Home Archiwa 2017 Kwiecień 18

Dzienne archiwaKwi 18, 2017

Eksport wzrósł w styczniu i lutym 2017 r. o 4,0 proc. r/r w euro, a import o 7,8 proc. Saldo było dodatnie i wyniosło 30,2 mln euro – padał GUS

Eksport w okresie styczeń-luty 2017 r. był wyższy o ponad 1,8 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o ponad 3 mld euro. Dynamika importu wyraźnie przyspiesza (7,8 proc. wobec 6,6 proc. w styczniu br.), a dynamika eksportu – słabnie (4 proc. wobec 5,3 proc. w styczniu br.). To co prawda dopiero pierwsze dwa miesiące 2017 r., ale saldo obrotów handlu zagranicznego zbliża się już do zera (30,2 mln euro). Przy takiej tendencji wzrostu eksportu i importu, już za styczeń-marzec zobaczymy deficyt po dwóch latach dodatniego salda handlowego. A możemy mieć pewność, że taka tendencja – szybszego wzrostu importu niż eksportu – utrzyma się. Rosnące spożycie indywidualne w wyniku dobrej sytuacji na rynku pracy, wzrostu zatrudnienia i wzrostu wynagrodzeń, a także dopływu do gospodarstw domowych środków z programu Rodzina 500+ zachęca bowiem do konsumpcji. Widać to po dynamice sprzedaży detalicznej, która wzrosła w ciągu 2. miesięcy br. o 9 proc. W tym jest także sprzedaż produktów z importu.

Na wysoką dynamikę importu wpływ mogą mieć, ale dopiero w 2. połowie roku, rosnące (miejmy nadzieję) inwestycje. Czeka nas zatem rok wyraźnego wzrostu popytu na towary i usługi z importu.

W tym kontekście bardzo ważne jest, aby eksporterzy nie koncentrowali się tylko na rynkach krajów UE, gdzie lokują ponad 80 proc. swojej sprzedaży. I tak się dzieje. Widać tu już pierwsze bardzo pozytywne sygnały, bowiem eksport do krajów rozwijających się jest r/r po 2 miesiącach 2017 r. wyższy o 9,4 proc. A eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej – o prawie 25 proc. To głównie zasługa odbudowującego się eksportu do Rosji. W ciągu 2. miesięcy br. wyniósł on 804 mln euro. To ciągle mniej niż w tym samym czasie  w 2014 r. (1122 mln euro), ale już więcej niż w styczniu-lutym 2015 r. i 2016 r. To bardzo ważne, aby polscy eksporterzy byli na rynku rosyjskim obecni, gdy powoli wracają na ten rynek także nasi konkurenci.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Ponad 13 mln Polaków powyżej 15. roku życia nie pracuje i nie szuka pracy. W tej grupie aż 7,6 mln to ludzie w wieku produkcyjnym (16-64 lata). Aktywizacja tej części społeczeństwa będzie w najbliższych latach kluczowa, by podtrzymać bieżące tempo gospodarczego wzrostu Polski – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Marcowe dane Eurostatu pokazują, że bezrobocie w Polsce wynosi 5,3 proc. W strefie euro ten wskaźnik ma wartość 9,5 proc., a tylko sześć unijnych krajów osiąga wynik niższy niż Polska.

Zadowolenie z tego faktu ustępuje, gdy popatrzmy na zdecydowanie ważniejsze parametry rynku pracy. Kondycja gospodarki nie zależy tylko od tego, jaki odsetek populacji szuka pracy. Istotniejsze jest to, ile osób pracuje i jaka część zatrudnionych musi utrzymać bezrobotnych oraz biernych zawodowo, czyli ludzi, którzy nie tylko nie mają płatnego zajęcia, ale nawet nie próbują znaleźć żadnej posady. W tych zestawieniach Polska wypada poniżej przeciętnej UE oraz wyraźnie gorzej niż kraje starej Unii. Ze względu na postępujące starzenie się polskiego społeczeństwa sytuacja będzie się dalej pogarszać i jedynym ratunkiem stanie się aktywizacja biernych zawodowo.

Odsetek biernych zawodowo wyższy niż w Grecji

Powody do niepokoju wzbudzają już dane o zatrudnieniu osób w wieku 25-54 lata, czyli najwyższej aktywności zawodowej („prime age”). Na koniec roku odsetek dla Polski wynosił według Eurostatu 80,6 proc., co przekładało się na dopiero 15. rezultat w Unii. W tym zestawieniu wyprzedza nas m.in. Szwecja (86 proc.) i Słowenia (84,4 proc). Warto także zauważyć, że w tych krajach bezrobocie wynosi odpowiednio 6,8 oraz 7,8 proc., czyli zdecydowanie więcej niż w Polsce.

Względnie niewielkie zainteresowanie płatnym zajęciem potwierdzają statystki bierności zawodowej. Aż 15,3 proc. Polaków w wieku 25-54 lata (2,34 mln osób) nie ma pracy i jej nie szuka. To nie tylko zdecydowanie więcej niż w Słowenii (8,7 proc.) czy Szwecji (9,1 proc.), ale nawet wśród Greków liczba biernych zawodowo w „prime age” jest mniejsza (15,2 proc.).

Negatywny wpływ wywiera też trend, który zaczyna być widoczny w statystykach braku zawodowej aktywności kobiet. Na koniec 2014 r. odsetek Polek biernych zawodowo w wieku 25-54 lata wynosił 19,9 proc., a dwa lata później zwiększył się do 21,5 proc. Tylko w czwartym kwartale 2016 r. nastąpił przyrost aż o 0,5 pkt proc. Przez dwa lata ich liczba wzrosła więc o 100 tys., chociaż ogólny poziom bezrobocia spadał. Chęć do podjęcia pracy  zmalała przede wszystkim wśród kobiet w wieku 30-44 lata (ponad 95 tys.).

Młodzi i starsi pracy nie szukają

W Polsce, w przeciwieństwie do bogatych krajów rozwiniętych, osoby poniżej 20. roku życia praktycznie w ogóle nie pracują, ani nie szukają płatnego zajęcia. Wskaźnik zatrudnienia młodzieży w wieku 15-19 lat wynosi u nas jedynie 4,3 proc., podczas gdy w  Szwajcarii –  54,6 proc., w Holandii – 52,3 proc., a w Danii – 49,4 proc. Odsetek biernych zawodowo młodych Polaków ma wartość aż 93,9 proc. W całej Unii “wyprzedzają” nas tylko Grecja i Bułgaria.

Cały czas, mimo poprawy w ostatnich latach, niezadowalająco wygląda poziom zatrudnienia wśród Polaków w przedziale wieku 55-64 lata, osiągając wartość 46,7 proc. W krajach strefy euro jest to przeciętnie 55,8 proc. Połowa populacji w tym przedziale wiekowym nie szuka jednak pracy w ogóle, natomiast stopa bezrobocia waha się wokół 4 proc. To idealnie pokazuje, że w niektórych przypadkach poziom bezrobocia jest zupełnie nieprzydatną miarą.

Za brak zmian zapłacimy wszyscy

Od wejścia do Unii Europejskiej w Polsce udało się praktycznie zlikwidować bezrobocie, które z ok. 20 proc. spadło do nieco ponad 5 proc. Oznacza to, że praktycznie każdy, kto chce pracować, ma duże szanse na znalezienie płatnego zajęcia. I to można uznać za sukces. Niestety, tylko w niewielkim stopniu udało się zmniejszyć odsetek biernych zawodowo, który dla populacji powyżej 15. roku życia spadł z 45,3 proc. (14 mln osób) do 43,7 proc. (13,4 mln osób).
Na najbliższe lata największym wyzwaniem będzie zatem zbudowanie takiej polityki, która spowoduje rzeczywisty proces aktywizacji zawodowej. Jeżeli nie zostanie on przeprowadzony skutecznie, wtedy wraz ze starzeniem się społeczeństwa, zacznie szybko ubywać pracujących, a wzrośnie odsetek ludzi, na których będzie trzeba zapracować. Konsekwencją tych procesów będzie niższe tempo rozwoju gospodarczego połączone albo z podwyżką podatków, albo z wyższym zadłużeniem sektora finansów publicznych.

 

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Marketing afiliacyjny, jako rodzaj działań marketingowych online, powinna znać każda duża i średnia firma, prowadząca aktywną sprzedaż w sieci. Stwarza on optymalne warunki do promocji produktów i usług, zapewniając jednocześnie dodatkowe korzyści, wynikające ze współpracy z siecią afiliacyjną. Choć zainteresowanie nim stale wzrasta, wciąż nie wszyscy mają świadomość istnienia tego rozwiązania i nie dla wszystkich jest ono zrozumiałe. Czym zatem jest afiliacja i kto powinien z niej skorzystać?

Afiliacja, czyli co?

Sama afiliacja nie ma jednej definicji, a jej znaczenie uzależnione jest głównie od przedmiotowości. W politologii afiliacja oznacza nawiązanie trwałej współpracy, czyli kooperacji pozytywnej, pomiędzy zbiorowymi podmiotami, które dysponują odmiennym potencjałem.

Przekładając tę definicję na działania marketingowe, tymi podmiotami są reklamodawcy, czyli marki, które prowadzą sprzedaż online i chcą dotrzeć ze swoim produktem lub usługą do klienta. Po drugiej stronie są wydawcy, którzy promują dany program i kierują ruch na stronę reklamodawcy. Wydawcy, połączeni w sieci afiliacyjnej, mają zróżnicowany potencjał. Wśród nich znajdą się zarówno znane serwisy horyzontalne, takie jak Onet czy Interia, jak również mniejsze strony, ale trafiające do określonej, sprecyzowanej grupy odbiorców. Można wskazać także wydawców newsletter’owych, którzy posiadają obszerne bazy odbiorców oraz przedstawicieli zyskującej w ostatnich latach na popularności blogosfery.

Współpraca w ramach programu afiliacyjnego obejmuje realizację celów o podobnym, bądź nawet identycznym charakterze – zwykle chodzi o sprzedaż produktu.

W ramach działań pomiędzy reklamodawcami a wydawcami, rolę pośrednika pełni sieć afiliacyjna. Łączy ona interesy obu stron poprzez programy partnerskie, których celem jest promocja dóbr bądź usług, jakie oferuje reklamodawca, przy udziale wydawców, którzy otrzymują prowizję za swoje działania.

W praktyce wygląda to następująco: klient wchodzi na stronę internetową, na której czyta o danym produkcie. Zainteresowany, klika w link, który przenosi go do sklepu online. W chwili dokonania przez niego zakupu, oprogramowanie śledzące rejestruje kluczowe dane, takie jak kwota sprzedaży, data i godzina itd. i raportuje je do sieci. Na ich podstawie wydawcy wypłacana jest prowizja za wygenerowaną sprzedaż.

Obecnie szacuje się, że wartość rynku sieci afiliacyjnych wynosi ok. 200 mln zł, a biorąc pod uwagę stały wzrost wydatków na reklamę online, można spodziewać się szybkich wzrostów w tym segmencie.

Dla kogo afiliacja?

Wśród branż, które najlepiej sprawdzają się w afiliacji, na pierwszym miejscu należy wymienić ogólnie pojęty retail, czyli wszystkie sklepy internetowe i serwisy oferujące zakupy grupowe. Kolejne branże to finanse, czyli produkty bankowe, pożyczkowe i ubezpieczeniowe, telekomunikacja, czyli operatorzy oraz travel, czyli linie lotnicze oraz serwisy oferujące wycieczki.

Korzyści z afiliacji

Zalet korzystania z afiliacji jest wiele. Warto zaznaczyć, że trudno podać przeciwległą szalę, czyli negatywne skutki przyłączenia do sieci.

Główną korzyścią jest efektywnościowy model rozliczeń, w ramach którego reklamodawcy płacą wyłącznie za efekt. Tym samym niwelują ryzyko nietrafionej inwestycji marketingowej, jak np. w przypadku kampanii zasięgowych. Efektem w ramach kampanii może być wygenerowanie sprzedaży – w tym przypadku rozliczenie odbywa się w modelu CPS, w ramach którego określa się wielkość prowizji od prawidłowo dokonanej transakcji. Ma ona stałą wielkość lub jest to procent od wartości koszyka zakupowego. Stosuje się również model CPL, czyli cost per lead. W tym przypadku efektem jest pozyskanie leada z informacją o konkretnej osobie, czyli prowizja jest naliczana od każdego użytkownika.

Kolejną korzyścią jest kompleksowość, ponieważ sieć afiliacyjna pozwala na wielokanałową promocję online. Klientom, czyli reklamodawcom, udostępniana jest obszerna baza wydawców oferujących różne kanały promocji, co pozwala na łatwe nawiązanie współpracy z kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma podmiotami w ramach jednej kampanii. Oczywiście marka mogłaby podjąć działania z każdym z nich z osobna, ale wymagało by to dużych nakładów pracy. Czas jest tutaj kolejną ważną kwestią. Współpraca z siecią pozwala na łatwy i szybki kontakt z wieloma wydawcami, skondensowanymi w programie afiliacyjnym. Każdy klient ma dedykowanego opiekuna, który realizuje założenia strategiczne i jest w stałym kontakcie z wydawcami. Łatwiej zatem przeprocesować kwestie, takie jak udostępnienie materiałów reklamowych lub np. konieczność wprowadzenia jakiejś modyfikacji, ponieważ informację przekazuje się tylko sieci, która udostępnia ją wszystkim wydawcom uczestniczącym w programie.

Kolejna zaleta to kwestia rozliczeń. Współpracując z siecią, reklamodawca otrzymuje jedną zbiorczą fakturę, która określa okres i zakres działań, natomiast po stronie sieci leży zadanie rozdysponowania środków pomiędzy wydawcami, którzy uczestniczyli w programie. Reklamodawca nie musi zatem wystawiać np. 100 pojedynczych faktur i zajmować się ich rozliczaniem.

Warto podkreślić, że zaletą jest również możliwość korzystania z dodatkowych narzędzi, które oferuje każda sieć. Wśród nich wymienić możemy monitoring aktywności w wyszukiwarce Google czy narzędzia związane z weryfikacją nadpłat, które mogą się pojawić, jeśli reklamodawca korzysta w wielu kanałów. Mowa tutaj o deduplikacji transakcji wewnątrz sieci, co pozwala uniknąć płacenia za to samo kilka razy. Awin oferuje także rozwiązania takie jak Cross Device Tracking, umożliwiający śledzenie ścieżki zakupowej użytkownika na wielu urządzeniach czy Payment on Influence, czyli możliwość wynagradzania wydawców za wygenerowanie transakcji na dowolnym etapie ścieżki zakupu oraz raportowanie tych danych w czasie rzeczywistym.

Wymogi dla reklamodawcy

Wymogi, jakie reklamodawcy muszą spełnić, aby przystąpić do programu, każdorazowo określa sieć. Zależą od jej podejścia i profilu klienta, z którym chcą współpracować.

Dla przykładu, w Awin zwraca się uwagę na liczbę użytkowników na stronie klienta w skali miesiąca, poziom konwersji, czy średnią wartość koszyka, bo ta ściśle wpływa na zarobki wydawcy. Duże znaczenie ma też język i waluta, którą operuje serwis. Ważny, jeśli nie najważniejszy, jest też produkt lub usługa, którą świadczy klient. Powinien być on ogólnodostępny i cieszyć się zainteresowaniem szerokiej grupy. Istotna jest także przystępna cena. Wynika to głównie z modelu efektywnościowego, w którym podstawą rozliczenia jest sprzedaż.

Działania w sieci afiliacyjnej

Działania, jakie oferuje sieć afiliacyjna, są ściśle związane z jej możliwościami. Największe sieci są w stanie zagospodarować w zasadzie całą strategię online, czyli świądczą usługi 360 w tym kanale.

Taka strategia obejmuje szerokie spektrum działań, związanych zarówno z rozliczeniem efektywnościowym, jak i zwiększeniem poziomu rozpoznawalności marki czy liczby użytkowników na stronie. Te drugie rozliczane są w inny sposób, poprzez np. CPC, czyli płatność za kliknięcie.

W ramach afiliacji reklamodawcy mogą korzystać z wielu kanałów promocji. Śladem Awin, można podzielić je na cztery grupy, odpowiadające wydawcom współpracującym z siecią. Pierwsza grupa search obejmuje działania w wyszukiwarkach, czyli np. SEO i SEM. W grupie content będą mieściły się blogi, vlogi, porównywarki cenowe i mniejsze strony contentowe. Kolejny kanał to display, obejmujący standardowe formy, ale też programatic, czyli spersonalizowane reklamy, wykorzystujące zaawansowane technologie analityki internetowej, emisji i optymalizacji. Ostatni kanał to email, zawierający m.in. email remarketing, który opiera się na rejestrowaniu aktywności użytkownika i personalizowaniu oferty, która trafi na jego skrzynkę.

Podsumowując, marketing afiliacyjny pozwala reklamodawcom zwiększyć świadomość istnienia ich marki i dotrzeć różnymi kanałami do nowych klientów, którzy dzięki aktywności wydawców poznają produkt lub usługę, a następnie dokonują zakupu. W ramach tych działań wygrywają obie strony, ponieważ zarówno reklamodawcy jak i wydawcy odnotowują zyski.

Komentarz:  Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin

W ciągu niespełna dekady miliony miejsc pracy zastąpi automat. To nieodwracalnie zmieni rynek pracy. Programowanie będzie jedną z tych umiejętności, która nie zaniknie. Co nie oznacza, że praca programistów nie ulegnie zmianom. 

W związku z popularyzacją automatyki i systemów działających w oparciu o sztuczną inteligencję niektóre zawody, zwłaszcza nie wymagające specjalistycznej wiedzy i kwalifikacji, będą zanikać. Do 2025 r. co czwarte zadanie wykonywane przez pracowników sektora produkcyjnego, budowlanego, konserwacyjnego czy rolniczego ma zostać zautomatyzowane – przewiduje opublikowany w 2013 roku raport McKinsey Global Institute.

Wśród zawodów, którym nie grozi całkowita automatyzacja znajdują się programiści. Z ubiegłorocznego raportu firmy analitycznej Burning Glass wynika, że w samym 2015 r. ponad 7 milionów ogłoszeń o pracę w Stanach Zjednoczonych wymagało od kandydatów przynajmniej podstawowych umiejętności kodowania. Oszacowali oni również, że liczba stanowisk pracy powiązanych z programowaniem rośnie o 50 proc. szybciej niż cały rynek pracy. W ciągu najbliższych 10 lat żaden inny zawód nie będzie rozwijał się szybciej.

Niemniej postępująca automatyzacja i robotyzacja pracy bez wątpienia wpłyną także na pracę programistów. – Należy się spodziewać powstania nowych zawodów, związanych z obsługą systemów opartych np. na uczeniu maszynowym. Jednym z nich jest data scientist. W jego kompetencjach będzie m.in. przygotowywanie danych wejściowych do przetworzenia przez system, jak i tworzenie stosownych algorytmów, na których system będzie pracował. Profesja ta będzie wymagać łączenia umiejętności programistycznych i analityczno-statystycznych – wyjaśnia Leszek Wolany ze szkoły programowania Coders Lab, którą ukończyło już ponad 600 początkujących programistów.

To właśnie zawód data scientist kilka tygodni temu wygrał coroczny ranking „Best Jobs in America”, przygotowywany przez Glassdoor. Większość zawodów, jakie znalazły się w pierwszej dziesiątce, wymagała umiejętności kodowania. Raport powstał w oparciu o trzy czynniki: liczbę ogłoszeń o pracę, średnie zarobki oraz poziom zadowolenia deklarowany przez wykonujących dany zawód.

W dłuższej perspektywie na znaczeniu zyskiwać będę także zupełnie nowe profesje, łączące ludzi z maszynami. Skoro roboty i zautomatyzowane maszyny coraz mocniej wpływają na naszą pracę oraz codzienne życie, coraz więcej ludzi będzie potrzebnych do ich zaprogramowania czy konserwowania (tech robot programmer).

– Data scientist czy tech robot programmer to profesje wymagające zaawansowanych umiejętności programistycznych oraz dodatkowych kwalifikacji, których nabycie zajmuje dużo czasu. Rynek pracy będzie jednak potrzebował milionów programistów, także w branżach, dotąd nie powiązanych bezpośrednio z nowymi technologiami, takich jak finanse, medycyna czy produkcja – wylicza Leszek Wolany.

Prestiżowy magazyn „Wired” opublikował na początku tego roku bardzo głośny artykuł o tym, że programiści to nowe „niebieskie kołnierzyki”, w którym pada m.in. zdanie „code could raplace coal” (kod może zastąpić węgiel), gdy mowa o górnikach, którzy przekwalifikowują się w koderów. – Oczywiście zawód programisty wymaga kilku umiejętności charakterystycznych dla pracowników na wysokich, dobrze płatnych stanowiskach: umiejętności logicznego myślenia, jednoczesnej syntezy i analizy danych, sporej dawki kreatywności w rozwiązywaniu problemów. To dlatego w tym zawodzie płace są jednymi z najwyższych, tak w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Choć osoby o takim profilu nigdy nie będą stanowiły większości, to faktem jest, że ze względu na postępującą deindustrializację i automatyzacje wielu procesów, w perspektywie kilkunastu lat to właśnie w kodowaniu coraz więcej osób będzie szukało ucieczki przed rosnącym bezrobociem. W efekcie umiejętności programowania będą się stawać coraz bardziej masowe. Powiedziałbym, że staną się jak znajomość języka angielskiego – oczekiwane w pracy na różnorodnych stanowiskach i w wielu branżach – dodaje Leszek Wolany, ekspert Coders Lab.

Wypowiedź: Leszek Wolany, Coders Lab.

Z polskich banknotów najczęściej fałszowane są nominały 50 i 100 zł, w walucie euro prym wiodą nominały 20 i 50 euro – wynika z najnowszego raportu MSWiA dotyczącego stanu bezpieczeństwa w Polsce w 2015 r.

Konkluzja jest taka: możliwość zainkasowania fałszywych pieniędzy skutecznie wyklucza obrót bezgotówkowy. Jeżeli już jednak musimy przyjąć gotówkę – nie dajmy się oszukać i sprawdzajmy banknoty. Przy okazji przypominamy o najnowocześniejszych zabezpieczeniach, w Polsce – nowego banknotu 500 złotowego i w Europie – najnowszego banknotu 50 euro.

W lutym tego roku wprowadzono w Polsce do obiegu nowy, najwyższy nominał i banknot 500 złotowy. Rok wcześniej NBP wprowadził do obiegu banknot 200 złotych ze zmodernizowanymi zabezpieczeniami. Banknoty o niższych nominałach (tzn.: 10, 20, 50, 100 złotych) zostały zmodernizowane wcześniej i znajdują się w obiegu od kwietnia 2014 roku.

Jak wynika z informacji na stronie internetowej NBP (https://www.nbp.pl/bezpiecznepieniadze/e-learning/500.html) banknot 500 zł, ma zaawansowane technologicznie zabezpieczenie najwyższej klasy. Podczas oglądania banknotu pod światło widać znak wodny przedstawiający wizerunek władcy oraz cyfrowe oznaczenie nominału „500”. Pole znaku wodnego nie jest zadrukowane.

Podczas oglądania banknotu pod światło widać pionową ciemną linię z cyfrowymi oznaczeniami nominału „500” i „500 ZŁ”. Wykorzystano w nim m.in. nitkę zabezpieczającą, która została umieszczona w strukturze papieru i jest widoczna miejscami na powierzchni strony przedniej banknotu (nitka okienkowa).

Przy przechylaniu banknotu są widoczne dodatkowe efekty: płynna zmiana barwy z zielonej na niebieską i płynnie przesuwający się wzór złożony z dwóch przeplatających się wstęg. Przy zmianie kąta patrzenia ozdobny element graficzny z prawej strony portretu (szyszak husarski) zmienia barwę z zielonej na niebieską, a umieszczony na nim wzór falistej linii sprawia wrażenie ruchomego w płaszczyźnie pionowej.

Wśród najważniejszych zabezpieczeń są też znaki widoczne w świetle UV, w tym kwadrat z napisem: 500 zł, z lewej strony u góry – w kolorze zielonym, fragmenty ornamentów i napisów mikrodrukiem oraz elementy owalu z prawej strony portretu – w kolorze jasnozielonym, numeracja w lewej części banknotu – w kolorze czerwonym. Nitka okienkowa znajduje się w środkowej części banknotu.

Zabezpieczenia można sprawdzać dotykiem, oglądając banknot pod światło, lub patrząc na niego pod kątem. Na początku kwietnia wszedł do obrotu w ramach serii Europa nowy banknot o nominale 50 euro. Ma on innowacyjne zabezpieczenie przed fałszerzami w postaci hologramu z wizerunkiem kobiecej postaci z mitologii greckiej, Europy, widocznym po obu stronach banknotu. Taki sam portret można dostrzec również na znaku wodnym.

„50” na banknocie jest w kolorze szmaragdowym, kolor cyfr zmienia się w zależności od kąta, pod którym ogląda się banknot.

W serii „Europa” wyemitowano wcześniej banknoty o nominałach 5, 10 i 20 euro.

Na marginesie tej informacji przypomnijmy, że jedynym środkiem płatniczym w Polsce jest złoty. Wartości wszelkich umów gospodarczych muszą być wyrażane i płacone w złotych.

Stosowanie ewentualnego zapisu o równowartości w euro lub w dolarach może mieć charakter porównawczy wynikający np. z potrzeby porównywania progów dewizowych zgodnie z unijnymi przepisami dotyczącymi przetargów.

Źródło: www.kurier.pap.pl

Im większa powierzchnia budynku, tym trudniej zapewnić mu bezpieczeństwo na najwyższym poziomie. Nawet duża liczba pracowników ochrony fizycznej nie jest w stanie kontrolować całego obiektu. Dlatego warto zainwestować w profesjonalny system zabezpieczeń. Renomowany dostawca usług ochroniarskich, tj. Konsalnet poza systemem ochrony oferuje szeroki wybór zabezpieczeń technicznych i monitoring sygnałów alarmowych. Tego rodzaju rozwiązania pozwalają na szybszą reakcję w sytuacji zagrożenia co przekłada się na zwiększenie skuteczności systemu i bezpieczeństwa obiektu. Usługa iCCTV firmy Konsalnet pozwala na  dodawanie nowych funkcji do już istniejących urządzeń. Klient może wybrać odpowiedni pakiet dostosowany do swoich potrzeb oraz ilość dostępnych funkcji analitycznych.

Każdy, z trzech pakietów iCCTV, zawiera dziewięć standardowych usług, w których skład wchodzi m.in.: wideo obchód co 4 godziny, wideo weryfikacja zdarzeń alarmowych, gotowość grupy interwencyjnej oraz usługa administrowania systemu, wsparcie techniczne, funkcja wykrywania intruza i transkodowanie obrazu. Jeśli potrzebujemy zapewnić system ochrony większego budynku, który odwiedzają rzesze ludzi i zależy nam na rozbudowanych funkcjach, powinniśmy wybrać pakiet rozszerzony lub pełny. Ten pierwszy wzbogacony jest o funkcje „zliczania osób”, czy „znikającego i pojawiającego się obiektu”. Pamiętajmy, że iCCTV może być również narzędziem wsparcia dla komórek organizacyjnych przedsiębiorstwa – sprzedaży czy marketingu.

Funkcja „wykrywania znikającego obiektu” da Ci natychmiastową wiedzę na temat ruchu towarowego w twoim sklepie i magazynie. Dzięki danym z iCCTV możesz między innymi zoptymalizować proces dostaw. Jeśli nie chcesz w swojej firmie montować bramek, czy innych widocznych urządzeń monitorujących natężenie ruchu, a potrzebujesz precyzyjnie określić przepływ osób na swoim obiekcie idealnie sprawdzi się w tej roli funkcja „zliczania osób” oferowana. W przypadku wdrożenia funkcji w centrum handlowym będziesz mógł dzięki tej funkcji zoptymalizować wewnętrzne systemy budynku do natężenia ruchu czy zaproponować swoim najemcom bardziej efektywną reklamę.

W pakiecie pełnym usługi iCCTV oferowanej przez Konsalnet znajdują się takie funkcje jak: rozpoznawanie tablic rejestracyjnych, funkcja rozpoznawania twarzy, rozpoznawania obiektu automatycznego monitoringu poruszającego się obiektu.

Jeśli istotny jest dla Ciebie monitoring poruszającego się obiektu znajdziesz go w pakiecie pełnym iCCTV. Dzięki tej funkcji iCCTV można zoptymalizować monitoring budynku. Po rozpoznaniu nieuprawnionej osoby istnieje możliwość automatycznej weryfikacji pozycji tej osoby na obrazie z kamery. Kolejne dostępne usługi w pakiecie pełnym to m.in.  „rozpoznawanie tablic rejestracyjnych”, które jest idealnym narzędziem w zarządzaniu parkingiem. Przekłada się na wzrost bezpieczeństwa oraz optymalizację zarządzania ruchem samochodowym. Dzięki połączeniu tej funkcji z listą pojazdów dozwolonych, można uszczelnić kontrolę dostępu do obiektu.

Dostępne na rynku rozwiązania firm ochroniarskich w zakresie analizy wideo obrazu opierają się na pojedynczych przeglądach przypisanych do jednej kamery. iCCTV firmy Konsalnet nie ma swojego odpowiednika na rynku polskim.

Pakiety usług iCCTV pozwalają na dokładną kontrolę i monitoring większych i mniejszych powierzchni budynków. Można je dostosować do swoich wymagań a tym samym znacząco podnieść poziom bezpieczeństwa. System iCCTV pozwala na pełną rejestrację i raportowanie wybranej usługi.

Aktywna polityka mieszkaniowa miała być jednym z priorytetów nowego rządu. Warto zatem sprawdzić, jak przedstawiają się bezpośrednie wydatki budżetu na cele mieszkaniowe w 2017 r. To ważna kwestia, gdyż tegoroczny budżet jest pierwszym swobodnie zaplanowanym przez obecny rząd. W aktualnym planie finansowym państwa, uwagę zwraca wzrost bezpośrednich wydatków na „mieszkaniówkę”. Ta zmiana nie jest jednak na tyle duża, aby można było mówić o rewolucji.

Mieszkaniowe wydatki budżetu mają być największe od 2003 roku

Informacje udostępnione przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MiB) wskazują, że w 2017 r. na cele mieszkaniowe budżet państwa bezpośrednio ma wydatkować 1,77 mld zł. To oznacza wzrost w stosunku do analogicznego wyniku z 2015 r. (1,36 mld zł) oraz 2016 r. (1,52 mld zł). Warto zdawać sobie sprawę, że trzy podane kwoty uwzględniają tylko bezpośrednie budżetowe wsparcie „mieszkaniówki”. Do tej kategorii nie wlicza się m.in. wydatków związanych ze zwrotem podatku VAT za materiały budowlane.

Po sprawdzeniu mieszkaniowych wydatków państwa z ostatnich 20 lat można stwierdzić, że kwota przewidziana w tegorocznym budżecie będzie najwyższa od 2003 r – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przy takich wieloletnich porównaniach, trzeba jednak wziąć pod uwagę dwie kwestie. Po pierwsze, proste zestawienie wydatków mieszkaniowych z 2003 r. oraz 2017 r. nie uwzględnia inflacji. Po drugie, relacja bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa do PKB, w 2017 r. nadal pozostanie bardzo niska i prawdopodobnie nie przekroczy 0,10%. Analogiczny wynik z 2016 r. wynosił 0,08%. Dla porównania, bezpośrednie wydatki budżetu na sferę mieszkaniową w połowie lat 90 – tych stanowiły około 0,80% krajowego PKB.

Tegoroczny budżet państwa uwzględnia już koszt „Mieszkania Plus”

Dzięki danym MiB, można również dokładnie przeanalizować przeznaczenie wydatków mieszkaniowych państwa w latach 1995 – 2017. Na szczególną uwagę zasługują plany budżetowe dla 2017 r. oraz kwoty z budżetu, które dofinansowały „mieszkaniówkę” w 2015 r. i 2016 r.

Jeżeli dokładniej sprawdzimy przyczyny ubiegłorocznego wzrostu zaangażowania państwa w sferę mieszkaniową, to okaże się, że kluczowe znaczenie miały większe koszty realizacji programu Mieszkanie dla Młodych (0,52 mld zł – 2015 rok, 0,70 mld zł – 2016 rok) – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Podwyżka wydatków mieszkaniowych z budżetu w 2017 roku, ma być przede wszystkim efektem kosztów dotyczących programu Mieszkanie Plus. Na uruchomienie Narodowego Funduszu Mieszkaniowego, zarezerwowano bowiem 0,2 mld zł. W skali całego budżetu ta kwota nie jest duża, ale stanowi 11% bezpośrednich wydatków mieszkaniowych państwa zaplanowanych na 2017 r.  Większy udział w bieżącym roku ma mieć koszt dopłat z MdM-u (42%) i Rodziny na Swoim (18%) oraz premii gwarancyjnych dla posiadaczy książeczek mieszkaniowych (14%).

Nie możemy mieć jeszcze pewności, jakie środki z budżetu w kolejnych latach pochłonie realizacja programu Mieszkanie Plus. Budżetowe wsparcie nowego programu to kluczowa kwestia, mimo że Narodowy Fundusz Mieszkaniowy ma finansować swoją działalność głównie poprzez emisję obligacji i kredyty zaciągane pod zastaw otrzymanych gruntów.

Rząd oprócz budowy tanich „czynszówek” planuje również wsparcie budownictwa społecznego oraz dopłaty dla posiadaczy oszczędności mieszkaniowych. Te dwa dodatkowe elementy programu Mieszkanie Plus, będą finansowane głównie ze środków budżetowych. W kolejnych latach możliwości dotowania nowych inicjatyw wzrosną ze względu na zakończenie programu Mieszkanie dla Młodych i coraz mniejsze koszty obsługi Rodziny na Swoim. Pojawienie się wolnych środków na nowe przedsięwzięcia jest ważną kwestią, bo w najbliższym czasie trudno oczekiwać dużego wzrostu bezpośrednich wydatków budżetowych państwa na „mieszkaniówkę”.

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

Zanim przywitamy nowego pracownika w drzwiach firmy, musimy się postarać, by praca z nami była dla niego zapowiedzią wartościowych doświadczeń i stabilności zawodowej.

Pierwszym obszarem, w którym pracodawca spotyka się z kandydatami jest proces rekrutacyjny. Od niego tak naprawdę zależy powodzenie naszych działań. Co ma z tym wspólnego Employer Branding?

Na rynku funkcjonują branże, które cierpią na dość wysoki deficyt pracowników. Do jednej z nich zaliczamy branżę IT. W Polsce obecnie brakuje 50 tys. programistów, dlatego też pracodawcy z tego sektora robią wszystko, by zwrócić uwagę kandydatów i zachęcić ich do aplikowania. Decydują się m.in. na nowoczesne metody rekrutacji, które dodatkowo wspierają Employer Branding. Dbałość o wizerunek pracodawcy jest niezwykle ważny, ponieważ to właśnie opinia o firmie najbardziej interesuje kandydatów. Szukają informacji na jej temat w Internecie, wśród przyjaciół, na targach kariery czy stronie internetowej potencjalnego pracodawcy i sprawdzają, jak wygląda proces rekrutacyjny na konkretne stanowisko.

Pomysł na rekrutację

Profesjonalna rekrutacja wykorzystująca takie narzędzia, jak wideorekrutacja, analiza psychometryczna czy też gry symulacyjne zwiększy atrakcyjność całego procesu. Tak naprawdę możemy poinformować kandydatów o kreatywnej rekrutacji i wybranych narzędziach już na etapie przygotowywania ogłoszenia o pracę. Komunikat, który pokaże, że rekrutacja może być naprawdę przyjemna nie tylko będzie świetnym wabikiem, ale także pomoże nam budować wizerunek firmy otwartej na potrzeby kandydatów.

Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, jak znaleźć kandydata i zadbać przy tym o Employer Branding, musimy zacząć od samego początku, czyli od przygotowania ogłoszenia o pracę. Samo zadanie wydaje się banalne, jednak wystarczy włączyć wybraną stronę z ofertami pracy, by przekonać się o tym, że nie wszyscy opanowali najważniejsze zasady. Przede wszystkim pamiętajmy o tym, by nikogo nie dyskryminować, nie szukać “silnych mężczyzn” i “pań o miłej aparycji”. To bardzo delikatne kwestie, gdzie popełnienie błędu zrazi kandydata. Pamiętajmy o odpowiednich proporcjach między wymaganiami, a ofertą pracodawcy, a także o interpunkcji. Treść powinna być starannie przemyślana i atrakcyjnie opatrzona – warto pomyśleć o ładnej grafice, którą wykorzystamy w social mediach i na swojej stronie internetowej, w zakładce kariery. Jeśli potrzebujemy wsparcia w tym zakresie, pomyślmy o pomocy firm, dla których content marketing w HR nie ma tajemnic. Pamiętajmy jednak, że nowoczesne metody rekrutacji nie kończą się na przygotowaniu kreatywnego ogłoszenia o pracę. Musimy zrobić kolejny krok.

Wartość narzędzi

Nie potrzeba dużych środków finansowych, by wzbogacić swój proces rekrutacyjny w ciekawe dla kandydatów narzędzia. Blokadą, która wstrzymuje pracodawców przed ich wdrożeniem mogą być brak wystarczającej wiedzy na ich temat lub mylne przekonanie o wysokich kosztach, jakie będzie trzeba ponieść. Wideorekrutacja czy też gry symulacyjne to coraz częściej wykorzystywane w procesach rekrutacyjnych narzędzia. Ich rosnąca popularność ma swoje silne argumenty. Oszczędność czasu, rekrutacja poprzez zabawę i możliwość wzięcia udziału w procesie rekrutacyjnym z każdego miejsca na świecie to propozycje, które skradają serca kandydatów. Będą mile widziane nie tylko wśród specjalistów IT, ale także przedstawicieli każdego zawodu wymagającego nieszablonowego myślenia oraz kreatywnego podejścia.

Dobrze jest pokazać kandydatom, że zależy nam na ich komforcie i minimalizacji stresu związanego z poszukiwaniem pracy. Nowoczesne metody rekrutacji pomocą nam wykreować przyjazny wizerunek pracodawcy i będą wstępem do owocnej współpracy z zadowolonym pracownikiem.

 

Źródło: Smart MBC

Skokowy powrót inflacji radykalnie zmienia sytuację na rynku detalicznych obligacji skarbowych. Oszczędzający coraz chętniej kupują papiery indeksowane wskaźnikiem inflacji kosztem tych o stałym oprocentowaniu.

Obserwacja tego, co dzieje się na rynku obligacji skarbowych, prowadzi do dwóch bardzo jednoznacznych wniosków. Po pierwsze, dynamicznie rośnie zainteresowanie oszczędzających zakupami tych papierów, po drugie, zdecydowanie zwiększa się popyt na obligacje chroniące przed inflacją, przy malejącym udziale papierów o stałym oprocentowaniu. W pierwszym kwartale Ministerstwo Finansów sprzedało na rynku detalicznym obligacje skarbowe o wartości prawie 1,4 mld zł. Gdyby taka dynamika utrzymała się w kolejnych miesiącach, zdecydowanie przekroczony zostałby ubiegłoroczny wynik, zamykający się kwotą 4,6 mld zł, najwyższy od zanotowanego w 2008 r., gdy w reakcji na kryzys finansowy, kapitał przenoszony był do najbardziej bezpiecznych instrumentów finansowych. Obecnie wzmożony popyt na obligacje nie wynika jednak z obaw przed kolejnym kryzysem, lecz powodowany jest poszukiwaniem bardziej atrakcyjnych niż lokaty bankowe, możliwości lokowania oszczędności. Przy wynoszącym 1,5 proc. średnim oprocentowaniu lokat, sięgające od 2,1 do 2,7 proc. odsetki oferowane przez papiery skarbowe, są w stanie zachęcić wiele osób do skorzystania z tej okazji. Oprócz tego argumentu, jest jeszcze jeden powód zwiększonego zainteresowania oszczędzający zakupem obligacji, czyli rosnąca skokowo inflacja.

Od kilku lat, aż do października ubiegłego roku, największym zainteresowaniem oszczędzających cieszyły się dwuletnie papiery o stałym oprocentowaniu. Ich udział w sprzedaży obligacji detalicznych ogółem, sięgał w ciągu ostatnich dwóch lat od 60 do 83 proc. Warto zauważyć, że spośród wszystkich rodzajów obligacji skarbowych, dwulatki charakteryzowały się jednocześnie najniższym oprocentowaniem. Magnesem przyciągającym nabywców był krótki okres zaangażowania kapitału (pozostałe wymagają zamrożenia kapitału na okres od 3 do 10 lat) oraz niezmienna w całym okresie wysokość odsetek. Te dwie cechy przesądzały o ich atrakcyjności, nawet kosztem nieco niższego oprocentowania.

Wybór tych obligacji był najbardziej racjonalną decyzją w warunkach spadających stóp procentowych, które osiągnęły poziom najniższy w historii, a wiele wskazywało na to, że mogą jeszcze bardziej pójść w dół. Dodatkowym czynnikiem, przemawiającym za tymi papierami, była obniżająca się inflacja. Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła cykl obniżek stóp procentowych jesienią 2012 r. W tym samym czasie zaczęła się spadkowa tendencja inflacji. I od tego momentu rosła popularność obligacji dwuletnich. W 2012 r. udział dwulatek i papierów czteroletnich indeksowanych wskaźnikiem inflacji był niemal identyczny i sięgał po około 30 proc. sprzedaży ogółem. Rok później sprzedaż tych ostatnich zmniejszyła się do niespełna 17 proc., a dwulatek wzrosła do prawie 37 proc. W kolejnych latach różnica ta przechylała się jeszcze mocniej na korzyść obligacji dwuletnich. Działo się tak aż do października 2016 r., gdy można już było spodziewać się, że Rada Polityki Pieniężnej stóp nie obniży i raczej będzie się zastawiać nad ich podwyższeniem, a powrót inflacji był niemal pewny. Styczniowy skok wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych do 1,8 proc. i lutowa poprawka do 2,2 proc., przesądziły sprawę i udział w sprzedaży obligacji indeksowanych inflacją dynamicznie się zwiększył, przekraczając w marcu 45 proc., podczas gdy jeszcze w listopadzie 2016 r. sięgał zaledwie 17 proc. Perspektywa utrzymywania się inflacji w okolicach 2 proc. z prawdopodobną tendencją zwyżkową w kolejnych latach, będzie powodowała spadek atrakcyjności obligacji dwuletnich o stałym oprocentowaniu (obecnie odsetki w ich przypadku wynoszą 2,1 proc. w skali roku) i wzmacniała zainteresowanie papierami czteroletnimi, indeksowanymi wskaźnikiem inflacji (zapewniają one 1,25 punktu procentowego powyżej inflacji).

Presja inflacyjna jest jeszcze zbyt słaba, by wpłynąć na sytuację na rynku obligacji korporacyjnych. Oprocentowanie dominujących na nim papierów o oprocentowaniu zmiennym, opierającym się na stawkach WIBOR, wynosi 4-5 proc. skutecznie chroniąc przed inflacją, zaś odsetki w przypadku papierów o stałym oprocentowaniu sięgają 7-9 proc., dając jeszcze większy bufor.

 

Autor: Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Tegoroczny Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich był wyjątkowy dla polskich czytelników, ponieważ wszystkie wydarzenia z nim związane zostały zaplanowane przez polskie miasto. W ubiegłym roku to Wrocław przygotował najciekawszy program promocji czytelnictwa, który będzie realizowany do 22 kwietnia 2017 roku. Jesteście gotowi na to nadchodzące wydarzenie? Na wszelki wypadek, sprawdźcie, o co tak naprawdę chodzi z tym Światowym Dniem Książki.

Celebracja czytelnictwa i ochrona praw autorskich.

23 kwietnia świętują autorzy, wydawnictwa, księgarnie… ale przede wszystkim, czytelnicy. To największe wydarzenie tego typu na świecie, obchodzone tego samego dnia w ponad 100 krajach na całym świecie i doskonała okazja do podejmowania różnorodnych inicjatyw promujących literaturę.

Nie bez przyczyny Światowy Dzień Książki połączony jest z ochroną praw autorskich. To poważny problem, i jak się okazuje, znany od dawna – o wiele dłużej niż mogłoby się wydawać. Pierwsza międzynarodowa konwencja dotycząca ochrony autorskich praw zarówno dzieł literackich jak i  artystycznych, odbyła się w  1886 roku. Niewiele udało się wówczas ustalić, możliwość zastrzeżenia praw do własności intelektualnej – poprzez znak copywriting – pojawiła się dopiero w 1957 roku. Polska, do Powszechnej Konwencji ds. Copyright, dołączyła 24 lipca 1971 roku.

Dlaczego 23 kwietnia?

Jeżeli kiedyś zastanawialiście się dlaczego to właśnie wtedy obchodzimy światowy Dzień Książki, wyjaśniamy – ta data nie jest przypadkowa.

23 kwietnia to dzień patrona Katalonii – św. Jerzego. Zgodnie z tradycją, w ten dzień kobiety otrzymywały czerwoną różę, symbolizującą krew smok, którego zgodnie z legendą pokonał św. Jerzy. Z czasem kobiety zaczęły odwzajemniać się panom prezentami z książek – prawda że wspaniała tradycja? Fakt ten wykorzystał tamtejszy wydawca, Vicent Clavel Andrés, który w 1926 roku zainicjował obchody Dnia Książki.

Gdy w 1995 roku UNESCO ogłosiło Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich (właśnie na wniosek rządu Hiszpanii), w oczywisty sposób pozostawiono datę nawiązującą do hiszpańskich obchodów.

Wydawała się ona odpowiednia także dlatego, że umożliwiała oddanie hołdu dwóm wybitnym pisarzom – Williamowi Szekspirowi i Miguelowi de Cervantesowi, którym przypisano ten dzień jako datę śmierci (choć Cervantes tak naprawdę zmarł dzień wcześniej, 22 kwietnia) – wyjaśnia Michal Goszczynski, przedstawiciel księgarni Gandalf.

Wielka Brytania i Irlandia Światowa postanowiły jednak przesunąć obchody tak, by wypadały w trakcie szkolnego semestru. Dlatego te dwa kraje świętują Światowy Dzień Książki nieco wcześniej – w końcu, czego nie robi się dla edukacji dzieci!

Światowa Stolica Książki.

Sukces międzynarodowego dnia utworzonego przez UNESCO okazał się tak wielki, że pomysłodawcy postanowili pójść o krok dalej i stworzyli instytucję Światowej Stolicy Książki. Tytuł ten jest przyznawany co roku, jako wyróżnienie dla najlepszego programu promującego książki i czytelnictwo, przygotowanego przez dane miasto. Pierwszą w historii Światową Stolicą książki był Madryt (Światową Stolicą Książki został 23 kwietnia 2001 roku). W ubiegłym roku ten zaszczyt przypadł Wrocławiowi, który honorową funkcję będzie pełnił do 23 kwietnia 2017. Kto otrzyma tytuł jako następny? Zobaczymy.

Światowy Hymn Książki.

Zostanie zaprezentowany na zakończenie wrocławskiej kadencji Światowej Stolicy Książki. Odśpiewany jednocześnie w kilkudziesięciu miastach świata, już na zawsze stanie się światowym hymnem ku czci czytelnictwa.

Słowa hymnu. podkreślające rolę literatury, a jednocześnie olbrzymią moc przekazu poety, pochodzą z wiersza Tadeusza Różewicza, pt. „Włosek poety” i zdają się idealnie wpasowywać w ideę tych obchodów.

Tekst zostanie przetłumaczony na kilkadziesiąt języków. 22 kwietnia, równocześnie o tej samej godzinie wykonają go artyści reprezentujący miasta z całego świata. Melodię, specjalnie do tego projektu skomponował Jan Kanty Pawluśkiewicz.

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci.

Promocja czytelnictwa nie miałaby sensu, gdyby pominąć rozwijanie miłości do książek wśród dzieci. Dlatego, widząc, jakim sukces odniósł Światowy Dzień Książki, w 1967 roku, postanowiono stworzyć adekwatne święto poświęcone dzieciom. Na patrona wybrano Hansa Christiana Andersena – duńskiego pisarza, którego bajki znane są na całym świecie.

Od tamtej pory, co roku, 2 kwietnia, na całym świecie organizuje się różne wydarzenia – spotkania z autorami dziecięcych książek, imprezy, podczas których można przebrać się za jednego ze swoich ulubionych książkowych bohaterów, czy przedstawienia teatralne. Podobnie, jak w przypadku święta dla dorosłych, co roku wybierane jest miasto – gospodarz. Polska była organizatorem Międzynarodowego Dnia Książki dla Dzieci w 1979 roku.

Źródło: gandalf.com.pl

 

Konfederacja Lewiatan krytycznie ocenia model sądowo-administracyjnej ścieżki odwoławczej od decyzji prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Sądem, który daje pełne gwarancje obrony praw stron postępowania, w tym przedsiębiorców, powinien być Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 

– Nasze duże wątpliwości wzbudza również brak ochrony przedsiębiorców przed nadmierną kontrolą Prezesa Urzędu w zakresie przestrzegania standardów ochrony danych osobowych. Projekt wyłącza stosowanie ustawy o swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej, tym samym przepisów o zawiadomieniu o zamiarze wszczęcia kontroli i znosi zakaz prowadzenia więcej niż jednej kontroli jednocześnie – mówi Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Niezrozumiałym, w ocenie Konfederacji Lewiatan, jest brak możliwości zawarcia ugody w toku postępowania prowadzonego przez prezesa Urzędu. – Nie zgadzamy się z argumentacją Ministerstwa Cyfryzacji, że istota naruszenia, jakim jest naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych wyłącza możliwość stosowania wspomnianej instytucji.  Biorąc pod uwagę m.in. wysokość przewidywanych kar administracyjnych, uzasadnione wydaje się zapewnienie możliwości zawarcia porozumienia miedzy osobą, której prawa zostały naruszone a naruszycielem (potencjalnie przedsiębiorcą). Takie rozwiązanie umożliwi zakończenie postępowania bez konieczności kierowania sporu na drogę sądową – dodaje Aleksandra Musielak.

Przedsiębiorcy są również zaniepokojeni ustaleniem na poziomie 100.000 zł maksymalnych kar za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych przez podmioty publiczne. Konfederacja Lewiatan nie zgadza się z tym, by wspomniane kary były 840 razy mniejsze od  nakładanych na przedsiębiorców.
Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

Eksperci

Rozbicki: W oczekiwaniu na drugą turę wyborów we Francji – scenariusz jest tylko jeden

Choć już od dawna inwestorzy liczyli się z ryzykiem politycznym we Francji, ostatnimi czasy rynek wy...

Straszak: Europa atrakcyjniejsza niż USA. Pomimo Francji

Obecnie wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy lepiej zainwestować na rynku akcji w USA, czy w E...

Bocian: Polowanie na zyski z najmu

Statystyki dotyczące rynku nieruchomości od kilkunastu miesięcy sygnalizują wysoką dynamikę wszystki...

Przasnyski: Rośnie apetyt na obligacje

Poszukujący zysków posiadacze oszczędności coraz wyraźniej kierują swoje zainteresowanie na rynek ob...

Rusak: Francja na wyborczym półmetku. Rynki rosną

Po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, na rynkach finansowych można ...

WIADOMOŚCI

Na zakazie handlu w niedzielę skorzystają dzieci

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele ma szansę wejść w życie z początkiem 2018 roku. Wprawdzie n...

Polityka senioralna to jeden z priorytetów rządu

Jeżeli prognozy demograficzne się nie zmienią, do 2050 r. ponad 40 proc. Polaków będzie miało powyże...

W obiegu moneta przedstawiająca Mikołaja Kopernika

W poniedziałek Narodowy Bank Polski wprowadzi do obiegu monetę upamiętniającą Mikołaja Kopernika. Sr...

Polski rynek pracy wymaga reformy

Polski rynek pracy wymaga reformy; przeciętny Polak po stracie pracy szuka zatrudnienia ponad rok, p...

Bezrobocie w Polsce

W minionej dekadzie na 380 polskich powiatów i miast na prawach powiatu tylko w jednym (tatrzańskim)...