wtorek, Grudzień 12, 2017
Home Archiwa 2017 Czerwiec 2

Dzienne archiwaCze 2, 2017

W 2016 roku sprzedano w Polsce 8 mln smartfonów. Rosnące znaczenie technologii mobilnych widoczne jest również na rynku pracy. Już 75% pracowników tymczasowych korzysta ze smartfonów, a 92% z Internetu. Dlatego firmy wprowadzają nowoczesne rozwiązania, które odpowiadają na ten trend. Wśród nich jest agencja Work Service, która stworzyła nową aplikację mobilną. Dzięki niej nie tylko łatwiej będzie można znaleźć dopasowaną do potrzeb ofertę pracy, ale też bez problemów pracownik poradzi sobie ze wszystkimi formalnościami związanymi z zatrudnieniem.

Z badań Work Service wynika, że już 92% pracowników tymczasowych aktywnie korzysta z Internetu, a aż 3/4 badanych posiada smartfony. Spośród nich niemal 85% użytkowników korzysta z aplikacji mobilnych oferowanych przez rynek. Pomagają one nie tylko korzystać z mediów społecznościowych, bezpiecznie dojechać na miejsce najkrótszą drogą, mierzyć dzienną aktywność fizyczną, ale też coraz częściej służą poszukiwaniu pracy.

Odpowiadając na zapotrzebowanie rynku stworzyliśmy własny system, które jest dopasowany do potrzeb zarówno kandydatów, pracowników, jak i pracodawców. Dzięki naszej aplikacji w prosty sposób można zyskać dostęp do różnorodnych ofert pracy tymczasowej, stałej i zagranicznej, a także na bieżąco zarządzać swoją karierą zawodową. Co więcej system sam je podpowiada – podkreśla Piotr Adamczyk, dyrektor działu IT w Work Service S.A. Postawiliśmy na czytelny, przyjazny i intuicyjny interfejs. Dzięki temu, nawet osoby na co dzień nieużywające smartfonów, powinny sobie bez problemu poradzić z obsługą. Nasza aplikacja działa na terenie całej Polski, ale wkrótce planujemy dostosować ją również do zagranicznych systemów. Żeby skorzystać z aplikacji wystarczy ją ściągnąć ze sklepu GooglePlay. Pobranie jest całkowicie darmowe – dodaje Piotr Adamczyk.

Zarządzaj pracą przez telefon…

To, co wyróżnia aplikację na tle innych to fakt, że została stworzona także dla osób już posiadających zatrudnienie. Jej istotnym celem jest cyfryzacja komunikacji między pracownikiem a firmą, obejmująca także wymianę dokumentów takich, jak np. paski płacowe czy potwierdzenie objęcia ubezpieczeniem RMUA. Osoby, które zainstalują aplikację uzyskają wgląd do informacji o przelewach i wynagrodzeniach, co jest sporym ułatwieniem w radzeniu sobie z formalnościami.

Dziś wiele osób zarządza bankowością przez telefon, teraz może przy użyciu smartfona robić to ze swoją pracą. Dlatego w naszym systemie wprowadziliśmy dostęp do statusu podpisanych umów, historii zatrudnienia pracownika oraz listy aktywnych i podpisanych umów. Aplikacja daje też możliwość czatowania z konsultantem personalnym, który jest wsparciem w kwestiach formalnych. Nasz system chcemy cały czas rozbudowywać, dlatego planujemy wprowadzić elektroniczne podpisywanie umów oraz przekazywanie kolejnych dokumentów pracowniczych, także od pracownika do pracodawcy np. tych związanych z L4 i urlopami – komentuje Piotr Adamczyk.

… i znajdź nowe zatrudnienie

Dla wielu osób szukających pracy ważny jest dziś dostęp do szerokiego wachlarza ofert. System daje właśnie taką możliwość. Dzięki niemu można nie tylko bez problemu zaaplikować na konkretne ogłoszenie, ale też je sortować, filtrować, a nawet lokalizować. System pozwala zaznaczać ulubione oferty oraz jeśli, któraś wyda się atrakcyjna i ciekawa także udostępniać je swoim znajomym. W ten sposób można komuś pomóc znaleźć zatrudnienie.

Rozwiązań, które pozwolą kandydatom skutecznie znaleźć pracę jest więcej. To między innymi możliwość dodawania swojego CV, zmieniania danych, wglądu w historię ogłoszeń, na które dana osoba aplikowała oraz sprawdzenie ich statusu. Niezwykle istotną funkcją jest ustawienie gotowości do podjęcia pracy. W ten sposób kandydat wysyła jasny sygnał na rynek, że jest zainteresowany zatrudnieniem, co zwiększa jego szansę na angaż. Dla osób, które potrzebują bardziej tradycyjnych form kontaktu oraz chcą zasięgnąć opinii rekrutera przygotowano możliwość bezpośredniej rozmowy z nim na czacie. W ten sposób można uzyskać wsparcie podczas poszukiwania pracy albo wypełniania dokumentów niezbędnych w procesie rekrutacji i zatrudnienia.

 

Źródło: Work Service S.A.

Polska znajduje się w czołówce państw Unii Europejskiej pod względem odsetka gospodarstw domowych zamieszkujących z dziećmi.

Z opublikowanych w 2015 r. badań Eurostatu wynika, że w 38,4 proc. gospodarstw domowych w Polsce znajduje się co najmniej jedno dziecko. To znacznie większy odsetek niż średnia dla Unii Europejskiej, która wynosi 29,8 proc. Polska plasuje się pod tym względem w ścisłej czołówce Europy ustępując miejsca tylko Cyprowi (38,9 proc.) oraz Irlandii (41,5 proc.). Wśród państw spoza Unii Europejskiej wyższe statystyki mają też Macedonia (49,4 proc.) i Turcja (54,3 proc.). Średnią europejską zaniżają natomiast Szwedzi i Niemcy (poniżej 22 proc.). – Unia Europejska na potrzeby badań definiuje „dziecko” jako członka gospodarstwa domowego w wieku poniżej 25 lat, całkowicie zależnego finansowo od innych dorosłych członków gospodarstwa domowego, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse. – Jednak mimo to, nasz kraj wyróżnia się w tych statystykach, co powinno dać wiele do myślenia całej branży nieruchomości –od architektów, projektantów aż do deweloperów.

Co jest ważne dla rodzin?

Rodziny posiadające dzieci są bardzo atrakcyjną grupą klientów dla deweloperów. Są jednak dość wymagającymi nabywcami. Poza tak istotnymi czynnikami jak cena, lokalizacja i standard inwestycji poszukują rozwiązań, które sprawią, że ich dzieci będą mieć zapewnioną co najmniej bezpieczną aktywność na pobliskim placu zabaw. – Z przeprowadzonych niegdyś w Metrohouse badań ankietowych wynikało, że rodzice pytają doradców o bliskość szkół i przedszkoli, ale także o place zabaw, windę, czy pomieszczenia takie jak wózkownia, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse. Z kolei 58 proc. ankietowanych deweloperów przyznało, że jeżeli klientem jest osoba posiadająca już dziecko, w wyborze inwestycji kieruje się także udogodnieniami dla dzieci. Prawie wszyscy deweloperzy twierdzą, że takie udogodnienia można spotkać na budowanych przez nie osiedlach. Rzeczywistość jest jednak nieco inna. Jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl, w zależności od województwa, tylko od 30 do 50 proc. inwestycji posiada własny plac zabaw.

Nie tylko mieszkania

Wraz z powiększaniem się rodzin pojawia się pytanie o zakup większego lokum. W największych polskich miastach zakup domu wolnostojącego pozostaje poza zasięgiem portfela większości rodzin, ale w sukurs przychodzą inne rozwiązania. Coraz popularniejszym kompromisem dla rodzin stają się segmenty pod miastem, których ceny mogą śmiało konkurować z kosztami jakie należałoby ponieść kupując duże 3-4 pokojowe mieszkanie w mieście. W zeszłorocznej ankiecie Metrohouse przeprowadzonej przez klientów posiadających dzieci 63 proc. ankietowanych odpowiedziało, że najkorzystniejszą lokalizacją dla rodzin są obrzeża miast. – Przykładowo, w promieniu 40 km od centrum Warszawy można kupić nowy segment w cenie do 500 tys. zł. podczas gdy w stolicy taka kwota wystarczy na niewiele więcej niż 60 m kw. mieszkania, mówi Marcin Jańczuk. Lokalni przedsiębiorcy budujący tego rodzaju inwestycje zdają sobie sprawę z tych dysproporcji i silnie zabiegają o rodziny. Ma to odzwierciedlenie w prowadzonych działaniach marketingowych, które są ukierunkowane właśnie do tej grupy potencjalnych nabywców.

 

Źródło: Metrohouse

Aż 8 na 10 ubiegających się o pracę ma wrażenie, że nikt nie przejrzał wysłanej przez nich aplikacji, a tylko co piąty otrzymał informację o przyczynach niezatrudnienia. Tak wynika z badania „Candidate Experience 2017” zrealizowanego przez eRecruiter i Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Eksperci zwracają uwagę, że pracodawcy nie budują relacji z niezatrudnionymi kandydatami. Najczęściej zachowują ich CV w bazie (78%) oraz zapraszają do śledzenia zakładki „Kariera” (54%).

– Kandydaci, którzy w odpowiedzi na ofertę pracy wysyłają swoją aplikację, najczęściej nie otrzymują żadnej informacji zwrotnej ze strony pracodawcy. To jeden z najsmutniejszych wniosków tegorocznej edycji badania „Candidate Experience”. Z doświadczeń uczestników rekrutacji wynika również, że spora część pracodawców nie stosuje dobrych praktyk w zakresie informowania o zakończeniu procesu naboru lub przyczynach niezatrudnienia. Aby zminimalizować te negatywne doświadczenia i oszczędzić czas, rekrutujący mają do dyspozycji technologię i specjalne platformy do zarządzania rekrutacjami. Usprawniają one komunikację z kandydatami, umożliwiając wysyłkę wiadomości ze statusem procesu do wielu uczestników jednocześnie. Nie zajmuje to dużo czasu, a kandydat nie czuje się lekceważony – zwraca uwagę Julia Urbańska, marketing manager w eRecruiter oraz koordynatorka Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Kandydaci oczekują odpowiedzi

Większość przedstawicieli działów HR zgadza się, że warto dbać o kandydatów w procesie rekrutacji. Niestety, praktyka wygląda inaczej. Po pierwsze, aż 8 na 10 ubiegających się o pracę ma wrażenie, że nikt nie przejrzał wysłanej przez nich aplikacji. Po drugie, widać rozbieżności między elementami, które zdaniem kandydatów powinny być standardem podczas rekrutacji, oraz tymi faktycznie stosowanymi przez pracodawców. Dla 86% aplikujących standardem powinno być informowanie o zakończeniu procesu rekrutacyjnego. Z takim działaniem spotkało się zaledwie 39% kandydatów. Ponadto, 8 na 10 specjalistów oczekuje od pracodawców informacji o przyczynach niezatrudnienia. Taki zwyczaj ma zaledwie co piąta firma.

Pracodawcy zapominają o niezatrudnionych kandydatach

Podtrzymywanie relacji z wartościowymi kandydatami, którzy z określonych przyczyn nie zostali zatrudnieni, to ważny element candidate experience. Jednak wyniki badania eRecruiter wskazują, że firmy ograniczają się w tym obszarze do biernych działań. Najczęściej pracodawcy zachowują CV kandydatów w bazie (78%), ale tylko 42% zagląda do zgromadzonych CV przy okazji każdej rekrutacji. Najczęściej wtedy, gdy otrzyma zbyt mało zgłoszeń na opublikowane ogłoszenie o pracę.

Paweł Bechciński, Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju Zasobów Ludzkich, SUEZ Polska, podkreśla, że firmy wciąż nie wykorzystują w odpowiednim zakresie baz danych i zasobów, które już posiadają. – Obecnie nie możemy pozwolić sobie na stratę żadnego wartościowego kandydata, nie tylko przyszłego, ale też tego, który już do nas zaaplikował i wykazał się inicjatywą oraz chęcią pracy w organizacji. W naszej firmie zbieramy większość życiorysów w ramach tzw. rekrutacji ogólnej, w której kandydaci sami spontanicznie przesyłają nam aplikacje. Dziennie otrzymujemy ok. 20 życiorysów, co w skali roku daje kilka tysięcy potencjalnych kandydatów do pracy. Warto zwrócić uwagę, jaki to jest kapitał dla firmy. Przy wybranych procesach rekrutacyjnych, nie musimy publikować nowego ogłoszenia o pracę i czekać na spływające CV. Dzięki eRecruiter, możemy skorzystać z zasobów, które już mamy, co zdecydowanie ogranicza koszty i – mówi Paweł Bechciński z SUEZ Polska.

Wśród innych sposobów podtrzymywania relacji z niezatrudnionymi kandydatami, rekruterzy wskazali zachęcanie do śledzenia zakładki „Kariera” (54%) oraz informowanie o bieżących rekrutacjach (26%). Niestety, niewielki odsetek firm – zaledwie 19% – decyduje się pytać kandydatów o ich wrażenia i opinie na temat procesu rekrutacyjnego, w którym wzięli udział.

– Troska o dobre relacje z kandydatami to bardzo istotny element rekrutacyjny, który przekłada się na wizerunek firmy. Jednak często zapomina się, że dotyczy to również dbania o kandydatów, którzy nie zostali zatrudnieni. Takie osoby mogą zostać ponownie zaproszone do kolejnych rekrutacji, co w konsekwencji skróci czas prowadzonych procesów i znacząco ułatwi pracę działu HR. Pracodawcy, jeśli nie chcą, aby odrzucony kandydat był ich piętą Achillesa, powinni optymalizować projekty rekrutacyjne poprzez odpowiednie narzędzia HR i praktyki, na które wskazują sami kandydaci – mówi Julia Urbańska.

 

Wypowiedź: Elżbieta Flasińska, eRecruiter.

Wakacje za pasem, Polacy rozpoczynają przygotowania do urlopów. Ceny paliw stanowią bardzo istotną część wakacyjnych budżetów i tu dobra wiadomość – wiele wskazuje na to, że te nie powinny zbytnio rosnąć. Aktualne czynniki fundamentalne nie przemawiają ani za zwyżkami cen ropy naftowej, ani za osłabieniem polskiej waluty. Scenariusz na okres wakacyjny dla podróżujących samochodami wydaje się optymistyczny.

Kierowcy zapewne mają jeszcze w pamięci sytuację sprzed kilku lat, kiedy to cena benzyny testowała psychologiczną granicę 6 zł. Na szczęście, dzięki amerykańskiej rewolucji łupkowej, a w efekcie istotnym wzroście podaży ropy naftowej, jej cena od połowy 2014 r. aż do początku 2016 r. dynamicznie spadała. Po ustanowieniu dołka w okolicy 27 dolarów za baryłkę (w przypadku ropy typu Brent) cena czarnego złota wzrosła, a następnie ustabilizowała się w okolicy 50 dolarów za baryłkę. Ostatnie lata to niewątpliwie dobry okres dla kierowców, choć znacznie gorszy dla producentów ropy naftowej, zwłaszcza że niewielu z nich jest w stanie generować atrakcyjne zyski przy tak niskich cenach surowca.

Dlatego też nie jest zaskoczeniem, że OPEC ogranicza wydobycie ropy naftowej, aby podbić jej cenę. Trzeba przyznać, że taka strategia ma małą skuteczność. Ograniczenie faktycznie prowadzi do wzrostu ceny, które równocześnie znajduje swoje odzwierciedlenie w ponownej ekspansji amerykańskich producentów ropy. Warto podkreślić, że Amerykanie już teraz zwiększają swoje wydobycie, o czym świadczą dynamicznie rosnące zapasy amerykańskiej ropy naftowej oraz coraz większa liczba odwiertów w USA – ich poziom jest najwyższy od kwietnia 2015 r. OPEC wydaje się być pod ścianą, co potwierdza m.in. ostatnia decyzja tego kartelu, na mocy której ograniczenie dziennego wydobycia ropy naftowej o 1,8 mln baryłek zostało przedłużone zaledwie do końca marca 2018 r. (inwestorzy liczyli na prolongatę porozumienia do końca 2018 r. oraz na zwiększenie skali cięć). Taka decyzja przemawia za dalszą stabilizacją cen czarnego złota oraz jest dowodem na to, że OPEC nie jest już hegemonem dyktującym wyłącznie swoje warunki na tym rynku.

Oczywiście o cenie decyduje także popyt. Ten jednak w ostatnich latach pozostaje na bardzo podobnym poziomie. To efekt nie tylko stagnacji gospodarczej Zachodu, ale również zadyszki chińskiej gospodarki. Dlatego z perspektywy polskiego kierowcy znacznie bardziej istotną kwestią pozostaje kurs dolara, który w znacznym stopniu wpływa na ceny paliw przy dystrybutorach. Ten aspekt także sprzyja kierowcom. Złoty systematycznie się umacnia i póki co, nic nie wskazuje na to, aby ów trend miał się odwrócić. Oczywiście korekta jest bardzo prawdopodobna, lecz trwała zmiana tendencji wymagałyby zdecydowanie bardziej jastrzębiej retoryki Fed oraz lepszej skuteczności polityki Donalda Trumpa. Dzisiaj spełnienie tych warunków wydaje się być mało prawdopodobna. Co więcej, czynniki ryzyka dla rynków wschodzących straciły na znaczeniu, globalne nastroje rynkowe pozostają naprawdę dobre, a to przecież znakomite okoliczności do wzrostu kursów walut emerging markets, w tym złotego.

Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki trzeba stwierdzić, że w najbliższym czasie ceny paliw przy dystrybutorach nie powinny znajdować się pod presją. Trudno mówić o dokładnej prognozie w kontekście kilkumiesięcznego okresu, jednak z perspektywy fundamentalnej można szacować, że będą to poziomy zbliżone do obecnych. Oczywiście należy pamiętać, że pewnym mankamentem, lecz bardzo trudno przewidywalnym, mogą okazać się zawirowania geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Wzrost napięcia w tym regionie niemal zawsze przekłada się na zwyżki cen ropy naftowej. Ponadto okres wakacji to czas, w którym ceny paliw mogą zdrożeć ze względu na wzrost popytu, czyli tzw. popyt sezonowy. W efekcie to ile zapłacimy za paliwo zależeć może od regionu np. nieco drożej może być w regionach wypoczynkowych, taniej w miastach i w miejscowościach mniej atrakcyjnych turystycznie. Jednak mimo wszystko wakacje dla kierowców zapowiadają się co najmniej przyzwoicie, choć byłyby jeszcze lepsze, gdyby daniny publiczne nie stanowiły niemal połowy ceny paliw na polskich stacjach.

Autor: Łukasz Rozbicki, MM Prime TFI

Pomimo faktu, iż istnieje niewielu przywódców, którzy zgodziliby się z przerażającą decyzją prezydenta Trumpa z zeszłej nocy, akcje zbliżają się do swoich rekordowo wysokich notowań. Wiemy, że Elon Musk i Bob Iger opuścili radę doradczą Trumpa, ale tego można się było spodziewać. Tym razem jednak, wielcy bankierzy zwrócili się przeciwko niemu. Prezesi JP Morgan i Goldman Sachs zdecydowanie sprzeciwiają się wycofaniu Stanów Zjednoczonych z paryskiego porozumienia COP21. Lloyd nawet użył swojego pierwszego tweeta w historii, aby wyrazić swój sprzeciw.

Bardzo dziwna jest sytuacja z dzisiejszego poranka, albowiem rynki kontynuują swój wzrost. Wall Street zareagowało na deklaracje Trumpa w taki sposób, że wszystkie trzy główne indeksy osiągnęły rekordowy poziom. W cudacznym pokazie pt. „wiódł ślepy kulawego”, azjatyckie rynki również rosną, na czele z Nikkei atakującym 20 tysięcy po raz pierwszy od 2015 roku. Nietypowym jest nawet to, że jedynym przeciwstawiającym się trendowi rynkiem są Chiny. Dziwne, ponieważ gdy teraz Stany Zjednoczone nie wchodzą w rachubę, Chiny postrzegane są jako lider innowacji w zakresie zielonej energii.

Wygląda na to, że Theresa May wzięła do siebie ostatnie sondaże. Media kontynuują swoje dochodzenie, dlaczego nie uczestniczy w żadnej z otwartych debat, a premier wyraźnie pokazuje oznaki strachu.  W ciągu ostatnich 12 godzin nie wydano żadnych znaczących sondaży, dlatego z niecierpliwością oczekujemy następnych.  Jeżeli Partii Pracy uda się zdobyć dalsze poparcie lub nawet przejąć prowadzenie w sondażach, na pewno funt zacznie reagować na tę sytuację. Jak do tej pory, kurs GBP/USD był raczej odporny na wieści o wyborach od czasu ich ogłoszenia 18 kwietnia, ale nigdy nie wiadomo, kiedy się to zmieni.

Wydaje się, że tak wiele się wydarzyło w przeciągu ostatniego miesiąca. Dzisiejsze ogłoszenia ze Stanów Zjednoczonych w sprawie miejsc pracy mają ukazać się obiecujące. Rynek pracy w Stanach spisuje się dobrze, a zaufanie przedsiębiorstw rośnie pod rządami Donalda Trumpa. Oficjalna stopa bezrobocia wynosi tylko 4,4% w tym momencie. Analitycy spodziewają się, że dodano w maju łącznie 180 do 185 tysięcy miejsc pracy. Ostateczna liczba zostanie opublikowana o 8:30 na Wall Street i powinna mieć należny sobie wpływ na końcowy stan rynków w tym tygodniu. Jeżeli liczba wyjdzie tak, jak się tego spodziewano, reakcja dolara amerykańskiego będzie prawdopodobnie krótkotrwała, z kilkoma zwyżkami na niektórych z głównych par walutowych.

W tym momencie to Fed kieruje dolarem. Istnieją wysokie oczekiwania, że zwiększą oni stopy procentowe 14 czerwca, a dzisiejsze ogłoszenie prawdopodobnie nie spowoduje żadnych wahań, chyba że będzie ono dużo słabsze, niż się tego spodziewano. Teraz Fed obawia się tylko inflacji, która nie zachowuje się według ich obecnego modelu. Kolejna ocena inflacji będzie miała miejsce w czwartek, na około 5 godzin przed decyzją o oprocentowaniu.

 

 

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Nowe dane o rekordowo niskim bezrobociu i silnym popycie na pracowników zaburzają obraz poważnych problemów strukturalnych dotyczących zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według opublikowanych w środę kwietniowych danych Eurostatu bezrobocie w Polsce spadło do poziomu 4,8 proc. Tylko pięć krajów ma niższą wartość tego wskaźnika. Wyższy jest m.in. w Holandii (5,1 proc.), Danii (5,7 proc.) czy Szwecji (6,6 proc.). Paradoksalnie jednak tak niski poziom bezrobocia może zacząć bardziej martwić niż cieszyć, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę bardzo niskie wskaźniki zatrudnienia i aktywności zawodowej Polaków.

Różnica między bezrobociem a biernością

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że o kondycji gospodarki nie świadczy sam wskaźnik bezrobocia. Zdecydowanie ważniejsze są: współczynnik zatrudnienia i skala bierności zawodowej. W tym drugim wypadku chodzi o ludzi, którzy nie mają pracy i jej nie szukają. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) GUS-u pokazuje, że w pierwszym kwartale 2017 r. pracy szukało 926 tys. bezrobotnych (5,4 proc.), co oznacza spadek o ponad 500 tys. (z 8,6 proc.) z notowanych dwa lata temu niespełna 1,5 mln.

Te dane oczywiście cieszą. Wynika z nich, że ludzie, którzy szukają płatnego zajęcia, znajdują zatrudnienie. Z drugiej strony spadek liczby bezrobotnych rzędu kilkuset tys. przy skali biernych zawodowo na poziomie 13,4 mln (dla populacji powyżej 15. roku życia) nie jest już tak spektakularny. Nawet gdy wyłączymy z grupy biernych zawodowo osoby starsze niż 64 lata i młodsze niż 25 lat, to liczba osób, które nie szukają i nie mają pracy, jest bardzo duża i wynosiła według danych Eurstotatu na koniec 2016 r. ponad 5 mln osób.

Bierność zawodowa wyższa niż w Grecji

Eurostat podaje, że stosunek biernych zawodowo do populacji w przedziale 25-64 lata wynosi w Polsce 24,5 proc. To piąty najgorszy wynik w Unii. Mniejszy odsetek osób, które nie szukają i nie mają pracy, jest m.in. w zmagającej się z kryzysem gospodarczym Grecji (23,9 proc.). Natomiast średnia na obszarze wspólnej waluty wynosi 20,1 proc., a w Czechach czy na Litwie jest to ok. 17 proc. Obniżenie wskaźnika bierności w przedziale 25-64 lata o 1 pkt proc. oznacza, że do grupy aktywnych zawodowo (mających pracę lub jej poszukujących) trafia 200 tys. osób.

Z wysokiego poziomu bierności bezpośrednio wynika niski współczynnik aktywności zawodowej. Odsetek osób pracujących lub szukających pracy do populacji 25-64 lata wynosi 75,5 proc. i jest o 0,6 pkt proc. niższy niż w Grecji.

Olbrzymie dysproporcje zatrudnienia w zależności od wykształcenia

Dodatkowo warto zauważyć olbrzymie dysproporcje w aktywności zawodowej w relacji do wykształcenia. Wśród tych, którzy mają wyższe wykształcenie, wynosi on 90,2 proc. Jest to rezultat bliski Danii (90,3 proc.) oraz Niemiec (90,4 proc.), a także powyżej unijnej średniej (89,1 proc) . Wysokiej aktywności towarzyszy także bardzo dobry wskaźnik zatrudnienia Polaków legitymujących się przynajmniej licencjatem. Wynosi on 87,4 proc. i jest nieco niższy niż w Niemczech (88,4 proc.), ale wyższy niż np. w Danii (86,2 proc.). Bezrobocie Polaków z wyższym wykształceniem w wieku 25-64 lata wynosi 2,8 proc. i jest nawet niższy niż w Szwajcarii – 3 proc.

Warto jednak podkreślić, że dyplomem wyższej uczelni legitymuje się tylko 6 z ponad 20 mln Polaków w wieku 25-64 lata. Sytuacja zdecydowanie się pogarsza, gdy spojrzymy na niespełna 13 mln osób, które Eurostat kwalifikuje na poziomach edukacji trzecim i czwartym (policealne, średnie ogólnokształcące i zawodowe oraz zasadnicze zawodowe). Współczynnik aktywności zawodowej w tej grupie to tylko 72,7 proc. Jest to drugi najniższy wynik w UE po Chorwacji (72,3 proc.). Średnia dla Wspólnoty to 80,3 proc., w Czechach jest to 83,4 proc., a w Niemczech 84 proc.

W tej grupie osób także dobrze widać, jak mylący jest wskaźnik bezrobocia. Dla osób z wykształceniem na poziomie trzecim i czwartym wynosi on 5,8 proc. (667 tys.) i jest niższy niż średnia unijna (7,8 proc.) oraz przeciętna dla strefy euro (8,9 proc.). Współczynnik bierności ma wartość natomiast 27,3 proc. (3,5 mln). Towarzyszy temu również bardzo niski wskaźnik zatrudnienia. Wynosił on w 2016 r. 68,5 proc. To jest trzeci najgorszy wynik w UE przy średniej na poziomie 75 proc. W Czechach czy w Niemczech wartości oscylowały blisko 81 proc.

Różnica we wskaźniku zatrudnienia do populacji (25-64 lata) na poziomie 20 pkt proc. pomiędzy osobami z wyższym wykształceniem a tymi, którzy nie legitymują się dyplomem uczelni, jest nie tylko najwyższa w całej Unii (średnio 10 pkt proc.), ale również największa wśród wszystkich państw OECD (dane za 2015 r. – średnio również 10 pkt proc.). Świadczy to o bardzo poważnych problemach strukturalnych polskiego rynku pracy. Szczególnie niepokoić może fakt, że mimo wielu przemian ta sytuacja przez ostatnią dekadę nie uległa poprawie.

Konieczne reformy strukturalne
Rekordowo niski poziom bezrobocia w Polsce może sprawiać wrażenie, że polski rynek pracy jest w bardzo dobrej kondycji. Faktycznie jednak jego słabości ukryte są w bardzo wysokim wskaźniku bierności i niskim aktywności zawodowej. Krajowy rynek pracy pozostanie w słabej formie, jeśli nie dojdzie do poważnych reform strukturalnych – z jednej strony stymulujących znaczne grupy społeczne do poprawy kwalifikacji, a z drugiej strony zachęcających przedsiębiorstwa do zatrudniania osób z wykształceniem poniżej wyższego.

 

Autor: Marcin Lipka

Wczoraj zakończył się miesiąc maj, co wymuszała pewne podsumowania. Na arenie globalnej miniony miesiąc zapisał się nadzwyczaj spokojnie i wzrostowo. Zyskało zarówno spektrum rynków rozwiniętych, jak i rozwijających się. Zwyżka była nawet większa w przypadku parkietów z krajów wschodzących, do czego po części przyczynił się słabszy dolar. Uwagę z pewnością zwracała niska zmienność, którą zakłóciły nieliczne politycznie inspirowane wyjątki, które swoje źródło miały w Brazylii i USA. Na tym froncie nową oazą stabilności okazała się kontynentalna Europa, której animuszu dodał przyjęty z dużą ulgą wynik wyborów prezydenckich we Francji. Na tle gospodarczym wiele się nie zmieniło i wiara w globalne ożywienie pozostaje w mocy, choć pojawiły się na niej pierwsze, jak na razie ignorowane, rysy. Chodzi głównie o reflację, którą coraz bardziej kwestionują napływające dane. Warto spojrzeć na podane jedynie w tym tygodniu dane odnośnie do inflacji, które jednym chórem obniżają loty, i to nierzadko w tempie większym od oczekiwań. Jeżeli dodamy do tego zadyszkę cen surowców, to może się okazać, że inflacyjna historia najlepsze dni może mieć już za sobą. W tym kontekście piąty z rzędu wzrostowy miesiąc dla rynków wschodzących i aż siódmy dla giełd rozwiniętych można uznać za zaawansowany etap dyskontowania dobrze już rozpoznanych i nazwanych trendów w gospodarce. Tak długa wzrostowa seria nie była obserwowana od ponad dekady, co samo w sobie powinno dawać do myślenia. Niejako pod prąd tym globalnym trendom szła GPW. Na rynku szerokim dalej postępowała korekta, która rozpoczęła się de facto już w marcu. Indeks cenowy całego rynku od szczytu z początku marca skorygował się o 6% i oddał dokładnie połowę wzrostów rozpoczętych z końcem minionego roku. Publikowane przez spółki wyniki niejako już tradycyjnie były bardzo zróżnicowane, ale co do zasady nie można je podsumować określeniem boomu gospodarczego, do czego wzrost PKB o 4% może zachęcać. Lepiej na wynikowym froncie poradziły sobie największe spółki, ale one miały w tym względzie łatwiej z uwagi na nisko zawieszoną poprzeczkę sprzed roku. Zresztą sam WIG20 z pewnym opóźnieniem do rynku szerokiego również wszedł w korektę i pod tym względem negatywnie wyróżniał się na tle koszyka rynków wschodzących. Symptomatyczne było to, że w tym tygodniu JP Morgan zweryfikował swoje wcześniejsze negatywne nastawienie do polski akcji, a te najwyraźniej zakończyły już etap nadrabiania wcześniejszych zaległości wobec innych rozwijających się parkietów.    

Autor: Łukasz Bugaj, CFA, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska SA

Za niecały rok zastosowanie będą miały przepisy europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO). Istotnym narzędziem nowego urzędu, który zastąpi GIODO, przymuszającym przedsiębiorców do stosowania nowych regulacji będą kary finansowe – wskazuje ekspert ODO 24. Już 25 maja 2018 r. kary za nieprzestrzeganie prawa w zakresie ochrony danych osobowych sięgać będą nawet 20 mln euro. Krajowy organ nadzorczy będzie mógł nałożyć na przedsiębiorcę karę już w chwili stwierdzenia naruszenia.

Karanie naruszeń obecnie

Według obowiązującego aktualnie prawa GIODO (Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych) może przede wszystkim nakazywać administratorom danych zapewnienie zgodności z przepisami prowadzonych w organizacji procesów związanych z przetwarzaniem danych osobowych. GIODO nie może nakładać kar za niezgodność z przepisami, a za nieprzywracanie „stanu zgodnego z prawem. W takiej sytuacji przedsiębiorca może być ukarany grzywną w celu przymuszenia do wykonania decyzji GIODO, w przypadku osób prawnych maksymalnie do 200 tys. zł w jednym postępowaniu. Grzywny te są nakładane w postępowaniu egzekucyjnym w administracji – wyjaśnia adw. Marcin Zadrożny, specjalista ds. ochrony danych osobowych, ODO 24.

Należy wskazać, że w ustawie o ochronie danych osobowych są zawarte również przepisy karne. Jednak zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa związane z niewłaściwym postępowaniem z danymi zdarzają się bardzo rzadko, a jeśli już się zdarzają to postępowanie sądowe zazwyczaj jest umarzane ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu.

Słabością aktualnych przepisów są znikome konsekwencje dla przedsiębiorców, którzy nie przestrzegają zasad ochrony danych osobowych. System kar i ich wysokość sprawiają, że wielu właścicieli firm decyduje się na nieprzestrzeganie przepisów, bo korzyści płynące z takiego postępowania są większe niż ewentualne negatywne konsekwencjemówi adw. Marcin Zadrożny.

Zmiany po 25 maja 2018 r.

Po wejściu w życie RODO przedsiębiorcy naruszający przepisy ochrony danych będą mogli być ukarani przez organ nadzorczy już w chwili stwierdzenia naruszenia bardzo surowymi administracyjnymi karami pieniężnymi. Nowe rozporządzenie przewiduje za złamanie istotnych przepisów ochrony danych osobowych karę do 20 mln euro, a w przypadku przedsiębiorstwa – do 4% całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego. Niższe kary, do 10 mln euro lub 2% światowego obrotu, przewidziane są w sprawach mniejszej wagi. Każdy przypadek będzie rozpatrywany indywidualnie przez organ nadzorczy, którym – według projektu nowej ustawy o ochronie danych osobowych – będzie w Polsce Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) – wyjaśnia ekspert ODO 24.

Krajowy organ nadzorczy decydując o wysokości kary administracyjnej dla przedsiębiorcy będzie brał pod uwagę m.in.: charakter, wagę i czas trwania naruszenia przy uwzględnieniu zakresu lub celu danego przetwarzania, liczbę poszkodowanych osób oraz rozmiar poniesionej przez nie szkody, umyślny lub nieumyślny charakter naruszenia oraz działania, które podjął administrator lub podmiot przetwarzający w celu zminimalizowania szkody poniesionej przez osoby, których dane dotyczą.

Kary, przewidziane dla organów i podmiotów publicznych za nieprzestrzeganie przepisów o ochronie danych osobowych, mogą zostać obniżone przez każdy kraj członkowski. W projekcie nowej ustawy o ochronie danych osobowych polski ustawodawca proponuje obniżenie kar dla tej grupy co do zasady do 100 tys. zł.

Można założyć, że wysokie kary zmotywują organizacje do przykładania większej wagi do respektowania przepisów o ochronie danych osobowych – mówi adw. Marcin Zadrożny. Przedsiębiorcy, którzy do tej pory nie stosowali się do regulacji normujących ochronę danych osobowych powinni dokładnie zastanowić się, czy nadal będzie to dla nich korzystne zarówno ze względów finansowych jak i wizerunkowych.

 

Źródło: ODO 24

Dla 62 proc. badanych przez CBOS złożenie rocznego zeznania podatkowego było łatwe. To m.in. efekt ułatwień w składaniu zeznań elektronicznych.
Dla 62 proc. badanych, którzy rozliczają się z urzędem skarbowym, przygotowanie rocznego zeznania podatkowego było łatwe, dla jednej piątej (21 proc.) – trudne, a blisko co piąty nie ma wyrobionego zdania na ten temat (17 proc.) – wynika z badań opublikowanych przez Centrum Badania Opinii Społecznej*. W porównaniu z ubiegłym rokiem zwiększył się odsetek badanych, dla których rozliczenie PIT-u było łatwe (o 8 punktów procentowych), zarazem nieznacznie zmniejszył się odsetek tych, którym sprawiało to trudność (o 3 punkty).
 
Rozliczenie PIT-a łatwe dla większości Polaków
Badania CBOS potwierdzają dane Ministerstwa Finansów o rosnącym z roku na rok przekonaniu Polaków, że korzystanie z e-usług oferowanych przez administrację skarbową oznacza szybkość, wygodę i bezpieczeństwo rozliczeń. Wprowadzenie w ostatnich latach np. wstępnie wypełnionego zeznania podatkowego (PFR) czy wniosku o wypełnienie zeznania przez urząd skarbowy (PIT-WZ), a także ogólnokrajowe akcje edukacyjne resortu finansów dla podatników w trakcie okresu rozliczeniowego (np. Szybki PIT z wydłużonymi godzinami pracy w urzędach skarbowych i dyżurami telefonicznymi), przynoszą świetne wyniki. Skutkuje to rekordowymi wynikami składanych e-PIT-ów (9,7 mln za ubiegły rok).
„Jeszcze kilka lat temu relatywnie niewielu ankietowanych decydowało się na wysłanie swojego zeznania podatkowego drogą elektroniczną, natomiast począwszy od ubiegłego roku, jak wynika z deklaracji podatników, jest to najbardziej popularny sposób składania PIT-ów. Z roku na rok pojawiają się nowe rozwiązania ułatwiające rozliczenie podatku od dochodów osobistych, a sporządzenie PIT-ów badani oceniają jako coraz łatwiejsze” – pisze w komunikacie CBOS.
Według CBOS w tym roku Polacy najczęściej składali swoje zeznania podatkowe elektronicznie (48 proc.). Rzadziej robili to osobiście w urzędzie (37 proc.) lub wysyłając PIT pocztą (8 proc.) Dzięki temu od 2011 r. odsetek badanych przez CBOS, którzy składają roczne PIT-y w urzędzie, zmalał o połowę. Sześciokrotnie wzrósł za to odsetek osób, które decydują się na wysyłkę zeznań drogą elektroniczną.
Rośnie liczba podatników przekazujących 1 proc. dla OPP
Według respondentów badanych przez CBOS w maju 2017 r. 68 proc. skorzystało z możliwości przekazania 1 proc. swoich podatków dla wybranej organizacji pożytku społecznego (OPP) lub kilku z nich (wobec 55 proc. rok wcześniej). „W ciągu ostatnich czterech lat odnotowaliśmy znaczny wzrost odsetka badanych korzystających z takiej możliwości. Polacy coraz chętniej decydują się na przekazywanie 1% swoich podatków organizacjom pożytku publicznego” – zauważa CBOS. Podatnicy najczęściej deklarowali, że wspierają te organizacje, które pomagają konkretnej osobie, znanej im osobiście lub ze słyszenia (45 proc.), lub których cele i działalność znają i popierają (36 proc.).
Źródło: www.kurier.pap.pl

Eksperci

Sawicki: Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie ...

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

Baczewski: Firmy mogłyby bardziej zwiększyć zatrudnienie, ale boją się nowych przepisów

Do 42% wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału odsetek przedsiębiorców, którzy planują podwyżki -...

Bugaj: Małe spółki – reaktywacja

Powoli zbliżamy się do końca roku, który na krajowym parkiecie zapisze się jako okres dużych kontras...

Przasnyski: Gospodarka pędzi, inwestycje kroczą

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomi...

AKTUALNOŚCI

NBP i KNF stworzyło stronę ostrzegającą przed kryptowalutami

Miesiąc temu Prezes NBP stwierdził, że kryptowaluty to jazda bez trzymanki oraz przestrzegał przed l...

Europarlament wydał oświadczenie w sprawie kebabów

W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami o planowanym ograniczeniu produk...

Dłużej poczekamy na odpowiedź mailową z banku

Liderem najnowszego rankingu infolinii bankowych jest Bank Pekao SA, który okazał się najlepszy zaró...

Nowe wymagania dla transportu odpadów wchodzą w życie w dniu 24 stycznia 2018 roku

Rozporządzenie to określa szczegółowe wymagania dla transportu odpadów, w tym dla środków transportu...

Żywność i paliwa podbiły inflację

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, mówiące o 2,5 proc. wzroście cen towarów i usług konsumpcyjny...