Home Archiwa 2017 Czerwiec 5

Dzienne archiwaCze 5, 2017

Sześciokrotny wzrost sprzedaży – tak wyglądała ostatnia dekada dla rynku otwartych technologii. O jego dotychczasowym rozwoju i perspektywach na przyszłość dyskutowało ponad 800 uczestników 10. konferencji Open Source Day. 17 maja w Warszawie odbyła się jubileuszowa edycja jednego z największych europejskich wydarzeń poświęconych otwartemu oprogramowaniu. Spotkanie zostało zorganizowane pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Tegoroczna konferencja Open Source Day zgromadziła 800 uczestników i ok. 3000 widzów relacji online, m.in. specjalistów IT i przedstawicieli biznesu. W czasie wydarzenia spotkali się reprezentanci wiodących globalnych marek technologicznych – zarówno tych, opierających swoje działania na technologiach otwartych, jak i tych, które kojarzone są przede wszystkim z rozwiązaniami zamkniętymi, a które w coraz większym stopniu wykazują zainteresowanie open source.

Otwarte technologie są dziś wykorzystywane w 4 na 5 przedsiębiorstw, a można się pokusić o stwierdzenie, że w życiu codziennym korzysta z nich niemal każdy z nas. Czyni to open source jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin współczesnego IT, której nie może ignorować żaden z rynkowych graczy. Liczby mówią same za siebie. Sprzedaż tego typu oprogramowania w ciągu ostatniej dekady wzrosła sześciokrotnie. O sile tych technologii świadczą także przykłady biznesowego sukcesu firm opierających swoją działalność wyłącznie na rozwiązaniach open source. 10. edycja konferencji była doskonałą okazją, żeby podsumować niezwykle dynamiczny rozwój tego rynku w Polsce – mówi Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day.

Gościem specjalnym tegorocznej edycji był Dariusz Jemielniak, ekspert w zakresie otwartej współpracy, pierwszy członek Rady Powierniczej Wikimedia Foundation wybrany spoza USA i Europy Zachodniej. Tematem jego wystąpienia były mechanizmy, które napędzają i regulują działanie społeczności skupionych wokół ruchów open source czy open content.

Wystąpienia w ramach sesji głównych koncentrowały się m.in. na rosnącym znaczeniu technologii dla rozwoju przedsiębiorstw i tego, w jaki sposób stają się one integralną i kluczową częścią produktów i usług oferowanych przez różne gałęzie gospodarki. Według danych IDC, do 2020 r. połowa firm z listy Global 2000 będzie uzależniała swój sukces biznesowy od technologii. Dodatkowo, jak zauważyli prelegenci, nowoczesne rozwiązania IT, bez których dziś nie wyobrażamy sobie biznesu – np. rozwiązania chmurowe – działają w znacznym stopniu właśnie w oparciu o open souce. W czasie konferencji nie zabrakło również wątków związanych z bezpieczeństwem IT i tego w jaki sposób wdrożenie rozwiązań otwartych pozwala na zwiększenie poziomu kontroli nad firmowymi zasobami.

Ważną częścią agendy wydarzenia były warsztaty technologiczne. W sesjach nakierowanych na kształtowanie praktycznych umiejętności pracy z rozwiązaniami otwartymi wzięło udział łącznie ponad 200 osób.

Patronat honorowy nad konferencją objęło Ministerstwo Cyfryzacji, a także Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Platynowym Partnerem wydarzenia była firma Red Hat, a Partnerem Technologicznym Google. Do Złotych Partnerów należeli Docker, EDB, Microsoft i Suse, a do Srebrnych MySQL, Zabbix, IT EMCA, Zextras i Intalio. Wśród patronów medialnych znalazły się redakcje PC Format, Warsaw Business Journal, eGospodarka.pl, Linux.pl, OSworld.pl, ITwiz, Mamstartup.pl i Magazynu Programista.

 

Źródło: Open Source Day

Nietypowe zawody. Czy taka klasyfikacja w ogóle istnieje? Przeglądając portale czasami trafiamy na niespotykane oferty pracy. Od szalonych do niezwykłych; przez poważne, aż po zabawne – istnieje mnóstwo sposobów zarabiania pieniędzy, o których jeszcze nie słyszeliśmy. Każdy wybiera swoją drogę: jedni chcą być projektantami kartek świątecznych, inni specjalistami od uszczęśliwiania klientów.

Niektóre role są tak specyficzne, że mogłoby się wydawać, iż wymagają od pracownika umiejętności wybiegających poza standardowe „zorganizowanie” czy „umiejętność pracy w zespole”. Pewne zawody czy stanowiska, wnioskując po nazwie, są tak fancy jak Iggy Azalea w swoim utworze. Czy słusznie? Przyjrzyjmy się stanowisku, które od razu zwróciło naszą uwagę, czyli Customer Happiness Marketing Specialist.

Nie wszystko jest tym, na co wygląda

Być może jesteśmy podejrzliwi, a pompatyczne nazwy stanowisk zazwyczaj traktujemy z lekkim dystansem. W firmie Houghton Mifflin Harcourt nazwa stanowiska Director of First Impressions jest po prostu odpowiednikiem recepcjonisty. Serwis eBay zatrudnia z kolei Chief Curator, czyli osobę, która decyduje o przedmiotach zamieszczanych na głównej stronie. W Detroit Venture Partners osoba na stanowisku Catalyst wypełnia obowiązki asystenta biura. Innym przykładem jest nazewnictwo w firmie Allen & Gerritsen, gdzie wiceprezes ds. rozwoju biznesu jest nazwany Creator of opportunities.

Czym zajmuje się Customer Happiness Marketing Specialist?

Z ogólnego opisu stanowiska wynika, że osoba pracująca jako CHMS powinna być energiczna, proaktywna i z pasją oraz dbałością pomagać dbać o klientów firmy. Ważnymi zadaniami na tym stanowisku są m.in. tworzenie raportów pod presją czasu czy opracowywanie i wdrażanie systemu oceny zadowolenia klienta. Customer Happiness Marketing Specialist jest również odpowiedzialny za kreowanie i dostarczanie klientom zindywidualizowanych treści marketingowych,  a także za utrzymywanie przyjaznych relacji z klientami. Ważnym elementem pracy CHMS są nie tylko zadania związane z marketingiem, ale również z organizacją i promocją eventów oraz konferencji. Mogłoby się wydawać, że Customer Happiness Marketing Specialist jest po prostu specjalistą ds. marketingu, jednak nowa nazwa bardzo przypadła nam do gustu.

Pracodawcy prześcigają się w nazewnictwie stanowisk w swoich firmach, ale czy możemy powiedzieć, że powstają nowe, nietypowe zawody? Powiedzielibyśmy raczej, że te które już istnieją zostały po prostu ładnie zapakowane, aby zwrócić uwagę na dane przedsiębiorstwo na tak konkurencyjnym rynku, jakim jest rynek pracy. Josh Linkner autor książki The Road to Reinvention trafnie zauważył, że już czas pożegnać się ze stanowiskiem Vice President of Compliance i przywitać Chief Getting S#!T Done Officer. Podpisujemy się pod tym.

Źródło: fashionbiznes.pl

W najbliższych kwartałach wynagrodzenia będą rosły szybciej. Duży popyt na nowych pracowników napotka na zmniejszającą się ich podaż.

Przedsiębiorcy dość mocno odczuli wysoką dynamikę wynagrodzeń w ostatnich kilkunastu miesiącach. Większość firm została zmuszona do ich podniesienia, czyli zwiększenia kosztów, również ze względów regulacyjnych (wyższa płaca minimalna i stawka godzinowa) i liczy, że w kolejnych miesiącach nie będzie musiała już tego robić. Jest to trochę myślenie życzeniowe.  W kwietniu stopa bezrobocia wyniosła 7,7 proc., a po oczyszczeniu z czynników sezonowych nawet 7,5 proc. Według Eurostatu mamy bezrobocie na poziomie 5,3 proc. i jesteśmy wśród sześciu państw o najniższym bezrobociu w całej Unii Europejskiej (obok Czech, Niemiec, Węgier, Malty i Holandii). Na każde sto miejsc pracy w gospodarce przypada jeden wakat. W takich warunkach trudno spodziewać się stabilizacji wynagrodzeń. Przeciwnie, w kolejnych kwartałach będą one coraz szybciej rosły, gdyż wysoki popyt na pracowników napotka na zmniejszającą się ich podaż.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, zastępcy dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan

Ministerstwo Cyfryzacji testuje mobilny dowód osobisty. „Na jesieni będą dokumenty kierowcy i pojazdu. (…) Następnie karta studencka, karta miejska, karta emeryta i rencisty, karta osoby niepełnosprawnej, karta dużej rodziny, a później następne, które przyjdą nam do głowy” – zapewnia minister Anna Streżyńska.

W maju Ministerstwo Cyfryzacji rozpoczęło pilotażowy program mDokumentów. Z usługi można skorzystać w wybranych urzędach w czterech miejscowościach: Łodzi, Koszalinie, Ełku i Nowym Wiśniczu. Testowane są mobilne wersje dowodów osobistych – a więc takie, z których można korzystać za pośrednictwem telefonów komórkowych. „Ten pilotaż potrwa wiele miesięcy, ponieważ sprawdzamy, jak mobilny dowód tożsamości funkcjonuje w dwóch obszarach: w urzędach, tam gdzie idziemy załatwić swoje sprawy – do wydziału obsługi mieszkańców; i za chwilę w policji, kiedy policja zatrzymuje nas na drodze, albo legitymuje” – wyjaśnia minister cyfryzacji.

Anna Streżyńska zapewnia, że to nie ostatni dokument w wersji mobilnej. „Na jesieni będą dokumenty kierowcy i pojazdu.(…) Następnie karta studencka, karta miejska, karta emeryta i rencisty, karta osoby niepełnosprawnej, karta dużej rodziny, a później następne, które przyjdą nam do głowy” – zapowiada.

Minister tłumaczy, że wiele można w dzisiejszych czasach zrobić używając telefonu komórkowego i noszenie go jest bardziej naturalne od noszenia ze sobą dowodu osobistego. „Czasem jest nam potrzebny, więc dowód przez telefon komórkowy – czyli w praktyce dostęp do moich danych zgromadzonych w rejestrze dowodów osobistych za pomocą telefonu komórkowego i łączności, którą ten telefon zapewnia z rejestrem – to jest rozwiązanie bardzo praktyczne” – mówi Streżyńska.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl

Gotowy system e-biznesu, to narzędzie w postaci strony z możliwością rejestracji i logowania się użytkowników, który zawiera w sobie elementy edukacyjne, a także biznesowe. 

Sklep internetowy, to tylko cześć całej koncepcji, którą można nazwać biznesem. Warto już na wstępie zauważyć, że sam sklep nie wystarczy, podobnie jak sama promocja bez dobrze zbudowanego sklepu online.

Instrukcje krok po kroku

To coś, czego bardzo brakuje w Polskim internecie, nawet zwykła rejestracja, a także sposób dokonywania zakupów, w określonych sklepach nieco różnią się od siebie. Można więc powiedzieć, że dlatego firmy oferujące produkty na sprzedaż, powinny przygotowywać dla swoich potencjalnych klientów wideo poradniki. Jednak nadal większość tego nie robi, nie mając pojęcia ile zamówień przez to tracą.

Gotowy system, jakie korzyści?

Dobrze przygotowany i gotowy system biznesowy daje wiele korzyści, oprócz konieczności wykonywania stale powtarzalnej pracy, także w godzinach, w których nie jest się w ogóle online. Co to pozwala uzyskać? Więcej czasu dla siebie, a także działanie i zarabianie, mimo fizycznej konieczności pracy. Rzecz jasna, nie należy jednak zupełnie powstrzymywać się od działań marketingowych, ale wsparcie, jakie można uzyskać z jego pomocą, to potęga automatyzacji. To działa, jak maszyna, która produkuje towar, a my tylko ją nadzorujemy, a jednocześnie czekamy na to, żeby sprawdzić, jak wypadnie z niej gotowy produkt. Co warto zauważyć, nie skupiamy się wtedy na produkcie, ale na tej, całej nowoczesnej maszynie, cudzie technologicznym.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawiło projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Polska, z wydatkami na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe na poziomie 1 proc. PKB, plasuje się na 21 miejscu w UE28. W 2015 r. nakłady na B+R w UE28 wyniosły 2,03 proc. PKB. Najwięcej na B+R wydaje Szwecja (3,26 proc. PKB), Austria (3,07 proc. PKB), Dania(3,03 proc.) i Niemcy (2,87 proc.). Najmniej Rumunia (0,49 proc. PKB).

Cel, który postawiła sobie Polska, to 1,7 proc. wydatków na B+R w relacji do PKB do 2020 r. Zostało nam jeszcze niecałe 4 lata do jego realizacji. Gdyby nakłady na B+R rosły w Polsce w latach 2017-2020 w takim tempie jak w latach 2012-2015 (wzrost z 0,88 proc. PKB do 1 proc. PKB), to w 2020 r. osiągniemy poziom 1,15 proc. PKB, a nie 1,7 proc.

Oczywiście celu można nie zrealizować. Jednak to, co w tej chwili dzieje się na świecie – cyfryzacja, robotyzacja, dynamiczny rozwój gospodarki współdzielenia dzięki nowym technologiom informatycznym, nie pozostawia pola manewru. Musimy stworzyć warunki, które zwiększą zainteresowanie przedsiębiorstw inwestycjami w B+R. Tym bardziej, że „za chwilę” fundusze unijne skończą się. Od 2021 r., jeśli będziemy mieli dostęp do środków europejskich, to w zdecydowanie mniejszej ilości. Niezbędne jest zatem już dzisiaj tworzenie regulacji, które będą motywowały wszystkie podmioty do aktywności w obszarze B+R+I.

MNiSW, MR i MF zdają sobie z tego sprawę, dlatego w 2016 r. MNiSW prowadziło szerokie konsultacje Białej Księgi Innowacji, a teraz na ich podstawie przygotowało projekt ustawy  o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Konfederacja Lewiatan brała udział w tych konsultacjach i cieszymy się, że wiele z naszych postulatów znalazło się w rozwiązaniach proponowanych w tym projekcie ustawy. Przede wszystkim wzrosnąć mają odliczenia z tytułu ulgi na B+R do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, niezależnie od wielkości firmy (dzisiaj obowiązuje ulga w wysokości 50 proc. kosztów osobowych dla wszystkich firm oraz 50 proc. pozostałych kosztów kwalifikowanych dla MŚP, a 30 proc. dla dużych firm).

Rozszerzeniu ma ulec także katalog kosztów kwalifikowanych, m.in. o należności z tytułu umów cywilno-prawnych, czy koszty nabycia sprzętu specjalistycznego. Prawo do ulgi na B+R będą miały także firmy działające w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (ale od działalności B+R prowadzonej poza SSE). Projekt ustawy proponuje także zniesienie podwójnego opodatkowania funduszy kapitałowych w latach 2018-2023. Szkoda, że projektodawcy nie zdecydowali się w tym przypadku na trwałe rozwiązanie problemu podwójnego opodatkowania inwestorów wspierających projekty B+R+I poprzez fundusze kapitałowe. Kiedyś trzeba będzie to zrobić, może warto zacząć już przy tej ustawie.

Projekt ustawy idzie w dobrym kierunku, ale ma kilka „wad”. Przedsiębiorcy mają jednak nadzieję, że w procesie konsultacji uda się większość z nich przedyskutować, i MNiSW, MR i MF zdecydują się na zmiany, które pozwolą na stworzenie regulacji obejmującej swoim zakresem wszystkie elementy procesu inwestowania w B+R+I.

Przede wszystkim brakuje w projekcie ustawy tzw. innovation box,  czyli obniżonej stawki podatku dochodowego albo zwolnienia podatkowego od dochodów ze sprzedaży praw własności intelektualnej (IP). Większość krajów UE takie rozwiązanie już ma (np. Węgry opodatkowują takie dochody stawką w wysokości 4,5 proc.).

Obawy budzi propozycja poszerzenia uprawnień adwokatów i radców prawnych o możliwość występowania w sprawach związanych ze zgłaszaniem oraz utrzymywaniem ochrony wynalazków. Nie są oni bowiem w stanie zastąpić rzeczników patentowych w roli specjalistów potrafiących ocenić od strony technicznej rozwiązanie zgłaszane do ochrony.

Niepokoi likwidacja Funduszu Kredytu Technologicznego, tym bardziej że przyczyny tej zmiany nie zostały wyjaśnione.

Dziwi propozycja zmniejszenia opłat rocznych za zgłaszanie wynalazku i opłat okresowych za ochronę wynalazku skierowana jedynie do akademickich inkubatorów przedsiębiorczości i centrów transferu technologii. Przedsiębiorstwa, szczególnie z sektora MŚP, także mają problem z pokryciem kosztów ochrony praw własności intelektualnej. Warto zatem, aby projektodawcy zastanowili się nad innym rozwiązaniem, np. stworzeniem odrębnego funduszu, który korzystając z funduszy unijnych, współfinansowałby koszty związane ze zgłaszaniem wniosków o udzielnie praw IP oraz koszty ochrony praw wyłącznych.

Spraw wymagających dyskusji i wyjaśnienia jest znacznie więcej (chociażby potrzeba posługiwania się pojęciem kosztów poniesionych przez podatnika na działalność B+R, a nie pojęciem kosztów uzyskania przychodów), ale patrząc na dotychczasową naszą współpracę z MNiSW i MR dotyczącą rozwiązań wspierających inwestycje w B+R+I, będzie wreszcie szansa na wzrost inwestycji w B+R, i innowacje. I może uda się nie tylko zwiększyć nakłady na B+R do poziomu 1,7 proc. PKB, ale także dadzą one technologie i produkty, którymi polskie przedsiębiorstwa będą mogły skutecznie konkurować na świecie.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wielka Brytania została najatrakcyjniejszym europejskim kierunkiem inwestycyjnym 2016 roku i najpopularniejszym krajem wśród planujących emigrację Polaków. Brexit nie spłoszył także firm działających na Wyspach, a ponad 40 proc. polskich przedsiębiorstw myślących o optymalizacji jest wciąż zainteresowanych uzyskaniem rezydencji podatkowej w Zjednoczonym Królestwie. Padł również rekord liczby wniosków rezydencyjnych złożonych przez Polaków.

W ubiegłym roku Wielka Brytania była najczęściej wybieraną lokalizacją Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych (BIZ) oraz pierwszą gospodarką Europy pod względem nowych miejsc pracy stworzonych przez te inwestycje. W 2016 roku Wyspiarze przyciągnęli do siebie aż 1 144 projektów inwestycyjnych, wyprzedzając tym samym Niemcy (1 063) i Francję (779). Tylko te trzy kraje były lokalizacją dla aż 51 proc. wszystkich nowych zagranicznych projektów inwestycyjnych w Europie. Polska zajęła 5. miejsce z wynikiem 256 projektów i znalazła się tuż za liderem pod względem nowostworzonych miejsc pracy (22 074). W tym samym czasie Wielka Brytania zdołała stworzyć niemal dwukrotnie więcej nowych etatów, bo 43 165. Londyn zachował także zeszłoroczną pozycję lidera, jako najbardziej atrakcyjnego miasta dla inwestorów w Europie. Brytyjską stolicę wybrał co trzeci inwestor (32 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się Paryż (27 proc.) i Berlin (25 proc.). Warszawę, jako najlepszą lokalizację dla BIZ doceniło jedynie 8 proc. inwestorów, co dało jej 7. miejsce w rankingu.

Brexit nie oznacza jednocześnie, że Zjednoczone Królestwo straci inwestorów już obecnych w Wielkiej Brytanii. Firmy pytane o planowane relokacje operacji lub siedziby w ciągu najbliższych trzech lat, jako konsekwencji wystąpienia ze wspólnego rynku, odpowiadały w 80 proc. przypadków, że nie mają takich planów. Wśród tych firm, które planują to zrobić tylko 8 proc. bierze pod uwagę łańcuchy dostaw, 7 proc. działy badań i rozwoju, 6 proc. marketing i sprzedaż lub produkcję. Jedynie 4 proc. myśli o przeniesieniu głównej siedziby firmy i tylko 3 proc. rozważa przeprowadzkę zaplecza organizacyjnego. W majowym raporcie Ernst & Young „Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2017”, z którego pochodzą dane, Londyn był także najwyżej notowanym europejskim miastem wśród inwestorów pytanych o to, które z trzech miast na świcie oferują największą szansę na stworzenie następnego Google? Londyn znalazł się na 3. pozycji ex aequo z Szanghajem (17 proc. wskazań). Kolejne miasta Starego Kontynentu (Berlin i Paryż) otrzymały po 7 proc. głosów. Największe szanse na powstanie nowego Google inwestorzy widzą natomiast w San Francisco (24 proc.) i Pekinie (18 proc.). Warszawa nie pojawiła się zestawianiu.

Zjednoczone  Królestwo wciąż przyciąga Polaków

Mimo zbliżającego się Brexitu Wielka Brytania, a zwłaszcza Londyn, jako najważniejsze centrum biznesowe regionu, wciąż przyciąga nie tylko zagranicznych inwestorów, ale także Polaków myślących o emigracji. Spośród ponad 2,8 mln osób w naszym kraju (13,7 proc. populacji) deklarujących obecnie chęć emigracji zarobkowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, aż 19 proc. wskazuje, że krajem przeznaczenia będzie Wielka Brytania, która tym samym wróciła na emigracyjne podium po dwóch latach nieobecności. Blisko 60 proc. spośród wszystkich potencjalnych emigrantów posiada w Polsce pracę, ale aż 53 proc. z nich zarabia miesięcznie mniej niż 2 000 netto. Wizja lepiej płatnego zajęcia to dla nich wystarczający powód żeby wyjechać z kraju, a 1 na 5 wyjeżdżających chce wylądować właśnie na Wyspach. Jak pokazuje badanie „Migracje Zarobkowe Polaków” przeprowadzone w tym roku przez Millward Brown, 58 proc. badanych myślących o Wielkiej Brytanii motywuje swoją decyzję Brexitem – chcą wyjechać przed zakończeniem negocjacji, aby zabezpieczyć sobie prawo pobytu przysługujące obecnie obywatelom Unii. To wyraźny sygnał, że zarówno wyjeżdżający teraz, jak i mieszkający w Zjednoczonym Królestwie Polacy nie zamierzają wracać do kraju i chcą zostać w Wielkiej Brytanii dłużej niż dwa lata, aż do faktycznego wyjścia kraju z Unii Europejskiej. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że brytyjska premier Theresa May zapowiedziała ograniczenie imigracji do dzieciątek tysięcy rocznie.

Brexit nie zniechęca także firm

Przykłady tych którzy wyjechali, osiedlili się i osiągnęli na Wyspach sukces działa teraz na innych. Zachęca powszechna wśród Polaków znajomość języka angielskiego, a przede wszystkim kilkukrotnie wyższe zarobki. Dla wielu nie bez znaczenia jest także możliwość rozwinięcia skrzydeł w biznesie. Polacy, którzy emigrowali w poprzednich latach założyli w Wielkiej Brytanii już dziesiątki tysięcy firm. Z raportu brytyjskiego think tanku Centre for Entrepreneurs wynika, że tylko do końca 2014 roku przedsiębiorstw założonych przez Polaków było 22 tys., plus dodatkowe 65 tys. podmiotów w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Suma 87 tys. firm należących do naszych rodaków daje 6. miejsce wśród wszystkich mniejszości narodowych zamieszkujących Wielką Brytanię. Z danych Centre for Entrepreneurs wynika także, że nawet co dziesiąty Polak w Zjednoczonym Królestwie prowadzi jakąś formę działalności biznesowej. Nie wszystkie polskie firmy należą jednak do osób na stałe zamieszkujących Wielką Brytanię. Eksperci oceniają, że ok. 30 proc. z nich została założona w celach optymalizacyjnych.

Firmy, nie tylko polskie, ale także z innych krajów Unii, stanowią spory odsetek podmiotów, które rejestrują się na Wyspach dla uzyskania brytyjskiej rezydencji podatkowej. Obecnie, nawet mimo Brexitu, ponad 40 proc. polskich przedsiębiorstw myślących o optymalizacji jest wciąż zainteresowanych uzyskaniem takiej rezydencji. Rejestracja spółki w Zjednoczonym Królestwie nie wymaga bowiem od przedsiębiorcy stałego przebywania w kraju, a kultura biznesowa, z system podatkowym włącznie, są na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce. Zainteresowanie wzrasta zwłaszcza teraz, kiedy Teresa May potwierdziła, że wśród najważniejszych reform rządu po wyborach znajdzie się obniżenie podatku dla firm do 17 proc. i zwiększenie kwoty wolnej do 12,5 tys. funtów do 2020 roku. Nawet przy obecnym kursie funta za dwa lata będzie to kwota 60 tys. zł – mówi Agnieszka Moryc, dyr. zarządzająca w Admiral Tax, polsko-brytyjskiej firmie doradztwa podatkowego.

Obecnie, dla każdego zatrudnionego na Wyspach lub prowadzącego tam jednoosobową działalność gospodarczą, podstawowa kwota wolna od podatku wynosi 11,5 tys. funtów, czyli ponad 55 tys. zł. Dla porównania w Polsce jest to 3091 zł lub 6600 zł dla najmniej zarabiających. Wielka Brytania podwyższa kwotę wolną systematycznie co rok i jest to element na stałe wpisany w rzeczywistość gospodarczą kraju, co rzecz jasna sprzyja zakładaniu nowych firm, także wśród imigrantów. Paradoksalnie imigranci w Zjednoczonym Królestwie są trzy razy bardziej przedsiębiorczy niż sami Brytyjczycy, wynika z danych opublikowanych w maju zeszłego roku w „Global Entrepreneurship Monitor” (Globalnego Monitora Przedsiębiorczości). Raport podaje, że aż 15,4 proc. dorosłych imigrantów otwiera własne firmy, w porównaniu do 5,3 proc. przedsiębiorców urodzonych w Wielkiej Brytanii. Jednocześnie tylko 7 proc. rodowitych Brytyjczyków planuje otworzyć własny biznes w ciągu najbliższych trzech lat. Choć wnioski mogą być dla Wyspiarzy krzywdzące, to wyniki nie pozostawiają złudzeń – emigranci na Wyspach są bardziej przedsiębiorczy niż ich gospodarze Z danych dostarczanych przez GEM korzystają m.in. ONZ, OECD, Bank Światowy i Światowe Forum Ekonomiczne.

Mimo Brexitu zainteresowanie Wielką Brytanią nie słabnie nie tylko wśród inwestorów i przedsiębiorców, ale także tych, którzy z Unią Brytyjską postanowili związać się na stałe. Najnowsze dane brytyjskiego MSW (Home Office) wskazują bowiem, że w pierwszym kwartale tego roku prawie 13 tys. Polaków złożyło wniosek o przyznanie stałej rezydentury na Wyspach. To rekordowy wynik od czasów wejścia Polski do Unii Europejskiej i 21 proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. O rezydenturę ubiegają się Polacy mieszkający na emigracji przez co najmniej pięć lat i jest to pierwszy krok do uzyskania brytyjskiego obywatelstwa, które od stycznia do kwietnia 2017 przyznano 1,1 tys. osobom. Wydaje się, że rekordowa liczba wniosków rezydencyjnych to mało optymistycznie zaprzeczenie wizji spektakularnych powrotów Polaków nad Wisłę, których według Office for National Statistics (brytyjski odpowiednik GUS) w Wielkiej Brytanii mieszka obecnie ok. 984 tys. Chęci do powrotów może być jeszcze miej po niedawnej zapowiedzi ministra ds. wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Davida Davisa, który zapowiedział, że po zwycięstwie Partii Konserwatywnej w wyborach nowy rząd zagwarantuje prawa obywateli Unii mieszkających na Wyspach.

Autor: Krzysztof Oflakowski

Sergey Brin, współzałożyciel Google, pracuje nad stworzeniem nowego modelu sterowca. Będzie to największy statek powietrzny na świecie, o długości prawie 200 metrów. Gigant ma służyć do luksusowych rejsów i niesienia pomocy humanitarnej.
Jak podaje The Guardian, miliarder Sergey Brin, współzałożyciel Google, chce spełnić swoje wielkie marzenie i stworzyć własną wersję podniebnego pojazdu, który największe triumfy odnosił w latach 30. XX wieku – aż do spektakularnej katastrofy Hindenburga, do której doszło 6 maja 1937 roku i która pochłonęła 36 ofiar. Brin przewiduje dwa zastosowania dla swojego najnowszego projektu: luksusowe rejsy w przestworzach oraz niesienie pomocy humanitarnej. Sterowiec ma być największym statkiem powietrznym na świecie, długim na prawie 200 metrów.

Brin, podobnie jak Google odmawiają komentarza w sprawie projektu sterowca, ale wszystko wskazuje na to, że nie jest to plotka. W listopadzie 2014 roku, spółka zależna kalifornijskiego giganta o nazwie Planetary Ventures podpisała kontrakt o wartości miliarda dolarów na 60-letnią dzierżawę tysiąca akrów lotniska Moffett Field w Ames, wraz z trzema ogromnymi hangarami (gdzie w latach 30. XX wieku stacjonował inny słynny sterowiec – USS Macon).

Nowy statek powietrzny ma szanse odnieść komercyjny sukces. – Ciężarówki są tylko tak dobre jak drogi po których jeżdżą, pociągi pojadą tylko tam, gdzie są tory, a samoloty potrzebują lotnisk. Sterowce mogą dostarczyć towar z punktu A do punktu Z bez zatrzymywania się nigdzie po drodze – tak o zaletach tego środka transportu mówi konstruktor Igor Pasternak (który przez pewien czas pracował przy projekcie Brina), przewidując, że sterowce mogą zrewolucjonizować rynek cargo.

Zanim to się stanie, inżynierowie muszą jednak rozwiązać problem związany z wypornością latającej ciężarówki. Trzeba opracować specjalny system, który wyrównywałby ciężar statku w chwili odczepienia ładunku – inaczej gigant wystrzeli w przestworza niczym dziecięcy balonik. Z anonimowych źródeł wynika, że ekipa Brina opracowała już specjalny system wewnętrznych pęcherzy, który pozwala kontrolować wyporność sterowca, umożliwiając mu rozładunek niemal w każdym miejscu na świecie.

Źródło: rynekinfrastruktury.pl

Został już tylko rok na dostosowanie firmy do unijnej reformy w zakresie ochrony danych osobowych. Zdaniem ekspertów czasu jest niewiele. Nieprzygotowanych czekają kary w wysokości nawet do 20 mln EUR.

25 maja 2018 roku w życie wejdą nowe unijne regulacje dotyczące ochrony danych osobowych, zwane także  „RODO” albo „Ogólnym Rozporządzeniem o Ochronie Danych”. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej zostało przyjęte jeszcze w kwietniu 2016 r., i choć będzie stosowane bezpośrednio we wszystkich krajach członkowskich, obecnie trwają pracę nad dostosowaniem polskiego prawa do jego przepisów. Celem unijnej reformy jest przede wszystkim zwiększenie poziomu ochrony danych osobowych i ujednolicenie przepisów z tego obszaru na terenie UE. Zdaniem ekspertów reforma jest pod wieloma względami rewolucyjna i będzie wiązała się ze znacznymi zmianami m.in. w działach HR oraz w firmach specjalizujących się w pośrednictwie pracy, które na co dzień przetwarzają dane osobowe pracowników oraz kandydatów do pracy.

Kluczowe zmiany

Rozszerzenie obowiązków informacyjnych

Agencje rekrutacyjne czy działy HR gromadzące i przetwarzające dane osobowe pracowników i kandydatów są, w świetle prawa, administratorami danych osobowych. Nowe regulacje nałożą na administratorów więcej niż dotychczas obowiązków informacyjnych. W praktyce oznacza to, że przykładowo, w procesie rekrutacji trzeba będzie poinformować kandydata m.in. o celach przetwarzania danych osobowych, okresie, przez który będą one przechowywane, odbiorcach danych, czy o prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego. Istotny wydaje się być również wymóg określenia czy  osoba, której dane dotyczą, jest zobowiązana do ich podania i jakie są ewentualne konsekwencje niepodania żądanych informacji.

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych

Zaostrzone zostaną regulacje dotyczące podstaw prawnych do przetwarzania danych osobowych. Dane pracownika będzie można przetwarzać na podstawie jego dobrowolnego i świadomego wyrażenia woli na przetwarzanie danych osobowych w konkretnym celu. „Według przepisów RODO zgodna nie może być domniemana, a użytkownicy będą mieli prawo do jej cofnięcia, przy czym wycofanie zgodny na przetwarzanie danych osobowych musi być równie łatwe jak i jej wyrażenie. Zmiana może okazać się kosztowna dla pracodawców oraz agencji pośrednictwa pracy, bo wymagać będzie rewizji i często wymiany formularzy dotyczących zgody na przetwarzanie danych osobowych” wyjaśnia Iwona Szmitkowska, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, wiceprezes Work Service S.A

Rejestrowanie czynności przetwarzania danych osobowych

Rozporządzenie przewiduje prowadzenie przez każdego administratora danych osobowych rejestru czynności przetwarzania tychże danych. Rejestr powinien zawierać nazwę oraz dane kontaktowe administratora, cele przetwarzania, opis kategorii osób, których dane dotyczą, kategorie odbiorców, którym dane osobowe zostały lub zostaną ujawnione, jeżeli jest to możliwe, planowane terminy usunięcia poszczególnych kategorii danych, jeżeli jest to możliwe, ogólny opis technicznych i organizacyjnych środków bezpieczeństwa.

„Rozporządzenie jest odpowiedzią na ogromne zmiany w zakresie wykorzystania danych osobowych, które obserwujemy na przestrzeni ostatnich lat. Jego wdrożenie dla agencji zatrudnienia czy działów personalnych będzie wiązało się z koniecznością przeszkolenia kadry oraz często sporymi wydatkami na informatyzację procesów gromadzenia i przetwarzania danych zarówno w procesach rekrutacyjnych jak i kadrowo-płacowych czy szkoleniowych” – komentuje Iwona Szmitkowska.

Kontrole i kary

Kary za niestosowanie się do nowych regulacji będą zdecydowanie bardziej dotkliwe niż dotychczas. Mogą wynieść do 20 mln euro, a w przypadku przedsiębiorstwa nawet do 4 proc. całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego.

Ponadto w razie wycieku danych osobowych, w kwalifikowanych wypadkach, administratorzy danych będą zobowiązani zgłaszać to do GIODO oraz informować osoby, których dane wyciekły. Warto podkreślić, że dla użytkowników zniesione zostaną opłaty za złożenie skargi do GIODO. W efekcie można spodziewać się zwiększenia częstotliwości kontroli firm ze strony organów nadzorczych.

Jak się przygotować i dlaczego przygotowania warto rozpocząć już dziś?

Przedsiębiorstwa przechodzą audyty, w działach HR tworzone są długoterminowe programy wdrożeniowe. Eksperci radzą zwrócić uwagę na  dedykowane do przetwarzania danych osobowych, a w przypadku ich braku zastanowić się nad zakupem, aby zautomatyzować wspomniane procesy. W przypadku większych firm, gdzie przetwarzanie danych odbywa się na szeroką skalę koniecznie będzie powołanie inspektora ochrony danych lub zespołu inspektora ochrony danych wewnątrz organizacji. „Przygotowanie agencji czy działu personalnego wewnątrz firmy na wdrożenie nowych przepisów będzie kosztowe. Warto jednak zainwestować w dostosowanie organizacji do zmian już teraz, aby za rok nie zaskoczyły nas rujnujące kary finansowe” – podsumowuje Iwona Szmitkowska. „Z tego powodu Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia zaplanowało cykl szkoleń dedykowanych zarówno działom HR i agencjom zatrudnienia, mające wesprzeć przygotowanie pracowników do wprowadzenia nowych procedur w firmie. Pierwsze szkolenie już za nami, kolejne odbędzie się w czerwcu we Wrocławiu, następnie planujemy wznowić edycję po wakacjach”

 

Źródło: Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia

Brexit może spowodować zmniejszenie środków na wspólną politykę rolną – ostrzegają przedstawicie Komitetu Regionów UE.

W projekcie opinii na temat wspólnej polityki rolnej po 2020 r., przyjętej w czwartek przez Komisję Zasobów Naturalnych (NAT) Komitetu Regionów, zaapelowano o „sprawiedliwą, zrównoważoną i solidarną politykę rolną”.

„Rolnictwo, produkcja żywności i obszary wiejskie stoją w obliczu poważnych wyzwań, które wymagają gruntownej reformy wspólnej polityki rolnej (…) Jedynie silna polityka rolna i żywnościowa UE może zapewnić Europie bezpieczeństwo żywnościowe i nadać dynamikę obszarom rolnym” – czytamy w dokumencie.

Przyjęty przez komisję NAT projekt opinii zostanie teraz poddany pod głosowanie członków Komitetu Regionów na posiedzeniu plenarnym, a następnie trafi do unijnych instytucji, m.in. Komisji Europejskiej, jako oficjalne stanowisko władz samorządowych UE.

Podkreślano w nim, że Unia Europejska, która stała się największym importerem i eksporterem żywności na świecie, zwiększyła swoją zależność od państw trzecich i prowadzi politykę handlową sprzeczną z celami ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. „Eksport nadwyżek produkcji z Unii (mleko w proszku, kurczaki itp.) po cenach niższych od europejskich kosztów produkcji ogranicza zdolności produkcyjne krajów rozwijających się i przyczynia się do emigracji ich ludności” – czytamy w dokumencie.

Unijni samorządowcy zaapelowali m.in., aby nie destabilizować gospodarek rolnych państw trzecich oraz by budżet wspólnej polityki rolnej stanowił taką samą jak dotąd część budżetu UE. Komitet Regionów ostrzegł przy tym, że „Brexit może spowodować zmniejszenie środków na WPR”.

Przedstawiciele instytucji opowiedzieli się ponadto za odejściem od płatności bezpośrednich na hektar na rzecz płatności bezpośrednich w przeliczeniu na pracownika rolnego. „Przydział płatności bezpośrednich na hektar i bez limitów doprowadził do koncentracji gruntów rolnych, a tym samym dotacji (…) Podział wsparcia jest nadal bardzo nierównomierny między gospodarstwami i między państwami członkowskimi” – zauważono w dokumencie.

Samorządowcy zaapelowali również o wzmocnienie środków na rzecz ochrony środowiska poprzez obowiązkową rotację upraw. Zwrócili uwagę, że obszary wiejskie „pozostają w tyle” w porównaniu z miastami miejskimi, a luka ta się powiększa, co jest jeszcze bardziej niepokojące. W dokumencie postulują zwiększenie wsparcia finansowego UE na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, które – w ich ocenie – wyraźnie zmniejszyło się w porównaniu z poprzednim okresem programowania.

Polityka UE na rzecz rozwoju obszarów wiejskich, wprowadzona jako drugi filar WPR, jest finansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. W wieloletnich ramach finansowych na lata 2014–2020 na EFRROW przeznaczonych jest 99,6 mld euro. Czterema największymi beneficjentami funduszu są Francja (11,4 mld euro), Włochy (10,4 mld euro), Niemcy (9,4 mld euro) i Polska (8,7 mld euro). Natomiast pierwszy filar wspólnej polityki rolnej obejmuje m.in. płatności bezpośrednie dla rolników.

Do końca 2017 roku Komisja Europejska opracuje komunikat w sprawie przyszłości WPR (po 2020 r.). Ostatecznie o nowym kształcie wspólnej polityki rolnej zadecydują rządy państw członkowskich oraz Parlament Europejski.

Komitetu Regionów jest unijnym organem doradczym, w którym zasiadają przedstawiciele wszystkich państw członkowskich UE.

 

Źródło: www.kurier.pap.pl,

Już niebawem kolejny rok szkolny wraz z uczniami zakończy ponad 600 tys. polskich nauczycieli. Aż 80 proc. z nich to kobiety. Teoretycznie zawód ten od lat cieszy się dużym poziomem społecznego prestiżu, ale sami nauczyciele zazwyczaj go nie odczuwają. Być może dlatego, że wciąż nie są wynagradzani w sposób, na który zasługują, a być może dlatego, że zawód ten przez lata obrósł mitami funkcjonującymi w powszechnej opinii, co niestety stygmatyzuje tę profesję i czyni ją jeszcze trudniejszą niż w rzeczywistości jest.

Według danych OECD polscy nauczyciele zarabiają wciąż mniej niż ich koledzy zagranicą, a ich wynagrodzenia stanowią od 71 do 83 proc. tego, ile otrzymują osoby z podobnym do nich poziomem wykształcenia, ale wykonujące inne zawody. Choć wiemy, że jest to praca bardzo odpowiedzialna wśród powszechnej opinii obecnych narosło wiele przekonań, które niekoniecznie mają związek z rzeczywistością.

Mit pierwszy – nauczyciel pracuje tylko kilka godzin dziennie

To jeden z największych mitów dotyczących tego zawodu. Owszem w szkole wraz z uczniami spędzają oni jedynie cztery – sześć godzin dziennie. Jest to tzw. pensum, czyli liczba obowiązkowych godzin dydaktycznych, będących składowymi etatu. Ale do czasu spędzonego przy tablicy dochodzi przygotowanie się do lekcji, sprawdzanie klasówek i kartkówek oraz wypełnianie szkolnych dokumentów na temat postępów naukowych ich podopiecznych czy uzupełnianie sprawozdań. W czasie wycieczek szkolnych nauczyciele są z kolei w pracy całą dobę. Czas ich pracy reguluje Karta Nauczyciela oraz kodeks pracy, które mówią, że nauczyciel ma pracować 40 godzin w tygodniu. Jednak z danych Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że niektórzy spędzają nad szkolnymi obowiązkami nawet 47 godzin tygodniowo. Średnio ponad pięć godzin w tygodniu zajmuje im w domu przygotowanie się do lekcji, a ponad trzy sprawdzanie prac uczniów.

Mit drugi – nauczyciel ma dwa miesiące urlopu.

A także ferie zimowe, wszystkie wolne od pracy dni w roku, długie weekendy i przerwy świąteczne. Długie wakacje – to jeden z najczęściej kojarzących się z zawodem nauczyciela przywilejów, czy wręcz powodów do zazdrości. Tyle teoria i wyobrażenia. W praktyce jednak wygląda to nieco inaczej. Nauczyciel tak naprawdę latem ma sześć tygodni urlopu i dwa tygodnie w ferie zimowe. W pozostałym czasie musi być do dyspozycji dyrekcji szkoły i przyjść do pracy na jej wezwanie. Dyrektor może wezwać nauczycieli do szkoły w ostatnim tygodniu czerwca lub na początku lipca i pod koniec sierpnia, czyli tuż po zakończeniu roku szkolnego i przed rozpoczęciem kolejnego. Jeśli nauczyciel zlekceważy takie wezwanie to grozi mu nagana lub upomnienie. Czas wakacyjny nauczyciele wykorzystują nie tylko na odpoczynek, ale też na przygotowanie pracy na cały rok. Poza tym należy pamiętać, że w ciągu roku szkolnego nauczyciele właściwie nie mogą brać urlopu, więc wyjazdy w dni inne niż wtedy, gdy mają wolne także ich uczniowie są wykluczone.

Mit trzecipraca nauczyciela jest stabilna – przez lata tak rzeczywiście było, ale karuzela zjawisk społecznych i politycznych zmieniła ten obraz. Niż demograficzny, zmiany w oświacie, w tym wprowadzana właśnie reforma edukacji, zakładająca likwidację gimnazjów spowodowały, że dziś wielu nauczycieli nie jest pewnych, czy we wrześniu będą mieli, gdzie wracać. Z kolei ci, którzy utrzymają zatrudnienie, nie mogą liczyć na zbyt duże profity, a na pewno już nieporównywalne z tymi, które otrzymują chociażby pracownicy korporacji. Tymczasem jak wynika z badania Nationale-Nederlanden dla 40 proc. Polaków pozapłacowe elementy są bardzo istotne i mają wpływ na podjęcie przez nich pracy w danym miejscu. Wśród nich wyróżnia się możliwość przystąpienia do ubezpieczenia grupowego, zabezpieczającego życie i zdrowie, gwarantujące wsparcie finansowe dla ubezpieczonego i jego rodziny chociażby w przypadku ciężkiej choroby. Już teraz wiele szkół w Polsce korzysta właśnie z tego rozwiązania.

Mit czwarty – nauczyciel ponosi największą odpowiedzialność za edukację młodego pokolenia

To tylko po części prawda, gdyż w istocie, aby osiągnąć sukces naukowy i wychowawczy, niezbędna jest współpraca rodziców ze szkołą. Wbrew pozorom to dom rodzinny jest miejscem, w którym przekazywane i wpajane są wartości moralne. Nauczyciel i system edukacji mogą je jedynie wzmocnić. Tymczasem brak zainteresowania rodziców współpracą ze szkołą, a nawet jawnie postulowana niechęć mogą sprawić, że nauczyciel czuje się lekceważony, niedoceniony, pozbawiony wsparcia, a to na pewno nie wpływa na sukces edukacyjny dziecka. Błędem jest również to, że rodzice oczekują, by nauczyciel podejmował za nich decyzje dotyczące ich dziecka i brał za nie pełną odpowiedzialność. Nauczyciele spędzają z uczniem kilka godzin dziennie w ciągu danego roku szkolnego, a rodzina jest z nim przez całe życie. Warto jednak wspomnieć, że duża część rodziców ma już świadomość jak istotne jest poruszanie z dziećmi ważnych, mających wpływ na ich przyszłość, tematów, takich jak choćby oszczędzanie. Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Dojrzałość finansowa Polaków 2017”, blisko 80 proc. badanych uważa, że o finansach warto rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat. Mając to na uwadze, rodzice powinni spędzać z pociechami jak najwięcej czasu, a z nauczycielami wypracowywać stosunki partnerskie. Dzięki zaangażowaniu obu stron wydajność procesu edukacyjnego i wychowawczego jest zazwyczaj największa. Bez wsparcia rodziców nauczyciel niewiele zdziała.

Mit piąty – nauczyciel nie ma powodów do stresu

To kolejny mit. Okazuje się, że 86 proc. nauczycieli zgadza się z przekonaniem, że ich obciążenia zawodowe są wyższe niż w innych profesjach (48 proc. w sposób zdecydowany). Jedynie 8 proc. nauczycieli uważa takie przekonanie za nieprawdziwe. Stres w pracy nauczyciela to cały zespół negatywnych emocji, które wynikają z wykonywanego zawodu. To złość, frustracja, ale także lęk i negatywne zmiany fizjologiczne i zdrowotne, które pojawiają się pod ich wpływem. Przykładem mogą być dolegliwości narządu mowy, z którymi często borykają się nauczyciele. Przyczynami stresu w pracy są natomiast problemy z uczniami i ich zachowaniem, nikła perspektywa kariery zawodowej, a także atmosfera w szkole oraz niskie zarobki. Długotrwały stres w zawodzie nauczyciela, tak jak w każdej innej profesji, prowadzi do wypalenia zawodowego, a nawet depresji i poważnych problemów ze zdrowiem.

 

Źródło: Nationale-Nederlanden

Eksperci

Piróg: Pieniędzy na zdrowie może być mniej

Dzisiaj Narodowy Fundusz Zdrowia ma ogłosić, który szpital znajdzie się w sieci i będzie mógł leczyć...

Rozbicki: Fuzja Pekao i Aliora – w każdej plotce tkwi ziarno prawdy

Doniesienia Pulsu Biznesu dotyczące połączenia Pekao i Aliora wywołały sporo zamieszania na rynku, k...

Greenspan: Brak spójności na rynku

Popularny inwestor Michael Cogswell, prowadzący profil InvestPower na eToro, zauważył kolejny błąd w...

Męcina: Coraz bardziej brakuje rąk do pracy

Bezrobocie na koniec maja br. wyniosło 7,4 proc., czyli spadło o 0,3 pkt proc. w stosunku do  kwietn...

Przasnyski: Spadek bezrobocia cieszy, rynek pracy niepokoi

Zgodnie z oczekiwaniami, stopa bezrobocia obniżyła się w maju z 7,7 do 7,4 proc. Pozytywna tendencja...

WIADOMOŚCI

Zasięg skrajnego ubóstwa w Polsce

W 2016 r. odnotowano znaczący spadek zasięgu ubóstwa skrajnego oraz ubóstwa relatywnego. Nadal jedna...

O 20 mld zł może być niższy deficyt budżetu

Dane o budżecie państwa po maju mogą oznaczać, że na koniec roku deficyt będzie niższy nawet o 20 ml...

Lato sprzyja kredytom?

Coraz lepsze nastroje polskich konsumentów przekładają się na rosnące zapotrzebowanie na kredyty kon...

Dynamika lokalnego PKB

Wrocław, Rzeszów i Lublin to najszybciej rozwijające się miasta na przestrzeni ostatnich lat - wynik...

Najbardziej rzetelni finansowo są…

Spośród wszystkich  polskich województw, to mieszkańcy Podkarpacia są najbardziej rzetelni finansowo...