, z czego 5,7 mln spłaca dwa lub więcej zobowiązań. Wysokość pożyczek uzależniona jest od rodzaju instytucji. Na co i ile pożyczają Polacy?

Remont mieszkania, wakacje oraz… leczenie

W bankach zaciąganych jest około 31 proc. kredytów powyżej 4 tys. złotych. Większość stanowią zobowiązania w przedziale 1 – 4 tys. złotych. Do 1 tys. pożycza tylko 12 proc. W przypadku instytucji pożyczkowych piramida wygląda odwrotnie, większość (95 proc.) stanowią pożyczki na kwoty od 200 do 4 tys. złotych. W tym prawie połowa nie przekracza 1 tys. zł. Na co pożyczają Polacy? Prawie jedna czwarta potrzebuje dodatkowych środków na remont mieszkania lub domu, 22 proc. finansuje swoje wakacje, 11 proc. za pożyczone pieniądze organizuje uroczystości rodzinne jak komunie czy śluby. 9 proc. kupuje nowy samochód. Ponad 6 proc. ma dodatkowe wydatki na zdrowie i leczenie w ramach prywatnej opieki medycznej. Niecałe 2 proc. dofinansowuje edukację swoich dzieci.

– Na finansowanie i system ratalny w opłacaniu kosztów zabiegów medycznych decyduje się coraz więcej Polaków. Najczęściej finansowanym obszarem jest stomatologia. Ponad połowa pożyczek udzielonych przez nas w 2016 roku (52,5 proc.) dotyczyła implantologii, ortodoncji, endodoncji. Na drugim miejscu znajduje się chirurgia plastyczna (14,8 proc.), a zaraz za nią medycyna estetyczna (12,9 proc.) i okulistyka (3,3 proc.). Największy wzrost zapytań o finansowanie zabiegów medycznych dotyczył w ostatnim czasie rehabilitacji (65 proc.), leczenia uzależnień (53 proc.), leczenia bezpłodności (33 proc.) oraz ortopedii (22 proc.) choć trzeba pamiętać, że ostatnie cztery obszary wciąż stanowią niewielki procent wszystkich zapytań od klientów (łącznie około 10 proc.) – podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group, właściciela marki MediRaty, która od ponad 5 lat finansuje zabiegi medyczne w Polsce.

Kto pożycza na leczenie stomatologiczne lub operację?

– Aż 50 proc. osób wnioskujących o nasze finansowanie nie ma aktualnie zobowiązań wobec banków lub innych instytucji finansowych, a 25 proc. deklaruje, że spłaca miesięcznie nie więcej niż 500 zł wszystkich rat kredytów –podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group, do którego należą MediRaty. – Co ciekawe, blisko 70 proc. wnioskujących stanowią pracownicy etatowi, a tylko 10 proc. pracownicy zatrudnieni na umowę o dzieło. Kolejne 10 proc. to renciści, pracownicy na kontraktach etc. – dodaje. Z danych firmy wynika, że wnioskujący prowadzą gospodarstwa domowe, w których wszyscy członkowie mogą się samodzielnie utrzymać, a tylko 20 proc. pytających ma na utrzymaniu jedną lub więcej osób. Najwięcej wnioskodawców mieszka w województwach: mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim i małopolskim. Tam też można zaobserwować największe zagęszczenie placówek medycznych.
– Wnioskodawcami są głównie kobiety, tylko 25 proc. stanowią mężczyźni. Dominują osoby w wieku 36-50 lat, które dysponują dochodami pozwalającymi im na swobodne korzystanie np. z prywatnych usług stomatologicznych, estetycznych czy medycznych. Zdecydowana większość wnioskodawców ma dochody nie przekraczające średniej krajowej, blisko jedna czwarta zarabia powyżej średniej krajowej, a tylko 13 proc. deklaruje niskie dochody, które nie przekraczają 1500 zł netto/mies. – podsumowuje Krzysztof Sokalski Prezes Medical Finance Group zarządzający MediRaty.

Pozabankowe instytucje pożyczkowe

Polacy często mylą instytucje pozabankowe (udzielające pożyczek, ale mające w swojej ofercie również inne produkty finansowe np. lokaty) oraz instytucje stricte pożyczkowe, których działalność opiera się tylko na pożyczkach i jest regulowana Ustawą o kredycie konsumenckim. O ile instytucje pozabankowe nie podlegają Prawu Bankowemu, a ich lokaty nie są gwarantowane Bankowym Funduszem Gwarancyjnym o tyle instytucje pożyczkowe działają zgodnie z przepisami Ustawy o kredycie konsumenckim i dokonują oceny ryzyka kredytowego klientów. Na rynku jest coraz więcej instytucji pożyczkowych wyspecjalizowanych w udzielaniu pożyczek na konkretny cel. Mimo, że działają one szybko (decyzje kredytowe podejmowane są w kilka minut) konieczne jest sprawdzenie zdolności kredytowej kredytobiorcy. Jeśli chodzi o koszt pożyczki to jest on czasami uzależniony od celu, na który zaciągane jest zobowiązanie. W momencie, kiedy banki często odchodzą od kredytów celowych (które charakteryzowały się oprocentowaniem niższym o średnio o dwa punkty procentowe oraz koniecznością udokumentowania na co faktycznie wydaliśmy pieniądze), instytucje pożyczkowe nierzadko są na nich oparte, wyznaczając swój sektor finansowania. Wydaje się ograniczające? Z jednej strony tak, jednak takie rozwiązanie przynosi korzyści w postaci większego obniżenia kosztów pożyczki.

– Od ponad 5 lat skupiamy się na finansowaniu usług medycznych i wypracowaliśmy w tym obszarze pozycję lidera. Faktem jest, że pierwszy kontakt dotyczący pożyczki ma miejsce w gabinecie lekarskim lub klinice, co znacznie skraca procedurę i czas oczekiwania. Warto jednak pamiętać, że cały proces przyznania pożyczki odbywa się na linii klient – instytucja pożyczkowa. Warunki umowy ustalane są indywidualnie, Klient podpisuje umowę otrzymaną kurierem, a po jej własnoręcznym podpisaniu rozpoczyna spłatę rat. Dla osób, które biorą u nas pożyczkę najważniejsze jest bezpieczeństwo, dobra oferta i przede wszystkim łatwość otrzymania finansowania – dodaje Krzysztof Sokalski z Medical Finance Group i MediRaty.

Jak pokazuje raport PwC, dla 1/3 właścicieli rodzinnych firm najważniejszym problemem jest przekazanie przedsiębiorstwa następcom. Z dużym ułatwieniem dla takich biznesów wychodzi właśnie Nest Bank. Jako pierwszy na rynku udzielając kredytu na rozwój działalności firmy po sukcesji, bank uwzględnia potencjał starej, prowadzonej przez osobę przekazującą. – Dzięki dobrej reputacji poprzedniego właściciela, dzieci czy wnuki przejmujące rodzinny biznes otrzymają u nas łatwiejszy dostęp do kredytowania – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw Finansowania w Nest Banku.

Rodzinne firmy bardzo dobrze kojarzą się polskim konsumentom. Według raportu przeprowadzonego przez Fundację Firmy Rodzinne w 2016 r. aż 43 proc. Polaków gotowych jest zapłacić więcej za wyrób z familijnego przedsiębiorstwa. Takie produkty uznawane są za lepsze jakościowo, o co – zdaniem niemal 60% ankietowanych – dba sam właściciel. Na reputację takich firm pracuje niejednokrotnie cała rodzina, a relacje z klientami i dostawcami wypracowywane są latami.

Badanie Fundacji Firmy Rodzinne pokazuje, że jednym z najważniejszych wyzwań w przypadku rodzinnych biznesów jest przekazanie sukcesorom unikatowej wiedzy i wartości związanych ze sposobem prowadzenia firmy. Według PwC przed takim wyzwaniem stanie w ciągu najbliższych 5 lat aż 72% firm rodzinnych w Polsce. Najtrudniejszym aspektem procesu sukcesji są zazwyczaj kwestie prawne i finansowe. Nowy właściciel traktowany jest przez instytucje finansowe jak nowy podmiot na rynku, bez historii kredytowej i wiarygodności, więc pozyskanie finansowania na rozwój przejętej firmy jest utrudnione, a często wręcz niemożliwe.

Zupełnie inne podejście do finansowania rodzinnych firm wypracował Nest Bank, od początku skupiający się w swojej działalności na rodzinach i rodzinnych biznesach. – Jako pierwsi na polskim rynku spojrzeliśmy szerzej na rodzinne firmy, doceniając wiarygodność budowaną przez nie przez lata – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw Finansowania w Nest Banku. – Kluczową wartością opisującą rodzinne przedsięwzięcia jest tradycja, czyli dbałość o sprawdzone receptury, uczciwe prowadzenie firmy, dobre traktowanie pracowników. Wszystkie te elementy pozytywnie wpływają na dobrą reputację, która u nas przekłada się bezpośrednio na wiarygodność osoby przejmującej rodzinny biznes – mówi Agnieszka Porębska-Kość.

Na preferencyjne warunki kredytu mogą liczyć w Nest Banku sukcesorzy kontynuujący na własny rachunek działalność założoną przez członka swojej rodziny. Kredyt przyznawany jest osobom spokrewnionym – jak np. brat, siostra – lub spowinowaconym – jak np. mąż, teściowa, jeśli poprzednia firma została zamknięta, a nowa otwarta nie później niż po 3 miesiącach. Nowa firma mająca to samo miejsce wykonywania działalności gospodarczej i ten sam wiodący profil, może zyskać nawet do 300 tys. zł kredytu na 144 miesiące bez konieczności przedstawiania zabezpieczeń.

Wprowadzeniu udogodnień dla rodzinnych firm towarzyszy kampania edukacyjna, w ramach której Nest Bank przygotował cykl poradników i webinarów. Wraz z Tomaszem Budziakiem, doradcą firm rodzinnych, bank będzie wspierał przedsiębiorców wiedzą na temat właściwego przygotowania i przeprowadzenia procesu sukcesji.

Coraz częściej globalne ataki hakerskie, jak ten z użyciem wirusa Petya, paraliżują działanie komputerów m.in. w Wielkiej Brytanii, Holandii, czy Ukrainie. Ataki dotyczyły też Polski, w związku z czym Premier Rządu zwołała posiedzenie zespołu kryzysowego. Jak widać sytuacja jest poważna, a ataki zagrażają nie tylko bezpieczeństwu dużych firm czy jednostek rządowych, ale dotyczą każdego obywatela. W przypadku firm posiadających w swoich zasobach wrażliwe dane, tajemnice gospodarcze czy bazy danych osobowych konsekwencje mogą być poważne. W obliczu cyberataku podmiot może być zmuszany do zapłacenia „haraczu” hakerom, a także narazić się na wielomilionowe straty związane z przestojami czy potencjalnymi karami związanymi z nieodpowiednim zabezpieczeniem danych osobowych.

Zjawisko terroryzmu w sieci jest coraz powszechniejsze i dotyczy nie tylko dużych przedsiębiorstw czy rządów, ale także małych firm. W 2015 r. doszło do 4 mln tego rodzaju ataków, natomiast w 2016 r. już do 638 mln. I można przypuszczać , że w naszym coraz bardziej zinformatyzowanym świecie to zjawisko będzie systematycznie narastać. Należy podkreślić, że to zwykle mniejsi przedsiębiorcy i placówki publiczne typu szkoły, szpitale czy przychodnie są bardziej narażeni na przykre konsekwencje włamań do systemu. Ze względu na niewielkie środki na strukturę informatyczną i często brak własnego działu IT poziom ochrony danych jest w tych miejscach niewystarczający. Tu powstaje dodatkowy problem – ponieważ zarówno polskie prawo, jak i dyrektywa unijna (RODO), która zacznie obowiązywać za niecały rok, nakładają na podmioty bardzo surowe kary za brak należytej staranności w ochronie powierzonych danych osobowych.

Niedochowanie procedur zapewniających ochronę danych osobowych może skończyć się karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Unijny regulator nakłada jeszcze bardziej dotkliwe sankcje takie jak karę administracyjną do 10 mln euro lub 2% łącznego obrotu oraz 20 mln euro lub  4% łącznego obrotu –za brak zabezpieczenia danych. Tak dotkliwe konsekwencje mogą być nie do udźwignięcia dla placówek publicznych czy małych przedsiębiorstw. Nie warto ryzykować, zwłaszcza, że zagrożenie wycieku danych z miesiąca na miesiąc staje się większe i bardziej realne dla każdego.

Dlatego warto już teraz pomyśleć o zabezpieczeniu danych cyfrowych najlepszą obecnie metodą – szyfrowania, która zapewnia maksimum ochrony. Szyfrowanie plików lokalnie oraz szyfrowanie plików i zamieszczanie jej w szyfrowanej chmurze, nie tylko uniemożliwia odczytanie skradzionych danych, ale także pozwala na odzyskanie swoich zasobów z chmury. Warto też zauważyć, że takie zabezpieczenie spełnia wszystkie wymogi prawne związane z ochroną danych osobowych. Dzięki temu pozwala zabezpieczyć się przed stratami w działalności związanymi z atakiem hakerskim, a także uniknąć sankcji finansowych oraz odpowiedzialności prawnej.

 

Autor: Jakub Sierakowski – ekspert UseCrypt

 

REITy i pośrednie inwestowanie w nieruchomości to temat, który rozgrzewa cały sektor. Wejdą czy nie wejdą? Jeśli tak, to na jakich zasadach? Te pytania zadają sobie analitycy, inwestorzy i… politycy. Tymczasem mechanizmy pozwalające na inwestowanie w nieruchomości bez olbrzymich środków własnych już w Polsce istnieją, a firmy, które je oferują, dobrze prosperują. Czym się różnią i czy będą konkurencyjne wobec REITów, kiedy te już zawitają do Polski?

REIT, czyli Real Estate Investment Trust to rodzaj funduszu inwestycyjnego. W założeniu znacząco zwiększa inkluzywność inwestycji w nieruchomości. W krajach, w których działają REITy, pozwalają one lokować pieniądze w nieruchomościach również tym, których nie stać na kupno mieszkania czy powierzchni biurowej pod wynajem.

Pomimo obecności na wielu rynkach, w Polsce REITów wciąż nie ma. Rząd zapowiadał odpowiednią ustawę już w ubiegłym roku. Prace legislacyjne wciąż trwają i trudno ocenić kiedy dobiegną końca.

Dlaczego to tak długo trwa? Pierwsza przyczyna to skomplikowane mechanizmy prawne, które towarzyszą REITom. W innych krajach fundusze tego typu są notowane na giełdach, a zyski dla inwestorów wypłaca się w postaci dywidendy. Najczęściej są one zwolnione z części obciążeń podatkowych. Podobnie miałoby to wyglądać w Polsce. Jedna z propozycji zakłada zwolnienie z CIT w przypadku rokrocznego przekazywania akcjonariuszom określonej części zysków. Inną, dość niespodziewaną, przeszkodą może okazać się głos części środowiska bankowego. Swoje wątpliwości co do ustawy wyraził niedawno Adam Glapiński – prezes NBP. Z opinii przekazanej Ministerstwu Finansów wynika, że choć sama idea REITów nie jest zła, to kluczowy jest moment wejścia w życie ustawy. Zdaniem ekspertów banku centralnego dominacja na rynku inwestorów zagranicznych może doprowadzić do problemów przyszłych REITów (a tym samym również drobnych inwestorów), które przegrają wojnę cenową z gigantami.

– Rynek nieruchomości pozwala na bardzo atrakcyjne lokowanie kapitału, również teraz, kiedy jeszcze kwestia REITów pozostaje nieuregulowana. Oferuje wiele możliwości, które łatwo dopasować do indywidualnego poziomu akceptowalnego ryzyka. To może być wynajem, na którym najczęściej zarabiają REITy, ale też działalność deweloperska czy sprzedaż mieszkań w odnawianych kamienicach. Potencjalne zyski są zazwyczaj wyższe niż w przypadku instrumentów oferowanych przez banki lub fundusze inwestycyjne, które charakteryzuje podobny stopień bezpieczeństwa – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon, firmy oferującej grupowe inwestowanie w nieruchomości.

Co niezmiernie istotne, popularne przekonanie o wysokim progu wejścia jest błędne. Na polskim rynku z powodzeniem funkcjonują firmy, które pozwalają na kolektywne inwestowanie w nieruchomości. Nie trzeba być bogaczem, by zainwestować w nieruchomość wartą kilka czy nawet kilkanaście milionów złotych. Podobnie jak w przypadku REITów, takie rozwiązanie pozwala również na oszczędność czasu – całym procesem inwestycyjnym, od analizy rynku, po drobne formalności – zajmują się profesjonaliści.

Co upodabnia, a co różni ofertę REITów od możliwości, które obecnie oferuje rynek?

Podobieństwa

Przedmiot inwestycji – w większości krajów, w których funkcjonują, REITy inwestują zarówno w mieszkania, jak i powierzchnie komercyjne. Bez wątpienia w Polsce będzie podobnie, jednak na dokładne informacje musimy poczekać do publikacji treści ustawy.

Niska bariera wejścia – firmy takie jak Magmillon, podobnie jak REITy oferują inwestorom możliwość zostania współwłaścicielem nieruchomości, nawet jeśli ci dysponują zaledwie ułamkiem ich wartości.

Mała czasochłonność – jednym z założeń pośredniego inwestowania w nieruchomości jest zdjęcie z udziałowców ciężaru obsługi inwestycji. Zarówno REITy jak i firmy, które już istnieją na naszym rynku opierają się o modele pasywnego inwestowania.

Różnice

Stan prawny – REITów jeszcze nie ma. Dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy będą mogły powstać i na jakich zasadach będą funkcjonowały. Kluczowe pytania dotyczą ewentualnego zwolnienia z podatku oraz ograniczeń w doborze nieruchomości. Alternatywa w postaci spółek o innych formach prawnych jest na tę chwilę jedyną o tak zbliżonym charakterze działania.

Zyski i ich podział – szczególna forma prawna pozwala REITom na wypłacanie dywidendy. Taka forma podziału zyska wynika jednak również z ich pochodzenia. REITy zarabiają głównie na wynajmie. W przypadku innych firm inwestujących w nieruchomości wszystko zależy od modelu biznesowego.

– Magmillon jest spółką komandytową i w takiej formie działa już od kilku lat. Brak obecności na giełdzie wymusza inny mechanizm dzielenia się zyskami z inwestorami niż dywidenda. Naszą praktyką jest wypłacanie zysku po zakończeniu inwestycji. To co odróżnia firmy takie jak nasza to również dywersyfikacja źródeł przychodów. Może to być wzrost wartości nieruchomości, jak w przypadku remontu kamienicy przy Brzeskiej 18 w Warszawie, ale też działalność czysto deweloperska. Tego typu projekt realizujemy na Woli, przy ul. Długosza 22a. – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu spółki.

Potencjalna wysokość zysku – w obu przypadkach zależy od wielu czynników rynkowych i nie da się jej dokładnie przewidzieć. Na rynku amerykańskim REITy osiągające wyniki na poziomie 7-9 proc. rocznie uznawane są za bardzo efektywne. Eksperci Magmillon szacują potencjalny zysk z nowego projektu deweloperskiego na co najmniej 10 proc. Oczywiście bardzo wiele zależy od rynku, na którym funkcjonuje inwestor. W przypadku załamania, zarabiać będzie trudniej. Potencjalną przewagą mniejszych firm może okazać się w takim przypadku większa zdolność do szybkiego przemodelowania biznesu.

 

 

Eksperci

Rozbicki: Czy polska gospodarka łapie zadyszkę?

Wbrew zapowiedziom agencja Moody’s we wrześniu nie opublikowała aktualizacji ratingu kredytowego dla...

Przasnyski: W inwestycjach lokalne przejaśnienia

Oczekiwane od dawna ożywienie inwestycji wciąż nie nabiera zadowalającego tempa, a sygnały są nadal ...

Lipka: “Opioidowa epidemia” dusi rynek pracy w USA

Mimo silnego popytu na pracę aktywność zawodowa Amerykanów jest niezwykle niska. W niektórych grupac...

Izdebski: Koreańskie ryzyko przyciąga kapitał do Polski

Chociaż pierwszy dzwonek w szkołach już wybrzmiał, wielu inwestorów nie wróciło jeszcze z wakacji. Ś...

Rupiński: Luksus w wydaniu on-line

Polski rynek dóbr luksusowych jest stosunkowo młody, jednak już możemy obserwować zachodzące na nim ...

WIADOMOŚCI

Polacy oczekują cyfrowego urzędu

Czterech na pięciu interesantów, by skorzystać z usług administracji publicznej, musi udać się do ur...

Pracodawcy niezadowoleni z budżetu Funduszu Pracy

Nie można zaakceptować archaicznej, niedostosowanej do wyzwań rynku pracy, formuły wykorzystania śro...

Pytania dotyczące kredytu studenckiego

Tylko do 20 października studenci, doktoranci, a także osoby ubiegające się o przyjęcie na studia mo...

Pracodawcy chcą przekazywać dane elektronicznie, ale mają własne propozycje

Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejście do systemu elektronicznego przekazywania danych do Urzędu K...

Rząd zapowiada nowy podatek

Ryczałtowy podatek w wysokości około 300 zł miesięcznie za zatrudnienie pracownika sezonowego - taki...