Home Archiwa 2017 Kwiecień 19

Dzienne archiwaKwi 19, 2017

W ciągu ostatnich lat zmieniły się zarówno sposoby promowania inwestycji mieszkaniowych przez deweloperów, jak i źródła gdzie klienci poszukują ofert.

Jeszcze nie tak dawno deweloperzy reklamowali swoje inwestycje na ulotkach i folderach, które najczęściej rozdawane były na targach. W biurach sprzedaży klienci mogli obejrzeć makiety przedstawiające osiedla. A podstawowym kanałem dotarcia z informacją o projektach były teksty i reklama zamieszczane w lokalnych dziennikach i magazynach, które wydawały dodatki mieszkaniowe. Powierzchnia była w nich często rezerwowana na rok do przodu. Firmy wykorzystywały także outdoor, radio i telewizję oraz w ograniczonym stopniu promowały się w sieci.

Dziś wszystko się zmieniło. Podstawowym i bezkonkurencyjnym źródłem informacji o ofercie rynkowej jest internet. Klienci deweloperów przede wszystkim w nim poszukują mieszkań. Mimo to, wydaje się, że branża nie wykorzystuje jeszcze w pełni możliwości, jakie daje globalna sieć. Firmy deweloperskie stale rozszerzają aktywność w internecie, ale swoje plany marketingowe opierają wciąż jeszcze mocno na tradycyjnych kanałach komunikacji, jak prasa, radio, czy imprezy branżowe, których znaczenie słabnie. Nabywcy zaś poszukują promocji nie na targach, na których z roku na rok frekwencja jest coraz mniejsza, ale podczas dni otwartych i eventów organizowanych przez firmy na terenie inwestycji, albo przychodzą negocjować indywidualnie.

Przede wszystkim sieć

Największa grupa osób (w wieku 30+), która zainteresowana jest zakupem mieszkań w określonej lokalizacji czerpie informacje z sieci, gdzie wszystkie propozycje rynkowe najłatwiej znaleźć w serwisach ofertowych. Z portali nieruchomościowych potencjalni nabywcy przechodzą na dedykowane inwestycjom strony deweloperów pełne nie tylko szczegółowych informacji o projektach, ale także wzbogacone różnego rodzaju elementami call to action, które ułatwiają kontakt ze sprzedawcą.

Dzisiejsi klienci deweloperów należą do generacji wychowanej w dobie komunikacji mobilnej, zapewniającej szybki dostęp do wszelkich informacji. Dlatego dysponują zdecydowanie większą znajomością rynku nieruchomości niż wcześniejsze pokolenia. Pracują, komunikują się i surfują zdobywając wiedzę w przestrzeni wirtualnej. Z sieci trafiają do deweloperskich biur sprzedaży, a opinie o firmach i inwestycjach wymieniają na forach. I to właśnie w miejscu, gdzie młodzi ludzie najszerzej zaznaczają swoją obecność deweloperzy powinni szukać klientów.

Social media ważne, ale nie najważniejsze

Trzeba przyznać, że branża coraz więcej uwagi poświęca obecności w sieci. Przedstawiciele firm przyznają, że prowadzą profile na Facebooku i w innych serwisach społecznościowych. Moderują fanpages, na których pokazują inwestycje, radzą jak wykończyć wnętrza, zamieszczają informacje lifestylowe związane z nieruchomościami, czy publikują wiadomości biznesowe. Prowadzą blogi firmowe. W kanale YouTube prezentują filmy, a na Instagramie i Pintereście zdjęcia z inwestycji.

Tymczasem analizy wykazują, że osoby poszukujące mieszkań nie traktują social mediów jako podstawowego źródła wiedzy o ofercie. Wykorzystują w tym celu głównie wyszukiwarki ofertowe, serwisy agencji nieruchomościowych i strony firmowe deweloperów oraz kontent dostępny na portalach branżowych. Z drugiej strony jednak celnie trafiają do konkretnej grupy odbiorców reklamy Google Ads, poparte obserwacjami zachowań użytkowników w sieci. Coraz większe znaczenie dla promocji nieruchomości ma także wykorzystywanie urządzeń mobilnych, za pośrednictwem których przesyłane są informacje o mieszkaniach.

Klient z ulicy

Silnym kanałem komunikacji wciąż jest outdoor. Firmy staranniej wybierają jednak teraz nośniki reklamowe. Inwestują w billboardy położone w prestiżowych lokalizacjach lub przy węzłach komunikacyjnych w pobliżu inwestycji. W bardziej kreatywny sposób niż wcześniej wykorzystują także ogrodzenia wokół budowy. Wciąż aranżują też mieszkania pokazowe, które niezmiennie działają na wyobraźnię kupujących.

Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Developmet przyznaje, że zmienił się także sposób reklamowania projektów. – Coraz lepsza jakość mieszkań i coraz bardziej rozbudowana infrastruktura i system udogodnień dla mieszkańców pozwalają deweloperom promować, nie tylko same mieszkania, ale także komfortowy sposób życia w danej inwestycji – informuje Tomasz Sadłocha. – W przypadku naszych projektów, które realizujemy w Warszawie przy Dzielnej i Pawiej, jakość zamieszkania poprawiają zielone dziedzińce i tarasy, lobby recepcyjne, czy bezpośredni dostęp do pasażu handlowo-usługowego – wylicza.

Skuteczne polecenie

Przedstawiciel Ochnik Development wspomina także o jednej z efektywniejszych form zdobywania przez klientów informacji o inwestycjach mieszkaniowych, jakim jest polecenie. – Mieszkania w naszych inwestycjach wybierane są często z polecenia osób, które kupiły już u nas lokale. To bardzo skuteczny, premiowany przez wiele firm sposób na zdobywanie klientów – przyznaje Tomasz Sadłocha. – Zdarza się też, że osoby, które kupiły już u nas mieszkanie wracają po kolejne albo decydują się na zakup lokalu handlowego. Dotyczy to głównie nabywców inwestycyjnych. Trafiają do nas również okoliczni mieszkańcy, którzy na Muranowie poszukują mieszkań dla rodziców lub rodzice dla dzieci, bo w tym rejonie niewiele się buduje – wyjaśnia.

Nowe osiedle pojawiające się w pobliżu domu to dla niektórych osób wystarczający impuls do podjęcia decyzji o zainwestowaniu w nieruchomość. Takich klientów do biura sprzedaży ściąga reklama umieszczona przy budynku lub na ogrodzeniu placu budowy.

Wyczekujący inwestorzy

Osoby kupujące inwestycyjnie natomiast bacznie obserwują rynek. Kupują w czasie przedsprzedaży, na których zazwyczaj obowiązują niższe ceny. Wybierają najlepsze mieszkania, a ich decyzję poprzedza dogłębna analiza. Ta grupa klientów śledzi informacje o nowych inwestycjach, a kiedy pojawia się odpowiednia oferta ekspresowo podpisuje umowę. Inwestorzy często kupują mieszkania u tego samego dewelopera, prosząc o wcześniejszą rezerwację określonych typów lokali zanim nowy projekt lub kolejny etap budowy inwestycji pojawi się na rynku.

Żeby skutecznie dotrzeć z informacją o nowej inwestycji do wszystkich grup klientów deweloperzy powinni korzystać z kilku różnych kanałów komunikacji. Przy czym, skala działań marketingowych i dobór sposobu promocji powinny być zróżnicowane w zależności od konkretnego projektu. Wyjątkiem są tu najbardziej prestiżowe inwestycje, które wykorzystują zupełnie inne formy komunikacji. Chcąc zaznaczyć wyjątkowość projektu i stworzyć poczucie niedostępności, w precyzyjnie sprofilowana oferta kierowana jest do konkretnych grup osób, najczęściej podczas nieformalnych spotkań.

Nowe technologie

Forma prezentacji oferty deweloperskiej podążać będzie teraz zapewne za ogólnymi trendami rysującymi się w sieci. Ewolucja prowadzić będzie do zwiększenia udziału content video w komunikacji z klientami. Deweloperzy, którzy śledzą trendy wprowadzać będą animacje, nagrania z dronów i wykorzystywać takie technologie typu VR, by w wirtualnej rzeczywistości pokazywać inwestycje zanim powstaną.

 

Autor: Ochnik Development

Dlaczego w Polsce nie ma udanych fashion weeków? Dlaczego tak niewielu polskich projektantów zarabia na swojej pracy? Dlaczego tylko kilka polskich marek jest znanych na świecie?

To trudne, złożone pytania – jednak odpowiedzi są bardzo proste:

a) bo nie ma kupców,

b) bo ubrania polskich projektantów są zbyt drogie dla przeciętnego polskiego konsumenta

oraz najważniejsze:

c) bo brakuje nam wiedzy i doświadczenia, jak to zrobić skutecznie.

Dużo myślę o polskiej branży modowej – wiele zjawisk z polskiego podwórka mnie zastanawia i coraz bardziej ośmiela mnie do tego, aby otworzyć usta i powiedzieć głośno: you got it all wrong!

Branża pełna paradoksów

Magazyny pokazują ubrania, na które mało kogo stać. Projektanci kreują piękne kolekcje jednak tylko dla widowiska – ostatecznie i tak muszą tworzyć linie basic, by zarobić. Ubrania z wybiegu wypożyczane są tylko przez stylistki dla ich gwiazd, które prawie nigdy za te rzeczy nie zapłacą. Szkoły kreują artystów, którzy nie znają podstaw biznesu i nie wiedzą co później ze sobą i swoją wizją w życiu zrobić. Na koniec, te same młode osoby biernie czekają na gwiazdkę z nieba licząc na sukces typu instant – rodem zerżnięty z programu telewizyjnego.

Dlaczego tak się dzieje? A może lepiej zadać pytanie, które padło z ust Joanny Klimas podczas poznańskiego Art & Fashion Forum i nadal dźwięczy mi w uszach: Czy rynek mody w ogóle w Polsce istnieje?

Dla garstki projektantów z pewnością. Marki takie jak Lidia Kalita, MISBHV, Femi Stories czy Robert Kupisz radzą sobie świetnie i wizerunkowo, i sprzedażowo. Tylko dlaczego im się udaje bardziej, a innym mniej? Inwestowanie, dobre zarządzanie, odpowiedni partner i skupienie na tym co najbardziej istotne – na interesach.

Moda tylko dla celebrytów

Moda zcelebryzowała się, co oznacza w rezultacie – zdegradowała – powiedziała kiedyś Joanna Bojańczyk. Ile w tym prawdy! Każdy pokaz, kampania czy program telewizyjny jest obkupiony przede wszystkim gwiazdami, zaś samo show nie rozpocznie się dopóki najgorętsze nazwiska nie zasiądą w pierwszych rzędach.

Jeden z bardziej znanych redaktorów modowych z 20-letnim doświadczeniem powiedział jakiś czas temu, że w Polsce doskwiera brak wiedzy i informacji biznesowych. Ależ one są, tylko trzeba chcieć je publikować lub znaleźć – zamiast ogłupiać czytelników kolejnymi plotkami ze ścianek. Dlaczego akurat taki content? Jaki jest sens tanich publikacji? Bo teksty, że Bizuu zaprojektowało sukienkę na ślub Agnieszki Szulim są znacznie bardziej klikalne aniżeli to, ile kosztuje wyprodukowanie kolekcji.

A co to jest współpraca?

Co więcej, jak to się dzieje, że inne zagraniczne portale potrafią rekomendować czasem swoje treści i promować te najistotniejsze z punktu widzenia branży. Przykład: Business of Fashion dzieli się ciekawym artykułem innej platformy na swoim fanpage’u. W Polsce to nie do pomyślenia. Nawet o patronat trudno. Dla przykładu podam nasz portal jako ten, który przez dwa lata promował inne magazyny w swojej zakładce „Magazyny”. Tak się składa, że kontaktowałam się z każdym z pism w celu nawiązania współpracy. Smutne jest, że tylko Elle.pl wyraziło chęć kontaktu i zaprosiło do rozmowy na temat branży modowej w Polsce. To dość marny wynik, biorąc pod uwagę fakt, że na naszym rynku funkcjonuje co najmniej kilkadziesiąt magazynów i portali związanych z modą.

Z jednej strony, tak zwana „fashion family” chciałaby mody z prawdziwego zdarzenia – z drugiej zaś, nie robi nic, by ten rynek spoważniał, nabrał tempa oraz takich obrotów na jakich pracuje zagranica. Liczą się zyski, a o misyjności mediów zapomnijmy.

Brak specjalistów… na własne życzenie

Często mówi się o braku specjalistów w naszym kraju. I trudno się z tym nie zgodzić -rzeczywiście, cierpimy na niedosyt takich osób jak kupcy mody, technologowie odzieży czy eksperci od digitalu. Skąd mamy ich jednak mieć, jeśli w Polsce ani jedna uczelnia nie kształci na powyższych kierunkach? Trudno o przewagę w negocjacjach sprzedaży w momencie, kiedy o uwagę kupca rywalizuje polski projektant, który nie ma takiego przygotowania oraz zaplecza jak ten zagraniczny. Także same firmy nie robią zbyt wiele, by wyjść do kandydatów, otworzyć swoje drzwi do osób potencjalnie zainteresowanych nie tylko zmianą ścieżki zawodowej, ale i pracą dla danej marki. Wystarczy otworzyć drzwi do swojego biura i opowiedzieć o kulturze swojej firmy.

Zacznij od siebie

Chętnie poświecę przykładem i zaoferuje swoją pomoc w kwestiach mi znanych, a mało popularnych jeszcze w Polsce. Z przyjemnością podzielę się swoją wiedzą z analizy danych, budżetowania czy employer brandingu. Zadeklarujmy chęć współpracy i wymiany wiedzy, która będzie polegała na faktycznych działaniach, a nie pustych deklaracjach… Może fraza „fashion family” nabierze wtedy bardziej wymiernego znaczenia.

Topowe nazwiska z branży mówią: jak tu u nas źle! Jak niedobrze! Ale to ja się pytam: co zrobiłeś/aś, aby było lepiej? To może podpowiem: współpracuj z innymi, więcej dawaj niż bierzesz, więcej słuchaj niż mów.

 

Źródło: fashionbiznes.pl

Wsparcie banku jest dla wielu Polaków jedynym sposobem na zakup własnego mieszkania. W tym roku w życie wchodzą nowe regulacje określające zasady udzielania jednego z najpopularniejszych kredytów. Czytelne reklamy, jasne oferty banków, komplet informacji, dokładny termin oczekiwania na decyzję kredytową oraz zakaz udzielania finansowania w obcej walucie – to tylko część zmian, które wprowadza ustawa.

Zasady korzystania z popularnego produktu bankowego – kredytu hipotecznego – zostały zebrane w akt prawny: Ustawę o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Stanie się ona głównym wyznacznikiem do działań dla banków, pośredników oraz źródłem informacji o prawach i obowiązkach dla kredytobiorców. Wprowadza szereg regulacji, które mają zwiększyć ich bezpieczeństwo i rozjaśnić oferty banków.

Jasne, czytelne, konkretne informacje o kredycie

Z tego powodu ustawa o kredycie hipotecznym precyzuje zasady budowy komunikatów reklamowych. Banki i pośrednicy będą musieli zapewnić, aby wszelkie informacje o charakterze reklamowym i marketingowym dotyczące kredytów hipotecznych były jednoznaczne, rzetelne, zrozumiałe i widoczne oraz nie wprowadzały konsumenta w błąd. Wszelkie dwuznaczności i zapis drobnym druczkiem znikną z plakatów i ulotek reklamowych. Dzięki zmianom w sposobie informowania o cechach oferty finansowania nieruchomości kredytobiorca będzie mógł od razu poznać cechy produktu bankowego, a wartości procentowe będą dla niego jednoznaczne z konkretną informacją np.: o rzeczywistej stopie procentowej, stałym oprocentowaniu lub koszcie zobowiązania. Już na początku klient banku lub firmy świadczącej usługi pośrednictwa otrzyma cały pakiet informacji o kredycie w oparciu o reprezentatywny przykład, czyli taki, który odnosi się do sytuacji kredytobiorcy. Gdy klient zainteresuje się ofertą kredytowania zakupu mieszkania, kredytodawcy będą obowiązani przekazać konsumentowi, na trwałym nośniku, zindywidualizowane informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, oceny konsekwencji ich zaciągnięcia i podjęcia przez konsumenta świadomej decyzji dotyczącej zawarcia umowy o kredyt hipoteczny.

21 dni na rozpatrzenie wniosku, 14 dni na decyzję

Ustawa określa również czas, w jakim bank może wydać decyzję kredytową. Do 21 dni wnioskujący o finansowanie zakupu nieruchomości musi otrzymać odpowiedź. Natomiast odmowę udzielenia kredytu kredytodawca powinien uzasadnić, by klient wiedział, gdzie leży problem. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku kredytowego i podpisaniu umowy klient ma 14 dni na przemyślenie decyzji i może skorzystać z możliwości wycofania się z układu.

Restrukturyzacja jako ratunek dla klienta

Gdyby natomiast kredytodawcy przydarzyły się problemy z terminową spłatą zadłużenia, nowe regulacje narzucają bankom obowiązek współpracy z nim w szukaniu przyczyn problemu. Pierwszym krokiem jest wezwanie do zapłaty: bank wyznacza termin nie krótszy niż 14 dni roboczych, a następnie razem z kredytobiorcą ustalenie warunków restrukturyzacji: kredytodawca informuje konsumenta o możliwości złożenia, w terminie 14 dni roboczych od dnia otrzymania wezwania, wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Spłacający może liczyć na czasowe zawieszenie kredytu, zmianę wysokości rat i wydłużenie okresu spłaty.

Wcześniejsza spłata kredytu w dowolnym czasie

Kolejna zmiana zawarta w nowym akcie prawnym daje kredytobiorcom prawo do wcześniejszej regulacji zobowiązania. Do tej pory banki same określały warunki zamknięcia kredytu przed czasem lub w pierwszych latach regulacji długu. Teraz mają 7 dni na określenie kosztów tej zmiany. W przypadku kredytu hipotecznego oprocentowanego zmienną stopą procentową kredytodawca może pobierać rekompensatę wyłącznie, gdy spłata całości lub części kredytu hipotecznego nastąpiła w okresie 36 miesięcy od dnia zawarcia umowy o kredyt hipoteczny. Opłata pobierana jako rekompensata nie będzie mogła być wyższa niż 3% całej pożyczonej kwoty. Z kolei przy kredycie ze stałym oprocentowaniem opłata może być pobierana w całym okresie pod jednym warunkiem: nie może być wyższa niż koszty kredytodawcy bezpośrednio związane z przedterminową spłatą. Jednak to wyjaśnienie ustawodawcy wymaga doprecyzowania.

Nowa ustawa budzi jeszcze sporo pytań i kontrowersji. Z całą pewnością kredytodawcy otrzymują cały pakiet obowiązków, które regulują usługi świadczone na rzecz kupujących mieszkania na kredyt oraz wyjaśniają charakter działań pośredników i agentów. Ustawa o kredycie hipotecznym definitywnie też zamyka temat kredytów walutowych, które w praktyce są już rzadkością. Wskazuje również sposób prowadzenia sprzedaży wiązanej: kredytodawca nie może dokonywać sprzedaży wiązanej w związku z zawarciem umowy o kredyt hipoteczny, chyba że sprzedaż wiązana dotyczy prowadzonego bezpłatnie rachunku płatniczego lub rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Akt prawny jest już gotowy: 12 kwietnia 2017 r. została podpisana przez prezydenta. Wejdzie w życie trzy miesiące po jej opublikowaniu w Dzienniku Ustaw.

 

Autor: Marta Sewerynek-Otwinowska, Dyrektor Działu Analiz, Futuro Finance

 

 

 

Tradycyjnie szkolenia dla firm organizowane są zazwyczaj w tym samym mieście, w którym znajduje się siedziba lub oddział pracodawcy. W przypadku szkoleń wyjazdowych jest inaczej – naukę można połączyć z odwiedzeniem miejsca atrakcyjnego turystycznie, np. Torunia, Sopotu lub Zakopanego.

Szkolenia wyjazdowe to sposób na zamianę „zwykłego” szkolenia w cały pakiet korzyści. Przede wszystkim zajęcia odbywają się w formule otwartej, a więc firmy chcące w nich uczestniczyć, same decydują, czy wyślą na nie jednego pracownika, kilka osób z jednego działu, czy może kilkunastu pracowników z różnych działów.

Połączenie nauki z atrakcyjnym wyjazdem to także szansa na odpoczynek od codziennej rutyny i integrację. Szkolenie wyjazdowe przez wielu pracowników może być odbierane jako forma docenienia ich wkładu w rozwój firmy. A to z kolei może przedkładać się na lepszą motywację do zdobywania nowej wiedzy, a następnie – na większe zaangażowanie w wykorzystywanie jej po powrocie.

Od Sopotu po Zakopane

Dostrzegając unikalne zalety tego typu zajęć, firma Effect Group uczyniła ze szkoleń wyjazdowych niemalże swoją wizytówkę. Choć większość zajęć organizuje w formie warsztatów otwartych i zamkniętych w miastach, w których lokalizację mają jej klienci, już 20 cykli szkoleń odbyło się w formule wyjazdowej. W sumie udział w nich wzięło około 2700 osób.

Tradycją stały się np. letnie szkolenia w Sopocie oraz zimowe w górach (Karpacz, Zakopane) – z roku na rok przyciągają one coraz więcej uczestników, ponieważ pozwalają pracownikom w jednym czasie zdobywać wiedzę  nawet z kilkudziesięciu tematów. Np. w czerwcu, w Sopocie, do wyboru będzie aż 40 rozmaitych obszarów tematycznych.

Dodatkowo, dla uczczenia 10 lat istnienia Effect Group, firma zdecydowała się na organizację specjalnej edycji szkoleń wyjazdowych w Toruniu. W ciągu dwóch dni (15-16 maja) uczestnicy będą mogli wziąć udział w warsztatach dotyczących m.in. psychologii negocjacji i wywierania wpływu, zarządzania stresem i utrzymania „work-life balance”, efektywnej rekrutacji pracowników, zarządzania pracownikami z różnych pokoleń, a nawet planowania produkcji oraz roli brygadzisty i mistrza jako „małego” menedżera. W sumie do wyboru jest 10 tematów, a naukę będzie można połączyć ze zwiedzaniem miasta słynącego ze wspaniałej starówki i pysznych pierników.

– Pomysł, aby ze szkoleniami wyjazdowymi dotrzeć także do Torunia, wyszedł od naszych klientów. To miasto z niezwykłym klimatem, a do tego dogodnie zlokalizowane, ponieważ łatwo do niego dojechać tak z zachodniej, północnej, jak i środkowej części Polski – mówi  Marcin Wrzosek, prezes Effect Group. – Również dobór szkoleń wynika z zainteresowań naszych klientów. Obecnie największą popularnością cieszą się tematy dotyczące human resources, umiejętności interpersonalnych oraz te związane z zarządzaniem produkcją – podkreśla.

Zalety szkoleń wyjazdowych

Na przewagę szkoleń wyjazdowych nad tymi realizowanymi w tradycyjnej formule wpływ ma kilka elementów.

  • Wszyscy szkoleni pracownicy są nieobecni w jednym czasie – owszem, w czasie szkolenia nie ma ich w firmie, co może nieco dezorganizować pracę przedsiębiorstwa. Jest to jednak tylko kilka dni, podczas których wybrani pracownicy są szkoleni jednocześnie z różnych tematów. Nie występuje więc problem wymijania się osób lub działów kolejno korzystających ze szkoleń.
  • Jeden koszt transportu – wystarczy jeden większy samochód lub mały autokar, jeden kierowca i jedno lub dwa tankowania, by „obsłużyć” wyjazd nawet dużej grupy pracowników.
  • Efekt integracyjny – obecnie firmy odchodzą od organizowania typowych imprez integracyjnych, co nie zmienia faktu, że dobra integracja sprzyja dobrej współpracy. W przypadku szkoleń wyjazdowych łatwo można połączyć przyjemne z pożytecznym – pracownicy w dzień poszerzają swoje kompetencje, a wieczorami mogą wspólnie spędzić czas we własnym gronie. I co ważne, dla pracodawcy taka integracja nie wiąże się z dodatkowymi kosztami.

– Podczas każdego wyjazdu pierwszego dnia szkolenia organizujemy kolację, podczas której można swobodnie porozmawiać z trenerami przy smacznym jedzeniu i lampce winie. Takich atrakcji nie planujemy podczas regularnych szkoleń w Warszawie – podkreśla wiceprezes Effect Group, Jacek Zaborowski.

Istotną, choć nie zawsze docenianą zaletą szkoleń otwartych, a szczególnie tych realizowanych w formule wyjazdowej, jest też możliwość zawarcia przez uczestników nowych znajomości oraz spojrzenia na omawiane sytuacje zawodowe z szerszej perspektywy, nie ograniczonej do własnego miejsca pracy. Jeśli uczestnicy będą dzielili się doświadczeniami zdobytymi w różnych przedsiębiorstwach, sprzyjać to będzie pojawianiu się nowych pomysłów, możliwych do natychmiastowego wdrożenia lub choćby przedyskutowania po szkoleniu.

Źródło: Empemedia

Jak na ten moment opinia publiczna w Wielkiej Brytanii popiera decyzję premier May dotyczącą rozpisania wyborów parlamentarnych na czerwiec. Można śmiało powiedzieć, iż wczorajsza decyzja umocniła brytyjskiego funta. Rynki w tym momencie dokonują wyceny najbardziej realnego scenariusza – jeszcze bardziej silniejszego gabinetu konserwatystów. Para walutowa GPB/USD, która dużo wycierpiała w trakcie trwających od lipca 2016 roku, brexitowych batalii, odzyskuje pewność siebie. Z analizy platformy inwestycyjnej eToro, wynika, iż zarówno indywidualni inwestorzy jak i fundusze hedgingowe pozamykały krótkie pozycję, co jest odwrotnością trendu z wczorajszego wieczora. Aktualnie para walutowa GPB/USD znajduje się ponad jej średnim poziomem, co skutkuje bardzo wysokim sentymentem sprzedażowym w przypadku transakcji krótkoterminowych. Natomiast zupełnie inaczej niż brytyjska waluta prezentuje się indeks FTSE. Silniejsza waluta oznacza mniejsze zyski.

Straty na brytyjskiej giełdzie w połączeniu z trudnym do przewidzenia rezultatem wyborów we Francji pociągnęły ze sobą w dół wszystkie europejskie indeksy. Wall Street jest gotowa do korekty, przede wszystkim warto zwrócił uwagę na Bank of America, który ogłosił wzrost zysków o 40%, ale Goldman Sachs opublikował rozczarowujące wyniki za pierwszy kwartał tego roku. To było bardzo poważnym ciosem dla rynku, w związku z tym Dow Jones zakończył wczorajszą sesję z 113 punktowym spadkiem.

Dziś azjatyckie rynki notują spadki, indeks China 50 zniżkuje, podobnie jak hongkoński HKEX. Natomiast europejskie indeksy od rana są płaskie. Wielu inwestorów będzie chciało skorzystać na panujące obecnie zniżce, ich nastroje może jednak ostudzić niepewna sytuacja geopolityczna na świecie. Uwagę przykuje także kurs ropy naftowej, ponieważ dziś popołudniu zostaną opublikowane informację dotyczące zapasów w USA. Dalsze straty w sektorze energetycznym mogą się okazać fatalne w skutkach dla tego wysoce podatnego na wahania rynku.

Autor: Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Wielu młodych ludzi zadaje sobie to pytanie: kiedy jest czas na zakup własnego „M”? Zrobić to od razu po studiach? Po kilku latach pracy zawodowej? Przed ślubem?  Takie pytania można by mnożyć długo.

Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: kiedy kupić pierwsze mieszkanie. Wszystko zależy od życiowej sytuacji pytającego, a także aktualnych kosztów zaspokajania potrzeby mieszkaniowej. Zastanawiając się, czy to już ten moment należałoby przeprowadzić szczegółową analizę zawierającą co najmniej kilka kluczowych pytań takich jak:

– Dlaczego myślę o zakupie swojego mieszkania?

– Czy jest mi ono niezbędne?

– Czy stać mnie na mieszkanie na swoim?

– Ile miesięcznie/rocznie wydaję na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych?

Dopiero analiza przeprowadzona na podstawie odpowiedzi na te pytania, może pomóc w podjęciu właściwej decyzji, która dla każdego z potencjalnych kupujących będzie inna.

Częstym argumentem za kupnem własnej nieruchomości jest to, że wynajmując, płacimy pieniądze komuś, tymczasem kupując własne mieszkanie (nawet na kredyt), wydajemy środki na budowanie własnego majątku. To oczywiście w dużej mierze prawdziwa teza, jednak nie można zapomnieć o tym, że płacąc ratę kredytową nie tylko budujemy swój majątek, ale i spłacamy odsetki, na dodatek zaciągnięcie kredytu to zobowiązanie na wiele lat. Wynajem ma też sporo zalet w postaci większej mobilności i łatwości zmiany miejsca zamieszkania. Szybka sprzedaż kupionego mieszkania (szczególnie na kredyt) może nie być taka łatwa i zająć nieco czasu.

Nie kieruj się emocjami

Zakup mieszkania to dla wielu osób najpoważniejsza decyzja finansowa w życiu. To czas, kiedy należy schłodzić emocje i na spokojnie przeanalizować sytuację. Chodzi nie tylko o to, czy mieszkanie kupić, ale i jakie. Powinno myśleć się nie z perspektywy dnia dzisiejszego, ale wziąć pod uwagę horyzont co najmniej kilkuletni. To, że dana nieruchomość pasuje obecnie do kupującego i jest sama w sobie atrakcyjna, nie znaczy, że tak samo będzie za kilka lat – warto mieć to na uwadze.

Trzeba też odrzucić kilka stereotypowych argumentów takich jak „bo wypada”, „bo inni kupują” czy „bo to już czas”. Decyzja o zakupie nieruchomości powinna być chłodno skalkulowana, choć czasem zdarzają się sytuacje, w których wygrywa spontaniczność, raczej dotyczy ona jednak wyboru „który lokal kupić”, a nie „kiedy kupić”. Może nagle trafić się wymarzone mieszkanie za dobrą cenę i decyzję trzeba będzie podjąć szybko. Ale nawet wtedy nie powinna ona być pozbawiona szczegółowej analizy przeprowadzonej na podstawie konkretnych faktów i kalkulacji.

Analiza finansowa

Najważniejszym kryterium zakupu mieszkania powinna jednak być kwestia finansowa. Osoba, która nie ma zapasu gotówki i nie stać jej na swobodne spłacanie kredytu, nie powinna na siłę się zadłużać. Zdecydowana większość kredytów hipotecznych w Polsce ma zmienne oprocentowanie, co oznacza, że oferowana dziś rata na akceptowalnym poziomie, może się za jakiś czas zmienić. Aktualnie mamy historycznie najniższe stopy procentowe, co przekłada się na niskie raty kredytu. Sytuacja może się jednak zmienić. Wystarczy, by stopy procentowe wróciły do poziomu z 2012 roku i raty kredytów wzrosną o ponad 40 procent. Nie jest to mocno prawdopodobny scenariusz, ale na pewno nie jest niemożliwy. Mniejsza podwyżka stóp (np. z aktualnego poziomu 1,5 proc. do 2,5 proc.) to rata wyższa o kilkanaście procent, zatem jeśli ktoś płaci dziś 1000 zł miesięcznie, to po takiej zmianie będzie to 1100-1150 zł. Tego rodzaju ewentualności należy brać pod uwagę, podobnie jak ryzyko obniżki pensji czy inne nieoczekiwane zdarzenia.

Przesłanki za zakupem własnego „M”

Jest kilka wskazówek, kiedy zakup pierwszego mieszkania ma więcej niż mniej sensu. Niezbędnym elementem przy kupowaniu mieszkania jest gotówka. Aktualnie prawo wymaga 15 proc. wartości mieszkania, acz bezwzględne minimum to 10 proc., resztę można ubezpieczyć, choć wiąże się to z dodatkowymi kosztami z tytułu składki. Warto jednak pamiętać, że wkład własny to nie jedyna potrzebna gotówka. Uwzględnić trzeba jeszcze koszty sądowe i notarialne, prowizję za udzielenie kredytu, podatek no i środki niezbędne na urządzenie/wyposażenie mieszkania.

Należy dokładnie przyjrzeć się obecnym kosztom utrzymania i przeanalizować, czy zakup własnego mieszkania na pewno będzie tańszy. Oprócz raty kredytu pod uwagę trzeba wziąć też opłaty z tytułu czynszu i mediów. Może być tak, że okazyjnie wynajęte mieszkanie będzie tańsze niż comiesięczna rata kredytu hipotecznego.

Dobrym momentem na zakup pierwszego mieszkania jest ustabilizowanie sytuacji życiowej. Niektórzy młodzi ludzie często zmieniają pracę i nie do końca wiedzą, gdzie będą mieszkać. Dopiero gdy osiądziemy gdzieś na stałe, warto rozejrzeć się za własnym mieszkaniem. Bardzo istotne jest też, by mieć stabilną sytuację zawodową, bo to da nam finansowe bezpieczeństwo pozwalające na uniesienie ciężaru finansowania nieruchomości. Czynnikiem, który w przypadku wielu klientów Home Broker decyduje o zakupie pierwszego mieszkania, jest założenie rodziny. Zapewnienie dachu nad głową dzieciom to dla wielu osób najwyższy priorytet. I choć wynajmowany lokal też przed deszczem i zimnem ochroni, to posiadanie własnego mieszkania pozwala spać spokojniej.

 

Źródło: Home Broker

Z danych GUS wynika, że w 2016 r. wzrosła liczba zawieranych małżeństw. Jeszcze w pierwszej połowie 2015 roku, ślub wzięło 68,8 tys. par, a w 2016 roku już o 5,2 tys. więcej. O ubezpieczeniu OC powinni pamiętać zarówno państwo młodzi, którzy organizują przyjęcie weselne, jak i firmy działające w biznesie ślubnym: domy weselne, restauracje, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne. Dlaczego? Ponieważ za włosy zniszczone farbowaniem lub trwałą ondulacją można żądać odszkodowania. Podobnie za nieudany zabieg kosmetyczny lub zatrucie pokarmowe weselnych gości.

Z analizy towarzystwa ubezpieczeniowego Gothaer wynika, że restauratorzy, salony fryzjerskie, zakłady kosmetyczne oraz inne małe i średnie przedsiębiorstwa najczęściej kupują OC komunikacyjne oraz polisę od ognia i kradzieży. Do polisy ubezpieczenia majątku włączana jest również odpowiedzialność cywilna (OC) związana z prowadzoną działalnością. Dlaczego?

Fryzjer i kosmetyczka pod kontrolą

Włosy lub cera zniszczone podczas zabiegu mogą przysporzyć problemów nie tylko pannie młodej, ale również fryzjerowi lub kosmetyczce. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich praw, dlatego nieudane zabiegi kosmetyczne mogą być podstawą do roszczenia wypłaty odszkodowania. – Jeśli prowadzimy salon urody lub świadczymy usługi fryzjerskie, warto zastanowić się nad wykupieniem polisy OC. O odpowiedzialności cywilnej możemy mówić wtedy, gdy wyrządziliśmy szkody osobom trzecim np. podczas zabiegu koloryzacji. Trzeba pamiętać, że przyszła panna młoda jest szczególnie wymagającą klientką, a chwila nieuwagi może spowodować, że cały utarg pójdzie na poczet odszkodowania – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Zanim panna młoda stanie na ślubnym kobiercu, często decyduje się również na szereg zabiegów w salonie piękności. Niestety branża zna przypadki roszczeń nawet na kwotę 30 tys. zł z powodu nieudanego zabiegu kosmetycznego, zwłaszcza przed ślubem. – Przedsiębiorcy, którzy będą rozważać zakup ubezpieczenia powinni zwrócić uwagę na wysokość sumy gwarancyjnej, czyli kwoty do wysokości której towarzystwo ubezpieczeń ponosi odpowiedzialność za szkody. Ustalając ją, trzeba pamiętać o tym, że kwoty odszkodowań przyznawanych przez sądy w Polsce są coraz wyższe. Druga kwestia to wybranie odpowiedniego zakresu ubezpieczenia, tak, by być zabezpieczonym na każdą ewentualność – radzi Marta Mazaraki z Gothaer.

Pakiet dla restauratora

Organizacja wesela to duże wyzwanie dla właściciela domu weselnego, hotelu lub restauracji, zwłaszcza jeśli państwo młodzi zaprosili ponad stu gości. W świetle obowiązujących przepisów to restaurator odpowiada za szkody, których goście doznają z jego winy podczas pobytu w lokalu. Nawet silne zatrucie pokarmowe może stanowić podstawę do ubiegania się o odszkodowanie. Na co zwrócić uwagę, gdy prowadzimy biznes ślubny, a goszczenie weselników będzie po naszej stronie? – Tak, jak w przypadku  fryzjera i salonu piękności ważna jest suma gwarancyjna ubezpieczenia. Wybierając polisę powinniśmy pamiętać, że w świecie ubezpieczeń niska składka nie zawsze oznacza, że wybraliśmy najkorzystniejszą ofertę. Zdarza się, że zbyt niska suma gwarancyjna może być niewystarczająca do pokrycia wszystkich roszczeń poszkodowanego. Te, które będą przewyższać sumę gwarancyjną sprawca szkody będzie musiał pokryć z własnych środków finansowych – mówi Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A. Może zdarzyć się również tak, że jeden z gości zniszczy naszą restaurację, uszkodzi sprzęt lub dojdzie do podpalenia. – Warto mieć świadomość, że oferta ubezpieczenia dla tego typu działalności jest bardzo bogata i że w ramach polisy możemy objąć ochroną także lokal, nakłady inwestycyjne poniesione w celu przystosowania lokalu do prowadzenia działalności, wyposażenie, środki obrotowe, szyby i lustra od stłuczenia czy też NNW pracowników – dodaje Marta Mazaraki.

Para młoda też ubezpieczona

Za granicą można ubezpieczyć się na wypadek, gdy panna młoda lub pan młody… ucieknie sprzed ołtarza. W Polsce nie ma tego rodzaju ubezpieczeń, ale warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Jeśli zamierzamy stanąć na ślubnym kobiercu i decydujemy się na wizytę u kosmetyczki lub fryzjerki, poza ustaleniem ceny usługi, upewnijmy się, że zakład, który wybrałyśmy posiada odpowiednią polisę OC. Podobnie z restauracją, w której zamierzamy zorganizować przyjęcie weselne. Na pewno przyda nam się również ubezpieczenie NNW i OC w życiu prywatnym i to nie tylko w dniu ślubu, ale również na co dzień.

 

Źródło: Grupa Gothaer

Początek grudnia 2016 r. przyniósł branży pożyczkowej w Polsce zupełnie niespodziewany projekt ustawy, układający na nowo reguły jej funkcjonowania. Efekt zaskoczenia dodatkowo wzmocnił fakt, że inicjatorem wspomnianych zmian jest Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane przez Zbigniewa Ziobrę. Wyraźna nadaktywność i niezwykła dynamika legislacyjna w tej materii jest zauważalna już od 2015 r. Partia rządząca od wygranych jesienią 2015 r. wyborów zapowiadała zdecydowane i głębokie zmiany prawne, mające na celu ochronę konsumenta tego segmentu usług finansowych kosztem skrępowania swobody gospodarczej podmiotów działających na tym rynku. Na owe zmiany nie trzeba było długo czekać, już w marcu 2016 r. gruntownie przemodelowano reżim prawny regulujący działalność branży pożyczkowej. Z najistotniejszych zmian należy odnotować ustanowienie limitów maksymalnych kosztów pozaodsetkowych kredytu konsumenckiego oraz ograniczenie swobody manewru w przedłużeniu spłaty zadłużenia. Były to zmiany rewolucyjne i wymusiły szybkie dostosowanie się przedsiębiorstw pożyczkowych do nowych okoliczności. Zanim przeprowadzono głębszą analizę prawną skutków wprowadzonych zmian, w Rządowym Centrum Legislacyjnym przygotowano kolejny już projekt nowelizacji. Zaskoczenie było tym większe, że prace nad nowym projektem tzw. ustawy antylichwiarskiej nie były poprzedzone żadnymi konsultacjami społecznymi czy „sondującymi” sytuację zapowiedziami ze strony rządu.

Obecna, wciąż niewyjaśniona sytuacja legislacyjna jest powodem do niepokoju nie tylko dla biznesmenów z branży pożyczkowej, ale także dla zatrudnionych przez nich pracowników (firmy pożyczkowe zatrudniają łącznie ponad 20 tys. osób, oprócz tego około 10 tys. osób kooperuje z tym podmiotami na zasadzie sieci agencyjno-brokerskiej). Dodatkowy front osób zaangażowanych w sprawę stanowią inwestorzy indywidualni, w tym właściciele obligacji firm pożyczkowych. Finalnie zmiana przepisów nie wróży również nic dobrego dla tego segmentu konsumentów, do którego skierowane są wspomniane usługi finansowe, może im więc grozić zupełne odcięcie od legalnego źródła finansowania swoich potrzeb. Rynek klientów branży pożyczkowej liczy w przybliżeniu około 1,5 miliona osób. Ostatecznie wykluczenie tej branży oznaczałoby dla budżetu państwa realną utratę około 1 mld zł z tytułu płaconych podatków.

Opublikowany 8. grudnia projekt tej tzw. ustawy antylichwiarskiej ma na celu wielopłaszczyznowe uregulowanie otoczenia prawnego dla działalności pożyczkowej w Polce, zarówno na gruncie prawa karanego, jak i cywilnoprawnego. Zmiany mają być widoczne w Kodeksie Cywilnym, Kodeksie Karnym, w prawie bankowym oraz ustawie o kredycie konsumenckim. Rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości twierdzi, że w Polsce istnieje zjawisko lichwy polegającego na tym, że pożyczkodawcy wykorzystają trudną sytuację poszczególnej jednostki, np. żądając nieproporcjonalnych zabezpieczeń w formie nieruchomości dla stosunkowo niskiej pożyczki. Według ministerstwa przepisy dotyczące lichwy są w kodeksie karnym niewystarczająco precyzyjne, co w praktyce skutkuje trudnościami procesowymi dla prokuratury. Ministerstwo Sprawiedliwości motywuje swoje działania legislacyjne przykładami płynącymi z Europy. Przywołując przykłady karnej penalizacji „zjawiska lichwy” na jakie zdecydowały się np. Niemcy, Austria, Finlandia, Dania, czy nasi południowi sąsiedzi-  Rumunia i Słowacja.

Przykładem płynącym z zagranicy, obrazującym gruntowne przemodelowanie i uregulowanie działań firm pożyczkowych, jest właśnie Słowacja. Tam działalność pożyczkową może prowadzić tylko podmiot, który jest zewidencjonowany przez Narodowy Bank Słowacji i posiada nadaną przez niego licencję. Każda umowa pożyczki zawarta z podmiotem nielicencjonowanym posiada skuteczną sankcję nieważności, co wiąże się z brakiem prawnej możliwości dochodzenia swojego roszczenia. Oferty pożyczek konsumenckich oferowane przez poszczególne firmy muszą być ewidencjonowane i udostępnione do wglądu potencjalnego klienta. Dodatkowo, aby wzmocnić element kontrolny i dowodowy, pożyczki nie mogą być klientowi udzielane w gotówce. Część tych restrykcyjnych zmian słowackiego rynku pożyczkowego ma już odzwierciedlenie w polskim stanie prawnym, jak chociażby enumeratywnie wymienione formy prawne w ramach których może działać firma pożyczkowa, ograniczające ją do dwóch wariantów: spółki akcyjnej lub spółki z o.o. oraz wymóg posiadania na terenie Polski kapitału zakładowego, nie mniejszego niż 200 tys. złotych. Praktycznym efektem tych zmian na Słowacji jest ograniczenie liczby firm pożyczkowych w tym kraju z pierwotnych ok. 250 podmiotów do mniej więcej 30, spełniających wymogi licencyjne Narodowego Banku Słowacji. Przepisy są jednak tak restrykcyjne, że nawet podmioty zweryfikowane przez NBS naruszały nowe prawo. Wymownym symbolem drastycznego ograniczenia swobody działalności gospodarczej jest decyzja firmy Provident o całkowitym wyjściu z rynku naszego sąsiada. Czy podobne zdarzenia mogą mieć miejsce w Polsce? Jeżeli tak, to byłoby to znaczące przemodelowanie sektora pożyczek pozabankowych w Polsce gdyż Provident jest największym graczem na tym rynku –  portfel ich klientów należy liczyć w kilkuset tysiącach. Dla grupy finansowej International Personal Finance, Polska jest największym i kluczowym rynkiem. I to jest paradoksalnie element argumentacji polskiego rządu, który chce uchronić nasze relatywnie słabe ekonomicznie społeczeństwo „przed nadmierną eksploatacją ekonomiczną ze strony zagranicznego kapitału”.

W otoczeniu firm pożyczkowych nie ma wyraźnego sprzeciwu wobec bardziej surowej penalizacji nieuczciwych praktyk stosowanych przez odosobnione na rynku podmioty (sankcja karna dla przedsiębiorcy nieprzestrzegającego założonych limitów zakłada karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet pięciu lat). Branża pożyczkowa obawia się jednak „śmiertelnego” niebezpieczeństwa ze strony narzuconych odgórnie limitów kosztów pozaodsetkowych, co w znacznym stopniu paraliżuje rentowność tej gałęzi działalności gospodarczej i stawia pod wielkim znakiem zapytania jej ekonomiczny sens. Najważniejsze proponowane przez Rząd parametry maksymalnych kosztów pożyczek zakładają, że nie mogą one przekroczyć 75 proc. jej całkowitej wartości. Jednocześnie koszty pozaodsetkowe według projektu nie mogą być wyższe niż 10 proc. jej wartości w pierwszym roku i 10 proc. w każdym kolejnym. Powyższe założenia nie uwzględniają kwoty na jaką jest udzielana pożyczka, okresu jej trwania, kosztu jednostkowego ani nieodzownej statystycznej szkodowości w portfelu pożyczek. Ręczne ustalenie limitów, w oderwaniu od realiów rynku, najprawdopodobniej będzie skutkowało problemem w osiągnięciu progu rentowności, czyli ekonomicznego sensu dla legalnej działalności pożyczkowej w Polsce. Efekt szoku i zamieszania zwiększył przewidywany stosunkowo krótki, bo ledwie dwutygodniowy okres vacatio legis. Dla porównania, wcześniejsza regulacja przewidywała 6-miesięczny okres przeznaczony na oswojenie się z nowym stanem prawnym. Ministerstwo Sprawiedliwości przywoływało jednak w swoich wypowiedziach przykłady z Francji, gdzie występuje kilkanaście różnych stóp odsetek maksymalnych w zależności od rodzaju pożyczki, a limity wahają się według wypowiedzi ministra od 20 do 30 proc.

Podsumowując, wyraźne wyhamowanie tempa prac Ministerstwa Sprawiedliwości nad tą kwestią jest, miejmy nadzieję, symptomem pewnej refleksji nad zbyt pochopnymi zmianami. Oby dalsze prace miały na względzie interesy wszystkich stron zaangażowanych w rynek pożyczkowy, w tym jego inwestorów i pracowników.

 

Autor: Paweł Koczorowski ekspert Dom Maklerski Michael Ström,

Eksperci

Greenspan: Grzeczne euro

Pasmo terroru, które przeszło przez Hiszpanię mogło przyczynić się do strat zanotowanych na giełdach...

Lipka: Czy to ostatni tak dobry wzrost PKB w Polsce?

16 sierpnia GUS ogłosił wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Dostaliśmy bardzo dobre informacje - wz...

Greenspan: Bitcoin osiągnął rekord

Wszyscy mówią o rekordowej cenie Bitcoina, która ciągle rośnie i w trakcie weekendu udało jej się po...

Rozbicki: Sezon wynikowy na GPW nabiera tempa

Wakacje w pełni, a na warszawskim parkiecie wakacyjną nudę powoli zaczyna przerywać sezon publikacji...

Lipka: Przed nami ostatnie kwartały szybkiego wzrostu PKB?

16 sierpnia GUS ogłosi wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się,...

WIADOMOŚCI

Bezgotówkowe płatności w urzędach

Od rozpoczęcia ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji pub...

Aplikacje pomogą przetrwać burze

Afrykański skwar a później burze, grad i ulewny deszcz - pogoda w najbliższych dniach ma być niebezp...

Opóźnienia w wydawaniu funduszy unijnych

Wykorzystanie funduszy unijnych utrzymuje się na wysokim poziomie, nadal jednak niektóre regiony - j...

Zmiany w stosowaniu stawek VAT na żywność

MF nie wyklucza zmian w stosowaniu obniżonych stawek VAT na żywność, weźmie pod uwagę propozycję sta...

„500 plus” nie wpływa na zwiększenie liczby kobiet biernych zawodowo

„Ten, kto twierdzi, że kobiety rezygnują z pracy zawodowej z powodu wsparcia otrzymanego na dzieci, ...