sobota, Październik 21, 2017
Home Archiwa 2017 Czerwiec 8

Dzienne archiwaCze 8, 2017

PINy do karty kredytowej i urządzeń mobilnych, dane do logowania w bankowości elektronicznej, skrzynce mailowej i social mediach – to tylko niektóre hasła, z których na co dzień korzystamy. Bardzo trudno je zapamiętać, dlatego zapisujemy je np. na telefonach lub karteczkach oraz wykorzystujemy funkcję zapamiętywania haseł na komputerach. Niesie to jednak za sobą wiele niebezpieczeństw. Jak się przed nimi uchronić?

Nie zapisuj haseł na karteczkach

Często notujemy różnego rodzaju hasła w notesach, na karteczkach, a także w telefonach nie zdając sobie sprawy, jakie może mieć to konsekwencje. Mogą one łatwo wpaść w niepowołane ręce. Wystarczy, że zostawimy je np. na biurku w pracy lub w kawiarni, a nawet na chwilę spuścimy je z oczu. W bardzo prosty sposób nasze hasła mogą zostać poznane i wykorzystane przez niepowołane osoby.

Z raportu Związku Banków Polskich na temat bezpieczeństwa korzystania z instrumentów finansowych wynika, że aż 12% mężczyzn i 29% kobiet nosi ze sobą zapisany na kartce numer PIN. Jest to bardzo niebezpieczne działanie. Osoby, które postępują w ten sposób narażają się na utratę swoich pieniędzy. Przestępca kradnąc portfel takiej osobie przejmuje bowiem nie tylko jej kartę kredytową, ale także dane potrzebne do skorzystania z bankomatu i wyciągnięcia środków finansowych z konta – mówi Maciej Jurczyk, inżynier ds. bezpieczeństwa informacji, ODO 24.

…ani w pamięci komputera

Równie niebezpieczne jest korzystanie z funkcji zapamiętywania danych dostępowych oferowanej zarówno przez wyszukiwarki, jak i witryny internetowe. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, zwłaszcza dla osób, którym trudno zapamiętać używane hasła. Warto jednak pamiętać, że decydując się na nie, godzimy się także na to, że do naszych zasobów będą miały dostęp inne osoby korzystające z komputera, na którym zapisaliśmy hasła – dodaje Maciej Jurczyk z ODO 24. Będą one mogły nie tylko zalogować się na nasze konta w social media czy w e-sklepach, ale także np. do poczty elektronicznej.

Coraz więcej osób wykorzystuje również funkcję zapamiętywania haseł w aplikacjach na smartphonach lub całkowicie z nich rezygnuje. Takie postępowanie może przysporzyć wielu problemów związanych zarówno z kwestiami wizerunkowymi jak i finansowymi. Jeśli nasze urządzenie mobilne trafi w niepowołane ręce to np. znajdujące się na nimi dane mogą zostać wykorzystane do podszycia się pod nas i zakupu różnych dodatków do aplikacji.

Skorzystaj z managera haseł

Najlepszą formą zabezpieczenia, która pozwala ograniczyć dostęp do naszych haseł osobom postronnym jest po prostu ich pamiętanie. Można wesprzeć się także programami, które pozwalają na bezpieczne przechowywanie używanych przez nas kodów.  Managery haseł to aplikacje, w których możemy zapisać używane przez nas na co dzień dane dostępowe, np. do serwisów internetowych. Są one chronione jednym głównym kodem zabezpieczającym. Korzystając z takich programów musimy tak naprawdę zapamiętać tylko jedno hasło – wyjaśnia ekspert ODO 24.

Obecnie na rynku dostępnych jest wiele zarówno płatnych, jak i bezpłatnych programów, które pomagają zwiększać bezpieczeństwo naszych haseł. Najpopularniejsze z nich to m.in.: dodatek do przeglądarek internetowych LastPass oraz KeePass Password Safe – darmowe narzędzie nie tylko do przechowywania haseł, ale także poufnych danych.

 

Źródło:  ODO 24

Gdy 18 kwietnia brytyjska premier Theresa May ogłosiła przedterminowe wybory, funt wzmocnił się o ok. 2 proc. Wtedy było praktycznie przesądzone, że torysi zauważalnie powiększą kruchą przewagę w Izbie Gmin. Jednak po sześciu tygodniach kampanii praktycznie każdy scenariusz jest możliwy, łącznie z „zawieszonym parlamentem”, który spowodowałby, że funt może kosztować nawet 4,60 zł – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Z punktu widzenia partii konserwatywnej, ogłoszenie przedterminowych wyborów ponad 6 tygodni temu wydawało się bardzo dobrym pomysłem. Zdecydowana większość sondaży dawała ugrupowaniu premier Theresy May przewagę nad laburzystami w granicach 20 pkt proc. Przekładało się to na około 400-450 z 650 miejsc w brytyjskiej Izbie Gmin. To oznaczało również, że obecna większość parlamentarna na poziomie 17 posłów mogła urosnąć do ok. 100.

Obsadzenie przez torysów 2/3 miejsc w Izbie Gmin dawałoby nie tylko komfort rządzenia do 2022 r., ale również sugerowało silny mandat do negocjacji warunków Brexitu z Brukselą. Dodatkowo wyraźna większość parlamentarna zmniejszała ryzyko, że część bardziej radykalnych przedstawicieli konserwatystów może forsować „twardy Brexit”. Przy przewadze na poziomie ok. 100 parlamentarzystów ten negatywny scenariusz był mniej prawdopodobny. W rezultacie 18 kwietnia funt zyskał w stosunku do walut krajów wchodzących w skład brytyjskiej wymiany handlowej ok. 2 proc. wartości.

Topniejąca przewaga torysów

Jeszcze miesiąc po ogłoszeniu przedterminowych wyborów przewaga ugrupowania premier May była nadal wysoka. Wszystko zaczęło się zmieniać po publikacji manifestu konserwatystów. Zasugerowano w nim zmniejszenie świadczeń pomocy społecznej dla osób starszych z majątkiem powyżej 100 tys. funtów. I choć dość szybko z tego pomysłu się wycofano, to jednak dyskusja o zabraniu przywilejów dla osób w wieku poprodukcyjnym stała się początkiem spadku poparcia dla torysów.

Od połowy maja przewaga konserwatystów nad Partią Pracy zaczęła szybko topnieć. Poparcie dla opozycyjnych laburzystów na początku czerwca zaczęło sięgać 35-40 proc. (obecnie średnia z 10 sondaży to 43,6 proc. dla torysów i 35,8 proc. dla laburzystów), co oznacza wzrost o 10-15 pkt proc. w porównaniu z momentem ogłoszenia wyborów. W rezultacie wzrosło również prawdopodobieństwo, że torysi nie tylko nie będą w stanie powiększyć przewagi w porównaniu do wyborów z 2015 r., ale grozi im utrata parlamentarnej większości. To zagrożenie zostało dość szybko wycenione przez funta. Jego wartość wróciła do poziomów sprzed ogłoszenia przedterminowych wyborów.

Scenariusze dla funta

Na podstawie ostatnich reakcji i oczekiwań rynkowych można zbudować dla funta cztery scenariusze: dwa pozytywne oraz dwa negatywne. Wzrost wartości brytyjskiej waluty byłby najbardziej znaczący, gdyby torysi uzyskali przynajmniej 50-miejscowy bufor do rządzenia. Wtedy można oczekiwać, że funt wzrośnie o ok. 2-3 proc. Wycena szterlinga w relacji do złotego mogłaby wzrosnąć w takim scenariuszu mniej więcej o 10-15 gr i sięgnąć granicy nawet 5 zł.

Drugi pozytywny rozwój wydarzeń dla funta to wynik nieco wyższy od tego z 2015 r. (17 miejsc i 6,6 pkt proc. przewagi nad laburzystami). Przekroczenie większości na poziomie 30-50 miejsc być może zostałoby odebrane jako kampanijna porażka, ale prawdopodobnie nie spowodowałaby wyraźniejszych przetasowań na funcie.

Szterling natomiast negatywnie mógłby zareagować na zwycięstwo laburzystów. Skala tego ruchu jest stosunkowo trudna do oszacowania. W pierwszych dniach prawdopodobnie funt mógłby stracić ok. 2-3 proc. (10-15 gr do złotego). Później wiele zależałoby od stanowiska laburzystów dotyczącego kwestii gospodarczych. Brytyjskiej walucie pomagałby fakt, że partia Jeremego Corbyna dążyłaby do porozumienia z UE, a nie do konfrontacji.

Z drugiej jednak strony wygrana laburzystów może również generować problemy. Jak pogodzić wynik referendum dotyczący Brexitu z chęcią utrzymania dostępu do wspólnego rynku oraz ograniczeniem imigracji? Jak pisze „The Wall Street Journal”, Corbyn „sam nazywa siebie socjalistą, który obiecał nacjonalizację transportu kolejowego i firm użyteczności publicznej, a także podniesienie podatków dla przedsiębiorstw oraz 5 proc. najlepiej zarabiających”. Według „WSJ” jest on również uważany za „najbardziej lewicowego lidera od pokolenia”. Ogólnie jednak szansa na zwycięstwo laburzystów, mimo ostatnich silnych wzrostów poparcia, jest ograniczona i według notowań bukmacherów wahała się w ostatnich dniach blisko poziomu 10 proc.

Zawieszony parlament najbardziej niekorzystny dla funta

Prawdopodobnie najbardziej negatywnym scenariuszem dla funta jest wynik, który nie daje możliwości samodzielnego rządzenia żadnej partii. Na Wyspach tylko dwukrotnie w ostatnich 40 latach mieliśmy do czynienia z „zawieszonym parlamentem”. Jednomandatowa ordynacja wyborcza oraz specyfika brytyjskiego systemu sprawia, że nawet stosunkowo niewielka procentowa przewaga wygrywającego daje mu możliwość samodzielnego rządzenia.

Negatywne reperkusje braku parlamentarnej większości któregoś z ugrupowań potęguje kwestia Brexitu. Ryzyko rządu mniejszościowego, kruchej koalicji czy ponownych wyborów byłoby połączone z niepewnością dotyczącą warunków opuszczenia Unii Europejskiej. Mogłoby to zwiększyć podziały wewnątrz Zjednoczonego Królestwa, a także dość szybko przełożyć się na pogorszenie nastrojów konsumentów czy przedsiębiorców.

Według ankiet przeprowadzonych wśród banków inwestycyjnych przez agencję Bloomberg, „zawieszony parlament” może spowodować spadek funta w relacji do dolara nawet do poziomu 1,20 (około 7 proc.). Mediana oczekiwań ekonomistów pokazuje obniżenie się wartości szterlinga o 5 proc. Oznaczałoby to więc spadek wartości w brytyjskiej waluty w relacji do polskiej mniej więcej 25 gr, czyli do ok. 4,60 zł. Według notowań bukmacherów (dane Oddschecker), ryzyko takiego rozwoju sytuacji wynosi ok 17 proc.

Podsumowując, ryzyka dla funta wyraźnie się zwiększyły w ostatnich tygodniach, ale biorąc pod uwagę sondaże wyborcze czy notowania bukmacherów nadal pozostają stosunkowo ograniczone. Z drugiej jednak strony pamiętając, że ostatnie wydarzenia polityczne w krajach rozwiniętych często miały zaskakujące zakończenie, prawdopodobieństwo negatywnego rozwoju sytuacji dla szterlinga może być niedoszacowane.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Polska ma jedne z najniższych podatków w Unii Europejskiej, co każe nam przewartościować dość powszechny pogląd, że daniny w naszym kraju są wysokie – uważa dr Piotr Maszczyk, ekonomista SGH.

Podczas warsztatu dla uczestników szkolenia „Prasowa Akademia Pieniądza XXI” dr Maszczyk przypomniał, że wchodząc do Unii Europejskiej, Polska miała jedne z najniższych podatków wśród wszystkich państw wspólnoty. „W 2004 r. udział dochodów podatkowych w relacji do PKB wynosił 34,3 proc. i tylko sześć państw miało ten wskaźnik niższy niż Polska” – podkreślił Maszczyk, zwracając uwagę, że jednym z tych krajów był Cypr uchodzący wówczas za jeden z rajów podatkowych.

Maszczyk przypomniał, że w kolejnych latach nastąpiły dalsze obniżki podatków w Polsce. „Już w 2005 r. rząd obniżył znacząco składkę rentową co oznaczało obniżenie tego współczynnika. Przygotowano wówczas także reformę dochodów osobistych PIT zmieniającą cztery stawki podatkowe (0 proc., 19 proc., 30 proc., 40 proc.) na trzy (0 proc., 18 proc., 32 proc.), co stanowiło kolejną obniżkę wspomnianej relacji dochodów podatkowych do PKB” – wyjaśnił ekspert SGH.

Zdaniem Maszczyka postrzeganie podatków w Polsce jako wysokich wynika więc raczej z rozkładu obciążeń podatkowych oraz niską kwotą wolną. „Wysokość zerowego progu podatkowego jest w Polsce niższa od minimum socjalnego , a mimo tego dochody, które ciągle jeszcze mieszczą się w minimum socjalnym są u nas opodatkowane. Być może dlatego postrzegamy podatki jako wysokie, mimo że patrząc na obiektywne dane, wcale takie nie są” – wskazał ekonomista.

Maszczyk zauważył też, że dane dotyczące relacji dochodów podatkowych do PKB pokrywa się na ogół z raportami dotyczącymi klimatu inwestycyjnego w danym kraju. ”Szwecja, Dania i Finlandia, które mają jedne z najwyższych podatków są jednocześnie tymi krajami, w których prowadzenie biznesu jest najłatwiejsze i najatrakcyjniejsze z punktu widzenia inwestorów. To także każe zastanowić się nad obiegową opinia, że wysokie podatki odstraszają biznes i nie sprzyjają prowadzeniu działalności gospodarczej” – podkreślił ekonomista.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Blisko co piąty aktywny pożyczkobiorca bierze kredyt, aby zapłacić rachunki. Z dodatkowego finansowania korzystamy także w przypadku codziennych i sezonowych wydatków – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Wonga. Dlaczego Polacy zapożyczają się na podstawowe potrzeby? Co zrobić, aby uporządkować swój budżet? Podpowiadają eksperci platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Polacy nie są mistrzami oszczędzania. Co prawda z roku na rok rośnie liczba osób odkładających co miesiąc drobne kwoty, jednak nadal wielu z nas nie jest w stanie zapewnić sobie nawet minimalnego zabezpieczenia finansowego. Pokazują to m.in. wyniki badania Ipsos przeprowadzonego dla Wonga wśród osób, które w ciągu ostatnich dwóch lat wzięły pożyczkę do 10 tys. zł. Jak z nich wynika, wśród aktywnych pożyczkobiorców rośnie liczba respondentów zadłużających się na bieżące potrzeby, zapłatę rachunków, a także osób ratujących się kredytem w przypadku konieczności poniesienia nieprzewidzianych czy sezonowych kosztów.

W tegorocznej, marcowej edycji badania, co czwarty ankietowany wskazał, że zadłuża się na taki cel jak niespodziewana naprawa auta czy zepsutego sprzętu domowego. Co niepokojące, 12 proc. respondentów deklaruje, że pożycza pieniądze, aby udźwignąć sezonowe zakupy, takie jak wyprawka szkolna czy kupno ubrań. Kolejne 13 proc. pożycza, ponieważ nie starcza im na codzienne wydatki. Dodatkowo, z roku na rok rośnie skłonność Polaków do zadłużania się, aby zapłacić rachunki za prąd, gaz itp.  W marcu 2017 r. na ten cel wskazał co piąty badany (17 proc.), z kolei w analogicznym okresie 2015 r. było to 9 proc.

– Tych wyników nie da się w pełni wyjaśnić brakiem wystarczających dochodów czy wręcz ubóstwem. Te dane pokazują, że Polacy zdecydowanie nie są mistrzami panowania nad swoim budżetem. Wielu z nas nie potrafi skutecznie ograniczyć wydatków i nie umie szukać oszczędności. Tymczasem kontrola wydatków i systematyczne oszczędzanie nawet najmniejszych kwot to podstawowe przyzwyczajenia, jakie powinniśmy wypracować, jeśli chcemy mieć choć minimalne bezpieczeństwo finansowe i środki na potrzeby nagłych wypadków – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert platformy edukacyjnej Kapitalni.org.

Od czego zacząć plan naprawczy naszych finansów? Podpowiadają eksperci Kapitalni.org.

Krok pierwszy – zdiagnozuj problem

Stawianie diagnozy naszych finansów musimy zacząć od sprawdzenia, na co tak naprawdę wydajemy pieniądze. Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, powinniśmy przeprowadzać analizę budżetu domowego, czyli obliczyć naszą wartość netto. To wskaźnik pokazujący rzeczywistą wartość naszego majątku. Aby ją obliczyć, należy spisać w jednej kolumnie wszystkie swoje aktywa, czyli dostępne pieniądze i stałe przychody, a w drugiej – wydatki. W tej rubryce ujmujemy wszystkie miesięczne koszty, w tym obciążenia finansowe – raty kredytu mieszkaniowego, pożyczki gotówkowej, karty kredytowej itp. Ostatnim krokiem jest odjęcie kwoty zobowiązań od sumy naszego majątku. W ten sposób uzyskamy naszą aktualną wartość netto. Jeśli jest ona ujemna lub bliska zeru, to znak, że musimy szybko zacząć naprawę naszych finansów – zwiększać przychody i obniżać koszty.

Krok drugi – monitoruj wydatki

Jeśli znamy swoją wartość netto, czas na analizę wydatków. Dzięki niej wyłapiemy nasze słabe strony: niepotrzebne, spontaniczne zakupy, małe przyjemności, na które przeznaczamy najwięcej pieniędzy, zbyt wysoki rachunek za telefon itd. Przygotowanie takiego zestawienia pomoże nam kontrolować domowe finanse. Warto skrupulatnie zapisywać każde wydawane kwoty z oznaczeniem, na co je przeznaczyliśmy.

Dobrym pomysłem jest podzielenie naszej listy wydatków na 3 kategorie: elastyczne (np. wydatki na żywność, transport, lekarstwa, przyjemności itd.), raty kredytów i pożyczek oraz rachunki. Gdy największą część naszych wydatków będą stanowić te z kategorii elastyczne – jesteśmy w dość dobrej sytuacji, bo tu możemy spokojnie szukać oszczędności. Z kolei gdy większość budżetu stanowią raty pożyczek i kredytów oraz rachunki – czas jak najszybciej zająć się reperowaniem naszych finansów.

– Wielu ludzi w przypadku kłopotów finansowych chowa głowę w piasek i nie robi nic, żeby je rozwiązać. To najgorsza postawa z możliwych. Nie wolno uciekać od problemów, trzeba stawić im czoła. Warto rozmawiać z wierzycielem, ponieważ dzięki temu możemy uzgodnić np. nowy plan spłaty zadłużenia. Dodatkowo, aby pozbyć się problemów finansowych, należy przede wszystkim przestać zaciągać nowe zobowiązania – mówi Tomasz Jaroszek, ekspert portalu Kapitalni.org.

Krok trzeci – zabezpiecz się

Aby uniknąć sytuacji, w której w przypadku pojawienia się niespodziewanych wydatków, musimy posiłkować się kredytem, warto zadbać o swoją poduszkę finansową. W razie problemów takich jak utrata pracy czy choroba takie zabezpieczenie pozwoli nam na złapanie oddechu i zwiększy komfort psychiczny. Ile powinna wynosić nasza poduszka finansowa? Jest to zależne od sumy naszych wydatków. Aby ją obliczyć, należy zsumować raty kredytów, które posiadamy oraz koszty, których nie będziemy w stanie uniknąć – np. opłaty związane z mieszkaniem, transportem czy jedzeniem. W ten sposób otrzymamy informację, ile wynoszą nasze miesięczne wydatki w wersji minimum. Następnie uzyskaną kwotę należy przemnożyć przez 3, 6 lub 12 miesięcy. To pozwoli nam uzyskać wysokość poduszki finansowej w trzech wariantach – minimalnym, średnim i optymalnym.

– Warto co miesiąc odkładać choć drobne kwoty. Jeżeli jednorazowo trudno nam wysupłać z domowego budżetu 100 czy 200 zł, możemy zastosować Metodę Małych Liczb i każdego dnia odkładać np. po 5 zł. Nasz portfel nie odczuję tego aż tak bardzo, a nasza poduszka każdego dnia będzie coraz większa – mówi Tomasz Jaroszek z Kapitalni.org.
Zbadaj swoją osobowość finansową

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że to, czym kierujemy się, podejmując decyzje odnośnie pieniędzy, świadczy o naszej finansowej osobowości. Jej poznanie pozwala określić nasze silne i słabe strony w zarządzaniu finansami i sprawdzić, czy bliżej nam do „Króla życia”, który uwielbia wydawać pieniądze na przyjemności, czy „Guru zarządzania kryzysowego” – ceniącego poczucie bezpieczeństwa i unikającego ryzyka. Aby dowiedzieć się, do której grupy należymy, wystarczy rozwiązać krótki Test Osobowości Finansowej.

– Poznając naszą finansową osobowość dowiemy się jak lepiej zmotywować się do pozytywnych dla portfela zmian. Obok diagnozy, otrzymamy wskazówki, nad jakimi obszarami pracować, aby poprawić nasz stan majątkowy. Przyporządkowana zostanie nam również indywidualna ścieżka edukacyjna, która pozwoli zwiększyć wiedzę w obszarach, które tego wymagają – tłumaczy Agnieszka Szczepanik, kierownik projektu Kapitalni.org w Wonga w Polsce.

 

Źródło: Kapitalni.org

Według ekspertów, brak własnej monety naraża gospodarki krajów ze strefy euro, na poważną utratę niezbędnej cechy konkurencyjności międzynarodowej. Nawet wysoki poziom ekonomiczny nie uchroni przed takim ryzykiem. Choćby dlatego Polska nie powinna rezygnować ze złotówki, zwłaszcza że przyszłość Eurolandu jest niepewna.

W jednym z wywiadów wicepremier Morawiecki powiedział, że „przyjęcie unijnej waluty można rozważyć wtedy, gdy Polska będzie bardziej podobna do krajów strefy euro pod względem wielu parametrów makro- i mikroekonomicznych”. Jego zdaniem mogłoby to nastąpić za 10-20 lat. Tymczasem, w opinii warszawskiego ekonomisty Łukasza Białka, bezwiedne wskazywanie przedziałów czasowych jest mocno ryzykowne. W ciągu dekady może np. przestać istnieć strefa euro. Natomiast, od terminu wejścia do Eurolandu ważniejsze jest to, po jakim kursie nastąpi przejście ze złotego na euro. Od tego zależeć będzie późniejsza kondycja naszej gospodarki. Cena złotówki powinna równoważyć potrzeby konsumentów i przedsiębiorców. Importerzy chcą, by była jak najmocniejsza, eksporterzy – przeciwnie. Ponadto, wszelkie deklaracje należy popierać konkretnym harmonogramem działań.

– UE i wspólny rynek to wielkie osiągnięcia Starego Kontynentu. Eurowaluta miała je umocnić, ale stało się odwrotnie. Jeden pieniądz jest niefunkcjonalnym rozwiązaniem dla Europy i zagrożeniem dla integracji europejskiej. W pesymistycznym scenariuszu, euro będzie uporczywie bronione. W krajach, które bez własnej waluty nie będą w stanie odzyskać konkurencyjności, do władzy zaczną dochodzić ugrupowania populistyczne i antyeuropejskie. To w konsekwencji doprowadzi do rozpadu Unii Europejskiej i wspólnego rynku – przewiduje Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy, były wicemister finansów.

Rozpad strefy

W opinii Łukasza Białka, Polacy powinni być świadomi tego, że Unia Europejska jest niedokończonym projektem. O jej słabości świadczy m.in. to, że tylko wybrane kraje członkowskie łączy wspólna moneta. Unia walutowa nie przetrwa bez zjednoczenia fiskalnego i politycznego. Obecnie jest i nadal będzie wiele różnic pomiędzy państwami członkowskimi, zarówno na poziomie rozwoju gospodarczego, jak i konkurencyjności. Te dysproporcje nie sprzyjają rozwojowi UE, takiej jaka jest przedstawiana w teorii. A już na pewno nie likwidują przyczyn problemów ekonomicznych w Eurolandzie.

– Rozpad strefy euro może nastąpić pod wpływem wydarzeń politycznych, a te maja charakter nieliniowy. Każde wybory prezydenckie czy parlamentarne w członkowskim kraju, mogą wyzwolić impuls, który spowoduje istotną zmianę sytuacji w całej grupie państw. Dlatego, nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie istniała strefa euro. Jednak nawet gdybyśmy byli przekonani, że przetrwa długo, to nie należy do niej wchodzić. Brak własnej waluty wystawiłby naszą gospodarkę na zwiększone ryzyko utraty konkurencyjności międzynarodowej, co groziłoby przyhamowaniem wzrostu gospodarczego na wiele lat – ocenia Stefan Kawalec.

Jak przewiduje Łukasz Białek, w najbliższym czasie problem Grecji po raz kolejny pobudzi opinię publiczną do dyskusji na temat słabości UE. To wciąż uśpiony wulkan. Według tegorocznego raportu Międzynarodowego Funduszu Europejskiego, od początku greckiego kryzysu na pomoc temu państwu przeznaczono już ponad 260 miliardów euro. W kontekście przyszłości unii walutowej, ekspert radzi postawić pytanie, jak zachowa się Euroland w momencie, gdy kolejne kraje zaczną wymagać niespłacalnych pożyczek na poziomie po 200 mld euro. Europejski Bank Centralny nie jest przecież tzw. workiem bez dna. Zdaniem eksperta, z zamożnych państw członkowskich nie będą już chcieli rzucać kół ratunkowych tym, którzy działają tak nieracjonalnie i rozrzutnie, jak np. Grecy.

Utrata konkurencyjności

– Dzięki własnej walucie, istnieją skuteczne mechanizmy oddziaływania na sytuację gospodarczą kraju. Należą do nich polityka monetarna i zmiany kursu walutowego. Mechanizm dostosowawczy działa w znacznej mierze samoczynnie i oddziałuje antycyklicznie. W okresach dobrej koniunktury złoty umacnia się i pomaga uchronić gospodarkę przed tzw. „przegrzaniem”. Natomiast, gdy sytuacja na naszych rynkach eksportowych pogarsza się, polska waluta osłabia się. A to sprawia, że produkowane w Polsce artykuły stają się bardziej konkurencyjne, zarówno u nas, jak i za granicą – podkreśla były wiceminister finansów.

Według Łukasza Białka, nasza gospodarka nie jest obecnie przygotowana do rywalizacji z wysokorozwiniętymi państwami unii walutowej. Mimo stałej poprawy, nadal trzeba pracować nad wzrostem konkurencyjności, produktywności, nowoczesności i wydajności pracy. Nie powinno to być w żaden sposób uzależnione od decyzji dotyczącej przyjmowania eurowaluty. Niezależnie od niej, musimy dążyć do rozwoju przemysłu, wspierać zdolnych i wykształconych polskich przedsiębiorców. Powinniśmy także tworzyć takie środowisko prawne i podatkowe, aby powstawały u nas firmy z powodu atrakcyjnego otoczenia biznesowego, a nie z uwagi na 4-krotnie niższe koszty pracy, w porównaniu do Europy Zachodniej.

– Bez wątpienia ryzyko wejścia do strefy euro jest większe w przypadku, gdy dana gospodarka pod wieloma względami różni się od tych, których sytuacja będzie wywierała decydujący wpływ na politykę monetarną Europejskiego Banku Centralnego. Uważam jednak, że średni lub duży kraj w Unii Europejskiej, taki jak Polska, powinien mieć własną walutę, niezależnie od poziomu ekonomicznego. Wysoki poziom rozwoju nie chroni bowiem przed ryzykiem utraty konkurencyjności – zaznacza Stefan Kawalec.

Najgorsze scenariusze

Zdaniem Łukasza Białka, wstąpienie do unii walutowej pociągnęłoby za sobą oddanie kontroli polityki pieniężnej Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Najpoważniejsze ryzyko z tym związane, jakie należy rozważać, to zmniejszenie dynamiki we wzroście konkurencyjności lub nawet znaczące spowolnienie tego procesu. Spadek eksportu i gorsze wyniki wymiany handlowej uderzyłyby w polskich eksporterów. Nastąpiłoby ograniczenie inwestycji zagranicznych, które do tej pory alokowały swój kapitał w Polsce, korzystając z wykwalifikowanej i tańszej kadry pracowniczej.

– Zachowanie złotego nie gwarantuje oczywiście Polsce pomyślności gospodarczej. Do tego potrzebne są jeszcze inne czynniki. Warto wymienić dwa z nich. Po pierwsze, jest to zdrowa polityka gospodarcza, czyli zapewniająca równowagę fiskalną oraz stabilne warunki dla działalności biznesowej. Drugi ważny element to gwarancja dostępu do rynku europejskiego. Jednak, gdy kraj nie ma swojej waluty, istnieje większe ryzyko, że nawet przy poprawnej polityce gospodarczej, utraci on konkurencyjność międzynarodową. Odzyskanie jej bez własnej waluty, jest zadaniem dość karkołomnym, które może wymagać wielu lat stagnacji gospodarczej i wysokiego bezrobocia – ostrzega Stefan Kawalec.

Jak podsumowuje ekonomista Łukasz Białek, strefa euro od kilku lat ma poważne problemy. Jej członkowie są pogrążeni w zobowiązaniach wielkości setek miliardów euro. Ostatnio KE zaproponowała, by rozważyć stworzenie osobnego budżetu dla Eurolandu. Zdaniem eksperta, wprowadzenie takiego projektu nie zaszkodziłoby nam, bo nieformalna UE dwóch prędkości już dawno funkcjonuje. Tworzenie nowych grup mogłoby natomiast oznaczać przygotowania do ewentualnego rozpadu unii walutowej. Należy liczyć się ze scenariuszem wypchnięcia ze strefy euro tzw. najsłabszych ogniw, m.in. Grecji, Portugalii czy Hiszpanii. Możliwy też jest powrót do własnych walut najzamożniejszych krajów i pozostawienie eurowaluty reszcie państw. Polska, zachowując złotówkę, nie odczułaby mocno konsekwencji przewidywanego chaosu. Co istotne, nie brałaby udziału w transferach i poręczeniach pomiędzy zadłużonymi gospodarkami unii walutowej.

Źródło: MondayNews.pl

Eksperci

Bugajski: „Problematyczny” wzrost gospodarczy

Przez kilka ostatnich pokryzysowych lat wiele ekonomistów narzekało na stan globalnej koniunktury i ...

Grejner: Znów wzrosły płace w Polsce. A kiedy dogonimy Niemców?

4473 zł - tyle, wg opublikowanych we wtorek danych GUS, Polacy zarabiali we wrześniu br. Średnia pen...

Kalata: Część firm straci prawo do udzielania ulg

Zmiana ustawy z dnia 29 września 2017 roku o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej o...

Gontarek: Pracodawcy coraz częściej zatrudniają starszych pracowników

We wrześniu br. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,5% r/r. Natomiast...

Przasnyski: Żywność drożeje najmocniej od pięciu lat

We wrześniu ceny żywności były wyższe niż rok wcześniej aż o 5 proc. To najmocniejszy wzrost od pięc...

AKTUALNOŚCI

Wybieramy płatności elektroniczne zamiast gotówki

Większość Polaków wybiera płatności elektroniczne zamiast gotówki. Cenione są za innowacyjność, wygo...

Spotkanie MŚP rozpoczęte

35 tys. m2 – właśnie tyle przestrzeni potrzeba, aby ponad 6 tys. uczestników z ponad 30 krajów mogło...

Emigrujemy do Norwegii – mieszka tam już 85 tys. Polaków

W ubiegłym roku z Polski wyemigrowało prawie 120 tys. osób. Na koniec 2016 r. poza granicami przebyw...

Najszybciej rozwijającym się regionem w UE jest Mazowsze

Mazowsze było w latach 2007-2015 jednym z czterech najszybciej rozwijających się regionów w Unii Eur...

Sprawdź rzetelność informacji w Internecie

Ogrom informacji pojawiających się w sieci każdego dnia negatywnie wpływa na ich jakość. W takich wa...