wtorek, Grudzień 12, 2017
Home Archiwa 2017 Kwiecień 13

Dzienne archiwaKwi 13, 2017

Konfederacja Lewiatan i Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET apelują do senatorów o odrzucenie ustawy – Prawo farmaceutyczne. Przyczyni się ona  bowiem do powolnej likwidacji aptek, nienależących do farmaceutów, w tym sieci aptecznych, które staną się przedsiębiorstwami bez wartości i bez przyszłości. Pacjenci zapłacą więcej za leki i będą mieli utrudniony dostęp do aptek.

Sejm przyjął ustawę o zmianie ustawy – Prawo farmaceutyczne, która w sposób dramatyczny zmienia sposób funkcjonowania rynku aptecznego w Polsce. Przyjęte rozwiązania wprowadzające możliwość prowadzenia apteki wyłącznie przez farmaceutę, ograniczenie możliwości posiadania więcej niż 4 aptek oraz bariery demograficzne i geograficzne są oderwane od interesów pacjentów.

– Przyjęcie ustawy budzi wątpliwości również z uwagi na fakt, że zasada „apteki dla farmaceuty” została już raz uznana za niezgodną z Konstytucją, a ponadto została negatywnie zaopiniowana m.in. przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów. Dziwi, że do tej pory nie zostało opracowane stanowisko rządu w tej sprawie, a w pracach parlamentarnych prezentowane jest wyłącznie stanowisko ministra zdrowia – mówi dr Dobrawa Biadun, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Apteki w 96% należą do polskich przedsiębiorców – zarówno farmaceutów, jak i osób niebędących farmaceutami. Około 2/3 aptek w Polsce należy do indywidualnych właścicieli,  1/3 aptek działa jako sieci apteczne. Najczęściej są to małe, lokalne, polskie przedsiębiorstwa, liczące od kilku do kilkunastu aptek.

Rozwój sieci aptecznych przyczynił się do unowocześnienia branży aptecznej, upowszechnił wysokie standardy w zakresie obsługi pacjentów i przestrzegania prawa pracy, przede wszystkim jednak doprowadził do spadku cen leków nierefundowanych, stanowiących zdecydowaną większość medykamentów nabywanych w aptekach.

W ocenie przedsiębiorców efektem wprowadzonych zmian będzie przede wszystkim:

1) doprowadzenie do ograniczenia konkurencji, co doprowadzi do wzrostu cen leków nierefundowanych oraz spadku dostępności leków dla pacjentów;

2) uniemożliwienie otwierania, a także dalszego rozwoju aptek przez polskich przedsiębiorców, do których należy przeszło 96% aptek w Polsce. W praktyce apteki nie będzie mógł otworzyć polski przedsiębiorca, ale będzie mógł to zrobić np. farmaceuta niemiecki czy francuski;

3) obecni właściciele nie farmaceuci nie tylko nie będą mogli uzyskać nowego zezwolenia na prowadzenie apteki, lecz posiadane obecnie będą mogli jedynie stracić – wpłynie to niewątpliwie na wycenę wartości prowadzonego przez nich przedsiębiorstwa i oznacza de facto pełzające wywłaszczenie;

4) wprowadzone kryteria demograficzno-geograficzne spowodują, że w większości miast i nowych osiedli nie będzie można otworzyć nowej apteki, nawet prowadzonej przez indywidualnych farmaceutów;

5) przyjęte rozwiązanie stoi w sprzeczności z potrzebą wsparcia rozwoju polskich przedsiębiorców, wyrażoną m.in. w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (istniejące w Polsce sieci aptek to w zdecydowanej większości małe i średnie polskie firmy, którym powyższe ograniczenie uniemożliwi dalszy rozwój i przekształcenie w średnie i duże przedsiębiorstwa);

6) przepisy przejściowe nie uwzględniają interesów przedsiębiorców, którzy poczynili znaczne inwestycje w celu otwarcia apteki m.in. zawarli umowę najmu z nowopowstającym centrum handlowym. Zgodnie z brzmieniem przyjętych przepisów przedsiębiorca nie będzie mógł otworzyć tam apteki, co będzie wiązało się z m.in. ogromnymi karami umownymi i szkodami wynikającymi z braku możliwości prowadzenia działalności aptecznej.

Źródło: Konfederacja Lewiatan

 

 

 

Jeśli prześledzimy globalne przepływy kapitału pomiędzy funduszami ETF zauważymy, że od kilku tygodni trwa wyhamowanie napływów na amerykański rynek akcji. W ostatnich dniach mieliśmy nawet do czynienia z odpływem kapitału z USA. To znacząca zmiana, ponieważ od wyboru Donalda Trumpa w listopadzie ubiegłego roku aż do lutego, popyt na amerykańskie akcje był bardzo silny. Głównym powodem wycofywania kapitału z USA jest rozczarowanie inwestorów tempem realizacji reform przez gabinet prezydenta Trumpa (ostatnia porażka w Kongresie w sprawie reformy „Obamacare”). Gospodarka USA jest bowiem wciąż w dobrej kondycji.

Kapitał płynie na europejski rynek akcji

Rynek nie znosi próżni, więc naturalnym jest, że odpływy kapitału w jednym miejscu powodują napływy w drugim. Korzystają na tym giełdy europejskie. Ten trend bardzo wyraźnie widać w stopach zwrotu z akcji. Zainteresowanie inwestorów akcjami spółek z Europy jest przy tym uzasadnione – i to pomimo tlących się jeszcze ryzyk politycznych.

Europejska gospodarka znajduje się obecnie w fazie przechodzenia z rewizji negatywnych do pozytywnych. Oczywiście nie mamy pewności, czy poprawa danych gospodarczych w Europie będzie długotrwała, jednak wiele na to wskazuje. Choćby wciąż wysokie odczyty wskaźników koniunktury w przemyśle (PMI) dla krajów strefy euro oraz coraz lepsze wyniki spółek europejskich i związane z nimi pozytywne rewizje przyszłych zysków. A to zachęca do inwestowania na europejskich parkietach.

Autor: Robert Ślepaczuk, szef inwestycji ilościowych Union Investment TFI

Zabłysło zielone światło dla strategicznych działań w obszarze architektury pojazdów przyszłości. Rupert Stadler i Oliver Blume, prezesi zarządów Audi AG i Porsche AG, nawiązują jeszcze bliższą współpracę miedzy dwoma przedsiębiorstwami. Celem inicjatywy jest wspólne kształtowanie mobilności jutra. Dzięki efektywnemu wykorzystaniu możliwości rozwojowych, stworzony zostanie kolejny obszar kooperacji dla tematów elektryfikacji, cyfryzacji i autonomicznej jazdy. Obie firmy będą miały większe możliwości wykorzystania pojawiających się szans i wspólnie lepiej stawią czoła wyzwaniom, co z pewnością wpłynie na konkurencyjność tych marek.

„Najtęższe umysły z obu przedsiębiorstw wspólnie wyznaczają kurs techniki w przyszłość” – stwierdza Rupert Stadler, prezes zarządu Audi AG. „Łączy nas wiele wspólnych wartości, przede wszystkim dążenie do tworzenia najlepszych rozwiązań i najlepszej oferty dla naszych klientów.”

„Razem będziemy szybsi w wyścigu o mobilność przyszłości. Wykorzystujemy kompetencje obu przedsiębiorstw i czerpiemy korzyści z synergii” – dodaje Oliver Blume, prezes zarządu Porsche AG. „Współpracujemy tam, gdzie ma to sens. Przykładamy jednak ogromną uwagę do rozróżnienia obu marek. Porsche to zawsze Porsche, tak będzie również w przyszłości.”

Zawieranie koalicji w ramach koncernu Volkswagen to nic nowego. Audi, VW i Porsche z sukcesem, już od lat, współpracują przy produkcji SUV’ów, a nowa umowa przygotowuje zarówno Audi, jak i Porsche na następną dekadę wspólnych prac rozwojowych. W nadchodzących miesiącach, zespoły składające się z przedstawicieli obu marek przygotują stronę merytoryczną współpracy i określą jej zakres do 2025 roku. Skupią się na wspólnych pracach nad rozwojem architektury pojazdów, modułów i poszczególnych komponentów. Prace projektowe odbywać się będą na różnych polach, a na czele każdej z grup projektowych stać będą osoby reprezentujące koncerny z Ingolstadt i ze Stuttgartu.

 

Źródło: Volkswagen Group Polska sp. z o.o.

Gdy mowa o rencie dożywotniej, wypłacanej seniorowi w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości, mowa również o służebności osobistej, która gwarantuje, że senior będzie mógł zamieszkiwać w swoim domu, aż do śmierci. Czym jest służebność osobista? W jaki sposób można ją ustanowić? Jak jest opodatkowana i czy można się jej zrzec? Na pytania odpowiada Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM.

Co to jest służebność osobista mieszkania?

Służebność osobista to jedno z ograniczonych praw rzeczowych, wymienione enumeratywnie w Kodeksie cywilnym. Z reguły jej treść sprowadza się do zagwarantowania uprawnionemu dożywotniego korzystania z mieszkania lub domu. Cechą charakterystyczną służebności jest jej indywidualny charakter – ustanawiana jest na rzecz konkretnej osoby fizycznej i wygasa najpóźniej z chwilą jej śmierci. Przedmiotem służebności może być wyłącznie nieruchomość. Bezwzględny charakter służebności osobistej powoduje, że jest ona skuteczna względem każdoczesnego właściciela nieruchomości obciążonej, jak również względem wszystkich innych podmiotów, którym nie przysługuje prawo do korzystania z nieruchomości obciążonej skuteczne względem uprawnionego z tytułu tej służebności.

W jaki sposób mogę ustanowić służebność osobistą?

Służebność osobista mieszkania powstaje z reguły w drodze umowy zawartej między właścicielem nieruchomości a osobą, na rzecz której prawo to ma zostać ustanowione.

Jak opodatkowana jest służebność osobista?

Służebność osobista może mieć charakter nieodpłatny lub odpłatny. Ta pierwsza podlega opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn, według stawek i zasad wskazanych w tej ustawie. Co istotne roczną wartość służebności ustala się jako 4 proc. wartości całej obciążonej nieruchomości. Jeżeli służebność została ustanowiona na czas nieokreślony lub na czas życia uprawnionego, wówczas roczną wartość należy pomnożyć przez 10. Jeżeli prawo to zostanie ustanowione na krótszy okres czasu – wartość służebności mnożymy przez odpowiednią liczbę lat lub ich części.

Odpłatna służebność osobista mieszkania podlega opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych. W tym przypadku podstawę opodatkowania stanowi wartość świadczeń osoby, na rzecz której ustanowiono służebność, za okres, na jaki prawa te zostały ustanowione. Z zastrzeżeniami przewidzianymi w tej ustawie, stawka podatku wynosi 1 proc.

Czy można się zrzec służebności osobistej?

Uprawniony z tytułu służebności osobistej mieszkania w każdej chwili może ze swego prawa zrezygnować. Wystarczy, że złoży stosowne oświadczenie. Należy jednak pamiętać, że jeżeli prawo było ujawnione w księdze wieczystej, do jego wygaśnięcia potrzebne jest wykreślenie prawa z księgi wieczystej.

Kiedy ustanawia się służebność osobistą?

Z reguły służebność osobista mieszkania ustanawiana jest w ramach umowy o dożywocie lub renty odpłatnej stanowiąc bardzo ważny element tej umowy.

 

Wypowiedź: Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM

Agencja Brand Finance ogłosiła ranking marek odzieżowych o największej wartości. Na szczycie znalazł się warty 32 miliardy dolarów brand Nike. Za nią uplasowały się H&M, Zara i Louis Vuittton. Najszybszy wzrost odnotowały natomiast Marc Jacobs i chińska Anta.

Nike utrzymuje się na pierwszym miejscu już kolejny rok, notując 13 procentowy wzrost wartości marki. Nie dość, że prowadzi w rankingu brandów odzieżowych, to świetnie wypada również w zestawieniu ogólnym, zajmując trzecie miejsce wśród najsilniejszych marek ze wszystkich sektorów. Agencja Brand Finance tłumaczy dobre wyniki tego giganta odzieżowego ciągłą innowacyjnością i dostarczaniem najnowocześniejszych produktów szerokiemu gronu konsumentów oraz świetną strategią marketingową.

Drugą najcenniejszą marką odzieżową jest H&M z wzrostem o 24 proc. do poziomu 19 miliardów dolarów. Chociaż szwedzka firma nadal rozwija sieć sklepów stacjonarnych (w 2016 r. otworzyła 442 nowych punktów), to zaczyna podejmować coraz większe wysiłki na rzecz rozszerzenia działalności e-commerce, by nadążyć za rosnącą popularnością zakupów online. Konkurencyjny model biznesowy i inwestycje w IT dobrze wróżą przyszłym zyskom firmy w miarę rozwoju na rynkach wschodzących. 

Hiszpański gigant Zara jest trzecią co do wartości marką modową, która może się pochwalić imponującym wzrostem o 43%. Brand odnotował w zeszłym roku wzrost sprzedaży o 14,5%, a jego zysk netto powiększył się o 9%. W przeciwieństwie do bardziej sztywnych modeli biznesowych innych marek, elastyczność systemu fast fashion Zary umożliwia jej dostosowanie kolekcji do nieprzewidzianych okoliczności, takich jak nieoczekiwane zmiany pogody, co przekłada się na przewagę konkurencyjną firmy i wzrost jej wartości.

Najszybciej rosnącą marką jest Marc Jacobs z wzrostem wartości o 84 proc. Wynika to częściowo z niedawnej restrukturyzacji, której częścią było wprowadzenie kolekcji „Dyfuzja” Marc x Marc Jacobs do głównej oferty, co pozwoliło stworzyć szerszą gamę produktów. Jeśli restrukturyzacja okaże się udana, ta marka luksusowa będzie nadal rosła. 

Co ciekawe, druga najszybciej rozwijająca się marka to chińska Anta oferująca odzież i obuwie sportowe. Jej wartość wzrosła o 67% do 2 mld dolarów. Mimo, iż marka nadal jest względnie nieznana dla osób spoza Chin, Anta coraz łakomiej patrzy na rynki zagraniczne. Po uzyskaniu kontraktu z zawodniczką NBA Klay Thompson, udało jej się już zdobyć klientów internetowych ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli Anta będzie kontynuowała sprzedaż na rynki międzynarodowe, wartość marki z pewnością będzie rosła.

Źródło: fashionbusiness.pl

Wahania kursowe są zmorą polskich przedsiębiorców od wielu lat. Rynek walutowy charakteryzuje się w ostatnim czasie dużą nieprzewidywalnością, co czyni działalność importerów i eksporterów jeszcze trudniejszą i bardziej ryzykowną. Zmiany kursu walut mogą doprowadzić nawet do upadku firm.

– Genezą kryzysu zabezpieczeń walutowych z przed dekady były źle dopasowane transakcje do potrzeb przedsiębiorców, większość tych transakcji było zdecydowanie zbyt agresywnych, niż to czego potrzebowali przedsiębiorcy – mówi newsm.tv Szymon Konarski, Corporate Hedging Manager Western Union International Bank.

Obecnie Unia Europejska narzuca regulację, które nakazują instytucją działającym na rynku finansowym prowadzenie działań sprzedażowych lub promocyjnych w sposób bardziej konserwatywny. Aktualne tendencje na rynku zabezpieczeń zmierzają do odpowiedzialnej sprzedaży, która ma zapewnić bezpieczeństwo polskich przedsiębiorstw. – Banki muszą bardzo dokładnie wyjaśnić transakcje zabezpieczające, a cały ten proces musi być udokumentowany. Po stronie klienta leży potwierdzenie zrozumienia transakcji co zawsze kończy się podpisem. – dodaje Szymon Konarski.

Każda transakcja wykonywana w obcej walucie niesie ze sobą ryzyko. Przykład? Po ogłoszeniu wyników referendum w Wielkiej Brytanii dotyczącego Brexitu funt zaczął tracić na wartości. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w USA. Analitycy przewidywali, że w razie wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, notowania dolara będą spadać. Tymczasem jest odwrotnie. Cena dolara wzrosła i utrzymuje się na poziomie przekraczającym 4 zł. Czy jest szansa na to, że rok 2017 będzie spokojniejszy na rynku walutowym? Wszystko wskazuje na to, że nie.

W 2017 odbędą się wybory prezydenckie we Francji. Wśród faworytów znajduje się eurosceptyczna kandydatka Marine Le Pen. Jej zwycięstwo oznacza spore kłopoty dla całej Unii Europejskiej i zawirowania notowań euro. Na kurs tej waluty wpływ będą też mieć wyniki wyborów w Niemczech i Holandii oraz sytuacja w cały czas niestabilnej Grecji. Nie wiadomo też, jak ostatecznie będzie wyglądał Brexit. Szczegóły tej operacji będą miały niewątpliwie wpływ na kondycję funta. Zawirowania sytuacji politycznej w Europie i na świecie, to niestety niejedyne zmartwienia polskich przedsiębiorców.

Rodzimi biznesmeni robiący interesy z zagranicą muszą pamiętać o drugiej stronie medalu, tj. notowaniach PLN. Z perspektywy zagranicznych inwestorów sytuacja polityczna w Polsce stała się w przez ostatnie półtora roku mniej stabilna, co może powodować zmniejszone zaufanie do naszej waluty, a więc spadek jej cen, np. w sytuacji, gdy dane dotyczące polskiej gospodarki zaczną się z różnych przyczyn pogarszać. Jeżeli więc nie jesteśmy w stanie sensownie prognozować ruchów po obu stronach walutowego równania, kluczową sprawą dla przedsiębiorców powinno być odpowiednie zabezpieczenie swoich interesów. Rozwiązaniem może być korzystanie opcji walutowych. Jest to instrument, z którego korzystają firmy na całym świecie.

Opcja walutowa to instrument finansowy, dzięki któremu jego nabywca może w z góry ustalonym czasie kupić lub sprzedać daną walutę po umówionej cenie (w przypadku transakcji typu forward jest to nie możliwość, a obowiązek). Według badania przeprowadzonego w kwietniu 2016 roku przez Bank for International Settlements opcje stanowią 5% dziennego obrotu walutowego w Wielkiej Brytanii oraz 2% we Francji i Czechach. Jakie przedsiębiorstwa korzystają z nich najczęściej? Według badań analityków z East & Partners, które przeprowadzono na 2 200 firmach brytyjskich, w 2016 roku 100% małych korporacji (20-100 mln funtów rocznego obrotu) stosowało strategie opcyjne, a 95% korzystało z kontraktów forward. Wśród mikro przedsiębiorców i w sektorze MŚP (1-10 mln funtów rocznego obrotu) jedynie 20% korzystało ze strategii opcyjnych, a 25% z kontraktów terminowych forward. To właśnie małe i średnie firmy, które wykonują tylko transakcje na rynku bieżącym, z reguły najgorzej radzą sobie z identyfikowaniem ryzyka walutowego występującego w czasach dużej zmienności. To one powinny być więc w największym stopniu zainteresowane tego typu instrumentami finansowymi.

Jak sytuacja w tym zakresie wygląda w naszym kraju?

W Polsce opcje stanowią jedynie 0,07% dziennego obrotu walutowego. Należy się więc spodziewać, że instrument ten będzie zyskiwał na popularności i jego udział w rynku będzie docelowo zbliżony chociażby do naszych południowych sąsiadów. Co powinien zrobić przedsiębiorca, który jest zainteresowany tego typu zabezpieczeniem swojej działalności?

Pierwszym krokiem jest dokładna analiza cashflow firmy, by jak najlepiej określić swoje potrzeby. Drugi etap to ustalenie celu działania. Na rynku dostępne są bezpieczne produkty mające na celu minimalizację ryzyka wahań kursów (protect), średnio ryzykowne instrumenty dające szanse na partycypację w korzyściach płynących ze zmian na rynkach walutowych (participate) oraz produkty wysokiego ryzyka, pozwalające uzyskać najlepsze kursy wymiany, ale za cenę najwyższego ryzyka wahań cashflow (enhance). Trzeci krok to utrzymywanie dyscypliny w zawieraniu transakcji. Korzystanie z opcji walutowych ma bowiem największy sens, gdy są one nabywane regularnie. Jakie konkretnie rozwiązania w tym zakresie wybierając polscy przedsiębiorcy?

Istnieje wiele różnych strategii (ponad 25), które muszą być dopasowane do celów i stanu firmy. Eksporterzy wybierają z reguły tzw. korytarze, knock-iny czy forwardy, natomiast importerzy decydują się na forwardy i opcje zwykłe. Każda firma jest jednak inna i to, że jakiś instrument czy strategia odpowiada potrzebom jednej z nich, nie znaczy, że będzie dobra dla innej. Dlatego tak ważny jest wybór właściwego dostawcy usług, który będzie jednocześnie doradcą i pomocnikiem w budowaniu szytej na miarę strategii zabezpieczania przed ryzykiem walutowym. Warto także pamiętać, że rzetelny partner starannie poinformuje klienta o ryzykach każdego z instrumentów oraz o tym, jak zmiany rynku mogą wpływać na jego finanse.

Wypowiedź: Szymon Konarski, Corporate Hedging Manager Western Union International Bank.

Coraz więcej osób stawia na zdrowy styl życia. Beneficjentami tego trendu są również kluby fitness w Europie. Obecnie należy do nich 56,4 mln osób, czyli o 4,4 proc. więcej niż rok temu. Europejski rynek fitness wart jest 26,3 mld euro. Jak wynika z tegorocznego raportu „The European Health & Fitness Market”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z organizacją EuropeActive polski rynek usług fitness należy do jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się, ale jednocześnie najbardziej rozdrobnionych w Europie. Do klubów, których liczba na koniec ub. roku wyniosła ponad 2,5 tys., uczęszcza już 2,84 mln Polaków. Według szacunków w ciągu trzech-pięciu lat ta liczba może się zwiększyć nawet do 4 mln osób, z czego duża część będą to osoby starsze.

Wartość europejskiego rynku fitness w 2016 roku wyniosła 26,3 mld euro, co stanowiło wzrost w walutach krajowych o 3,1 proc. w porównaniu do roku ubiegłego, z czego niezmiennie niemal 2/3 stanowią przychody wygenerowane w pięciu krajach: Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Włoszech oraz Hiszpanii. Prawie jedna czwarta rynku (23 proc.) należy do grupy kolejnych sześciu państw: Holandii, Rosji, Turcji, Polski, Szwajcarii oraz Szwecji.  

– Analizując wskaźnik penetracji, czyli stosunek liczby członków klubów fitness do liczby ludności danego kraju, wśród dziesięciu najważniejszych rynków fitness Europy, widać, że najwyższy, bo wynoszący ponad 16 proc. wskaźnik jest w Holandii i Szwecji – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w Dziale Audytu, Lider Sports Business Group Deloitte. – Z kolei największy potencjał rozwoju dostrzegamy w Rosji i Turcji, gdzie wskaźnik ten wynosi odpowiednio 2 proc. i 2,4 proc. W krajach tych, poza Moskwą, Sankt Petersburgiem oraz Stambułem, rynek fitness znajduje się właściwie na początku drogi rozwoju. W Polsce wskaźnik penetracji jest na poziomie 7,4 proc., czyli poniżej średniej dla wszystkich analizowanych krajów, która wynosi 8,1 proc. – dodaje.

Biorąc pod uwagę liczbę członków klubów fitness liderami są Niemcy z niemal 10,1 mln osób oraz Wielka Brytania, gdzie członkostwo ma wykupione 9,3 mln osób. W Polsce jest to 2,84 mln osób. Liczba członków wzrosła w 17 z 18 analizowanych krajów (wyjątkiem jest Norwegia). Według szacunków z klubów fitness w 2025 roku może korzystać nawet 80 mln Europejczyków.

Raport, który przedstawia stan rynku fitness na dzień 31.12.2016 r., stosuje szeroką definicję klubu fitness. Jest to miejsce otwarte dla wszystkich, przeznaczone do uprawiania sportu, które posiada sprzęt do treningu wytrzymałościowego, wydolnościowego i do budowy kondycji fizycznej. Raport uwzględnia również pływalnie oraz szkoły tańca, tylko jeśli posiadają sale ze sprzętem do fitness. W Polsce działa około 2,56 tys. takich klubów, w ubiegłym roku było to 2,52 tys. Eksperci zauważają, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy powstało dużo nowych klubów, ale podobna liczba została też zamknięta. Niemniej zamykane są głównie starsze oraz nienowoczesne obiekty.

Suma przychodów polskich klubów fitness w omawianym okresie wyniosła 842 mln euro, czyli 3,68 mld zł. Rok wcześniej było to 871 mln euro (wówczas 3,65 mld zł). Wysokość przychodów na przestrzeni lat 2015-2016 pozostała na podobnym poziomie, a różnie wynikają z niekorzystnego kursu walutowego. Na tę kwotę 842 mln euro złożyły się przede wszystkim składki członkowskie oraz dodatkowe przychody z innej działalności. Średnia wysokość miesięcznej opłaty członkowskiej (wynikającej z cennika) wynosi w Polsce 27,7 euro, czyli około 116 zł, ale często stosowaną praktyką jest udzielanie rabatów, więc faktycznie może to być średnio około 25,5 euro (ok. 107 zł). – Większość klubów, według szacunków może być to nawet 80-90 proc., znajduje się w rękach prywatnych właścicieli, a więc w porównaniu z resztą Europy rozdrobnienie rynku jest znaczne. Dziesięciu największych operatorów posiada zaledwie 8 proc. udziału w rynku i 10 proc. jeżeli chodzi o udział w liczbie członków kubów fitness – mówi Marta Wrońska, Menedżer w Sports Business Group Deloitte. Największą liczbą klubów może pochwalić się obecnie sieć Calypso, która wyprzedza sieć Jatomi Fitness.

Z danych Polskiego Związku Pracodawców Fitness wynika, że stosunek karnetów sprzedawanych bezpośrednio przez kluby fitness do tych sprzedawanych przez operatorów kart, takich jak Multisport wynosi dwa do jednego. Sprzedaż w tym ostatnim kanale wzrosła w ostatnim roku o 20 proc. do ok. miliona sztuk. – Potencjał polskiego rynku jest ogromny. Szacujemy, że w ciągu 3-5 lat liczba osób korzystających z klubów fitness może wzrosnąć nawet o 1,5 mln osób. Co prawda możemy już mówić o nasyceniu rynku w głównej grupie docelowej, czyli osób otwartych na sport i zdrowy styl życia, ale wciąż istnieją grupy, dla których rynek fitness dotąd nie miał odpowiedniej oferty, jak chociażby studenci i emeryci – wyjaśnia Robert Kamiński, ekspert rynku fitness. Nie ma już mowy o chwilowej modzie czy kaprysach konsumenckich, rynek fitness staje się poważną, trwałą branżą – przekonuje.

Absolutnym liderem w Europie pod względem liczby członków pozostaje niemiecka sieć McFit. W ubiegłym roku było to 1,5 mln osób. Następna w kolejności sieć Basic-Fit (która dokonała IPO na giełdzie w Amsterdamie) może się pochwalić wynikiem na poziomie 1,2 mln osób. Jednak to nie McFit prowadzi w zestawieniu biorącym pod uwagę wysokość przychodów osiąganych przez sieci fitness. Pod tym względem pierwszy w rankingu jest niezmiennie Virgin Active, którego roczne przychody wyniosły w 2016 roku 499 mln euro. Na drugiej pozycji uplasowała się sieć David Lloyd Leisure (przychody rzędu 442 mln euro), a tuż za nią Migros Group (366 mln euro).

Zdaniem autorów raportu europejski rynek fitness przede wszystkim będzie rozwijał się w kierunku wzrostu klubów nisko kosztowych z ograniczoną obsługą klienta oraz segmentu butikowego (z wąską ofertą specjalistyczną). Należy spodziewać się również dalszej konsolidacji rynku. Najwięksi gracze wciąż szukają dalszych możliwości rozwoju. – W ostatnich latach zanotowano wzrost transakcji M&A. W 2015 roku było ich 19, a w 2016 roku 17, co jest bardzo dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę niepewność gospodarczą, spowodowaną chociażby Brexitem – wskazuje Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte. Na rynku dominują transakcje kupna dokonywane przez inwestorów strategicznych, w porównaniu do tych dokonywanych przez inwestorów finansowych, aczkolwiek fundusze private equity też są aktywne na tym rynku – dodaje. W Polsce w ubiegłym roku doszło do trzech znaczących transakcji dokonanych przez Benefit Systems, który kupił udziały w sieciach Zdrofit, Fitness Club S4 oraz Tiger. Benefit Systems podpisał także dwa listy intencyjne na zakup dodatkowych pakietów (50,1 proc.) w Calypso Fitness i Fabryka Formy (33,3 proc.).

Coraz większy wpływ na rynek fitness mają technologie cyfrowe, które umożliwiają uprawianie sportu i mierzenie swoich postępów poza klubami. Zdaniem ekspertów Deloitte, choć pozornie mogą one stanowić zagrożenie dla sieci i klubów, to docelowo powinny one zostać włączone do ich modeli biznesowych. Coraz większe znaczenie w przyciąganiu klientów będą miały również nowoczesne narzędzia marketingowe, takie jak storytelling, content marketing, customer experience czy też grywalizacja.

 

Źródło: Deloitte

Znane i lubiane SMS-y to dziś nie tylko niezobowiązująca, szybka forma komunikacji, ale coraz częściej też ważne biznesowe instrumenty, które odpowiednio skonfigurowane z określonym narzędziami i internetowymi aplikacjami, ułatwiają codzienny kontakt. Przedsiębiorcy mogą wykorzystywać SMS-ową platformę do prowadzenia sklepów, zarządzania zasobami ludzkimi, kontaktu z klientami oraz do wielu innych działań związanych z kierowaniem nowoczesną firmą.

Jedną z firm dostarczających narzędzie marketingu mobilnego jest Platforma SerwerSMS.pl, która umożliwia integracje gotowych modułów do swojego oprogramowania, co daje nowe możliwości w zarządzaniu firmą (m.in. z Firmao), administrowaniu sklepów (np. dzięki oprogramowaniu Shoper, IAI Shop, Shopify), czy prowadzeniu księgowości. Przekłada się to na zwiększenie rentowności biznesu, podniesienie jakości usług oraz wpływa na lepsze relacje z klientami i pracownikami. Jak to działa w praktyce?

Usprawnienie zakupów

Integracja sklepów internetowych z platformą SMS usprawnia cały proces zakupów online, pomiędzy właścicielem sklepu internetowego, a jego klientami. Komunikacja przebiega dwutorowo. Administrator otrzymuje automatyczne powiadomienie, gdy klient zarejestruje się w sklepie internetowym lub dokona w nim zakupów. Z kolei klient, po dokonaniu zamówienia otrzymuje informację potwierdzającą jej złożenie, zmianę statusu przesyłki czy potwierdzenie terminu odbioru.

Zarządzanie firmą online

Połączenie CRM z SMS-ową wysyłką pozwala na elektroniczny obieg dokumentów, zarządzanie projektami, raportowanie, fakturowanie, ofertowanie, obsługę zamówień i wiele innych obszarów działań. Za pomocą wbudowanego modułu SMS można automatycznie informować klientów np. o nieopłaconej fakturze czy o kończącym się terminie płatności. Klient zyskuje także możliwość przesyłania ofert, życzeń czy zaproszeń SMS-owych do wybranej grupy klientów lub pracowników.

Przechowywanie danych

W sprawnie prowadzonej komunikacji biznesowej niesamowicie istotne jest, aby dane były gromadzone i umieszczane w jednym miejscu. Integracja platformy SMS-owej z Zapier sprawia, że każda pojedyncza wiadomość jest kopiowana do osobnego rekordu i zapisywana w bazie, w zależności od tego, z którego rozwiązania korzysta użytkownik. To bezpieczne, a jednocześnie wygodne rozwiązanie. Za pomocą Zapiera można zatem skorzystać z szybkiej i łatwej integracji Platformy SerwerSMS.pl z innymi narzędziami, takimi jak Facebook, Twitter, Gmail itd.

Błyskawiczne przypomnienia

Przy odpowiednio skonfigurowanych aplikacjach, informacje o aktywnościach mogą przychodzić do odbiorcy drogą SMS-ową. Przypomnienie o wydarzeniu zapisanym w Google Calendar, nowy wpis w harmonogramie na Trello czy komentarz na WordPressie – o wszystkim tym, możemy zostać natychmiast poinformowani za pomocą wiadomości SMS.

Lepsza komunikacja

Szybki post na Facebooku lub Twitterze za pomocą SMS-a, gdy nie mamy dostępu do internetu? To możliwe dzięki połączeniu tych aplikacji z platformą mobilną. Wysłanie wiadomości SMS na dedykowany numer automatycznie opublikuje post na osi czasu Facebooka lub udostępni treść jako tweet. W ten sposób momentalnie można skomunikować się ze znajomymi lub poinformować o ważnym wydarzeniu, bez wykonywania dodatkowych czynności, typu łączenie się z internetem czy używanie innych programów.

SMS-y dzięki systematycznie wprowadzanym integracjom, stale zyskują nowe możliwości komunikacji dedykowane dla firm. Pozwala to na prowadzenie efektywniejszego marketingu, a także na dotarcie ze swoim komunikatem do jeszcze większej ilości odbiorców. Krótkie wiadomości tekstowe ułatwiają i przyspieszają też reakcje użytkowników na działania podejmowane przez klienta, a to z kolei daje szansę zbudowania lojalności i zadowolenia kupujących. W końcu nie od dziś wiadomo jak ważna jest dobra komunikacja w biznesie.

 

Źródło: dotPR

Drugi rok z rzędu Deutsche Bank zapytał Polaków, jakie są największe marzenia związane z zawodowo-materialną przyszłością ich dzieci. O ile przed rokiem rodzice najczęściej wskazywali, że zależy im przede wszystkim, aby dziecko mogło sobie pozwolić na zakup własnego mieszkania, o tyle w tym roku na pierwszym miejscu znalazła się praca w firmie o stabilnej pozycji (54 proc. wskazań). Własne cztery kąty  są na miejscu drugim (48 proc.). Wśród najczęściej wskazywanych odpowiedzi były również kwestie związane z edukacją – co trzeci rodzic życzyłby sobie, aby ich potomek skończył wyższe studia na polskiej uczelni.

Mija właśnie rok od startu rządowego programu Rodzina 500+, którego deklarowanym, podstawowym celem był aspekt demograficzny, czyli zachęcenie Polaków do powiększania rodziny. Nawiązując do pierwszej rocznicy wprowadzenia programu, Deutsche Bank postanowił sprawdzić, jak w ciągu ostatniego roku zmieniły się poglądy Polaków dotyczące materialnej i zawodowej przyszłości ich dzieci. Przed rokiem prym wiodły kwestie mieszkaniowe, jednak tym razem największy odsetek badanych (54 proc.) odpowiedział, że chciałby, aby ich dziecko znalazło dobrą pracę w stabilnej firmie. Przed rokiem odsetek wskazań był tu znacząco niższy i wyniósł 37 proc.

Zdaniem Moniki Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank, trudno myśleć o pomyślnej przyszłości młodego pokolenia, pomijając aspekt wyboru ścieżki kariery zawodowej. – Satysfakcja z aktywności zawodowej w dużej mierze przekłada się na zadowolenie z życia – mówi ekspertka. – Dobra praca gwarantuje powodzenie materialne, dlatego zrozumiałym jest, że rodzice chcieliby przede wszystkim, by ich potomek został zatrudniony i otrzymywał wynagrodzenie w stabilnej firmie.

Warto zauważyć, że odpowiedź ta była wybierana znacznie częściej przez matki niż ojców – różnica między nimi wyniosła ponad 20 pp.. Marzenie to jest też szczególnie popularne wśród rodziców z pokolenia 45-55 lat, co nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to rodzice młodych ludzi stawiających obecnie swoje pierwsze kroki na rynku pracy. Na przeciwnym biegunie znalazły się wskazania ludzi najmłodszych, wśród których jedynie co trzeci deklarował, że najważniejsza jest dobra praca dla dziecka.

Etat lepszy niż własna firma?

Interesujące jest również zestawienie tak dużego wzrostu liczby wskazań dotyczących pracy w dobrze funkcjonującym przedsiębiorstwie, z tymi odnoszącymi się do założenia przez dorosłego już potomka własnego biznesu.  O ile w 2016 r. ponad jedna trzecia badanych (34 proc.) życzyłaby sobie, aby ich dziecko  zostało rzutkim biznesmenem, to w najnowszym sondażu było to już tylko 25 proc. ankietowanych.

– Każdego miesiąca powstaje w Polsce około 25 tys. nowych firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw i jak pokazują statystyki,  blisko trzy czwarte z nich upada w pierwszych latach działalności. Prowadzenie własnego biznesu wiąże się z ryzykiem i wieloma wyzwaniami. Można zatem wnioskować, że rodzice woleliby, żeby ich dzieci miały zapewnioną stabilizację zawodową, a tę dostrzegają w zatrudnieniu na umowie o pracę – mówi Monika Szlosek. – Z drugiej strony osiągnięcie sukcesu w biznesie może przynieść satysfakcję i duże pieniądze, raczej nieosiągalne w przypadku pracy na etacie – zaznacza.

Jeszcze w 2016 roku założenie firmy przez potomka było marzeniem dwóch na trzech ojców, natomiast wśród matek taką odpowiedź wskazało jedynie 14 proc. W tym roku role się odwróciły i to kobiety częściej życzyły sobie, by ich dorosłe dziecko prowadziło firmę.

Dziecko na swoim

W badaniu przeprowadzonym w 2016 r. najwięcej respondentów (ponad 55 proc.) wskazywało, że chcieliby, aby ich dziecko nie miało w dorosłym życiu problemu z kupnem mieszkania. Obecnie odsetek ten spadł do poziomu 48 proc.

Z danych Eurostatu wynika, że  ponad 83 proc. Polaków posiada własnościowe mieszkanie lub dom, co stawia nasz kraj w ścisłej europejskiej czołówce. – Posiadanie własnego kąta jest traktowane przez Polaków jako synonim bezpieczeństwa i stabilizacji. Ma to swoje ekonomiczne uzasadnienie, ponieważ ceny wynajmu w zestawieniu z kosztem miesięcznej raty często są porównywalne lub nawet wyższe. Zdaniem analityków kupno mieszkania może być tańsze niż jego długotrwały wynajem nawet o 20-30 proc. – zauważa Monika Szlosek z Deutsche Bank.

Warto zwrócić uwagę, że kwestia mieszkania jest zdecydowanie częściej podnoszona wśród osób, które nie mogą liczyć na wsparcie w ramach programu 500+ (wśród beneficjentów programu o stabilnej sytuacji mieszkaniowej dzieci marzy 36 proc., a wśród pozostałych – 50 proc. badanych).  Ciekawe jest również spojrzenie na odpowiedzi, mając na uwadze poziom dochodów badanych. Odpowiedź tę wybrało aż dwie trzecie najmniej zamożnych (66 proc.) i tylko 18 proc. respondentów, których można zakwalifikować do wyższej klasy średniej.

Taki rozkład wskazań nie jest zaskoczeniem – mówi Monika Szlosek. – Wsparcie dzieci w zakupie nieruchomości jest ogromnym wyzwaniem, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę ich ceny w największych polskich miastach – komentuje. – Osoby  zamożne kwestię tę często traktują jako oczywisty element wsparcia swoich dzieci wkraczających w dorosłość.

Mniejszy nacisk na edukację

W porównaniu z rokiem ubiegłym bardzo widoczny jest też spadek liczby respondentów, dla których wymarzonym elementem przyszłości ich dzieci jest ukończenie przez nie studiów wyższych. Liczba odpowiedzi zmniejszyła się aż o 17 pp. (z 49 do 33 proc.). Nie zmienił się natomiast odsetek rodziców, których pragnieniem byłoby zapewnienie dziecku możliwości ukończenia studiów za granicą (13 proc.).

– Spadek ten może być wynikiem rosnącego, choć nie do końca uzasadnionego przekonania, że tytuł magistra nie jest wcale gwarantem lepiej wynagradzanej pracy – mówi Monika Szlosek. – Owszem, takiej gwarancji nie ma, jeśli jednak zestawi się  dane na temat zarobków osób z wykształceniem wyższym z tymi, którzy swoją edukację zakończyli na wcześniejszym etapie, widać wyraźnie, że studia zwiększają w istotny sposób prawdopodobieństwo lepszych zarobków..

Równocześnie do 19 proc. zmalała też liczba dorosłych, którym zależy, by ich dzieci potrafiły płynnie mówić choć w jednym języku obcym. Posługiwanie się językiem obcym jest oczekiwane przede wszystkim przez osoby zamożniejsze. Wśród tej grupy rodziców było to najczęściej wskazywane pragnienie. Niemal dwóch na trzech dorosłych zarabiających ponad 7 500 zł miesięcznie życzyłoby sobie, aby ich dziecko potrafiło komunikować się w języku innym niż ojczysty.

Nie samą pracą żyje człowiek

Marzenie, by potomek realizował własne pasje, takie jak uprawianie sportu, gra na instrumencie czy podróżowanie, jest istotne dla jednej trzeciej rodziców (32 proc.). Odsetek powyższych wskazań znacznie odbiega jednak od zeszłorocznych odpowiedzi, kiedy na rozwijanie własnych zainteresowań dzieci zwracał uwagę co drugi rodzic.

W tym roku pragnienie, by dzieci spełniały się realizując swoje pasje, ustąpiło miejsca bardziej praktycznym życzeniom dorosłych. Warto odnotować, że odpowiedź ta padała częściej ze strony ojców (wskazało ją 41 proc. z nich).

Wydaje się, że w minionym roku obserwowaliśmy powrót do pragmatyzmu ekonomicznego na poziomie jednostek i ich rodzin. – To realistyczny  scenariusz funkcjonowania konsumentów „tu i teraz”. Rzecz jasna, może być postrzegany zarówno od strony ogromnych korzyści sporej części beneficjentów 500+, którzy zyskali możliwość spłacenia ciążących na nich zobowiązań lub też zakupów ze sfery potrzeb dotychczas nieistniejących lub niezaspokojonych. Jest też grupa starająca się potraktować dodatkowe środki jako zaczątek kapitału na start dla swoich dzieci – komentuje prof. Małgorzata Bombol ze Szkoły Głównej Handlowej.  

Prywatne leczenie, samochód, zdolność kredytowa – luksus, czy norma?

Niecałe 14 proc. rodziców życzyłoby sobie, by dziecko posiadało w przyszłości własny samochód. Niewiele mniej badanych (12 proc.) chciałoby, aby ich dzieci mogły sobie pozwolić na korzystanie z prywatnej  opieki medycznej.

Zestawienie marzeń rodziców – identycznie jak przed rokiem – zamyka życzenie, by dzieci posiadały zdolność kredytową. Jest to ważne dla 8,2 proc. respondentów.  – Mimo że nadal jest to ostatnie marzenie na liście TOP10 rodziców, to jednak w ujęciu rocznym obserwujemy, że więcej osób zwraca na nie uwagę. Odsetek ten wzrósł o blisko 6 pp. – mówi Monika Szlosek.

Zdaniem prof. Małgorzaty Bombol z SGH, ekspertki Deutsche Bank, otoczenie, w jakim funkcjonują na co dzień konsumenci, sprzyja wykształceniu szeregu postaw konsumpcyjnych. Mogą być one wynikiem chęci demonstrowania swojego statusu – stąd marzenia o posiadaniu samochodu przez dzieci wśród gorzej sytuowanych rodziców, czy zdolności kredytowej będącej swoistą „przepustką” do świata marzeń o produktach lub usługach.  – Problemy z dostępem do wysokiej jakości usług edukacyjnych czy zdrowotnych odzwierciedlają marzenia rodziców o zagranicznych uczelniach dla ich dzieci czy też o bezproblemowej prywatnej służbie zdrowia – tłumaczy prof. Małgorzata Bombol. – W tym wypadku chodzi bardziej o inwestycję w wykształcenie lub dobre zdrowie niż o efekt demonstracji statusu.

 

Źródło: Deutsche Bank

 

Eksperci

Sawicki: Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie ...

Lipka: Jak w Polsce marnotrawiony jest kapitał ludzki

Co sprawia, że znakomite wyniki polskiej młodzieży w badaniach kapitału ludzkiego nie przekładają si...

Baczewski: Firmy mogłyby bardziej zwiększyć zatrudnienie, ale boją się nowych przepisów

Do 42% wzrósł w stosunku do poprzedniego kwartału odsetek przedsiębiorców, którzy planują podwyżki -...

Bugaj: Małe spółki – reaktywacja

Powoli zbliżamy się do końca roku, który na krajowym parkiecie zapisze się jako okres dużych kontras...

Przasnyski: Gospodarka pędzi, inwestycje kroczą

Dynamika PKB w trzecim kwartale wyniosła 4,9 proc. i okazała się wyższa niż oczekiwane przez ekonomi...

AKTUALNOŚCI

NBP i KNF stworzyło stronę ostrzegającą przed kryptowalutami

Miesiąc temu Prezes NBP stwierdził, że kryptowaluty to jazda bez trzymanki oraz przestrzegał przed l...

Europarlament wydał oświadczenie w sprawie kebabów

W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami o planowanym ograniczeniu produk...

Dłużej poczekamy na odpowiedź mailową z banku

Liderem najnowszego rankingu infolinii bankowych jest Bank Pekao SA, który okazał się najlepszy zaró...

Nowe wymagania dla transportu odpadów wchodzą w życie w dniu 24 stycznia 2018 roku

Rozporządzenie to określa szczegółowe wymagania dla transportu odpadów, w tym dla środków transportu...

Żywność i paliwa podbiły inflację

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, mówiące o 2,5 proc. wzroście cen towarów i usług konsumpcyjny...