Home Archiwa 2017 Czerwiec 7

Dzienne archiwaCze 7, 2017

Kuchnia przyszłości: minimalizm formy pozwala skupić się na funkcjonalności  – wypowiedź Prezesa Zarządu Franke Polska Pana Marka Szymańskiego

W sferze socjalnej rola kuchni, jako miejsca skupiającego domowe życie jest niezwykle istotna, dlatego urządzenia AGD stają się coraz mniej widoczne. Znakomita większość projektów kuchni to przestrzenie otwarte na jadalnie i salon. Wielozadaniowe piekarniki, płyty grzewcze czy okapy stają się więc nie tylko coraz bardziej zautomatyzowane i zintegrowane z sobą, ale także pozostają dyskretnie ukryte w kuchennej zabudowie. W ubiegłym roku Franke wprowadził do sprzedaży okap wysuwany z kuchennego blatu, który automatycznie dostosowuje swój tryb pracy do mocy grzewczej płyty indukcyjnej. Intuicyjne sterowanie także zdalne oraz komunikacja pomiędzy poszczególnymi urządzeniami to niewątpliwie jeden z trendów, wcale nie odległej przyszłości. Także pro-ekologiczne rozwiązania, oszczędzające energię i wodę oraz zapobiegające marnowaniu żywności czyli podpowiadające przepisy na bazie posiadanych w domu produktów – to znacznie więcej niż trend – to już jest nasza rzeczywistość.

Dostosowanie wzornictwa AGD do różnych typów kuchennej zabudowy jest kolejnym wyzwaniem dla producentów, dlatego we Franke dążymy do ujednolicenia materiałów i frontów. Efektem tych starań jest seria Frames by Franke, spójna wzorniczo, linia urządzeń ze stali szlachetnej i hartowanego szkła obejmująca nie tylko okap, piekarnik i płytę grzewczą, ale także zlewozmywak. Wspólną cechą urządzeń Franke jest powściągliwe wzornictwo, minimalizm formy pozwala skupić się na funkcjonalności.

Marek Szymański piastuje stanowisko Prezesa Zarządu Franke Polska oraz jednocześnie Dyrektora Regionalnego Europy Wschodniej Franke Artemis Group. Jest także Prezesem Zarządu Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej.

Działy IT powinny pełnić funkcję źródła nowych inspiracji w polskich firmach – mówił Daniel Kierdal na tegorocznej konferencji OSEC Forum. Wdrażając nowoczesne metody zarządzania, niwelując potencjalne zagrożenia i innowacyjnie podchodząc do rozłożenia budżetu, IT może stać się motorem napędowym biznesu i znacząco przyczyniać się do rozwoju firmy. Oto część managerska pierwszej edycji Forum w pigułce dla tych, którzy z IT chcą być na bieżąco.

  1. Dział IT jako doradca biznesowy

Rozwój technologii, w tym obecność mobilnych aplikacji niemal w każdej dziedzinie życia, sprawił, że informatyk przestał być postrzegany jako osoba od naprawy zepsutego komputera. Spójrz na dział IT jako na pole nowych możliwości. Według Daniela Kierdala, eksperta z kilkunastoletnim doświadczeniem w obszarze oprogramowania dla przedsiębiorstw, dział IT w firmie powinien pełnić funkcję doradcy dla biznesu i zarządzać usługami dla biznesu. Część usług to usługi wewnętrzne a część zewnętrzne. Umiejętność odpowiedniego połączenia i wykorzystania oprogramowania własnego i tego dostarczanego w modelu SaaS może dać przewagę konkurencyjną firmie.

  1. Przygotuj się na zagrożenia

Popularny skrót IoT (Internet of Things) może mieć również inne rozwinięcie – Internet of Threats. Zagrożenia związane z przenoszeniem ogromnej ilości danych do sieci, pozyskiwaniem ich przez wszelakie aplikacje i programy (zezwolenia na geolokalizację, dostęp do multimediów, kontaktów) mogą dorównywać wynikającym z tego korzyściom. Dla biznesu równie niebezpieczne są poważne ataki, polegające na wykradnięciu danych, jak i krótkotrwałe awarie, które generują jednak duże starty finansowe. W 2016 roku kilka popularnych platform, m.in. Twitter, Amazon czy Netflix, doświadczyły tzw. DDoS – ataku rozproszonego. Polega on na przepełnianiu zasobów danego serwera tak, aby użytkownicy nie mogli z nich korzystać. Dariusz Puchalak, konsultant i trener IT, przekonywał, że świadomość zagrożeń jest pierwszym i najważniejszym krokiem w zapobieganiu im i chronieniu firm przed konsekwencjami przestoju w działaniu platformy przez cały dzień.

  1. Pomyśl inaczej o kosztach

Większość kosztów w działach IT jest wydawana na utrzymanie, o wiele mniej zaś przeznaczana jest na innowacje. Według Forrester Research koszty w działach i firmach IT rozkładają się średnio na 72% wydawane na utrzymanie oraz 28% wydawanych na rozwój i poszukiwania innowacyjnych rozwiązań. Niedoścignionym w większości firm ideałem jest stosunek 50:50. Przy analizie finansowej kosztów utrzymania IT należy pamiętać o tym, że nie wszystkie koszty są złe. Takim przykładem może być miesięczny koszt oprogramowania, które generuje przychody firmy. Czas wdrożenia usługi SaaS jest znacznie krótszy niż wdrożenie wewnętrzne a może przynieść znaczące korzyści biznesowe. Niektóre rodzaje kosztów są tym, co nakręca każdy biznes. Nie chodzi o ich ograniczanie, a o takie wykorzystanie, które zagwarantuje najlepsze efekty – podkreślał Daniel Kierdal.

  1. Korzystaj z doświadczenia poprzedników

W zarządzaniu firmą, działem lub grupą ludzi ważna jest umiejętność znalezienia najlepszej – optymalnej – metody służącej osiągnięciu celów organizacji. Przy ciągle zmieniających się potrzebach biznesowych i wymaganiach technologicznych taką metodą wydaje się być agile (zarządzanie zwinne). Metody agilowe wnoszą do zarządzania wiele interesujących koncepcji, które powinny być wykorzystywane. Elastyczność i otwartość na zmiany, z jakimi się one wiążą, ułatwiają nie tylko samą pracę zarządczą, ale także pozytywnie wpływają na pobudzanie kreatywności i samodzielności pracowników. Przy okazji agile nie wyklucza starszych, sprawdzonych rozwiązań, a połączenie starszych koncepcji z nowymi bywa często optymalnym rozwiązaniem w danej sytuacji. – Koła nie trzeba wymyślać od nowa, wystarczy je nieco ulepszyć i zmodyfikować. Agile to takie ulepszanie – mówił Grzegorz Poręcki, menadżer z ponad 25-letnim doświadczeniem w Polsce i zagranicą. – Nie chodzi bowiem o odrzucenie rozwiązań, które już znamy, ale sprytne dostosowanie ich do aktualnych potrzeb rynku, managerów i samych pracowników.

  1. Sprawdź, czy wdrożenia działają

Faktyczne wdrożenie nie polega na zakupieniu nowego systemu czy ogłoszeniu obowiązywania nowej strategii działania firmy. Aby otrzymać wymierne efekty, konieczna jest zmiana świadomości pracowników, nauczenie się korzystania z możliwości nowych metodyk,  sprawdzenie ich w różnych okolicznościach biznesowych oraz dostosowanie całej infrastruktury technicznej . Na to wszystko zaś potrzeba przede wszystkim czasu. – Kadrom zarządzającym IT, nie tylko w polskich firmach, ale również zagranicznych, często brakuje cierpliwości i konsekwencji, które są  niezbędne do efektywnego wdrożenia każdego rozwiązania. Czas w projektach wdrożeniowych to zawsze problematyczna sprawa, trzeba jednak znaleźć równowagę pomiędzy stabilnością a zmiennością, zwinnością. Należy pamiętać przy tym, że stanem poszukiwanym i docelowym jest stabilność, nie stagnacja  – dodał Poręcki.

  1. Dopasuj się do klienta

Adopt czy adapt – to dylemat znany w biznesie, zwłaszcza wśród osób z IT. Dziś coraz częściej wygrywa adapt – dopasowanie się, a nie dopasowywanie do siebie. Wynika to z tempa zmian w obszarze technologii. Sukces zależy więc o umiejętności szybkiego i łatwego dopasowania się do bieżących potrzeb rynku i klienta i wychodzenia z nowymi rozwiązaniami. Tak do oczekiwań XXI-wiecznego konsumenta zaadaptowali się m.in. AirB&B – największa sieć „hotelarska” na świecie, która nie posiada ani jednego hotelu czy Uber – globalna sieć przewozowa, która nie posiada ani jednego auta.

Źródło: OSEC

Większe obiekty budowlane przeważnie zostają zaprojektowane w sposób zawiły. Duża liczba pomieszczeń, korytarzy, wyjść niejednokrotnie przysparza problemów. Nie tylko komunikacyjnych ale i związanych z bezpieczeństwem pracowników oraz produktów, urządzeń znajdujących się w budynku.

Istnieją hale produkcyjne, w których wtargnięcie osoby nieupoważnionej może być bardzo niebezpieczne. Żeby zminimalizować ilość nielegalnych wejść, powinno zastosować się profesjonalne systemy ochrony, np. firmy Konsalnet. Dobry system monitoringu zmniejsza szansę wizyty osoby nieupoważnionej w budynku, tym samym podnosi bezpieczeństwo wytwarzanych w budynku produktów.

Profesjonalny monitoring obiektu najlepiej ochroni budynek znajdujący się w sporym oddaleniu od miasta. Przedsiębiorstwa znajdujące się poza zabudową miasta często bywają przedmiotem kradzieży, włamań.

Konsalnet proponuje 3 modele ochrony obiektów przemysłowych:

  • Wartowniczy (posterunki przy bramach i wejściach osobowych – kontrola ruchu osobowego i pojazdów, kontrola zgodności ładunków z dokumentacją, plomb mb na ładunkach, kontrole alkomatem etc)
  • wartowniczo-patrolowy (posterunki jak wyżej, z dodatkowymi patrolami mobilnymi na terenie zakładu)
  • wartowniczo-patrolowy, z uwzględnieniem bezpieczeństwa logistyczno-magazynowego (dodatkowa kontrola stref załadunku / wyładunku, stref konfekcjonowania dostaw etc.)

W przypadku zagrożenia, w pogotowiu czekają również zawsze grupy interwencyjne.

Profesjonalna ochrona to gwarancja bezpieczeństwa każdego większego obiektu. Dzięki dokładnym, skutecznym i skrupulatnie przestrzeganym procedurom działania firma Konsalnet zapewni bezpieczeństwo przedsiębiorstwom każdej wielkości.

 

 

 

 

Zarządzanie zasobami ludzkimi „na miękko” jest utożsamiane z niską efektywnością. Działy HR zwracają więc coraz baczniej uwagę na mierzalne dane o pracownikach, które można przekuwać w konkretne rekomendacje dla biznesu. Raport Antal i Macrologic pokazuje, że najwięcej pracy czeka HR-owców w obszarach: adaptacji nowych pracowników, szkoleń i zarządzania czasem pracy. Tu analizy prowadzone są najrzadziej.

„Rolą HR jest przede wszystkim kreowanie i wprowadzanie w firmie zmian, które są odpowiedzią na konkretne oczekiwania biznesowe organizacji. Jednak, aby odpowiedzi te były rzeczone, a proponowane rozwiązania optymalne, trzeba najpierw posiadać wystarczającą ilość informacji i danych z obszaru, który zamierzamy usprawnić” – mówi Anna Andraszek, dyrektor ds. jakości i rozwoju kadr w Macrologic.

Wachlarz odpowiedzialności działów HR jest szeroki, począwszy od rekrutacji pracowników, po oceny okresowe czy zarządzanie zmianą w organizacji. W mniejszych strukturach całość tych procesów kumuluje się często w zakresie zadań jednego pracownika. Pomiary efektywności prowadzonych działań mogą zatem nie tylko wspierać optymalizację aktywności, ale też być uniwersalnym językiem, jasnym i zrozumiałym dla biznesu – językiem liczb.

Badanie Antal i Macrologic przeprowadzone wśród menedżerów HR pozwoliło wskazać najbardziej newralgiczne obszary zarządzania zasobami ludzkimi, w których mierzenie jakości i efektów prowadzone jest sporadycznie.

„Wyniki badania pokazują nieco paradoksalną sytuację, w której młodsze obszary HR są mierzone częściej, niż te, które utarły się jako tradycyjne zadania działów zarządzania zasobami ludzkimi, jak szkolenia czy wdrożenie nowo zatrudnionych osób” – zauważa Agnieszka Wójcik, menedżer Antal Market Research. „Może wynikać to z faktu, że dziedziny takie, jak zarządzanie talentami czy systemy ocen okresowych zaczęto od początku rozwijać w silnej współpracy z działami biznesowymi. Z kolei obszary traktowane jako domena HR podlegały i nadal podlegają ocenie bardziej jakościowej, niż ilościowej” – dodaje Agnieszka Wójcik.Raport Antal i Macrologic „Procesy HR w firmach w Polsce”, czerwiec 2017

Jak usprawnić wdrożenie pracownika?

34% respondentów deklaruje, że proces adaptacji nowych pracowników nie jest weryfikowany na poziomie mierzalnych kryteriów. Tymczasem szybsze i pełniejsze wdrożenie oznacza szybsze przełożenie na rezultaty biznesowe i sprawniejsze działanie całej organizacji. „Obecne trendy na świecie wskazują, że proces należy monitorować od akceptacji oferty przez kandydata, a nie od pierwszego dnia pracy, na co wskazuje praktyka wielu polskich przedsiębiorstw” – zauważa Agnieszka Wójcik z Antal. „Firma powinna poinformować kandydata o zasadach wykonywanej pracy, dostarczyć materiały na temat organizacji, jej struktury i kultury organizacyjnej. Cenionym przez kandydatów rozwiązaniem jest tzn. HR Welcome Pack, czyli kompleksowy zbiór materiałów obejmujący ważne dla nowego pracownika obszary” – radzi ekspertka.

Zarządzanie czasem pracy – rosnące wyzwanie

Chociaż technologie magnetycznych kart, czasu logowania do systemów, zarządzania przez cele znacząco ułatwiają monitorowanie czasu pracy, to aż 40% firm nie mierzy efektywności zarządzania czasem pracy w organizacji. To wyzwanie, z którym warto zmierzyć się jak najszybciej, ponieważ w tym zakresie oczekiwania kandydatów i pracowników dynamicznie rosną. „Z badania Antal przeprowadzonego w grudniu 2016 roku wynika, że dla 38% kandydatów warunkiem zmiany pracy jest zamieszczenie w nowej ofercie możliwości elastycznego czasu pracy” – zauważa Agnieszka Wójcik.

Szkolenia – jak mierzyć ich skuteczność

Wyniki badania wskazują, że jakość szkoleń to newralgiczny obszar dla polskich działów HR. 36% badanych firm w żadnym stopniu nie mierzy jakości szkoleń, a szczegółowa analiza ukazuje dodatkowo, że kolejne 32% firm mierzy ich jakość, jednak wyniki nie są satysfakcjonujące. „Organizacja powinna ustalić wskaźniki, które określają jakość szkoleń. Można do nich zaliczyć np. ocenę uczestnika szkolenia czy ocenę postępu kwalifikacji pracownika przez przełożonego w określonym czasie” – podpowiada Agnieszka Wójcik z Antal.

Jak załatać lukę informacyjną?

„Wyniki oznaczają dużą lukę informacyjną – firmy nie mają wiedzy na temat tego, jakie wartościowe biznesowo informacje tracą, nie mierząc efektywności procesów” –  niepokoi się Monika Grabowska, dyrektor sprzedaży w Macrologic. Obecnie działy HR stoją przed dużą szansą, aby stać się realnym partnerem dla biznesu w swoich firmach. Zmiana postrzegania procesów HRowych, kojarzonych do tej pory z „miękkimi” i trudnymi do określenia parametrami jest w tym zakresie kluczowa. „Stosując podejście procesowe, określając twarde mierniki biznesowe i wspierając się odpowiednimi narzędziami, działy HR mogą budować wzajemnie korzystną relację pomiędzy HR a biznesem” – podsumowuje Monika Grabowska z Macrologic.

 

Źródło: Macrologic SA

Niedawno niemiecki rząd wyraził obawy, że technologie, nad którymi pracowano latami, sukcesywnie przechodzą w ręce Chińczyków. Z kolei, Francuzi sądzą, iż kapitał Państwa Środka zbyt głęboko wchodzi w ich gospodarkę. O zawężeniu współpracy z tymi krajami może świadczyć zwiększona aktywność chińskich inwestorów u nas.

Jak zauważa Bartosz Michalak, prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy, niemiecki rząd wstrzymał chińskie inwestycje w obszarze energetyki i robotyki. Zdaniem eksperta, podjął tę decyzję polityczną po to, aby uchronić dodatnie saldo wymiany handlowej między Niemcami a Chinami. Warto też podkreślić, że nasz zachodni sąsiad jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który posiada w tym zakresie znaczące nadwyżki. Eksportuje on bowiem ponad 20 mld dolarów, przy imporcie 15 mld dolarów. Z drugiej strony, niemiecki biznes chce pozyskiwać zagraniczny kapitał. Przedsiębiorców właściwie nie interesuje to, z jakiego państwa on pochodzi. Oni chcą sprzedawać swoje przedsiębiorstwa, w tym rozwiązania i technologie w jak najlepszych cenach. Ekspert wskazuje więc na sporą rozbieżność pomiędzy interesami politycznymi i prywatnymi Niemców.

– Chińscy przedsiębiorcy głównie wybierają zagraniczne inwestycje, które mają znaczenie dla rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku. W ramach tego projektu, wielu z nich wykazuje ogromną aktywność we wszystkich europejskich państwach. Jeżeli ją ograniczą w Niemczech czy we Francji, to w naturalny sposób zintensyfikują swoje działania w Polsce i w innych krajach UE. Inwestorom będzie wówczas zależało na czasie. Muszą przecież zdążyć z realizacją swoich planów, które wiążą z naszym kontynentem. Ich budżety są rozliczane w typowych dla chińskiej gospodarki, rocznych raportach, w ramach 5-letnich planów rozwoju – mówi Mariusz Sperczyński, szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Natomiast, Bartosz Michalak przypomina, że chińskie inwestycje w Europie możemy podzielić na dwa obszary. Jedne należą do spółek Skarbu Państwa i obejmują strategiczne obszary zainteresowania tamtejszego rządu. Przykładem tego był w zeszłym roku największy na świecie projekt inwestycyjny, czyli zakup firmy Syngeta, produkującej nawozy. Jego wartość wyniosła 43 mld dolarów. Drugi typ zaangażowania kapitałowego dotyczy inwestycji realizowanych przez prywatnych przedsiębiorców. Są oni zainteresowani wejściem na rynki globalne, takie jak Unia Europejska. Zależy im także na pozyskaniu nowoczesnych technologii po to, by potem szybko i sprawnie transferować je do Chin.

– Nasze przedsiębiorstwa mogą bardzo skorzystać na ograniczeniu aktywności chińskich inwestorów we Francji i w Niemczech, jeśli wesprze je w tym Ministerstwo Rozwoju. Moim zdaniem, resort powinien przede wszystkim szczegółowo przedstawić, na ile współpraca polskich firm z chińskim biznesem jest zgodna z linią rozwoju strategicznego na najbliższe lata. Dotyczy to zwłaszcza infrastruktury krytycznej, ponieważ Chińczycy chętnie inwestują w energetykę i transport. Następnie wskazane by było, aby rząd wydał oficjalny komunikat na ten temat – zaznacza Mariusz Sperczyński.

Jak wyjaśnia Bartosz Michalak, chińscy inwestorzy raczej nie chcą tworzyć nowych projektów, tzw. greenfield, w Europie i czekać 5-10 lat na ich niepewne efekty. Mając ogromne nadwyżki finansowe, chcą kupować gotowe rozwiązania, technologię, wiedzę i rozpoznawalne brandy. Największe wrażenie robią na nich mocne marki francuskie oraz niemieckie. Dlatego, firmy z ChRL w dalszym ciągu będą chciały w nie inwestować. Przedsiębiorcy z Państwa Środka są głównie zainteresowani firmami o zaawansowanych technologiach, m.in. w obszarze chemii, robotyki, produkcji i nowoczesnych materiałów. Zamierzają przenieść je na swój potężny rynek. Pamiętajmy o tym, że w Chinach żyje ponad 1 mld 300 mln ludzi, czyli 2 razy więcej, niż w całej UE. Wykorzystanie rozwiązań, sprawdzonych na mniejszej skali, ma prowadzić do niesamowitego rozwoju biznesu na dużo większym obszarze.

– Polskie przedsiębiorstwa z obszarów infrastruktury mogłyby skorzystać na chińskim kapitale, podobnie jak do tej pory firmy niemieckie czy francuskie. Oczywiście rozpoczęcie międzynarodowej współpracy, w zakresie Nowego Jedwabnego Szlaku, może też zawierać element ryzyka, jak każda podejmowana działalność. Wobec czego, Polacy oczekują jasnej odpowiedzi na pytanie, czy rząd będzie wspierał ich kooperację z Chińczykami. Jeżeli Ministerstwo Rozwoju uzna na przykład, że prowadziłoby to do uzależnienia krajowej gospodarki od interesów Państwa Środka, to polscy przedsiębiorcy powinni zostać już o tym powiadomieni – uważa Mariusz Sperczyński.

Tymczasem prezes Polsko-Chińskiego Forum Współpracy przypomina, że w Polsce mamy również ciekawe firmy, które odgrywają znaczącą rolę w kraju oraz regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jednak do tej pory nie były jeszcze zaangażowane w globalną ekspansję. Właśnie dlatego Chińczycy wolą najpierw sięgnąć po rozwiązania z Europy Zachodniej, które są już rozpoznawalne na całym świecie. Nasze firmy, poszukujące kapitału i inwestora strategicznego, powinny przede wszystkim pokazać, że ich sukces w rodzimym kraju może być przeniesiony do Azji i tam przeskalowany. To jest bardzo ważne dla inwestorów z Chin.

– Chcąc zachęcić Chińczyków do inwestowania w naszym kraju, podobnie jak we Francji czy w Niemczech, trzeba ich do nas stale zapraszać i pokazywać im nasz potencjał. Spotkania polskich przedsiębiorców ze stroną chińską odbywają się zdecydowanie zbyt rzadko. Natomiast, właśnie bezpośrednie rozmowy na polskim gruncie dają największe szanse na sukces, zarówno tym, którzy chcą sprzedawać swoje produkty, usługi, jak i dosłownie całe biznesy. Oczywiście taka wizyta musi być doskonale zorganizowana i dość dobrze przemyślana. Wymaga też inwestycji sporych środków finansowych – przyznaje Mariusz Sperczyński.

Z kolei, Bartosz Michalak stwierdza, że każdy z krajów Unii Europejskiej ma różne doświadczenia we współpracy z Chińczykami. Dotyczą one m.in. nieudanych przejęć firm przez tamtejszy kapitał. I właśnie to ryzyko należy mieć szczególnie na uwadze. Trzeba pamiętać o tym, że przedsiębiorcy z Państwa Środka dopiero uczą się wchodzenia na obce rynki. W latach 90. ubiegłego wieku preferowali zakup udziałów mniejszościowych, korzystanie z licencji na określone technologie oraz współpracę na zasadzie wspólnych projektów, tzw. joint-venture. Po 2000 roku chiński rząd w obawie, iż ich firmy na zawsze pozostaną tylko podwykonawcami, postanowił zmienić politykę. Odtąd Chińczycy zaczęli przejmować całe przedsiębiorstwa i sprawować nad nimi pełną kontrolę. Prowadzący z nimi interesy, Polacy powinni być świadomi zarówno ich mocnych, jak i słabych stron.

– Oficjalne stanowisko rządu pomogłoby naszym przedsiębiorcom w podejmowaniu bardziej śmiałych decyzji biznesowych. Dotychczas otrzymali oni już wiele interesujących ofert od chińskich inwestorów i przeprowadzili z nimi mnóstwo rozmów, które obecnie niestety pozostają w zawieszeniu. Wszyscy obserwujemy to, co się dzieje we Francji czy w Niemczech. I widzimy, że w tamtych krajach dyskusja polityków i biznesmenów na temat współpracy z Chińczykami weszła w kolejną fazę. A my cały czas jeszcze nie znamy strategii działania swojego rządu – ubolewa szef zespołu Inicjatywy 51GoShanghai.

Jak podsumowuje Bartosz Michalak, chcąc wykorzystać to, że Francuzi i Niemcy w części rezygnują z chińskiego kapitału, Polska musi w jasny sposób określić, w jakich obszarach chce współpracować z Państwem Środka. Zarówno nasz rząd, jak i rodzimi przedsiębiorcy powinni przedstawiać konkretne oczekiwania Chińczykom. Wiadomo, że oni chcieliby u nas budować kolej szybkich prędkości. Ostatnio dużo mówi się też o chińskim zaangażowaniu w pomysł centralnego lotniska, modernizację portów morskich czy rozbudowę żeglugi śródlądowej. Natomiast, polskim firmom zależy na ekspansji na rynek chiński. W przypadku eksportu, obszarem o znacznym potencjale rozwoju jest sprzedaż towarów za pośrednictwem Internetu, czyli e-commerce. Choć nasze interesy wydają się rozbieżne, możemy znaleźć wspólną płaszczyznę do tego, by oba kraje rozszerzały wymianę handlową.

 

Źródło: MondayNews.pl

Polak po pięćdziesiątce natrudzi się w poszukiwaniu posady o wiele bardziej niż jego rówieśnik z Niemiec. Szanse na zatrudnienie w Polsce istotnie ogranicza nie tylko wiek pracownika, ale także niskie wykształcenie – pisze Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Polski rynek pracy w kategorii osób, które przekroczyły 50. rok życia, dorównał do unijnej średniej jeśli chodzi o zatrudnienie dla ludzi po studiach. Pozostajemy jednak na samym końcu rankingu państw Unii Europejskiej pod względem etatów dla pracowników z najniższym wykształceniem.

Poniżej przeciętnej, ale tempo poprawy obiecujące

W całej Unii Europejskiej odsetek zatrudnionych w wieku 50-64 lata wynosił 63,9 proc. (Eurostat, IV kwartał ub.r.), podczas gdy w Polsce zaledwie 55,3 proc. Czołówkę rankingu tworzą m.in.: Niemcy – 75,3 proc. i Wielka Brytania – 70,9 proc.

Pozytywny aspekt jest taki, że odsetek zatrudnionych w tym przedziale wiekowym wzrastał w Polsce przez ostatnie 10 lat nieco szybciej niż w całej Unii Europejskiej. Różnica na korzyść naszego kraju wynosiła niemal 4 pkt proc., choć już w porównaniu do Niemiec tempo było wolniejsze o ok. 3,5 pkt proc.

Poprawę sytuacji na polskim rynku pracy potwierdzają badania Głównego Urzędu Statystycznego i dane z marca 2017 r. GUS wskazuje w nich na większą aktywność zawodową ludzi w wieku 50-64 lat. Jest to jednak również konsekwencją starzenia się społeczeństwa i w efekcie większego popytu na pracowników powyżej 50. roku życia.

Przyszłość należy do 60-latków?

W 2015 r. najliczniejszą grupę ludności Polski stanowiły osoby w wieku 30-34 lat. GUS zapowiada, że w 2050 r. najliczniejszą grupę stanowić będą Polacy w wieku 65-69 lat. Postępujące starzenie się ludzi zawodowo aktywnych już spowodowało większy popyt na pracujących 50-latków i 60-latków.

W latach 2010-2015 udział aktywnych zawodowo kobiet w wieku powyżej 50 lat zwiększył się o 13,1 proc. (245 tys.), podczas gdy mężczyzn o 8,1 proc. (200 tys.). Więcej przybyło osób aktywnych zawodowo po pięćdziesiątce na wsiach – 14,8 proc. (224 tys.) niż w miastach – 7,8 proc. (221 tys.).

Brak wykształcenia powoduje różnicę

W przypadku osób z wyższym wykształceniem odsetek 50-latków zatrudnionych w Polsce był zbliżony do unijnej średniej i wynosił 76,6 proc., wobec 78,8 proc. w UE. Jednak daleko nam np. do Niemiec – 85,9 proc. (dane Eurostatu).

Nieco gorzej Polska wypada w zestawieniu uwzględniającym zatrudnienie osób z wykształceniem średnim – 11,2 pkt proc. poniżej unijnej średniej (66,3 proc.) oraz 19,8 pkt proc. mniej niż w Niemczech.

Na unijnym rynku pracy statystycznie najgorzej wygląda sytuacja ludzi powyżej pięćdziesiątego roku życia z najniższym wykształceniem. Średni odsetek zatrudnionych dla wszystkich 28 krajów UE wynosił 47,5 proc., w Niemczech – 56,1 proc., a w Polsce – 31,2 proc. i był to najniższy wskaźnik w Unii.

Starzejąc się, nie dogonimy unijnej czołówki

Dodatkowo może niepokoić fakt, że odsetek zatrudnionych z najniższym wykształceniem w wieku 50-64 lata nie wzrasta w Polsce i nie zbliża się do unijnej średniej. W 2000 r. (II kw.) pracowało 31,8 proc. Polaków z najniższym wykształceniem, osiem lat później – 32,9 proc., a po kolejnych ośmiu latach – 31,2 proc.

Dane GUS wskazują, że wśród Polaków powyżej 50. roku życia najliczniejszą grupę stanowią osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Udział tej grupy w kategorii ludności powyżej 15. roku życia wzrastał – w latach 2010-2015 – z 45,2 proc. do 53 proc.
Starzenie się społeczeństwa może negatywnie wpływać na kondycję polskiego rynku pracy. Niski poziom stopy zatrudnienia osób powyżej 50. roku życia oraz praktycznie niezmieniający się odsetek zatrudnionych z podstawowym wykształceniem mogą sprawić, że Polska nie tylko nie dogoni krajów najbardziej rozwiniętych w UE, ale także pozostanie poniżej unijnej średniej.

Autor: Bartosz Grejner, analityk Cinkciarz.pl.

Jak pokazuje polskie doświadczenie, rodzinne przedsiębiorstwa nie tylko stanowią podstawę całej gospodarki, ale coraz częściej skutecznie konkurują z zagranicznymi podmiotami – bez względu na branżę. To właśnie rodzimi przedsiębiorcy zaczynają wygrywać walkę o najlepszych kandydatów. Co możemy zyskać porzucając pracę w korporacji na rzecz rodzinnej firmy? Oto kilka przykładów:  

Rodzinne firmy są otwarte na indywidualistów. Decydując się na pracę w korporacji, godzimy się na bycie częścią zespołu, który jest podstawą jej funkcjonowania, a także na ocenę poprzez pryzmat wyników wszystkich jego członków. Sami rekruterzy, decyzję o zatrudnieniu kolejnego pracownika podejmują często w oparciu o ocenę tego, czy dany kandydat „pasuje do zespołu”. Nikt nie ocenia naszego wkładu pracy – liczy się efekt, wypracowany przez wszystkich.

W firmach rodzinnych obserwujemy mniejszą biurokrację, relacje z pracownikami oparte są na zaufaniu, przez co z kolei wzrasta ich identyfikacja zarówno z firmą, jak i jej partnerami.

Na pewno nie ma także tylu stopni hierarchii jak w korporacjach, nie ma więc problemu, by swój pomysł zaprezentować bezpośrednio właścicielowi firmy. Co ważne, takie inicjatywy bardzo często są realizowane, ponieważ dzięki nieszablonowym projektom i pomysłom małe firmy mogą konkurować z międzynarodowymi markami.

Nasze sukcesy są bardziej widoczne. W mniejszych firmach, gdzie podział obowiązków jest bardziej przejrzysty, łatwiej zostać dostrzeżonym. Przede wszystkim nie ma anonimowości – wszyscy wiedzą, jaka jest nasza rola w firmie i nad czym pracujemy. Dzięki temu łatwiej dostrzec im wymierne efekty naszej pracy. Pracownik z kolei, ponieważ ma świadomość, że sam odpowiada za swoje działania, pracuje wydajniej i łatwiej zidentyfikować mu się z organizacją.

Warto też wspomnieć, że małe firmy do rekrutacji podchodzą rozsądniej niż wielcy konkurenci. Problem przerostu zatrudnienia raczej ich nie dotyczy, a to oznacza, że znacznie łatwiej jest zaznaczyć swój udział w kluczowych dla przedsiębiorstwa projektach.

Większe możliwości zdobycia doświadczenia. Jak już wspominaliśmy, w małej firmie łatwiej przebić się z dobrym pomysłem i po prostu zacząć go realizować. A jeżeli Ci się powiedzie, możesz liczyć na dalsze wsparcie. Warto jednak wspomnieć, że dzięki prostej strukturze tych przedsiębiorstw,  możesz realizować się na różnych płaszczyznach, w różnych działach i ćwiczyć nowe  umiejętności.

W małych firmach odnajdą się więc osoby, które nie lubią monotonii i chciałyby rozwijać różne projekty. Wiąże się to z brakiem przerostu zatrudnienia – nie ma kilku osób desygnowanych do tej samej czynności, dlatego czasem trzeba być bardziej elastycznym. Choćby dlatego, że sam przekonasz się, w czym jesteś najlepszy i co chcesz robić.

Nauka efektywności. Rodzinne firmy ostrożniej postępują z budżetem. Przejawia się to w różnych aspektach. Pracownicy zatrudniani są wtedy, kiedy naprawdę są potrzebni. Nie trzeba się zastanawiać, kto za co właściwie odpowiada. Nie ma też zbędnych gadżetów, które zalegają w magazynach czy szufladach. Mimo to, to właśnie takie firmy najefektywniej gospodarują swoim budżetem.

Stawiamy na rozwiązania najbardziej efektywne. Właściwa selekcja pozwala na odrzucenie tych działań i wydatków, które być może wcale nie są nam niezbędne. W efekcie podejmowane są działania, które mają największe szanse na sukces, nie tracimy energii na rzeczy nieistotne – podkreśla Wojciech Tulwin, Dyrektor ds. Marketingu i PR w firmie Recman.

Prawdziwy CSR. Z różnorodnych badań opinii przeprowadzanych wśród tzw. Millenialsów wynika, że młodzi ludzie – zarówno jako konsumenci, jak i pracownicy – oczekują coraz większego zaangażowania biznesu w sprawy, z którymi nie radzą sobie politycy i instytucje publiczne. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu stała się więc modnym hasłem, które firmy próbują wdrożyć także w swoich strukturach. Często zapominają jednak o tym, że działania nie mogą ograniczać się do haseł i okazjonalnie przeprowadzanych akcji. Muszą generować zaangażowanie pracowników, ale aby tak się stało, muszą być autentyczne.

Działania na rzecz społeczeństwa, dla firm rodzinnych są czymś naturalnym, ponieważ małe przedsiębiorstwa są istotną częścią lokalnej społeczności. CSR w ich wydaniu ma zwykle o wiele mniejszy zasięg niż w przypadku korporacji. Tutaj nie liczą się ogólnopolskie, medialne akcje. Pracownicy działają najczęściej w obrębie najbliższego otoczenia, na rzecz osób czy instytucji, które znają, które są dla nich ważne. Działania te są najczęściej bardzo systematyczne.

Rodzina odporna na kryzysy.

Duże rodzinne biznesy, które trwają od wielu pokoleń, robią wszystko by mieć pewność, że etos ich działalności i silne poczucie celów, które sobie narzucili, będzie kontynuowany. Przetrwanie jest więc dla nich ważniejsze niż zysk.

Badania prowadzone w związku ze światowym kryzysem gospodarczym pokazały, że firmy rodzinne, w porównaniu z ich odpowiednikami z danych krajów i sektorów, cechowały się rozsądną oszczędnością w okresie recesji, miały niższy poziom zadłużenia i lepiej zdywersyfikowaną działalność. Jednocześnie skutecznie broniły się przed odejściem najbardziej wartościowej kadry.

Źródło: www.recman.pl

 

Przejrzysta wizja i środki finansowe to dwa kluczowe czynniki, które w opinii polskich przedsiębiorców są najistotniejsze przy rozpoczynaniu działalności biznesowej. Uzyskały one odpowiednio 44 proc. i 36 proc. odpowiedzi w badaniu Ipsos MOR na zlecenie Microsoft, prowadzonym wśród właścicieli polskich małych i średnich firm. 13 proc. respondentów z Polski przyznało, że jednym z kluczowych elementów na starcie działalności jest technologia. To najwyższy wynik spośród wszystkich badanych krajów europejskich.

Właściciele firm zwrócili również uwagę, że przy budowaniu własnego biznesu duże znaczenie mają umiejętności potrzebne do rozwoju produktu i usługi (26 proc.) i osobiste predyspozycje (25 proc.). Respondenci wskazali także na pasję związaną z oferowanym produktem lub usługą (21 proc.). Wsparcie rodziny i przyjaciół podkreśliło 14 proc. respondentów.

Wyniki badań w Polsce są zbieżne z opiniami przedsiębiorców z innych krajów europejskich, którzy podobnie podkreślają znaczenie przejrzystej wizji rozwoju oraz kapitału. Główna różnica polega na postrzeganiu kwestii umiejętności przywódczych i zarządzania ludźmi, które mają bardzo duże znaczenie dla przedsiębiorców europejskich. Dla przykładu, właśnie na tę kwestię zwraca uwagę 30 proc. uczestników badania z Czech oraz 27 proc. z Niemiec.

„Tworzenie własnej firmy to moment, w którym trzeba efektywnie skoordynować tysiące spraw i zadań, przy bardzo ograniczonych zasobach – czasu, finansów, ludzi. Wtedy decydujemy też w co zainwestować posiadany kapitał. Dlatego tak istotne już na starcie jest zadbanie o narzędzia, które pomogą nam w realizacji tych zadań i pozwolą natychmiast reagować na potrzeby zmieniającego się rynku. Mobilne biuro w smarfonie, laptopie czy tablecie z wideorozmowami Skype i znanymi aplikacjami Office, dostępnymi zawsze i na każdym urządzeniu, czy elastyczna moc obliczeniowa bez kosztownych inwestycji w serwery to narzędzia przewagi konkurencyjnej dostępne od ręki. Dzięki rozwiązaniom w chmurze, firmy MŚP zyskują dostęp do zaawansowanych, ale prostych w obsłudze rozwiązań, bez czasochłonnych wdrożeń i kosztownych inwestycji, gwarantujących poziom bezpieczeństwa, jaki trudno byłoby im osiągnąć na starcie działalności” – przekonuje Tomasz Dorf, odpowiedzialny za segment MŚP w polskim oddziale Microsoft.

Własna firma daje bezpieczeństwo

Wśród powodów tworzenia własnej firmy 40 proc. polskich przedsiębiorców przyznało, że chce czuć się bezpieczniej w przyszłości. 33 proc. stwierdziło, że „bycie na swoim” zapewnia im również korzystniejszy, w porównaniu do innych form zatrudnienia, poziom równowagi między pracą a domem. Właśnie na tę kwestię kładą największy nacisk przedsiębiorcy europejscy (31 proc.). Kolejnym motywem otwierania własnej firmy jest po prostu chęć zdobycia pracy, co przyznaje 33 proc. polskich respondentów. W tym przypadku średnia europejska jest dużo niższa, bo sięga 18 proc.

Co ciekawe, 29 proc. właścicieli polskich firm zwraca uwagę, że rozpoczęcie działalności łączy ze znalezieniem niszy rynkowej, dotychczas niezagospodarowanej przez innych. Właśnie takie były początki firmy Pan Hipcio.

„Inspiracją do stworzenia klubu malucha, gdzie dwulatki mogłyby twórczo spędzić czas w gronie rówieśników i pod opieką zaufanych osób, była obserwacja istniejącej oferty, która po prostu nie spełniała naszych oczekiwań. Pomyślałyśmy, że takich rodziców może być więcej” – mówi Dorota Łoboda, współzałożycielka klubu.

Firma zaczęła od pierwszych inwestycji w pomoce dydaktyczne oraz wynajem sali, gdzie właścicielki same prowadziły zajęcia dla dzieci. Beata Ciszkowska, współzałożycielka firmy zwraca uwagę na rolę technologii: „W Excelu tworzymy bazę klientów i grafik zajęć. W PowerPoincie przygotowujemy prezentacje dla rodziców i dzieci. W edytorze tekstów zbieramy plany zajęć, karty pracy i raporty. Dzięki aplikacji OfficeLens w banalnie prosty sposób skanujemy dokumenty telefonem. To wszystko wrzucamy w chmurę OneDrive i współdzielimy, tak by każda z nas miała do wszystkiego dostęp zawsze i wszędzie”.

Wzrost oparty na pasji

Badania wskazują również, że 53 proc. polskich przedsiębiorców łączy wzrost firmy z realizacją własnych pasji i samorozwojem – np. doskonaleniem rzemiosła, czy dodatkowym czasem na sprawy prywatne.

Firma Uzerai oferuje luksusowe marki biżuterii i akcesoriów. Filozofia spółki polega na zderzeniu sztuki, mody, prestiżu, tradycyjnego rzemiosła i awangardowej bezkompromisowości. Reprezentowane przez UZERAI nazwiska to najbardziej uznani współcześni projektanci i najbardziej ekskluzywne marki.

„Zajmujemy się sprzedawaniem luksusowej biżuterii od ponad 15 lat. Na początku była pasja. Pięć lat temu otrzymaliśmy zaproszenie od Farfetch.com i jako pierwszy butik w Polsce zostaliśmy partnerem tego portalu. Wtedy w naszym biznesie technologia zaczęła odgrywać rolę podstawową – dzięki niej udał nam się przekroczyć fizyczne granice butiku i dotrzeć do takich klientów jak księżna Arabii Saudyjskiej, aktor Mark Wahlberg, czy piłkarz reprezentacji Hiszpanii Fernado Torres. Bez technologii nie byłoby to dla nas nigdy możliwe” – mówi Piotr Walasek, właściciel UZERAI.

Źródło: Microsoft

 

Eksperci

Greenspan: Grzeczne euro

Pasmo terroru, które przeszło przez Hiszpanię mogło przyczynić się do strat zanotowanych na giełdach...

Lipka: Czy to ostatni tak dobry wzrost PKB w Polsce?

16 sierpnia GUS ogłosił wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Dostaliśmy bardzo dobre informacje - wz...

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

WIADOMOŚCI

Bezgotówkowe płatności w urzędach

Od rozpoczęcia ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji pub...

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...